debaty / ankiety i podsumowania

Czytanie kolektywne – od kontemplacji do uczestnictwa

Rafał Hetman

Głos Rafała Hetmana w debacie „Granice literatury”.

strona debaty

Gdzie dziś kończy się literatura? Wprowadzenie do debaty „Granice literatury”

Razem i osob­no

Bab­cia Kry­sia, rocz­nik 1940, opo­wia­da­ła mi o swo­jej nauczy­ciel­ce z wiej­skiej, pod­za­moj­skiej pod­sta­wów­ki – pani Wol­skiej – któ­ra w cza­sie lek­cji, żeby być bli­żej dzie­ci, sia­da­ła na pierw­szej ław­ce, a potem opie­ra­ła but o naj­bliż­sze krze­seł­ko i zaczy­na­ła czy­tać na głos książ­kę – jedy­ny dostęp­ny w oko­lic egzem­plarz szkol­nej lek­tu­ry. „Po woj­nie wsie były gołe” – mówi­ła bab­cia. „Depry­wa­cja mate­rial­na dużych grup lud­no­ści” – pisał wie­le lat póź­niej Mar­cin Zarem­ba w książ­ce Wiel­ka trwo­ga. Dla­te­go książ­ki czę­sto czy­ta­no wspól­nie, na głos – prze­ry­wa­jąc cza­sem czy­ta­nie, żeby podzie­lić się wra­że­nia­mi, sko­men­to­wać roz­wój fabu­ły.

Sce­na opi­sy­wa­na przez moją bab­cię nie jest jedy­nie świa­dec­twem powo­jen­nej bie­dy ani aneg­do­tą z histo­rii edu­ka­cji. Jest przy­po­mnie­niem, że czy­ta­nie przez więk­szą część swo­jej histo­rii było czyn­no­ścią wspól­ną, gło­śną i afek­tyw­ną, a samot­na, cicha lek­tu­ra – dziś uzna­wa­na za nor­mę – jest raczej wyjąt­kiem niż regu­łą.

Przy­zwy­cza­ili­śmy się do obra­zu czy­tel­ni­ka samot­ne­go: pochy­lo­ne­go nad książ­ką, wyci­szo­ne­go, sku­pio­ne­go. Tym­cza­sem taki model lek­tu­ry wyło­nił się wraz z poja­wie­niem się maso­we­go dru­ku i zwią­za­nym z nim łatwiej­szym dostę­pem do ksią­żek.

Nigdy jed­nak czy­ta­nie jako czyn­ność indy­wi­du­al­na, nie wypar­ło cał­ko­wi­cie czy­ta­nia kolek­tyw­ne­go, któ­re trwa­ło chy­ba naj­sil­niej w świe­cie naj­młod­szych czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek, dzię­ki gło­śne­mu czy­ta­niu w przed­szko­lach, szko­łach i rodzi­nach. Wspól­ne czy­ta­nie ksią­żek (przez doro­słych) i prze­ży­wa­nie histo­rii (razem z nimi) było dla więk­szo­ści z nas pierw­szym zetknię­ciem ze sło­wem pisa­nym.

Cią­że­nie

W ostat­nich latach obser­wu­je­my prze­no­sze­nie środ­ka cięż­ko­ści: od mode­lu czy­ta­nia indy­wi­du­ali­stycz­ne­go ku mode­lo­wi kolek­tyw­ne­mu, a więc od czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek nasta­wio­nych do lek­tu­ry kon­tem­pla­cyj­nie ku posta­wom nasta­wio­nym zarów­no na wspól­ne czy­ta­nie, jak i widzial­ne dzia­ła­nie.

