wywiady / O KSIĄŻCE

Zgodnie z rytmem obcego świata

Artur Burszta

Bartłomiej Majzel

Rozmowa Artura Burszty z Bartłomiejem Majzlem, towarzysząca premierze książki Biała Afryka, wydanej w Biurze Literackim 16 stycznia 2006 roku.

Majzel__Okladka_2006_Biala_Afryka Biuro Literackie

Artur Burszta: Bartku, no to gdzie tym razem?

Bartłomiej Majzel: Tak zupełnie szczerze, póki co wiem tylko, że wyjeżdżam w połowie lutego. Wiem też, że zapewne wyląduję na początku w Damaszku, że otrę się o granice z Irakiem, że chciałbym dotrzeć do wschodniej Turcji, aby posiedzieć trochę w Kurdystanie. Potem koniecznie do Iranu. Co dalej? Naprawdę nie mam pojęcia. Może Armenia? Może Azerbejdżan? To wszystko dopiero się w mojej głowie wygrzewa, wykluwa. Coś tam łomocze. Całość jest na razie, na szczęście, kompletnie niejasna.

Czy to znaczy, że Twoje wyprawy nie są dokładnie zaplanowane?

Nie, oczywiście że nie. Ja tylko wybieram kierunek. No i tych kilka najistotniejszych miejsc, do których koniecznie chcę dotrzeć. Z pewnością, ważną kwestią jest przygotowanie się do podróży pod kątem mentalnym, dlatego najpierw zbieram różne szalone, pełne powietrza książki, które ocierają się o konkretne kraje lub tereny gdzie się wybieram, także przewodniki i mapy. Jest jeszcze ta bardzo prozaiczna strona przygotowań: wizy, ubezpieczenia, szczepienia i takie tam przyjemności. Ale tak naprawdę sama wędrówka to w znacznej części fascynująca improwizacja. Momentami jesteś jak liść na rzece, może w tym tkwi jakaś ukryta tęsknota – pozwolić by woda niosła Cię zgodnie z rytmem obcego świata. Ale czasem należy reagować na pewne zdarzenia instynktownie i błyskawicznie. Jak na wojnie. Bo przeżyłem już i takie sytuacje, w których od takich decyzji zależało być może nawet życie.

Gdzie już Ciebie poniosło?

Zdarzało mi się Być. Tu i tam. Przejazdem. Wiele tych miejsc. Mongolia, Bangladesz, Laos, Kambodża, Wietnam, Birma, Indie, Maroko, Republika Południowej Afryki, Syria, Jordania… No może już wystarczy…

Nie, nie, widzę, że dopiero się rozkręcasz…

Na szczęście jeszcze wciąż więcej jest tych wszystkich miejsc gdzie jeszcze mnie nie było. I to właśnie pozwala podsycać ten przedziwny głód.

Kiedy poczułeś ten „głód” pierwszy raz?

Ja już dokładnie nie pamiętam… Wolę nie pamiętać. Przyśniło się. Przyśniła się rana: chłopiec który idzie. Drży. Trzeszczy. Poczym raptem stwierdza, że zamiast chodzić, woli unosić się nad ziemią. Chyba jakoś tak… Niemal od samego początku, zacząłem przygotowywać się do Drogi. Do tego stanu gotowości do ciągłego zrywania mostów. Bycia w ruchu. Do wydziedziczenia się kompletnie. Otarcia się o całą tę organiczną jasność, ciemność, czułość możliwie największą.

Chyba nie tylko idzie o podróże?

Nie tylko. Bo podróż jest taką ryzykowną księgą, w której strony są poranione i pogięte. Niektóre są potargane. Święte. No i do tego paginacja zupełnie się nie zgadza. Ryzykowne księgi, zwłaszcza te nie papierowe, są przecież najbardziej wciągające. To one wytrącają. Rozbudzają. Powodują, że człowiek zrywa się w środku nocy, ubiera się i raptem wybiega, nucąc nieznaną sobie piosenkę. Ta piosenka zachwyca. Ta piosenka przeraża. Całkiem możliwe, że to właśnie można nazwać głodem.

