Antypody

13/09/2012 liryka

Antypody ukazują poetę dalekiego od egzaltacji. Elsner tworzy wiersze-minifabuły, ufając prostocie języka. Odczuwa przy tym poetycką pewność siebie, do której dochodzi się latami. Tom nominowany do Nagrody Literackiej Nike.

Wydawca
Biuro Literackie
Miejsce
Wrocław
Wydanie
1
Data wydania
2008-06-02
Gatunek
Liryka
Seria
Poezje
Ilość stron
44
Format
162 x 215 mm
Oprawa
miękka
Papier
Munken Print Cream 1.5 90g
Projekt okładki
Artur Burszta
Projekt opracowania graficznego
Artur Burszta
ISBN
978-83-60602-17-1
spis treści

Gołąbki
Dioda
Styczeń
Iluzjonista
Piosenka pijaka
Proces
Zbawienie
Wiersz bez odbiorcy
Wiersz miłosny
Piosenka pijaka II
Północ
Donos
Wydma
Precyzja
Echo
Udawaj, że mnie nie ma
Mówię do ciebie
Czasami ktoś tutaj puka
Dużo niejasnych zdań
Tango
Bywa i tak
Wykop
Wianuszek
Mały mężczyzna
Stonowany
Pochodzę z dna
Nikt tutaj na mnie nie czeka
Pamięci
Ten człowiek
Kwiat
Skamielina
Twarze
Bardzo przepraszam
Milcz

opinie o książce

Elsner wchłania świat i oddaje go w zmienionej postaci. Każdy wiersz z tej książki jest jak wykop pod nowy fundament, na którym poeta próbuje osadzić swojego bohatera, nadać mu kształt, zmusić do mówienia dorzecznych rzeczy. Ale słowo nie chce przyznać się do rzeczy, rzecz traci kształt, a fundamenty kruszeją. Zostaje pusta, lustrzana sala słów. Tak wygląda życie na antypodach.

Grzegorz Jankowicz

Antypody – istoty żyjące po wewnętrznej stronie Ziemi. Tak należałoby tłumaczyć owo greckie słowo. Są to zatem byty, które ukazałyby się naszym oczom, gdyby wywrócić tę planetę na nice, gdyby ukazać podszewkę rzeczywistości. Żyją do góry nogami, a przez to są bardziej prawdziwi. Dziwny to mit, mający niewiele wspólnego z dzisiejszą, przestrzenną wykładnią pojęcia antypodów. Strach pomyśleć: pod powierzchnią świata wre życie, które jest lustrzanym odbiciem naszego. Proszę wybaczyć dygresję. Nie szukam komfortu, jaki dałoby wypowiedzenie paru okrągłych zdań o twórczości – bądź co bądź – debiutanta. Szukam podstaw do zawarcia sojuszu. Będę się więc odwoływał do intelektualnego wyjałowienia – tak samo jak znawcy literatury korzystają ze swych narzędzi badawczych: psychoanalizy czy dekonstrukcji. Elsner jawi się jednym z autorów podprogowych. Ma za sobą całe zaplecze poezji surrealistycznej. Czyni to tę poetykę w zasadzie odporną na wszelkie próby wykładu w imię jednoznacznych treści. Jak najdalszy przeto od dufnego zarzekania się, jakobym miał rozumieć wiersze Elsnera, zgadzam się tylko dociekać, co one ze mną robią. A robią wszystko i… może jeszcze troszeczkę. To, co w każdym razie mógłbym powiedzieć o Antypodach Elsnera, wynika ze skrajnego mentalnego ogołocenia: czyżby autor w ten sposób ziścił jakiś ukryty cel? Niech nawet: uczynił to nie bez wdzięku.

Marek K. E. Baczewski

To poezja zamknięta w sobie, niechętna wyrwaniu się na zewnątrz.
Bohater tych wierszy ma zakneblowane usta i zatacza się we śnie – tak to widzę.
Jest zmyślony, od nikogo nie oczekuje pomocy.
Antypody to krzyk ze ściśniętego gardła.
Krótkie, bolesne zdania.
Zaszyfrowana wiadomość z drugiej strony.
Jeśli istnieje druga strona. 

