utwory / premiery w sieci

Romantyczność. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza (nagrodzone teksty)

Aleksandra Kasprzak

Daniel Tamkun

Helena Burdzińska

Fragmenty książki Romantyczność. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza, wydanej w Biurze Literackim 5 września 2022 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Nagroda główna

 

Aleksandra Kasprzak

szczotka mojej matki

 

1) łodyga

 

moja matka zawsze dzieliła włos na czworo

bluzka nie taka cycki jak zwisające żaluzje a miałam przecież

ledwo pąki różem lukrowane na mieście mówili o niej że za półką

z harlekinami uprawia wolną miłość pozamałżeńską a to nieprawda

bo małżeństwa nie było nigdy więc nie ma też żadnego poza żadnej pozy

wszystko dla niej musiało dziać się wewnątrz sypała obficie bakalie

             a mi w gardle

stawały ości i kiedy pierwszy raz odmówiłam zjedzenia mięsa zapytała

czy wszystkie lesbijki mają tak wrażliwe żołądeczki czy tylko mnie za

             przeproszeniem

coś rozjebało w tkliwym środeczku który odziedziczyłam nie po niej

a po bezimiennym mężczyźnie znad jeziora świteź


2) mięsień przywłosowy

 

moja matka miała piękne włosy chwalili je wszyscy przechodnie

             i niejeden

adam owijał się nimi patrz jak wyglądałbym w twoich blond strzępkach

            mówił

przykładając sobie do twarzy jej warkocze a ona śmiała się tak jakby

            rozrywały się drzewa

 

moja matka wyrywała sobie włosy z głowy i nie lubiła gdy ktoś

             przeszkadzał jej w czytaniu mickiewicza

a ja mówiłam weź się mama poczytaj może kopyta albo pietrek

             cokolwiek byle nie to

starcze charkotanie a ona rwała włosy rwała cebule i wyrastał z tego

             cały wszechwłos cały las

koleżankom mówiłam że po domu szwenda się długowłosy kot wołały

            kici kici w ciszę

w otchłań otwartych ust mojej matki

które w nieodpowiednich momentach

ciach ciach ciach słowami wieszcza prosto w moje wewnętrzne

            bambosze


3) gruczoł łojowy

 

dzwonią zawsze w nieodpowiednim momencie żeby powiedzieć

nie ma już matki

została tylko szczotka

została tylko umorusana tłusta lepka śmierdząca szczota

ze zmazanym lakierem plastikowa szczotka w którą ktoś wlutował

            tygrysie oko

moja nowa maskotka szczotka patriotka szczotka zgniotka szczotka

            bełkotka

którą matka od dziesięciu lat a więc prawie tylu lat odkąd ostatni raz

widziałam jej rozczochraną twarz szczotka którą matka od dziesięciu lat

tarmosiła swoje włosy bezlitośnie sunęła góra-dół którą maltretowała

kosmyki wyczesywała piach trupy i dotyk tych wszystkich ludzi z łoju

z którego sama się wyfiksowałam szczotka która widziała wszystkie

spalone omlety eksplozje śmiechu nad rozerwanym kowalikiem ale też

pomidorowe łabędzie wieczorne przemeblowania tak żeby można było

razem obcinać paznokcie nad filiżanką kawy wszystko mdli

szczotka bliższa ciału szczotka która była zawsze po prostu tak

gdy ja raczej tylko nie


 4) macierz włosa

 

dzwonią zawsze w nieodpowiednim momencie bo mogłam

            przykładowo

golić nogi rozliczać podatki ze skupieniem wyciskać wyjątkowo

            uporczywego pryszcza zlizywać tłuszcz z patelni

a gdy dzwonią

z ekranu wyciska się trup bez głowy i ciała

martwe włosy mojej matki przesuwają się po podłodze

plączą się i mówią

to wszystko co zostało po naszym trzonie

włos do włosa a będzie

matka

 

i zabierają mnie do mieszkania napuchniętego od kosmyków

na znoszonych ubraniach obklejonej podłodze po owłosionym linoleum

frywolnie suną przez zaduch

dawno niewietrzonego mieszkania w którym jeszcze dzień wcześniej

             moja matka

czesała włosy tą właśnie szczotką


5) brodawka

 

