książki / PROZA

Serce świata

Bogusława Sochańska

Viggo Bjerring

Fragmenty książki Viggo Bjerringa Serce świata w tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej, wydanej w Biurze Literackim 9 maja 2026 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Easy Jobs

Gene­ral­nie spa­łem, ile się dało. W nocy pra­co­wa­łem, przez więk­szą część dnia spa­łem. Nie mia­łem żad­nych pla­nów, dziew­czy­ny ani przy­ja­ciół. Nie mia­łem też nor­mal­nej pra­cy, jedy­nie Easy­jobs.

Zaj­mo­wa­ły mnie jesz­cze tyl­ko gry kom­pu­te­ro­we i kon­su­mo­wa­nie bana­nów. Gra­łem głów­nie w Cry­stal Quest, Lem­mings i inne gry retro z minio­ne­go tysiąc­le­cia, star­sze niż ja sam, takie, w któ­re gra­li mój ojciec, a póź­niej moja star­sza sio­stra. Spę­dzi­łem mie­siąc nad Prin­ce of Per­sia. Trud­no mi było dopro­wa­dzić ją do koń­ca przez wojow­ni­ka-szkie­let na dzie­wią­tym pozio­mie. Wcze­snym ran­kiem w koń­cu uda­ło się go poko­nać i zmie­rza­łem do uwol­nie­nia uwię­zio­nej cór­ki suł­ta­na. Klik­ną­łem w kla­wisz ze wska­zów­ką w dół i do dźwię­ków zwy­cię­skie­go szes­na­sto­bi­to­we­go hym­nu zaci­sną­łem lewą pięść, a ksią­żę prze­biegł przez peł­ną orna­men­tów bra­mę i połą­czył się w per­ską noc ze swo­ją wybran­ką. Przez kil­ka minut odczu­wa­łem to jako triumf, coś w rodza­ju pro­gre­sji.

Zja­da­łem ogrom­ne ilo­ści bana­nów. Cho­dzi­łem do Lidla+ i kupo­wa­łem dwa­dzie­ścia naraz. Po lek­tu­rze arty­ku­łu o mar­no­wa­niu jedze­nia wybie­ra­łem tyl­ko poje­dyn­cze sztu­ki. Więk­szość ludzi kupu­je wiąz­kę i czę­sto oddzie­la­ją od niej jed­ne­go czy dwa bana­ny. W ten spo­sób zosta­je masa samot­nych bana­nów sin­gli, jak je nazwa­no w arty­ku­le. Nikt ich nie chciał kupo­wać, dla­te­go skle­py mnó­stwo takich sin­gli wyrzu­ca­ły. Czter­dzie­ści pro­cent klien­tów bało się, że inni doty­ka­li poje­dyn­czych bana­nów, tak było napi­sa­ne. Trzy­dzie­ści pro­cent po pro­stu wola­ło całe kiście. Inny­mi sło­wy: sin­gle mia­ły pod gór­kę. Po prze­czy­ta­niu arty­ku­łu wszę­dzie je widzia­łem. W Lidlu, w Kon­zu­mie, w 7‑Eleven. Posze­dłem nawet do Irmy i oka­za­ło się, że klien­ci tej sie­ci nie są bar­dziej tole­ran­cyj­ni wobec bana­na sin­gla, wręcz prze­ciw­nie, wró­ci­łem więc do domu z tor­bą dro­gich bana­nów.

Dużo cza­su spę­dza­łem, po pro­stu leżąc na sofie i patrząc w sufit. Ode­rwa­ny od świa­ta niczym samot­ny pie­chur pozo­sta­wio­ny w dżun­gli po daw­no już zapo­mnia­nej woj­nie. Obo­jęt­ność okry­wa­ła mnie jak zimo­wa pie­rzy­na, a w moim cie­le osa­dza­ły się dodat­ko­we kilo­gra­my. Z dnia na dzień wzbie­ra­ła siła cią­że­nia. Nawet nie byłem pod­ła­ma­ny. Chcia­łem cze­goś chcieć, ale nie da się chcieć chcieć.

Moż­li­we, że w podob­nej sytu­acji było wie­lu ludzi. Ludzi, któ­rzy krę­ci­li się, uda­jąc, że coś robią. Ludzi funk­cjo­nu­ją­cych w spo­łe­czeń­stwie niczym akto­rzy. Trud­no powie­dzieć ilu. Pozba­wie­ni siły woli nie robią rewo­lu­cji.