Świet­nie róż­ni­cę mię­dzy tymi dwie­ma posta­wa­mi naszki­co­wał prof. Prze­my­sław Cza­pliń­ski, któ­ry w roz­mo­wie z lite­ra­tu­ro­znaw­czy­nią dr hab. Doro­tą Kozic­ką w ramach cyklu Pra­cow­ni Pytań Kry­tycz­nych Wydzia­łu Polo­ni­sty­ki UJ stwier­dził, że model czy­ta­nia indy­wi­du­ali­stycz­ne­go jest nasta­wio­ny przede wszyst­kim na zro­zu­mie­nie lek­tu­ry. „Jak już zro­zu­mie­my, to wte­dy, oczy­wi­ście, chce­my się z tym podzie­lić” – mówił Cza­pliń­ski. Takiej posta­wie prof. Cza­pliń­ski prze­ciw­sta­wia posta­wę kolek­tyw­ną, któ­ra zda­je się mówić: „Co to w ogó­le za pomysł kon­tem­plo­wać lite­ra­tu­rę. Nie. Daj mi coś do zro­bie­nia z tą lite­ra­tu­rą”. Kolek­tyw mówi lite­ra­tu­rze prze­ży­wa­nej w osob­no­ści: nie.

Kolek­ty­wy

Prof. Cza­pliń­ski jako przy­kład posta­wy kolek­tyw­nej przy­wo­łał uczest­ni­ków Pyr­ko­nu. „Zjeż­dża­ją się całe rodzi­ny. Dwu‑, cza­sem już nawet trzy­po­ko­le­nio­we. Prze­bra­ni za wszyst­ko, co tyl­ko kul­tu­ra wymy­śli­ła: wiedź­mi­ny, Gwiezd­ne Woj­ny, Har­ry Pot­ter. Wspa­nia­łe jest to, że się w ogó­le nie przej­mu­ją, wsia­da­ją do tram­wa­jów, idą uli­ca­mi mia­sta – idą się bawić, idą grać, odgry­wać sce­ny z ksią­żek, spo­tkać się z taki­mi samy­mi ludź­mi, ludź­mi, któ­rzy mają te same pasje” – mówił w cza­sie roz­mo­wy z dr hab. Kozic­ką.

To jed­nak nie jedy­ne prze­ja­wy wspól­no­to­we­go prze­ży­wa­nia lite­ra­tu­ry. Spójrz­my na Wat­t­pa­da, któ­ry jest jed­nym z naj­bar­dziej wyra­zi­stych przy­kła­dów współ­cze­sne­go czy­ta­nia kolek­tyw­ne­go. To plat­for­ma, na któ­rej użyt­kow­ni­cy publi­ku­ją przede wszyst­kim opo­wia­da­nia i powie­ści (spo­ro tu fan­fi­ków), a jed­no­cze­śnie uczest­ni­czą w nie­ustan­nym obie­gu reak­cji, ocen i komen­ta­rzy. Wat­t­pad róż­ni się od innych por­ta­li lite­rac­kich nie samą moż­li­wo­ścią publi­ko­wa­nia tek­stów – ta ist­nia­ła w sie­ci od daw­na – lecz spo­so­bem, w jaki lek­tu­ra zosta­ła tu zapro­jek­to­wa­na jako doświad­cze­nie wspól­ne.

Czy­ta­nie na Wat­t­pa­dzie nie koń­czy się na prze­czy­ta­niu tek­stu. Każ­da histo­ria (opu­bli­ko­wa­na tam powieść, opo­wia­da­nie czy ich zbiór) obu­do­wa­na jest licz­ny­mi opcja­mi, z któ­rych może sko­rzy­stać czy­tel­nik lub czy­tel­nicz­ka Mamy tu dobrze zna­ne licz­ni­ki wyświe­tleń ksią­żek( np. „MAFIA BOSS ma 878 tys. wyświe­tleń”), moż­li­wość wysta­wie­nia oce­ny tek­sto­wi poprzez odda­nie na nie­go gło­su („MAFIA BOSS” zdo­był 21 tys. gło­sów), opcję udo­stęp­nie­nia. Już ten zestaw narzę­dzi spra­wia, że lek­tu­ra prze­sta­je być tyl­ko pry­wat­nym aktem – sta­je się wyda­rze­niem spo­łecz­nym, roz­gry­wa­ją­cym się na oczach innych.

