09/11/20

Krótka (historycznoliteracka) rozprawa między trzema osobami: Belfrem, Kontrabasistą i Szachistą

Przemysław Rojek

Strona cyklu

Wieża Kurremkarmerruka
Przemysław Rojek

Urodzony w 1978 roku w Nowym Sączu. Doktor literaturoznawstwa, nauczyciel języka polskiego w Liceum Ogólnokształcącym Zakonu Pijarów, były redaktor w kilku sieciowych przestrzeniach Biura Literackiego. Laureat Nagrody Archiwum Emigracji Biblioteki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, stypendysta Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Autor m. in. książki o Aleksandrze Wacie, bloga Bartleby de Angola oraz biBLiotecznego cyklu Wieża Kurremkarmerruka. Mieszka w Krakowie.

„Nie mają masła? Niech jedzą boczek!”
(Maria Antonina, cytat z niepublikowanego wywiadu z Magdą Gessler)

No, tak po prawdzie, to zaczęło się od czwartej osoby, od koleżanki Belfra (ostatecznie okaże się, że tych rozprawiających osób będzie w sumie siedem, ale ta liczna zepsułaby mi Panarejowy koncept tytułu, więc przyjmijmy dla elegancji wywodu, że główne osoby dramatu będą trzy). Nazwijmy ją po prostu Koleżanką. Pseudonim jak najsłuszniejszy, bo Koleżanka jest koleżanką Belfra po tak zwanym fachu. Czyli pracuje na tak zwanej niwie. Niesie tak zwany oświaty kaganiec. Pisze więc Koleżanka do Belfra, że dzięki tak zwanej pracy na niwie, skutkiem niesienia (tudzież nakładania) tak zwanego kagańca oświaty, weszła w posiadanie wiedzy, że był taki poeta młodopolski, który nazywał się Kazimierz Ted Majer. Tak, właśnie tak i nie inaczej zgoła: syn starego Majera, dwojga imion Kazimierz Ted.

Minęło – jak mawiają przymierzający się do snucia baśni dziadowie z lirą – czasu mało-wiele, a już Kontrabasista miał gotowy biogram K.T. Majera. I oto skarbiec naszej wiedzy historycznoliterackiej wzbogacił się o takie coś:

Majer, Kazimierz Ted – żydowski poeta piszący w jidysz, zmienił imię po chrzcie, który przyjął pod wpływem późnego Staffa. Przed pierwszą wojną światową, jako pacyfista, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie zaczął używać wymawialnego dla Amerykanów imienia Ted.

I znów minęło czasu mało-wiele (jak mawiają rybałtowie), a Szachista zaproponował, by nieco rozruszać naszą nadmiernie ociężałą, rozleniwioną, stetryczałą historię literatury i tytuły oczywiste wypełnić nieco mniej oczywistą fabularną treścią. No bo kto powiedział, że czytelnik takiej na przykład Lalki musi po wiek wieków (amen) dowiadywać się wciąż na nowo o miłości neurotycznego warszawskiego kupca do chorej na idealizm arystokratki? No przecież, że nie musi. Wzięli się więc Belfer, Kontrabasista i Szachista do roboty i poświęcili kawałek wieczoru na stworzenie nowych, ulepszonych (z ekstrabonusem) wersji tekstów tak jakby kanonicznych. Wyszło im to, co poniżej:

Mendel Gdański wielka powieść o asymilacji. Młody Żyd ze Lwowa chce się zasymilować, nie wie tylko, czy z Polakami, Rosjanami czy Ukraińcami. W tle Wysoki Zamek i wielka miłość. (Szachista)

Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela zrealizowana z epickim rozmachem Bildungsroman dziejąca się w trzech pokoleniach poznańskich mieszczan. Główny bohater to idealista, który zamiast rodzinnego interesu (handel maszynami Cegielskiego) wybiera uczenie w męskim gimnazjum, gdzie doznaje homoerotycznej inicjacji platonicznej. (Kontrabasista)

Nad Niemnem nowelka o kobietach, które podczas prania topią jedną spośród siebie z zazdrości. (Szachista)

