debaty / ankiety i podsumowania

Literatura to nie jest dobro naturalne

Marcin Wilkowski

Głos Marcina Wilkowskiego w debacie „Granice literatury”.

strona debaty

Gdzie dziś kończy się literatura? Wprowadzenie do debaty „Granice literatury”

W mar­cu zeszłe­go roku Sam Alt­man, CEO-cza­ro­dziej Ope­nAI, wrzu­cił na X wpis o tym, że w ramach testów pole­cił jed­ne­mu z mode­li wyge­ne­ro­wać meta­fik­cyj­ne opo­wia­da­nie o żało­bie i sztucz­nej inte­li­gen­cji. „Pierw­szy raz napraw­dę poru­szy­ło mnie coś napi­sa­ne­go przez AI; ide­al­nie uchwy­ci­ło kli­mat meta­fik­cji”[1] – napi­sał. Jed­nym z głów­nych zagrań tego wytwo­rzo­ne­go tek­stu było bicie ser­ca, „miga­ją­cy kur­sor zatrzy­mał swój puls” i takie tam. „Zachę­cam, żebyś prze­czy­tał tro­chę praw­dzi­wej lite­ra­tu­ry, zanim uznasz to za dobre pisa­nie” – odpi­sał ktoś[2]. Jeśli zasta­no­wi­my się, na czym w tej sytu­acji zale­ża­ło Alt­ma­no­wi, to doj­dzie­my do wnio­sku, że cho­dzi­ło mu przede wszyst­kim o wra­że­nie.

Celem prze­my­słu AI jest spra­wia­nie wra­że­nia, a jego efek­tyw­ność mie­rzo­na jest dowo­że­niem tego wra­że­nia użyt­kow­ni­kom koń­co­wym. Wytwo­rzo­ny obra­zek wyglą­da jak praw­dzi­we zdję­cie, wyge­ne­ro­wa­na muzy­ka gra, bot, z któ­rym kon­wer­su­je­my, wyda­je się nas rozu­mieć i wspie­rać, kie­dy aku­rat mamy sła­by dzień, a pra­ca zali­cze­nio­wa czy opo­wia­da­nie nie róż­ni się pozor­nie od tych pisa­nych samo­dziel­nie (cho­ciaż korzy­sta z ogra­ni­czo­nej licz­by źró­deł[3]). Oczy­wi­ście uży­tecz­ność sztucz­nej inte­li­gen­cji może być też mie­rzo­na w wydaj­no­ści, zada­wa­ne są jed­nak wte­dy inne pyta­nia: jak sku­tecz­nie i w skoń­czo­nym cza­sie prze­two­rzyć milio­ny doku­men­tów i wyge­ne­ro­wać pod­su­mo­wa­nia, jak bły­ska­wicz­nie zna­leźć błę­dy w kodzie źró­dło­wym, jak popra­wić roz­po­zna­wa­nie tek­stów w ska­nach ręko­pi­sów. Pro­ble­my te nie są jed­nak aż tak atrak­cyj­nie medial­ne jak pyta­nia o to, czy AI pisze już tak dobrze jak czo­ło­wi auto­rzy albo czy egza­min na ASP zdać moż­na z przy­go­to­wa­nia promp­ta do dobrze oce­nio­ne­go wytwo­ru. Publicz­ność inte­re­su­je wra­że­nie, ner­dy kon­cen­tru­ją się na wyni­kach.

I dalej, pyta­nia o wydaj­ność wyma­ga­ją sku­pie­nia uwa­gi na szcze­gó­łach, osią­gach i całym tech­no­lo­gicz­nym stac­ku każ­de­go zada­nia. Tym­cza­sem oce­ny wra­że­nia nie wyma­ga­ją żad­nych przy­go­to­wań – coś nam się podo­ba albo nie, coś wyzwa­la w nas okre­ślo­ne emo­cje albo nie wyzwa­la tych emo­cji. Alt­man w cyto­wa­nym wpi­sie nie zasta­na­wiał się nad tym, czym jest dobra lite­ra­tu­ra, jakie mogą być jej moż­li­wie uni­wer­sal­ne wyznacz­ni­ki. Po pro­stu wyge­ne­ro­wa­ny tekst mu się spodo­bał, spra­wiał wra­że­nie ludz­kie­go autor­stwa, a więc AI oka­za­ło się efek­tyw­ne.

