Czerwony, czerwony
Dorocie T.
Jest zmierzch czerwony pory suchej. Noc będzie chłodna.
Widziałaś? Chwasty
uwiły swe gniazda. Coraz więcej kamieni -
kamień na kamieniu powija.
A dalej jest komin, stos drewna na opał. Jest ogień.
Wystarczy rozniecić. Są okiennice otwarte,
którym się zatarły zawiasy. Zobaczysz,
jak się rozpędza młyn rzeki. Kamienie
otworzą się i zakwitną.
Od kiedy znów wieje, wreszcie
masz dłuższe włosy. Ta noc
będzie chłodna.
Dom oświetli Ojciec.
Wszyscy będą ci bliscy
Dalej jest drewniane miasto gdzie domy czekają otwarte.
Którejś nocy kobiety przestaną tkać sieci.
Mężczyźni zwołają się.
I wejdą pomiędzy trawy rozchylając jak uda.
A później gdy zstąpią do rzeki ogłoszą
że skończył się Post.
I wyjdą na brzeg objuczeni.
I śmiać się będą. I będą patroszyć
i wróżyć pomyślność.
A zdobycz największą podniosą wysoko.
Otwartą jak dom
poniosą.
I śpiewając zakopią
pośrodku drogi
którą przejdzie
Wędrowiec.
śpiewając
przekleństwo
bać się będą.
Będą czekać.
To wzgórze nazywa się Moria
Zawsze ma wzgórza nad sobą ( ...poniedziałkowe ma jasną
cerę, wtorkowe ma dużo wdzięku...), płonące wzgórza,
przeczuwa ich zapach (...środowe jest pełne niedoli,
niedoli, czwartkowe zajdzie daleko, daleko...), a usta ma pełne
siarki wyssanej z piersi (...piątkowe kochać nie umie,
nie umie, sobotnie będzie pracować, ach, ciężko...), za sobą
ma wzgórza i ostry smak kobiet, i śmiech, co dźwięczy
i zlewa się w jeden dzwon (...ale dziecię
zrodzone w Dzień Ojca jest urodziwe, pogodne,
szczęśliwe, ach, śpij spokojnie, mój synu) , i byłby gotów,
wspiąć się - wraz z Ojcem na Wzgórze - by ujrzeć ostrze,
które się wznosi.
Widzi ulicę o świcie i światło neonów na nocnej warcie,
i są po części: światło, które ogarnia, i światło, które uderza.
Tren
Jeśli pozwolisz
pocieszę się
w ten sposób
teraz mogę
modlić się do Ojca.
Listopad '99
I powiedziane jest
św. Pawłowi Szyckiemu
Na końcu najgorętszej drogi po jakiej ci przyszło się czołgać
napotkasz kobietę która umawiała się z tobą czasem
że od teraz będziecie dla siebie coś znaczyć. I spotkasz
najdalszych krewnych co pławić będą swe dzieci
w blaszanych baliach. I zanim zapytasz czy wierzą
w nawrócenie czarownic i mężów ich i wrednych bękartów
spluną na ciebie a każdy przez lewe ramię.
I zanim powiesz że niedaleko stąd wylała rzeka
na takie miejsce jak tu i takich
odeślą cię skąd przyszedłeś. I będą mieć rację.
I jest napisane: Przez tę granicę nie będziesz przemycał
siebie. I nawet jeśli nie dotyczą cię tutaj żadne obrzędy.
I zaczniesz wierzyć w anioły.
I dowiesz się że dwa spośród wszystkich są miłosierne.
I płochliwy jest Anioł Eutanazji.
I leniwy jest Anioł Anestezji.
|