wywiady / O KSIĄŻCE

Polarną nocą i po drugiej stronie lustra

Dawid Mateusz

Filip Łobodziński

Rozmowa Dawida Mateusza z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca premierze książki Tarantula Boba Dylana w przekładzie Filipa Łobodzińskiego, wydanej nakładem Biura Literackiego 15 stycznia 2018 roku.

Okladka__Tarantula_FINAL.indd Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Dawid Mateusz: Na początku naszej rozmowy chciałbym uporządkować kilka kwestii i zarysować pewne jej tło. Rok temu, wydając zbiór tekstów Boba Dylana zatytułowany Duszny kraj, wielokrotnie opowiadałeś o przyswojeniu przez polską publiczność twórczości m.in. Leonarda Cohena ze względu na jego europejską wrażliwość w opozycji do amerykańskości Dylana, której polski słuchacz nigdy nie zdołał „skonsumować” na większą skalę. Mówiłeś o tym, że chciałeś tą książką dołożyć swoją cegiełkę do mocniejszego zaistnienia Dylana w świadomości naszej publiki. Z tym związane jest moje pierwsze, acz złożone pytanie. Czy wydawanie Tarantuli ma być kolejną cegiełką? Czy masz jakieś oczekiwania związane z odbiorem tej książki w Polsce?

Filip Łobodziński: Kulisy wydania Tarantuli po polsku to bardziej skomplikowana opowieść, związana z piętrową umową z właścicielami praw wydawniczych do dorobku Dylana. Ale gdyby to miał być wyłącznie kaprys wydawcy i mój, to moja odpowiedź brzmiałaby/brzmi – tak:

O ile Tarantula bywa przedstawiana jako ciekawostka w koronie Dylanowskiej, o tyle nie sposób ją zignorować. Zwróć uwagę, że miała swoje poprzedniczki w postaci krótkich próz poetyckich na okładkach i wkładkach płyt. Począwszy od albumu The Times They Are a-Changin’  konfrontujemy się z jego twórczością niepiosenkową – i to nie jest tylko zapełnianie pustego miejsca. To JEST konkretna i ukształtowana forma wypowiedzi literackiej. Tarantula to zwieńczenie – szalone jako dziecięcy bąk – tego nurtu w jego twórczości. Jasne, nie za to go cenimy, gdyby nie napisał iluś piosenek, nie zawracalibyśmy sobie głów Tarantulą, ale ona naprawdę daje nam pełniejszy obraz Dylana-twórcy. W dodatku jest cholernie dowcipna.

Jestem po kilku lekturach Tarantuli i uważam, że o ile po wydaniu Dusznego kraju musiałeś odpierać absurdalne zarzuty o koniunkturalność (bo Nobel), to teraz taki zarzut byłby szaleństwem. Wiesz, o czym mówię – kiedy wspomniałem Miłoszowi Biedrzyckiemu, że będę rozmawiał z Filipem Łobodzińskim o Tarantuli, odpowiedział: „Przetłumaczył Tarantulę? Ten to ma zdrowie”.

Może poległem, może można Tarantulę spolszczyć znacznie lepiej. Ale dotąd nikt w całości się z tym nie zmierzył. Ba, podejrzewam, że uwolniłem kolegów tłumaczy od tego obowiązku, bo chyba nikt drugi raz za całość się nie weźmie. Potraktowałem to jako zadanie do wykonania. Rzeczywiście przedsięwzięcie nie jest koniunkturalne, ale nie chcę prorokować co do jej ewentualnego oddźwięku. Może ktoś znajdzie tam inspirację do własnych galopad językowych i intelektualnych.

Chodziło mi raczej o skalę wyzwania, bo nikt przez 47 lat od wydania się tego nie podjął – nie tylko w Polsce – na całym świecie istnieje zaledwie kilka przekładów i to wydanych już w XXI wieku. Na chwilę przejdźmy do kwestii technicznych. Jak długo trwały prace nad przekładem?

Wbrew pozorom wcale nie tak długo, na pewno krócej niż zakładałem. Zabrałem się za nią latem, skończyłem w połowie jesieni. Równolegle pracując na etacie, przekładając utwory Patti Smith z myślą o przyszłej dużej antologii, grając koncerty, udzielając się w wolontariacie, przygotowując „Xięgarnię” i załatwiając mnóstwo codzienności. Gdyby wyżąć szmatę czasu i pozostawić samą pracę nad Tarantulą, pewne zostałoby kilka tygodni.

W opisach prasowych Tarantula często zestawiana jest z Sezonem w Piekle Arthura Rimbaud, a także dziełami Kerouaca, Burroughsa czy Ginsberga. Znalazłem również porównanie z Joyce’em. Na ile Ciebie, jako tłumacza, przekonują te tropy? Gdybyś miał zachęcić (albo ostrzec) czytelnika – nakierować go na to, z czym będzie miał do czynienia, kiedy weźmie do rąk Tarantulę – do czego byś tę książkę porównał? Czym właściwie jest Tarantula Boba Dylana?

Tarantula jest eksperymentem prozatorskim. Jest przejażdżką w kolejce górskiej. Jest serią krótkich opowiadań czy też impresji, już to surrealistycznych, już to absurdalnych, natomiast – przynajmniej według mnie – nigdy nonsensownych. To trochę kolaż z potasowanych i rozrzuconych elementów amerykańskiego świata połowy lat sześćdziesiątych. W jednej z próz Tarantuli wspomniana jest karciana gra-sztuczka 52 pickup (u mnie szast 52), która polega na wystrzeleniu talią kart w powietrze i poleceniu, by drugi gracz je pozbierał. Ta książka jest próbą zebrania takich porozrzucanych postaci, wydarzeń, snów, myśli i lęków. Niekiedy przyjmuje postać kompletnego wariactwa, gdzie trudno nawet zlokalizować podmiot zdania, niekiedy zaś mamy do czynienia z klarowną narracją. Do tego dochodzą jeszcze szalone liściki, wieńczące niemal każdy tekst. Bywały chwile podczas przekładu, kiedy szczerze się śmiałem.