Lato leśnych ludzi wydana w drugim obiegu powieść o oddziale NSZ, który nie składa broni w 1945 roku i walczy dalej. W tle miłość młodego partyzanta i nauczycielki zindoktrynowanej na studiach. Pod wpływem czystego uczucia dziewczyna przeżywa duchową przemianę. (Kontrabasista)

Trzy zimy – Hemingwayowska proza z zesłania. Wódka i wyścig z czasem, by przewieźć przez tajgę na saniach truchło łosia. Za saniami biegną nieustępliwe wilki. (Szachista)

Wierna rzeka panoramiczny obraz wsi mazowieckiego Urzecza. Główny bohater, stary rybak, walczy z synem, który chce porzucić płaskodenną pychówkę ojca i kształcić się w mieście na ślusarza. Ojciec tonie wciągnięty pod wodę przez szczupaka-rekordzistę. Nad mogiłą ojca syn poprzysięga zemstę. (Kontrabasista)

Próchno – pozytywistyczna nudna nowelka o stolarzu, który za ostatnie oszczędności kupuje kupę rzadkiego drewna, nie wiedząc, że (patrz tytuł). (Szachista)

Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie [album version] – zubożały szlachcic bierze się za arendowanie tytułowego zajazdu. Nie wie, że kolej żelazna wileńsko-warszawska sprawi, że droga, przy której stoi karczma, opustoszeje. (Kontrabasista)

Pan Tadeusz [alternate take] – fabularyzowana autobiografia Tadeusza Kmicica, głównego bohatera Lalki Henryka Sienkiewicza, który razem z Piotrem Curie (ukrywającym się pod pseudonimem Geist) szpieguje we Francji na rzecz Stanów Zjednoczonych, planujących przetestować na Indianach tajemniczą, pierwszą w historii broń masowego rażenia. (Belfer)

Zły – kontrowersyjna powieść historyczna Tedora Parnickiego o św. Stanisławie. (Szachista)

W pustyni i w puszczy – czternastoletni Staś Tarkowski staje na czele powstania antykolonialnego w głębi dżungli. Jego przeciwnikiem jest doceniający szlachetność chłopca pułkownik Kurtz. Nie mogąc pokonać Stasia militarnie, podsuwa mu doborową angielską agentkę Nelly ps. „Rokita”. (Kontrabasista)

Dzieje jednego pocisku – czterech studentów, jeden pistolet, jedna kula. I uprowadzony przez nich kupiec nazwiskiem Wokulski, w którym widzą agenta ochrany. (Szachista)

Piękni dwudziestoletni – skandalizująca powieść o pokoleniu Kolumbów. (Belfer)

Baza Sokołowska – opowiadanie Centkiewiczów o bazie polskich polarników na Antarktydzie. Głównym bohaterem jest pingwin Marek. (Kontrabasista)

Bogurodzica – gnostycki manuskrypt znaleziony wśród zwojów z Nag Hammadi, manifest najdzikszego i najbardziej wyuzdanego kultu Magna Mater. (Belfer)

Wesele – zaginiony dramat Sławomira Mrożka, groteskowa parafraza Dziadów Mickiewicza, pełna pomysłów tak żenujących jak guślarz Edek odgrywający sznur od złotego rogu. (Belfer)

I znów – minęło czasu tyle, ile potrzeba (znów mało-wiele, ale tym razem nieco więcej niż mniej), a całe to towarzystwo herezjarchów (wzbogacone o trzy nowe głosy) powróciło do zabawy. Tym razem jakoś tak wyszło, że postanowili sobie urządzić ćwiczenia stylistyczne – coś w typie pamiętnych gier Juliana Tuwima, że styl jest człowiekiem (albo człowiek stylem, czy jak to tam szło). Efekty? Durny dowcip o babie, która poszła do lekarza, w wersji odgrywanej przez różne aktorki i aktorów z dziejów literatury:

H.P. Lovecraft [studio version]: Przychodzi baba do lekarza, a lekarz nienazwany (bu!). (Kontrabasista)

