03/06/19

Family Meeting

Artur Burszta

Strona cyklu

Misje niemożliwe
Artur BURSZTA__biogram
Artur Burszta

Redaktor naczelny wydawnictwa Biuro Literackie. Od 1996 roku dyrektor festiwalu literackiego organizowanego jako Fort Legnica, od 2004 – Port Literacki Wrocław, a od 2016 – Stacja Literatura. Autor programów telewizyjnych w TVP Kultura: Poezjem (2008–2009) i Poeci (2015) oraz filmu Dorzecze Różewicza (2011). Inicjator krajowych i zagranicznych projektów, z których najbardziej znane to: Europejskie Forum Literackie, Komiks wierszem, Krytyk z uczelni, Nakręć wiersz, Nowe głosy z Europy, Piosenki na papierze, Poezja polska od nowa, Pogotowie poetyckie, Połów. Poetyckie debiuty, Szkoła z poezją, Wakacje z kulturą. Wyróżniony m.in. nagrodą Sezonu Wydawniczo-Księgarskiego IKAR za „odwagę wydawania najnowszej poezji i umiejętność docierania z nią różnymi drogami do czytelnika” oraz nagrodą Biblioteki Raczyńskich „za działalność wydawniczą i żarliwą promocję poezji”.  

Od połowy ubiegłej dekady uczestniczę w festiwalach literackich w różnych zakątkach na świecie. Odwiedziłem tymczasem kilkanaście krajów, zaliczyłem kilkadziesiąt imprez, ale już mogę stwierdzić – Polska jest ewenementem. Takiej liczby festiwali nie ma chyba w żadnym kraju. Szczególnie w obszarze poezji. Bywa, że w średniej wielkości narodzie jest dosłownie jeden, centralny festiwal. U nas zdarza się, że w tym samym mieście jest ich kilka.

Powinniśmy się cieszyć, że tyle się u nas dzieje, ale czy taka liczba imprez przekłada się na wzrost czytelnictwa? Ułatwia zdobywanie nowych odbiorców, np. dla współczesnej poezji? Sprawia, że dziennikarze i media w większym stopniu angażują się w opisywanie życia literackiego? A finansowanie imprez? Niby ministerialnych środków jest więcej, a jednak dotacje na poszczególne festiwale są ostatnio coraz mniejsze albo nie ma ich wcale, bo pieniędzy nie starcza dla wszystkich.

O ile w Polsce wciąż powołuje się kolejne festiwale, coraz bardziej je profilując, o tyle w Europie rozszerza się programy istniejących wydarzeń. Inwestuje w to, co już działa i funkcjonuje. Imprezy działają „po coś” i „z jakiegoś powodu”. Nie wzmacniają wizerunku miasta, pamięci o jakimś twórcy, potrzeby podtrzymania tradycji, uzasadnienia funkcjonowania instytucji i ‒ co powinno dawać nam szczególnie do myślenia ‒ ich organizację powierza się głównie prywatnym firmom.

Cechą charakterystyczną cenionych europejskich festiwali jest też to, że odbywają się one albo w stolicach, albo w metropoliach. Myśli się o skuteczności imprezy, a oto najłatwiej osiągnąć w dużym mieście. Oczywiście istnieją wyjątki, jak np. Hay w Walii. Imprezy organizuje się z dużym rozmachem, wymagają więcej przygotowań, a co za tym idzie ‒ często odbywają się one nie co roku, a co dwa lata. W przeważającej liczbie są one albo interdyscyplinarne, albo z dominacją prozy.

Większość stanowią festiwale, które swój początek miały w poprzedniej dekadzie. Niewiele jest realizowanych dłużej niż przez dwadzieścia lat. Mało jest takich, które pojawiły się w ostatnich dziesięciu. Częstą praktyką są filie, czego bardzo dobrym przykładem jest wspomniany wcześniej Hay, realizowany już w kilku miejscach na całym świecie. Bywa też, że ci sami organizatorzy realizują kilka dużych imprez, tak działa np. Booktailors w Portugalii.

