recenzje / ESEJE

Kto marzy o mieszkaniu gdzie?

Filip Matwiejczuk

Recenzja Filipa Matwiejczuka towarzysząca premierze książki Rekuhkara Karoliny Sałdeckiej, wydanej w Biurze Literackim 27 grudnia 2021 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Kim jest Cletius Ohamara? W książce to mieszkaniec amerykańskich bayou, który marzy o mieszkaniu w Polsce. Po wpisaniu w Google imienia i nazwiska znajduję kilka profili LinkedIn, ale myślę, że to nie trop. A czym jest tytułowa rekuhkara? Oprócz tego znalazłem w książce Sałdeckiej wiele innych słów, ale nie ma sensu, żebym wyjaśniał je już na początku, tak wszystkie naraz. Zamiast tego wolałbym wokół nich nieco pokluczyć.

Ohamara

 Jeszcze raz. Kto to jest Cletius Ohamara? Nie chodzi o pana z Linkedln. Inna strona podaje, że istnieje jeszcze druga osoba o takich personaliach, ale jej już nie da się znaleźć. Jeszcze gdzie indziej dowiedziałem się, że najwięcej Ohamarów żyje w USA, na drugim miejscu jest Wielka Brytania, a na trzecim Nigeria. Ale bohater książki mieszka w Polsce; wiadomo to stąd, że wiersz o tytule „Cletius Ohamara śni” zaczyna się od wersu, że „mieszka w Polsce z własnej woli”. On tu pracuje, a w pracy spotyka się z rasistowskimi przytykami na temat jego wyglądu.

Czy istotna jest tylko obcość tego nazwiska? Wiersz „Cletius Ohamara pisze” zawiera motto z „Wiersza” Franka O’Hary („Nagląca kartka na moich drzwiach prosiła: ‘Zadzwoń do mnie […]’”). „O’Hara”, „Oha-ma-ra”, ewidentnie zamierzona zbieżność. A co ona mówi? O’Hara był poetą metropolii i nieuchwytności. Ohamara też jest poetą (w końcu, jak wiadomo z tytułu wiersza, pisze) i żyje w skomplikowanym, pędzącym świecie, któremu daje świadectwo. Pytanie, czy motto postawił on, czy ta sama siła, która zatytułowała wiersz? Utwór O’Hary jest ciekawym odnośnikiem. Zaczyna się od alarmującego komunikatu, a dalej jest opisana podróż człowieka niedostosowanego do prędkości świata. Nim się obejrzy, już nastaje jesień, a gospodarz i tak jest serdeczny, zaś po kilku miesiącach przyjmuje przypadkowo zaproszonego gościa. Z kolei Ohamara ma podobne problemy, ale jego gospodarze nie są tak serdeczni. Mówi: „jesteśmy ludźmi od poniedziałku do piątku w pewnych godzinach/ później niekoniecznie”. Tutaj pojawia się znacząca kwestia. Czas dla O’Hary to pędząca materia i wobec niej zachowuje się sowizdrzalsko, podróżuje po czasie i miejscach jak flaner, nieśpiesznie. Ohamara nie ma tak łatwo, on musi pracować na etat, a w tym systemie czas dla niego jest tylko, gdy pracuje, natomiast kiedy go nie ma, musi myśleć o swoim ciele („[nie widzi] swojego ciała pociąga go/ dystrofia pęcherzyka żółciowegoperforacja dwunastnicy byle najeść się do syta”), martwić się i upychać w ciasnym nie-czasie ekstaz. Zapewnia je sobie używkami: „wtedy kiedy dajemy upust/ walimy do lustra tanią brynę” albo – w wierszu „Cletius Ohamara tańczy” – „[tańczy] zumbę i nie może przestać”. Niestety te ucieczki nie spełniają swojej funkcji, ponieważ od razu są hamowane przez myśli o innych pragnieniach: „chciałby mieć samochód satysfakcję pieniądze/ mieszkanie z ładnym wnętrzem i dużo dużo/ szczęścia”. Ale za to jego sny i myśli uciekają.