Ogrom dowcipu w tej książce trudno ogarnąć, prawda, jednak tu chciałem Cię zapytać o metodologię. Tłumacząc piosenki Dylana, musiałeś trzymać się warstwy brzmieniowej, rytmu, zmieścić wers w narzuconej frazie melodycznej. To pewne utrudnienia, jednak podpowiadają one styl pracy i metodę działania. Jestem bardzo ciekaw, jak wyglądało to w przypadku Tarantuli, bo tutaj czytelnik, a co za tym idzie tłumacz będący również czytelnikiem, jest rzucony nie tyle na głęboką wodę, ile na „suchego przestwór oceanu” w samym środku nocy polarnej. Kiedy przeczytałem pierwsze wersy Tarantuli pomyślałem, że to mokry sen Noama Chomsky’ego.  Gdybym ja miał to tłumaczyć, najpierw poszukałbym zakurzonych podręczników do gramatyki generatywnej. Czy metodologia tego tłumaczenia miała dające się opisać ramy? Czy w przekładzie wspierałeś się jakimiś lekturami pobocznymi?

Zawsze trzymam się zasady podstawowej – że dotychczasowe doświadczenia nie przydadzą się przy kolejnym. W każdym razie nie ufam własnym nawyczkom, oswojonym obiegnikom i sztuczkom. I tu sprawdziło się to w całej pełni – żadne doświadczenie translatorskie nie było mi tu pomocne. Może poza jednym, ogólnym: słuchać tekstu. Wbrew pozorom Dylan w Tarantuli poprowadził mnie często za rękę. Polarną nocą i po drugiej stronie lustra. A mniej metaforycznie mówiąc – musiałem wprawić się w pewien trans słowny, którym ta książka jest nasycona. Choć zdaje się, że Dylan ją po napisaniu przeglądał wielokrotnie, cyzelował, karczował, dopisywał… Nie jest to więc wymiot słowny ani strumień świadomości, ale pewna z rozmysłem poczyniona budowla. Początek jest rzeczywiście szokujący, potem jest łatwiej, spójniej. Co do lektur pobocznych – nie tyle wspierałem się, ile wspominałem podobnie spuszczone ze smyczy toki słowne w Rozmowie w „Katedrze” Vargasa Llosy i Jesieni patriarchy Garcíi Marqueza, Skowycie Ginsberga i – o czym nadmieniłem już gdzieś – jeden rozdział Kardynała Pölätüo Themersona.

Do tego jeszcze wrócimy, tymczasem chcę na chwilę zboczyć z tej Route 66 rozmowy, zatrzymać się na stacji i czymś posilić. Śledząc Twoją pracę translatorską dotyczącą muzyki, a także podejście do zawodu dziennikarza muzycznego, rzuca się w oczy Twoje zainteresowanie kwestiami „socjomuzycznymi” – oddziaływaniem muzyki na społeczeństwo i tym, w jaki sposób artysta staje się rezonerem zmian społecznych, co szczególnie widoczne jest zresztą w piosenkach Dylana, bo przecież niepotrzebna pogodynka, żeby znać kierunek wiatru. Ale jak to wygląda w przypadku jego prozy? Tarantula była pisana w bardzo specyficznym okresie. Mamy lata 1965–1966, trwa wojna w Wietnamie, masa krytyczna zostaje przekroczona, rodzi się amerykańska kontrkultura. Staram się jakoś odczytywać Tarantulę na tle tych wydarzeń, jednak w przeciwieństwie do piosenek tutaj Dylan nie komentuje rzeczywistości z taką bezpośredniością. Odnoszę wrażenie, że jeżeli tło społeczno-polityczne tamtego okresu przekłada się na prozatorskie działania Dylana, to na zasadzie przełożenia napięcia społecznego na wewnątrzjęzykowe. Treściowo jednak Dylan zaskakująco często opowiada o pozornie błahych, codziennych wydarzeniach.

On się dość szybko, bo już w 1964, wycofał z partii komentatorów. Przynajmniej w takim doraźnym, konkretnym wymiarze. Gdybym miał odnaleźć w Tarantuli jakieś odbicie czasu, widziałbym je raczej w języku, który jest rozedrgany, rozhuśtany, przypomina kulę z lusterek, odbijającą na mgnienie kilka rzeczy, a już za chwilę lśniącą inaczej. Tamte lata musiały być rzeczywiście kolosalnym szokiem, bo tyle zjawisk całkowicie nowych w kulturze, co wtedy, nie pojawiło się już nigdy w erze przedwirtualnej. A i uderzenie świata multimediów i komputerów nie było już tak potężne, bo byliśmy oswojeni z tym, że coś się „musi pojawić”. Oczekiwaliśmy fajerwerków. A w latach sześćdziesiątych wszystko było „świeże i nowe”, że zacytuję Kiplingowskie Takie sobie bajeczki. Muzyka, stroje, język, literatura, film, kolory, dragi, wojna, ale i poczucie więzi pokoleniowej, mnogość bodźców – Dylan to odzwierciedla. Piosenkami zresztą też. Zacytowana przez Ciebie fraza z piosenki Tęskny jazz o podziemiu w moim przekładzie to element podobnie zdyszanej, wariackiej opowieści. Tarantula w swojej masie, skromnej objętościowo, ale napęczniałej językowo, to portret zbiorowy gorączkującego społeczeństwa. Tyle że opowiedziany przez ironicznego ekspresjonistę, który przekrzykuje kilka naraz rozgłośni radiowych. A książka jest polityczna w tym sensie, w jakim polityczne jest to, co odnosi się do zbiorowości ludzkiej. Czasami kalekiej, czasami kuriozalnej, czasami popapranej.