Eks­pe­ry­ment Cha­kra­bar­ty i współ­au­to­rów[4] poka­zał dobit­nie, że kosz­ty dostro­je­nia ogól­ne­go duże­go mode­lu języ­ko­we­go do sty­lu twór­czo­ści wybra­ne­go auto­ra i wyge­ne­ro­wa­nia kil­ku jako­ścio­wych frag­men­tów są mar­gi­nal­ne – wyno­si­ły od 25 do 276 dol. na auto­ra (media­na – 81 dol). Co wię­cej, ich jakość była na tyle prze­ko­nu­ją­ca, że zwy­kli czy­tel­ni­cy pre­fe­ro­wa­li je nad fal­sy­fi­ka­ta­mi, two­rzo­ny­mi ręcz­nie przez spraw­nych rze­mieśl­ni­ków ze szkół pisa­nia. Gene­ra­tyw­ne tek­sty spra­wia­ją dobre wra­że­nie i są rady­kal­nie tanie w pro­duk­cji.

Nie wyda­je mi się jed­nak, żeby mia­ło to być pro­ble­mem. Dla­cze­go? Poroz­ma­wiaj­my przez chwi­lę o sty­lu. Cyce­ron okre­ślał styl jako „spo­sób pisa­nia wła­ści­wy dane­mu pisa­rzo­wi”[5], inni widzie­li w nim eks­pre­sję ducho­wo­ści auto­ra, jego indy­wi­du­al­ny spo­sób wyra­ża­nia się, mają­cy oczy­wi­ście pew­ne este­tycz­ne kon­se­kwen­cje, budu­ją­ce wra­że­nie z lek­tu­ry. Jest jed­nak w huma­ni­sty­ce tak­że tra­dy­cja for­mal­ne­go opi­sy­wa­nia języ­ka i tek­stów lite­rac­kich. „Styl tek­stu jest zbio­rem kon­tek­stu­al­nych prawdopodo­bieństw jego języ­ko­wych jed­no­stek” – pisał w latach 60. Niels Erick Enkvist.

Piotr Sadzik w nie­daw­nym ese­ju pod­dał kry­ty­ce styl nagra­dza­nych pol­skich auto­rów: kie­dy czy­ta­my kolej­ną książ­kę o tru­dach życia na wsi, jed­ną z tych, zali­cza­nych przez do nur­tu pra­bab­ki­zmu (poję­cie Mate­usza Kostec­kie­go), z pew­no­ścią natknie­my się na inwer­sję[6]. Jak pisze cyto­wa­na przez Sadzi­ka Zuzan­na Sala o jed­nej z ksią­żek z tego nur­tu, „autor­ce chy­ba bar­dzo zale­ża­ło na tym, żeby naśla­do­wać żywą mowę, ale wybra­ła sobie w tym celu dokład­nie jed­no narzę­dzie: wypier­da­la­nie orze­cze­nia na koniec zda­nia. Ta inwer­sja ma nas prze­ko­nać do spon­ta­nicz­no­ści uchwy­ty­wa­nych myśli i sta­nów, jest jed­nak strasz­li­wie kary­ka­tu­ral­na”. Styl ma być „spo­so­bem pisa­nia wła­ści­wym dane­mu pisa­rzo­wi”, ale posłusz­ny tren­dom ryn­ko­wym autor czy autor­ka zre­du­ku­je go do pro­stej sta­ty­sty­ki, któ­rą da się sko­pio­wać: im wię­cej pra­bab­ki­zmu, tym wię­cej inwer­sji.

Sadzik poka­zu­je, jak pol­scy auto­rzy repli­ku­ją meto­dę pra­cy na języ­ku, cha­rak­te­ry­stycz­ną dla sztucz­nej inte­li­gen­cji. Podob­nie jak oni, AI iden­ty­fi­ku­je – co z tego, że w try­bie tre­no­wa­nia i sta­ty­stycz­nie – pew­ne cechy okre­ślo­nych gatun­ków, nur­tów, tema­tów i reje­strów, korzy­sta­jąc z boga­tej bazy tre­ści tre­nin­go­wych. Następ­nie, odpo­wied­nio nakie­ro­wa­na promp­tem, jest w sta­nie wyge­ne­ro­wać żąda­ny tekst, repre­zen­tu­ją­cy skła­da­ny mate­ma­tycz­nie styl. Efek­tem prze­twa­rzań mode­li, jak i pra­cy spo­le­gli­wych wobec tren­dów auto­rów, jest stan­da­ry­za­cja języ­ka. A prze­cież, jak pisze Sadzik, „stan­da­ry­za­cja ude­rza w sam geno­typ lite­ra­tu­ry, któ­ra pole­ga na poka­za­niu, że rze­czy mają się zawsze tro­chę ina­czej, niż się zwy­kle wyda­je”.

