książki / PROZA

Dworce

Janusz Rudnicki

Fragmenty książki Janusza Rudnickiego Dworce, wydanej w Biurze Literackim 6 października 2026 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Foto­lot­nia

War­sza­wa, Nowy Świat, głę­bo­ka noc i tyl­ko jeden duch żywy, czy­li ja. I wiatr. Pory­wi­sty. I zaraz deszcz. A ja bez para­so­la, więc szyb­ko pod jakieś dasz­ki, ale tak zaci­na, że mok­nę, więc płaszcz na gło­wę, żeby wło­sy nie zmo­kły. Żebym na zdję­ciu nie wyszedł jak por­tret z pamię­ci.

Już zasy­pia­łem, kie­dy przy­po­mnia­ło mi się, że jutro ostat­ni dzień na wysła­nie wnio­sku o nową legi­ty­ma­cję dla „osób repre­sjo­no­wa­nych”, sta­rą zgu­bi­łem, a ruszyć się bez niej nie mogę, komu­ni­ka­cję miej­ską w całym kra­ju mam dzię­ki niej za dar­mo oraz pięć­dzie­siąt dwa pro­cent zniż­ki na kole­je, sana­to­ria i uzdro­wi­ska, ale zdję­cie trze­ba dołą­czyć, a nie mam, więc muszę je zro­bić, po co rano, kie­dy mogę w nocy, co za róż­ni­ca, czy w dzień, czy w nocy, rano wyślę już kom­plet.

Foto­bud­ka na Chmiel­nej przy kinie Atlan­tic, ale zanim tam, to skrę­cam jesz­cze na Fok­sal, rytu­ał. Idę do Ama­tor­skiej, już zamknię­ta, i o to cho­dzi. Sto­ję przy oknie, gapię się do środ­ka. Na puste sto­ły i krze­sła. Ludzie i gwar mi nie­po­trzeb­ni, mam to w gło­wie. Przy każ­dym sto­li­ku z kimś, jed­ni wyje­cha­li, dru­dzy nie żyją, fale z wczo­raj pod­my­wa­ją mi grunt po noga­mi dzi­siaj, zapa­dam się, tak wie­le z wczo­raj, tak mało z jutra.

Chmiel­na, przy kinie nowe drze­wa, pla­ta­ny, nie każ­dy wie, ale ja tak, ja tak, one są ze szkół­ki spod Ham­bur­ga. Dla­te­go mam dwa mia­sta w jed­nym, mia­sto moje byłe w mie­ście teraź­niej­szym.

Odsu­wam kota­rę bud­ki, na stoł­ku śpi opar­ty o ścia­nę Bez­dom­ny. Budzę go, wołam, szar­pię, coś w koń­cu mam­ro­cze, poma­gam mu wstać, poma­gam mu wyjść.

Sia­dam, zasła­niam kota­rę. Ale wiatr, ten wiatr sil­ny tak, że ona uno­si się i fur­ko­cze, z zewnątrz muszę wyglą­dać, jak­bym skrzy­dło miał. Szko­da, że po dru­giej stro­nie mur, wte­dy miał­bym dwa, wte­dy bym się uniósł. Rozej­rzał po świe­cie. Nad War­sza­wą pola­tał. Na szczyt PKiN pod igli­cę do soko­łów zaj­rzał.