I co potem dzieje się? Spacer czy raczej bieg?

Po głodzie? No bieg, rzecz jasna… Bieg jak najbardziej zjazdowy… Jak najczęstszy… Bez możliwości naciśnięcia na przycisk – pauza, bez możliwości powiedzenia: „sprawdzam”, zatrzymania się w locie. Spacery? Znacznie rzadziej. Choć te realne, nie metaforyczne, raz na pewien czas także lubię. Po śniegu, albo po gęstym piachu. Mam taką łąkę w moim Natalinie, dokąd bardzo często uciekam. Ona jest tak gigantyczna, że nie spotyka się na niej zupełnie nikogo. Czasem jakieś sarny. Spacery po niej to, w dalszym ciągu, dramatyczna próba przetrwania, przedarcia się na drugą stronę, bo grunt jest tam bardzo grząski i czasem wpada się po kostki albo po kolana. No cóż, chyba już tak mam, że wybieram dość dziwne tereny do życia.

W jednej z roboczych wersji książki umieściłeś wiersz „uwaga idzie majzel!” na samym początku. Teraz wydaje mi się, że przesunięcie go do środka było celowym zabiegiem.

To dla mnie ważny tekst: „światło jego życia potoczyło się dalej niezauważalnie. bo taka była logika wędrówki”. Przygotowywanie się do zamilknięcia, to jak przygotowania do ślubu. Z oceanem. Z pustynią. Celebracja tego, co już w nas umarło, co właśnie umiera, ale wciąż się błyszczy, wściekle świeci ostatkiem sił. Co wytycza nową perspektywę „na styku” – było, będzie, nie ma. No ale taka jest przecież logika wędrówki. Czyż nie? Owe dorastanie do tego momentu, który nie potrzebuje już zbyt wielu słów, aby się narodzić. Być może tych słów nie potrzebuje wcale. A przecież te literackie konstrukcje, które nas w tej rozmowie najbardziej interesują, wznoszone są właśnie ze słów. Pojawia się więc podstawowy tragiczny dysonans, z którym poradzić musi sobie każdy pisarz: Nieadekwatność. Nieadekwatność słów w stosunku do Życia. Literatura, ta najlepsza, ciągle nam zresztą o tym przypomina, aby słowom zanadto nie ufać. Zaufanie do literatury to już oczywiście całkiem inna kwestia. Podstawowa. Bo bez zaufania trudno byłoby się jej absolutnie oddać. Wzbudzić ów ruch słów, które przecież podążają, w tych najbardziej szczególnych przypadkach, za ruchem Życia.

W tym wierszu jest jeszcze kilka ważnych dla mnie tropów (np. „europa nie wędrowała. już dawno ukrzyżowała to wszystko co nigdy nie było europą”). Może wystarczy, bo czuję się jakoś niezręcznie analizując i samemu odczytując swoje teksty.

Okładkę Białej Afryki zdobią zdjęcia z afrykańskiego buszu. Czy mógłbyś coś więcej opowiedzieć o miejscu, w którym zostały zrobione?

Na pierwszej stronie okładki znajduje się kaskada korzeni. Bo Biała Afryka jest książką, która tkwi końcówkami swoich korzeni wewnątrz lasu. Niejako z owego lasu wyrasta. W moim zamierzeniu miała opowiedzieć pewną historię, zanurzoną głęboko w czymś jak najbardziej pierwotnym, w rytuałach, w słowiańskiej wilgoci, w plemiennych tańcach i obrzędach, w pleśni, w melancholii drzew, liści i powyrywanych włosów. Dlatego nieustannie balansuje na powierzchni ziemi. Traktuje o przenikaniu się różnych przeciwstawnych przestrzeni, światów, ludzi, samotności. O odchodzeniu pewnego świata, który się rozsypał i tkwi w nas tylko jako idealny kształt. Ociera się o ten świat ukryty pod liśćmi, pod miękką pachnącą ziemią, prowadząc jednocześnie historię jak najbardziej realną. Bohater jest żywy i umarły. Umarły? Dla kogoś? Dla świata? Dla czegoś? Żywy właśnie dlatego, że umarły. Odcięty. Stąd może te afrykańskie, kamienne, dość niezwykłe głowy, które „wyłażą” z ziemi na ostatniej stronie okładki.

