wywiady / o książce

Wszystko, co szuka miejsca osiedlenia

Agnieszka Będkowska-Kopczyk

Kristina Kočan

Rozmowa Agnieszki Będkowskiej-Kopczyk z Kristiną Kočan, towarzysząca premierze książki Kristiny Kočan Siedliska w tłumaczeniu Agnieszki Będkowskiej-Kopczyk, wydanej w Biurze Literackim 10 marca 2026 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Agniesz­ka Będ­kow­ska-Kop­czyk: Zde­cy­do­wa­łaś się na neo­lo­gicz­ne tytu­ły dwóch czę­ści w tomie (mam tu na myśli Spo­tka­li­ska i Myślo­wi­ska towa­rzy­szą­ce Sie­dli­skom). Jako tłu­macz­ka mia­łam poczu­cie, że nie są to jedy­nie nazwy prze­strze­ni, lecz tak­że spo­so­by ist­nie­nia. Jak rozu­miesz rela­cję mię­dzy tymi trze­ma miej­sca­mi? Czy razem two­rzą pew­ną dro­gę – od cia­ła ku myśli? 

Kri­stina Kočan: Sie­dli­sko (słow. seli­šče) ozna­cza miej­sce, prze­strzeń osie­dle­nia. Ponie­waż cen­tral­nym moty­wem tomu są wszel­kie­go rodza­ju prze­miesz­cze­nia – nie tyl­ko migra­cje ludzi, lecz tak­że ruch pta­ków, stat­ków, meduz, a nawet wyspy czy dwoj­ga, troj­ga osób szu­ka­ją­cych dro­gi do sie­bie – wyda­ło mi się, że potrze­bu­ję tytu­łu, któ­ry obej­mie wszyst­ko to, co w wyda­rza się w tym zbio­rze: wszyst­ko, co w taki czy inny spo­sób szu­ka miej­sca osie­dle­nia. Rów­nież ze wzglę­du na efekt brzmie­nio­wy potrze­bo­wa­łam jesz­cze dwóch tytu­łów, któ­re oddzia­ły­wa­ły­by podob­nie jak Sie­dli­ska. „Spo­tka­li­ska” i „Myślo­wi­ska” są rze­czy­wi­ście neo­lo­gi­zma­mi. Zga­dzam się z odczy­ta­niem, że z jed­nej stro­ny cho­dzi o spo­sób bycia, o prze­strzeń, któ­rą pra­gnie zamiesz­kać dwo­je ludzi – tym zaj­mu­je się pierw­szy cykl. Środ­ko­wa część tomu, „Spo­tka­li­ska”, doty­ka fizycz­ne­go prze­miesz­cza­nia się wszyst­kie­go, co moż­li­we. Trze­ci cykl, „Myślo­wi­ska”, opi­su­je sta­ny, któ­re dopie­ro trze­ba prze­my­śleć, a zara­zem pró­bu­je łączyć róż­ne świa­do­mo­ści. Nie­ustan­nie dzia­ła tu pew­na binar­ność prze­strze­ni i nie-prze­strze­ni. Te trzy czę­ści bez wąt­pie­nia two­rzą dro­gę: od cia­ła ku myśli, od tego, co fizycz­ne do tego, co inte­lek­tu­al­ne, może nawet ducho­we i emo­cjo­nal­ne, od kon­kre­tu ku abs­trak­cji.

W Sie­dli­skach powra­ca pyta­nie, gdzie i jak „się osie­dla­my”. Czy pisząc ten tom, trak­to­wa­łaś go jako pró­bę odna­le­zie­nia wła­sne­go miej­sca, czy raczej jako zapis nie­ustan­ne­go prze­miesz­cza­nia się mię­dzy prze­strze­nia­mi?