Nie­ste­ty, z samej natu­ry języ­ko­wej wyni­ka, że styl może pod­le­gać klo­no­wa­niu, a stan­da­ry­za­cja jest nie­unik­nio­na na okre­ślo­nym pozio­mie.

Jed­nym z cen­tral­nych pojęć w dys­ku­sjach, ale też prak­ty­ce sztucz­nej inte­li­gen­cji, jest model. To nic inne­go jak pew­na uprosz­czo­na repre­zen­ta­cja rze­czy­wi­sto­ści. Chcie­li­by­śmy, żeby lite­ra­tu­ra była sygna­łem cią­głym, a nie jak model kwan­ty­zo­wa­ła języ­ko­wą rze­czy­wi­stość. Nie­ste­ty, tak jak zdję­cie w pro­ce­sie digi­ta­li­za­cji roz­bi­ja­ne jest na siat­kę pik­se­li, do któ­rych przy­pi­sy­wa­ny jest odpo­wied­ni kolor okre­ślo­ny stan­dar­do­wy­mi rela­cja­mi mię­dzy głów­ny­mi bar­wa­mi (RGB), tak styl dowol­ne­go auto­ra może być roz­bi­ty na zestaw este­tycz­nie czy mate­ma­tycz­nie prze­li­czal­nych cech, ponie­waż wyra­ża się w języ­ku. Fol­go­wa­nie tren­dom czy trzy­ma­nie się języ­ko­wej niszy nie ma tu zna­cze­nia, o ile dostęp­na jest odpo­wied­nia ilość tre­ści, na któ­rych moż­na tre­no­wać lub z któ­rej moż­na kopio­wać.

Język sam w sobie pod­le­ga pew­nej stan­da­ry­za­cji. Nie cho­dzi tu nawet o gra­ma­ty­kę (niski poziom ana­li­zy), ale ele­men­ty nar­ra­cyj­ne dostęp­ne wyżej. Wyszu­ki­wa­nia w kor­pu­sie języ­ka pol­skie­go były­by bez­li­to­sne dla tych, któ­rzy szu­ka­ją awan­gar­dy w pro­zie – jak boha­ter wycho­dzi, to naj­pew­niej z domu, słoń­ce świe­ci (a nie pło­nie), deszcz pada, a nie „jest poran­nym fakiem, jaki świat poka­zu­je ci pro­sto mię­dzy oczy”. Każ­dy język da się ustan­da­ry­zo­wać w mode­lu.

Sko­ro tak, to styl pisa­nia nie może być wła­ści­wy jedy­nie ludziom. „Bada­nia poka­zu­ją, że ChatGPT ma ten­den­cję do pre­fe­ro­wa­nia stan­dar­do­wej gra­ma­ty­ki i aka­de­mic­kie­go sty­lu wypo­wie­dzi, uni­ka­jąc slan­gu i kolo­kwia­li­zmów. W porów­na­niu z tek­sta­mi pisa­ny­mi przez ludzi ChatGPT czę­ściej nad­uży­wa wyszu­ka­nych cza­sow­ni­ków, takich jak «delve», «align» czy «under­sco­re», oraz przy­miot­ni­ków, takich jak «note­wor­thy», «ver­sa­ti­le» i «com­men­da­ble». Moż­na uznać te sło­wa za typo­we dla idio­lek­tu ChatGPT” – czy­ta­my w „Scien­ti­fic Ame­ri­can”[7], cho­ciaż idio­lekt wyma­ga pod­mio­tu, praw­da? Sko­ro styl może być nie­mal za dar­mo repli­ko­wa­ny, a język natu­ral­ny dosko­na­le symu­lo­wa­ny, to gdzie leży war­tość lite­ra­tu­ry (przy zało­że­niu, że piszą ją wyłącz­nie ludzie)?

