Artur Burszta: W Sercu świata praca nie jest tylko sposobem zarabiania, ale czymś, co organizuje całe doświadczenie – sposób myślenia, odczuwania, bycia w świecie. Pisałeś tę książkę jako diagnozę współczesności czy raczej jako próbę wyobrażenia sobie, dokąd to wszystko może nas doprowadzić?
Viggo Bjerring: Jedno i drugie. Obraz rynku pracy jest w dużej mierze rozwinięciem tendencji, które dostrzegałem w 2021 roku, kiedy książka się ukazała – a które dziś, w 2026, stały się jeszcze wyraźniejsze. Bohater, Mads, należy do nowego prekariatu, obejmującego bardzo różne, zazwyczaj niezrzeszone związkowo grupy – od kurierów Wolt po akademików i pracowników kultury funkcjonujących nieustannie w tymczasowych formach zatrudnienia.
W cyfrowym prekariacie jesteś samotnym atomem – i tak, ta forma pracy głęboko kształtuje Madsa. Wpływa na jego psychikę i rytm życia, na cały sposób bycia w świecie. Mads musi być stale dostępny. Żyje w napięciu, nie śpi po nocach, żeby zdobyć kolejne zlecenia, i bez przerwy konkuruje z innymi. Niepewność zatrudnienia jest ogromna, życie staje się przetrwaniem z dnia na dzień, a jutro można zostać ostatecznie zastąpionym przez sztuczną inteligencję.
Jednocześnie Mads jest zmuszony sięgać głęboko w siebie, żeby wydobyć każdą resztkę kreatywności i człowieczeństwa, jaką może zaoferować innym. Mamy tu do czynienia z formą wyzysku, która sięga głęboko w duszę.
Bohater funkcjonuje w systemie, który go jednocześnie wyczerpuje i podtrzymuje przy życiu – nie pozwala mu ani się rozwinąć, ani upaść. Interesowało Cię właśnie to „zawieszenie” jako nowa forma egzystencji?
Tak. Zdecydowanie interesowało mnie badanie tej zawieszonej, apatycznej formy egzystencji, kiedy pisałem tę powieść. Mads znajduje się w martwym punkcie, w stanie pośrednim. W takim stanie człowiek jest także politycznie apatyczny, odizolowany i nie podejmuje buntu. Staje się łatwym łupem dla większych sił. Mads jest wyobcowany – tak powiedzielibyśmy w terminologii marksistowskiej – i można odnieść wrażenie, że to wyobcowanie zyskuje dodatkowy poziom przez cyfrową warstwę oddzielającą człowieka od rzeczywistości. I jest to wyobcowanie, które dotknęło wielu z nas.
Jednocześnie myślę, że ta „suspensja” jest też związana z momentem w historii, w którym się znajdujemy, i duchem czasu współczesnego, demokratycznego świata. W ostatnich latach – zarówno jako jednostki, jak i społeczeństwa – z poczuciem bezsilności obserwujemy szereg poważnych kryzysów. Towarzyszą nam: kryzys klimatyczny, rozwój technologiczny, zwłaszcza rozwój sztucznej inteligencji, a także nowy porządek geopolityczny – umacnianie się sił autorytarnych, NATO w kryzysie, straszliwa wojna na europejskim kontynencie i tak dalej. Jesteśmy zdezorientowani i wciąż nie wiemy, dokąd zmierzamy. Czy to dopiero początek, czy może już koniec? Ten eschatologiczny nastrój osiada w jednostce jako poczucie bezsilności, a apatia rozprzestrzeniła się w nowoczesnym świecie. W pewnym sensie cały Zachód znajduje się dziś w stanie zawieszenia, w martwym punkcie.
Easyjobs przestaje być u Ciebie zwykłą platformą pracy – zaczyna wyglądać jak środowisko, które produkuje rzeczywistość i reguluje życie. Widziałeś je bardziej jako system ekonomiczny czy raczej jako coś, co zaczyna żyć własnym życiem?
Myślę, że właśnie ten ruch – od jednego do drugiego – chciałem uchwycić. To, co zaczyna się jako zwykła platforma pracy – postrzegana jako neutralne, techniczno-ekonomiczne narzędzie – ostatecznie zaczyna produkować i kształtować samą rzeczywistość. Zaczyna żyć własnym życiem. Jak pisał niemiecki filozof Martin Heidegger, technika nie jest jedynie neutralnym narzędziem, lecz staje się określonym sposobem rozumienia i odsłaniania świata, w którym na przykład człowiek i natura zostają zredukowani do zasobów, które należy wykorzystywać możliwie najefektywniej.