Ale czy aby na pewno chodzi o tę Afrykę?

Oczywiście książkowa afryka, nie jest tą Afryką, którą piszemy z dużej litery jako kontynent. To metafora pewnego wykreowanego świata snów i emocji, przestrzeń mentalna, dzika i pierwotna.

Całość zaczyna się optymistycznym „musi być coś większego niż całe zniszczenie”.

Rzeczywiście pierwsze zdanie wydaje się nad wyraz optymistyczne. Zauważ jednak, że już po chwili równoważy je owa drżąca prośba: „więc mnie powstrzymaj bym jeszcze dzisiaj nie dopijał do dna”. Czy potem „umarły” odnosi jakieś oczywiste zwycięstwa? Nie byłbym tego wcale taki pewien. Z pewnością mu się to zdarza. Z pewnością odnosi niejedno zwycięstwo. Pytanie tylko, co oznacza to przewrotne i podejrzane słowo? Co oznacza zwycięstwo dla żywych? Porażkę? Co oznacza dla „umarłego”? A zwłaszcza umarłego w ten szczególny sposób. Gdzie jest biel? Dlaczego muzyka dobiegająca z tego pudełka jest taka zraniona? Jeżeli głos posiada jakąś moc, to dlaczego raptem się załamuje niczym śpiew zepsutego ptaka? Jednak tak naprawdę za każdy krok „w swoim imieniu”, „w swoją stronę”, on płaci przecież całkiem straszną cenę. Może dlatego podchodzi w końcu do drzewa i coś tam do niego szepcze? A drzewo zaczyna drżeć…

No właśnie, wszystko jest nie tak, jak moglibyśmy oczekiwać po tym pierwszym, a nasz bohater nie bardzo chyba może mówić o szczęściu.

Ależ on jest na swój sposób szczęśliwy! Pewnie nawet szczęśliwszy od innych. On tylko definiuje to szczęście nieco inaczej. Na nieco kaleką nutę. W sposób cholernie ryzykowny i ekscentryczny. Wyzywający i bezczelny. Bo to jest bardzo bezczelna i bezwzględna książka.

Ktoś nawet powiedział, że jest na swój sposób okrutna. Że pozbawia złudzeń.

Czy ja wiem? Przecież z drugiej strony, jest w niej, mam przynajmniej taką nadzieję, bardzo dużo czułości. Za każdym słowem ukryty jest jakiś słoneczny dotyk kogoś, kto jeszcze przez chwilę stoi w drzwiach, zanim zniknie. Dotyk, który pokrywa pozostałe cienie. Bo to jest chyba tak, że aby dotrzeć do tego ekscytującego punktu, który nas przekracza, który nas raptem zachwyca swoją złudną tęczą, nie możemy iść w jego kierunku spokojnie, jak na spacer. Potrzebne jest spięcie. Ten skurcz. A czasem nawet charczenie i plucie. Walnięcie głową prosto w mur. Bo musi przecież pojawić się jakieś oczywiste pęknięcie, aby ten zaczarowany świat w końcu powrócił. Aby odezwały się, ukryte na co dzień poza gęstą siecią słów, te części życia, które są najprostsze i elementarne. I najczystsze. I Wymarzone. Bo one objawiają się pomiędzy nami całkiem niespodziewanie.

