debaty / ankiety i podsumowania

Pomiędzy intymnością a wspólnotą

Inga Iwasiów

Głos Ingi Iwasiów w debacie „Granice literatury”.

strona debaty

Gdzie dziś kończy się literatura? Wprowadzenie do debaty „Granice literatury”

Lite­ra­tu­ra nade wszyst­ko

Wpa­tru­ję się w pro­wi­zo­rycz­ną opo­zy­cję zapro­jek­to­wa­ną wymy­ślo­nym kil­ka mie­się­cy temu tytu­łem i oczy­wi­ście widzę, że jest fał­szy­wa. Być może dało­by się dowo­dzić, że pry­wat­ność lek­tu­ry prze­czy jej wspól­no­to­wo­ści, ale skąd się tu wzię­ła intym­ność? Praw­do­po­dob­nie z samej lite­ra­tu­ry, poka­zu­ją­cej akt czy­ta­nia jako czu­łą rela­cję. Tak ją rozu­miał Jan Błoń­ski, namięt­ny czy­tel­nik, któ­re­go zbiór kry­tycz­no­li­te­rac­ki Romans z tek­stem uka­zał się w 1981 roku, w cza­sach pano­wa­nia lite­ra­tu­ry wyso­kiej, papie­ru i bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu. Bli­ska rela­cja z dzie­łem warun­ko­wa­ła two­rze­nie sie­ci z inny­mi czy­ta­ją­cy­mi, wyzna­ją­cy­mi podob­ne war­to­ści lub sto­su­ją­cy­mi podob­ną, ści­śle okre­ślo­ną meto­dę. Janusz Sła­wiń­ski, inny wpły­wo­wy czy­tel­nik tam­tych cza­sów, z mor­der­czo ści­słej meto­do­lo­gii uczy­nił war­tość dostęp­ną wybra­nym, podob­ną w tym do losu. Wspól­no­tę mogli two­rzyć ci, któ­rzy zna­li teo­rię i umie­li ją zasto­so­wać. Two­rze­niem warun­ków uczest­nic­twa w kul­tu­rze zaj­mo­wa­ła się socjo­lo­gia, bada­ją­ca insty­tu­cje uko­rze­nio­ne w XIX wie­ku: wydaw­nic­twa, cza­so­pi­sma, biblio­te­ki, pro­gra­my szkol­ne. Błoń­ski mógł nie zno­sić kul­tu­ry popu­lar­nej, zwa­nej za Anto­ni­ną Kło­skow­ską „tą trze­cią”. Przy­po­mnę: pierw­szą była wyso­ka, dru­gą ludo­wa. Trze­cia ist­nia­ła jako bocz­ny nurt, a jej eks­pan­sję w nowo­cze­snym spo­łe­czeń­stwie zapew­ni­ły media maso­we. W cza­sach moich polo­ni­stycz­nych stu­diów sys­te­ma­tycz­ne podej­ście, facho­we słow­nic­two, prze­ko­na­nie o wyjąt­ko­wo­ści bada­nych obiek­tów este­tycz­nych czy­ni­ły z lite­ra­tu­ro­znaw­stwa naukę rów­ną ści­słym. Czy­ta­nie obec­ne­go kla­sy­ka, Gom­bro­wi­cza, ucho­dzi­ło za wol­no­ścio­we z wychy­le­niem ku anar­chii. Gra­ni­ce posze­rza­li­śmy, oma­wia­jąc pokre­wień­stwo sztuk, inter­tek­stu­alizm i adap­ta­cje. Lite­ra­tu­ra nie mia­ła gra­nic w tym sen­sie, że oświe­tlać nam mogła wszyst­ko, każ­de życio­we i histo­rycz­ne zda­rze­nie; obra­zy, odczu­cia, poli­ty­kę, zja­wi­ska przy­rod­ni­cze, natu­rę czło­wie­ka. Mia­ła nie­ogra­ni­czo­ne kom­pe­ten­cje sądze­nia, prze­ni­ka­ła świat. Musia­ła tyl­ko speł­nić warun­ki lite­rac­ko­ści, o któ­re wiel­cy spie­ra­li się w książ­kach, a my na ćwi­cze­niach, zgod­ni w jed­nej kwe­stii: bez upo­rząd­ko­wa­nia nad­da­ne­go, ter­mi­nu wpro­wa­dzo­ne­go przez filo­zo­fów szko­ły lwow­sko-war­szaw­skiej, nie ma sztu­ki, jeste­śmy więc odpo­wie­dzial­ni za ruch inter­pre­ta­cji, doda­je­my swo­je odczy­ta­nia do wiel­kie­go rezer­wu­aru inter­pre­ta­cji. Przed­miot imma­nent­ny zaś, jeśli nie zawie­ra miejsc nie­do­okre­śle­nia, nie nale­ży do pola sztu­ki. Decy­du­je bowiem wyko­na­nie, temat jest dru­go­rzęd­ny. Ame­ry­kań­ski teo­re­tyk Harold Blo­om nie uzna­wał twór­czo­ści kobiet za dość waż­ną, by otwie­rać dla niej kanon. Nie uczest­ni­czy­ła w ago­nie i wyra­ża­ła sta­ny emo­cjo­nal­ne twór­czyń, zamiast wcho­dzić w wiel­ki dia­log poko­leń.

