Wiara, nadzieja i krwawa łaźnia
nagrania / transPort Literacki Różni autorzySpotkanie z udziałem Filipa Łobodzińskiego, Tadeusza Sławka i Oli Budki w ramach festiwalu TransPort Literacki 27. Muzyka Hubert Zemler.
WięcejImpresja Tadeusza Sławka, towarzysząca premierze książki Artemida pocieszycielka Pauli Meehan w tłumaczeniu Tadeusza Sławka, wydanej w Biurze Literackim 6 stycznia 2026 roku.
Biuro Literackie
kup książkę na poezjem.pl
1.
To wiersze o żałobie i stracie. Czyli o tym, co dla człowieka istotne, co źródłowe dla sposobu, w jaki zamieszkuje (a może lepiej rzec: gości) w świecie. Na początku wielkich wydarzeń, z których rodzi się kultura i dokonuje się przemiana (na dobre lub złe) ducha człowieka, jest jakaś forma ofiary. Wiele z wierszy Pauli Meehan to pożegnalne elegie, upamiętnienie tych, co odeszli, a do owego upamiętnienia czas pandemii dopisał swój ponury komentarz: oddzielił ludzi od siebie sanitarnym kordonem, uzmysławiając nam, jak bardzo i jak paradoksalnie, strata związana jest z bliskością. Tradycyjny topos utrwalił ten obraz: śmierć to przejście na „drugą stronę”, a zadaniem pozostających po „tej stronie” jest troska, by ruszający w tę wędrówkę miał wszystko, co potrzebne. Grecy mieścili te wszystkie potrzeby w jednej monecie: obol miał być gwarantem niczym niezakłóconej przeprawy. Mnożymy obole, zamieniając w słowa: to, co i jak mówimy, nieoczekiwane lśnienia, jakie znajdujemy w słowach tylko pozornie dobrze znanych, wyposaża zmarłego na drogę. A ponieważ myślenie badające słowa zwie się poezją, przeto rola poetów jest niebagatelna: stoją na pograniczu życia i śmierci, spoglądając w obie strony. Na krawędzi.
2.
Do tego określenia przyjdzie nam jeszcze powrócić. Na razie powiedzmy, że myślenie słów jako opłaty za przejście na „drugą stronę” jest także formą pocieszenia.
Choć nie możemy wzajem się pocieszyć, izolowani
w kuchniach, urzędach, akademikach, pracowniach,
zamknięci w zgrzebnych chatach albo rezydencjach
rozrzuconych po całej ziemi i kapryśnych morzach,
przecież odprawiamy żałobę za tobą. Jeśli mówimy „godność”,
„miłość”, „cisza” i „tęsknota”… obracamy te słowa w palcach niczym obole,
opłatę za przejazd na tę drugą stronę… dodamy do nich jeszcze
„honor”, „wdzięczność” i na dzwonek komunii pochylimy głowę
przed samotnością, którą czujemy, kiedy nas opuszczasz.
Misją tej, która niesie pocieszenie, Poetka obdarza Artemidę.
3.
Dziwna to bogini. W wyobrażonej przez Roberta Calassa scenie mała Artemida siedzi na kolanach Zeusa i snuje opowieść o swoim przyszłym życiu. Chce mieszkać w górach, z dala od miast, a towarzyszyć jej mają młode kobiety: sześćdziesiąt okeanid i dwadzieścia nimf. Najwidoczniej chce trzymać na dystans mężczyzn, zamknąć się przed nimi, nie narażać się na ich wzrok. Kiedy urodziwy Akteon niebacznie ujrzy ją przez moment w kąpieli, ta spryska go wodą ze strumienia i zamieni w jelenia. Psy nie rozpoznają w rogatym stworzeniu swego pana i rozerwą go na kawałki. Artemida nie chce się wiązać ze światem; jest boginią dziewictwa. Jeśli zaś świat będzie chciał się do niej zbliżyć, Artemida (jak dowodzi przykład Akteona) nie cofnie się przed okrutną reakcją.
U Safony Artemida, bliźniacza siostra Apolla, składa przyrzeczenie:
„Dziewicą zostanę na zawsze, żyć będę
z polowania w górach, na szczytach gór,
ojcze, daj mi swoje błogosławieństwo”.
Otrzymała błogosławieństwo ojca i bogów.