Sny o Polsce

 Wspomnienie nowojorskiego poety może nasunąć kolejny trop (przepraszam, ale muszę tu zacząć od sporej dygresji). Może to jest luźne skojarzenie, ale wydaje mi się, że nie bezzasadne. Poeta w Nowym Jorku Federica Garcíi Lorki, zbiór pisany na emigracji przez hiszpańskiego poetę. Lorca przebywał w Nowym Jorku, nie znał języka angielskiego, był kompletnie obcy („ja, poeta bez rąk,/ zgubiony w tłumie, który rzyga”[1]). Może w Ameryce, tak jak Cletius Ohamara, marzył o życiu gdzie indziej? To tutaj pisał o upadaniu cywilizacji, ale znajdował też pewną ucieczkę. Podobno co rano odwiedzał dzielnicę Harlem, by spotykać czarnych, wiodących inne życie niż biali nowojorczycy. Najbardziej interesowało go to, jak tańczą, dlatego codziennie próbował podejrzeć ich tańczących, a w ten sposób chciał się dowiedzieć, o czym myślą. Muzyka i taniec miały mu mówić więcej o uczuciach i myślach niż słowa (co jest jak najbardziej zrozumiałe, jeśli będziemy pamiętać, że braki językowe uniemożliwiały mu werbalną komunikację; w ten sposób szukał innej drogi zrozumienia ludzi). To mieszkańcom Harlemu poświęcił „Odę do króla Harlemu”. W tym wierszu „chłopcy omdlewają na krzyżu lenistwa”, tutaj językiem obmywa się rany milionerów, ale król Harlemu i lud Harlemu są ponad inercją białych ludzi cywilizacji Zachodu. Wspomnę słowa Frantza Fanona: „Bo dla nas ciało nie stoi w opozycji do tego, co wy nazywacie duchem. My jesteśmy w świecie. Niech żyje para Człowiek–Ziemia!”[2], a także: „oto Murzyn zrehabilitowany, «stojący przy sterze», władający światem za pomocą intuicji”[3] oraz „Jako czarownik, kradnę Białemu «pewien świat», stracony dla niego i tych, którzy są jego maści”[4]. W tej myśli i takiej postawie Lorca dopatrywał się ratunku dla wyalienowanego człowieka Zachodu. Ostatecznie udało się hiszpańskiemu poecie uciec na Kubę.

Jak jednak ten obszerny wtręt ma się do Cletiusa? Cletius Ohamara to „poeta w Luizjanie”, „poeta w bayou”; co prawda nie śni o Hiszpanii, ale marzy o Polsce. Co prawda tańczy i nie może przestać (jak chciałby widzieć czarnego Amerykanina Lorca), ale wtedy myśli o opanowywaniu kroków, „w tym siebie”, a potem o pieniądzach, majątku materialnym i o zamiataniu podjazdu. Nie ma rytmu, nie ma uczuć i intuicji, tu nie będzie rewolucji (ale zespołu 1984). Ale dlaczego Ohamara, mając tyle możliwości eskapizmu, lądów emigracji wewnętrznej, wybiera akurat ten polski? Bo może. Opcji jest wiele: może duch Wiesława Myśliwskiego (znany nam z wiersza „Cletius Ohamara spotyka ducha”) mu to podpowiedział? Może kiedy patrzył na mapę, uznał, że polski ląd jest na tyle odległy, żeby to do niego uciekać myślami? Albo to z racji tego, że jest bohaterem wierszy w języku polskim i mówi w języku polskim? A może to tylko mu się śniło i akurat padło na Polskę? Mogę spekulować, ale wydaje mi się, że każda odpowiedź jest zadowalająca.