Maciej Robert

Był dom, był człowiek, było lustro. Małe mieszkanko w centrum miasta, pod wiaduktem. Mieszkanie z widokiem na targowisko, na stojące kobiety kupczące warzywami, na mężczyzn gniotących w rękach tytoń, na szarpane wiatrem ubrania. Mijały pory roku, śnieg topniał, krople stukały w parapet, szczekały psy. Ptaki chodziły po błocie, pękały warstwy farby.
Był dom, był człowiek. Tu, wśród nas. Igła słońca wskazywała go, stróż rozsypywał piach.
Był człowiek, miał imię. Potrafił je zmieniać.
Był człowiek. Miał ból.
Potrafił go nazwać. 

Łukasz Jarosz

Bezpretensjonalna prostota tej poezji onieśmiela. Prostota w najlepszym, najbardziej szlachetnym znaczeniu tego słowa. Poezja szczera i mimo wszystko skromna. A także: precyzyjna, konkretna i dobitna. Kamuflaż zataczającego się po pijaku twardziela, chroniącego swoją wrażliwość przed obcymi. „Czasami ktoś tutaj puka – patrzę wtedy / w szczelinę pomiędzy cegłami”.

Grzegorz Wysocki

Absurdalnie zaciśnięte pięści tych wierszy. Lakoniczność konfesji. Wojaczek bawi się w Krynickiego? Berryman bawi się w Bonowicza? Piosenki języka za zębami. Pewnie, że weltschmerz. Ale całkiem wysokiej próby.

Maciej Woźniak

Sławomir Elsner w Antypodach to poeta precyzyjny i pewny swoich kreatorskich, demiurgicznych gestów, poeta – jak wszyscy nieźli poeci – subtelnie i elegancko przesadny, a przy tym poeta w ciekawy, powiedziałbym nawet, że urokliwy sposób – dekadencki.

Jakub Winiarski

Osobność, inność – te słowa przychodzą do głowy podczas lektury poezji Elsnera. Jest ona jak labirynt, który kusi do wtargnięcia w głąb. Te tajemnicze, zwrócone ku sobie i wzajemnie oświetlające się minifabuły mają w sobie coś z mrocznego mitu. Żyjący na pograniczu snu i jawy, ascetyczny podmiot bardziej przypomina humanoidalną hybrydę niż człowieka. Ludzkie są jego uczucia, zwłaszcza niespełniona miłość – cicha bohaterka tych tekstów.
Wojciech Bonowicz, któremu poeta zadedykował „Tego człowieka”, porównał wiersz do kamienia, który trzeba otworzyć. Zapraszam, otwierajcie „kamienie” Elsnera.

Mariusz Grzebalski

[…] to zbiór wierszy staroświeckich i nowoczesnych w jednym, brutalna niejednokrotnie konfrontacja wielkich tematów poezji romantycznej z nieco mniejszymi kwestiami, poruszanymi przez współczesnych poetów polskich; spotkanie autora, wykorzystującego jak najmniejszą liczbę słów, nieliczne środki poetyckiego obrazowania i surowe oceny rzeczywistości, z przeżywanymi przez niego emocjami i doświadczeniami, o których przecież można by mówić bez końca.

Grzegorz Wysocki

Minęło blisko 5 lat od tego debiutanckiego tomu. Jednak nie sposób jest nie wracać do niego, w dodatku z coraz większym zadziwieniem. Mistrzostwo Elsnera zbudowane jest na wielu aspektach: konkretyzacja, swojego rodzaju (przystępna?) hermetyczność, osobność ale dla mnie głównie prawda.

Waldemar Jocher

(…) olśnienie przyszło wtedy, gdy do ręki wziąłem Antypody (…). I z każdą kolejną lekturą jestem coraz bardziej zdziwiony tym, że można się tak zadomowić w poezji, która na dobrą sprawę jest poezją zupełnego wydziedziczenia, poezją, w której podskórnie tkwi głębokie poczucie absurdu (rodem z Kafki czy francuskich egzystencjalistów), ale też przenikliwa ironia i dystans. Cały ten spektakl jest z jednej strony groteskowy, z drugiej – tragiczny, a człowiek odgrywający w nim główną rolę nie może być niczego pewien, ani siebie samego, ani tego „kto kogo odzwierciedla”. 