Cho­dzi­ło mi po gło­wie, że stra­cę miesz­ka­nie, że cał­kiem wypad­nę z sys­te­mu, że prze­bi­ję dno spo­łe­czeń­stwa; nie wie­dzia­łem, czy Easy­jobs to kosz­mar, czy źró­dło nadziei, bo nie dało się upaść na dno. Sys­tem cią­gnął mnie w dół, a zara­zem utrzy­my­wał kil­ka metrów nad dnem. Trud­no było żyć, ale zna­leźć się na dnie – to było nie­moż­li­we. Dla­te­go spa­łem, ile się dało.

*

Pew­nej nocy po dwóch godzi­nach spę­dzo­nych nad korek­tą dla jakiejś fir­my z Flo­ry­dy zno­wu nie mogłem zasnąć. Usia­dłem na bal­ko­nie i zapa­li­łem szcze­gól­nie gęste­go join­ta. Ale zamiast sen­no­ści poczu­łem koła­ta­nie ser­ca.

Wró­ci­ło podej­rze­nie, że zle­ce­nia na Easy­jobs gene­ru­je sztucz­na inte­li­gen­cja; dokład­nie tyle, żeby utrzy­mać mnie przy życiu, ale nie na tyle, żebym – żeby­śmy? – pod­niósł bunt. Czy zada­niem Easy­jobs było kon­tro­lo­wa­nie, czy akty­wi­zo­wa­nie, a może to i to? Czy za Easy­jobs sta­ło pań­stwo? Czy pań­stwu opła­ca­ło­by się two­rze­nie fik­cyj­nych drob­nych zle­ceń? Moje mie­sięcz­ne zarob­ki z Easy­jobs były nie­co niż­sze od zasił­ku dla nie­uży­tecz­nych. A może pań­stwo wyout­so­ur­co­wa­ło naj­uboż­szą część spo­łe­czeń­stwa sek­to­ro­wi pry­wat­ne­mu?

Pod­czas ostat­nie­go spo­tka­nia w pośred­nia­ku kon­sul­tant zapro­po­no­wał mi naukę w uni­wer­sy­te­cie ludo­wym. Ale wspo­mnie­nie pew­ne­go dnia spę­dzo­ne­go na kur­sie w tego typu pla­ców­ce i jego kie­row­ni­ka, któ­ry dłu­go i z zachwy­tem mówił o ŻYCIU! i o wspól­no­cie ludzi, pozo­sta­wi­ło we mnie sko­ja­rze­nie z sek­tą z inne­go tysiąc­le­cia. A zresz­tą skąd miał­bym wziąć kasę na pobyt w uni­wer­sy­te­cie ludo­wym? Zada­łem to pyta­nie, wycho­dząc, po tym jak gość wła­śnie pozba­wił mnie bez­ro­bo­cia. Bądź tro­chę kre­atyw­ny – odpo­wie­dział, mru­gnął do mnie i zanim zamknął drzwi, wrę­czył mi ulot­kę z logo Easy­jobs.

Wysze­dłem do kuch­ni i wypi­łem szklan­kę wody. Wymie­ni­łem na wylew­ce kra­nu filtr mikro­pla­sti­ku. Włą­czy­łem radio DAB, ale zaraz je wyłą­czy­łem. Ser­ce nadal wali­ło w nie­przy­jem­nym tem­pie. Żeby zająć myśli czymś innym niż Easy­jobs i pań­stwo, posze­dłem do łazien­ki przy­ciąć bro­dę. Osiem mili­me­trów i czte­ry nad gór­ną war­gą. Popra­wi­łem nożycz­ka­mi i posprzą­ta­łem, usu­wa­jąc z umy­wal­ki i z półecz­ki pod lustrem każ­dy wło­sek. Krót­ko potem zaczę­ło mi bur­czeć w brzu­chu. Nie jadłem nic od popo­łu­dnia poprzed­nie­go dnia, wró­ci­łem więc do kuch­ni, żeby przy­go­to­wać misecz­kę owsian­ki z pla­ster­ka­mi bana­nów i odtłusz­czo­nym mle­kiem, po czym usia­dłem przed kom­pu­te­rem. Prze­czy­ta­łem wia­do­mo­ści spor­to­we, a potem tekst o coraz więk­szych wyspach pla­sti­ku na Oce­anie Spo­koj­nym. Wrzu­ca­jąc w sie­bie jedze­nie, z czy­ste­go przy­zwy­cza­je­nia spraw­dzi­łem też kil­ka­krot­nie Easy­jobs. Za trze­cim razem w naj­wyż­szej pozy­cji na stro­nie poja­wi­ło się ogło­sze­nie:

„Redak­cja. Hono­ra­rium: 60.000 koron”.