W ostatnich latach obserwujemy na szczęście większą świadomość natury technologii cyfrowej – jej skłonności do instrumentalizowania wszystkiego wokół i do redukowania relacji międzyludzkich do interakcji, polubień i kliknięć. Najbardziej naiwna fascynacja technologią już minęła, ale wciąż nie do końca rozumiemy, jak głęboko – zwłaszcza sztuczna inteligencja – może przekształcić nasze rozumienie świata i nas samych.
W pewnym momencie książka, nad którą pracuje Mads, zaczyna działać jak model świata. Literatura jest tu tylko tematem czy raczej sposobem pokazania, że rzeczywistość sama jest czymś w rodzaju narracji?
Literatura jest tu tematem w bezpośrednim sensie, ale Serce świata jest w dużej mierze także metapowieścią. Powieścią o tworzeniu, kreatywności, o tym, jak kształtujemy i na nowo opowiadamy historie o sobie i świecie. Wolę jednak nie wchodzić zbyt głęboko w tę kwestię, ponieważ uważam, że tę metagrę – będącą zarazem grą z gatunkami literackimi – czytelnik najlepiej odkryje sam.
Mads, pracując nad cudzym tekstem, stopniowo go przekształca – nadaje mu sens, porządek, metafory. Serce świata, powieść odwołująca się do konwencji realistycznej, jednocześnie wykorzystuje elementy spoza tej konwencji, by pokazać, w jaki sposób rozpadają się dotychczasowe porządki. Czy od początku taki był Twój zamysł?
W pewnym sensie tak. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać wyraźnym pęknięciem, ale przy bliższym namyśle jest raczej odsłonięciem czegoś, co było obecne w tej książce od początku. Mam nadzieję, że już od pierwszych stron czuć, że powieść igra z tym, co nierzeczywiste – z niestabilnością i konstrukcyjnością realizmu. Że tekst na każdej stronie chwieje się między tym, co realne, a tym, co nierealne. Nawet wtedy, gdy realizm wyraźnie się rozpada, zależy mi na tym, by świat powieści wciąż zachowywał pewien rodzaj poetyckiej prawdy i realizmu – na przykład w tym, jak technika zaczyna produkować i kształtować rzeczywistość oraz żyć własnym życiem.
Rzeczywistość jest zbyt dzika, by wystarczył nam realizm do jej opisu i zrozumienia.
„Serce świata” pozostaje u Ciebie niejednoznaczne – może być systemem, organizmem, błędem. Pisałeś Serce świata jako metaforę czy raczej jako coś, co miało wymknąć się jednoznacznej interpretacji i działać bardziej jak doświadczenie?
Mam nadzieję, że serce w Sercu świata jest odbierane jako wieloznaczne.
Oczywiście można je odczytywać jako metaforę. Nawet bardzo klasyczną, romantyczną, trochę wręcz banalną metaforę. Jednocześnie „serce” otrzymuje też wyraźnie techniczne i filozoficzne wyjaśnienie. Jego konkretne przedstawienie w książce jest z kolei gatunkowo bliskie niemal estetyce steampunku. W ogóle jest to powieść, która intensywnie gra z różnymi konwencjami literackimi.
Podoba mi się, że serce może w ten sposób jawić się jednocześnie jako coś twardego i miękkiego; technicznego i romantycznego. Trochę jak w tytule kontynuacji: Geometria serca. W drugiej książce „serce świata” staje się w pewnym sensie głównym bohaterem, a Geometria serca rozwija dalej całą tę wieloznaczność.
W Twojej powieści samotność nie jest dramatycznym kryzysem, tylko czymś niemal neutralnym, jakby systemowo wytwarzanym. Interesowała Cię samotność jako efekt struktur, a nie jako indywidualne doświadczenie?
Jedno i drugie. Jako zjawisko strukturalne samotność – jak już wspominałem – wiąże się w powieści z prekariatem, warunkami pracy, technologią, a także z czasem pandemii, który się tu pojawia.
Na poziomie osobistym, indywidualnym samotność Madsa jest czymś bardziej ambiwalentnym. Jest odizolowany i sam, ale nie jest to wyłącznie doświadczenie nieszczęścia. Samotność – czy może raczej „bycie samemu” – wiąże się także z kreatywnością i tworzeniem, a także z ponownym odkrywaniem przeszłości; z całą jego introspekcją, wewnętrzną podróżą, która w pewnym sensie prowadzi go z powrotem do matki i do czegoś w rodzaju fundamentu. Samotność ma więc wiele wymiarów. Można by powiedzieć, że jest w niej zarówno loneliness, jak i bardziej pozytywna solitude (niestety w języku duńskim nie ma na to rozróżnienia).