Roz­sze­rze­nie

Dziś tam­to myśle­nie uzna­je­my za ogra­ni­cza­ją­ce, hie­rar­chicz­ne. Tym­cza­sem aka­de­mic­kich kry­ty­ków zastą­pi­li spraw­ni inwe­sto­rzy. To oni likwi­du­ją nie­do­okre­śle­nia, zago­spo­da­ro­wu­ją każ­de nad­da­nie. (Brak) gra­nic lite­ra­tu­ry ma trzy zna­cze­nia. Po pierw­sze kon­ser­wa­tyw­ne, uzna­ją­ce sło­wo za pry­mar­ne wobec wszyst­kich innych aktyw­no­ści. Po dru­gie trans­for­ma­cyj­ne, sku­pio­ne na pozy­ty­wach demo­kra­ty­za­cji twór­czo­ści i repre­zen­ta­tyw­no­ści nar­ra­cji. Po trze­cie ryn­ko­we, bazu­ją­ce na sprze­da­ży.

Sama jestem pod­mio­tem zmą­co­nym, gdy myślę o gra­ni­cach lite­ra­tu­ry. Każ­dy argu­ment wywo­łu­je reak­cję: „tak, ale”.

Toż­sa­mość

W powie­ściach osób queero­wych i femi­ni­stek czę­sto wystę­pu­je motyw doko­na­ne­go w publicz­nej biblio­te­ce odkry­cia ksią­żek zawie­ra­ją­cych doświad­cze­nia podob­ne do ich wła­snych. Ukrad­ko­we czy­ta­nie z dala od cen­zu­ry rodzin­nej, reli­gij­nej i szkol­nej jest z pew­no­ścią intym­ne, ale roz­po­czy­na odtwa­rza­nie wspól­no­ty. Toż­sa­mo­ścio­wy wymiar kul­tu­ry miał swo­je dru­gie odkry­cie, po tym, gdy zakwe­stio­no­wa­ny został jej mono­li­tycz­ny cha­rak­ter. W Pol­sce rzecz była (i znów jest) o tyle trud­na, że toż­sa­mość rozu­mia­no od XIX wie­ku jako opór prze­ciw temu, co jej zagra­ża – najeźdź­com, zabor­com, oku­pan­tom, ide­olo­gii – beto­nu­jąc jej nor­mę. Ist­nia­ła jed­na, opo­zy­cyj­na wobec zewnętrz­ne­go zła, ide­al­na pol­ska wspól­no­ta, we wła­snym micie pięk­nie róż­no­rod­na. Roz­sz­czel­nie­nie mono­li­tu, usły­sze­nie wie­lo­gło­su, prze­cho­dze­nie od pry­wat­no­ści do kon­ste­la­cji gru­po­wych trwa­ło kil­ka dekad. Zmie­nia­ło się w tym cza­sie wszyst­ko. Tech­no­lo­gia i język, komu­ni­ka­cja i samo­wie­dza. Jesz­cze raz przy­po­mnę XX wiek: gdy wcho­dził inter­net, wią­za­no z nim nadzie­je nie tyl­ko na szyb­ką komu­ni­ka­cję, ale i na demo­kra­ty­za­cję kul­tu­ry. O zabra­niu gło­su mia­ły decy­do­wać pod­mio­ty wypchnię­te poza cen­tra­li­stycz­nie zor­ga­ni­zo­wa­ne obie­gi. Dys­try­bu­cję gło­su przej­mo­wa­no od cza­so­pism, wydaw­nictw, kry­ty­ków. Nadzie­je speł­ni­ły się, ale w inny spo­sób niż zakła­da­no, nie potra­fiąc osza­co­wać wpły­wu kapi­ta­li­zmu. Na szczę­ście opór jest sta­łą antro­po­lo­gicz­ną, więc nie wszyst­ko bez resz­ty uda­ło się uto­wa­ro­wić.