W tym kontekście zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Minęło ponad 50 lat od napisania Tarantuli, na ile po pół wieku tamto tło może być zrozumiałe dla czytelnika żyjącego na drugiej stronie globu – w środku Europy?

Dla oswojenia rekwizytów i realiów dorzuciłem tam mnóstwo przypisów, które mają to i owo przybliżyć. Niemniej nie uważam, by dla treści książeczki miało to znaczenie, czy wiemy, kim był Tonto albo czego fragmentem jest fraza „blam de lam!” (u mnie „bum ta bum”). Przypisy mają raczej pomóc podejrzeć jego warsztat, zobaczyć, z czego składał tę dziwną budowlę – i dopiero ta wiedza pozwala czytelnikowi, który się nie zniechęci, wyczuć głęboki sens. Realia więc nie są tak ważne, jak trans, nerw, floł. A tło dziś jest równie zagmatwane, kilkaset razy bardziej przeładowane bodźcami (tylko nasze zmysły już umieją filtrować te najmniej przydatne w danej chwili). Dziś też można pisać podobnie. Zresztą wystarczy popatrzeć na obraz abstrakcyjny, który nie kotwiczy żadnym elementem w świecie rzeczywistym, a może Ci się podobać. Albo wejść do pierwszej lepszej galerii handlowej w godzinach szczytu zakupowego: naraz słyszysz ileś piosenek z różnych sklepów, gwary, komunikaty. Literat byłby w stanie wykorzystać dzisiejszy soundtrack codzienności jako tworzywo.

Nawet wykorzystywanie tego „soundtracku codzienności” dosyć często we współczesnej literaturze polskiej spotykamy. Chciałbym jednak nieco rozszerzyć temat. Chodzi mi też o kwestię bariery pokoleniowej – patrząc z perspektywy człowieka urodzonego w 1986 roku, odnoszę wrażenie, że moja generacja dużo bardziej czuje nie mniej zanurzonych w tradycji anglosaskiej: Waitsa, Cave’a czy Bowiego. Wierzysz w to, że dwudziesto- albo trzydziestoletni polski czytelnik jest w stanie poczuć i zrozumieć Dylana na tle całego ruchu kontrkulturowego? Chodzi mi o czytelnika, który – jeżeli nie miał szczęścia poznać jednego z siedemnastu polskich hipisów – mógł co najwyżej poczytać o nich u Tarzana Michalewskiego albo z All you need is love Jerzego Jarniewicza dowiedzieć się, że to wcale nie było tak, że pierwszy Woodstock zorganizował Jurek Owsiak pod patronatem TVP, a wszystko odbyło się w Jarocinie. Przesadzam oczywiście, jednak zdaje się, że słowniki w telefonach współczesnych dwudziestolatków na zawołanie „hip” dopisują raczej „ster” niż „is”. Clue tego przydługiego wywodu brzmi: czy wierzysz w ponadpokoleniowy uniwersalizm twórczości Dylana i przesłania całego ruchu kontrkulturowego lat sześćdziesiątych?

 Można zastanawiać się również, czy dzisiejszy czytelnik jest w stanie ogarnąć realia wojny trojańskiej, XVIII-wiecznej Anglii albo XIX-wiecznego Paryża, żeby móc skąsać Iliadę, Podróże Guliwera albo Balzaca czy Flauberta. Nawet jeśli świat Tarantuli i innych produktów tamtych czasów – a gwoli ścisłości dodam, że Tarantula wyszła drukiem w 1971 roku i nie jest wykluczone, że jej tekst Dylan cyzelował już w czasie, gdy nie należał do kontrkultury – jest dziś egzotyczny, to warto tam zajrzeć, choćby w ramach wycieczki epokoznawczej. Poza tym jeśli ktoś nieznający angielskiego będzie chciał zapoznać się z pozamuzyczną twórczością Dylana, będzie miał od teraz szansę. Tarantula po polsku będzie po prostu punktem odniesienia, pewnie rzadziej znacznie przywoływanym niż jego piosenki, ale będzie. A kto wie, czy nie posłuży też jako źródło poręcznych cytatów czy mott, na przykład „drwale nadchodzą”.

 Może to po prostu moja przypadłość, zafascynowany jakąś lekturą zawsze chciałem poznać tło społeczno-kulturowe, w jakim powstała.

Wspominasz o potencjale aforystycznym tej książki. Tutaj chcę przejść do pokrewnego wątku. Zostawmy na chwilę Dylana, wróćmy do Łobodzińskiego, bo dążę jednak do czegoś w tych swoich halucynacjach z niedożywienia. Znając, nawet częściowo Twoje prace translatorskie, nie sposób nie zapytać o różnicę między tłumaczeniem a przekładem. Znany jesteś z tego, że przekładasz nie tyle literalną treść dzieła, co także kontekst społeczno-kulturowy z aktualizowaniem języka włącznie. Jest takie, nieco zapomniane we współczesnej lingwistyce, słowo „lokalizacja”. Delikatnie ujawniało się to nawet w piosenkach Zespołu Reprezentacyjnego. Nie jestem iberystą, ale wiem, że Fernande to nie do końca Maja, a roi des cons to król głupców, więc siła przekazu polskiej wersji Króla wynika bardziej z kreatywności tłumacza. W przypadku piosenek Dylana dostaliśmy słynny już Jak błądzący łach, a Maggie’s Farm stała się Firmą Ziuty. Nie czytałem Tarantuli w oryginale, przyznaję, jednak mogę się założyć, że wcale nie występuje tam Franek zwany Kimono. To są niezwykle ciekawe rzeczy pod względem metodologii, jesteś w tej kwestii bardzo radykalny.

