teksty / Esej

Ale czy na pewno?

Piotr Gorliński-Kucik

Recenzja Piotra Gorlińskiego-Kucika, towarzysząca premierze książki Viggo Bjerringa Serce świata w tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej, wydanej w Biurze Literackim 9 maja 2026 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Nie zaawan­so­wa­na tech­no­lo­gia, nie opi­sy wyso­ko roz­wi­nię­tej nauki i nie futu­ry­stycz­ne opi­sy spra­wia­ją, że Ser­ce świa­ta jest powie­ścią, któ­rą moż­na czy­tać jak scien­ce fic­tion. Moż­na ją tak rozu­mieć dla­te­go, że dia­gno­zu­je ota­cza­ją­cą nas rze­czy­wi­stość poprzez naświe­tle­nie kil­ku bodaj naj­waż­niej­szych tren­dów bądź zja­wisk, z któ­ry­mi zma­ga­my się obec­nie w świe­cie zachod­nim i któ­rych nasi­le­nie nie ma pre­ce­den­su. To sojusz kapi­ta­li­zmu i tech­no­lo­gii oraz kry­zys zdro­wia psy­chicz­ne­go. Naświe­tle­nie to w pew­nym sen­sie nie nowe (jeśli komuś przy­cho­dzi na myśl zna­ko­mi­ty serial Mr Robot, to fak­tycz­nie pozo­sta­je on w tej kwe­stii wzo­rem nie­do­ści­gnio­nym), ale zosta­ło tu zre­ali­zo­wa­ne nie tyl­ko spraw­nie i z waż­ną aktu­ali­za­cją.

Akcja powie­ści dzie­je się już to w teraź­niej­szo­ści, już to w nie­da­le­kiej przy­szło­ści, nie ma to zresz­tą stra­te­gicz­ne­go zna­cze­nia dla jej odczy­ta­nia. Pro­ta­go­ni­sta jest dyplo­mo­wa­nym lite­ra­tu­ro­znaw­cą, a jego pra­ca pole­ga na reda­go­wa­niu tek­stów na zle­ce­nia, któ­re odbie­ra za pośred­nic­twem por­ta­lu Easy­jobs – jest więc typo­wym zner­wi­co­wa­nym pre­ka­riu­szem ery post­pan­de­micz­nej, zato­pio­nym w cyfro­wym sple­enie. Ser­ce świa­ta przy­no­si spo­ro opi­sów, ale też kil­ka frag­men­tów wprost opi­su­ją­cych eko­no­micz­ny kra­jo­braz. Wsku­tek wyda­rzeń o ska­li glo­bal­nej, lub – mówiąc języ­kiem Timothy’ego Mor­to­na – oddzia­ły­wa­nia hipe­ro­biek­tów, kapi­ta­lizm auto­ma­tycz­nie się prze­for­mu­ło­wał, żywiąc się, zgod­nie ze swo­ją logi­ką, kolej­ny­mi zała­ma­nia­mi: kry­zy­sem kli­ma­tycz­nym i pan­de­mią COVD-19. W efek­cie stop­nio­wo wyga­sza­no socjal­ne zaple­cze. Zobacz­my:

Przy­szłość oka­za­ła się jed­nak wiel­kim bała­ga­nem i nie­wie­lu ludzi prze­wi­dzia­ło eko­ka­pi­ta­lizm, do któ­re­go dzi­siaj przy­zna­wa­ła się więk­szość par­tii. Kapi­ta­lizm nie­do­stat­ku, jak go nazy­wa­li eko­no­mi­ści. Pan­de­mie też nie pod­ko­pa­ły glo­bal­ne­go kapi­ta­li­zmu. (…) Ze zmia­na­mi kli­ma­tycz­ny­mi dało się żyć – w zamoż­nej czę­ści świa­ta – i wyglą­da­ło na to, że moż­na unik­nąć naj­gor­szych sce­na­riu­szy glo­bal­ne­go ocie­ple­nia, ale pod­czas prób niwe­lo­wa­nia jego efek­tów tyl­ko rosły nie­rów­no­ści (Ser­ce świa­ta, s. 121–122).

Tak, samot­ność i brak kon­tak­tu fizycz­ne­go. Moje życie nadal naj­bar­dziej ze wszyst­kie­go przy­po­mi­na­ło kwa­ran­tan­nę. Pod­czas pan­de­mii wokół izo­la­cji była przy­naj­mniej jakaś wspól­no­ta. Izo­la­cja przy­szła z zewnątrz i zosta­ła nam wszyst­kim narzu­co­na, trzy­ma­li­śmy się razem, zacho­wu­jąc dystans i te inne spra­wy. Nato­miast moja izo­la­cja była stwo­rzo­na prze­ze mnie. Ale czy na pew­no? Czy nie sta­ło się to po pro­stu samo? Czy to nie pan­de­mie ją spo­wo­do­wa­ły? (…) Po zdo­by­ciu wykształ­ce­nia pra­co­wa­łem tyl­ko z domu, jak wie­lu innych ludzi. Biu­ra sta­ły się luk­su­sem (…) fir­my, jak i insty­tu­cje publicz­ne oszczę­dza­ły milio­ny na czyn­szu (Ser­ce świa­ta, s. 37–38).