Ale to nie koniec. Naj­waż­niej­szy wyda­je mi się roz­bu­do­wa­ny mecha­nizm moż­li­wość komen­to­wa­nia czy­ta­nych tre­ści – nie tyle utwo­rów, ale poszcze­gól­nych aka­pi­tów. Czy­tel­nik czy­ta więc tekst i może go na bie­żą­co komen­to­wać lub/i czy­tać komen­ta­rze innych użyt­kow­ni­ków. Czę­sto są to reak­cje wyra­ża­ne bar­dzo bez­po­śred­nio: zachwy­ty („Wow! no brak słów!”), roz­cza­ro­wa­nia (o boha­ter­ce: „Ja pier­do­le ona jest zje­ba­na.”), fru­stra­cje („ta zmar­twych­wsta­li kur­wa mhm na pew­no”), a tak­że zupeł­nie luź­ne uwa­gi nie zawsze zwią­za­ne z tek­stem książ­ki, a doty­czą­ce np. oso­bi­ste­go doświad­cze­nia poszcze­gól­nych komen­tu­ją­cych („We wto­rek byłam na pogrze­bie… bli­skiej mi oso­by”). W lek­tu­rę na Wat­t­pa­dzie wpi­sa­ny jest więc dia­log mię­dzy komen­tu­ją­cy­mi, co spra­wia, że sens fabu­ły rodzi się gdzieś na sty­ku tek­stu i zbio­ro­wej reak­cji, gdzie nar­ra­cja spla­ta się z bio­gra­fia­mi odbior­ców.

Komen­ta­rze czę­sto prze­ra­dza­ją się w roz­mo­wy o rela­cjach, trau­mach, samot­no­ści czy codzien­nych pro­ble­mach. Tekst lite­rac­ki dzia­ła wów­czas jak zapal­nik: ini­cju­je dzia­ła­nie kolek­ty­wu. Sens prze­sta­je być zamknię­ty w dzie­le – roz­le­wa się na to, co dzie­je się mię­dzy czy­tel­ni­ka­mi.

W tym sen­sie Wat­t­pad nie jest jedy­nie plat­for­mą do publi­ka­cji swo­jej twór­czo­ści, ale labo­ra­to­rium nowe­go mode­lu czy­ta­nia. Lek­tu­ra nie pole­ga tu na kon­tem­pla­cji skoń­czo­ne­go tek­stu, ale na uczest­nic­twie w pro­ce­sie wspól­ne­go czy­ta­nia i komen­to­wa­nia, któ­ry trwa, zmie­nia się i nego­cju­je na bie­żą­co.

Mara­ton

Inną for­mą kolek­tyw­ne­go czy­ta­nia, któ­ra zyska­ła popu­lar­ność w ostat­nich latach, są mara­to­ny czy­tel­ni­cze głów­nie na YouTu­be, któ­re bywa­ją trans­mi­to­wa­ne na żywo lub rela­cjo­no­wa­ne w for­mie dłu­gich fil­mów. Choć na pierw­szy rzut oka mara­to­ny wyda­ją się powro­tem do naj­bar­dziej tra­dy­cyj­ne­go mode­lu lek­tu­ry – dłu­gie­go, sku­pio­ne­go obco­wa­nia z książ­ką – w rze­czy­wi­sto­ści wpro­wa­dza­ją istot­ne prze­su­nię­cie w samym rozu­mie­niu czy­ta­nia. Lek­tu­ra zosta­je tu bowiem wyję­ta z pry­wat­nej sfe­ry i wysta­wio­na na widok publicz­ny. A publicz­ność może być duża – np. film CZYTAMY PRZEZ 24 GODZINY 24H ALFABETYCZNY MARATON CZYTELNICZY ✨ na jed­nym z naj­po­pu­lar­niej­szych pol­skich książ­ko­wych kana­łów youtu­bo­wych „Zaksiąż­ko­wa­ne” obej­rza­no do tej pory 225 tys. razy.