W linij­ce z tytu­łem nie było nic wię­cej. Nigdy przed­tem nie widzia­łem tak wiel­kie­go hono­ra­rium, więc z czy­ste­go zachwy­tu i z oba­wy, że zle­ce­nie zni­kło­by, gdy­bym zaczął czy­tać jego opis, natych­miast klik­ną­łem „Zamów”.

Chwi­lę póź­niej dopadł mnie strach, że przy­ją­łem pra­cę, któ­rej nie podo­łam. Mój rating na plat­for­mie natych­miast by doło­wał, może był­by to począ­tek koń­ca. Koła­ta­nie ser­ca jesz­cze bar­dziej się wzmo­gło, klik­ną­łem w wej­ście do tre­ści ogło­sze­nia, ręce mia­łem spo­co­ne. Ogło­sze­nie wid­nia­ło na plat­for­mie od trzech minut, a prze­czy­ta­no je już sto dwa­dzie­ścia dzie­więć razy. Ale nie­wie­le tam było do czy­ta­nia:

„Redak­cja powie­ści, ok. 250 stron. Hono­ra­rium: 60.000 koron”.

Ode­tchną­łem. Widocz­nie byłem jed­ną z lepiej wykwa­li­fi­ko­wa­nych osób na Easy­jobs do tego zada­nia, w koń­cu mia­łem wykształ­ce­nie w dzie­dzi­nie lite­ra­tu­ry. Po chwi­li zauwa­ży­łem ter­min wyko­na­nia pra­cy. Trzy tygo­dnie. Ser­ce zno­wu zaczę­ło walić, jak­by chcia­ło się wyrwać z pier­si. Dla­cze­go tak się naja­ra­łem? Wró­ci­łem do stro­ny ze sta­tu­sem zle­ce­nia. Na okrą­głym czer­wo­nym przy­ci­sku nadal wid­nia­ło: „Zamó­wio­ne”.

Zwy­kle przy­ję­cie zamó­wie­nia było potwier­dza­ne w cią­gu kwa­dran­sa. Czę­sto przy­cisk świe­cił na zie­lo­no już po kil­ku sekun­dach i w poczcie elek­tro­nicz­nej lądo­wał e‑mail z pli­kiem zawie­ra­ją­cym zle­co­ne zada­nie.

Sześć­dzie­siąt tysię­cy koron! Dwa­dzie­ścia razy wię­cej, niż wyno­si­ło moje dotąd naj­wyż­sze hono­ra­rium na Easy­jobs. Nigdy jesz­cze nie widzia­łem pię­cio­cy­fro­we­go ogło­sze­nia. Wyobra­ża­łem sobie, pew­nie ze wzglę­du na nazwę por­ta­lu, że ist­nie­je jakaś gór­na gra­ni­ca.

Sześć­dzie­siąt tysię­cy wystar­czy­ło­by na opła­ce­nie czyn­szu na wie­le mie­się­cy w przód. Może zosta­ło­by też na jakąś podróż? Odwie­dze­nie sio­stry w Bruk­se­li i dalej, Nor­man­dia, połu­dnio­wa Fran­cja, Hisz­pa­nia. Jeśli­bym wyko­nał zada­nie dobrze, może wylą­do­wał­bym na naj­wyż­szej pół­ce ratin­gu: eli­ta+. Mógł­bym wte­dy prze­bie­rać w zle­ce­niach i brać tyl­ko te naj­cie­kaw­sze.

Nie potra­fi­łem usie­dzieć spo­koj­nie, cały czas cho­dzi­łem po miesz­ka­niu. Z kuch­ni do sypial­ni i na bal­kon. Oczy bez prze­rwy wra­ca­ły do moni­to­ra. Nadal tyl­ko „Zamó­wio­ne”. Przy­cisk pul­so­wał roz­ża­rzo­ną czer­wie­nią w ryt­mie bicia moje­go ser­ca.

