19/09/16

Klauzula sumienia

Grzegorz Wróblewski

Strona cyklu

Matrix
autorzy_leksykon_300x300_Wroblewski
Grzegorz Wróblewski

Urodzony w 1962 roku w Gdańsku. Poeta, prozaik, dramaturg. Autor wielu książek (poezja, dramat, proza); m.in. Ciamkowatość życia (1992/2002), Planety (1994), Noc w obozie Corteza (2007), Nowa Kolonia (2007), Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011), Wanna Hansenów (2013), Kosmonauci (2015), tłumaczony na kilkanaście języków, m.in. na język angielski (Our Flying Objects - selected poems, 2007, A Marzipan Factory - new and selected poems, 2010, Kopenhaga - prose poems, 2013, Let's Go Back to the Mainland, 2014). Dwukrotnie wyróżniony w Konkursie na Brulion Poetycki (1990, 1992). Stypendysta Duńskiej Rady Literatury i Duńskiej Państwowej Fundacji Sztuki. Należy do Duńskiego Związku Pisarzy (Dansk Forfatterforening). Od 1985 roku mieszka w Kopenhadze.

„Twenty-twenty-twenty four hours to go I wanna be sedated”

The Ramones

Martwe płody na billboardach w polskich miastach („banki kuszą depozytami!”)… Wygląda na to, że szwindel staje się już normalką, faszyzm zdobywa teren, ludziom odwala na maksa. Nie ma się dokąd ewakuować. Amazonia zniszczona, księżyc niedostępny, o ile istnieje w ogóle jakikolwiek księżyc. Niebocentryzm! Słońce to przecież tylko sztuczne oświetlenie, a dino biegały w naszych ogródkach na tydzień przed wybuchem Powstania. Polityka! Koryto. Kłamstwo. Jednak rację miał Kazik z tym „wegetarianinem, co wpierdala schabowe”. Sporo rzeczy w swoich piosenkach przewidział i dobrze zdiagnozował. Ludzie-kameleony. Jeszcze wczoraj bunt, punk i makijaże, a dzisiaj już tylko smutne „wąsy” i marzenie o wojnie z kornikami/multi-kulti/muzułmanami. Przypomina mi się wpis jakiejś lekko wrażliwej osoby z FB: „Jeśli Polacy tak bardzo nienawidzą muzułmanów i boją się islamizacji Europy, to dlaczego milionami emigrują do krajów, w których tych muzułmanów jest najwięcej, zostawiając za sobą swój kraj, w którym muzułmanów nie ma praktycznie wcale? Są hipokrytami, czy pazernymi łajzami, które dla kilku funtów przełkną towarzystwo śmiertelnego wroga?”. Czy grozi nam powrót do epoki małych państw plemiennych? Co stanie się z Alhambrą, czyżby mieli powrócić do niej Maurowie? Dlaczego przez dziesiątki lat namolnie popierało się feudalnych szejków (ropa), co spowodowało narodziny radykalnego islamu? „Wszystko ułoży się dobrze”? Niestety nie. Ponieważ ludzie nigdy nie będą do końca nażarci, ponieważ są kanibalami/konfidentami/dziwkami. Ponieważ potrzebna nam jest trzecia lodówka, sztuczne penisy i diamentowa szczęka. Ponieważ grany jest rodzaj zbiorowej amnezji. Obsesja Chanatu Kipczackiego. A przecież jesteśmy tylko sezonowym białkiem, ssakami uwięzionymi na peryferiach Mlecznej Drogi. Wypływ moczu następuje w wyniku skurczu mięśni pęcherza. Ale to oczywiście abstrakcja. Liczy się tylko duch święty, dzik kradnący ziemniaki, mesjanizm… Panie, chroń nas przed innowiercami! Min. Szyszko: „Gdyby nie było człowieka, to by nie było Krakowa, a rosłaby w tym miejscu puszcza – taka jak ta Puszcza Białowieska. I gdzie by się wtedy podział bocian, który żyje blisko ludzkich siedzib?” 500 złotych na dziecko, zapyziałe Podlasie… A jak w tej sytuacji reaguje nasza „awangarda”, stręczyciele, poetki/malarki/poeci/malarze, twórcy filmów obyczajowych, kukiełek i animacji? Różne warianty, czyli b. klasyczne postawy, identyczne jak w każdej innej, dowolnej branży. To mit, że tzw. artyści są jakoś tam do przodu, są w 99% głęboko w dupie, utrzymując się z kasy wypracowanej przez Kowalskich, podatników od wydobycia węgla i hodowli (poczciwych) karpi. Najczęściej mamy do czynienia z przysłowiowym „chowaniem głowy w piasek”, b. charakterystycznym kolażem, typowym pomieszaniem z poplątaniem. Czymś w stylu: „Jestem umiarkowanym, niepraktykującym katolikiem (JPII, taka już ta nasza polska tradycja), bez kobiet w miniówach nie wyobrażam sobie istnienia, lubię