Mara­ton czy­tel­ni­czy nie pole­ga wyłącz­nie na czy­ta­niu. Jest wyda­rze­niem roz­pi­sa­nym w cza­sie, z jasno okre­ślo­nym ryt­mem, zasa­da­mi i wspól­no­tą uczest­ni­ków. Czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki uma­wia­ją się na wspól­ny począ­tek, dzie­lą lek­tu­rę na eta­py, rapor­tu­ją postę­py, reagu­ją na zmę­cze­nie i fru­stra­cję, cele­bru­ją prze­kro­cze­nie kolej­nych gra­nic wytrzy­ma­ło­ści. Książ­ka sta­je się tu osią, wokół któ­rej orga­ni­zu­je się doświad­cze­nie zbio­ro­we – podob­ne raczej do wyzwa­nia lub rytu­ału niż do kla­sycz­nej lek­tu­ry.

Istot­ne jest to, że czy­ta­nie odby­wa się w obec­no­ści innych, nawet jeśli ta obec­ność ma cha­rak­ter zapo­śred­ni­czo­ny. Kame­ra reje­stru­je nie tyl­ko książ­kę, lecz tak­że cia­ło czy­ta­ją­ce­go: jego sku­pie­nie, znu­że­nie, prze­rwy, emo­cjo­nal­ne reak­cje. To, co dotąd pozo­sta­wa­ło nie­wi­dzial­ne – czas poświę­co­ny na lek­tu­rę, wysi­łek kon­cen­tra­cji, fizycz­ny aspekt czy­ta­nia – zosta­je ujaw­nio­ne i udo­stęp­nio­ne. W tym sen­sie mara­to­ny czy­tel­ni­cze czy­nią z czy­ta­nia prak­ty­kę per­for­ma­tyw­ną.

Show i life­sty­le z Insta­gra­ma

Obec­ność innych, nawet jeśli zapo­śred­ni­czo­na za spra­wą ekra­nu tele­fo­nu lub kom­pu­te­ra, jest dziś nie­od­łącz­nym ele­men­tem czy­ta­nia wie­lu, jeśli nie więk­szo­ści czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek w Pol­sce i na świe­cie. Czy­ta­my, poka­zu­je­my to, co czy­ta­my (jak­że popu­lar­ny jest hasz­tag #teraz­czy­tam), zapo­wia­da­my to, co będzie­my czy­tać, pod­su­mo­wu­je­my nasze doko­na­nia czy­tel­ni­cze – nawet jeśli nie jeste­śmy lub nie chce­my być influ­en­ce­ra­mi od ksią­żek. Czy­ta­nie to dziś pokaz – show w mniej­szej lub więk­szej ska­li, cza­sem dla przy­ja­ciół i rodzi­ny, cza­sem dla ogrom­nych rze­szy obcych ludzi. Ten wymiar czy­ta­nia bywa łatwo zby­wa­ny jako powierz­chow­ny, nar­cy­stycz­ny albo pod­po­rząd­ko­wa­ny logi­ce mediów spo­łecz­no­ścio­wych. Owszem, bywa i tak. Jed­no­cze­śnie war­to zauwa­żyć, że nie cho­dzi tu wyłącz­nie o auto­pre­zen­ta­cję.

Poka­zy­wa­nie czy­ta­nia jest rów­nież for­mą afir­ma­cji samej prak­ty­ki lek­tu­ry – sygna­łem wysy­ła­nym do innych, że czy­ta­nie wciąż jest czyn­no­ścią war­tą cza­su, uwa­gi i wysił­ku. Nawet jeśli odby­wa się w este­ty­ce insta­gra­mo­we­go lifestyle’u, nie prze­sta­je być gestem kul­tu­ro­wym.

