02/02/15

XVII, XVIII, XIX

Grzegorz Wróblewski

Strona cyklu

Matrix
autorzy_leksykon_300x300_Wroblewski
Grzegorz Wróblewski

Urodzony w 1962 roku w Gdańsku. Poeta, prozaik, dramaturg. Autor wielu książek (poezja, dramat, proza); m.in. Ciamkowatość życia (1992/2002), Planety (1994), Noc w obozie Corteza (2007), Nowa Kolonia (2007), Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011), Wanna Hansenów (2013), Kosmonauci (2015), tłumaczony na kilkanaście języków, m.in. na język angielski (Our Flying Objects - selected poems, 2007, A Marzipan Factory - new and selected poems, 2010, Kopenhaga - prose poems, 2013, Let's Go Back to the Mainland, 2014). Dwukrotnie wyróżniony w Konkursie na Brulion Poetycki (1990, 1992). Stypendysta Duńskiej Rady Literatury i Duńskiej Państwowej Fundacji Sztuki. Należy do Duńskiego Związku Pisarzy (Dansk Forfatterforening). Od 1985 roku mieszka w Kopenhadze.

Takie właśnie numery nosiły trzy legiony rzymskie, rozgromione przez wodza germańskiego Arminiusza w Lesie Teutoburskim w 9 r. n.e. Upadek i psychoza… Namiestnik Rzymu, Warus (syn słynnego Sekstusa Kwinktyliusza Warusa), popełnił samobójstwo. Obcięto mu następnie głowę i odesłano ją do Rzymu. Oktawian August dostał wtedy paranoi. Pewnie wiele osób kojarzy sobie jego słynne powiedzenie (wspominał o nim chyba po raz pierwszy Swetoniusz): „Quinctili Vare, legiones redde – Warusie, zwróć mi moje legiony”. To była największa klęska Imperium… Wspominałem o tym także w komentarzu do jednego z wierszy ze zbioru Kosmonauci. XVII, XVIII, XIX – już nigdy więcej żaden z legionów nie otrzymał takiego numeru (klątwa!). Postacią Warusa interesowałem się dość intensywnie. Chyba też dzięki siostrze Joannie, która jest filologiem klasycznym i miałem zawsze pod ręką wspaniałe książki o Kaliguli i jego obsesji wyspy Samos… (miałem szczęście zobaczyć na własne oczy ruiny twierdzy Polikratesa). Napisałem dramat pt. Namiestnik. Bardzo możliwe, że niebawem (po wielu latach) ukaże się w Polsce drukiem. Agencja Teatru i Dramatu ADIT (która ma za zadanie bronić moich tekstów dramatycznych przed tzw. piratami) zamieściła na swojej stronie notę na temat tego właśnie tekstu, czytamy tam m.in.:

Mrok i gąszcz otaczającego ich lasu symbolizuje nieuświadomione lęki i obawy. Dzięki przymusowej izolacji wydostają się one z umysłów wojowników i zaczynają żyć własnym życiem. Psychodeliczno – kryminalna zagadka pozostaje nierozwiązana. Nie wiemy, która z rzeczywistości przedstawionych przez Rzymian jest prawdziwa. Należy chyba zaryzykować stwierdzenie, że prawda obiektywna nie istnieje. Wszystko jest grą umysłu. Istnieje jednak tzw. prawda historyczna, którą autor poddaje próbie własnej wyobraźni a wkrótce, miejmy nadzieję, publiczności.

Niestety, z tą publicznością nigdy nic nie wyszło, sztuka pozostała zapisem literackim, bez przełożenia na scenę. Teatry mają mnie w dupie. Próbowałem w niej opowiedzieć o szaleństwie legionistów (mokradła!), o obciążonej duszyczce Warusa, jego przeczuciach i halucynacjach przed tragiczną dla Rzymu datą 9 września 9 roku n.e. Dramat nie ma dedykacji, ale napisałem go prawdopodobnie z myślą o pewnym przyjacielu, którego traktuję jak największego Brata, jest mi niezwykle bliską osobą. Las Teutoburski stał się rodzajem Mekki dla różnego rodzaju tajemnicznych stowarzyszeń, jego promieniowanie stale przyciąga niezliczone pielgrzymki wyznawców New Age itd. Był nim również zafascynowany Himmler, mający wyraźną szajbę na punkcie germańskich korzeni (cała ta jego postrzelona działalność, wyprawy do Tybetu, Katarzy, szukanie Graala etc.). Ja tam nigdy dotychczas nie byłem. Chciałbym kiedyś namówić na to mojego przyjaciela. I jeszcze raz ADIT:

Legionom rzymskim w Germanii źle się dzieje. Żołnierzy dręczy biegunka; cierpią z powodu zimna, mroku i barbarzyńskich obyczajów. Morale wojska słabnie. Warus, Publiusz i Kwintyliusz utknęli pośród mokradeł. Zielarz i lekarz Kwintyliusz karmi towarzyszy znalezionymi w lesie jagodami, które mają podobno regenerujące właściwości. Wyżej wymienione jagody pełnią w sztuce rolę „przełącznika sytuacji”: każdorazowe ich spożycie równa się zmianie o sto osiemdziesiąt stopni.

Bracie! Może powinniśmy nakarmić się w Lesie Teutoburskim magicznymi jagodami… Zbadać sprawę na miejscu? :-)

Wódz Germanów, Arminiusz