Bywam, nie jestem. Bywam wówczas, gdy trzymanie się toponimii czy frazeologii oryginalnej zaciemniałoby sprawę i byłoby walką o wierność kosztem czytelności. Nie jestem jakoś szczególnie dumny z „Ziuty”, to był raczej dowcip. Natomiast „łacha” będę bronił, tym bardziej że w moim odczytaniu piosenki Like a Rolling Stone „błądzący łach” wcale nie jest przekłamaniem czy spolszczeniem, tylko interpretacją.

Zasada, regulująca mój stosunek do szczegółów lokalnych, ma kilka stadiów. Najpierw sprawdzam, jaką rolę pełni w oryginale dany element. Jeśli kluczowe – zostawiam. Nie sposób byłoby przełożyć piosenki Hurricane, wstawiając w to miejsce jakieś bliższe Polakom przezwisko, bo Hurricane jest istotą tej piosenki. Podobnie w Tarantuli zachowuję Arethę, Lyndona Johnsona, rozmaite miasta amerykańskie czy Jayne Mansfield.

Jeżeli personalia czy miejsce są istotne poprzez swoją funkcję, a nie ścisłe dane, szukam uogólnienia albo omówienia. I tak „F. Scott Fitzgerald” w piosence u Dylana stał się „ostatnim z wielkich pisarzy” (nawiązałem tu do powieści Fitzgeralda Ostatni z wielkich), a miasto Juarez – „miastem mafii”.

Jeżeli zaś są tylko gadżetem, szukam odpowiednika z polskiego pejzażu kulturowego, ale takiego, który teoretycznie mógłby być poprzez Dylana użyty. Jeżeli w utworze cytuje jakąś znaną w Stanach piosenkę, a u nas nie bardzo, wykorzystuję znany cytat z polskiej piosenki, ale taki, który przełożony na angielski nie raziłby, nie byłby nie na miejscu. Dlatego pozwalam sobie wsadzić „płonie stodoła” w przekład Patti Smith, skoro ona cytuje „Bonnie Moronie”, albo „dziwny jest ten świat” w przekład Dylana, gdy on odnosi się do pewnego bluesa. Podobnie w Tarantuli używam „ach śpij kochanie”, bo to są słowa, które Dylan mógłby wykorzystać, choć on akurat zacytował tam kołysankę angielską.

Franek zwany Kimono jest mrugnięciem w stronę naszego czytelnika, bo Dylan podpisuje jeden z listów „Pety the Wheatstraw”, co jest nawiązaniem do pewnego u nas nieznanego muzyka bluesowego Peetie Wheatstrawa. I skrupulatnie odnotowuję tę zmianę w przypisie.

To w ogóle temat na długą rozmowę, a każdy przypadek zasługuje na odrębną dyskusję.

W jednym z wywiadów powiedziałeś – za Dylanem – I’m a poet, I know it. Tylko, że Twój wewnętrzny poeta potrzebuje impulsu czytelniczego, lekturowego. Takie podejście do kwestii przekładu zmusza do zadania sobie po raz kolejny pytania, na ile tłumacz jest współtwórcą dzieła w nowej jego wersji. Ja nie mam wątpliwości w tym temacie, ale chciałbym zapytać, jak to wygląda z – Twojej – perspektywy tłumacza. Na ile przekłady szeroko pojętej literatury pięknej, które popełniłeś, uważasz za „swoje”, w jakim stopniu czujesz się współautorem (autorem?) „polskiej” Tarantuli?

 W ogromnym. Dlatego tak gorąco przyklasnąłem, kiedy Jerzy Jarniewicz opublikował swój esej o fundamentalnej roli tłumaczy i tłumaczeń w kulturze danego języka. Wskazał tam, że polska literatura wśród swoich tekstów fundamentalnych ma Psałterz Dawidów KOCHANOWSKIEGO czy Giaura MICKIEWICZA (i Byrona oczywiście, ale…). Jurek argumentuje, że aktorzy na polskiej scenie nie mówią tekstem Szekspira, ale tekstem Paszkowskiego, Ulricha, Barańczaka, Sity, Słomczyńskiego, Kamińskiego… Bo tak jest, że tłumacz pisze dzieło na nowo w innym języku. Dlatego też dobrze – przynajmniej w przypadku literatury ważkiej, nie czysto użytkowej (jak romanse czy pulpa) – gdy nazwisko osoby przekładającej jest uwidocznione, optymalnie na okładce. Nie po to, by się chwalić, ale by WZIĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Kiedyś w powieści Artura Péreza-Revertego trafiłem na zdanie, gdzie bohaterka poczuła się zarazem wystraszona i oczarowana. Nie odmówiłem sobie zacytowania tam Przybory: „i zachwyt zdjął, i strach”. To tak trochę też w związku z poprzednim pytaniem. Przekład to ciężka robota, ale można przy niej wyrazić siebie. Nie jestem autorem, ale współautorem polskiej Tarantuli, której nie byłoby jednak bez Tarantuli Dylana. Ważne, że on ją wymyślił, wymyślił jej styl, jej temperaturę. Ja dodałem przez siebie skrojoną polską szatę.