Kamil Nolbert

Historia Elsnera jest dla mnie współczesną baśnią, gdzie rządzi chłód, a niema bohaterka – miłość, leży gdzieś w szklanej trumnie otoczonej lustrami i sforą ujadających psów. Bohater zaczyna od końca i uporczywie szuka początku. I chociaż nie jest pogodzony z losem, bo jeszcze się rusza, to sprawia takie wrażenie. Potęguje je niesamowita precyzja słowa, siła języka jakim się posługuje Elsner. Jak mistrzowie architektury modernizmu zostawia to, co niezbędne, uzyskując piękno. Łączy to ze znaczeniami i obrazami, które otwierają nowe szczeliny, przestrzenie będące poezją, i puentuje bezbłędnie, robiąc węzełki i supły. (…) Książka wybitna. Miło będzie po dłuższym czasie znów do niej zajrzeć i przekonać się, że nadal działa.

Maciej Kulis

Ujęte w tytule Antypody sugerują: dwubiegunowość, symetrię, odbicie. Zdają się one nakreślać krąg zagadnień poetyckiego świata Sławomira Elsnera. Poeta, operując stałymi motywami (śniegu, piasku, słońca, piwnicy, rdzy, wody….), stopniowo rozjaśnia sens przedstawianych metafor. Jednocześnie konsekwentnie utrzymuje całą treść w atmosferze sennego zaćmienia. Światło i ciemność, wnętrze i to co na zewnątrz, sfera profanum i sfera sacrum to tylko przykłady dwoistości, które w całości tomu ścierają się jakby w pewien, absurdalny taniec.

Małgorzata Jagodzińska

Kiedy tylko zabrzmi mi w głowie fraza „kocham cię,/ ale nie wiem gdzie mieszkasz./Ta odległość nas dzieli”, od razu sięgam po Antypody Sławomira Elsnera. W tym wypadku wiersze wypowiadają się najczęściej jako „ja”, przez co czytelnik może dopasować do niego własną osobowość i historię. Ułatwia to również język, który, rozsiany przerzutniami, tworzy konstelacje wieloznaczeniowe i okazuje się jedynie pozornie prosty. Z przyjemnością chowam się w tematyce tak codziennej i znajduję w niej nowy świat.

Gabriela Iwińska

Trudno komentować poezję, która wywołała we mnie potrzebę zamilczenia, skinienia głową, przymknięcia powiek. Jest tu ironia i dystans, jest prostota, szczerość i pokora. Elsner przedstawia nam człowieka, który się rozpada, wycofuje, gubi w poszukiwaniu tożsamości, czy próbach odnalezienia odpowiedzi na („nieodpowiadalne”?) pytania; którego trzeba by może jakoś oswajać. Cały ten obraz zaś jawi się czytelnikowi tajemniczo, dekadencko i wciąż – prawdziwie. Mam wrażenie, że każdy znajdzie tutaj cząstkę siebie.

Anna Kaltbach

Język poetycki Elsnera można nazwać oszlifowanym diamentem. Starannie ważone słowa, zimne, wdzięczne i nieprzegadane wiersze. […] Wszystko w Antypodach świetnie brzmi, fonetycznie nie da się znaleźć żadnych zgrzytów, niemal jak piosenkę czyta się tą książkę. Autor nie stara się zabłysnąć jakimiś chwytami słownymi, nie robi sztuczek. Jego język jest prosty i odważny, unikający efekciarstwa, skupiający się na tym, co dla tekstu jest najważniejsze, w tym przypadku: na treści, obrazach, uczuciach. […] Wszystkim, którzy szukają czegoś zupełnie świeżego w postmodernistycznej młodej poezji polskiej, polecam Antypody – dojrzałe dziecko dojrzałego autora.

Marcin Sierszyński

inne książki autora

teksty i materiały o książce w bibliotece