(tłum. Nikos Chadzinikolau)
Niepróżno nosi łuk i strzały; sięgający ledwie kolan chiton pozwala jej na pościg za dziką zwierzyną. Sama dziewicza, potrafi docenić rozrodcze siły natury. W tej samej pieśni Safony czytamy: „Artemidę, opiekunkę zasiewów, nazywają też Elafebolos./ Nigdy nie wyszła za mąż, nie poznała miłości.
Paradoks czystości Artemidy jest piętrowy: (1) nie chce poznać miłości, jakby powoływanie do życia było tak wielkim zadaniem, że przekraczało siły pojedynczego kobiecego ciała. Nazywano Artemidę agrotérē – złączoną opiekuńczo z ziemią, glebą i tajemniczymi procesami w niej zachodzącymi. Sama nie rodząc, sprzyja światu jako zjawisku wielkiego, powszechnego rodzenia, przemiany form, obumierania i odradzania. (2) „Czystość” Artemidy nie oznacza moralnej niewinności; jest „czysta”, powstrzymując się od rozkoszy ciała, ale nie zawaha się przed naciągnięciem łuku i wypuszczeniem strzały, by wywrzeć zemstę na śmiałku, który odważył się naruszyć jej terytorium. Nie tylko Akteon, ale także olbrzym Orion przypłacił życiem próbę zamachu na cześć bogini. Powiadają, że jej imię nawiązuje do słowa artamos („zabójca”), a i jej brat bliźniak miał wiele wspólnego z zabijaniem.
4.
Jakie więc pocieszenie niesie Artemida? Ma ono niewiele wspólnego z „pociechą”, z uspokajającym zapewnianiem, że „będzie lepiej”. Przeciwnie – pocieszenie bogini nie dotyczy tej czy innej sprawy; bierze się z poczucia przynależności do jednego wielkiego procesu stawania się, który z jednej strony porządkuje czas, układając go w ewolucyjne ciągi, z drugiej – wstrząsa owym porządkiem, pozwalając w jednym przebłysku dostrzec zachwycającą archaiczność naszego dzisiejszego bycia, ujrzeć siebie jako istnienie wywodzące się z przeżywanej teraz prapamięci życia. Poezja jest dialogiem dwóch czasów: Chronos dbający o kontynuację naszego indywidualnego trwania w historii rozmawia z Kairosem, który rozkłada nasze życie na niepowiązane z sobą momenty czasu wyjątkowego. Gdy myśl ożywia energia Kairosa, jednostka wychodzi ze swych granic, znajdując się w przestworze czasu geologii i niezmierzonych przestrzeniach wszechświata. Pocieszenie Artemidy otwiera drogę mądrości, bowiem, jak utrzymywał Seneka, „Szeroko rozpościera się życie mędrca; nie zamykają go te same granice, co innych” (tłum. Leon Joachimowicz). Oznacza to niezwykłą bliskość tego, co odległe; okazujemy się wtedy jakby pustą łupiną, którą teraz wypełniamy czymś całkowicie nieoczekiwanym, boskim, dzikim, zwierzęcym – innym niż „ja”, i dopiero wtedy odczuwamy, jak bardzo mylne było nasze dotychczasowe pojmowanie „ja”. To doświadczenie kairos.
Wtedy stajemy się wyrzeźbionymi przed tysiącami lat runami przyszłego życia. Przeczytamy w wierszu, że kiedyś, kiedy
(…) smutny ten świat już w proch się obróci: dumne moje kości
przetrwają niczym starodawne runy
na dnie morza, gdzie przyszłe życie w praiłach się istoczy,
jak trylobity, jak ramienionogi, rozmarzone
kalamity – takie kruche voodoo wieczności.
Geologia i magia (voodoo), archaiczne istoty i człowiek, powietrze i woda: wszystko splata się w jeden egzystencjalny węzeł nieprzeliczonych nici. Poezja jest Ariadną, która daje nam nić po to, by wprowadzić nas do labiryntu, bo dopiero tam, w środku, przemierzając kręte korytarze i nasłuchując odgłosów dzikiego mieszkańca tej budowli, z którym będziemy musieli się zmierzyć, mamy szansę uniknięcia pułapki tego, co bezosobowe. Pocieszenie Artemidy: „bądź jak ja, bogini gór i lasów, ścigaj dzikie zwierzę, choć wiesz, że na końcu czeka cię zagadkowe milczenie”. To zachęta do uprawiania poezji i jednocześnie przestroga przed zawierzeniem słowu.
5.