Całkowicie się zgadzam i bardzo się cieszę, że te słowa padają ze strony tłumacza. U nas – zresztą, nie tylko u nas – istnieje jakaś absurdalna tendencja do niedoceniania roli tłumaczy. Nie do końca rozumiem z czego ona wynika, bo odnoszę wrażenie, że tłumacze doskonale wiedzą, jak ważna jest ich rola, wydaje mi się również, że sami „autorzy oryginałów” bardzo swoich tłumaczy doceniają i uważają ich za współautorów dzieła. Problem natomiast leży w docenieniu tłumaczy w obiegu czytelniczym i krytycznym. Może na to wpływ ma wychowanie w kapitalistycznym kulcie indywidualizmu i kulturze „selfmademana”, nie wiem, to też temat na dłuższą dyskusję. Wróćmy jednak do wspomnianego przez Ciebie „brania odpowiedzialności” i kwestii „lokalizacji”. Na przykład w Tarantuli odnajdujemy dosyć frapujące dla polskiego czytelnika fragmenty, np. „ślepe posłuszeństwo wobec prawniczka chytruska, comiesięcznego kupidyna & odurzających duchów dogmatu…”

Jeszcze na temat postrzegania tłumaczeń i przekładów – prawie zanikła w Polsce krytyka przekładu literackiego, jest ograniczona do specjalistycznego kręgu. W tygodniku opinii nie uświadczysz artykułu o przekładzie poetyckim, literackim.

Zacytowany fragment z pierwszej prozy w Tarantuli ma w oryginale postać: „blind allegiance to law fox, monthly cupid & the intoxicating ghosts of dogma”. Nie jestem tu więc radykalnie daleko od Dylana, ale „prawniczek chytrusek” rzeczywiście jest nacechowany w stosunku do „law fox”. Brzmiało mi to lepiej niż zwyczajny „lis prawa” albo „lis palestry”, bo budzi skojarzenia z antybohaterem dziecięcych lektur – a to jest bardzo w duchu Tarantuli. Inna zasada przekładu mówi, że jeśli nie jesteś w stanie oddać jakiegoś grepsu, tłumacz po bożemu, ale dla kompensacji gdzieś nieopodal wtłocz grę słów, gdzie nie było jej w oryginale.

A jeśli zacytowana przez Ciebie fraza budzi skojarzenia, to już nie moja zasługa. To zasługa czytelnika, który ma swoje własne optyki i postrzega „prawniczków chytrusków” i „duchy dogmatu” w takich czy innych miejscach…

 Konkretyzacja Ingardena! Znamy, znamy. Tu mnie jednak zaskoczyłeś, że ten fragment jest tak blisko oryginału. Czytelnicy będą mieć niezłą zagwozdkę, kiedy tłumaczysz blisko oryginalnej frazy, a kiedy mrugasz do nich okiem – doszukiwanie się tych smaczków może być jedną z największych przyjemności obcowania z Twoją wersją prozy Dylana. Takie podszczypywanie czytelnika to chyba jedna z większych przyjemności translatorskich? Dużo takich mrugnięć w Tarantuli wykonałeś?

A wiesz, nie liczyłem… Nie powiem, czy w każdym tekście się znajdą, może być tak, że w którymś jest ich więcej, w innym zgoła wcale nie ma. Istotne też, żeby nie „przefajnować”, bo czasem smaczek dodany może być nawet interesujący, ale gryzie się z ogólnym aromatem. Wiesz, żeby nie zburzyć rejestru, tonacji. Nie dowcipkować tam, gdzie chmura gradowa wisi nad przepaścią, w której majaczy cmentarz. Tarantula mówi (jeśli w ogóle mówi, bo momentami tylko igra) o rzeczach poważnych, ale w duchu arlekinady.

Wrócę jeszcze do wątku z początku rozmowy, o randze Tarantuli na tle całego dorobku Dylana. Sam Dylan po latach dystansował się od tej książki, zbywając ją zdaniami typu: „Podpisałem umowę na książkę, trzeba było coś dać, miałem tylko to”. Ale opinią samych autorów bym się specjalnie nie przejmował. Dylan mógł uważać to za wypadek przy pracy albo szaleństwo młodości, a my możemy ją sobie odczytywać w dzisiejszych czasach – i może nawet lepiej, że nie przeszkadza nam w tym atmosfera kontrkultury, że możemy po prostu zanurzyć się w tekst bez konieczności powiewania sztandarem pokoleniowym. W końcu Kafka też zalecił Maksowi Brodowi spalenie jego tekstów. Dylan niby nie wspiera Tarantuli, ale też nie wycofał się z jej reedycji, czyli sam chyba widzi, że może to dziwoląg, ale wstydu mu nie przynosi.

Z Tarantulą miałem trochę jak z kostką Rubika, na początku obracam w dłoniach i nie bardzo wiem, z której strony się za to zabrać, ale później coś zaskoczy i w końcu okazuje się, że wszystko działa, wszystko jest spójne i przemyślane. Kończąc powoli, chciałem Cię zapytać o dwie kwestie. Po pierwsze, jak to jest, że mamy rok 1979, Filip Łobodziński tłumaczy pierwszą piosenkę Boba Dylana. Później robi to przez całe swoje życie, a ujawnia się z tym dopiero po prawie czterdziestu latach?

 Wcześniej robiłem to dla siebie, do szuflady, trochę z myślą o Zespole Reprezentacyjnym, który jednak gra innego typu muzykę i nic z tego nie wyszło. Jak pamiętam, trochę liczyłem, że może nagram coś sam. Potem miałem plan, że ponagrywam moje wersje po domowemu do kamery i wpuszczę w YT. Jedna piosenka nawet tam trafiła, Burza (Tempest), nagrana na Mazurach. Ale dobrzy ludzie przekonali mnie, że trzeba założyć odrębny zespół do tego. Powstał dylan.pl i płyta przechodząca moje marzenia, ze znakomitymi gośćmi. Ale płyta to raptem część mojego dorobku dylanowskiego. Stąd pomysł na książkę. Biuro Literackie podchwyciło temat. I płyta, i książka były gotowe przed Noblem, kwestie techniczne opóźniły obydwa wydawnictwa. To odpowiedź dłuższa. A sprowadza się wszystko do stwierdzenia, że potrzebowałem kopniaka w tyłek, żeby powstały książka i płyta. Może sam sobie do końca nie ufałem. „Ah but I was so much older then, I’m younger than that now” – te słowa Dylana pasują jak ulał. Kapcaniałem z tym materiałem, a teraz czuję się żywy.

