debaty / ankiety i podsumowania

Fikcja w polu faktu. Na granicy literatury i konkurencyjnych reżimów prawdy

Maciej Liguziński

Głos Macieja Liguzińskiego w debacie „Granice literatury”.

strona debaty

Gdzie dziś kończy się literatura? Wprowadzenie do debaty „Granice literatury”

Lite­ra­tu­ra jest zako­rze­nio­na w rze­czy­wi­sto­ści: inspi­ru­je się nią i ją prze­twa­rza. W fik­cyj­nych świa­tach roz­po­zna­je­my posta­ci i zda­rze­nia ze świa­ta doświad­cza­ne­go empi­rycz­nie. Jed­nak lite­ra­tu­ra nie jest jedy­nie for­mą este­tycz­ne­go prze­kształ­ce­nia rze­czy­wi­sto­ści, ma ona rów­nież zdol­ność dzia­ła­nia w niej: inge­ro­wa­nia w ist­nie­ją­ce inter­pre­ta­cje, prze­su­wa­nia akcen­tów, nada­wa­nia doświad­cze­niom nowych sen­sów. Jej spraw­czość ujaw­nia się szcze­gól­nie wyraź­nie wte­dy, gdy pro­po­nu­je wła­sne odczy­ta­nie zda­rzeń, któ­re w świe­cie poza­li­te­rac­kim posia­da­ją już insty­tu­cjo­nal­ne legi­ty­mi­zo­wa­ną praw­dę. Lite­rac­ka pro­po­zy­cja praw­dy wkra­cza wte­dy na teren rzą­dzo­ny odmien­ny­mi zasa­da­mi usta­la­nia wia­ry­god­no­ści, a fik­cja nie jest już tyl­ko odbie­ra­na jako alter­na­tyw­na inter­pre­ta­cja, a dzia­ła jako kon­ku­ren­cyj­ne rosz­cze­nie. Jej epi­ste­mo­lo­gicz­na pozy­cja – z natu­ry hipo­te­tycz­na i inter­pre­ta­cyj­na – ryzy­ku­je sta­nie się tą słab­szą, a nawet kon­tro­wer­syj­ną wobec dys­kur­sów fak­tycz­nych.

Wyobraź­my sobie sytu­ację, w któ­rej rze­czy­wi­sty doku­ment sta­je się inspi­ra­cją dla stwo­rze­nia fik­cyj­ne­go świa­ta, a jego frag­men­ty zosta­ją włą­czo­ne do powie­ścio­wej fabu­ły. Emo­cje i wyda­rze­nia ukry­te za suchym, for­mal­nym języ­kiem urzę­do­wym prze­sta­ją wów­czas nale­żeć wyłącz­nie do kon­kret­nych osób, a zaczy­na­ją funk­cjo­no­wać jako ele­ment świa­ta przed­sta­wio­ne­go. Takie prze­kształ­ce­nie rze­czy­wi­sto­ści przez lite­ra­tu­rę nie ogra­ni­cza się do rela­cjo­no­wa­nia zda­rzeń; jego ambi­cją jest nada­nie im zna­cze­nia ogól­niej­sze­go, wykra­cza­ją­ce­go poza jed­nost­ko­wy kon­tekst cza­su i miej­sca.

Tego rodza­ju dzia­ła­nie lite­ra­tu­ry sta­ło się przed­mio­tem deba­ty w Nor­we­gii. Rok 2026 roz­po­czął się tam kon­tro­wer­sją wokół powie­ści W mojej zacisz­nej norze (I mitt lune hi) autor­stwa Hele­ne Uri. Pisar­ka zbu­do­wa­ła fik­cyj­ną histo­rię na pod­sta­wie frag­men­tów auten­tycz­ne­go wyro­ku sądo­we­go. Spra­wa doty­czy­ła pro­ce­su z 2020 roku, w któ­rym sześć­dzie­się­cio­let­ni męż­czy­zna został ska­za­ny za zain­sta­lo­wa­nie ukry­tych kamer i wie­lo­let­nie pod­glą­da­nie mat­ki i cór­ki wynaj­mu­ją­cych miesz­ka­nie w jego domu. Nor­we­skie media szyb­ko wska­za­ły na licz­ne podo­bień­stwa mię­dzy rze­czy­wi­stą spra­wą a jej lite­rac­kim prze­two­rze­niem.

Jak wyja­śnia­ła póź­niej autor­ka w wywia­dach, jej ambi­cją było przyj­rze­nie się doświad­cze­niu oso­by przez lata pod­glą­da­nej we wła­snym domu przez kogoś, komu zaufa­ła. Powieść mia­ła rów­nież zwró­cić uwa­gę na niski wymiar kar za tego rodza­ju prze­stęp­stwa w Nor­we­gii. W tym sen­sie – jak argu­men­to­wa­ła – reali­zo­wa­ła jed­no z kla­sycz­nych zadań lite­ra­tu­ry: „pod­da­wa­nie pro­ble­mów pod dys­ku­sję”, co w tra­dy­cji skan­dy­naw­skiej wią­że się z postu­la­tem dzie­więt­na­sto­wiecz­ne­go kry­ty­ka i filo­zo­fa Geo­r­ga Bran­de­sa.