kiełbasę i perskie koty, natomiast światem rządzą żydowscy bankierzy. Geje na Madagaskar! Czy to moja wina, że pasjonuję się boksem i piłką nożną? PiS niczym nie różni się od PO, przecież za poprzednich rządów też mieliśmy do czynienia z korupcją i kumoterskim przejmowaniem stanowisk. Jestem jednak ponad tym wszystkim, tworzę poezję uniwersalną, osadzoną mocno w realiach ojczyzny, za którą przelewali krew moi pradziadkowie. Tak, spokojnie można nazwać mnie patriotą, wcale się tego określenia nie wstydzę. Model zachodni nigdy się do końca nie sprawdził, muslimy wywiozą niedługo Szwedów na taczkach, przydałaby się szybko kolejna krucjata. Za mało ich wybiliśmy w Iraku! Prowadzę warsztaty z młodzieżą, ludzie cenią mnie za to, że jestem animatorem kultury. Marzy mi się sztuka społecznie zrozumiana. Laskę potrafię zrobić w każdych okolicznościach! Dzieci powinno się bić”. Krajobraz jest jednak bardziej „skomplikowany”. Przykład innej trasy: „Jestem ochrzczona, ale nie wierzę w Buddę. Poliamoria była dla nich nie do przełknięcia. W obecnej sytuacji należy iść na barykady. Literatura i sztuka nie mają sensu w totalitarnej rzeczywistości. Liczy się tylko polityka. Zrezygnowałam z pisania wierszy i malowania jaskrawych akwarel. Neoliberalizm dawał mi kasę, ale nie sprawdził się. Laskę potrafię zrobić w każdych okolicznościach! Potrzebny jest zwrot w stronę ortodoksyjnego zbieractwa. Prowadzę warsztaty z młodzieżą, ludzie cenią mnie za to, że jestem animatorką kultury. Kocham przyrodę i jeżdżę do pracy rowerem. Unikam pierogów z mięsem. Marzy mi się sztuka społecznie zaangażowana. Tak, spokojnie można nazwać mnie patriotką, wcale się tego określenia nie wstydzę. Dlaczego mam uciekać z kraju, za który przelewali krew moi pradziadkowie? Polskę trzeba naprawdę umieć pokochać”. I oczywiście stara, zawsze wierna swoim poglądom, załoga: „System kontroli moralnej i prawnej? Nic się tu przecież nigdy nie zmienia. To ci sami ludzie. Laskę potrafię zrobić w każdych okolicznościach! Unikam pierogów z kapustą. Prowadzę warsztaty z młodzieżą, ludzie cenią mnie za to, że jestem animatorem kultury. Nienawidzę przyrody, szympans ma tak samo nasrane w głowie jak przymulony minister od wzorów myślenia i zachowania. Jestem ponad całym tym shitem, tworzę poezję uniwersalną, osadzoną mocno w realiach ojczyzny, za którą przelewali krew moi pradziadkowie. Wszystko zawdzięczam sąsiadce, która ma na osiedlu budę pt. 24 godziny na dobę i sponsoruje moje badania dotyczące autentycznych popędów natury. Bez kobiet w miniówach nie wyobrażam sobie istnienia, natomiast światem rządzą żydowscy bankierzy”. I tak można w kółko: bizon, Żydzi, powstanie, poezja zaangażowana, Kijowski kontra Rydzyk, ekologiczne jagody, muslimy, patriarchat… Ciekawe tylko, co z tego wszystkiego wyniknie. Zapewne to gówno za kilka (kilkanaście?) lat runie i będziemy mieć silną armię kombatantów (tych co kiedyś wytrwale walczyli o gender), trochę się pobawią („weryfikacja pomników/myśliwych/politycznych pajaców”), a potem Ziemia wykona kilka obrotów i znów ruszy do boju buraczana (zmodyfikowana) armia poetów & brunatnych aktywistów. Dreszcze, dreszcze, dreszcze… I dziwić się, że małolaty wybierają londyński zmywak? Jak to można wytłumaczyć? Bieda, edukacja, wirus mózgu? Niby załapuję tzw. niuans sytuacyjny, posiadam odporność, ale obecny fanatyzm, kompletna naiwność i jednocześnie agresja tej krainy są nie do przeskoczenia. Strzelectwo! Klasa o profilu narodowo-matematycznym w Milanówku… Tutaj oczywiście nasz ulubiony slogan: Nie poddajemy się, mimo wszystko praca, pod górkę, aż do samego (smutnego?) końca, wśród mało przychylnych/rozgarniętych okularników. Przecież nikt nas nie zmusi do „czapki z nutrów”, o której wspomniałem w jednym z wcześniejszych wpisów. Działalność równoległa, niezależna, bezkompromisowa. Kwadratowa, ale szczera konkluzja: Taka już karma! I dalej: To nie jest pocieszenie, ale czy lepiej by nam było w