recenzje / IMPRESJE

Pamiętliwa, pytająca, doraźna

Adam Pluszka

Recenzja Adama Pluszki z książki Wspomnienia z poezji nowoczesnej Zbigniewa Macheja.

Machej__Okladka_2005_Wspomnienia_z_poezji_nowoczesnej Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

1

Pamiętam, że ktoś mi powiedział – wspomnienia zależą od intensywności. A może gdzieś to przeczytałem. To również może być tak zwana prawda, za przeproszeniem, ogólnoludzka. Widocznie nie było to na tyle mocne wspomnienie, żeby być teraz pewnym. Stąd myśl, że intensywność nie zależy chyba od niczego, na co miałoby się wpływ. W gruncie rzeczy, kto wie, czy nie zależy od świeżości doznań, albo od czystości tabuli w głowie. Nie jestem pewien, ale pamiętam, że kiedy czytałem nową książkę Zbigniewa Macheja otworzyła się przede mną furtka, o której myślałem, że jest zamknięta, albo, że jej dawno już nie ma, że zarośnięta bluszczem. Takie drzwiczki jak w Tajemniczym ogrodzie Frances Hodgson Burnett, za którymi można odnaleźć rzeczy dawno zapomniane. Bardzo ciekawe doznanie, książka Macheja jako zwornik. Od tego się zaczyna we Wspomnieniach z poezji nowoczesnej. Od zwornika. I nawet nie chodzi o rzeczy, z którymi można się identyfikować, ile raczej o punkt wyjścia. Czyta się taki oto fragment:

Pamiętam, że dwujęzyczny wybór poezji Eliota
ukazał się jakoś jesienią 1978 roku
w Wydawnictwie Literackim w Krakowie.
Zresztą, łatwo to sprawdzić, wystarczy zajrzeć
do metryczki tej książki, gdzie podano
– bo taki był wtedy zwyczaj – całą chronologię
jej produkcji: (…)

A jesień owego roku była dla Polaków
wielce osobliwa.

(T.S. Eliot)

Więc kiedy czyta się taki fragment, spogląda się na swoją biblioteczkę i myśli o własnej historii i historii książek na regałach. Czy każda będzie miała coś pod skórą? Różnie może być z weryfikacją. Pamięć krótkotrwała przeznaczona jest do odbierania impulsów ze świata zewnętrznego i przetrawiania ich na te, które zapamiętamy i te, które nie bardzo. Po takiej weryfikacji, sytuacje i rzeczy, które naszej pamięci krótkotrwałej wydają się najmniej istotne czy intensywne właśnie, od razu zostają zapomniane i wyrzucone. Reszta wędruje powoli do pamięci długotrwałej. Stamtąd też czerpie się wiadomości o otaczającym świecie. Nie od dziś wiadomo, że wyobrażenie jest obrazem. Pamięć skupia się na obrazach i wyobrażeniach, na emocjach, które pamiętamy. Pamięć długotrwała tworzy nas i nasz świat. Pamięć długotrwała zbawia narody. Z pamięcią długotrwałą nigdy nie można się rozstać, chyba, że mechanicznie. Pamięć długotrwała lepsza od wódki i papierosów. Mniej więcej.

„Pamiętam, że” tak właśnie Georges Perec otwierał każde z ponad czterystu zdań swojej książki Pamiętam, panicznie bojąc się zapomnienia. I podobnie u Macheja, rzecz nie w historycznych wydarzeniach, o których nie sposób nie pamiętać, ale w osobistym epicentrum, antropocentryzmie jednostki, osobnej historii, która nie zapisana uleci.


2

Kto to jest Zbigniew Machej? Czy to poeta, tłumacz poezji czeskiej i amerykańskiej? Kto wie, gdzie się urodził i kiedy? I czy w Cieszynie w 1958 roku? Jakie szkoły kończył i czy studiował religioznawstwo i filologię polską na UJ? Jakich miał mistrzów? Rimbauda? Apollinaire’a? Pascala? Baudelaire’a? Majakowskiego? T.Rex? T.S. Eliota? Pounda? Pendereckiego? Cendrasa? Kazantzakisa? Mickiewicza? Ważyka? Jakich nie? I w ogóle, czy miał jakichkolwiek pomimo wyliczonych? Kiedy debiutował i czy aby nie był to 1984 rok? I która to jego książka? Może ósma? A może nie, zważywszy, że Śpiąca muza i Wiersze dla moich przyjaciół ukazały się również razem jako Dwa zbiory wierszy (Puls 1990)? Czy ktoś pamięta wszystkie tytuły? Czy pierwsza to Smakosze, kochankowie i płatni mordercy (Czytelnik 1984)? Druga Śpiąca muza (Oficyna Literacka 1988)? A czy trzecia ukazała się w tym samym roku i ma tytuł Wiersze dla moich przyjaciół (Biblioteka Miesięcznika Małopolskiego 1988)? Czy kolejna to Trzeci brzeg (Oficyna Literacka 1992)? A piąta to Legendy praskiego metra (Obserwator 1996)? Czy Kraina wiecznych zer (Biuro Literackie Port Legnica 2000) jest książką szóstą? I czy siódmą jest Prolegomena. Nieprzyjemne wiersze dla dorosłych (Biuro Literackie Port Legnica 2003)? I dlaczego ostatnia książka dzieli się na trzy części? I dlaczego część druga złożona jest niemal z samych pytań? I dlaczego o Karpowicza? Dlaczego pierwsza część nawiązuje do Pereca? Czy Machej, jak Perec, chce być głosem pokolenia, ocalając drobiazgi? Czy bardziej jest to osobista wycieczka w rejony młodości? I czy ma to większe znaczenie? „Bo jak się teraz czyta teraźniejsze wiersze? / I jak się teraz pisze o teraźniejszej poezji? / I kto ją czyta? Kto o niej mówi? I kto / tego słucha? Komu to się wciska? Kto to kupuje?” (Kwestionariusz Karpowiczowski). Czy twórczość Macheja należy do najciekawszych zjawisk we współczesnej polskiej poezji? I czy przedstawiany zbiór jest reprezentatywnym przykładem? I czy zdaniem Tadeusza Różewicza Machej to „jeden z nielicznych poetów, którzy potrafią zmieścić humor w liryce”? A może erotyzm, jak wskazuje Henryk Bereza? Ale – co jest ważniejsze – zbawiać, zbaczać czy zabawiać? I kto na tym korzysta? A jeśli nie skorzysta, czy ktokolwiek straci? I co bardziej przemawia – zaduma czy krotochwila? I w końcu kto wypełni Kwestionariusz Karpowiczowski? I czy powstanie poemat korelatywny o nieobliczalnych możliwościach? I co na to autor? I dlaczego nie?