Rekuhkara

Niesamowita sprawa! Już wyjaśniam. Kiedy szukałem informacji o niej w języku polskim, znalazłem tylko zapowiedź książki Karoliny Sałdeckiej. Z tego, co się dowiedziałem z anglojęzycznych źródeł, jest to specyficzny rodzaj śpiewu uprawiany przez lud Ajnów zamieszkujący Japonię (i tu wątek polski: Bronisław Piłsudski silnie się związał z Ajnami, w tym – między wieloma innymi – stworzył słownik ich języka). Teraz posiłkuję się Wikipedią. Do wykonania rekuhkary dwie kobiety siadają naprzeciw siebie. Jedna układa dłonie w tubę i „oddaje” swój głos drugiej kobiecie, by – z zamkniętą krtanią – modulowała jego barwę i ton. Podobno w 1976 roku umarła ostatnia znawczyni tej sztuki. Skończyłem posiłkować się Wikipedią, włączyłem filmy na YouTube. Znalazłem tylko cztery filmy i polecenia obejrzenia śpiewu gardłowego Inuitów (bardzo podobny, również wykonywany przez kobiety, ale bez składania rąk). Na filmach wygląda to inaczej, niż mówiła internetowa encyklopedia, tutaj obydwie kobiety układają dłonie (na jednym nagraniu jest to dwoje mężczyzn). Myślę, że mogą to być rekonstrukcje, skoro ostatnia znawczyni umarła, ale kto wie; trzeba by w tej kwestii przeprowadzić kwerendę, lecz to nie na teraz. Ten śpiew jest dziwny, dychawiczny. Pod jednym filmem ta praktyka nie jest opisana stricte jako śpiewanie, ale jako zabawa, gra.

Ale dlaczego to tytuł książki Karoliny Sałdeckiej? To jakaś metafora? Może zamiast gdybać, sięgnę do tekstu, zresztą jeden wiersz jest tytułowy:

Rekuhkara

te dziwne kraje powinny poznikać
ze wszystkich map z najstarszych atlasów
głosy umilknąć
ramiona wyblaknąć na mniej czekoladowe albo chociaż żółte
jak u mamy Lou kiedy padła na piasek przy studni
żeby później przenieść się
do dusznej klitki szpitala w pobliżu Galveston

gdyby udało się pozdejmować złoto z ich kostek
nosa i szyi
tylko trochę
jeszcze trochę
te dziwne kobiety mogłyby nas karmić

To brzmi jak reakcja zdziwionego i zamkniętego na inności internauty. Być może Cletius Ohamara zabłądził w sieci i trafił na nagrania, jakie przed chwilą widziałem. Słowa „te dziwne kraje powinny poznikać/ ze wszystkich map” to dość ksenofobiczne podejście, najwidoczniej Cletiusowi bardzo niewygodnie z tym, że istnieje kultura absolutnie inna od znanych mu tradycji. Tak samo mógłby pomyśleć o Polsce. „głosy umilknąć” – irytuje go ten śpiew? A może to inne głosy? „gdyby udało się pozdejmować złoto z ich kostek” – ale jakie złoto? Nie widziałem go na nagraniach. „te dziwne kobiety mogłyby nas karmić” – ciekawe. Czym jest złoto, którego zdjęcia domaga się podmiot wiersza? Czy kobiety, które je noszą i które mają karmić Cletiusa oraz jego rodzinę, to te, które śpiewają? Nie mam w tej kwestii żadnej jasności. Może Cletius spojrzał na te nagrania i zaczął uciekać myślami – myślał o innych kobietach, bogatych kobietach, one zaś wymieszały mu się z Ajnkami i zobaczył osobliwe kobiety ubrane w złoto? Myślał też wtedy o chorej matce Lou, o szpitalu pod Galveston. Być może też o swoim głodzie, skoro przyszło mu do głowy, że „dziwne kobiety”, rozebrane już ze złota, „mogłyby nas karmić”. A Cletius wiele nie wymaga, według wiersza „Cletius Ohamara myśli” „plagi i potop” pozwala mu przetrwać wyłącznie chleb z keczupem.

A więc dlaczego ten tytuł tomu? Rekuhkara to dla nas obcość, to dziwność, ale też podnieta dla wyobraźni. Myślę, że to najlepsza odpowiedź, jakiej mogę udzielić na to pytanie.

 Inni bohaterowie

Kiedy Cletius moczył nogi (w wierszu „Cletius Ohamara moczy nogi”), myślał o słowach ojca. Nie był to dla niego najlepszy czas, ponieważ zmarła jego żona. „to co upolujesz jest twoje mówił ojciec/ reszta nie istnieje musisz przetrwać albo skocz już/ z okna jak dziadek Samuel wuj Nate ciotka Edna i mały Skeet” – tak brzmiały te słowa. Życie w biedzie w bayou musi być naprawdę smutne, skoro mieszkająca tam rodzina składa się z tak wielu samobójców.