czasach Nerona/Kaliguli albo w innych płonących Stalingradach? Kameleony zawsze są idealnie zorganizowane, na tyle jednak głupie, że można je przecież spokojnie wymanewrować, nie dając się wciągnąć w ich spiskową grę. Oczywiście kameleonami są wszystkie żywe stworzenia, nie tylko wąsaci sapiens-dwunożni, np. nasze ubóstwiane koty i ponoć zawsze wierne psy. Białko to zdecydowanie kiepski pomysł… Ciekawe, jaki odlot będą miały w tym układzie pierwsze androidy? Czy rozpoczną „badanie terenu” od zwalczania spoconych rowerzystów? Podpalą puszczę i wykastrują nam ostatniego bizona? Niedawno zaprzyjaźniona poetka napisała mi w mailu: „Bardzo często kurwy idą w kurewskim rankingu w górę, jeśli zrobią komuś charyzmatycznemu krzywdę”. Więc uwaga, znani (& także nieznani) kaskaderzy! Xanax to przecież trucizna. Zmieńcie sobie szybko chory obiekt pożądania i bądźcie w przyszłości ostrożniejsi… Tutaj pasowałaby idealnie postać Bertranda Russella (1872-1970), wiadomego gościa, autora niezliczonych prac o filozofii, matematyce, ideach politycznych, mistycyzmie, teorii względności, religii etc. Wiele osób nadal go sobie ceni, inni uważają go za mało istotnego kuglarza. Russell mocno podpadł środowisku naukowemu, które nie mogło mu wybaczyć, że sprzedał się „pospólstwu” za dużą kasę, że niepotrzebnie ujawnił szaraczkom różne naukowe gadżety. Wittgenstein uznał jego książkę The Conquest of Happiness za totalną bzdurę, akademia naśmiewała się także z dzieła filozoficznego Human Knowledge, które osiągnęło światową sławę i zapoczątkowało prawdziwy „wysyp” podobnych produkcji (od biologii, filozofii po astrofizykę itd.). Trinity College uznało go za zdrajcę „zakonu”. B. Russell miał oczywiście odpowiednio poplątane życie – wzwody/rozwody, konflikty prawne, emigracja, wieczny pościg za banknotami… Był zawodnikiem mało dostosowanym do rzeczywistości, mimo że bardzo zależało mu na nawiązaniu z nią jakiegoś konstruktywnego dialogu. Wieczne potyczki, konflikty, nieporozumienia. Oskarżany był o brak własnego zdania, wyrachowaną grę z publicznością, mało zdrową elastykę (koniunkturalizm). Słynny pacyfizm Russella to faktycznie rzecz kontrowersyjna, wywołująca obecnie liczne spory wśród jego badaczy-biografów. Większość ludzi kojarzy go sobie jako walczącego o rozbrojenie nuklearne intelektualistę, prześladowanego przez „kluby morderców” mędrca, jako jedną z głównych postaci, które zapoczątkowały metodę nieposłuszeństwa obywatelskiego. Fakty bywają jednak dość często niezbyt przyjemnymi „fucktami”. Po latach mamy nieco łatwiejszy dostęp do różnych, kiedyś skrzętnie ukrywanych dokumentów, pootwierały się nagle „tajemnicze” archiwa, sporo rzeczy (niekoniecznie fałszywek) dostępnych jest w sieci. Już dawno temu, jeszcze za życia Russella, zwrócono uwagę na jego przebiegłość, ekstremizm wypowiedzi i dawanie ciała właśnie w kwestii bomby atomowej. Russell oczywiście mocno się bronił, uznał wszystko za sowiecki, komunistyczny spisek, jednak jego artykuły, przemówienia, listy do polityków mówią same za siebie i możemy się tylko złapać za głowę, że taka postać namawiała skutecznie (demonstracje etc.) na „ogólnoświatową rewoltę”… Nie dało rady zatuszować jego licznych, konkretnych wystąpień i tekstów, gdzie wypowiadał się za „prewencyjną” wojną atomową z Rosją. Dopiero w połowie lat 50. zmienił nagle front, pożeglował w odwrotnym kierunku i stał się ogólnie poważanym „ojcem chrzestnym” rozbrojenia, zwolennikiem całkowitego zakazu prób z bronią jądrową. Analogicznie było z jego poglądami dotyczącymi spraw małżeńskich, relacji z kobietami. Każdy oczywiście myśli, że Russell był orędownikiem wolnej miłości, reformy rozwodów, małżeństwa koleżeńskiego itd. Tak nam to wszystko sprzedano w szkołach. Teoria teorią, a praktyka praktyką. Układy Russella z kobietami to było jedno wielkie bagno. Oszukał i brutalnie wykorzystał całą gromadkę zapatrzonych w nim pań. Russell był doskonałym, klasycznym kameleonem!