W takim razie, życzę Ci, żeby to trwało jak najdłużej. A czy po Dusznym kraju, Tarantuli oraz wspomnianej wcześniej płycie Niepotrzebna pogodynka, żeby znać kierunek wiatru, możemy się spodziewać od Ciebie kolejnych Dylanowskich niespodzianek – czy może misja zakończona i kolej na Patti Smith?

 Materiału jest mnóstwo, z zespołem zaczynamy już ogrywać nowe utwory Dylana, więc tu sprawa ma perspektywy, jeśli tylko ludzie będą chcieli nas słuchać. Duszny kraj to 132 teksty. W tej chwili mam już około 30 nowych, rozmyślamy z BL o ewentualnym drugim (raczej chudszym) tomie. Patti Smith z kolei to poważne przedsięwzięcie, ale o krótkiej historii. Książka ma się ukazać pewnie za rok, bo prace wciąż trwają, potem przyjdzie czas na uzgodnienia prawne, graficzne itp. A z ewentualnym śpiewaniem jej utworów – tego ja się nie podejmuję. To musi być drapieżna osobowość w tzw. spódnicy. Czyli jakaś śpiewająca z pazurem w gardle pani, która zechciałaby taką personę przywdziać. Zacząłem też przekładać teksty Björk, to zupełnie inny typ poetyki, lapidarny, jak chlapnięcia Pollocka. Też z myślą, że kiedyś jakaś Brodka albo inna fajna dziewczyna sobie to weźmie.

Do zakładania drapieżnej spódnicy nie namawiam, ale dobrze słyszeć tyle dobrych wiadomości naraz. Już naprawdę kończąc i dziękując Ci za tę rozmowę – najważniejsze pytanie – o co chodzi z tym tajemniczym wypadkiem motocyklowym Dylana, po którym wstrzymał druk Tarantuli?

O ile wiadomo wypadek faktycznie był, ale posłużył bardziej jako pretekst do wycofania się w cień i przemyślenia. Dylan właśnie kończył najbardziej zwariowane, narkotyczne, nabuzowane dwa lata swojego dotychczasowego życia, a do tego założył rodzinę i było albo-albo. Rymsnął na motorze, złamał sobie dwa kręgi, ale bez tragedii. Natomiast wiele sobie przemyślał i widocznie Tarantula mu w planie nie leżała. Nie skończył wówczas pracy redakcyjnej, zajął się życiem prywatnym, zaczął nagrywać zupełnie inną muzykę i pisać inne teksty. Tarantula wyglądałaby na książkową kontynuację Blonde on Blonde, a on był już dalej. Tyle że kontrakt został podpisany i nie mógł uciec. A kiedy pirackie kopie zaczęły krążyć po amerykańskiej „warszawce”, wydawca tupnął nogą. Dylan rad nierad musiał siąść znów do tekstu. Być może wtedy powstało nieco tych uroczo absurdalnych listów. Książka ostatecznie ukazała się, kiedy Dylan zdążył już wyryć ludziom w świadomości, że jest też autorem krótkich parabol biblijnych tudzież bezpretensjonalnych ballad miłosnych. Pewnie wtedy już poczuł, że go to nie kotwiczy, że to po prostu jeden z jego kolorów.

Sam jestem ciekaw, czy w 2018 roku Tarantula po polsku zostanie przeczytana i wywoła jakąkolwiek reakcję. Bo Dylan w Polsce jest nadal nieznany, a ta książka tym bardziej może być fest zaskoczeniem. Na mnie jako tłumacza podziałała wyzwalająco, ale też zmusiła paradoksalnie do rygorów, bo starałem się być wierny tej gamie, w której on to napisał. Przynajmniej gamie, którą ja u niego usłyszałem. Wierzę, że nawet jeśli nie oddałem wszystkich niuansów i poziomów Tarantuli, nie przyniosłem jej wstydu.

Ponieważ Bob Dylan w „zbiorowej świadomości polskiej” to niemalże tabula rasa, może zdarzyć się tak, że po publikacji Tarantuli będziemy jedynym krajem na świecie, gdzie będzie on postrzegany przede wszystko jako prozaik. Chociaż chyba odpływam zbyt daleko. Dziękuję Ci za rozmowę!

O AUTORACH

Dawid_Mateusz_foto
Dawid Mateusz

Urodzony w 1986 roku. Publikował w licznych pismach zwartych i ulotnych. Podejmował wiele, mniej lub bardziej udanych inicjatyw kulturalnych. Jest autorem debiutanckiej Stacji wieży ciśnień (2016), która ukazała się nakładem Biura Literackiego. Mieszka w Krakowie.

