recenzje / IMPRESJE

Pragnienie zespolenia. Kilka uwag o wierszach Eiléan Ní Chuilleanáin

Michał Piętniewicz

Esej Michała Piętniewicza towarzyszący premierze książki Sześć poetek irlandzkich w wyborze i przekładzie Jerzego Jarniewicza.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Wybór wierszy irlandzkiej poetki Eiléan Ní Chuilleanáin (tłumaczenie: Jerzy Jarniewicz) sprawia wrażenie rozproszonego, nie kryjącego w sobie żadnej osi, który by mogła posłużyć za ramy problematyzacji. Jest to jednak tylko wrażenie. To prawda, że układ wierszy sprawia wrażenie przypadkowego, jednak ta przypadkowość kryje w sobie przemyślany zamysł, który tworzy dobrze skonstruowaną, poetycką całość.

Można w tym wyborze wyodrębnić kilka osi problematyzacji, które nawzajem na siebie zachodzą, krzyżują się i z siebie wynikają. Pierwszą oś, która sprawia wrażenie rzucającej się w oczy, nazwę osią pamięci.

Ní Chuilleanáin próbuje w swoich wierszach przywołać miniony świat. Jest to świat, który należy do przeszłości, która jak sądzę, nie może zostać odzyskana inaczej niż poprzez przywołanie jej w tekście. Podmiot tych wierszy należy do określonego czasu, który minął, którego związki z teraźniejszością wygasły. Przywołanie go ma na celu ożywienie minionego czasu, sprawienie, że na nowo zadomowi się on w teraźniejszości. Tę próbę można interpretować jako Heideggerowskie wezwanie “ja”, które jest już nieobecne, ale którego istnienie w przeszłości w sposób ukryty i niejawny konstytuuje byt teraźniejszy. Owo przywołanie jest również próbą dokopania się do tego “ja”, które przepadło, przestało istnieć, próbą, którą ma na celu jego regenerację i ponowną reintegrację z “ja” obecnym. Poprzez przeszłość, która jest palimpsestem, poprzez kolejne warstwy i zwoje czasu, następuje próba ponownego wejścia w “starą skórę”, co jest równoznaczne z ponownym narodzeniem się, zmartwychwstaniem nowego człowieka, który ponownie przemyślał i zrozumiał swoją przeszłość. Mówi o tym pierwszy wiersz z cyklu, który ma tytuł “Mycie”:

Zmyj człowieka z ziemi; zedrzyj
Ludzką skorupę.
Dwadzieścia stóp w głąb jest gęsta, zimna ziemia,
Taka czysta.

Odzyskanie swojego “ja” i ponowna jego reintegracja dokonuje się tutaj poprzez akt oczyszczenia z czegoś, co nazwałbym “zmazą przeszłości” (idąc za tropem symbolicznego myślenia Paula Ricoeura – “symbol daje do myślenia”) albo też “skazą przeszłości”, z którą trzeba się uporać, aby doświadczenie świata stało się “czyste” w sensie harmonijnego współegzystowania “ja” przeszłego, które jest przywoływane i “ja” obecnego, które przywołuje do zaistnienia przeszłość.

Przeszłość jest przywoływana w przestrzeni całego wyboru wierszy. Jest obecna jako próba odnowienia kontaktu z tym, co było, a już nie jest. Dlatego nosi znamiona pewnego egzystencjalnego bólu. Podmiot sprawia wrażenie rozdartego między przeszłością, która już się dokonała, a teraźniejszością, która swojego desygnatu i utrwalenia szuka w tekstowym zapisie.

Słowo “tekst” powinno być raczej zastąpione słowem “język”, ponieważ ta poezja istnieje silnie w żywiole języka. I właśnie kwestię języka podejmuję jako kolejną oś problematyzacji.

Wiersze Ní Chuilleanáin istnieją silnie w żywiole języka. Ten język jest precyzyjny, sprawia, że czytelnik ma wrażenie obcowania z namacalnym konkretem, z przedmiotem, który jest opisany w sposób plastyczny. Sporą rolę, związaną z plastycznością z tych wierszy, odgrywa problem zmysłowości, który z kolei (choć to uproszczenie) jest charakterystyczny dla pewnego rodzaju liryki kobiecej. Drobiazgowość w przedstawianiu świata, uważne jego badanie przy pomocy narzędzi języka przywodzą tutaj na myśl polski odpowiednik tego rodzaju obrazowania poetyckiego w osobie takich poetek jak Marzanna Bogumiła Kielar czy Julia Fiedorczuk.