Tym samym jed­nak nadal postę­pu­je demon­to­wa­nie pań­stwa opie­kuń­cze­go i wyraź­nie nara­sta­ją nie­rów­no­ści. W tym nowym sys­te­mie gospo­dar­czym rośnie też licz­ba ludzi nie­po­trzeb­nych, ale pań­stwo nie może tak samo jak przed­tem po pro­stu dawać im pie­nię­dzy do skon­su­mo­wa­nia (Ser­ce świa­ta, s. 71).

Brzmi zna­jo­mo? Ano wła­śnie! Powieść expres­sis ver­bis mówi o zapę­tle­niu kry­zy­sów, z któ­ry­mi zma­ga­my się na począt­ku XXI wie­ku: zachłan­ność kapi­ta­li­zmu wyge­ne­ro­wa­ła kry­zys kli­ma­tycz­ny, pan­de­mię i w efek­cie izo­la­cję. Następ­nie bez­oso­bo­wy kapi­tał zaczął roz­wią­zy­wać pro­ble­my, któ­re sam stwo­rzył, a roz­wią­za­nia te słu­żą (słu­żyć będą) głów­nie kapi­ta­ło­wi. Kry­ty­ka współ­cze­sno­ści, zwłasz­cza w cza­sach, w któ­rych nie­zwy­kle trud­no jest wybie­gać w przy­szłość, to jed­no z naj­waż­niej­szych zadań scien­ce fic­tion.

Nasz zdal­nie pra­cu­ją­cy pre­ka­riusz tra­fia w koń­cu na intrat­ne zle­ce­nie, do któ­re­go sia­da z pasją i zaan­ga­żo­wa­niem: ma zre­da­go­wać powieść. Tekst odno­si medial­ny i eko­no­micz­ny suk­ces, nie­ba­wem więc otrzy­mu­je zle­ce­nie na napi­sa­nie czę­ści dru­giej. Tak, to oczy­wi­ste: pierw­szy tekst wyge­ne­ro­wa­ło AI, a nasz zdol­ny lite­ra­tu­ro­znaw­ca miał go zhu­ma­ni­zo­wać. Czas na krót­ką dygre­sję.

W pol­skiej pro­zie zaczę­ło się w roku 1965, kie­dy w tomie Cybe­ria­da uka­za­ła się Wypra­wa pierw­sza A, czy­li Elek­try­bałt Trur­la, bo – jak zwy­kle w takich kwe­stiach – Sta­ni­sław Lem był pierw­szy. Trurl „(…) posta­no­wił wybu­do­wać maszy­nę, któ­ra będzie pisa­ła wier­sze” (s. 200), i zabrał się do tego meto­dycz­nie, stwo­rzył więc symu­la­cję dzie­jów ludz­ko­ści, ta wszak jest softwa­rem, wgra­nym w umysł poety i nie­zbęd­nym do two­rze­nia lite­ra­tu­ry. Elek­try­bałt zaczął w koń­cu two­rzyć tek­sty, jed­nak nie­zbyt zro­zu­mia­łe (albo ina­czej: zro­zu­mia­łe tyl­ko pod pew­ny­mi warun­ka­mi): „Trzy, samo­łóż wywiorst­ne, grę­zacz tęci wzdyżmy,/ Ape­laj­da sękli­wa boro­waj­kę kuci” (s. 207), a to wszyst­ko ku ucie­sze zło­śli­we­go Kla­pau­cju­sza. Po serii popra­wek cyfro­wy poeta osią­gnął w koń­cu nie-ludz­kie mistrzo­stwo, tak­że w zakre­sie poezji awan­gar­do­wej, i w efek­cie „(…) doszedł do takiej wpra­wy, że jed­nym dru­gim sone­tem zwa­lał z nóg zasłu­żo­ne­go wiesz­cza” (s. 212), i poeci – niczym lud­dy­ści – zaczę­li Elek­try­bał­ta ata­ko­wać. Trur­la osta­tecz­nie poko­nał rachu­nek za prąd (serio!), więc posta­no­wił wysłać swo­je „AI” w kosmos, gdzie zaanek­to­wa­ny przez wład­cę z sąsied­nie­go sys­te­mu gwiezd­ne­go został „(…) lirycz­nym moto­rem gro­ma­dy gwiazd wybu­cha­ją­cych” (s. 215). Lem, wobec kie­run­ków roz­wo­ju tech­no­lo­gii ostroż­ny, żeby nie powie­dzieć scep­tycz­ny, na kil­ku­na­stu stro­nach, w zama­sko­wa­ny sty­li­za­cją spo­sób, poka­zu­je taką ścież­kę roz­wo­ju AI, jaką muta­tis mutan­dis obser­wu­je­my dziś, na począt­ku trze­ciej deka­dy XXI wie­ku (a robi to – przy­po­mnę – w poło­wie lat sześć­dzie­sią­tych wie­ku XX!). Mamy więc wpierw gar­gan­tu­icz­ne kon­struk­cje, potem nie­uda­ne eks­pe­ry­men­ty (obśmie­wa­ne przez igno­ran­tów), następ­nie ata­ki lud­dy­stów (odzy­wa się tu poczu­cie bycia zastę­po­wal­nym), i w koń­cu kon­struk­cję na ska­lę kosmicz­ną (to, być może, dopie­ro w przy­szło­ści, lub – na wszel­ki wypa­dek – do doczy­ta­nia w Gole­mie XIV).

