Bajka zrodzona w rytmie skurczów jelit
recenzje / ESEJE Anna MaślankaRecenzja Anny Maślanki z książki Sanatorium Rafała Wojaczka.
WięcejRozmowa Anny Maślanki ze Stanislavem Bilerem, towarzysząca premierze książki Stanislava Bilera Destrukcja w tłumaczeniu Anny Maślanki, wydanej w Biurze Literackim 7 kwietnia 2026 roku.
Biuro Literackie
kup książkę na poezjem.pl
Anna Maślanka: Na co dzień pracuje pan jako dziennikarz, pisze pan teksty publicystyczne, w jednym z wywiadów powiedział pan natomiast, że „powieść to szansa, żeby coś przemyśleć, przeżyć i poczuć w inny sposób”. Co z tej perspektywy dało panu napisanie Destrukcji?
Stanislav Biler: Pomogło mi przepracować, przynajmniej częściowo, poczucie beznadziei i przygnębienia związane z kierunkiem, w jakim zmierza świat. Nie oczekiwać od ludzi niemożliwego, bo dla wielu z nich praktycznie wszystko jest niemożliwe. A równocześnie zacząłem wierzyć albo mieć nadzieję, że żaden koniec nie jest definitywny – nawet nasz własny.
Głównym tematem powieści jest kryzys klimatyczny. Podobno od początku było jasne, że musi pan napisać właśnie o nim. Czy motywowała pana potrzeba, żeby coś zmienić?
Nie, raczej zastanawiałem się ogólnie, czy jakakolwiek zmiana jest możliwa. Czy jeśli przyspieszę bieg wydarzeń i pozwolę swoim postaciom podążać naprzód dotychczasową ścieżką, to w obrębie swojej społeczności znajdą sposób, żeby się uratować. I tu znalazłem odpowiedź. Czy pozytywną, czy negatywną, to już kwestia interpretacji.
A sądzi pan, że literatura ma dziś jeszcze moc wpływania na rzeczywistość? Choćby w porównaniu z mediami.
Nie jestem pewien, czy istnieje w tej chwili jakakolwiek medialna lub artystyczna forma wypowiedzi, o której dałoby się powiedzieć, że jest w stanie coś zmienić. Myślę, że w nurcie wydarzeń nie potrafimy nawet rozpoznać, co doprowadziło do jakiejś zmiany. A jeśli nawet nam się to udaje – to dopiero po ekstremalnie długim czasie, kiedy z pyłu historii wyłania się zarys jakiejś drogi.
Nawiązując do dystansu czasowego – polskie wydanie powieści ukazuje się pięć lat po czeskim. Mam poczucie, że przez ten czas świat bardzo się zmienił, a w kontekście problemów geopolitycznych kryzys klimatyczny został jeszcze bardziej zepchnięty na margines. Zgodzi się pan?
Pisałem Destrukcję w trakcie pandemii, kiedy wszyscy liczyliśmy, że wkrótce to się skończy i świat zmieni się na lepsze. Tak się ostatecznie nie stało, wpadliśmy zamiast tego w całą serię kryzysów, które rzeczywiście zepchnęły klimatyczny na dalszy tor, a jeśli chodzi o naprawę sytuacji i poszukiwanie rozwiązań – to przynajmniej w przypadku Stanów Zjednoczonych sprawy potoczyły się w zupełnie odwrotnym kierunku.
Jak w takim razie wyglądałaby Destrukcja, gdyby pisał ją pan dziś?
Na pewno inaczej. Ale głównie dlatego, że sam jestem już kimś innym.
Ile z pana ma w sobie główny bohater powieści? Postać niepewna i zlękniona, wciąż poszukująca punktu oparcia w świecie postrzeganym jako zupełny chaos?
Powiedzmy tak: budując tę postać, wykorzystałem pewne rysy własnego charakteru, którym chciałem przyjrzeć się z zewnątrz.
Destrukcja to też satyryczne spojrzenie na czeską prowincję, którą dobrze pan zna, dorastał pan w tym środowisku. Jego obraz w powieści jest dosyć upiorny. Ile w tej wizji rzeczywistości, a ile hiperboli i absurdu?
Szukałem sposobu, żeby uchwycić czeską prowincję w sposób jak najbardziej realistyczny i wierny. Wydaje mi się, że i tak dość mocno trzymałem się ziemi. Pewne rzeczy trzeba było tylko wyolbrzymić i podkreślić, żeby stały się wyraźniejsze.
Do pana ulubionych autorów należą – co zresztą w Destrukcji czuć – Thomas Bernard, Cormac McCarthy i Witold Gombrowicz. Co fascynuje pana w ich twórczości?
Wydaje mi się, że wszyscy podczas lektury pewnych autorów, pewnych dzieł, w pewnym określonym momencie, miewamy poczucie, że po raz pierwszy patrzymy na świat własnymi oczyma. Albo że po raz pierwszy nie jesteśmy w tym spojrzeniu sami. Tak bym określił swój stosunek do tych pisarzy, i nie tylko do nich.
