Premiery w Biurze Literackim 6/2026
Powrót jednej z najważniejszych książek poetyckich Jerzego Jarniewicza w nowej, „zremasterowanej” wersji. Brawurowy tom Wojciecha Kopcia o świecie spętanym przez ekonomię, historię i technologię. „Ponowny debiut” Jakuba Pszoniaka – książka o pamięci rodzinnej, Śląsku i bliskości silniejszej od dziedziczonych pęknięć. A także trzy eksperymentalne dramaty Johna Ashbery’ego, w których antyczna tragedia spotyka popkulturę, absurd i grę poetycką. Czerwcowe premiery Biura Literackiego, inaugurujące 32. sezon naszej instytucji, układają się w opowieść o języku stale przepisywanym przez historię, pamięć, przypadek i wyobraźnię.
Wojciech KOPEĆ „Siedemnaście pieśni wyprowadzonych z przypadku”
Brawurowe pieśni, elegie i prozy rozpięte między historią światowego handlu, giełdą, astrologią, oceanicznymi głębinami, rozpadem prowincjonalnych miast i doświadczeniem pracy w korporacji. Spotykają się tu Pacyfik, ośmiornice, call center i zamykane linie kolejowe. Wojciech Kopeć buduje poezję opartą na montażu, zestawieniach i niespodziewanych połączeniach, ale pod powierzchnią erudycji stale pracuje konkret materialnego świata. „Przypadek” z tytułu okazuje się nie tyle chaosem, ile sposobem ujawniania ukrytych relacji między rzeczami, ludźmi i historiami. To książka o rzeczywistości wymykającej się prostym opisom, a jednocześnie stale domagającej się opowiedzenia. O rozpadzie, który nigdy nie jest całkowicie abstrakcyjny. I o świecie, którego nie da się już oddzielić od ekonomicznych, technologicznych i klimatycznych zależności.
„Ponowny debiut” Jakuba Pszoniaka. Książka o pamięci, dziedziczeniu i próbach zabliźniania ran, które przechodzą z pokolenia na pokolenie razem z historią, językiem i lękiem. Doświadczenie rodzinne splata się tutaj z wojną, przesiedleniami, chorobą, rozpadem miasta i historią Śląska. Bytom nie jest tłem, ale miejscem, które współtworzy człowieka. Pszoniak pisze o pamięci jako czymś żywym, nieustannie przepisywanym i przetwarzanym przez opowieść. Powracające frazy, muzyczne echa i rytm obsesyjnych powtórzeń budują książkę, w której doświadczenie osobiste stale styka się ze zbiorowym losem. „nawiść” okazuje się jednak przede wszystkim książką o miłości. O bliskości silniejszej niż dziedziczone pęknięcia, o czułości wobec ludzi próbujących żyć pośród historii, która nigdy naprawdę się nie kończy.
Jerzy JARNIEWICZ „Oranżada. Wersja zremasterowana”
Powrót po dwudziestu latach jednej z najważniejszych polskich książek poetyckich. Laureat Nagrody Literackiej Nike Jerzy Jarniewicz wraca do dawnych wierszy, zmienia ich rytm, pojedyncze słowa, czasem całe układy tekstu. „Remaster” okazuje się tu czymś więcej niż korektą. To próba ponownego usłyszenia języka, który zdążył się zestarzeć, zmatowieć, popękać. W tych wierszach od początku ścierały się różne rejestry mowy: polszczyzna PRL‑u, rosyjski, niemiecki, pierwsze wtargnięcia angielszczyzny, slogany, język ulicy, cudze frazy i prywatne idiomy. Dziś wracają już jako widma tamtego świata. „Oranżada” pozostaje książką o obcości języka i o pamięci, która nie tyle przechowuje przeszłość, ile odzywa się w rytmie słów, dźwiękach i resztkach znaczeń. W nowej wersji jeszcze mocniej słychać, że wiersz niczego nie zatrzymuje na stałe, lecz zmienia się razem z tym, kto go czyta i wypowiada. Książkę dopełnia rozmowa Artura Burszty z Jerzym Jarniewiczem o remasteringu wierszy, pamięci języka i nowych wersjach dawnych tekstów.
Z „Trzech sztuk” Johna Ashbery’ego nic nie wynika. Najtrudniejsi do przełknięcia są „Herosi” (1950) ze względu na bulwersujące zmiany scenicznego nastroju i rejestrów języka (w skali mniej więcej od „Ubu Króla” do „Króla Edypa”), a także niemożliwe „zgrupowania” postaci: kiedy „światło ścieka z kolumn i cokołów starożytnej Grecji”, w salonie Achillesa z gramofonu leci muzyka, Chór tańczy z Tezeuszem, Kirke z Achillesem, Hebe z Patroklosem, Ulisses zaś podpiera ścianę, popijając. Natomiast „Kompromis” (1955) to już ewidentnie quasi-western (z udziałem m.in. Kanadyjskiej Policji Konnej oraz całego plemienia Indian Tobi: – Chór!); i wreszcie „Filozof” (1959) – ot, szarada, typowa zagadka kryminalna, porzucona jednak „in medias” res bez rozwiązania. Swoje trzy „dramaty liryczne”, jak zwą je krytycy, autor napisał głównie ku rozrywce dobrze mu znanej, harvardzkiej i nowojorskiej młodzieży poetyckiej, jednak nie trzeba szczególnie wnikliwego wglądu, aby dostrzec w nich początki fatalnego zauroczenia światem kultury popularnej.
▪ Wojciech KOPEĆ „Siedemnaście pieśni wyprowadzonych z przypadku”
▪ Jerzy JARNIEWICZ „Oranżada. Wersja zremasterowana”
▪ John ASHBERY „Trzy sztuki” [przekład Andrzej Sosnowski i Tadeusz Pióro]