Jed­no i dru­gie, bez wąt­pie­nia. W tam­tym cza­sie byłam w życiu wysta­wio­na na prze­ciąg. Egzy­sten­cjal­nie, ducho­wo, na wszyst­kich pozio­mach. Byłam goto­wa wszyst­ko prze­my­śleć i zbu­do­wać od nowa. Nie­ustan­nie prze­miesz­cza­łam się mię­dzy prze­strze­nia­mi, aby odna­leźć wła­sne miej­sce, dla­te­go temat ten tak mnie pocią­gał. W poezji nigdy nie chcę opi­sy­wać wyłącz­nie wła­sne­go doświad­cze­nia, inte­re­su­je mnie doświad­cze­nie Inne­go. Wła­śnie dla­te­go po raz pierw­szy pod­czas pisa­nia i two­rze­nia tomu kon­se­kwent­nie trwa­łam przy tema­cie i nie włą­cza­łam wier­szy w spo­sób przy­pad­ko­wy. Gdy odda­łam ręko­pis redak­to­ro­wi, po raz pierw­szy poczu­łam się speł­nio­na. Koń­cząc poprzed­nie książ­ki, zawsze mia­łam wra­że­nie, że cze­goś bra­ku­je. Tutaj nato­miast osie­dli­ło się we mnie poczu­cie satys­fak­cji. Przy­jem­ne uczu­cie.

W Sie­dli­skach zwie­rzę­ta – jele­nie, bocia­ny, czaj­ki, medu­zy – nie są meta­fo­rą, lecz peł­no­praw­ny­mi uczest­ni­ka­mi świa­ta wier­sza. Czy to odej­ście od antro­po­cen­try­zmu (i nie-ludz­ka per­spek­ty­wa) było świa­do­me? Czy to dla Cie­bie waż­ny gest poetyc­ki?

Nie wiem, czy była to świa­do­ma decy­zja albo gest. Wie­dzia­łam nato­miast, że nie chcę jedy­nie meta­fo­ry, że wszyst­ko musi być żywe, zra­nio­ne, krwa­we, praw­dzi­we. Poja­wia się na przy­kład jeleń: może być meta­fo­rą, sym­bo­lem, czymś, co mówi o rela­cji mię­dzy dwoj­giem ludzi, ale jest też jele­niem, któ­ry napraw­dę zgi­nął potrą­co­ny przez samo­chód. I tak, wpro­wa­dzam go do wier­sza jako uczest­ni­ka, któ­ry rze­czy­wi­ście char­czy w ago­nii… któ­ry nie jest jedy­nie narzę­dziem czy rekwi­zy­tem, lecz isto­tą mają­cą wła­sny cię­żar, nie tyl­ko zna­cze­nie.

Nie­jed­no­krot­nie dopro­wa­dzasz język do gra­ni­cy sen­su: poprzez prze­sta­wie­nia, elip­sy, neo­lo­gi­zmy, naru­szo­ną skład­nię. Czy pisa­nie jest dla Cie­bie spo­so­bem spraw­dza­nia, jak dale­ko moż­na prze­su­nąć zna­cze­nie? Czy taki spo­sób poetyc­kie­go pisa­nia był obec­ny rów­nież w Two­ich wcze­śniej­szych tomach?

Tak, już na począt­ku chcia­łam testo­wać gra­ni­ce języ­ka, choć oczy­wi­ście wte­dy bra­ko­wa­ło mi jesz­cze bie­gło­ści (śmiech). Wcze­śnie wyzna­czy­łam sobie kie­ru­nek, w któ­rym chcia­łam podą­żać w poezji. Inte­re­so­wa­ły mnie współ­cze­sne podej­ścia, pozna­łam wie­le poetyk mniej­szo­ścio­wych, któ­re wyko­rzy­sty­wa­ły roz­ma­ite zabie­gi. Te prak­ty­ki poetyc­kie bar­dzo mnie jako mło­dą poet­kę inspi­ro­wa­ły. Jed­no­cze­śnie zawsze chcia­łam zapro­sić czy­tel­ni­ka do dia­lo­gu, by sam wypeł­niał pew­ne miej­sca, by decy­do­wał, jak będzie czy­tał i w któ­rą stro­nę podą­ży. Umoż­li­wić wie­lo­war­stwo­wość i wie­lo­znacz­ność. To wyda­je mi się pięk­ną, sub­tel­ną grą. W Sie­dli­skach dopro­wa­dzi­łam to tam, dokąd chcia­łam.

Two­je wier­sze w gło­śnym czy­ta­niu zysku­ją szcze­gól­ną fizycz­ną inten­syw­ność. Jako tłu­macz­ka czę­sto czu­łam, że muszę naj­pierw „usły­szeć” wiersz, zanim go prze­ło­żę. Jaką rolę odgry­wa dla Cie­bie brzmie­nie w pro­ce­sie pisa­nia?