potem dęba stają włosy drugie i trzecie

bo chodzę z tą szczotką jak z drogowskazem i tak sąsiadka opowiada

             mi że moja matka

zawsze przeszkadzała jej w sikaniu pukała dobijała się do drzwi akurat

             gdy strumieniem

niepewnym oddawała mocz to musiało być połączone matka wyciskała

             z ludzi toksyny

jedna po drugiej aż sypały się związki burzyły się gaje które zresztą

             lubiła ale gejów już nie

wyparła więc to że i ja jestem i zawsze byłam gejem jej bliskość działała

             na wszystkich

moczopędnie kiszkoskrętnie a jednak jakoś tęsknię farbowała sąsiadce

             włosy

zawsze na inny kolor niż prosiła mimo to twierdzi że była zadowolona

              i ludzie

oglądali się za nią

 

tak jak oglądali się za mną gdy z brudną szczotką wparowałam do

             salonu fryzjerskiego

gdzie fryzjerka odkryła przede mną wszystkie karty

słuchaj ona udawała że czesze cię raz w tygodniu mówiła udawała że

co niedzielę widzi się ze swoją ukochaną córeczką której włosy są jak

cząsteczki anemonów zatrzaśnięte w falowane kłosy

mówiła że czesała cię na ślub chrzciny dziecka jego komunię planowała

             ci nawet fryzurę na pogrzeb

bo mówiła że ona nas wszystkich przeżyje więc do trumny

zrobiłam jej koka bo tak wyglądała najdostojniej


6) naczynia krwionośne

i to trochę tak jakby tym jednym telefonem tym jednym dzwonkiem
z gatunku bezsensownie zawłaszczających przestrzeń
ktoś wyrwał mi z głowy matkę pociągnął
i wtrącił w bezmatek choć ledwo przecież byłam w jakimś zmatku
trudno być w tym cholernym poza gdy nie ma nawet w

na stypie kolektywne czesanie włosów i te szczątki te bujne
kosmyki jedyne namacalne pomatki zalęgną się w głowach
jej rozmazanych koleżanek i każda z was
stanie się po trochu moją matką

na przekór
nie odmówię trzech zdrowasiek bezbożną maszynką wygolę na głowie
tygrysie oko nawet jeśli już zawsze będziesz przeszkadzała mi w sikaniu

wczoraj przeczytałam w internecie że włosy które wypadają
włosy w szczotce
odrywając się od żywiciela
od dawna są martwe


Mój dziad Mickiewicz

Adam Mickiewicz jest zatęchłym dziadem. Można go odnaleźć w starych książkach lub w kącie łazienki, tam, pod prysznicem – wieszcz pleśniowy w spoinie silikonowej, osiadły wśród fug. W liceum ojciec jeszcze zamalowywał. Matka wodą polała i wieszcza-pleszcza zimnym strumieniem cuciła. Podobno kuzyni obsikiwali kafelki. W studenckim mieszkaniu na Adama nie ma lekarstwa – solidnie wieje grzybem.

Czasami myślę, że mogłabym go odkryć na nowo. Thomas Mann napisał esej „Brat Hitler”, więc może i do Mickiewicza można podejść nie z pozycji dwudziestoczterolatki uzbrojonej w grzybobójczy preparat, a jakoś tak ze środka, wprost z trzewi. Autentycznie się zachwycić, zamiast święcie oburzać. Ale wtedy przypomina mi się, że gdy byłam dzieckiem, mama recytowała:

„Kobieto, ty puchu marny”.
I czułam się puchem marnym.
„A duszę gorszą masz niż przebóg”.
I duszę miałam gorszą niż przebóg.

Przebób. I nie jadłam bobu. Układanka wnuczki Mickiewicza stłamszonej wieszczym bełkotaniem. Żyję, można powiedzieć, po mickiewiczowsku. Widzę go w przedmiotach codziennego użytku – w szczotce do włosów, w zszywaczu pozbawionym zszywek, w rozlanym mleku sojowym.

I prześladuje mnie ten mickiewiczowski sznyt dziaderstwa. Słyszę chlipanie, bo precz z moich oczu. Posłucham od razu? Kapituluję, krojąc na kolację cebulę.

W księgarni widzę książkę Wszystkie kobiety Adama Mickiewicza. Ile serc złamał nasz wieszcz narodowy? Niejedno. W tym moje. Siła wieszcza nie uratowała mojej matki, ciotki, babki, prababki, sąsiadki, pani z osiedlowego.

Nikt nie przemówił do mnie podczas odprawiania Dziadów. W tym roku pozostaje mi odprawić Baby.