W swojej pracy Melancholii w poezji polskiej po 1989 roku Alina Świeściak określiła poezję wyżej wymienionych poetek jako melancholijną w sensie przepracowywania straty, która boli – w tym sensie Kielar i Fiedorczuk lokują się w planie melancholii pojmowanej jeszcze w sposób tradycyjny, jako przepracowywanie braku, który boli. Brak, który nie boli, strata, która jest naturalną konsekwencją języka opartego na źródłowym “braku” (w sensie Blanchotowskim), jest cechą melancholii w sensie ponowoczesnym. Brak nie jest tutaj deficytem, ale naturalnym stanem języka, który zmierza do oddania owego braku w zapisie poetyckim. Brak jest tutaj wartością niedeficytową.

Ní Chuilleanáin lokuje się raczej po stronie braku pojmowanego w kategoriach egzystencjalnych, braku, który dotkliwie daje o sobie znać, braku, który jest stratą pojmowaną w sensie deficytu. Przywołanie owego braku, który realizuje się tutaj na planie próby reintegracji dawnego “ja” z “ja” obecnym nie jest jednak sztuką dla sztuki, nie polega na solipsystycznym i masochistycznym upajaniem się owym brakiem, co może prowadzić ku zatracie i samounicestwieniu swojego poetyckiego “ja”. Brak, który przywołuje Ní Chuilleanáin ma na celu pogodzenie się ze stratą i afirmację zastanego stanu rzeczy. Na afirmacji jednak strategia poetycka irlandzkiej poetki się nie kończy. Afirmacja ma w dalszym planie walkę o odnowienie kontaktu ze swoim “ja” utraconym, przywołanie go, aby mógł zaistnieć pełny byt, który mieści w sobie przeszłość i teraźniejszość i w którym te dwa modi czasowe wzajemnie koegzystują na zasadzie wzajemności i relacji dialogicznej.

Ów wybór wierszy, coś, co można nazwać arkuszem poetyckim w zasadzie w całości dotyczy dialogicznej relacji pomiędzy “ja” minionym a “ja” zastanym, które owo minione “ja” pragnie przywołać i utrwalić w tekście. Dodać trzeba, że taki zabieg nie jest zabiegiem utopijnym w sensie niemożliwości oddania tego, co było poprzez to, co jest. Albo mówiąc innymi słowami, niemożliwa przeszłość jednak szuka swojej weryfikacji w teraźniejszości i w teraźniejszym przedstawieniu tekstowym. “Ja” minione okazuje się możliwe do przywołania poprzez dobrą pamięć, która mówiąc językiem Gadamera, wykazuje dobrą wolę porozumienia pomiędzy utraconą przeszłością, a teraźniejszością, którą ową przeszłość, mówiąc z kolei językiem Heideggera, wzywa, aby mogła zaistnieć, aby mogła mieć swoją mocną egzemplifikację w tekście.

Między “ja” przeszłym i “ja” teraźniejszym zachodzi nieustające porozumienie, dobry dialog, który służy przedstawieniu egzystencji uwikłanej w przeszłość.

Przypomnę jedynie, że ten dialog nie byłby możliwy bez pomocy precyzyjnego języka, który analitycznie podchodzi do przeszłości, który z drobiazgowością, wrażliwością na szczegół, konkret, wręcz namacalnie, w zmysłowy sposób ową przeszłość przedstawia i utrwala. Język pełni tutaj rolę mediatora pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością.

W tym języku jednak dają się wyśledzić pewne pęknięcia, które wskazują na to, że przywoływanie przeszłości nie odbywa się w tych wierszach bez bólu i goryczy.

Ten stan rozbicia i pęknięcia dobrze widać w wierszu “Rodzinne miasto”. Daje się w nim wyczuć swego rodzaju gorycz i nostalgię za tym, co pozostało porzucone, a co zmierza do ponownego odkrycia, odnalezienia. Przytaczam wiersz w całości:

Spóźniony autobus zawiózł mnie do rodzinnego miasta.
Wchodzę na wzgórze, mijając koszary.
Przecinam alejki, które rzucają się na mnie z impetem,
Wybiegają ze ścian i rozbijają mury,
Na chwilę zanim je poczuję,
Zdążę się skulić i je odepchnąć. To ten dom.

Nikt, kto mnie zna, nie wie, gdzie teraz jestem.
W kieszeni mam żwir, którym obudzę ciotkę
Śpiącą za czarnym oknem, trzecim na lewo od piekarni.
Tutaj nie muszę powtarzać swojej opowieści.
Między nią, mną a godziną moich narodzin
Płynie szeroki kamienny potok, który co roku
Zmienia nurt podczas wiosennych powodzi.