W Ser­cu świa­ta jeste­śmy na takim eta­pie, że AI już dzia­ła, ale wciąż jesz­cze potrze­bu­je czło­wie­ka do huma­ni­zo­wa­nia gene­ro­wa­nych przez sie­bie tek­stów, i – praw­do­po­dob­nie – niko­go to już nie dzi­wi. Czy­li w takim momen­cie, jakim znaj­du­je­my się dziś. Co sta­nie się w powie­ści dalej, jest już spe­ku­la­cją auto­ra. Ale czy na pew­no?

Vig­go Bjer­ring bawi się kon­wen­cją SF. Uży­wa słyn­nych słów Arthu­ra C. Clarke’a jako mot­ta jed­ne­go z roz­dzia­łów: „Any suf­fi­cien­tly advan­ced tech­no­lo­gy is indi­stin­gu­isha­ble from magic”. Komen­to­wać moż­na je afir­ma­tyw­nie (tech­no­lo­gia urze­czy­wist­nia naj­bar­dziej wymyśl­ne marze­nia ludz­ko­ści) lub kry­tycz­nie (nie­wy­star­cza­ją­cy stan wie­dzy spra­wia, że to, co nauko­wo wyja­śnial­ne, trak­tu­je­my jak cudow­ne), a więc zasad­ni­czo gra pole­ga tu na oscy­lo­wa­niu wokół tezy o zacza­ro­wy­wa­niu i odcza­ro­wy­wa­niu świa­ta, czy­li to (jało­wy w isto­cie) spór o model epi­ste­micz­ny, a więc (odwo­łu­jąc się do pierw­sze­go z wiesz­czów) czy pozna­wać „szkieł­kiem i okiem”, czy „czu­ciem i wia­rą”. Tek­sty takie jak Ser­ce świa­ta uak­tu­al­nia­ją ten pro­blem w kon­tek­ście zagad­nień istot­nych dla wie­ku XXI. Czy rze­czy­wi­stość, któ­rą widzę/czuję to praw­dzi­wa rze­czy­wi­stość? Czy rze­czy­wi­stość pod­su­wa­na mi przez coś zewnętrz­ne­go, jakie­goś kar­te­zjań­skie­go „zło­śli­we­go demo­na” bądź softwa­re super­kom­pu­te­ra? A może (to trze­cia opcja) zawo­dzi mnie mój wła­sny umysł? Jak umysł pogrą­żo­ne­go w para­noi boha­te­ra Mate­ra­ca, inne­go zna­ko­mi­te­go opo­wia­da­nia Sta­ni­sła­wa Lema. Jego boha­ter, sie­dząc w wię­zien­nej celi, zada­wał sobie pyta­nia: „Ale czy na pew­no?”, „Ale czy napraw­dę?” No wła­śnie: symu­la­cja to czy nie? Zawo­dzi rze­czy­wi­stość, czy moje zmy­sły? Podob­ne pyta­nia zada­je sobie boha­ter Ser­ca świa­ta, kie­dy obser­wu­je roz­pa­da­ją­cy się na jego oczach świat.