Wyróżnienia

 

Helena Burdzińska

Ballada emigrancka

Słuchaj – ona nie słucha – o co ci chodzi? Wreszcie wyjechałaś tam, gdzie zawsze chciałaś, z zupełnie własnej woli, nikt cię nie wygnał, nigdy nie chciałaś być Polką – a teraz co?

Idziesz ulicami zachodnich miast, tam nie ma nic polskiego, to dzień biały, to miasteczko, a ty wszędzie widzisz polskość i czepiasz się jej jak brzytwy. Wszystko ci o niej przypomina, poprawiasz wściekle, żeby nie mówili „Curie”, tylko „Skłodowska”, chodzisz śladami polskich emigrantów, każdy dźwięk polskiego przyciskasz do ust. I wszędzie widzisz poezję, nie możesz przestać nią myśleć, cytować, mimo że po angielsku brzmi gorzej.

Idziesz sama amsterdamską ulicą, ale zachowujesz się, jakbyś z kimś rozmawiała. Nie ma przy tobie żywego ducha, jest z tobą tylko Największy Polski Emigrant, zimny i biały jak chusta. Mówi: źle ci w ludzi tłumie? Płaczesz, a oni szydzą? Idź za mną, przebuduj swoją narodowość, zaufaj mi, z oddali jest łatwiej być Polakiem, ja wymyśliłem Polskę na odległość, home office w Paryżu. Łatwiej ją widzieć, kiedy na nią nie patrzysz. Mówi: odrzuć zachodnie szkiełko i oko. Mówi: popatrzmy razem słowiańską nieracjonalnością. I chociaż idziesz sama, bierzesz go za rękę.

*

Po kilku kolejnych rozmowach idziecie razem wzdłuż kanału, a ty zaczynasz się rozgrzewać w swojej polskości. Nie oznacza już tylko polityki i frustracji, a bardziej małe zwyczaje, język, książki, sztukę – powoli hodujesz w sobie sympatię do tych rzeczy. Zastanawiasz się: skąd ona przyszła, jak mokry jaskier na bagnie, przecież nigdy nie byłaś patriotką? Czemu pojawiła się dopiero za granicą, miałaś czekać jej przyjścia na brzegach kanału? Nie ma czasu myśleć, bo Mickiewicz zaczyna być wymagający. Mówi: dobrze wreszcie lubić swoją polskość? Mówisz: no, chyba tak. Mówi: to jak, obiecujesz, będziesz jej stała? Przysięgasz, piekielne wzywasz potęgi? Nie jesteś przekonana, ale to prawda, dobrze wreszcie nie nienawidzić mówienia, skąd jesteś. Kiwasz głową, Mickiewicz więcej nie czeka, znika.

Idziesz naprawdę sama kanałem, błędny krok niesie cię do dzielnicy turystycznej, wiatr szumi, ale to normalne w Holandii. I wtedy pojawia się ona: zachodnia tożsamość, kosmopolityczność, neutralność, przeciwieństwo polskości. Jak mgła lekka, tak lekko być zachodnią. Mówi: po co żałujesz polskości, która zwabia cię w te knieje? Może jeszcze się śmieje? Porzuć polskie frustracje, do mnie tu, do mnie, będziemy mówić zawsze po angielsku, nie głosować w polskich wyborach, wracać jedynie na święta, przestaniemy czytać polskie książki. Czy chcesz oblicze tylko swojej tożsamości muskać, cały dzień w blaskach Zachodu się pluskać? Myślisz: po to tu przyjechałam. Nigdy nie chciałam być Polką, to tylko boli i denerwuje. I tak cię to łechce, i tak cię nęci, i polskość się w tobie rozpływa, już niosą cię nowe przestworza.

Z bliska twarz nowej tożsamości wydaje się jednak znajoma. Szerokie czoło, potężne bokobrody… Patrzy na ciebie rozczarowany, gdzie przysięga, gdzie jego rada, gdzie poświęcenie się idei zbudowania polskości na nowych, może zdrowszych fundamentach? Tak łatwo zapomnieć o tym, skąd jesteś? Pamiętaj, tylko ty możesz to ignorować, twój akcent i nazwisko przypomną wszystkim innym. Nie tobie igrać przez srebrne tonie, trzeba było urodzić się gdzie indziej, polskość to nie wybór. Niech lat doczeka tysiąca, ty masz być lawą, masz być polska, nie ma na czym zgasić gorąca.