Była pią­ta dwa­dzie­ścia sie­dem. Klient wsta­wił ogło­sze­nie o pią­tej czte­ry. Ale zle­ce­nie było wyjąt­ko­wo duże, wybie­ra­nie wyko­naw­cy trwa­ło na pew­no dłu­żej niż w przy­pad­ku zwy­kłych ofert. Nie­wy­klu­czo­ne, że klient czy­tał moje CV i porów­ny­wał mnie z inny­mi ofe­ren­ta­mi. A może poszedł spać?

Przy­cisk nadal świe­cił na czer­wo­no.

„Prze­czy­ta­ne 482 razy” – infor­mo­wał por­tal.

Oczy­wi­ście to musia­ło trwać. I w grun­cie rze­czy dziw­ne, że ktoś zamie­ścił tego rodza­ju zle­ce­nie w miej­scu takim jak Easy­jobs. Mimo wszyst­ko nadal ist­nia­ły wydaw­nic­twa i jeśli autor dys­po­no­wał gotów­ką, to wyda­nie książ­ki z redak­cją nie było pro­ble­mem. To zna­czy o ile mia­ło się w sobie ten rodzaj próż­no­ści i cho­dzi­ło tyl­ko o to, żeby zoba­czyć swo­je nazwi­sko na sta­ro­mod­nym dru­ku papie­ro­wym.

Zno­wu wysze­dłem na bal­kon. Noc­ne nie­bo prze­mie­rzał samo­lot nisko nad mia­stem miga­ją­cy czer­wo­nym świa­tła­mi. W blo­ku naprze­ciw­ko świa­tło świe­ci­ło się w jed­nym jedy­nym poko­ju, w któ­rym męż­czy­zna w kami­zel­ce odbla­sko­wej jadł piz­zę wprost z opa­ko­wa­nia. Po chwi­li zno­wu wpa­try­wa­łem się z czer­wo­ny przy­cisk.

Dopa­dły mnie złe prze­czu­cia. A może zgło­si­ło się dużo ludzi o ratin­gu wyż­szym od moje­go? Czy nie ma wie­lu innych z jakimś poję­ciem o lite­ra­tu­rze i z więk­szym doświad­cze­niem? Może już mnie wyka­so­wa­li?

Wzią­łem kom­pu­ter do sypial­ni i przez jakiś czas patrzy­łem na czer­wo­ny przy­cisk z łóż­ka. O pół do siód­mej zre­zy­gno­wa­ny wśli­zną­łem się pod koł­drę. Z tego cze­ka­nia przy­naj­mniej ogar­nę­ła mnie sen­ność.

W nie­spo­koj­nym śnie bie­głem przez pole rze­pa­ku. Goni­ła mnie armia dro­nów. Bie­głem i bie­głem, aż dobie­głem nad oce­an. Naj­wy­raź­niej nie umia­łem pły­wać, bo odwró­ci­łem się, żeby pod­jąć nie­rów­ną wal­kę. Ale dro­ny zni­kły, za to woda była już wszę­dzie doko­ła. Sta­łem na metrze kwa­dra­to­wym lądu oto­czo­ny oce­anem, któ­ry roz­cią­gał się we wszyst­kich kie­run­kach po hory­zont.

Obu­dzi­łem się mokry od potu. Słoń­ce kłu­ło mnie w oczy.

W kłę­bo­wi­sku wil­got­nej poście­li odszu­ka­łem lap­to­pa i otwo­rzy­łem go, wciąż jesz­cze czę­ścio­wo zanu­rzo­ny w uciecz­ko­wym śnie.

Przy­cisk świe­cił się na zie­lo­no.

O autorach i autorkach

Bogusława Sochańska

Absolwentka filologii duńskiej UAM, tłumaczka, autorka esejów poświęconych duńskiej literaturze i kulturze. Tłumaczy prozę, poezję, dramat oraz literaturę dla dzieci. Za najważniejsze w swoim dorobku uważa przekłady utworów H.Ch. Andersena oraz poezji duńskiej. Tłumaczyła m.in. utwory Petera Høega, Janiny Katz, Addy Djørup, Knuda Romera, Pieta Heina, Yahyi Hassana, Astrid Saalbach, Line Knutzon, Mortena Nielsena. Laureatka m.in. Danske Oversætterpris 2014, duńskich nagród im H.Ch. Andersena, Nagrody Literackiej Gdynia za przekład alfabetu Inger Christensen, nagrody Stowarzyszenia Autorów ZAiKS za twórczość przekładową.

