Chomiczówka über alles
Znacie Chomiczówkę? Z Bitwy Warszawskiej można tam dojechać autobusem numer 167. Z Nowego Światu - 116. Pół godziny jazdy. Prawie pod samo lotnisko na Bemowie. Bloki z lat 70. i 80. Dużo zieleni i piękne warszawskie asfaltowe trotuary. No i mały bazar. A tam niespodzianka: niewielki antykwariat zawalony książkami pod sam sufit. Prowadzi go Waldemar Szatanek, podobno harcerz.
Budynek z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie - biała buda z falistej blachy. A wewnątrz przestronne pokoje w których książki sięgają sufitu. Podobne widziałem tylko w okolicach placu Wilsona, gdzie staruszek w trzydziestoletniej jesionce na moje pytanie, czy może gdzieś wśród stosów książek ma coś o Czerniowcach odpowiedział spokojnie: nic nie mam. Miałem dwa lata temu. Teraz na pewno - nie.
Wypisz wymaluj istny Szatanek. Jak człowiek nie wie czego chce, pan Waldek doradzi. Lepiej czy gorzej, ale doradzi. A znakomitych dzieł zawsze ma pod dostatkiem. Listy Kleista, pierwsze wydanie za 5 złotych - nie ma sprawy. Wiersze zebrane Wojaczka w opracowaniu Kierca - za 7 złotych - proszę bardzo. Szołochow, Rilke, Gombrowicz, King czy Dostojewski. Wszystko jest. I to za grosze.
Kiedy opuścimy "deptak" na Chomiczówce i skierujemy się z lekka na wschód zobaczymy pozostałości po wsi Chomiczówka założonej, przez braci Chomiczów. No bo kto miałby założyć taką wieś? Bracia Słaby? Wolne żarty. W małych domkach mieszka dzisiaj okoliczna żulernia, wśród nich ich nestor deliryk-Marian, który znajomym mówi, że ma w Wiśle schowany czołg i kiedy nadejdzie odpowiednia chwila on wyjedzie tym czołgiem i w pierwszej kolejności rozpirzy Chomiczówkę. Dlaczego pośle do diabła miejsce w którym mieszka kilkadziesiąt lat, tego nie potrafi wytłumaczyć.
Ale Chomiczówka cierpliwa jest, niezbyt wymagająca jest, przygarnie wszystkich dziwaków. Nawet tych, którzy chcą jej strzelać w plecy. Miejsce jak miejsce. Tomasz Stawiszyński, mój przyjaciel i poeta, który zna całe mnóstwo anegdot o tej dzielnicy, twierdzi, że miejsca tego nie trzeba nadmiernie mityzować. Ono ma swój urok, ale i niewątpliwy jego brak.
To tutaj, w biały dzień, zamordowana została kioskarka. Ale nikt nic nie widział. Zabiła ją kobieta, która ze swoim konkubentem rabowała kioski w rożnych miastach Polski. Wieczorami raczej trzeba omijać ciemne miejsca. Na spacery wychodzić z psem. Tomasz latami wychodził z Dzidkiem, czarnym rottweilerem. Ale dzisiaj chodzi sam. Dzidek nie żyje.
No i pewnego paskudnego dnia, kiedy sobie po tej Chomiczówce chodził sam, już bez Dzidka, podeszło do niego trzech czy czterech. Bez wstępu specjalnego wzięli portfel, komórkę i coś tam jeszcze. Koleś w czarnej kurtce powiedział - to ty ukradłeś naszemu bratu insulinę. A wiesz - mówi do Stawiszyńskiego - co znaczy dla cukrzyka brak insuliny. - Śśśmierć - wycedził wolno. No to Stawiszyński stwierdził, że brata nie zna, insuliny nie bierze i nie wie o co chodzi. - Sprawdzimy - powiedział główny. - Teraz nasz brat podejdzie i sprawdzi, czy to ty. Jak się okaże, że kłamiesz, masz taki wpierdol, jakiego w życiu jeszcze nie miałeś. Jak nie, idziesz wolny. Brat nie przychodził, chłopcy czekali. Stawiszyński czekał. W końcu po godzinie mówią - jutro cię sprawdzimy. Telefon zatrzymujemy. Karty kredytowe sobie weź. Pamiętaj, że wpierdol możesz dostać jeszcze jutro. Odeszli. Nazajutrz nie przyszli. Stawiszyński telefonu naturalnie już nie odzyskał.
Chomiczówka jak Polska w pigułce. Nazwa przytulna i przyjazna. Ale tylko do godziny siedemnastej. Potem już może być różnie.