Każda z Twoich dotychczasowych trzech książek, stanowiła odrębną całość. Opowiadała jakąś inną opowieść, każda z nich posługiwała się nieco odmiennym językiem i rytmem. A jednak w obrębie każdej z książek, konkretny świat był opowiedziany bardzo konsekwentnie, zbudowany niczym pewien, być może pęknięty, ale jednak system. Wszystkie wydają się jakby były stworzone na wzór muzycznych concept-albumów. Z drugiej strony wszystkie one posiadają pewien wspólny mianownik. Tym mianownikiem wydaje mi się pewna charakterystyczna dla Ciebie, trudna do zdefiniowania ekstremalnie niebezpieczna i ryzykowna Droga, zarówno ta językowa jak i życiowa. Ta Droga odbita jest w każdej książce bardzo wyraźnie.

No cóż, każdy ma chyba jakiś swój własny, wewnętrzny i podskórny rytm. Ja sobie tego swojego rytmu, który we mnie gra i tyka, i mnie gna i wygania, nie wybierałem. Natomiast zdecydować się musiałem na to, jak z tej mojej melodii języka, ze stukotów, stworzyć pewną precyzyjną partyturę. Wybrałem to, co zawsze potęgowało i podsycało mój głód. Odszedłem całkiem daleko. Występowałem przeciw swojemu ciału. Trwoniłem czas. Marnowałem zdrowie, włóczyłem się gdzie popadnie, po kontynentach, portach, zakazanych miejscach, ale jednocześnie budowałem w sobie coś bardzo osobnego. Zrywałem mosty, traciłem ludzi, miałem czelność porywać się na świat, wytaczać mu niejednokrotnie proces. A jednak Żyłem. Być może bardziej niż żyje się zazwyczaj. Mocno i wyraźnie.

Prawdziwie?

Nie wiem… Złączony raczej z powietrzem, ze skałami, z lasem, niż z tym, czym żyją tzw. normalni ludzie na co dzień. Z drugiej strony dostrzegłem na końcu tej drogi jakąś odrębną światłość. Mogę nawet powiedzieć że gdzieś ją głęboko poczułem. Przychodziły do mnie słowa których nie rozumiałem, ale przeczuwałem ich wagę. Jeżeli nazywasz tę drogę niebezpieczną i ryzykowną, to ja mogę już tylko zamilknąć. Bo to Droga, co prawda, ekscytująca, dająca mi nieprawdopodobną energię i siłę, ale ślady jakie odciska, to nie tylko piękne i lekkie blizny leżące zaledwie na powierzchni. Warto o tym być może pamiętać.

Od Twojej ostatniej książki, od Biegu Zjazdowego, minęło kilka lat. Dlaczego tak długo trzeba było czekać na kolejną?

Powiem może tak: to nie było zaplanowane i wykalkulowane. Ale to było jak najbardziej celowe. Właściwie po Biegu Zjazdowym mogłem wydać kolejną książkę bardzo szybko. Może nawet już po kilku miesiącach. Tylko po co? Takich dyżurnych „corocznych poetów” mamy pod dostatkiem. Przecież nie zamierzałem pisać drugiego Biegu Zjazdowego.

Tak jak Bieg Zjazdowy nie był drugą Robaczywością.

Dokładnie. Ja po prostu potrzebowałem czasu, aby kompletnie wyrzucić z siebie poprzednią książkę. Wygnać tamten język. Tamtą morderczą prędkość. Znaleźć nową. Być może jeszcze bardziej morderczą, w każdym razie inną. Trzeba było zbudować świat niejako od początku. Zbudować go z tych obrazów, które właziły do mojej głowy w snach i z tych, które zapamiętałem z Drogi, leżąc gdzieś na poboczu, wgniatając się w trawę. Trzeba było stworzyć ów świat, z którego wyłoniła się po ciężkiej walce biała afryka. Trzeba było wyjechać. Wyjeżdżać bez końca. Poszukać bohatera tej książki w wielu krańcowych sytuacjach. Trzeba było wdychać powietrze, jak nikt nigdy jeszcze powietrza nie wdychał. Wybaczyć. Także sobie. Odciąć się. Wyłączyć. Wpadnij stary. Nie wpadałem. Wystarczy…

Czy nie jest tak, że kolejna książka powinna być trochę zaprzeczeniem poprzedniej?