Obro­na pola

O gra­ni­cach lite­ra­tu­ry roz­ma­wia­my zwy­kle po to, by zadać sobie pyta­nie, czy jest waż­na. Dowo­dy na jej zna­cze­nie znaj­du­je­my wów­czas w eks­pan­sji na przy­le­głe tery­to­ria. Mamy więc nie tyl­ko książ­ki, lecz i plat­for­my pisar­sko-czy­tel­ni­cze; nie tyl­ko lek­tu­ry szkol­ne, lecz i best­sel­le­ry; nie tyl­ko tra­dy­cyj­ne gatun­ki, lecz i takie, któ­re nie ist­nia­ły deka­dę temu. Orto­dok­syj­ne podej­ście do kul­tu­ry jest ele­men­tem sta­łej kry­ty­ki, ale w deba­cie „Gdzie dziś koń­czy się lite­ra­tu­ra” poja­wia­ją się stwier­dze­nia, z któ­rych wyni­ka, że nigdzie, ponie­waż język ma bez­kon­ku­ren­cyj­ną moc kre­owa­nia świa­tów. Lite­ra­tu­ra prze­trwa więc, ewo­lu­ując w coś, cze­go jesz­cze nie zna­my, zacho­wu­jąc rdzeń, ślad poprzed­niej for­ma­cji. Z tym że więk­szość z nas wie­rzy albo w trwa­łość książ­ki i autor­stwa , albo w ich rychły koniec.

Znie­sie­nie podzia­łów w imię two­rze­nia wspólnot

Wróć­my do zwro­tu toż­sa­mo­ścio­we­go. Jed­ną z jego kon­se­kwen­cji była rezy­gna­cja z pod­le­ga­ją­ce­go war­to­ścio­wa­niu podzia­łu na kul­tu­rę wyso­ką i popu­lar­ną. Toż­sa­mo­ści i wspól­no­ty nie kle­ją her­me­tycz­ny język, mistrzo­stwo poetyc­kie, awan­gar­do­wość. Inklu­zyw­ność wyłą­cza eks­klu­zyw­ność. Przy­stęp­ność zwięk­sza siłę oddzia­ły­wa­nia. Nikt nie powi­nien za nas decy­do­wać o pry­wat­nych wybo­rach fil­mu na wie­czór. Nie­ste­ty wie­my, że nasze decy­zje nie są auto­no­micz­ne, ich zakres wyty­cza rynek, kapi­tał zaś ma zna­cze­nie poli­tycz­ne.

Wylo­go­wa­nie ku wol­no­ści

Naj­czę­ściej ordy­no­wa­ne w tej sytu­acji stra­te­gie opo­ru zakła­da­ją rezy­gna­cję z wydol­no­ści. W polu lite­rac­kim mogą­cą ozna­czać wylo­go­wa­nie się, spo­wol­nie­nie, pisa­nie i czy­ta­nie poza tren­da­mi, celo­wo nie­uda­ną eks­pre­sję. Spon­ta­nicz­ne spi­sy­wa­nie wra­żeń i ogła­sza­nie ich przed małą publicz­no­ścią. Jak trud­no zasto­so­wać te wska­zów­ki i kie­dy wyłą­cza­ją logi­kę kapi­ta­li­zmu – nie wiem. Są jed­nak odgry­wa­ną w pętli cele­bra­cją nadziei wol­no­ścio­wych, o któ­rych trud­no mówić nie popa­da­jąc w banał.