*

Zbrodnia to niesłychana, emigrantka zabiła ducha ojca wszystkich emigrantów – albo próbowała. Tak cię zdenerwował tą głupią próbą, tym kuszeniem, teraz masz dosyć Polski jeszcze bardziej niż zwykle. Czy ona musi zjadać wszystko, przerzucać się na wszystkie części życia? Czy nie można być Polką hobbystycznie, casualowo, friends with benefits? Czy od razu trzeba się jej oświadczać, umierać za nią? Wrzuciłaś Mickiewicza do kanału, a teraz cała mentalnie skrwawiona wsiadasz na rower, jedziesz jak najszybciej, i górą, i dołem, i górą.

Myślisz, że jesteś bezpieczna, że się go pozbyłaś, ale wtedy hamulce trzaskają, wiatr zawiewa, lampki rowerowe gasną. Na drodze pojawia się znana osoba, znany chód, znany gniew. I mówi podziemnym głosem: mnie się nie da utopić, nie możesz ode mnie uciec. Nie ma ciebie bez polskości, nie ma polskości beze mnie. Myślisz, że możesz sobie wybierać, stopniować swoją narodowość, brać za rękę tylko wtedy, gdy potrzebujesz się na czymś oprzeć, i wpychać do kanału, gdy jest niewygodna? Polskość zawsze się wynurzy, zawsze jest w tobie, bez niej nie masz sensu jako osoba i postać. To przez nią tak lubisz narzekać, jesteś cyniczna, traktujesz słowa jak rozkosz i potrzebę, widzisz świat jako tekst. Myślałaś, że możesz zrywać polskości jak kwiaty z grobu? Rosną w tobie i one, i chwasty. Nosisz w sobie polskość jak kręgosłup i jak wirus. Polski hymn to obietnica i klątwa, wiesz? Dopóki żyjesz, ona żyje też.

Rower trzeszczy, zarywa się chodnik. Emigrantka zapada w głąb. Woda kanału ją z wierzchu kryje, a na niej rosną lilije, a rosną tak wysoko, jak polskość w niej leży głęboko.


Lubiłam Mickiewicza w szkole, ale nie umiałam nigdy w pełni wyjaśnić dlaczego – ta relacja naprawdę pogłębiła się dopiero po mojej emigracji. Twoja percepcja Polski zmienia się, gdy ją opuszczasz, dla mnie dopiero wtedy stała się czymś naprawdę istotnym i definiującym w moim życiu, a nie po prostu miejscem, gdzie się urodziłam. Gdy myśli się o Polsce poza nią, nie da się uniknąć tego, który z jednej strony właściwie wymyślił polskość tak, jak ją rozumiemy, ale z drugiej strony jest także archetypicznym polskim emigrantem. Dlatego jako emigrantka mam wrażenie, że on zawsze gdzieś tu jest, zawsze poza, obserwuje moje próby zbudowania własnej polskości z nieco drwiącym uśmiechem, i gdziekolwiek nie pójdę, wszędzie dopatrzę się jego ducha, bo morzem płynie i lądem idzie za mną w drogę.


Daniel Tamkun

Żar w ujęciach

 

Ekonomicznym

ONA i ON znajdują się obecnie w wieku przedprodukcyjnym. Można zakładać, że wejdą na rynek pracy za około pięć lat. Biorąc pod uwagę ich zainteresowania, kapitał rodziców, sytuację gospodarczą w ich mieście i zakładając wspólne pożycie oraz brak poważnych schorzeń lub wypadków, szacuje się, że do wieku emerytalnego wypracują łączny przychód w wysokości około sześciu milionów złotych brutto.

Faktycznym

W parku spotkali się wcześniej dziewięciokrotnie, on – kiedy wracał ze szkoły, ona – wyprowadzając psa. Nigdy jednak ze sobą nie rozmawiali i nie zapamiętali swoich twarzy.

Astrologicznym

Ascendent w Baranie spotkał się z Marsem w Byku. Zdarzyć się może wszystko. Era Wodnika zaczęła się dwa lata temu.

Komiksowym

STRONA SIEDEMNASTA

Panel 1: Kadr na około 2/3 strony. Rzut z góry na park – wczesna jesień, wszystko żółte i pomarańczowe, pojedynczy spacerowicze w lekkich kurtkach. Wśród postaci, ale nie w centrum, ONA razem z PSEM. Czytelnik na razie nie wie, że ONA jest centralną postacią.