Brzmie­nio­wość w pew­nym momen­cie rze­czy­wi­ście sta­ła się dla mnie bar­dzo wyra­zi­sta, zwłasz­cza pod­czas pisa­nia Sie­dlisk. Wyda­wa­ło mi się koniecz­ne, by wszyst­ko odpo­wied­nio zabrzmia­ło, bo tyl­ko w ten spo­sób mogę dotrzeć do sen­su, któ­re­go szu­kam i do któ­re­go nie pro­wa­dzi utar­te słow­nic­two. Z tej potrze­by wyni­ka­ją rów­nież licz­ne neo­lo­gi­zmy, któ­re jed­nak mają brzmieć swoj­sko, a nie obco. Docho­dzą do tego inwer­sje i inny, nie­ty­po­wy szyk zda­nia, a tak­że uży­cie poli­syn­de­to­nu – wszyst­ko to w celu usta­no­wie­nia okre­ślo­ne­go ryt­mu. Waż­ne jest dla mnie, by mia­ło to cię­żar i peł­ni­ło okre­ślo­ną funk­cję, a nie było sztu­ką dla sztu­ki. Tego bym nie chcia­ła. Jak pięk­nie powie­dział sło­weń­ski poeta Boris A. Novak, zna­cze­nie brzmi, brzmie­nie zna­czy.

W tomie Sie­dli­ska poja­wia się motyw migra­cji i wygna­nia – od Karyn­tii po Ame­ry­kę. Czy to echo rodzin­nych histo­rii, czy raczej reflek­sja nad współ­cze­snym doświad­cze­niem prze­miesz­cza­nia się mię­dzy języ­ka­mi i kul­tu­ra­mi?

Z pew­no­ścią jed­no i dru­gie. W rodzi­nie było wie­le takich opo­wie­ści; zna­li­śmy wie­lu ludzi, któ­rzy się prze­miesz­cza­li, któ­rzy cze­goś szu­ka­li. To jed­nak tak­że szer­sza reflek­sja nad języ­ka­mi, kul­tu­ra­mi i gra­ni­ca­mi. To są tema­ty, do któ­rych wciąż wra­cam, któ­re chcę prze­my­śleć rów­nież z pomo­cą poezji. Jak kie­dyś powie­dział inny sło­weń­ski poeta Uroš Zupan, poezja poma­ga nam zro­zu­mieć świat – czy gdy ją pisze­my, czy gdy ją czy­ta­my. Nigdy jed­nak nie chcę tych tema­tów oma­wiać zbyt dosłow­nie, wprost. Chcę, by doty­ka­ły czy­tel­ni­ka jak ptak doty­ka wody – dosta­tecz­nie lek­ko, a jed­nak wystar­cza­ją­co moc­no, by na powierzch­ni powstał ruch, krę­gi… by nie wcho­dzi­ły z hała­sem, lecz pozo­sta­wia­ły prze­strzeń do namy­słu.

Nie jesteś tyl­ko poet­ką, lecz tak­że tłu­macz­ką poezji – mię­dzy inny­mi Nata­lie Diaz, Val­zhy­na Mort i Caro­lyn For­ché. Czy pra­ca z tek­stem innych osób piszą­cych poezję wpły­wa na Two­je wła­sne pisa­nie? Czym jest dla Cie­bie tłu­ma­cze­nie?