Filip_Lobodzinski
Filip Łobodziński

Urodzony w 1959 roku. Iberysta, dziennikarz, muzyk i tłumacz z angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, katalońskiego, portugalskiego oraz ladino. Laureat Nagrody Instytutu Cervantesa w Warszawie w 2005 roku za najlepszy przekład literacki. Przez lata pracował jako dziennikarz (TVP, Polsat News, Trójka, Inforadio, „Non Stop”, „Rock’n’Roll”, „Machina”, „Przekrój”, „Newsweek”), a obecnie współprowadzi program telewizyjny „Xięgarnia”. Współzałożyciel Zespołu Reprezentacyjnego (od 1983, sześć płyt) oraz dylan.pl (od 2014, jedna płyta), specjalizującego się w wykonywaniu jego przekładów piosenek Boba Dylana.

powiązania

05_RECENZJE__Dawid Mateusz__Wiersze do spławiania drewna

Wiersze do spławiania drewna

recenzje / ESEJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Parkingi podziemne jako miasta spotkań Aleksandra Trojanowskiego, laureata 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__

Jeszcze starszy testament

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Gminne Antoniny M. Tosiek, laureatki 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
18_NAGRANIA__Nick Cave, Bob Dylan, Tadeusz Sławek, Filipa Łobodziński, Jerzy Jarniewicz__Pieśń torby na pawia i Tarantula

Pieśń torby na pawia i Tarantula

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński Jerzy Jarniewicz Nick Cave Tadeusz Sławek

Spotkanie autorskie wokół książek Tarantula Boba Dylana oraz Pieśń torby na pawia Nicka Cave’a z udziałem tłumaczy Filipa Łobodzińskiego i Tadeusza Sławka w ramach festiwalu Stacja Literatura 23. Prowadzenie Jerzy Jarniewicz.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__Tweet w horyzont zdarzeń

Tweet w horyzont zdarzeń

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Nic cięższe niż coś Katarzyny Szaulińskiej, laureatki 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Filip Łobodziński__Poza czasem, poza stylem

Poza czasem, poza stylem

wywiady / O KSIĄŻCE Aleksandra Olszewska Artur Burszta Filip Łobodziński

Rozmowa Artura Burszty i Oli Olszewskiej z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca wydaniu książki Patti Smith Nie gódź się, która ukazała się w Biurze Literackim 18 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__W poszukiwaniu innej gramatyki

W poszukiwaniu innej gramatyki

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa Marcina Podlaskiego, laureata 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Anna Adamowicz__Consious Rap

Conscious Rap

wywiady / O KSIĄŻCE Anna Adamowicz Dawid Mateusz

Rozmowa Dawida Mateusza z Anną Adamowicz, towarzysząca wydaniu książki Animalia, która ukazała się w Biurze Literackim 28 stycznia 2019 roku.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__Nouvelles impressions de Białogard

Nouvelles impressions de Białogard?

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Le voyage ivre Marcina Piechrzlińskiego, laureata 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
18_NAGRANIA__Artur Burszta__Kto za tym stoi

Kto za tym stoi

nagrania / Stacja Literatura Aleksandra Grzemska Aleksandra Olszewska Artur Burszta Dawid Mateusz Joanna Mueller Juliusz Pielichowski

Spotkanie z organizatorami festiwalu Stacja Literatura 23, w którym udział wzięli Damian Banasz, Artur Burszta, Mateusz Grzegorzewski, Aleksandra Grzemska, Polina Justowa, Dawid Mateusz, Mina, Joanna Mueller, Aleksandra Olszewska, Tomasz Piechnik, Juliusz Pielichowski, Magdalena Rigamonti i Maksymilian Rigamonti.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__Thriller, dokumentalny

Thriller, dokumentalny

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy zero waste Marii Halber, laureatki 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
08_UTWORY__Patti SMITH__Nie gódź się (2)

Nie gódź się (2)

utwory / zapowiedzi książek Filip Łobodziński Patti Smith

Fragment zapowiadający książkę Nie gódź się Patti Smith, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 28 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ
07_UTWORY__Patti SMITH__Ogień z nieznanego źródła (1)

Nie gódź się (1)

utwory / zapowiedzi książek Filip Łobodziński Patti Smith

Fragment zapowiadający książkę Nie gódź się Patti Smith, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 28 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Redakcja_BL__O tym jak „zadziała się” wspólnota

O tym, jak „zadziała się” wspólnota

wywiady / O PISANIU Aleksandra Grzemska Aleksandra Olszewska Artur Burszta Dawid Mateusz Joanna Mueller Juliusz Pielichowski

Dyskusja redakcji Biura Literackiego z udziałem: Aleksandry Grzemskiej, Dawida Mateusza, Joanny Mueller, Aleksandry Olszewskiej, Juliusza Pielichowskiego i Artura Burszty na temat festiwalu Stacja Literatura 23.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Radosław JURCZAK, Dawid MATEUSZ, Magdalena PUŁKA, Karolina FELBERG-SENDECKA__Nieśmiertelność

Nieśmiertelność

nagrania / Stacja Literatura Dawid Mateusz Karolina Felberg-Sendecka Magdalena Pułka Radosław Jurczak

Spotkanie autorskie w ramach festiwalu Stacja Literatura 22, w którym udział wzięli Radosław Jurczak, Dawid Mateusz, Magdalena Pułka i Karolina Felberg-Sendecka.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__John ASHBERY__Tribute to John Ashbery

Tribute to John Ashbery

nagrania / Stacja Literatura Asja Bakić Bagio Guerra Bogusław Kierc Dawid Mateusz Joanna Mueller John Ashbery Kacper Bartczak Llŷr Gwyn Lewis Lynn Suh Marcin Sendecki Radosław Jurczak Roman Honet Ryan van Winkle Szymon Słomczyński Tomasz Bąk

Spotkanie autorskie „Tribute to John Ashbery” w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Robert RYBICKI__1

Pozostaje tylko miłosierdzie

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Konrad Góra Robert Rybicki

Rozmowa Konrada Góry i Dawida Mateusza z Robertem Rybickim, towarzysząca premierze książki Podręcznik naukowy dla onironautów (1998-2018), wydanej nakładem Biura Literackiego 19 marca 2018 roku.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Bohdan ZADURA__Kraj nieograniczonych możliwości

Kraj nieograniczonych możliwości

wywiady / O KSIĄŻCE Bohdan Zadura Dawid Mateusz

Rozmowa Dawida Mateusza z Bohdanem Zadurą, towarzysząca premierze książki Po szkodzie, wydanej nakładem Biura Literackiego 26 lutego 2018 roku.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Bob DYLAN, Patti SMTH, Filip ŁOBODZIŃSKI, Kamil SIPOWICZ__Muzyka z poezją

Muzyka z poezją

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński Kamil Sipowicz Patti Smith

Spotkanie autorskie „Muzyka z poezją” wokół książek Duszny kraj Boba Dylana i Tańczę boso Patti Smith z udziałem tłumacza Filipa Łobodzińskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 22. Prowadzenie Kamil Sipowicz.