Jednym z najbardziej niepokojących wątków jest przetwarzanie doświadczenia – emocji, wspomnień – w materiał do produkcji narracji. Uważasz, że już dziś tak działa kultura, czy to raczej projekcja przyszłości?
Wracamy tu do kwestii wyzysku, który przeniósł się do wnętrza duszy. I tak – w dużej mierze można powiedzieć, że już dziś tak to działa, kiedy wielkie generatywne modele językowe, takie jak ChatGPT, pochłaniają i przetwarzają dzieła pisarzy oraz wszelkiego rodzaju sztukę i kulturę, w których zapisane są ludzkie doświadczenia, emocje i wspomnienia, by następnie wypluwać je w postaci syntetycznych produktów. Widzimy już całe książki i albumy muzyczne tworzone przez sztuczną inteligencję. I jako cywilizacja musimy zadać sobie pytanie, jaką sztukę chcemy przekazywać sobie nawzajem i przyszłym pokoleniom. Czy chcemy czytać książki pisane przez sztuczną inteligencję? Słuchać muzyki tworzonej przez algorytmy?
Zgadzam się – to jest niepokojące. Kiedy w 2021 roku publikowałem Serce świata, to, co robiłem, wydawało się jeszcze odległą, dystopijną wizją literatury, ale dystopia zdążyła nas już dogonić.
Powieść przechodzi od krytyki społecznej w stronę czegoś coraz bardziej spekulatywnego. To było dla Ciebie naturalne rozwinięcie czy świadoma decyzja, żeby wyrwać czytelnika z realizmu?
Od początku miałem silną potrzebę pójścia na całość, złamania realizmu i oczekiwań czytelnika. Uwielbiam nieprzewidywalność w literaturze. Jeśli spojrzeć na Serce świata jak na pewnego rodzaju powieść formacyjną, to zamiast klasycznej formuły „dom – wyjście – powrót” mamy tu raczej układ: „dom – wyjście – daleko poza”.
W Sercu świata człowiek przestaje być centrum i staje się częścią większego systemu, który może być wobec niego obojętny. To jest dla Ciebie raczej pesymistyczna wizja czy coś, co otwiera nowe myślenie o miejscu człowieka?
To pytanie bardzo mnie zajmuje i wciąż próbuję je zgłębiać w swoich książkach. Myślę, że można na nie odpowiedzieć zarówno w sposób dystopijny, jak i utopijny, ale też niejednoznaczny. Ma ono charakter filozoficzny, dlatego być może nie da się na nie udzielić ostatecznej odpowiedzi.
To również pytanie, które rozwijam zarówno w drugiej części, Geometrii serca, jak i – może przede wszystkim – w mojej najnowszej powieści Cień Gry, która ukaże się w Danii w maju 2026 roku. Ta nowa książka koncentruje się szczególnie na naturze czasu i wolności – oraz na determinizmie jako nadrzędnym, obojętnym „systemie”. I na miejscu człowieka w tym wszystkim.
Co było dla Ciebie największym ryzykiem w tej książce – formalnie, filozoficznie, może egzystencjalnie? I czy uważasz, że literatura powinna dziś częściej podejmować takie ryzyko, nawet kosztem komfortu czytelnika?
Ja sam zdecydowanie wolę taką literaturę, która podejmuje ryzyko, zaskakuje i jest egzystencjalnie bezkompromisowa. Pod względem formalnym i stylistycznym ważne było dla mnie – i zarazem stanowiło wyzwanie – żeby powieść była jednocześnie konkretną historią o bohaterze i śmiałą powieścią idei. Z mojej osobistej perspektywy największym ryzykiem było chyba opublikowanie debiutu, który w tak dużym stopniu nie trzyma się „szablonu” i dlatego mógłby potencjalnie irytować część czytelników i krytyków. Ostatecznie jednak przyjęcie książki w Danii było dość pozytywne.
Ten świat się nie zamyka – idzie dalej w kolejnej książce. To było zaplanowane? A może raczej stanowi wynik tego, że opisu powieściowej rzeczywistości nie da się domknąć?
Nie planowałem pisać kontynuacji. Po prostu nie przestawałem się zastanawiać, co stało się z Madsem po zakończeniu Serca świata. Ta myśl bardzo mnie pociągała, ale jednocześnie wydawało się niemal narracyjnym samobójstwem napisać powieść o całkowicie nieruchomym świecie. A jednak pewnego dnia usiadłem i napisałem kilka stron, i stopniowo zrozumiałem, że właśnie w tym tkwi sens: że to, co mnie przyciągało, to właśnie ta całkowicie zatrzymana rzeczywistość i możliwość jej eksplorowania razem z Madsem.
Może ten świat po prostu nie chce się zamknąć. Bardzo dziękuję za rozmowę.