Każda następna książka powinna być początkiem nowej drogi. A przynajmniej nawigacji w całkiem nowym kierunku. Bo co z tego, że te nasze stopy odbijają się w piasku, i wpadają w niczyje objęcia? Zachodzą za siebie. Mnożą się, ślinią. Brrr… Tysiące śladów stóp. Nuda… Zawsze śniłem, że jest jakaś inna możliwość. Jaskrawa…. Jakaś cudna alternatywa. Przecież do jej magicznego spełnienia nie potrzeba zbytecznego wysiłku. Bo wszystko powinno pojawiać się lekko i naturalnie, niczym przypływy wyjątkowo ciepłych fal o tej porze roku. Może wystarczy zaledwie kilka ciepłych gestów „w kierunku”, „do”, „ku”, gestów pozornie niewidocznych ale bardzo wyraźnych, odbijających się od matowego tła. Odciśniętych potężnie w gorącej lawie. Choć może wolałbym powiedzieć: odbitych w czyichś oczach, albo w czułym, niemożliwym zapewne, fascynującym milczeniu, współbyciu z kimś innym. Może poezja jest raczej ciszą? Wsłuchiwaniem się w kogoś, niż czczą gadaniną? Zaraz… Właśnie…. Mówiłem Ci o milczeniu, o współbyciu z kimś innym… Ów Inny przecież wciąż tam jest. Drżący, jeszcze żywy. Lecz w tym swoim rozchwianiu jest być może najważniejszy na całym księżycu. Nieobecny, lecz bliski. Wystarczy go wyłowić, wysłuchać. Otworzyć książkę na stronie ostatniej. Tam gdzie ktoś wykreślił nazwisko autora, choć może to autor wykreślił sam siebie – tak, aby wszystkie słowa wróciły kiedyś do niego w innej, wymarzonej formie.

Jak więc czytać te wiersze?

Myślę, że każdy powinien czytać je swoim własnym rytmem. A ja będę gdzieś tam za tymi słowami ukryty. I będę starał się uwieść go moją melodią, moimi obrazami, które będę mu chciał zaproponować pod uwagę. Spróbuję rozsadzić od wewnątrz, choćby na tę krótką zapewne chwilę naszego spotkania, ten rytm do którego się przyzwyczaił przez lata. Zresztą ja szczególnie nachalnie i na siłę nie zapraszam nikogo do tego świata, który jest w białej afryce. Ja z radością otwieram drzwi, jeśli ktoś zapuka. Ale to w zamierzeniach miała być książka bezwzględna. Nie tylko dla mnie ale i dla czytelnika.

Czy możesz wytłumaczyć się z tych myślników, spacji, kropek. Dziwacznych znaczków w tytułach wierszy.

Wiesz, one się pojawiają tak samoistnie, iż chyba trudno mi to precyzyjnie wyjaśnić. Są mi potrzebne do wyrażania pewnych stanów. Zastępują słowa tam gdzie one stają się bezradne. Kropki z kolei wystukują rytm. Te gęste, harde kropki, które przedzielają w nienaturalny sposób poszczególne zdania, wyodrębniając te poszatkowane miejsca, które wyrwałem z kontekstu, z wielkiej miłości i tęsknoty do owego kontekstu właśnie.

Książka żywi się wieloraką, przestrzenną, wędrowną tajemnicą, jakkolwiek byśmy tę tajemnicę nazwali, jakkolwiek byśmy jej wybaczyli, bądź nie chcieli wybaczyć…

Tajemnica wydaje mi się najbardziej ekscytującym mieszkańcem literatury. Jeżeli czytelnik, czy może lepiej: drugi człowiek, ma zamiar w nią wniknąć, odnaleźć w niej jakąś swoją cząstkę, czy też w tej najbardziej idealnej sytuacji: jeżeli ona coś mu o nim samym ciekawego podpowie, jeżeli pod jej wpływem zobaczy choćby jakieś kolory i kształty, to dla mnie oznacza to wielką przyjemność i radość.