Ten wiersz jest rozpięty pomiędzy stałością a zmianą (dotyczy to większości wierszy w wyborze). Stałość jest tutaj reprezentowana poprzez dom, który nie zmienił się, który trwa. Zmiana jednak jest w pejzażu. Krajobraz rodzinnego miasta stracił dawny blask, już nie jest arkadyjską przestrzenią dzieciństwa, jest zmieniony, rozbity, pojawiają się w przestrzeni tego wiersza koszary i rozbite mury, żwir, kamienny potok. Z jednej strony dominuje w tym wierszu zastygnięcie, bezruch, brak zmiany, pewna szarość i monotonia, które się z tym wiążą. Z drugiej strony, wymienione na końcu wiosenne powodzie, wskazują na pewne przełamanie tej monotonii, zastygnięcia i stałości.

Wiosna wiąże się ze zmianą, budzeniem się nowego życia, zmartwychwstaniem, jest czasem, który następuje po szarej zimie, porze roku, w której czas niejako zamraża się, zastyga. Wiosna jest nadzieją na to, że ten czas zostanie przemieniony, na nowo odzyskany i znów przywrócony “ja” zastanemu, obecnemu. Wiosna jest nadzieją na to, że dawne “ja” ” zmartwychwstanie w “ja” obecnym, że zostanie mu podarowana łaska doświadczenia świata na nowych, to znaczy zmienionych i “wiosennych” prawach.

W tym sensie wybór wierszy Ní Chuilleanáin może zostać zinterpretowany jako reprezentacja nadziei na przemienione, stare życie, odzyskanie starego życia na nowych prawach, stworzenie nowego porządku opartego na wierze i ufności w to, że niemożliwe może stać się możliwe dzięki wytrwałej pracy pamięci.

W tym miejscu pragnę wspomnieć o jeszcze jednej osi interpretacyjnej, która wiąże się z powyższymi stwierdzeniami, a którą nazwę osią sakralną.

Idąc za tropem myślenia Czesława Miłosza, wszelki gest afirmatywny (a z takim gestem mamy do czynienia w tym wyborze wierszy), jest zarazem gestem teologicznym, religijnym. Liczne tropy rozsiane w wierszach wskazują na to, że linia takiego rozumowania nie jest bezpodstawna. Podmiot tych wierszy pragnie przede wszystkim ocalić świat miniony, ocalić przed zagładą, nicością. A zatem gest kreacji nie jest gestem anihilacji, zniszczenia, lecz gestem twórczym (co prawda nie pozbawionym pewnej dozy melancholii), ale mającym jednak na celu ocalenie czasu, który minął, przed zagładą. A zatem w tych wierszach mamy przede wszystkim do czynienia z gestem uobecnienia, ujawnienia tego, co pozornie ujawnić się nie daje, ponieważ należy już do innego czasu przedstawienia.

Podmiot próbuje odbudować miniony świat z ruin. Poprzez przedstawienie tego świata, świata, który przypomina ruinę, w którego byt wpisana jest rozpacz, szarość, monotonia, rutyna i nuda, równocześnie ten świat restauruje, przypomina, że istnieje dla niego możliwość zmartwychwstania na prawach nowego świata. Ruiny, zgliszcza i rozpad zatem zręcznie kamuflują pragnienie metafizyczne, które znów, idąc za Heideggerem, nazwałbym pragnieniem odzyskania kontaktu z rzeczą, z tym, co jest. To, co jest bowiem, to co zostało przedstawione w planie tekstu nie napawa optymizmem; sporo jest w tych wierszach melancholii, goryczy, rozpaczy i po ludzku pojętego bólu. Jednak sam gest przedstawienia, sam gest przedstawienia owych ruin i zgliszcz przynależy już do porządku afirmatywnego, a tym samym religijnego. Wiersze te opowiadają bowiem tak naprawdę o sacrum, które jest ukryte, które chce się ujawnić.

Pomimo że sacrum jest ułomne, kalekie, tak jak ułomna jest przywoływana przeszłość, daje jednak nadzieję na gest o znaczeniu prymarnym dla tych wierszy, o którym już wspomniałem wcześniej: przywołania minionego “ja”, ocalenia go przed zaginięciem w czasie i tym samym ponownej reintegracji, zespolenia z “ja” obecnym.

To pragnienie zespolenia “ja” minionego z “ja” obecnym jest moim zdaniem interpretacyjna dominantą, główną osią, która może posłużyć do odczytania tego wybory wierszy.

Religijność staje się tutaj efektem, ale też przyczyną i źródłem rozprawiania się podmiotu wierszy Ní Chuilleanáin z przeszłością. Próba dotarcia podmiotu tych wierszy do tego co niezapośredniczone, czyste, co spoczywa ukryte pod zwojami czasu, w przeszłości, która jest palimpsestem, jest w gruncie rzeczy próbą religijną.