Panel 2: Pierwszy z trzech równych paneli pod Panelem 1. Perspektywa pieszego, na pierwszym planie kobieta prowadzi wózek dziecięcy przez alejkę, za nią na ławce rozmawia para staruszków. Dalej polana między drzewami, ktoś uprawia jogging, widać, jak ONA rzuca patyk, PIES ma oczy na patyku, napięty, gotów do biegu.

Panel 3: PIES, powykręcany w skoku, z rozchełstaną skórą i sierścią, z wykrzywionym pyskiem łapie patyk w locie.

Panel 4: PIES trzyma patyk, zadowolony, szaleńczo biegnie dalej, kogoś goni albo ucieka.

ONA (poza kadrem): Axel!

Inżynierii materiałowej

Ławka z modrzewiowych desek grubości pięciu centymetrów wsparta na stalowym stelażu na podłożu z betonu B55 mogła unieść pięćset kilogramów i za nic miała ciężar ich ciał. Jej kolczyki w kształcie sówek były zrobione ze stopu miedzi Z40 uzyskanego z odpadów konstrukcyjnych. Gdyby z milionów takich kolczyków zrobić podpory mostu, prawdopodobnie zawaliłyby się pod pierwszą ciężarówką. Pozostawione samym sobie w ciągu kilku miesięcy zaczęłyby korodować i odkształcać się.

Myśli Xi Jinpinga

Brak zauważalnej poprawy w obszarach dyscypliny partyjnej i bezpieczeństwa narodowego. Ich spotkanie nie sprzyjało świadomemu krzewieniu wartości socjalistycznych, wpływało jednak pozytywnie na ogół zadowolenia narodu.

Pedologicznym

Gleba słaba, na żwirach i piaskach przysypanych podłożem warzywnym do zasiewu trawy i nasadzeń. Na jego kurtce, naniesione przez psa, znajdowały się ślady błota i mułu zebranego z pobliskiego stawu.

Speleologicznym

W pobliżu nie było jaskiń.

Soteriologicznym

Nie mieli szans na zbawienie.

Chronologicznym

Ich historię jako bohaterów opowiadania można było czytać jak komiks – od początku do końca, albo odwrotnie, albo z góry na dół, albo co drugą stronę, albo najpierw strony o numerach równych liczbom pierwszym, potem parzyste, potem z dzielnikiem siedem, potem wszystkie pozostałe. Ich życie można dowolnie rozszarpywać i składać, na przykład: kupują razem chodzik dla niego, a następnie jej wypada ostatni mleczny ząb i biorą ślub.

Termobarycznym

Bomba TBX, w odróżnieniu od konwencjonalnych ładunków punktowych, nie zabija gorącem czy odłamkami, ale skokiem, a następnie spadkiem ciśnienia trwającym milisekundy. Ściana zgęstniałego powietrza wnika wszędzie i rozrywa organy wewnętrzne, powodując rozległy krwotok. Dodatkowy czynnik stanowi paliwo zawarte w bombie, które jest silnie toksyczne i wywołuje oparzenia skóry oraz układu oddechowego. W samym centrum wybuchu zgon następuje natychmiastowo, w przypadku oddalenia od centrum agonia może trwać od kilku do kilkunastu minut. Taka bomba jednak nigdy nie spadła w ich okolicy.

Stereofonicznym

Ona                                                                A on

pokazuje mu                                                  obejmuje ją

swoje                                                              trzymając rękę

sociale                                                             centymetr

                                                                       nad jej karkiem

Statystycznym

Zaledwie 17% par, które poznały się w wieku licealnym, wieńczy swój związek ślubem. Z tego 38% małżeństw kończy się rozwodem w ciągu dziesięciu lat od zawarcia przysięgi, odsetek ten jednak maleje do 24%, jeżeli małżonkowie pochodzą z rodzin o podobnym statusie społecznym.

Jednego ze spacerowiczów

Przychodzę do parku prawie codziennie dla zdrowia i w nadziei, że coś się wydarzy. Spotykam tutaj wiele młodych par, myślę, że wiem, o którą chodzi, ale nie wydaje mi się, żebym widział moment, w którym zaczęli wspólne chodzenie.