Marnie, córka Cletiusa, nie ma łatwo (niejaką alegorią jej trudności jest sposób, w jaki osoba polskojęzyczna odczytałaby jej imię za pierwszym razem). Jest córką biedaka i samobójczyni. Musi szorować pokłady w porcie, żeby przeżyć. Być może nikt nie traktuje jej poważnie, skoro jej imienia nikt nie chce zapamiętać i myli je z imieniem „Minnie”. „któregoś dnia prawie znalazła miłość” – jak mówi wiersz „Marnie” – „okazało się jednak że jej skóra/ śmierdzi mułem i rybami od tej pory budzi się z dłońmi/ zaciśniętymi na biodrach”. Musiała zostać uwiedziona w porcie, zgwałcona, a po wszystkim strącona do wody: „w środku ma/ rozbitą butelkę” – przerażające.

W wierszu pod tytułem „Edna Hampton” poznajemy bliżej wspominaną już samobójczynię, ciotkę Ednę. Jest to skrajna hipochondryczka, a do tego lepiej się czuje – paradoksalnie – kiedy cierpi. Tęskni za komuną (ale za jaką? taką w Luizjanie? – wspomniana jest co prawda Kuba, ale nie jako miejsce jej pochodzenia, ale jako wakacyjny cel; być może to kolejny moment, w którym rzeczywistość się rozpływa i nie pierwszy raz zlewa z realami Polski, tak jak wtedy, kiedy wspomina się kardynała Dziwisza) i słyszy jakieś niewyjaśnione dźwięki w telefonie, co doprowadza ją do szału. Paranoja? Urojenia? Paranoja i urojenia?

Matka i ojciec przewijają się dość niepostrzeżenie i wyłącznie jako rodzice. Ojciec, jak już wcześniej cytowałem, daje swojemu synowi życiową – i do tego gorzką – lekcję. Przetrwaj albo popełnij samobójstwo – dziwne słowa jak na ojca. Musiał być okrutny. Według jego lekcji istnieje tylko to, co się zdobędzie, nic więcej nie ma. Jeśli nie przetrwanie za wszelką cenę, to defenestracja, jak inni przegrani. O matce napomknięto w wierszu „Mama” – jeszcze w dwóch innych tekstach jest mowa o matce, ale uważam, że nie chodzi w nim o matkę Cletiusa; w przypadku „Mama” sprawa też nie jest jasna, ale ponieważ nie ma tu jasnych znaków oznajmiających, iż opisywana postać nie jest matką Cletiusa, i z uwagi na magiczno-cielesny charakter treści, jestem skłonny uważać, że to postać z okolic bayou. Poznajemy ją wyłącznie jako stare, dziwne ciało. Do tego została porównana do kecalkoatla – olbrzymiego pterozaura o rozpiętości skrzydeł szacowanej do około 15,5 metrów; rekonstrukcje wyglądu tego gada wyglądają dość ekscentrycznie – niezwykle długa szyja zakończona wielkim łbem z olbrzymim dziobem i suchotnicze ciało opięte szorstką skórą zwisającą ze skrzydeł. Dowiadujemy się, że matka chciała mieć dobrze zbudowaną barierę lipidową, żeby jej skóra nigdy nie wyglądała staro. Potem jej istota jest porównana do pierzastego węża, Quetzalcoatla, istotnego boga plemion Mezoameryki (słowo „kecalkoatl” to nie tylko dinozaur, ale też fonetyczny sposób wymowy imienia współtwórcy świata). Nie umiem się powstrzymać przed skojarzeniem tego z ojcem-ptakiem ze Sklepów cynamonowych Schulza. Matka nie jest już człowiekiem, stała się ponadludzką, świętą istotą. „na jej ciele narastają słodkie wałki intryg” – z tego możemy wnioskować o jej osobowości, przebiegłości, ale też władczości (trzeba nie lada możliwości sprawczych, żeby z takiego miejsca prowadzić umiejętne intrygi).