Przywołany na początku wiersz “Mycie” może służyć za egzemplifikację tego rodzaju strategii poetyckiej. Podmiot najpierw pragnie się ową przeszłością, wybrudzić, umazać się w niej, poczuć ból tej przeszłości, aby później, spod tekstowych warstw wybłysnęło czyste światło bycia.

Podmiot tych wierszy pragnie nade wszystko oczyszczenia z przeszłości poprzez bolesny kontakt z tą przeszłością, który ma służyć przede wszystkim próbie ponowienia dialogu z tym, co przeszłe, zapomniane, co pozornie nie daje nadziei na lepsze życie. Poprzez taki zabieg, ujawnia się nadzieja, że dialog z tym, co nieobecne zaowocuje szczęśliwą realizacją zespolenia tego, co wydaje się niemożliwe do ponownej reintegracji. Tym samym chrześcijańska nadzieja na zmartwychwstanie, rozumiane tutaj jako ponowne odzyskanie swojego życia, swojej przeszłości, pojawia się tutaj jako jedna z głównych osi problemowych.

Myślę, że nie tylko z wyżej przedstawionych powodów warto po te wiersze sięgnąć.

Nie tylko ciężar intelektualny i możliwość rozmaitych odczytań są stanowią o atrakcyjności tego wyboru. Również sama przyjemność (delectare) z obcowania z pięknym językiem, językiem, który bada “źródło”, który przenosi nas do pięknej przeszłości (pięknej i bolesnej), świetny, precyzyjny opis świata stanowią powody, dla których warto delektować się wierszami Eiléan Ní Chuilleanáin.

O AUTORZE

Michał Piętniewicz

Urodzony 13 stycznia 1984 roku. Poeta. Absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczestnik projektu „Połów 2008”. Wyróżniony m.in. w konkursie im. Gombrowicza „Przeciw poetom”. Mieszka w Krakowie.

powiązania

Podróż zimowa

nagrania / Złodzieje wierszy Michał Piętniewicz

Etiuda filmowa do wiersza z arkusza poetyckiego Oddział otwarty (2008). Klip zrealizowany w ramach konkursu “Etiuda z wierszem” dla studentów wrocławskiej ASP.

WIĘCEJ

Drzewo na opak? Kilka dań o jednym wierszu Pounda

recenzje / KOMENTARZE Michał Piętniewicz

Komentarz Michała Piętniewicza do wiersza „Drzewo” Ezry Pounda z książki Wiersze, poematy i Pieśni wydanej nakładem Biura Literackiego 5 stycznia 2012 roku.

WIĘCEJ

Krytyka wnikliwa, ale zachowawcza. Kilka uwag o najnowszej książce Mariana Stali

recenzje / ESEJE Michał Piętniewicz

Recenzja Michała Piętniewicza z książki Niepojęte: Jest Mariana Stali.

WIĘCEJ

Misterne rzemiosło

recenzje / ESEJE Michał Piętniewicz

Recenzja Michała Piętniewicza z książki Kronika zakłóceń Mariusza Grzebalskiego.

WIĘCEJ

Niepełne istnienie – kilka uwag na marginesie lektury książki znikam jestem Krystyny Miłobędzkiej

recenzje / IMPRESJE Michał Piętniewicz

Recenzja Michała Piętniewicza z książki znikam jestem Krystyny Miłobędzkiej.

WIĘCEJ

O sennych porządkach

recenzje / KOMENTARZE Adam Zdrodowski Marcin Bies Michał Piętniewicz Przemysław Witkowski Tomasz Fijałkowski Wojciech Brzoska

Komentarze Marcina Biesa, Tomasza Fijałkowskiego, Michała Piętniewicza, Adama Zdrodowskiego, Przemysława Witkowskiego.

WIĘCEJ

Mój przyjaciel Sawa, o papierosie kawie i miłości

recenzje / KOMENTARZE Michał Piętniewicz

Autorski komentarz Michała Piętniewicza do wierszy z książki Oddział otwarty.

WIĘCEJ

Irlandzki mit odzyskany

recenzje / ESEJE Magdalena Stępień

Recenzja Magdaleny Stępień z książki Sześć poetek irlandzkich Jerzego Jarniewicza.

WIĘCEJ

O Oddziale otwartym

recenzje / NOTKI I OPINIE Jakub Winiarski Marek K. E. Baczewski Marta Podgórnik Wojciech Brzoska

Komentarze Wojciecha Brzoski, Marka K.E. Baczewskiego, Marty Podgórnik oraz Jakuba Winiarskiego.

WIĘCEJ