Największe wydarzenia potrafią zgromadzić setki uczestników (Internationales Literaturfestival Berlin ponad 25 tysięcy). Niemal wszędzie płaci się za wstęp, średnio 10 euro za jedno spotkanie. Często zaprasza się artystów niezwiązanych bezpośrednio z literaturą (w Barcelonie na Kosmopolis uczestniczyłem np. w spotkaniu z Wernerem Herzogiem, które przyciągnęło kilka tysięcy osób), a w centrum wydarzeń ustawia „aktualne tematy” (świetnie robi to Passa Porta Festival z Brukseli).

Publiczność jest ciekawa nowego, czego sam doświadczyłem przy okazji dwudziestu Portów na dwudziestolecie naszego festiwalu, które między 2015 a 2016 rokiem z dużym powodzeniem zrealizowaliśmy m.in. w Barcelonie, Berlinie, Edynburgu, Hajdarabadzie, Kalkucie, Kopenhadze, Moskwie, New Delhi, Niżnym Nowogrodzie, Oslo, Pilznie, Pradze, Rydze, Taborze, Tallinie, Tartu i Wilnie.

Środowisko organizatorów festiwali, a także instytucji literackich z Europy jest stosunkowo niewielkie i dość dobrze zaznajomione. Spotykamy się kilka razy w roku. Na przykład na poesiefestival berlin, gdzie organizatorzy zapraszają od trzydziestu do pięćdziesięciu przedstawicieli najważniejszych festiwali z Europy i nie tylko. Zrzeszamy się w różnego rodzaju platformach i kooperacjach. Realizujemy projekty, takie jak choćby Nowe głosy z Europy.

W Polsce grupa realizatorów imprez literackich jest coraz liczniejsza, ale często patrzymy na siebie jak na konkurencję. Bardzo rzadko odwiedzamy swoje imprezy, nie wymieniamy się doświadczeniami. Na odległość podpatrujemy, co robią inni, wprowadzamy podobne pomysły, nazywając je swoimi. Wydaje się nam, że jesteśmy najlepsi, a w takim samozachwycie łatwo przecież zapomnieć, że razem moglibyśmy więcej!

Za sto dni Stacji Literatura 24. Zgodnie ze sztuką organizacji takich imprez właśnie ogłaszamy program 62 wydarzeń, zamykamy listy Pracowni i innych towarzyszących imprez. Jak zawsze staramy się dodawać choćby drobne działania, które mają na celu integrację różnych środowisk, inicjowanie współpracy i szukanie przestrzeni dla wspólnych projektów. Nie tylko międzynarodowych, ale także krajowych.

W tym roku zapraszamy księgarnie, które nie boją się działań poetyckich. Liczymy, że uda się stworzyć sieć, która ułatwi pozyskiwanie środków i wspólne działania. Podobny projekt zaproponowaliśmy przed rokiem bibliotekarzom. W trakcie wrześniowej Stacji zaplanowaliśmy też cykl Family Meeting, do którego zaprosiliśmy Staromiejski Dom Kultury z Warszawy oraz Instytut Kultury Miejskiej z Gdańska.

Chcemy pokazać, że cenimy pracę innych instytucji. Staromiejski Dom Kultury z Warszawy od lat prowadzi udaną działalność literacką, którą kieruje niestrudzona Beata Gula. Równie ważnym miejscem jest Instytut Kultury Miejskiej z Gdańska znany z dwóch nagród literackich i towarzyszących im festiwali. Ola Szymańska już nie raz odwiedzała Port i Stację. Teraz opowie u nas o swoich doświadczeniach, także tych związanych z siecią Versopolis.

Biuro Literackie nie jest typowym wydawnictwem czy instytucją organizującą festiwal. Jesteśmy dość dziwnym tworem, który działa na wielu obszarach. Za rok mamy jubileusz dwudziestopięciolecia. Naszym znakiem rozpoznawczym są misje niemożliwe. Coraz bardziej doskwiera nam brak współpracy między instytucjami i festiwalami w Polsce. Chcemy więc zaproponować konkretne działania. Dać przykład, że można inaczej.