W obiek­ty­wie pró­bu­ję zmie­nić dzi­wacz­ny wyraz mojej twa­rzy, gło­wę prze­krzy­wiam w lewo, pra­wo, jak kura, jak­bym miał oczy z boku gło­wy, darem­nie i teraz zza kota­ry pada „Deszcz, panie kocha­ny, mokry jestem, a pro­blem taki, że nie mam gdzie wyschnąć”. „Już, już” – wołam, naci­skam przy­cisk, zdję­cia wyla­tu­ją, bio­rę je, nawet nie patrząc, wycho­dzę, prze­pra­szam Bez­dom­ne­go za naj­ście, życzę weso­łych świąt, chcę czym prę­dzej odejść, ale on mnie zatrzy­mu­je. Pyta, czy nie chciał­bym się z nim podzie­lić tym jaj­kiem, zaśmia­łem się na taki żart, nawet ser­decz­nie, bo prze­cież, powie­dzia­łem, nie cho­dzę po świe­cie z jaj­kiem w kie­sze­ni, i zaraz zamar­łem, powie­dział: „ale ja mam”. I zapro­po­no­wał, żeby­śmy w środ­ku się podzie­li­li, o nie, jak­że zdra­dli­wy potra­fi być staw kon­tak­tów mię­dzy­ludz­kich! Ile w nim żab, któ­re trze­ba prze­łknąć. No bo jak odmó­wić podzie­le­nia się jaj­kiem z Bez­dom­nym? To prze­cież, było nie było, bliź­ni. Robię to dla sie­bie, żeby unik­nąć tor­tur zada­wa­nych przez wyrzu­ty sumie­nia.

Wcho­dzi­my i sto­imy w tej bud­ce jak dwóch zapa­śni­ków sumo w klin­czu. Wycią­ga to jaj­ko z kie­sze­ni i odwi­ja je z chu­s­tecz­ki x‑krotnego użyt­ku, i mówi, że nie ma noża, a jaj­ko trud­no prze­ła­mać, więc żebym może ja ugryzł pierw­szy, a on doje. Nad­gry­zam, nut­ka tyto­niu w nim dopro­wa­dza mnie na brzeg tor­sji, kle­pię go w ramię i prze­ci­skam się do wyj­ścia, szyb­ko, żeby to wypluć, ale kie­dy jestem na zewnątrz, część już roz­pły­nę­ła się w śli­nie, plu­ję reszt­ka­mi tego sym­bo­lu miło­ści i chce mi się wyć, ale nie mogę, tak mi każe ety­kie­ta, spło­nę kie­dyś na sto­sie popraw­no­ści, któ­ry sam sobie pod­pa­lam.

W win­dzie, któ­ra tak powol­na, że moż­na się w niej zesta­rzeć, zdję­cia z kie­sze­ni wycią­gam i natych­miast wpa­dam w popłoch. Bo na nich nie ja. Z nich patrzy na mnie ktoś, kto wyglą­da jak Wie­sła­wa Rud­nic­ka. Mat­ka moja uro­dzo­na we Lwo­wie w roku 1937. Zmar­ła w Kędzie­rzy­nie-Koź­lu w roku 2018. Z mar­twych wsta­ła w foto­bud­ce na Chmiel­nej w pierw­szy dzień świąt 6 kwiet­nia 2026.


Jak zosta­łem Nikim

I zno­wu wycho­dzę na noc­ny patrol. Spraw­dzam, czy w cen­trum War­sza­wy wszyst­ko na swo­im miej­scu. Jak anioł stróż, czy­taj: cieć. Cza­sa­mi pokle­pię coś poufa­le, że niby moje. Na Pla­cu Trzech Krzy­ży pomnik Wito­sa. Na Ron­dzie de Gaulle’a pal­mę.

W nocy więc jako cieć, czy­taj: anioł stróż, a w dzień? Jako listo­nosz. Ale bez pocz­ty. Jedy­ny taki. Pocz­ta padła jak powsta­nie, listo­no­szów zwol­ni­li, o mnie zapo­mnie­li. Co mie­siąc dosta­ję wypła­tę. Mam wyrzu­ty sumie­nia, że tak za nic, więc cho­dzę co dru­gi, trze­ci dzień po moim rewi­rze, dzwo­nię przez domo­fon lub do drzwi miesz­kań­ców i infor­mu­ję, że dzi­siaj nie ma dla nich żad­nej pocz­ty. Tak ich tym iry­tu­ję, że mnie prze­ga­nia­ją, zda­rza się, że ktoś rzu­ci za mną psem lub poszczu­je kamie­niem.