W tym sen­sie czy­ta­nie jako „show” nie musi ozna­czać jego bana­li­za­cji. Prze­ciw­nie – przy­po­mi­na, że lek­tu­ra zawsze była osa­dzo­na w rela­cjach spo­łecz­nych, że peł­ni­ła funk­cję iden­ty­fi­ka­cyj­ną i wspól­no­to­wą. Zmie­ni­ła się nie sama potrze­ba bycia widzia­nym jako czy­tel­nik, lecz ska­la i medium tej widzial­no­ści. To, co daw­niej reali­zo­wa­ło się w wąskim krę­gu – w szko­le, w domu, w biblio­te­ce – dziś roz­gry­wa się w prze­strze­ni publicz­nej sie­ci. Czy­ta­nie jest dekla­ra­cją przy­na­leż­no­ści, spo­so­bem porząd­ko­wa­nia codzien­no­ści, for­mą uczest­nic­twa w obie­gu sym­bo­licz­nym. Lifestyle’owy cha­rak­ter współ­cze­sne­go czy­ta­nia nie zno­si jego sen­su – prze­su­wa go z wnę­trza książ­ki ku rela­cjom, któ­re wokół niej powsta­ją.

W sidłach algo­ryt­mu

Nie moż­na jed­nak zauwa­żyć, że we współ­cze­snym świe­cie for­my kolek­tyw­ne­go czy­ta­nia są w dużej mie­rze sty­mu­lo­wa­ne i ste­ro­wa­ne przez rynek – duże fir­my i wiel­kie kor­po­ra­cje. „Show”, jakim sta­ło się czy­ta­nie, wykre­owa­ły przede wszyst­kim plat­for­my spo­łecz­no­ścio­we, któ­rym dar­mo­wy kon­tent wrzu­ca­ny przez użyt­kow­ni­ków jest potrzeb­ny, żeby zara­biać. Świet­nie, że poprzez poka­zy­wa­nie swo­je­go czy­ta­nia, dzie­le­nie się nim na róż­ne spo­so­by, budu­je­my wspól­no­ty, ale musi­my pamię­tać, że w ten spo­sób budu­je­my rów­nież kapi­tał inter­ne­to­wych gigan­tów.

Ponad­to od daw­na to, co widzi­my w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, nie jest tym, co chcie­li­by­śmy widzieć – algo­ryt­my poka­zu­ją nam tre­ści, któ­re dłu­go utrzy­mu­ją uwa­gę i budu­ją zaan­ga­żo­wa­nie, dla­te­go nawet jeśli otrzy­mu­je­my od nich kon­tent książ­ko­wy, czę­ściej będą to tre­ści o sil­nym ładun­ku emo­cjo­nal­nym, kon­tro­wer­syj­nym, pola­ry­zu­ją­cym, a nie wywa­żo­nym i mery­to­rycz­nym. Takich też tre­ści wyma­ga się od twór­ców (rów­nież tych książ­ko­wo-lite­rac­kich). Nie­ste­ty, dziś zarów­no jako twór­cy tre­ści w social mediach, jak i ich odbior­cy nie może­my myśleć o sobie jak o suwe­ren­nych pod­mio­tach – naszy­mi zra­cho­wa­nia­mi ste­ru­je algo­rytm. Stąd m.in. odczu­wa­na przez twór­ców pre­sji widzial­no­ści i zmę­cze­nie odbior­ców per­for­ma­tyw­ny­mi for­ma­mi prze­ka­zu, a tak­że ogól­na poczu­cie emo­cjo­nal­nej eks­plo­ata­cji.

„[T]echnologia jest jak pra­wo: wyzna­cza gra­ni­ce pola gry” – napi­sał w swo­im ese­ju Ilu­zja lite­ra­tu­ry – obie­gi, gra­ni­ce i eko­no­mie uwa­gi Grze­gorz Jędrek. Tech­no­lo­gia, a więc i algo­rytm oraz, sze­rzej, struk­tu­ry poszcze­gól­nych plat­form, mimo że dają poczu­cie nie­ogra­ni­czo­nej wręcz swo­bo­dy, są tak­że pew­ne­go rodza­ju ogra­ni­cze­niem – zawę­że­niem, któ­re budu­je ilu­zję wol­no­ści.