Redu­ko­wa­nie tema­tu lite­ra­tu­ry i AI do nie­spra­wie­dli­we­go zawłasz­cza­nia twór­czo­ści lite­rac­kiej przez fir­my budu­ją­ce duże komer­cyj­ne mode­le jest błę­dem. Pod­cho­dząc do tema­tu w ten spo­sób, sta­wia się w cen­trum AI, a nie lite­ra­tu­rę. To sztucz­na inte­li­gen­cja, a nie twór­czość ma tu coś do powie­dze­nia. Przy­cho­dzi mi na myśl wie­le zna­nych obra­zów, mogą­cych ilu­stro­wać takie podej­ście: rol­nic­two wiel­ko­ob­sza­ro­we, kopal­nie odkryw­ko­we z tym nie­sa­mo­wi­tym sprzę­tem, wycią­ga­ne z wody sie­ci peł­ne ryb, może też dłu­gie prze­my­sło­we kur­ni­ki. Dla wie­lu AI to aktyw­ne narzę­dzie kon­sump­cji i prze­twa­rza­nia, lite­ra­tu­ra to zasób, nie­mal natu­ral­ny.

Jed­nak wbrew pozo­rom bran­ża sztucz­nej inte­li­gen­cji jest na stra­co­nej pozy­cji wzglę­dem pisa­rzy i pisa­rek, nawet jeśli to prze­gra­na zło­dzie­ja, któ­re­mu uda­ło się poło­żyć łapę na boga­tych zaso­bach. Wciąż nie zagrzmia­ły trą­by i nie domknął się w chwa­le cykl baniek tech­no­lo­gicz­nych, więc nie jest nam do śmie­chu. Nie­licz­ni dosta­ją jakieś gro­sze za uży­cie wła­snych tek­stów, nie­uczci­wie prze­ję­tych do tre­no­wa­nia mode­li[8]. Księ­gar­nie inter­ne­to­we i biblio­te­ki zale­wa­ne są przez maszy­no­wo gene­ro­wa­ne powie­ści – już rok po ofi­cjal­nej pre­mie­rze ChatGPT Ama­zon musiał wpro­wa­dzić limi­ty publi­ko­wa­nia ksią­żek na swo­jej plat­for­mie sel­fpu­bli­shin­go­wej (do trzech na dzień!)[9]. Czy jed­nak któ­reś z tych zja­wisk mówi cokol­wiek o lite­ra­tu­rze? Czy wpły­wa na nią jakoś ina­czej niż przez pre­sję?

W zna­nym opo­wia­da­niu „Pier­re Manard, autor Don Kicho­ta” Bor­ges porów­nu­je dwa iden­tycz­ne frag­men­ty z czę­ści pierw­szej roz­dzia­łu dzie­wią­te­go tego dzie­ła. Jeden z nich pisa­ny jest przez Cervan­te­sa w XVII wie­ku, dru­gi – zupeł­nie nie-ana­chro­nicz­nie – wła­śnie przez Manar­da w pierw­szych latach XX wie­ku. Dru­ga, ale iden­tycz­na wer­sja, oce­nia­na jest przez nar­ra­to­ra wyżej – Manard pisze prze­cież Don Kicho­ta mając doświad­cze­nie histo­rii po Cervan­te­sie, a jego archa­izu­ją­cy styl „odzna­cza się pew­ną afek­ta­cją”, ina­czej niż codzien­ny hisz­pań­ski żoł­nie­rza-pisa­rza z Alca­li.

Humo­ry­stycz­ny para­doks tego opo­wia­da­nia może być źró­dłem pew­nej wizji lite­ra­tu­ry w „epo­ce sztucz­nej inte­li­gen­cji”, ponie­waż jest to tekst o powtó­rze­niach. Wyge­ne­ro­wa­ny przez AI frag­ment Annie Ernaux, Haru­ki Mura­ka­mie­go, D.W. Wal­la­ce­’a czy Geo­r­ge­’a Saun­der­sa[10], nawet iden­tycz­ny z tymi, jakie znaj­dzie­my w opu­bli­ko­wa­nych już dzie­łach tych auto­rów, jest inny. Tekst wyge­ne­ro­wa­ny przez AI nie jest tek­stem Manar­da, nie jest pisa­ny od zera i nie jest auten­tycz­ny. Jest jedy­nie bier­nym odbi­ciem praw­dzi­we­go tek­stu, wra­że­niem zło­żo­nym z praw­do­po­do­bieństw. Nawet jeśli ide­al­ną, to rekon­struk­cją.