WIĘCEJ
21_NAGRANIA__Bob DYLAN, Filip ŁOBODZIŃSKI__Pan z Tamburynem

Pan z Tamburynem

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński

Koncert piosenek Boba Dylana z książki „Duszny kraj” z udziałem Filipa Łobodzińskiego i Jacka Wąsowskiego w Aparthotelu Czarna Góra w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ
21_NAGRANIA__Różni AUTORZY__Nie będzie naród pluł nam w twarz

Nie będzie naród pluł nam w twarz

nagrania / Stacja Literatura Dawid Mateusz Jakobe Mansztajn Paweł Kaczmarski Piotr Przybyła

Spotkanie autorskie „Nie będzie naród pluł nam w twarz” z udziałem Pawła Kaczmarskiego, Jakobe Mansztajna, Dawida Mateusza i Piotra Przybyły w ramach festiwalu Stacja Literatura 21.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Agata JABŁOŃSKA__1

Najpierw weźmiemy Manhattan

wywiady / O KSIĄŻCE Agata Jabłońska Dawid Mateusz

Rozmowa Dawida Mateusza z Agatą Jabłońską, towarzysząca premierze książki Raport wojenny, wydanej nakładem Biura Literackiego 20 listopada 2017 roku.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Filip ŁOBODZIŃSKI__Boso, ale w akordach

Boso, ale w akordach

recenzje / ESEJE Filip Łobodziński

Recenzja Filipa Łobodzińskiego towarzysząca premierze książki Tańczę boso Patti Smith, wydanej w Biurze Literackim 7 sierpnia 2017.

WIĘCEJ
RECENZJE__Dawid_MATEUSZ__Historia-jednego-wiersza-Paralaksa-w-weekend

Historia jednego wiersza: „Paralaksa w weekend”

recenzje / KOMENTARZE Dawid Mateusz

Autorski komentarz Dawida Mateusza w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”, towarzyszący premierze książki Wybieganie z raju (2006–2012) Tomasza Pułki, wydanej w Biurze Literackim 10 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ
WYWIADY_rybicki

Jutro będzie piękna pogoda!

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Robert Rybicki

Rozmowa Dawida Mateusza z Robertem Rybickim, towarzysząca premierze książki Dar Meneli, wydanej w Biurze Literackim 17 kwietnia 2017 roku.

WIĘCEJ
WYWIADY_dylan

Pływak woli mierzyć się z kanałem La Manche niż z górnym biegiem Wkry

wywiady / O KSIĄŻCE Filip Łobodziński Jerzy Jarniewicz

Rozmowa Jerzego Jarniewicza z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca premierze książki Duszny kraj Boba Dylana, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_rolling_stone

Like a Rolling Stone. Spowiedź tłumacza

recenzje / KOMENTARZE Filip Łobodziński

Komentarz Filipa Łobodzińskiego o trudnościach z tłumaczeniem Boba Dylana, towarzyszący premierze książki Duszny kraj, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

WIĘCEJ
WYWIADY_gora

Jeszcze nikt nie oślepł od odwracania wzroku*

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Konrad Góra

Rozmowa Dawida Mateusza z Konradem Górą, towarzysząca premierze książki Nie, wydanej w Biurze Literackim 15 listopada 2016 roku.

WIĘCEJ
WYWIADY_Dawid_Mateusz

Kilka wolt

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Krzysztof Sztafa

Rozmowa Krzysztofa Sztafy z Dawidem Mateuszem, towarzysząca premierze książki Stacja wieży ciśnień, wydanej w Biurze Literackim 26 lipca 2016 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_Mateusz_kometarz

Brugata

recenzje / KOMENTARZE Dawid Mateusz

Komentarz Dawida Mateusza w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”, towarzyszący premierze książki Stacja wieży ciśnień, wydanej w Biurze Literackim 26 lipca 2016 roku.

WIĘCEJ
WYWIADY_Dawid_Mateusz

Kąt zaangażowania

wywiady / O PISANIU Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Dawidem Mateuszem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
UTWORY_mateusz

Livestream

utwory / premiery w sieci Dawid Mateusz

Premierowy zestaw wierszy Dawida Mateusza. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
RECENZJE_komentarz_dawid_mateusz

Wykształcenie

recenzje / KOMENTARZE Dawid Mateusz

Autorski komentarz Dawida Mateusza w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
WYWIADY_Grzegorz_Kwiatkowski_Radosci

Recenzja Radości

recenzje / ESEJE Filip Łobodziński

Recenzja Filipa Łobodzińskiego z książki Radości Grzegorza Kwiatkowskiego.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Adam POPRAWA__Elementy osnowy pajęczyny

Elementy osnowy pajęczyny

recenzje / ESEJE Adam Poprawa

Recenzja Adama Poprawy książki Tarantula Boba Dylana w przekładzie Filipa Łobodzińskiego, wydanej nakładem Biura Literackiego 15 stycznia 2018 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_dawid_mateusz_kujawa_sytasko

Taka prawda posiadania

recenzje / ESEJE Dawid Kujawa Maja Staśko

Szkic Mai Staśko i Dawida Kujawy o poezji Dawida Mateusza z tomu Stacja wieży ciśnień. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