Mone­ty­za­cja wspól­no­ty

Rynek – a kon­kret­nie tra­dy­cyj­ny rynek wydaw­ni­czy – się­ga też po tek­sty publi­ko­wa­ne pier­wot­nie na Wat­t­pa­dzie i wpro­wa­dza je do obie­gu papie­ro­we­go. Pro­ces ten bywa przed­sta­wia­ny jako dowód demo­kra­ty­za­cji lite­ra­tu­ry: oto oddol­na twór­czość tra­fia do księ­garń, a auto­rzy i autor­ki zysku­ją szan­sę debiu­tu poza tra­dy­cyj­ny­mi insty­tu­cja­mi. W rze­czy­wi­sto­ści mecha­nizm ten odsła­nia raczej zmia­nę kry­te­riów selek­cji niż ich znie­sie­nie.

Dla wydaw­ców Wat­t­pad jest źró­dłem danych. Licz­ba odsłon, komen­ta­rzy, reak­cji i obser­wu­ją­cych dzia­ła jak wstęp­na wery­fi­ka­cja ryn­ko­wa: książ­ka zosta­ła już „prze­te­sto­wa­na” na zbio­ro­wym odbior­cy, a jej poten­cjal­na sprze­daż da się wstęp­nie osza­co­wać. Ryzy­ko zosta­je zmi­ni­ma­li­zo­wa­ne, ponie­waż decy­zja o publi­ka­cji zapa­da nie na pod­sta­wie oce­ny lite­rac­kiej, lecz na pod­sta­wie mie­rzal­nej popu­lar­no­ści.

Cho­dzi więc o mone­ty­za­cję ist­nie­ją­cej wspól­no­ty czy­tel­ni­czej. Papie­ro­wa książ­ka sta­je się prze­dłu­że­niem wcze­śniej­sze­go suk­ce­su, jego mate­rial­nym potwier­dze­niem i kolej­nym eta­pem obie­gu. To nie tekst zdo­by­wa czy­tel­ni­ków – to czy­tel­ni­cy zosta­ją zamie­nie­ni w rynek zby­tu dla tek­stu, któ­ry już wcze­śniej krą­żył w sie­ci.

Wydaw­ca nie jest w tym przy­pad­ku arbi­trem sma­ku, a ope­ra­to­rem prze­pły­wu: prze­no­si tekst z jed­ne­go obie­gu do dru­gie­go, z sie­ci do papie­ru, z rela­cji do pro­duk­tu.

Para­doks pole­ga na tym, że choć decy­zja wydaw­ni­cza jest moty­wo­wa­na zyskiem, to sam zysk nie był­by moż­li­wy bez wcze­śniej­sze­go, inten­syw­ne­go zaan­ga­żo­wa­nia czy­tel­ni­ków – książ­ka sprze­da­je się dla­te­go, że wcze­śniej była wspól­nie prze­ży­wa­na.

Spóź­nie­ni

Na prze­su­wa­nie się środ­ka cięż­ko­ści – z mode­lu indy­wi­du­ali­stycz­ne­go ku kolek­tyw­ne­mu – naj­szyb­ciej odpo­wie­dział rynek. Wydaw­cy już kil­ka lat temu ruszy­li po twór­ców i twór­czy­nie publi­ku­ją­ce na Wat­t­pa­dzie, by wyda­wać ich książ­ki w for­mie papie­ro­wej. Na tar­gach książ­ki to wła­śnie do auto­rów zna­nych z Wat­t­pa­da usta­wia­ją się naj­dłuż­sze kolej­ki. Zresz­tą tar­gi książ­ki to wyda­rze­nia od lat korzy­sta­ją­ce z potrze­by kolek­tyw­ne­go prze­ży­wa­nia lite­ra­tu­ry, na któ­rych nie tyl­ko docho­dzi do spo­tkań w realu zna­jo­mych z wir­tu­alu, ale gdzie uczest­ni­cy otrzy­mu­ją sze­ro­ką ofer­tę kolek­tyw­nych lite­rac­kich prze­żyć w cza­sie spo­tkań autor­skich, warsz­ta­tów, zabaw oko­ło­li­te­rac­kich itd.