Nie chcę opowiadać dokładnie o wszystkich postaciach. Myślę, że nie będzie sensu przybliżać widmowych postaci kardynała Dziwisza i Wiesława Myśliwskiego, ponieważ są nam doskonale znane, a o ich funkcjach już wspomniałem. Mogę pod koniec przywołać Bena di Mambro, kolegę Ohamary z wiersza „Cletius Ohamara i jego kolega”, z którym dzieli biedę, spędza z nim czas i zajada się z nim stawonogami.

Czemu służy ta plejada bohaterów? Rekuhkara jest powieścią o rodzinie Ohamary. Każda z postaci ma swoją historię, cele i bolączki, ale Cletius jest marzycielem i ma połączenie z innym światem – z Polską, czyli także z nami, czytelnikami[5].

Ciało

W książce Sałdeckiej często jest mowa o ciele. Widać je poprzez ból, choćby po tym, jak Marnie zostaje zgwałcona; w wierszu „Easy peasy” zostaje opisana pozycja do defekacji „w kucki” (najzdrowszy sposób wypróżniania), wątek cielesny pojawia się też, kiedy Cletius je albo myśli o jedzeniu. Znakomitym obrazem tych kwestii jest wiersz „Cletius Ohamara nie widzi”, gdzie własne ciało zostaje przesłonięte przez choroby i głód. To ciekawe, że schorzenia i łaknienie nie należą do ciała. Susan Sontag esej Choroba jako metafora zaczynała od konstatacji, że „Choroba jest nocną stroną życia”[6], że to inny kraj, inny świat, do którego nie należą ciała zdrowe. Cletius niestety nie dzieli w tym państwie sytuacji Virginii Woolf z tekstu O chorowaniu, gdzie mogła zwiedzać przestrzenie eskapizmu i poezji oraz dryfować myślami (choć jątrzącymi się w chorym ciele). Mimo wszystko marzy, trochę marzy, myśli o wieku trzech lat, łowieniu rybek w strumyku, pięknym świecie i matczynym cieple. Takie fantazje przerywa uczucie głodu i zapalenie błony śluzowej żołądka. Ohamara nie widzi ciała, bo jego ciało nie jest po to, żeby mógł sobie je uświadamiać, jego ciało służy do cierpienia i głodu. Tutaj Cletius też jest nędzarzem, nie ma prawa do bycia chorym ciałem, a jedynie do cierpienia.

Przez teksty przeziera ponadto ciało matki. Zarówno kecakoatl z „Mamy”, jak i kobietki-matki z „Przeżyją nas mirabelki” to organizmy absolutnie zdeformowane przez służenie wyłącznie funkcji prokreacji. Są groteskowe i absurdalne w swoich funkcjach, a ich forma utrudnia im egzystencję. Ostatni wers „to daje im do myślenia o wolności” jest gorzką puentą opisu ich statusu socjobiologicznego.

Inne wiersze

 W całości znajdziemy kilka wierszy, które nie łączą się (albo łączą, choć w niejasny i niezrozumiały sposób) z opowieścią o Cletiusie Ohamarze, są to kolejno: „Easy peasy”, „Halne”, „Syreny”, „La chute”, „Rekiniątko”, „Zaśpiew”. Stanowią one pewne intermezza liryczne, znajdują się poza rzeczywistością Rekuhkary, są pewnego rodzaju dygresjami i zaburzeniami w materii opowieści o biednej rodzinie z bayou. Są to liryczne ucieczki od tematu, w stronę chwilowych realizacji tonów lirycznych. Myślę, że nie ma potrzeby, bym szczególnie się nad nimi rozwodził i opisywał funkcję każdego z osobna. Rzecz byłaby to może i ciekawa, ale zajęłaby sporo miejsca, a jeśli są to ucieczki w liryczne wytchnienie, to idąc ich śladem, sam ucieknę.