Mam w rejo­nie opi­nię nie­szko­dli­we­go idio­ty. Kie­dy wcho­dzę do skle­pu i jest zim­no, zawsze mówię do eks­pe­dien­tek: „ale zim­no”, gdy gorą­co, mówię: „ale gorą­co”. Sły­sza­łem raz, jak jed­na powie­dzia­ła do dru­giej: „o, nasz odkryw­ca przy­szedł”, a prze­cież. Prze­cież nie same czcze kon­sta­ta­cje pogo­do­we waż­ne, ale dzie­le­nie się nimi, to ono usta­wia nas do wspól­ne­go zdję­cia, jako całość. Czyż nie rodzi się wte­dy uczu­cie, że na jed­nym stat­ku pły­nie­my, na jed­nej rze­ce, a nie, że każ­dy stoi osob­no na swo­jej krze lodo­wej?

Dobra, no więc ten obchód. Zim­no tak, że na Nowym Świe­cie ja jako jedy­ny duch żywy. Skrę­cam na Fok­sal, sta­ję przy oknie Ama­tor­skiej. Jesz­cze otwar­ta, w środ­ku jacyś ostat­ni, więc wcho­dzę, bio­rę wino grza­ne, sia­dam, wypi­jam, chcę iść, nie mogę wstać. Postrzał, lum­ba­go.

Świa­tła gasną, znak, że trze­ba wycho­dzić. Pod­no­szą się ci ostat­ni i w pija­nym fer­wo­rze pod­no­szą tak­że mnie. Z krze­słem. I wyno­szą na zewnątrz, i na chod­ni­ku sta­wia­ją, i odcho­dzą.

Sie­dzę, kost­nie­ję, zama­rzam. Rano sły­szę pierw­szych prze­chod­niów. Dziec­ko: „Tato, kto to?”. Ojciec: „Nie kto, tyl­ko co, nie widzisz? To jakaś bry­ła z lodu, skulp­tu­ra, podob­na do czło­wie­ka”. Dziec­ko: „A, to taki pan Nikt”.

Pta­ki na mnie sia­dać zaczy­na­ją, psy obsi­ki­wać, w nocy szczu­ry po mnie łazić. Bywal­cy Amy, któ­rych nic nie zadzi­wi, sta­wia­ją na mnie piwo, gaszą pety na gło­wie. Dzie­ci mi na kola­na wcho­dzą, żad­ne nie chce zejść, w kolej­ce do mnie sto­ją.

Wta­piam się w oto­cze­nie, przy­zwy­cza­jam, ludzie do mnie rów­nież. Głu­pio się cheł­pić, ale napi­szę jed­no: wię­cej sobie ze mną sel­fie robią niż z war­szaw­ską Syren­ką. Jestem jak Skrzy­nec­ki pod Zwi­sem, z tą róż­ni­cą, że odla­ny w War­sza­wie.

Przy­cho­dzą cie­płe dni, prze­klę­ta niech będzie wio­sna. Zaczy­nam tajać. Pod­no­szę się jak robot i jego kro­kiem ruszam do domu. Sto pięć­dzie­siąt metrów do Nowe­go Świa­tu trwa­ło tyle, że nawet czas się zmę­czył. Taję zupeł­nie i jest jesz­cze gorzej, wlo­kę swo­je cia­ło, jak­bym cią­gnął wóz dra­bi­nia­sty pod górę. Tem­po mam takie, że kie­dy docho­dzę do Pla­cu Trzech Krzy­ży, wio­sna już w peł­ni, w let­nich ubra­niach ludzie oglą­da­ją się za mną jak za czło­wie­kiem, któ­ry przy­był z epo­ki lodow­co­wej.

Przed moim skle­pem jed­na z eks­pe­dien­tek pali papie­ro­sa. Roz­po­zna­je mnie, mówi: „Ale cie­pło, co?”. Na co ja: „A wie pani, że lepiej być mar­twym i kimś niż żywym i nikim?”.