Jak z odpo­wie­dzią radzą sobie insty­tu­cje zwią­za­ne z lite­ra­tu­rą, w tym biblio­te­ki? W corocz­nych bada­niach czy­tel­nic­twa Biblio­te­ki Naro­do­wej od lat widać, że w obie­gu czy­tel­ni­czym klu­czo­wi są naj­bliż­si. Wśród naj­po­pu­lar­niej­szych „źró­deł infor­ma­cji o czy­ta­nych książ­kach” nie­zmien­nie od lat znaj­du­ją się zna­jo­mi (oko­ło 40 proc. w zależ­no­ści od gru­py wie­ko­wej) i rodzi­na (oko­ło 30 proc.). „Spo­łecz­na wymia­na infor­ma­cji, reko­men­da­cji i opi­nii o książ­kach jest naj­waż­niej­szym impul­sem do pod­ję­cia lek­tu­ry” – czy­ta­my w rapor­cie BN doty­czą­cym roku 2024. I dalej: „Są̨ to wszyst­kie inte­rak­cje face-to-face oraz poprzez media spo­łecz­no­ścio­we z oso­ba­mi zain­te­re­so­wa­ny­mi czy­ta­niem ksią­żek”. Dla porów­na­nia, z infor­ma­cji na stro­nach inter­ne­to­wych wydaw­nictw, auto­ra, reklam, pra­sy onli­ne korzy­sta mniej niż 20 proc. respon­den­tów, z pole­ceń księ­ga­rzy nato­miast led­wie 4–8 proc.

Zatem wie­dza na temat tren­dów i trwa­łych zmian ist­nie­je. Wie­le biblio­tek w Pol­sce sta­ra się nadą­żyć za czy­tel­ni­ka­mi i czy­tel­nicz­ka­mi. Sam pro­wa­dzę szko­le­nia i warsz­ta­ty dla pra­cow­ni­ków i pra­cow­ni­czek biblio­tek, w cza­sie któ­rych oma­wiam wspo­mnia­ne bada­nia oraz inne zmia­ny w prak­ty­kach czy­tel­ni­czych zaob­ser­wo­wa­ne prze­ze mnie, a potem wspól­nie sta­ra­my się przy­go­to­wać ofer­tę biblio­tecz­ną tak, aby odpo­wia­da­ła poja­wia­ją­cym się potrze­bom. Widzę więc, że wie­le biblio­tek jest chęt­nych do dzia­ła­nia. Jed­nak ska­la tych dzia­łań ma zawsze cha­rak­ter lokal­ny, uwzględ­nia­ją­cy miej­sco­wą spe­cy­fi­kę i pro­fil biblio­te­ki, a przede wszyst­kim owe dzia­ła­nia są ogra­ni­czo­ne zwy­kle nie­du­ży­mi moż­li­wo­ścia­mi finan­so­wy­mi. Suk­ces jakich­kol­wiek inno­wa­cyj­nych przed­się­wzięć uza­leż­nio­ny jest przede wszyst­kim od zaan­ga­żo­wa­nia samych pra­cow­ni­ków i uzy­ska­nia dota­cji. Dużo w tym nie­pew­no­ści. A pla­no­wa­nie dłu­go­let­nich ini­cja­tyw jest z tego powo­du utrud­nio­ne, jeśli nie nie­moż­li­we. Choć trze­ba przy­znać, że dys­ku­syj­ne klu­by czy­tel­ni­cze w wie­lu miej­scach dzia­ła­ją nie­źle lub bar­dzo dobrze, two­rząc trwa­łe rela­cje mię­dzy ich uczest­ni­ka­mi oraz biblio­te­ka.

Jak już wspo­mnia­łem, na zmia­ny naj­szyb­ciej odpo­wia­da rynek, insty­tu­cje, nawet jeśli zauwa­ża­ją wyzwa­nia (np. dzię­ki bada­niom BN), potrze­bu­ją cza­su, by wdro­żyć roz­wią­za­nia. Znów odwo­łam się do doświad­cze­nia współ­pra­cy z biblio­te­ka­mi. Jeśli jakaś biblio­te­ka chce mnie zapro­sić na warsz­ta­ty, żeby­śmy wspól­nie wypra­co­wa­li nową ofer­tę dla naj­młod­szych czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek, bar­dzo czę­sto musi zwró­cić się do mini­ster­stwa po pie­nią­dze w ramach jakie­goś pro­jek­tu. Bar­dzo czę­sto jest więc tak, że zapro­sze­nie do biblio­te­ki poja­wia się na mojej skrzyn­ce mailo­wej w mar­cu, a samo szko­le­nie odby­wa się rok póź­niej. Dopie­ro po szko­le­niu – po kil­ku tygo­dniach lub mie­sią­cach – biblio­te­ka ma szan­se fak­tycz­nie wdro­żyć, to co wspól­nie wypra­co­wa­li­śmy.