Arcyważne jest, że pocieszenie Artemidy odsłania także dwa rodzaje pamięci. Inne jest życie kogoś, kto jest „dzieckiem maszyny”, dla kogo pamięć jest niczym więcej niż wciąż pomnażającym się zbiorem danych. Informacja nie stanowi afirmacji życia. Co najwyżej życie dokumentuje z zimną obojętnością. Informacja jest przedmiotem obrotu handlowego, podobnie jak i pamięć, której techniczna, komputerowa postać podlega rozszerzeniom, powiększeniom; kto się porusza w tym kręgu, poszukuje „dobrej ceny”, jest człowiekiem okazji. Béla Hamvas rzekłby, że taki człowiek wpuszcza w siebie to, co bezosobowe, udziela mu w sobie miejsca i w ten sposób psuje świat.
Poezja natomiast to myśl nieokazyjna, na swój sposób bezinteresowna, myśl myśląca się nie z pobudek zewnętrznych, lecz sama z siebie. Jak pisze Paula Meehan, poezja to skanowanie czasu w złocistym ulu wieczności. Jest w tym zdaniu obrona techniki (skan) i ludzka racjonalność (umysł), nauka (kodowanie), lecz jest i perspektywa wyjścia poza ich granice (złocisty ul wieczności).
Przeczytałam, że każdy żyjący dzisiaj niedźwiedź polarny ma mitochondrialne
DNA
jednej wspólnej matki, irlandzkiej brunatnej niedźwiedzicy, która dawno temu
przewędrowała przez pustynie ostatniej epoki lodowcowej, i znalazłam w tym
pocieszenie.
Trwał długi upalny poranek spędzany z dziećmi maszyny,
z ich gadką o pamięci, o tym, jak by ją kupić, i po dobrej cenie, ale ja,
strażniczka pamięci z zawodu, skanuję myślą czas zakodowany w złocistym ulu
umysłu wieczności.
6.
Nie porzucajmy jeszcze tego niezwykle bogatego zdania: scan time coded in the golden hive mind/ of eternity. Czasownik nadający bieg tej frazie odnosi nas wprost do nowoczesnego oprzyrządowania, ale kryje się w nim istotna dyskusja na temat relacji techniki ze światem. Słowniki pouczą dzisiaj, że nowoczesne użycie czasownika scan to szybkie przebiegnięcie wzrokiem po tekście (tak właśnie działa skaner); ale przypomną także, że dawniej wręcz przeciwnie – scan oznaczało uważnie i starannie, nawet metodycznie, przypatrywać się danemu miejscu. W następnym kroku powiążą tę czynność uważnego, a więc i poważnego spojrzenia ze sposobem, w jaki utrwalamy i przekazujemy to, co postrzeżemy: scan to obdarzać jakąś wypowiedź rytmem, skandować, czy lepiej – recytować z zachowaniem stosownego metrum. Oto i drugi rodzaj pamięci: rodzi się ona z uważnego spojrzenia odkrywającego czas jako moment kairos, w którym odkrywamy swe pochodzenie od „jednej wspólnej matki”, doświadczamy DNA istnienia, a język stara się doświadczenie owo przetworzyć w szczególny sposób zwany poezją.
Kolejne oblicze pocieszenia Artemidy przypomina o tym, że musimy przypomnieć sobie, iż jesteśmy „strażnikami pamięci z zawodu”, przy czym nie oznacza to przypisania do konkretnej człowieczej profesji, lecz – wychodząc poza te ograniczenia – do życia jako wspólnoty tego-co-jest. W imię tej wspólnoty doświadczamy bycia nie jako gromadzenia informacji, lecz jako procesu komunikowania się, co każe zastanowić się nad formą owej komunikacji.
7.
W tej materii pocieszenie Artemidy staje się wskazówką, jak przetransponować doświadczenie kairos i wspólnoty wszystkiego-co-jest na stylistykę i retorykę języka, który przecież szybko ujawnia swe ograniczenia. Czy język może wyjść z domeny tego, co człowiecze, połączyć ludzkie z nie-ludzkim, ziemskie z niebiańskim (w znaczeniu „boskim”) i niebieskim (w sensie gwiazd i planet), śmiertelne z nieśmiertelnym? Podpowiada Poetka: by tak mogło się stać, a słuszniej powiedzieć – by rozpocząć ruch w tę stronę, należy traktować język jak morze, po którym żeglujemy. To, rzecz jasna, stara metafora ludzkiego losu, ale tym razem kładziemy akcent gdzie indziej: nie na groźną nieprzewidywalność morza, gotowego w każdej chwili zmiażdżyć kruchy statek, lecz na konieczność uważnego sondowania podczas trwania żeglugi.
pośród tego wszystkiego, choć groza napiera,
ona zważa na język, każdy dźwięk badając,
sonduje każdą głoskę i każdą literę,
śpiewa pieśń wody, płynnego lustra wszechświata.