O autorze

Janusz Rudnicki

Pisarz, felietonista. Internowany 13 grudnia 1981 roku, dwa lata później opuścił Polskę, mieszkał w Hamburgu, a potem w Pradze i Luksemburgu. Debiutował w paryskiej „Kulturze” w 1986 roku opowiadaniem „Można żyć”. Autor m.in. książek: Można żyć (1992, Nagroda im. Stanisława Piętaka), Męka kartoflana (2000), Chodźcie, idziemy (2007, nominacja do Nagrody Nike), Śmierć czeskiego psa (2009, finał Nagrody Nike i nominacja do Nagrody Literackiej Gdynia), trzytomowego Życiorysty (2014–2018) oraz Człowieka na rondzie (2023). Jedno z jego opowiadań („Cierpienia głupiego Augusta”) ukazało się w Best European Fiction 2012. Jest również laureatem Nagrody im. Samuela Bogumiła Lindego (2014). Od lat związany z „Twórczością” i „Gazetą Wyborczą”. Od ponad dekady mieszka w Warszawie i bardzo to sobie ceni.

Powiązania

Piaskownica i cmentarz

wywiady / o książce Artur Burszta Janusz Rudnicki

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Janu­szem Rud­nic­kim, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Janu­sza Rud­nic­kie­go Dwor­ce, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 6 paź­dzier­ni­ka 2026 roku.

Więcej

Rozmowy na koniec: odcinek 15 Janusz Rudnicki

nagrania / transPort Literacki Różni autorzy

Pięt­na­sy odci­nek z cyklu „Roz­mo­wy na koniec” w ramach festi­wa­lu Trans­Port Lite­rac­ki 28. Muzy­ka Resi­na.

Więcej

Człowiek na rondzie

nagrania / transPort Literacki Janusz Rudnicki Resina

Czy­ta­nie z książ­ki Czło­wiek na ron­dzie z udzia­łem Janu­sza Rud­nic­kie­go w ramach festi­wa­lu Trans­Port Lite­rac­ki 28. Muzy­ka Resi­na.

Więcej

Zbieg z okoliczności

wywiady / o książce Janusz Rudnicki Mirek Kulisz

Roz­mo­wa Miro­sła­wa Kuli­sza z Janu­szem Rud­nic­kim, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Czło­wiek na ron­dzie Janu­sza Rud­nic­kie­go, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 26 czerw­ca 2023 roku.

Więcej

Historia jednego akapitu: „Pałac, zegar, winda”

recenzje / KOMENTARZE Janusz Rudnicki

Autor­ski komen­tarz Janu­sza Rud­nic­kie­go, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Czło­wiek na ron­dzie, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 26 czerw­ca 2023 roku.

Więcej

Człowiek na rondzie (2)

utwory / zapowiedzi książek Janusz Rudnicki

Frag­men­ty zapo­wia­da­ją­ce książ­kę Czło­wiek na ron­dzie Janu­sza Rud­nic­kie­go, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 26 czerw­ca 2023 roku.

Więcej

Człowiek na rondzie

utwory / zapowiedzi książek Janusz Rudnicki

Frag­men­ty zapo­wia­da­ją­ce książ­kę Czło­wiek na ron­dzie Janu­sza Rud­nic­kie­go, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 26 czerw­ca 2023 roku.

Więcej

Piaskownica i cmentarz

wywiady / o książce Artur Burszta Janusz Rudnicki

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Janu­szem Rud­nic­kim, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Janu­sza Rud­nic­kie­go Dwor­ce, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 6 paź­dzier­ni­ka 2026 roku.

Więcej

Na rondzie i pod prąd

recenzje / ESEJE Grzegorz Małecki

Recen­zja Grze­go­rza Małec­kie­go, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Czło­wiek na ron­dzie Janu­sza Rud­nic­kie­go, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 26 czerw­ca 2023 roku.

Więcej