 Ina­czej

Czy for­my uczest­nic­twa w lite­ra­tu­rze, któ­re opi­sa­łem powy­żej, osła­bia­ją ją czy wzmac­nia­ją? A może nie powin­ni­śmy zada­wać pyta­nia w ten spo­sób.

„Jest to inny spo­sób uczest­nic­twa w lite­ra­tu­rze” – powie­dział prof. Cza­pliń­ski pod­su­mo­wu­jąc wątek Pyr­ko­nu w przy­to­czo­nej powy­żej roz­mo­wie.

A więc „inny” – po pro­stu inny. Taki, któ­ry nie tyl­ko pozwa­la zin­ter­pre­to­wać świat, ale też wytwo­rzyć rela­cje i wspól­no­ty. Taki, w któ­rym lite­ra­tu­ra nie jest celem samym w sobie, a czymś w rodza­ju pre­tek­stu do bycia i/lub robie­nia cze­goś razem. Wat­t­pa­do­wa afek­tyw­ność czy pyr­ko­no­wa per­for­ma­tyw­ność jest raczej ozna­ką uwol­nie­nia pier­wot­nej wspól­no­to­wej ener­gii, jaką lite­ra­tu­ra, zda­je mi się, powin­na gene­ro­wać. Moja bab­cia w osiem­dzie­sią­tym szó­stym roku życia nie pamię­ta już, jakie książ­ki czy­ta­ła na głos dzie­ciom pani Wol­ska – pamię­ta za to intym­ną atmos­fe­rę bli­sko­ści, przy­na­leż­no­ści, a przede wszyst­kim radość (któ­ra już nie pamię­ta z cze­go tak napraw­dę wyni­ka­ła) – radość, do któ­rej dziś tęsk­ni.

Radość jest moc­nym argu­men­tem za. War­to jed­nak pamię­tać, że zwrot w stro­nę kolek­tyw­no­ści – któ­ry w grun­cie rze­czy jest powro­tem do rela­cyj­ne­go sen­su lek­tu­ry – nie ozna­cza powro­tu na sta­re śmie­ci. Funk­cjo­nu­je­my w zupeł­nie innym świe­cie niż mała Kry­sia z pod­za­moj­skiej wsi: zła­pa­ni w inter­ne­to­wą sieć, przy­kle­je­ni do ekra­nów.

Nasze doświad­cza­nie lite­ra­tu­ry, bez wąt­pie­nia rado­sne i inten­syw­ne, jest dziś tak­że polem kon­tro­li i cza­sem wyzy­sku sil­niej­szych gra­czy, któ­rym na lite­ra­tu­rze wca­le nie musi zale­żeć. Dla­te­go pierw­szym kro­kiem nie jest odrzu­ce­nie kolek­tyw­no­ści, lecz uważ­ność: na to, kto usta­la warun­ki tego doświad­cze­nia i gdzie sta­wia nam gra­ni­ce. Od tej świa­do­mo­ści zale­ży to, jakie cele wyty­czy­my sobie – i lite­ra­tu­rze – na przy­szłość.

O AUTORZE

Rafał Hetman

Autor książek Izbica, Izbica i Las zbliża się powoli. Ta pierwsza znalazła się w finale Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, otrzymała nominację do Nagrody Historycznej „Polityki” oraz Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. Finalista Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego. Współpracuje ze Stowarzyszeniem Bibliotekarzy Polskich. Od 2013 roku w internecie opowiada o literaturze.