Tego zawsze się oba­wia­łam: że gdy napraw­dę zagłę­biam się w poety­kę inne­go twór­cy w pro­ce­sie tłu­ma­cze­nia i w koń­cu rozu­miem ją do głę­bi, ta inna poety­ka zacznie zbyt sil­nie wpły­wać na moją. Oczy­wi­ście nie chcę uda­wać, że moż­na cał­ko­wi­cie unik­nąć wpły­wów – wystar­czy wspo­mnieć słyn­ne dzie­ło Harol­da Blo­oma Lęk przed wpły­wem. Koniecz­ne jest dobre pozna­nie tra­dy­cji, swo­ich poprzed­ni­ków i współ­cze­snych; wpływ zacho­dzi już na pozio­mie nie­świa­do­mym. On ist­nie­je i trze­ba to przy­jąć, zaak­cep­to­wać. Jed­nak gdy moja wła­sna poety­ka była już ukształ­to­wa­na, gdy wie­dzia­łam, cze­go chcę w poezji, prze­kła­dy prze­sta­ły inge­ro­wać w moje pisa­nie. Tłu­ma­cze­nie rozu­miem więc jako for­mę gościn­no­ści, a nawet przy­wi­lej, któ­ry pozwa­la posze­rzać hory­zont poetyc­ki i dogłęb­nie poznać okre­ślo­ną poety­kę. Są to jed­nak u mnie pro­ce­sy roz­dzie­lo­ne: gdy inten­syw­nie tłu­ma­czę, nie piszę – i odwrot­nie. Z pew­no­ścią jed­nak te pro­ce­sy wza­jem­nie się ubo­ga­ca­ją, może nawet zapład­nia­ją.

Pod­czas pra­cy nad pol­skim prze­kła­dem czę­sto zasta­na­wia­łam się, co w tym tomie jest naj­bar­dziej „nie­prze­tłu­ma­czal­ne”: neo­lo­gi­zmy, gra skła­dnio­wa czy może kul­tu­ro­we zako­rze­nie­nie kra­jo­bra­zu? Jak Ty – jako poet­ka i tłu­macz­ka – patrzysz na przekład własnych wier­szy?

Odpo­wia­da­jąc naj­pierw na pierw­szą część pyta­nia: myślę, że rze­czy­wi­ście jest tu wie­le ele­men­tów trud­nych do prze­ło­że­nia, i zga­dzam się, że wszyst­ko to z pew­no­ścią stwa­rza pro­ble­my. Szcze­gól­nie wyróż­nia się jed­nak gra skła­dnio­wa, któ­ra dla wie­lu jest tery­to­rium dość nie­do­stęp­nym. Zauwa­żam, że tłu­ma­cze mojej poezji (być może tak­że z bez­rad­no­ści) zbyt szyb­ko ucie­ka­ją się do nad­mier­nej inter­pre­ta­cji, czu­jąc potrze­bę wyja­śnia­nia rze­czy swo­im czy­tel­ni­kom. Ja nato­miast chcia­łam w tym tomie cał­ko­wi­cie tego unik­nąć i zapro­sić czy­tel­ni­ka, by wszedł do tek­stu i sam podej­mo­wał decy­zje. Tak jak ja mie­rzę się z pustą stro­ną, tak czy­tel­nik powi­nien pod­czas lek­tu­ry przy­jąć wła­sne wybo­ry. Neo­lo­gi­zmy są oczy­wi­ście osob­nym wyzwa­niem trans­la­tor­skim. Jeśli zaś cho­dzi o dru­gą część pyta­nia: tłu­ma­cze­nie wła­snych wier­szy wyda­je mi się nie­mal nie­moż­li­we, zwłasz­cza gdy dobrze wła­da się języ­kiem doce­lo­wym. Jako poet­ka mia­ła­bym bowiem poku­sę, by napi­sać wiersz nie­mal od nowa. Dla­te­go uwa­żam, że dobrze jest, gdy poezję prze­kła­da ktoś o innym spoj­rze­niu niż sam autor.

W kwiet­niu będziesz gościć w Pol­sce, pro­mu­jąc Sie­dli­ska. Cze­go ocze­ku­jesz od tej wizy­ty?

Ini­cja­ty­wa prze­tłu­ma­cze­nia moje­go naj­now­sze­go tomu poetyc­kie­go na język pol­ski cał­ko­wi­cie mnie zasko­czy­ła i wła­śnie dla­te­go spra­wi­ła mi jesz­cze więk­szą radość. Publi­ka­cja książ­ki w prze­kła­dzie zbie­ga się z moim udzia­łem w festi­wa­lu, na któ­ry już bar­dzo się cie­szę. Lubię czy­tać pol­skie poet­ki i poetów, zwłasz­cza odkąd przed laty uka­za­ła się w Sło­we­nii anto­lo­gia poezji pol­skiej, dla­te­go z rado­ścią myślę o spo­tka­niu z nowy­mi pol­ski­mi gło­sa­mi poetyc­ki­mi. Oczy­wi­ście cie­ka­wi mnie tak­że, jak książ­ka zosta­nie przy­ję­ta w prze­kła­dzie, jakie będą reak­cje i jak zabrzmi w tym sło­wiań­skim języ­ku. Wła­ści­wie jestem przy­jem­nie pod­eks­cy­to­wa­na, ponie­waż Pol­skę odwie­dzę po raz pierw­szy.