Viggo Bjerring

Zadebiutował w 2016 roku zbiorem opowiadań Balancekatten. W tym samym roku opublikował krótką powieść QWERTY, nominowaną do duńskiej nagrody literackiej Den Svære Toer. Jego „pełnometrażowym” debiutem literackim była powieść Verdenshjertet (2021). W 2022 roku otrzymał trzyletnie stypendium od Duńskiej Fundacji Sztuki. Hjertets geometri, kontynuacja Verdenshjertet, była nominowana do Nagrody Literackiej Weekendavisen 2022.

Powiązania

Kiedy system zaczyna pisać nasze życie

wywiady / o książce Artur Burszta Viggo Bjerring

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Vig­go Bjer­rin­giem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Vig­go Bjer­rin­ga Ser­ce świa­ta w tłu­ma­cze­niu Bogu­sła­wy Sochań­skiej, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 9 maja 2026 roku.

Więcej

Nowy europejski kanon literacki: Mój pan mąż, Poniewczasie, Skóra to elastyczna osłona

nagrania / transPort Literacki Różni autorzy

Spo­tka­nie z udzia­łem Rume­ny Buža­ro­vskiej, Lisy Krän­zler, Bjør­na Rasmus­se­na, Bogu­sła­wy Sochań­skiej, Doro­ty Stro­iń­skiej i Ingi Iwa­siów w ramach festi­wa­lu Trans­Port Lite­rac­ki 29. Muzy­ka Mali­na Mide­ra.

Więcej

Kwiat

utwory / zapowiedzi książek Bjørn Rasmussen Bogusława Sochańska

Frag­men­ty książ­ki Bjør­na Rasmus­se­na Skó­ra jest ela­stycz­ną powło­ką, któ­ra ota­cza całe cia­ło w tłu­ma­cze­niu Bogu­sła­wy Sochań­skiej, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 24 czerw­ca 2024 roku.

Więcej

Najsłabszy opór i Zegary w pokoju matki

nagrania / stacja Literatura Różni autorzy

Spo­tka­nie wokół ksią­żek „Naj­słab­szy opór” Addy Djørup i „Zega­ry w poko­ju mat­ki” Tan­ji Stu­par-Tri­fu­no­vić z udzia­łem Addy Djørup, Tan­ji Stu­par-Tri­fu­no­vić, Kac­pra Bart­cza­ka i Bogu­sła­wy Sochań­skiej w ramach festi­wa­lu Sta­cja Lite­ra­tu­ra 26.

Więcej

Rówieśnik Baczyńskiego i Gajcego

recenzje / ESEJE Bogusława Sochańska

Posło­wie Bogu­sła­wy Sochań­skiej towa­rzy­szą­ce pre­mie­rze książ­ki Bojow­ni­cy bez bro­ni Mor­te­na Nie­lse­na, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 20 wrze­śnia 2021 roku.

Więcej

Żywa obecność

wywiady / o książce Bogusława Sochańska Joanna Mueller

Roz­mo­wa Joan­ny Muel­ler z Bogu­sła­wą Sochań­ską, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Bojow­ni­cy bez bro­ni Mor­te­na Nie­lse­na, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 20 wrze­śnia 2021 roku.

Więcej

Bojownicy bez broni (2)

utwory / zapowiedzi książek Bogusława Sochańska Morten Nielsen

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Bojow­ni­cy bez bro­ni Mor­te­na Nie­lse­na, w prze­kła­dzie Bogu­sła­wy Sochań­skiej, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 20 wrze­śnia 2021 roku.

Więcej

Bojownicy bez broni

utwory / zapowiedzi książek Bogusława Sochańska Morten Nielsen

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Bojow­ni­cy bez bro­ni Mor­te­na Nie­lse­na, w prze­kła­dzie Bogu­sła­wy Sochań­skiej, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 6 wrze­śnia 2021 roku.

Więcej

Najsłabszy opór

utwory / zapowiedzi książek Adda Djørup Bogusława Sochańska

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Addy Djørup Naj­słab­szy opór, w tłu­ma­cze­niu Bogu­sła­wy Sochań­skiej, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 17 maja 2021 roku.

Więcej

Kiedy system zaczyna pisać nasze życie

wywiady / o książce Artur Burszta Viggo Bjerring

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Vig­go Bjer­rin­giem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Vig­go Bjer­rin­ga Ser­ce świa­ta w tłu­ma­cze­niu Bogu­sła­wy Sochań­skiej, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 9 maja 2026 roku.

Więcej