W grud­niu zeszłe­go roku w „New Yor­ke­rze” Vau­hi­ni Vara, pisar­ka i dzien­ni­kar­ka tech­no­lo­gicz­na, pró­bo­wa­ła roz­po­znać zna­cze­nie eks­pe­ry­men­tu Cha­kra­bar­ty z klo­no­wa­niem lite­rac­kie­go sty­lu[11]. Osta­tecz­nie przy­ję­ła do wia­do­mo­ści wyso­ką sku­tecz­ność tego pro­ce­su, kie­dy jej zna­jo­mi mie­li pro­ble­my z pra­wi­dło­wą atry­bu­cją tek­stu wyge­ne­ro­wa­ne­go przez AI na pod­sta­wie jej pro­zy. Wyge­ne­ro­wa­ne przez Cha­kra­bar­tę prób­ki w sty­lu innych auto­rów i auto­rek były dla niej i innych czy­tel­ni­ków „moc­ne” i „poru­sza­ją­ce emo­cjo­nal­nie”. Auto­rzy, popro­sze­ni o komen­tarz, mie­li jed­nak inne zda­nie: „uzna­li swo­je odpo­wied­ni­ki AI za nie­prze­ko­nu­ją­ce; byli bar­dziej uważ­ny­mi czy­tel­ni­ka­mi wła­snych tek­stów niż kto­kol­wiek inny”, jako oso­by będą­ce źró­dłem wła­sne­go sty­lu dosko­na­le roz­po­zna­wa­ły, że mają do czy­nie­nia jedy­nie z wra­że­niem.

Vara nie mia­ła też pro­ble­mu z roz­bi­ciem ocze­ki­wań wobec takiej gene­ra­tyw­nej pro­zy. Nawet jeśli odpo­wied­nio wytre­no­wa­ny model potra­fi two­rzyć tek­sty, mogą­ce spra­wiać wra­że­nie autor­skich, w żaden spo­sób nie ozna­cza to, że potra­fi kon­stru­ować fabu­łę, posta­ci boha­te­rów, świat przed­sta­wio­ny. Wciąż ist­nie­je – jak pisze – ogrom­na prze­paść mię­dzy dobrym zda­niem a dobrą powie­ścią.

Posta­wa Vau­hi­ni Vary jest jed­nak eli­tar­na: to zna­na dzien­ni­kar­ka, publi­ku­ją­ca w czo­ło­wych cza­so­pi­smach, posia­da wypra­co­wy­wa­ne przez lata doświad­cze­nie i wraż­li­wość lite­rac­ką. Trud­no ocze­ki­wać, że będzie to posta­wa powszech­na na tyle, żeby kie­ro­wać tren­da­mi ryn­ku książ­ki. Wszy­scy zresz­tą chce­my ksią­żek tanich i dostęp­nych, naj­le­piej skro­jo­nych pod nasze ocze­ki­wa­nia emo­cjo­nal­ne i este­tycz­ne – póź­nym listo­pa­do­wym wie­czo­rem nie zawsze się chce iść na siłow­nię, cza­sem lepiej zamó­wić piz­zę. Jeśli styl lite­rac­ki jest tak łatwo kopio­wal­ny, a kosz­ty gene­ro­wa­nia tek­stów bli­skie zeru, nad­pro­duk­cja gene­ra­tyw­nych powie­ści i opo­wia­dań może real­nie wpły­nąć na sta­tus auto­rów na ryn­ku. Być może dzia­ła tu pra­wo dłu­gie­go ogo­na – kil­ka, kil­ka­na­ście best­sel­le­rów zbie­rze bar­dzo wyso­ką licz­bę czy­tel­ni­ków (a więc i kupu­ją­cych), ale całe tysią­ce, jeśli nie set­ki tysię­cy gene­rycz­nych tek­stów w sumie ścią­gnie więk­szość ruchu na ryn­ku. Pro­ces ten wzmoc­nić mogą w pew­nym momen­cie wydaw­nic­twa, jako przed­się­bior­stwa nasta­wio­ne na zysk szu­ka­ją­ce nie­ustan­nie opty­ma­li­za­cji kosz­tów i prze­rzu­ca­nia ich na kogoś inne­go. Tym kimś będą nie tyl­ko zna­ni lub mniej zna­ni pro­fe­sjo­nal­ni twór­cy, ale też całe milio­ny osób, któ­re napi­sa­ły kie­dyś cokol­wiek twór­cze­go w inter­ne­cie, do cze­go mogły dostać się scra­pe­ry zbie­ra­ją­ce dane tre­nin­go­we dla AI. Znów przy­po­mnieć moż­na tu meta­fo­rę kopal­ni czy upra­wia­nej eks­ten­syw­nie roli – lite­ra­tu­ra trak­to­wa­na jest w prak­ty­ce jako zasób natu­ral­ny.