Pro­blem pole­gał jed­nak na tym, że ani autor­ka, ani wydaw­ca nie uprze­dzi­li pokrzyw­dzo­nych o wyko­rzy­sta­niu ich histo­rii przed publi­ka­cją książ­ki. Z praw­ne­go punk­tu widze­nia nie doszło do naru­sze­nia norm: zmie­nio­no wie­le szcze­gó­łów, a para­tek­sty jed­no­znacz­nie sygna­li­zo­wa­ły fik­cjo­nal­ny cha­rak­ter utwo­ru. Mimo to deba­ta, któ­rą powieść wywo­ła­ła, poka­za­ła wyraź­nie, że nie zosta­ła ona odczy­ta­na jako auto­no­micz­ny akt wyobraź­ni, lecz jako swe­go rodza­ju praw­da kon­ku­ru­ją­ca z praw­dą sądo­wą i medial­ną. Publicz­na kry­ty­ka autor­ki i wydaw­nic­twa, a tak­że dro­bia­zgo­we porów­na­nia wyro­ku i tek­stu powie­ści, prze­su­nę­ły cię­żar dys­ku­sji z pola este­ty­ki i epi­ste­mo­lo­gii na pole ety­ki.

Szcze­gól­ne zna­cze­nie mia­ła wypo­wiedź jed­nej z pokrzyw­dzo­nych kobiet, któ­ra publicz­nie skry­ty­ko­wa­ła autor­kę. W kon­se­kwen­cji Hele­ne Uri i jej wydaw­ca wysto­so­wa­li ofi­cjal­ne prze­pro­si­ny za brak uprze­dze­nia ofiar. Argu­men­ty odwo­łu­ją­ce się do auto­no­mii lite­ra­tu­ry i wol­no­ści twór­czej oka­za­ły się nie­wy­star­cza­ją­ce wobec sil­niej spo­łecz­nie legi­ty­mi­zo­wa­nych wer­sji zda­rzeń – sądo­wej i repor­ter­skiej. Pró­ba arty­stycz­nej rein­ter­pre­ta­cji zosta­ła ode­bra­na jako inge­ren­cja w usta­lo­ną praw­dę. Zapro­po­no­wa­nie lite­rac­kiej wer­sji zda­rzeń bez uprzed­nie­go poin­for­mo­wa­nia pokrzyw­dzo­nych zosta­ło ode­bra­ne przed opi­nię publicz­ną jako co naj­mniej nie­sto­sow­ne. Nor­we­ski przy­kład poka­zu­je też jed­nak, że tego rodza­ju dzia­ła­nie lite­ra­tu­ry w rze­czy­wi­sto­ści odby­wa się we współ­cze­snej, zde­mo­kra­ty­zo­wa­nej prze­strze­ni medial­nej: oso­by czu­ją­ce się dotknię­te lite­rac­ką inter­pre­ta­cją mogą sto­sun­ko­wo łatwo przed­sta­wić wła­sną wer­sję wyda­rzeń, któ­ra dzię­ki swo­jej auten­tycz­no­ści wyda­je się mieć dużo więk­szą moc.

Praw­da ofiar rze­czy­wi­ste­go prze­stęp­stwa spo­ty­ka­ją­ca praw­dę pro­po­no­wa­ną przez lite­ra­tu­rę spon­ta­nicz­nie odsy­ła­ją do pyta­nia o gra­ni­cę mię­dzy fak­ta­mi a fik­cją w lite­ra­tu­rze. Twier­dzę jed­nak, że dzia­ła­nie lite­ra­tu­ry w rze­czy­wi­sto­ści nie spro­wa­dza się do tej opo­zy­cji. Klu­czo­wa bowiem jest koeg­zy­sten­cja róż­nych sys­te­mów wytwa­rza­nia wia­ry­god­no­ści. Doku­ment sądo­wy funk­cjo­nu­je w porząd­ku, w któ­rym roz­strzy­ga­ją­ce zna­cze­nie mają dowo­dy, pro­ce­du­ry i auto­ry­tet insty­tu­cji. Rela­cje medial­ne legi­ty­mi­zo­wa­ne są przez stan­dar­dy ety­ki dzien­ni­kar­skiej. Reżim lite­rac­ki nato­miast nie dąży do osta­tecz­ne­go roz­strzy­gnię­cia, lecz do rein­ter­pre­ta­cji, a jego wia­ry­god­ność wyni­ka z siły przed­sta­wie­nia, nie z empi­rycz­nej wery­fi­ko­wal­no­ści. Gdy te róż­ne porząd­ki spo­ty­ka­ją się w odnie­sie­niu do tych samych zda­rzeń, napię­cie sta­je się nie­mal nie­unik­nio­ne.

Stu­dium to pro­wa­dzi do pytań o gra­ni­ce i warun­ki lite­rac­kiej spraw­czo­ści. Jak dale­ko może posu­nąć się lite­ra­tu­ra, wkra­cza­jąc w prze­strzeń już zago­spo­da­ro­wa­ną przez insty­tu­cjo­nal­ne reżi­my praw­dy? Czy moż­li­we jest takie okre­śle­nie ram jej dzia­ła­nia, by jej pro­po­zy­cja inter­pre­ta­cyj­na nie była odbie­ra­na jako naru­sze­nie cudzej wer­sji wyda­rzeń? A wresz­cie: czy w star­ciu z inny­mi reżi­ma­mi wia­ry­god­no­ści praw­da lite­rac­ka może nie tyl­ko prze­trwać, lecz tak­że zyskać szcze­gól­ną siłę oddzia­ły­wa­nia?

O AUTORZE

Maciej Liguziński

Ur. 1994. Filolog, literaturoznawca i tłumacz literatury. Absolwent filologii szwedzkiej na poznańskim UAM. Obecnie doktorant na Uniwersytecie Metropolitalnym w Oslo. Do jego zainteresowań naukowych należy szeroko rozumiana socjologia literatury, polityka kulturalna i literacka, a zwłaszcza relacje między bibliotekami publicznymi i wydawcami w dobie cyfryzacji rynku książki, które bada w swojej pracy doktorskiej.