Komicznym

Kiedy łapczywie oglądała jego twarz i po raz pierwszy zaczęła zdawać sobie sprawę z rodzącego się w niej uczucia, kilka metrów dalej jej pies dostał potwornej biegunki spowodowanej resztkami wyjedzonymi ze śmietnika. Nigdy się o tym nie dowiedziała.

Historycznym

Całowali się nad kośćmi umarłych wojowników.

Kynologicznym

Dziadek Axela był czempionem małym münsterländerem i właśnie po nim nasz mieszaniec miał białą sierść z brązową plamą na grzbiecie oraz smutne spojrzenie.


Pierwszy tydzień wyglądał tak: wstawałem rano i czytałem wszystkie wpisy z nocy. Każdą najdrobniejszą wiadomość: o pierwszej piętnaście senator z Wirginii potępił inwazję, dwie minuty później syreny w Kijowie, potem przypomnienie, że Unia rozpatruje kwestię członkostwa Ukrainy, brak zdecydowanego stanowiska Meksyku, wpół do drugiej opis działania bomby termobarycznej i tak dalej. Przez cały dzień mierzyłem puls Ukrainie, szukając jakichś przełomowych informacji. Ogłupiałem się nagraniami wybuchających rosyjskich kolumn, przez chwilę naprawdę myśląc, że oglądam coś, co ma wpływ na ruchy na mapie. Gorączkowo doktoryzowałem się z różnic pomiędzy konstrukcją wieżyczek czołgów zachodnich i rosyjskich, z geografii Ukrainy, pajęczyn oraz zawijasów światowych sojuszy i powiązań. Były też mniej oczywiste, ale zauważalne oznaki wojny wokół mnie. Mieszkam niedaleko bazy lotniczej. Ludzie dawno przestali zwracać uwagę na latające MiG-i, ale tym razem pod marketem wszyscy patrzyli w górę ciekawi, czy tym razem to nasze. Z kolei dzieci zwróciły mi uwagę, że na niebie widać jakieś poskręcane chmury. Smugi kondensacyjne wyznaczały tor lotu zawracających samolotów pasażerskich.

W tym pędzie do gromadzenia informacji było zarazem coś rozpaczliwego i zabawnego. Jakby bezsensowne strzępy komunikatów mogły pomóc przepracować tę namiastkę traumy, której wszyscy doświadczaliśmy. Natomiast kiedy odświeżyłem sobie Mickiewicza, uderzył mnie kontrast: pojawiały się jakieś postaci, ale nie za bardzo wiadomo, gdzie i kiedy, w dodatku nie miały genomu ani paszportu. Wiek i wykształcenie – nieznane. Ci fikcyjni ludzie nie mieli tożsamości, żyli i umierali wyłącznie na potrzeby swoich historii.

Przypomniała mi się wtedy mała książeczka, którą dawno temu dostałem od matki na urodziny. Bezmiar form i ujęć z Ćwiczeń stylistycznych Queneau to w gruncie rzeczy nasz sposób postrzegania i tworzenia świata. Po raz pierwszy przekonałem się osobiście, że czasem wychodzą z tego rzeczy dziwne i zaskakujące.

O AUTORACH

Aleksandra Kasprzak

Urodzona w 1998 roku, studentka filologii rosyjskiej i sztuki pisania na UAM. Poetka, czasem slamerka, plakaciara, feministka. Ma trójkolorowego kota o imieniu Mysza.

Daniel Tamkun

Uczestnik warsztatów prozatorskich Biura Literackiego w 2020, 2021 i 2022 roku. Mieszkam w Warszawie, w wolnych chwilach tęsknię za Gdańskiem.

Helena Burdzińska

Studentka mieszkająca w Amsterdamie, pasjonatka historii sztuki i polskiej literatury. Obecnie zajmuje się głównie niezobowiązującym myśleniem o takich rzeczach jak tożsamość i emigracja.

powiązania

Doświadczanie romantyczności

recenzje / KOMENTARZE Piotr Śliwiński

Autorski komentarz Piotra Śliwińskiego, towarzyszący premierze książki Romantyczność. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza, wydanej w Biurze Literackim 5 września 2022 roku.

WIĘCEJ

Romantyczność. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza

utwory / zapowiedzi książek Joanna Roszak Miłosz Biedrzycki Piotr Matywiecki

Fragmenty zapowiadające książkę Romantyczność. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza, która ukaże się w Biurze Literackim 5 września 2022 roku.

WIĘCEJ