Być może jed­nak, jak suge­ru­je Vara, oba­wy przed klo­na­mi lite­rac­ki­mi są wyra­zem tego, jak w Euro­pie czy na Zacho­dzie rozu­mie się czy­ta­nie i pisa­nie. Kie­dy lite­ra­tu­ra jest przede wszyst­kim spra­wą pry­wat­ną, maszy­no­we ata­ki na styl mogą budzić prze­ra­że­nie. Kolek­tyw­ne i wspól­no­to­we uję­cie lite­ra­tu­ry wła­ści­wie blo­ku­je myśle­nie o zdol­no­ści do symu­lo­wa­nia ludz­kiej twór­czo­ści. Mode­le AI cechu­je głę­bo­ka stron­ni­czość, a gene­ro­wa­ne przez nie fabu­ły i sty­le – wyso­ka gene­rycz­ność[12]. Zamiast kon­tek­stu, pro­fi­lo­wa­nia, ende­micz­nych doświad­czeń pra­cu­ją one na uśred­nio­nej wer­sji rze­czy­wi­sto­ści, podob­nie jak spo­le­gli­wi pisa­rze i pisar­ki. Jeśli kawiar­nia, to raczej taka z Nowe­go Jor­ku z jaz­zem w tle, jeśli miłość, to mię­dzy kobie­tą a męż­czy­zną, jeśli bab­cia ze wsi, to mądra życio­wo sta­ro­win­ka, cięż­ko doświad­czo­na i mówią­ca tro­chę jak mistrz Yoda. Tury­stycz­na wer­sja rze­czy­wi­sto­ści, któ­ra musi być opar­ta na wra­że­niach. Da się to też pięk­nie wyczuć na wizu­al­nych slo­pach AI.

Nie zmie­nia to jed­nak sytu­acji twór­ców, któ­rzy nie mogą liczyć na pod­mio­to­we trak­to­wa­nie. Jeśli lite­ra­tu­ra ma być – w prak­ty­ce – zaso­bem natu­ral­nym, to kon­takt z nią pole­gać musi przede wszyst­kim na eks­plo­ata­cji. Nie ma tu miej­sca na dzie­le­nia wło­sa na czwo­ro, roz­mo­wy o gra­ni­cach sty­lu lite­rac­kie­go, zapo­ży­cze­niach i pra­wie autor­skim. Przy­pra­wa musi pły­nąć.

Kon­se­kwen­cją tego jest jesz­cze głęb­sze „natu­ra­li­zo­wa­nie” lite­ra­tu­ry, któ­re da się roz­po­znać w nie­któ­rych komen­ta­rzach wokół wal­ki o pra­wa twór­ców. Jeśli lite­ra­tu­ra jest dobrem natu­ral­nym, to nie powsta­je w wyni­ku pra­cy, ale natchnie­nia. Nie ma w niej miej­sca na wysi­łek auto­ra czy autor­ki, jest raczej mecha­nicz­na pra­ca zwią­za­na z obrób­ką, fil­tro­wa­niem, pako­wa­niem do wysył­ki – taką pra­cę wyce­nia się nisko. Wyda­je mi się, że kon­se­kwen­cją odpusz­cze­nia praw twór­ców i twór­czyń wobec prze­my­słów AI jest zgo­da na roz­po­wszech­nia­nie tej nie­bez­piecz­nej here­zji. Łatwość repli­ka­cji sty­lu nicze­go nie dowo­dzi, może być jedy­nie narzę­dziem uży­cia.

AI będzie zawsze w tyle za ludz­ki­mi twór­ca­mi, w two­rze­niu-kopio­wa­niu nigdy nie osią­gnie sta­tu­su Manar­da. Dziś nie wpły­wa na lite­ra­tu­rę, cho­ciaż pod­ko­pu­je mate­rial­ny wymiar jej funk­cjo­no­wa­nia i swo­imi wytwo­ra­mi kon­ku­ru­je o uwa­gę z czy­tel­ni­ka­mi. Lite­ra­tu­ra, z defi­ni­cji zawsze ludz­ka, nie jest jed­nak bier­nym zaso­bem, raczej warun­kiem funk­cjo­no­wa­nia AI w twór­czym pisa­niu: źró­dłem nie­zbęd­nych praw­do­po­do­bieństw, auten­tycz­no­ści, doświad­czeń rze­czy­wi­sto­ści i praw­dzi­wej loso­wo­ści. Wciąż celem tek­stów gene­ro­wa­nych przez AI jest jedy­nie spra­wia­nie wra­że­nia, że zosta­ły napi­sa­ne przez czło­wie­ka. Nic ponad­to, dla­te­go już czas rady­kal­nie zmie­nić spoj­rze­nie, wyso­ko pod­nieść gło­wę i poka­zać faka, joł mada­fa­ka[13].


