utwory / premiery w sieci

Ołtarz wypełniony przesterowanym smutkiem

Krzysztof Schodowski

Premierowy zestaw wierszy Krzysztofa Schodowskiego.

[oto wytrawny obraz]

oto wytrawny obraz w którym mieszkają stulecia
cieni – kobiety zapomniane przez wiatr mężczyźni zwiastujący
burzę. nie wiem naprawdę już nie wiem dokąd prowadzą
noce pełne iskier i szkła albowiem poznałem już ręce

znam najciemniejsze półtony lecz w świetle barów
czy to głód podbrzuszy tak bardzo mnie rozprasza
tak bardzo przetwarza? wciąż zdaje mi się że szepczesz:

masz uda jak bachmann chcę w nich zakorzenić pestki –
sierpowate niezliczone łzy pragnę by grzechotały jak kamyki
uwięzione w pękniętej otchłani.


***

sny podchodzą

do gardła niczym wygłodniałe dzikie zwierzęta. i wtedy ujrzałem
pęknięty ołtarz z mięsa i kości. oczy gotowe rodzić deszcz w huczne
święto ciała. nie stało się nic – mówili – a ich usta sznurowano
przykładano do rozgrzanych mięśni. i zapominali:

po co przyszli gdy ogarniał ich dźwięk. mężczyźni w dyskotekach
chłopcy w opustoszałych parkach. my czekaliśmy w milczeniu.
osobno. w głowie techno nadaje tempo pamięci. spójrz
kto wrócił kto wyłonił się z czarnych korytarzy zdolny zabrać
na podmokłe równiny i porzucić raz jeszcze byśmy zrozumieli:

jego krew i sperma – wciąż w nas pulsują.
gwałtownie i burzliwie.

to pozostawiły po nim dekady: krótkie szarpnięcia
bezdech marmurowych poranków kiedy ciało przypomina
zbiór nic nie wartych dalekich galaktyk; czarne tabernakulum
w którym mieszkał przed tobą. co stanie się z twoim
gdy zacznie oswajać następne? szerszenie i ogień.


[im zimniej tym wolniej]

im zimniej tym wolniej. puchną węzły i więzi – promieniują opuchlizny
po wewnętrznej stronie. mówią że śnieg jest końcem – obrazem który
łatwo przyswoić uformować by nikt nie zszedł niżej. metafora
na poziomie zero i tamten krajobraz: pierwsze zanurzanie w pasma
włosków. na równinach elektrycznej skóry fale gwałtownego ciepła.
cień mężczyzny opanowany przez hewel. ołtarz wypełniony

przesterowanym smutkiem.

noce nastawione na bielenie kości płoną jak domy. po obecnych
nie ma już śladu tylko kiełkujący głód wciąż przetacza się w żyłach.
to tutaj staliśmy nadzy. w dłoniach ta sama jakość skóry – bezpieczna
i pełna żalu. rozkwitanie wzroku gdy przychodzi żar bielszy niż śnieg.
może jeszcze lśni w oczach które otoczyła glina. pamiętam wstyd
połyskujący jak szkło w gardłach porzuconych kochanków twarz żony
pochylonej nad tobą cmentarz w ciszy. i to nagłe szarpnięcie zaciskanej

na ramieniu ręki.
krótkie. zaraźliwe.

O AUTORZE

kschodowski_zdjecie
Krzysztof Schodowski

Urodzony w 1983 roku. Plastyk, ilustrator. Współautor tomu poetyckiego AltissimumAbiectum (2012) stworzonej wraz z poetą Karolem Samselem. Swoje rysunki publikował w Arteriach, Migotaniach, Elewatorze, Helikopterze. Pisze od 3 lat. Mieszka w Warszawie.