Chomiczówka jak poezja. Nie dlatego, że Tomasz napisał o niej wiersz. Stawiszyński w swojej poezji omija takie tematy. Bliższy jest mu klimat Paula Celana i Rose Auslander. W swoich tekstach kreuje krajobrazy wewnętrzne. Pulsuje w nich zupełnie inne życie i inna krew. Sen staje się rzeczywistością, kości rozsypują się w proch. W swoich tomikach "Nie ma takiego imienia" czy w ostatnio wydanej "Rzeczy ciemnej" nie ma jednak ani słowa o Chomiczówce. I ja się temu nie dziwię. Stawiszyński ma ją na codzień.
Inaczej Sidney Polak, perkusista T Love, który całkiem niedawno nagrał swoją debiutancką płytę. Pewnie nie napisałbym o niej słowa, bo nie znam się na muzyce, gdyby nie jedna zupełnie genialna kompozycja na niej pomieszczona. O czym? O Chomiczówce, właśnie. Bo Sidney Polak, czyli Jarosław Polak, spędził tam wiele lat. Obecnie mieszka na Tarchominie i pewnie tęskni. No bo czymże jest nowy Tarchomin w obliczu dzielnicy tak przesiąkniętej specyficznym folklorem. Zaiste - niczym. Kiedy puściłem Tomaszowi ten kawałek przez telefon stwierdził krótko i stanowczo: to jest o mnie.
Proszę posłuchać jak Polak rapuje, jak rymuje, jak zbliża do siebie słowa, z jaką maestrią tłumaczy na język, którego ja już nie znam, rzeczy oczywiste, które znowu takimi oczywistymi nie są. Jak pięknie żongluje retrospekcją. I nie ma w tym ani krztyny wulgarności. Jest prawdziwa nostalgia.
Nazwałbym ją nostalgią blokowiskową. Trudno oprzeć się takim obrazom:
Chomiczówka, Chomiczówka, pierwsze wino, pierwsza wódka
Chomiczówka, Chomiczówka, pierwsza dziewczyna, pierwsza lufka
pierwsze imprezy, chlanie na balkonach
pierwsze próby z zespołem rockowym
pierwsze o życiu poważne rozmowy
(...)
pierwsze zazdrości i pierwsze miłości
pierwsze pogruchotane kości
żadnej pretensji. Czyste wyznanie, nie aspirujące do niczego. Ale właśnie dzięki tej niewinności te frazy zupełnie niespodziewanie zmieniają się w poemat.
I jeszcze taki kawałek:
Nie ma już Chomiczówki sprzed lat, wspomnień czad
wali w głowę jak, ołowiany grad
to prawda, minęło już kilkanaście lat,
czasu szmat, życia szarej codzienności bat, nagle spadł.
Nie przypominam sobie lepszego tekstu, czy wiersza o minionym. Są naturalnie wiersze Krzysztofa Siwczyka, ale jego, znakomite przecież "Dzikie dzieci" pisane były ze znacznie bliższej perspektywy. W tekście Polaka jest więcej dystansu. Aby się o tym przekonać wystarczy posłuchać kody tej piosenki. To już prawdziwy majstersztyk:
Każdy kamień to inna historia, w brudnej windzie - ja w krótkich spodniach
trzymam kapsle w kolorowych foliach, liczę piętra a głowa jest wolna
nie dotyczy mnie nic z tego co teraz,
żaden hajs ani krótka kariera - rockendrolowego hochsztaplera
Prawdziwa współczesna autobiografia. Pamiętam wywiad Polaka, w którym mówił wyraźnie - w tej piosence nie ma żadnej ściemy. Wszystko było jak opisałem. Zakochana para rzuciła się z bloku, szybowiec rzeczywiście rozbił się o blok, religia w baraku na tyłach kościoła też była. Tomasz to potwierdza. I z tego co było pozornie banalne i nieciekawe zrodziła się fascynująca historia.
Sidney Polak i Tomasz Stawiszyński. Dwóch poetów, z których jeden omija rzeczywistość, a drugi bierze ją za kark. Jeden jest do bólu świadomy swoich literackich zapisów. Drugiemu zupełnie na tym nie zależy. Swoje wspomnienia traktuje jak kliszę, którą teraz zechciał wykorzystać w piosence. Te światy naturalnie się nie przenikają, ale znakomicie dopełniają, tworząc ciekawy fresk.
To co - może słuchajcie Państwo piosenek Polaka czytając wiersze Tomasza Stawiszyńskiego. Zapewniam, to dobry pomysł. Aha i odwiedźcie Chomiczówkę. Zanim zapadnie zmrok. Przypominam: z centrum jedzie tam 116.
Publikacje Piotra Kępińskiego dostępne w naszej księgarni. Utwory Piotra Kępińskiego w Przystani!
|