3

Ostatnia część Wspomnień z poezji nowoczesnej ma tytuł Siedem wierszy niemal aktualnych (z 2003 roku). Na aktualności od razu autor każe się skupiać, za motto do wiersza Na cześć Księdza Baki dając fragment z „Gazety Wyborczej”. Nie bez ironii, oczywiście. Dalej można znaleźć: Czyś ty Rymkiewicz? i Baltic Sky. Ostatni odwołuje się do gorącego lata, kiedy do naszych wód terytorialnych przybił holenderski statek-klinika „Langenort”. A mnie bardzo zastanawia, na ile aktualność i dokumentalność w poezji się sprawdza. Paweł Lekszycki napisał kiedyś tomik Wiersze przygodowe i dokumentalne i przywołuję to tylko li i wyłącznie na zasadzie biegunowości podejścia. Obaj mają kompletnie różne stanowisko wobec materii. Niemniej czytając ostatnią część książki Macheja doświadczał mnie niepokój. A nawet niepokoi kilka. Najpierwszy – ile poezja Macheja przetrwa, jeśli zasadzona jest w tak konkretnym miejscu i czasie wydarzeń. Jeśli jest świadectwem, to czego? Ale ten niepokój szybko minął, dzięki drugiemu dnu widocznym w zadziorności „żeby się tego czepiać / trzeba być Machejem” (Na cześć Księdza Baki). Poprzez konkret, codzienność Zbigniew Machej wiedzie czytelników do dalszych wniosków i nagle okazuje się, że ta poezja może być świadectwem stanu tego kraju. Polski w sensie: „(…) Możliwe jest / nawet przeszukanie jednostki, / chociaż ten statek to kawałek / masy krytycznej obcego państwa. / Daleka jest jednak droga / od postępowania sprawdzającego / użycie środków antykonfekcyjnych / do przeszukania postseksualnego. / W dodatku dla wielu urzędników / i funkcjonariuszy może to być / droga usłana różańcami, / ponieważ gin nie jest u nas / formalnie zabroniony, / a ekologia cieszy się nawet / dyskretnym poparciem władz.” (Baltic Sky). Stosując ironię i zgryźliwość Machej strąca także z koturnowości bogobojne podejście do Zagajewskiego, Miłosza, Szymborskiej czy Krynickiego. Najpierwszy minął, ale drugi niepokój został: czy to się uda? Niepokój tym silniejszy, że podbudowany deklaracją, manifestem niemal: „Trzeba z żywymi… / Po życie nowe… / Po co powtarzać rymy jałowe? // Nowy i wolny, / silny i zwarty – / dziś tylko taki / wiersz jest coś warty” (Czyś ty Rymkiewicz?). I czy odpowiedzią jest tuż za manifestem zamieszczony Kokiet z Jarzyn? Czyli purnonsensowe odwołanie do propagowanych przez Barańczaka przekładów poezji anglojęzycznej. Owszem, otwiera to nowe podejście do języka i wskazuje na mistrzowskie posługiwanie się Macheja słowem, ale czy niepokój mój mam uśmierzyć świadomością, że tylko ten typ poezji swawolnej i lingwistycznej jest nowym i wolnym, silnym i zwartym coś wartym wierszem? „Od czasów opozycji korniszońskiej / przed okrągłym stołem / Przefasolony Cukinista / tylko pomidorywczo ogórkiwał / w brukselskich kapuściznach. / Na co dzień antyszambrował / w stołecznych kalafiordach / i fermentolił bez przybrania, / stale mieszając na dużym ogniu”. (Kokiet z Jarzyn). W podziwie dla maestrii Zbigniewa Macheja, niepokój pozostał, zagłuszony wprawdzie świetną zabawą wynikającą z lektury książki, ale pozostał. I pewnie miał pozostać.

O AUTORZE

Adam Pluszka

Urodzony w 1976 roku. Poeta, prozaik oraz krytyk literacki i filmowy. Mieszka w Warszawie.

powiązania