Per­for­mo­wa­nie lite­ra­tu­ry

Per­for­mo­wa­nie lite­ra­tu­ry, obec­ne w teatrze, fun­fi­kach i współ­pra­cy z AI łączy emo­cjo­nal­ne ze spo­łecz­nym; intym­ne ze wspól­no­to­wym. Eta­py przy­go­to­wa­nia spek­ta­klu post­dra­ma­tycz­ne­go, cosplay, slam, kon­cy­po­wa­nie promp­tów są bli­skie cia­łu i emo­cjom. Skła­da­ją się z oso­bi­stych histo­rii osób aktor­skich, szy­cia kostiu­mów, się­ga­nia do wła­snych zaso­bów pamię­cio­wych i zano­to­wa­nych w tele­fo­nie wier­szy. Moż­na by je było „zała­do­wać” z goto­wych matryc, kupić, sko­pio­wać, jed­nak wybie­ra­my ryzy­ko oso­bi­ste, pre­zen­ta­cję nie­go­to­wych wer­sji tek­stów, czyn­no­ści bli­skie rze­mio­słu. Podob­nie dzia­ła­ją klu­by czy­tel­ni­cze. Ich sta­ro­świec­ka for­mu­ła, uję­ta dziś we wskaź­ni­ki pomia­ru czy­tel­nic­twa, trans­por­tu­je intym­ność aktu czy­ta­nia do miej­sca roz­mo­wy na temat odczuć. Ten sta­ry wzór cie­szy się spo­rym zain­te­re­so­wa­niem, choć nie ma osią­gów podob­nych do wejść na kana­ły książ­ko­we Tik-Toka. Czy skoń­czy się wraz z odej­ściem dzi­siej­szych doro­słych i eme­ry­tów? Przy­szli doro­śli i eme­ry­ci uczest­ni­czą w kul­tu­rze na swo­ich zasa­dach, ale prze­cież nie moż­na wyklu­czyć mixu gru­py rekon­struk­cyj­nej z gru­pą poetyc­ką. AI z natchnie­niem. Pro­duk­cji popu­lar­nej z pro­gra­mem pła­ce­nia za jako­ścio­we pro­jek­ty.

Wnio­ski zmącone

Nie wszyst­ko jest lite­ra­tu­rą, nawet jeśli peł­ni jej funk­cję i zaspo­ka­ja real­ne potrze­by, ale nie wybu­du­je­my tamy prze­ciw roz­le­wa­niu się form, któ­re nie pasu­ją do naszych defi­ni­cji. Prak­ty­ko­wa­nie intym­ne­go bycia w lite­ra­tu­rze, two­rze­nie wspól­not, miejsc schro­nie­nia dla sie­bie i innych pozwa­la­ją son­do­wać stan obec­ny i deli­kat­nie pro­gno­zo­wać cią­gi dal­sze.

O AUTORZE

Inga Iwasiów

Profesorka Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawczyni, krytyczka literacka, poetka i prozaiczka. W latach 1999–2012 redaktorka naczelna Szczecińskiego Dwumiesięcznika Kulturalnego „Pogranicza”. Pomysłodawczyni oraz była przewodnicząca kapituły Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej dla Autorki Gryfia, zasiada w kapitule Poznańskiej Nagrody Literackiej im. A. Mickiewicza. Członkini jury Nagrody Literackiej Nike, prezeska Polskiego Towarzystwa Autobiograficznego. W pracy naukowej specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu historii literatury polskiej, historii literatury XX wieku i teorii literatury. Odznaczona Brązowym Krzyżem Zasługi (2001) oraz Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005). W 2010 roku została uhonorowana tytułem Ambasadora Szczecina. Wyróżniona Nagrodą Artystyczną Miasta Szczecin (2008) i Zachodniopomorskim Noblem (2009).