O autorach i autorkach

Agnieszka Będkowska-Kopczyk

Urodziła się w 1972 roku. Tłumaczka, językoznawczyni, dziennikarka. Ukończyła studia z filologii słowiańskiej i uzyskała doktorat w Uniwersytecie Śląskim. Autorka tłumaczeń w wyborach wierszy Primoža Čučnika, Petera Semoliča, Miklavža Komelja, Alojza Ihana i Brane Mozetiča oraz powieści Natašy Kramberger Niebo w jeżynach. Jako tłumaczka i redaktorka współpracowała przy antologiach Šestnajst slovenskih pesnic / Szesnaście poetek słoweńskich (2012) i Portret kobiecy w odwróconej perspektywie. 12 poetek z Czech, Słowenii i Ukrainy. Z Primožem Čučnikiem tłumaczyła na język słoweński poezję Czesława Miłosza i wiersze do antologii Akslop (2005). Pracuje w Uniwersytecie Bielsko-Bialskim, zajmuje się językami południowosłowiańskimi z perspektywy językoznawstwa kognitywnego i kulturowego. Prowadzi wielojęzyczne audycje w austriackim Radiu Agora z Klagenfurtu.

Kristina Kočan

Urodziła się w 1981 roku. Poetka i tłumaczka. Autorka czterech tomów poetyckich: Šara („Rupiecie”, 2008), Kolesa in murve („Rowery i morwy”, 2014), Šivje („Szwy”, 2018) i Selišča („Siedliska”, 2021), za który otrzymała w 2021 roku prestiżową Nagrodę Veroniki, a także zbioru opowiadań Divjad („Zwierzyna”, 2019) oraz książki multimedialnej Sprehod („Spacer”, 2018) łączącej poezję, muzykę i fotografie Bojana Atanaskovicia. Jej wiersze ukazały się w międzynarodowych antologiach, m.in. Europe in Poems: The Versopolis Anthology i Other Words / Druge besede; publikowane są także na międzynarodowej platformie poetyckiej Versopolis. Jest uznaną tłumaczką literatury pięknej z języka angielskiego, przede wszystkim poezji (Natalie Diaz, Valzhyna Mort, Carolyn Forché). Tłumaczyła także antologię opowiadań rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Kieruje międzynarodowym festiwalem Dni Poezji i Wina w Ptuju. Wykłada w Instytucie Translacji Uniwersytetu w Mariborze, gdzie w 2016 roku obroniła doktorat poświęcony współczesnej poezji amerykańskiej.

Powiązania

To, co najoczywistsze

recenzje / ESEJE Agnieszka Będkowska-Kopczyk

Szkic Agniesz­ki Będ­kow­skiej-Kop­czyk, towa­rzy­szą­cy wyda­niu książ­ki Nie­bo w jeży­nach Nata­šy Kram­ber­ger, w tłu­ma­cze­niu Agniesz­ki Będ­kow­skiej-Kop­czyk, któ­ra uka­za­ła się w Biu­rze Lite­rac­kim 27 lip­ca 2020 roku.

Więcej

Trzech poetów słoweńskich

dzwieki / WYDARZENIA Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go Aloj­za Iha­na, Mikla­vža Komel­ja, Pete­ra Semo­li­cia, Agniesz­ki Będ­kow­skiej-Kop­czyk i Ada­ma Wie­de­man­na pod­czas Por­tu Lite­rac­kie­go 2004.

Więcej

Niebo w jeżynach

utwory / zapowiedzi książek Agnieszka Będkowska-Kopczyk Nataša Kramberger

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Nata­šy Kram­ber­ger Nie­bo w jeży­nach, w tłu­ma­cze­niu Agniesz­ki Będ­kow­skiej-Kop­czyk, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 27 lip­ca 2020 roku.

Więcej