Jak porwany przez kosa niegdysiejszy skryba,
co na marginesach kreślił dom lekki jak piórko,
przez wieki tropiliśmy tę gwałtowną miłość,
silniejszą od boskich surowych przykazań:
nasze gniazdo tam, na krawędzi, którą zwiemy wiersz.
Gwałtowna, silniejsza od boskich przykazań miłość do języka polega na zgłębianiu słowa i litery po to, by można było w miarę bezpiecznie – śpiewając „pieśń wody” – dopłynąć do granicy wypowiadalności, na której to granicy to, co powstaje, zyskuje miano „wiersza”. Poezja, czyli sondowanie słowa i litery, to myślenie krawędzi i na krawędzi tego, co można, co da się wypowiedzieć. Życie na krawędzi jest zawsze życiem niebezpiecznym, ale wymaga od nas czujności i uważnego spojrzenia. Ostatecznie, żyjąc w usieciowionym świecie, w rzeczywistości złapanej w sieć globalizujących przepływów, znajdujemy się (mówi Derrida), „w istocie na krawędzi wojen, które od 11 września mniej niż kiedykolwiek dotąd pewne są swego języka, sensu i miana”.
8.
Takie doświadczenie nie zrywa z codziennością życia; sondując ją i nadając jej elementom na nowo pozornie dobrze znane, lecz w istocie gruntownie przekształcone, nazwy, kształtuje nasze otoczenie niczym Heraklitejską rzekę. Wszystko w niej jest ruchome; wszystko daje się unosić jednym powszechnym nurtem. Brak przecinków przy wyliczaniu owych elementów codziennego świata jest zapisem owego pływu rzeki zmierzającej do ciemnego morza. Ale myślenie na krawędzi jest myśleniem z głębi wdzięczności za to, co nas spotyka w owej żegludze. Jak w tym wierszu poświęconym Gary’emu Snyderowi:
Siedzieć godzinę z wdzięcznością, gdy serce
chłonie drobiny kurzu, promienie słońca, cień,
w tym gaju sekwoi umysł się rozszerza
aż po samą krawędź lasu, co jest krawędzią
umysłu, gdzie widzę zaklętą ścieżkę
prowadzącą przez gęsty las dzieciństwa,
linijki twoich wierszy na mych pustych dłoniach,
liście, strony twojej poezji śnią całą epokę:
Gdy pamiętać, że rzymską bliźniaczą siostrą Artemidy jest Diana, bogini kojarzona z księżycem, tajemnicza „Luna – dama księżyca”, jak przeczytamy o niej w jednym z wierszy, zobaczymy, że chodzi nie tylko o biologiczne krewieństwo kobiety z rytmami księżyca, ale również o związek z morzem, falowaniem przypływów i odpływów, które słyszymy w tylu wersach Meehan, i niezgłębioną siłę przyciągania, egzystencjalną grawitację, antropo-geo-logiczną łączność, powinowactwo czasów i przestrzeni. Tajemnica bliskości dwojga przytulonych do siebie ludzi, to tajemnica ich „nieśmiertelności”: gdy ogarnie ich blask Kairosa, stają się uczestnikami wszystkich epok, wszelkich form i kształtów. Czytamy u Hamvasa: „Baader mówi, że gdy obejmujemy i przytulamy kobietę, przyciągamy ją z powrotem do tego wyjątkowego miejsca między żebrami, skąd została wyjęta”. Wieczny ruch fal i prąd Heraklitejskiej rzeki to obrazy wielkiej Metamorfozy, której częścią jesteśmy.
w wiadrze odbijają się planety i światło gwiazd,
słońce i komety, Luna – dama księżyca, służka świętej Brygidy.
Mój oddech, stary duch, drży w szarych niewyraźnych
odbiciach geologicznych epok ziemi, prastarych mórz,
lasów, gdzie kiedyś – był taki czas – na huśtawce lian
przelatywaliśmy z drzew na pnie spławiane rzeką,
pnie powalone, co potem stały się łupkiem,
co potem stał się węglem, co potem stał się diamentem.