Przy­pi­sy:

[1] Sam Alt­man, https://x.com/sama/status/1899535387435086115, 11.03.2025 (https://archive.is/EsmLb)
[2] Vau­hi­ni Vara, What If Readers Like A.I.-Generated Fic­tion?, „New Yor­ker”, 20.10.2025, https://www.newyorker.com/culture/the-weekend-essay/what-if-readers-like-ai-generated-fiction.
[3] Yutao Wu et al., Pape­rAsk: A Bench­mark for Relia­bi­li­ty Eva­lu­ation of LLMs in Paper Search and Reading (2025), https://doi.org/10.48550/arXiv.2510.22242
[4] Tuhin Cha­kra­bart et al., Readers Pre­fer Out­puts of AI Tra­ined on Copy­ri­gh­ted Books over Expert Human Wri­ters (2025), https://arxiv.org/abs/2510.13939.
[5] Cyta­ty na temat defi­ni­cji sty­lu zaczerp­ną­łem z opra­co­wa­nia Tere­sy Sku­ba­lan­ki О defi­ni­cjach sty­lu, „Sty­li­sty­ka”, 1995, 4, 7–23.
[6] Piotr Sadzik, Gry pozo­rów, „Dwu­ty­go­dnik”, 432/2026, https://www.dwutygodnik.com/artykul/12327-gry-pozorow.html.
[7] Karo­li­na Rud­nic­ka, Each AI Chat­bot Has Its Own Distinc­ti­ve Wri­ting Style—Just as Humans Do, „Scien­ti­fic Ame­ri­can” (2025), https://www.scientificamerican.com/article/chatgpt-and-gemini-ai-have-uniquely-different-writing-styles
[8] AI star­tup Anth­ro­pic agre­es to pay $1.5bn to set­tle book pira­cy law­su­it, „Guar­dian”, 05.09.2025, https://www.theguardian.com/technology/2025/sep/05/anthropic-settlement-ai-book-lawsuit.
[9] Ella Cre­amer, Ama­zon restricts authors from self-publi­shing more than three books a day after AI con­cerns, „Guar­dian”, 20.09.2023, https://www.theguardian.com/books/2023/sep/20/amazon-restricts-authors-from-self-publishing-more-than-three-books-a-day-after-ai-concerns.
[10] To nie­któ­rzy z auto­rów, któ­rych tek­sty symu­lo­wa­no w eks­pe­ry­men­cie Cha­kra­bar­ty.
[11] Vau­hi­ni Vara, op. cit.
[12] Jill Wal­ker Ret­t­berg et al., AI-gene­ra­ted sto­ries favo­ur sta­bi­li­ty over chan­ge: homo­ge­ne­ity and cul­tu­ral ste­reo­ty­ping in nar­ra­ti­ves gene­ra­ted by gpt-4o-mini (2025), https://doi.org/10.48550/arXiv.2507.22445.
[13] Kon­se­kwen­cją maszy­no­we­go uśred­nia­nia sty­lu jest brak prze­strze­ni na takie nie­spo­dzian­ki. Nie tyle w fabu­le, bo nie­raz mogą być one kon­se­kwen­cją wybra­ne­go gatun­ku (hor­ror czy cre­epy­pa­sta), ale w języ­ku. Bada­nia poka­zu­ją, że duże mode­le języ­ko­we nie nada­ją się do pisa­nia poezji, ponie­waż pro­po­no­wa­ny przez nie język jest zbyt oczy­wi­sty, domknię­ty i dosłow­ny, zob. Olga Vech­to­mo­va, Betwe­en Pre­dic­ta­bi­li­ty and Ran­dom­ness: Seeking Arti­stic Inspi­ra­tion from AI Gene­ra­ti­ve Models (2025), https://doi.org/10.48550/arXiv.2506.12634.