Pozwól, że na koniec zapytam o czytelnika właśnie.

Czytelnik? Staram się bardzo go szanować… Co powinno wydawać się czymś zupełnie naturalnym i oczywistym, ale przecież dobrze wiemy, że tak wcale nie jest. Nie wiem czy mi się to udaje, ale ważne jest chyba aby, tak jak w życiu, do nikogo się nie umizgiwać. Nie kusić zbyt oczywistym światłem. Jeżeli powiedziałem wcześniej, iż ta książka jest bezwzględna również dla czytelnika, to miałem na myśli fakt, iż potraktowałem go jak partnera, również gościa ale bardziej partnera, czyli jak kogoś przed kim nie trzeba niczego udawać. Zwodzić. Niczego naginać. Ani też starać się być kurtuazyjnym. Dlatego pozwalam sobie niejednokrotnie na bezwzględność i wściekłość, dlatego pozwalam sobie również na czułość, drżenie i tęsknotę. Wiesz, ja mam czasem taką dziwną przypadłość wzruszania się innymi ludźmi. Może właśnie dlatego, iż tak często są krańcowo oddaleni, oderwani, niczym urokliwe światła, które dostrzega marynarz, stojąc na pokładzie statku, przepływającego nieopodal lądu. I bojąc się, że one już nie płoną, lecz świecą swą melodię ostatkiem czyichś sił, nagle odłącza się, i choć po nocach z tęsknoty śni swoje bolesne sny, odwraca się jednak na pięcie i zmienia kierunek płynąc wprost w ocean.

O AUTORACH

Artur BURSZTA__biogram
Artur Burszta

Redaktor naczelny wydawnictwa Biuro Literackie. Od 1996 roku dyrektor festiwalu literackiego organizowanego jako Fort Legnica, od 2004 – Port Literacki Wrocław, a od 2016 – Stacja Literatura. Autor programów telewizyjnych w TVP Kultura: Poezjem (2008–2009) i Poeci (2015) oraz filmu Dorzecze Różewicza (2011). Inicjator krajowych i zagranicznych projektów, z których najbardziej znane to: Europejskie Forum Literackie, Komiks wierszem, Krytyk z uczelni, Nakręć wiersz, Nowe głosy z Europy, Piosenki na papierze, Poezja polska od nowa, Pogotowie poetyckie, Połów. Poetyckie debiuty, Szkoła z poezją, Wakacje z kulturą. Wyróżniony m.in. nagrodą Sezonu Wydawniczo-Księgarskiego IKAR za „odwagę wydawania najnowszej poezji i umiejętność docierania z nią różnymi drogami do czytelnika” oraz nagrodą Biblioteki Raczyńskich „za działalność wydawniczą i żarliwą promocję poezji”.  

autorzy_leksykon_300x300_Majzel
Bartłomiej Majzel

Poeta i podróżnik. W 2002 roku nominowany był do Paszportu "Polityki". Najmłodszy laureat Nagrody Literackiej Czterech Kolumn (2003). Mieszka w Katowicach.

powiązania

07_RECEZNE__Artur Burszta__Nie gódź się

Nie gódź się

recenzje / IMPRESJE Artur Burszta

Szkic Artura Burszty towarzyszący wydaniu almanachu Wiersze i opowiadania doraźne 2019, który ukaże się w Biurze Literackim 4 września 2019 roku.

WIĘCEJ
02_WYWIADY__Bohdan Zadura__Od kuchni

Od kuchni

wywiady / O PISANIU Artur Burszta Bohdan Zadura

Zapis rozmowy Artura Burszty z Bohdanem Zadurą, opublikowanej w cyklu prezentacji najciekawszych archiwalnych tekstów z dwudziestopięciolecia festiwalu Stacja Literatura.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Filip Łobodziński__Poza czasem, poza stylem

Poza czasem, poza stylem

wywiady / O KSIĄŻCE Aleksandra Olszewska Artur Burszta Filip Łobodziński

Rozmowa Artura Burszty i Oli Olszewskiej z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca wydaniu książki Patti Smith Nie gódź się, która ukazała się w Biurze Literackim 18 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ
18_NAGRANIA__Artur Burszta__Kto za tym stoi