I istotne wystawy, których z różnych powodów niestety nie dało rady zaliczyć… Akcje często wyjątkowe, dla mnie najważniejsze. Chciałem bardzo (!) jechać do São Paulo, zbierałem ekonomię i szukałem jakiejś sensownej osoby, która by się tam ze mną wybrała (niezbyt znoszę samotne, dłuższe eskapady), niestety w „decydującym” momencie zachorowałem i musiałem kurować się u siebie nad Sundem. Augusto de Campos (ur. 1931)! Jego retrospektywa, REVER (kurator: Daniel Rangel), 60 lat działalności… Wielkie marzenie… Campos intrygował mnie od dawna, duży minus-niefart-porażka, że nie mogłem tam dotrzeć. W Europie pewnie go nie zobaczę, nie w takiej skali… Trochę uratował sprawę krótki, dobrze zredagowany film, pokazujący całe to wydarzenie: szablony, serigrafia, książki-obiekty, kolaże, instalacje, hologramy, wideo. Concrete Poetry – Poezja konkretna. Podesłała mi go Marjorie Perloff, która się de Camposem od samego początku zajmuje, ceni jego działalność, dokładnie zna wszystkie fazy itd. Nie będę tu wpisywał biografii – Augusto de Campos to, jak dobrze wiadomo, jedna z głównych postaci poezji konkretnej (założona przez niego grupa Noigrandes: „chodzi o przekaz form i struktur, a nie o tradycyjne przesłanie wiadomości”). Jeden z pionierów nurtu. Doskonały przykład artysty konsekwentnego, czujnego, zawsze otwartego na nowe warianty formalne („technologiczne”). Bardzo często mówiło się o odnowie, „renesansie” poezji konkretnej, wprowadzało porządkujące hasła w stylu „cyfrowa poezja konkretna” etc. Tymczasem Augusto de Campos działał z poezją konkretną na całej linii, przetestował wszystkie możliwości, od papierowych, jednowymiarowych powierzchni, aż po hologramy i współdziałanie znaków z dźwiękami. W głowie siedzi mi wstawka z jego manifestu: „the concrete poet sees the word in itself – a magnetic field of possibilities – like a dynamic object, a live cell, a complete organism, with psycho-physico-chemical proprieties, touch antennae circulation heart: live”. W przypadku poezji konkretnej „problem” polegał może na tym, że interesowali się nią zazwyczaj krytycy sztuki, rzadziej natomiast „eksperci” od literatury. Po czasie to się na szczęście w jakimś stopniu zmieniło. Ale nadal jak rozmawiam z kimś w Polsce i pada np. hasło Stanisław Dróżdż, to reagują na nie prawie wyłącznie koleżanki/koledzy od sztuk wizualnych (bo wiadomo, Biennale w Wenecji 2003). Pamiętam jego pracę Samotność, jedynki wśród jedynek, cyfrowe tabele, biel i czerń – zdecydowanie silna „projekcja”… Na koniec e e cummings i jeden z kawałków miłosnych tego autora, dedykuję z kolei pewnej odpowiednio wrażliwej osobie, która teraz „za górami i lasami”, hoduje tygrysy i o mnie już dawno (na szczęście?) zapomniała :-)

e e cummings

r-p-o-p-h-e-s-s-a-g-r

r-p-o-p-h-e-s-s-a-g-r
who
a)s w(e loo)k
upnowgath
PPEGORHRASS
eringint(o-
aThe):l
eA
!p:
S a
(r
rIvInG .gRrEaPsPhOs)
to
rea(be)rran(com)gi(e)ngly