H.P. Lovecraft [alternate take]: Przychodzi baba do lekarza, a tam bluźniercza architektura. (Belfer)

Edgar Allan Poe: Przychodzi baba do lekarza, a tam kontury chylącego się ku upadkowi domostwa złowieszczo zwieszają się nad taflą jeziora. (Belfer)

Emily Brontë: Przychodzi baba do lekarza, a tam wieczorny wiatr dmie po bezkresnym wrzosowisku. (Belfer)

Fiodor Dostojewski: Przychodzi baba do lekarza, ale Boga nie ma, więc co z niego za lekarz. (Kontrabasista)

Stanisław Lem: Przychodzi baba do lekarza i dowiaduje się, że jest sztuczna (Szachista) 

Tadeusz Dołęga-Mostowicz: Przychodzi baba do lekarza, a ten dokonuje skomplikowanej operacji szpadlem i śrubokrętem (Szachista)

Rafał Wojaczek: Przychodzi baba do lekarza, a lekarz matka jadalna. (Kontrabasista)

Stanisław Dróżdż: Przychodzi baba do lekarza przychodzi baba do przychodzi baba przychodzi przychodz przycho przych przyc przy prz pr p. (Belfer)

Jan Twardowski: Przychodzi baba do lekarza, ale nie chce go nawracać. (Kontrabasista)

Tadeusz Peiper: Przychodzi baba do lekarza i zapada tyfoidalne milczenie. (Szachista)

Aleksander Wat: Przychodzi baba do lekarza. Lekarza boli. (Szachista)

Wojciech Wencel: Przychodzi baba do lekarza, bo boli, a lekarz Bobola. (Jurodiwy)

Tadeusz Dabrowski: Przychodzi baba do lekarza, a lekarz grzeszny. (Szachista)

Jacek Podsiadło: Przychodzi baba do lekarza, a lekarz pisze, a potem drze na strzępy receptę. (Kontrabasista)

Roman Honet: Przychodzi baba do lekarza, a ten ma twarz jak nieznana tężnia. (Jurodiwy)

Tadeusz Różewicz: Przychodzi baba do lekarza, a lekarz nic. (Szachista)

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki: Przychodzi baba do lekarza, ten jej tłumaczy, że co dzień umiera ponad tysiąc chorych. (Szachista)

Zbigniew Sajnóg: Przychodzi baba do lekarza i mówi: mam flupy. (Kontrabasista)

Julian Przyboś: Baba – – i lekarz. Przychodzi ona. Między nimi – – – poczekalnia, w niej: gromobicie ciszy. (Belfer)

Wisława Szymborska: Przychodzi baba do lekarza, a lekarz nie wie i trzyma się tego. (Szachista)

Radosław Wiśniewski [studio version]: Przychodzi baba do lekarza, a ten w zadumie. (Aktywistka)

Anna Świrszczyńska: Jestem baba. Lekarz zginął na barykadzie. (Szachista)

Radosław Wiśniewski [alternate take]: Przychodzi baba do lekarza, a ręka broni szuka. (Jurodiwy)

Jerzy Pilch: Lekarz dodaje babę do spisu. (Szachista)

Elżbieta Lipińska: Przychodzi baba do lekarza, a lekarz – jakim prawem? (Ta Sędzia)

Konrad Góra: Przychodzi baba do lekarza. Modli się chujnią z grzybni. (Belfer)

 

A na zakończenie – z reporterskiego obowiązku – dramatis personae. Albo – who is who. W kolejności grzecznościowo-alfabetycznej:

Aktywistka – Doro Meleve;

Koleżanka – z uwagi na jej wkład w powyższy kolektywny wysiłek, który to wkład sytuuje się na skraju tajemnicy zawodowej, musi pozostać anonimowa;

Ta Sędzia – Elżbieta Lipińska;

Belfer – ja (Przemysław Rojek);

Jurodiwy – Radosław Wiśniewski;

Kontrabasista – Janusz Radwański

Szachista – Paweł Kozioł.