Kto za tym stoi

nagrania / Stacja Literatura Aleksandra Grzemska Aleksandra Olszewska Artur Burszta Dawid Mateusz Joanna Mueller Juliusz Pielichowski

Spotkanie z organizatorami festiwalu Stacja Literatura 23, w którym udział wzięli Damian Banasz, Artur Burszta, Mateusz Grzegorzewski, Aleksandra Grzemska, Polina Justowa, Dawid Mateusz, Mina, Joanna Mueller, Aleksandra Olszewska, Tomasz Piechnik, Juliusz Pielichowski, Magdalena Rigamonti i Maksymilian Rigamonti.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Marta Podgornik__Mordercze rozmowy__FINAL

Mordercze rozmowy

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Marta Podgórnik

Rozmowa Artura Burszty z Martą Podgórnik, towarzysząca wydaniu książki Mordercze ballady, która ukazała się w Biurze Literackim 7 stycznia 2019 roku.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Redakcja_BL__O tym jak „zadziała się” wspólnota

O tym, jak „zadziała się” wspólnota

wywiady / O PISANIU Aleksandra Grzemska Aleksandra Olszewska Artur Burszta Dawid Mateusz Joanna Mueller Juliusz Pielichowski

Dyskusja redakcji Biura Literackiego z udziałem: Aleksandry Grzemskiej, Dawida Mateusza, Joanny Mueller, Aleksandry Olszewskiej, Juliusza Pielichowskiego i Artura Burszty na temat festiwalu Stacja Literatura 23.

WIĘCEJ
02_WYWIADY__Maja-PFLÜGER__Mecenat-dla-literatury-Maja-Pflüger

Mecenat dla literatury: Maja Pflüger

wywiady / O PISANIU Artur Burszta Maja Pflüger

Rozmowa Artura Burszty z Mają Pflüger. Prezentacja w ramach cyklu „Mecenat dla literatury”.

WIĘCEJ
02_WYWIADY__-Biagio-GUERRA__Mecenat-dla-literatury-Biagio-Guerra

Mecenat dla literatury: Bagio Guerra

wywiady / O PISANIU Artur Burszta Bagio Guerra

Rozmowa Artura Burszty z Biagio Guerra. Prezentacja w ramach cyklu „Mecenat dla literatury”.

WIĘCEJ
WYWIADY_Mecenat-dla-literatury-Ryan-Van-Winkle

Mecenat dla literatury: Ryan Van Winkle

wywiady / O PISANIU Artur Burszta Ryan van Winkle

Na pytania z ankiety Artura Burszty odpowiadają uczestnicy 2. Europejskiego Forum Literackiego, które pod hasłem „Mecenat dla literatury” odbędzie się 8 i 9 września w ramach Stacji Literatura 22 w Stroniu Śląskim.

WIĘCEJ
WYWIADY_Mecenat-dla-literatury-Urszula-Chwalba

Mecenat dla literatury: Urszula Chwalba

wywiady / O PISANIU Artur Burszta Urszula Chwalba

Na pytania z ankiety Artura Burszty odpowiadają uczestnicy 2. Europejskiego Forum Literackiego, które pod hasłem „Mecenat dla literatury” odbędzie się 8 i 9 września w ramach Stacji Literatura 22 w Stroniu Śląskim.

WIĘCEJ
NAGRANIA__Nakrec_wiersz_z_Polowu_2015

Nakręć wiersz z Połowu

nagrania / Z Fortu do Portu Artur Burszta Joanna Mueller

Zapis spotkania autorskiego z laureatami konkursu „Nakręć wiersz” w ramach 20. edycji festiwalu Port Literacki 2015.