Zaskoczyła mnie informacja, że Franza Kafkę zaczął pan czytać na poważnie dopiero po napisaniu Destrukcji, bo powieść jest bardzo kafkowska. Być może w naszej części świata w jakiś sposób myślimy Kafką, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi?
Myślę, że Kafka wyjątkowo precyzyjnie uchwycił pewne demony i szaleństwa nowoczesnego świata, skrywające się za tym, co rozumne i zdroworozsądkowe. Ludziom często wydaje się, że kiedy czytają jego teksty, to czytają o jakimś dziwacznym świecie zrodzonym w głowie Kafki, a kiedy już zamkną książkę, wrócą do tego naszego, zwyczajnego. Ale tej książki nie da się zamknąć, bo kafkowski świat to nasz świat, który co do zasady się nie zmienił. I dlatego jego dzieła wciąż wydają się tak trafne.
Destrukcja jest również przesiąknięta czarnym humorem, zupełnie innym niż ten, z jakim Polacy kojarzą czeską kulturę. Co według pana kryje się dziś pod pojęciem „czeski humor”? Czy współczesna literatura czeska jest jeszcze zabawna?
Nie jest. Zresztą ta starsza też nie. Może z wyjątkiem Haška, który tak naprawdę wcale nie jest dowcipny – jeśli budzi śmiech, to raczej nerwowy – i jeszcze z wyjątkiem Kafki, o którym z kolei mało kto wie, że dowcipny jest. Poza tym czeski humor jest okropny, zwykle polega na tym, że ktoś idzie i się przewraca. Czesi nie mają poczucia humoru, chociaż wydaje im się, że mają, zupełnie nie wiedzą, czym humor jest, i dlatego tak często się śmieją. Większość ludzi nie śmieje się dlatego, że coś naprawdę jest zabawne, ale dlatego, że traci rozum.
Na koniec chciałabym spytać o tych najmłodszych. Dzieci, które widzą i rozumieją dużo więcej niż dorośli i przeżywają wszystko intensywniej niż oni, to jeden z najbardziej przejmujących motywów Destrukcji. Pan sam jest ojcem. Myśli pan, że ta powieść powstałaby, gdyby nie to doświadczenie?
Powstałaby, ale być może los dzieci nie leżałby mi tak bardzo na sercu i nie znalazłby w niej tak silnego odzwierciedlenia. W dzieciach fascynujące jest to, że dorośli tak naprawdę nigdy ich nie rozumieją. Kiedy już zdaje im się, że coś pojęli, dziecko nagle się zmienia, staje się kimś innym, a nim dorosły się zorientuje, dziecko znów zamienia się w kogoś innego. Dziecko to bezustanna transformacja osobowości, przemiana człowieka, ciągłe uśmiercanie i wynajdowanie na nowo samego siebie, czemu swoim tępym wzrokiem przygląda się dorosły, którego umysł powoli ulega rozkładowi, jak u każdego dorosłego. Dzieci naprawdę rozumieją i przeżywają, u dorosłych to rzadkość. Człowiek prawdziwie dorosły, w tej formie, jaka w społeczeństwie jest najmilej widziana, to człowiek martwy w środku. Taki, który nie rozumie i nie czuje już absolutnie nic.
Urodziła się w 1988 roku w Rzeszowie. Polska bohemistka, tłumaczka, doktorka literaturoznawstwa. Autorka wywiadów, recenzji i tekstów poświęconych literaturze czeskiej, publikowanych na łamach polskich („Przekrój”, „Twórczość”, „Nowe Książki”, „Nowa Europa Wschodnia”) i czeskich mediów (iLiteratura.cz, „Plav”) oraz na blogu „Literackie skarby świata całego”. Od 2023 roku współtwórczyni programu Literatura na Granicy towarzyszącego przeglądowi filmowemu Kino na Granicy. Laureatka międzynarodowego konkursu przekładowego Cena Susanny Roth dla młodych tłumaczy z języka czeskiego (2017).
Urodził się w 1982. Jest socjologiem, pisarzem, redaktorem scenariuszy i dziennikarzem. Pisał dla wielu czeskich gazet i czasopism. Pracował w Czeskiej Telewizji, w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich oraz jako robotnik w fabryce w Oldham w hrabstwie Greater Manchester. W 2011 roku był współzałożycielem (pierwotnie prześmiewczego) ruchu politycznego Žít Brno (Żyć Brno). Jest autorem książek: Nejlepší kandidát („Najlepszy kandydat”, 2017) oraz 111 míst v Brně, která musíte vidě („111 miejsc w Brnie, które musisz zobaczyć”, 2020). W wolnym czasie lubi spacerować wśród dzikiej przyrody.
Recenzja Anny Maślanki z książki Sanatorium Rafała Wojaczka.
Więcej