 Rozważania na koniec

 To była dość rozległa wędrówka interpretacyjna, teraz pora na wnioski. Po drodze pomyślałem o innym potencjalnym znaczeniu tytułu – to może być śpiewanie siedzących naprzeciw siebie dwóch wyobrażonych światów. Może to fantazja na temat stereotypowo, egzotycznie pojmowanej biedy, a w tej fantazji pojawiają się sny Cletiusa na temat kraju autorki. Obydwie allotopie oddziałują na siebie, a skutkiem tego jest nadwyrężenie materii realizmu w utworze, wobec czego przedstawiana rzeczywistość staje się umowna. Jest dychawiczna jak rekuhkara.

Możemy się zastanawiać, czy zasadne jest tworzenie przez białą autorkę opowieści o czarnej społeczności. Myślę, że wciąż punktem odniesienia może być „Oda do króla Harlemu” Lorki. Hiszpański poeta marzył o egzotycznej, utopijnej enklawie w Stanach Zjednoczonych. Sałdecka stworzyła egzotyczną, antyutopijną enklawę, swoisty negatyw tego, co zrobił hiszpański poeta. Niech w tej kwestii decyzja należy do czytelniczki, ponieważ rzecz jest niejasna. Przypomina mi się poemat „Pamięci moich uczuć” Franka O’Hary, gdzie nowojorczyk gromadził ogrom egzotycznych klisz; od tego ogromu obrazy stawały się absurdalne i jakakolwiek wina spowodowana egzotyzacją ulegała zawieszeniu. „Pamięci moich uczuć” wyśmiewa własną konwencję. Myślę, że Rekuhkara robi coś podobnego.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o stylu. Karolina Sałdecka swobodnie korzysta z poetyki absurdu i kiczu. Poprzez stosowanie konwencji, które na pierwszy rzut oka wydają się nijakie (jak to z kampem bywa), i skomplikowane struktury konstrukcyjne poetka podejmuje ryzykowną grę z czytelniczką. Kto wychodzi z niej obronną ręką?


Przypisy:
[1] Powstaje pytanie, czy w świetle tego odczytania potencjalne przekłady na języki obce nie będą musiały wprowadzać innych krajów, rodzimych tłumaczom, na miejsce Polski?
[2] S. Sontag, Choroba jako metafora, AIDS i jego metafory, przeł. Jarosław Anders, Kraków 2016.
[3] F.G. Lorca, Wiersze i wykłady, Wrocław 2019, s. 173.
[4] F. Fanon, Czarna skóra, białe maski, Kraków 2020, s. 140.
[5] Tamże, s. 141.
[6] Tamże, s. 142.

O AUTORZE

Filip Matwiejczuk

Urodzony w 1996 roku w Mrągowie. Publikował wiersze w „Wizjach", „Małym Formacie", „8. Arkuszu Odry" i w „Nowej Orgii Myśli”. Teksty krytyczne publikował w „Małym Formacie” i w „Kontencie”.

powiązania

Kolonizowanie ziemi, czyli kościół i supermarket

recenzje / ESEJE Filip Matwiejczuk

Recenzja Filipa Matwiejczuka książki Ikonoklazm Jana Rojewskiego, która ukazała się w Biurze Literackim 17 grudnia 2018 roku.

WIĘCEJ

Zaśpiew

recenzje / KOMENTARZE Karolina Sałdecka

Autorski komentarz Karoliny Sałdeckiej w ramach cyklu „Wiersz w drodze”, towarzyszący premierze książki Rekuhkara, wydanej w Biurze Literackim 27 grudnia 2021 roku.

WIĘCEJ

Potrzebowałam mówić głosem czarnoskórego mężczyzny

wywiady / O KSIĄŻCE Karolina Sałdecka Katarzyna Szaulińska

Rozmowa Katarzyny Szaulińskiej z Karoliną Sałdecką, towarzysząca premierze książki Rekuhkara, wydanej w Biurze Literackim 27 grudnia 2021 roku.

WIĘCEJ

Rekuhkara

utwory / zapowiedzi książek Karolina Sałdecka

Fragmenty zapowiadające książkę Rekuhkara Karoliny Sałdeckiej, która ukaże się w Biurze Literackim 27 grudnia 2021 roku.

WIĘCEJ