WIĘCEJ
NAGRANIA__Spoznieni_spiewacy

Spóźnieni śpiewacy

nagrania / Między wierszami Artur Burszta Jolanta Kowalska Maurice Blanchot Philip Larkin Raymond Roussel Ronald Firbank Wallace Stevens William Carlos Williams

Tłumacze opowiadają o książkach Żółte popołudnie Wallace’a Stevensa, Tomasz Mroczny. Szaleństwo dnia Maurice’a Blanchota oraz Dokumenty mające służyć za kanwę Raymonda Roussela. Nagranie zrealizowano podczas festiwalu Port Wrocław 2009

WIĘCEJ
WYWIADY_Roman-Honet_1

Kobieta, muzyka, liryka i pies

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Roman Honet

Rozmowa Artura Burszty z Romanem Honetem, towarzysząca premierze książki rozmowa trwa dalej, wydanej w Biurze Literackiem 8 marca 2016 roku.

WIĘCEJ
NAGRANIA_100_wierszy_polskich

100 wierszy polskich stosownej długości

nagrania / Z Fortu do Portu Artur Burszta

Zapis spotkania „100 wierszy polskich stosownej długości” podczas festiwalu Port Literacki 2015.

WIĘCEJ
DEBATY_Mikolaj_Borkowski_Za-pewne-wiersze

Mały literacki projekt

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Przemysław Rojek

Rozmowa Przemysława Rojka z Arturem Bursztą, autorem wyboru wierszy w antologii 100 wierszy polskich stosownej długości, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 23 marca 2015 roku.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Egzotyczne-ptaki

Trzeci nurt

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Jurij Andruchowycz

Rozmowa Artura Burszty z Jurijem Andruchowyczem, towarzysząca premierze książki BEgzotyczne ptaki i rośliny, wydanej w Biurze Literackim 3 marca 2007 roku.

WIĘCEJ
34_Barbarzyńcy_czy_nie_Dwadzieścia_lat_po_przełomie_grafika_debaty

Skaczemy po górach, czyli rysowanie grubą kreską najważniejszych punktów odniesienia

debaty / ANKIETY I PODSUMOWANIA Adam Poprawa Artur Burszta Bartosz Sadulski Grzegorz Jankowicz Paweł Kaczmarski Piotr Czerniawski Przemysław Witkowski

Głosy Artura Burszty, Piotra Czerniawskiego, Grzegorza Jankowicza, Pawła Kaczmarskiego, Adama Poprawy, Bartosza Sadulskiego i Przemysława Witkowskiego w debacie „Barbarzyńcy czy nie? Dwadzieścia lat po ‚przełomie'”.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Dusze-monet

Kryptoreklama korespondencyjnego kursu szybkiego czytania

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Krzysztof Jaworski

Rozmowa Artura Burszty z Krzysztofem Jaworskim, towarzysząca premierze książki Dusze monet, wydanej w Biurze Literackim 29 stycznia 2007 roku.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Mowi-Karpowicz

Apetyt na Karpowicza

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Mirosław Spychalski

Rozmowa Artura Burszty z Mirosławem Spychalskim, towarzysząca premierze książki Mówi Karpowicz, wydanej w Biurze Literackim 11 listopada 2005 roku.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Ani-mi-sie-sni

Nieprzyzwoite skupienie na sobie

wywiady / O KSIĄŻCE Agnieszka Wolny-Hamkało Artur Burszta

Rozmowa Artura Burszty z Agnieszką Wolny-Hamkało, towarzysząca premierze książki Ani mi się śni, wydanej w Biurze Literackim 19 października 2005 roku.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Oranzada

Cały ten świat oranżady

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Jerzy Jarniewicz

Rozmowa Artura Burszty z Jerzym Jarniewiczem, towarzysząca premierze książki Oranżada, wydanej w Biurze Literackim 28 września 2005 roku.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Kraina-wiecznych-zer

Co przemilczeć, aby wzmocnić to, co się powiedziało

wywiady / O KSIĄŻCE Bartłomiej Majzel Zbigniew Machej

Ze Zbigniewem Machejem o książce Kraina wiecznych zer rozmawia Bartłomiej Majzel.

WIĘCEJ