Dru­ga zaba­wa Bjer­rin­ga to gra „hipo­te­zą symu­la­cji” Nic­ka Bostro­ma, w któ­rej szwedz­ki filo­zof spryt­nie (nie)dowodzi za pomo­cą try­le­ma­tu i rachun­ku praw­do­po­do­bień­stwa (i kil­ku wąt­pli­wych zało­żeń – jak mówią jego kry­ty­cy, ale mniej­sza o to), że żyje­my w symu­la­cji. Otóż jeśli jakaś cywi­li­za­cja osią­gnie taki poziom tech­no­lo­gicz­ne­go zaawan­so­wa­nia, że będzie w sta­nie stwo­rzyć symu­lo­wa­ne świa­ty, i jeśli (pomi­mo wąt­pli­wo­ści o cha­rak­te­rze, na przy­kład, etycz­nym) zde­cy­du­je się tego doko­nać, to istot funk­cjo­nu­ją­cych w takich świa­tach będzie sta­ty­stycz­nie znacz­nie wię­cej niż ludzi żyją­cych poza nimi. Zatem – jak mówi jeden z boha­te­rów Ser­ca świa­ta – żyje­my w symu­la­cji! I ma na to dowo­dy. Pro­blem, czy­li inter­pre­ta­cyj­na furt­ka, zasa­dza się na tym, że nie są to dowo­dy prze­ko­nu­ją­ce. Glit­che rze­czy­wi­sto­ści, lub symu­la­cji rze­czy­wi­sto­ści, z któ­ry­mi zma­ga się boha­ter powie­ści, moż­na wyja­śnić za pomo­cą oddzia­ły­wa­nia zjed­no­czo­nych w wysił­kach tech­no­lo­gii i kapi­ta­łu, ale Ser­ce świa­ta nie jest w tej kwe­stii jed­no­znacz­ne, pozo­sta­wia czy­tel­ni­ka z nie­do­po­wie­dze­niem.

To wszyst­ko spra­wia, że Ser­ce świa­ta jest powie­ścią moc­no – w rozu­mie­niu bry­tyj­skie­go filo­zo­fa Mar­ka Fishe­ra – dzi­wacz­ną (weird). Otóż – żeby przy­po­mnieć krót­ko – kapi­ta­lizm dzia­ła oso­bli­wie (eerie), bez­oso­bo­wo, abs­trak­cyj­nie, ale jed­no­cze­śnie (a tak­że dzię­ki temu) w zasad­ni­czy spo­sób kształ­tu­je nasze życie. W efek­cie funk­cjo­nu­je­my w ramach „reali­zmu kapi­ta­li­stycz­ne­go”, czy­li prze­ko­na­nia, że kapi­ta­lizm jest jedy­nym sen­sow­nym porząd­kiem świa­ta i nie bar­dzo da się wyobra­zić inny. (Pomi­jam, że się da.) W pono­wo­cze­snej este­ty­ce weird ta kapi­ta­li­stycz­na rze­czy­wi­stość pęka pod napo­rem zewnę­trza, a jej powło­ka, jak­by szkla­na kopu­ła, zaczy­na prze­pusz­czać kurio­zal­ne, gro­te­sko­we, dzi­wacz­ne wła­śnie, „prze­cie­ki” pocho­dzą­ce z jakie­goś inne­go porząd­ku (vide: Magicz­na rana Doro­ty Masłow­skiej). W Ser­cu świa­ta dzie­je się wła­śnie tak: głów­ny boha­ter zaczy­na dostrze­gać glit­che rze­czy­wi­sto­ści, korzy­sta więc z usług tera­peu­ty. Ale czy słusz­nie?

Ser­ce świa­ta nawo­łu­je do zada­wa­nia pytań: cze­mu nasza rze­czy­wi­stość jest dziw­na? Bo coś prze­cie­ka przez ochron­ne powło­ki reali­zmu kapi­ta­li­stycz­ne­go? Bo coś z naszy­mi umy­sła­mi jest nie tak? Rozu­miem tę powieść jed­nak w ten spo­sób, że tech­no­lo­gia jest tu pre­tek­stem, jest meta­fo­rą kapi­ta­li­zmu: nie w tech­no­lo­gicz­nej rze­czy­wi­sto­ści żyje nasz boha­ter, a w kapi­ta­li­stycz­nej. A wszel­kie symu­la­cje nie lubią, kie­dy uwię­zie­ni w niej zysku­ją świa­do­mość. Ale czy na pew­no?


Źró­dła cyta­tów:
S. Lem, Cybe­ria­da, wyd. IV, Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, Kra­ków 1978.

O autorze

Piotr  Gorliński-Kucik

Doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Instytucie Polonistyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zajmuje się polską prozą XX i XXI wieku, fantastyką naukową i edytorstwem naukowym; autor monografii TechGnoza, uchronia, science fiction. Proza Jacka Dukaja (Katowice 2017) oraz „Jutro”. SF jako sposób myślenia (Katowice 2024), publikował między innymi w „Tekstach Drugich”, „Pamiętniku Literackim”, „Przestrzeniach Teorii”, „Forum Poetyki”.

Powiązania

Kiedy system zaczyna pisać nasze życie

wywiady / o książce Artur Burszta Viggo Bjerring

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Vig­go Bjer­rin­giem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Vig­go Bjer­rin­ga Ser­ce świa­ta w tłu­ma­cze­niu Bogu­sła­wy Sochań­skiej, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 9 maja 2026 roku.

Więcej