Tych dwoje to ogień:
dziewiczy i płomienny. Są nieśmiertelni.
9.
Dziewiczość Artemidy jest czystością westalki: vestal and flame, mówi Poetka. Chodzi więc o coś więcej niż o seksualną wstrzemięźliwość; o ile tak pojmowana dziewiczość zamyka jednostkę w kręgu jej własnego ciała, o tyle wystarczy pamiętać o roli westalek w starożytnym Rzymie, by zacząć się domyślać, że stawka jest poważniejsza. Chodzi przecież o pełnienie straży nad najważniejszymi sprawami państwa: jak długo westalki podtrzymywały święty ogień Westy, tak długo utrzymywał się dobrostan społecznej wspólnoty. Wygaśnięcie ognia niosło wszystkim niechybne nieszczęście.
Pocieszenie, jakie niesie Artemida, jest przypomnieniem o konieczności (ale także o płynącej z tego radości) namysłu nad rodzajem i jakością wspólnoty i zobowiązaniem do roztropnego połączenia starań jednostki o jej dobrostan z troską o dobrostan powszechny. Luna/Diana i Artemida tworzą ze świętą Brygidą matriarchalny tercet mądrości. Czternastowieczna szwedzka mistyczka i teolożka razem z grecką i rzymską boginią przewodniczą tym, którzy chcą myśleć o choćby w miarę harmonijnym, a najważniejsze – wolnym od okrucieństwa – współistnieniu ludzkiego i nie-ludzkiego, ziemskiego i kosmicznego, osobistego i społecznego. O świecie, w którym kurczą się wpływy bezosobowego.
Powiedzmy otwarcie: boginie południa i święta z północy niosą pociechę namysłu nad Europą, jej przyszłością i tym, co dla tej przyszłości najistotniejsze. Nic dziwnego, święta Brygida jest obok Edyty Stein i Katarzyny Sieneńskiej oficjalną patronką Europy. Swą medytację nad Starym Kontynentem włoski filozof Paolo Rumiz rozpocznie od inwokacji do Luny, „syreny portowego zaułka”, dalej będzie suplikował o to, co już znamy z poezji Pauli Meehan – o kairotyczny rozbłysk czasu, w którym przeszłość przetapia się w przyszłość, a teraźniejszość odtwarza geologiczne epoki: „Pomóż mi przywołać burze błysków weselnych nocy, dymiące wulkany, ostre skały, śniegi Parnasu i moje Cyklady, materię kosmiczną, która stała się wyspą, stado młodych krów wędrujących pod okiem pędzącego Byka”. To, co najstarsze, na co brak miary ludzkiego czasu, okazuje się nowe.
10.
Oto pocieszenie Artemidy: przypatrując się mapie wysp rozrzuconych po Morzu Śródziemnym wracamy do źródeł naszego bycia, bowiem, jak uczył inny wielki rzecznik europejskiej przygody myślenia Béla Hamvas: „Człowiek nie jest, tylko dzieje się, a na dodatek dzieje się w czasie nieskończonym, podczas gdy wszystko wokół niego rozpada się i rośnie, rozpada się i rośnie: dom, krajobraz, okolica, las, morze, ziemia, słońce, gwiazdy”. Poprawiam się zatem: Luna/Diana, Artemida, św. Brygida nie tylko „przewodniczą” tej medytacji nad wyzwaniem, jakim jest Europa. One przewodzą naszemu życiu, snują opowieści będące gwiazdami przewodnimi.
Tak bardzo brakowało mi Aten.
Chciałam cię zabrać na te wyspy,
do białych, świetlistych miast południa,
byśmy mogli odnaleźć genius loci epoki brązu,
mity, które – przeczuwałam – mogły prowadzić mnie w życiu
Wyspa musi przyciągać uwagę Europejczyka: w nieustannej metamorfozie, gdy wszystko wokół rozpada się i rośnie, ten okruch lądu, niekiedy ledwie punkt na bezkresnym błękicie, niewielki kawałek materii często o burzliwej przeszłości, wzrusza swą kruchością. Wyspy to gwiazdy na niebie morza, które wyobraźnia łączy w archipelagi, podobnie jak wyimaginowane linie pozwalają pojedynczym gwiazdom snuć opowieść jednej, wspólnej konstelacji. By tak się stało, nieodzowne jest uważne i troskliwe spojrzenie, spojrzenie sondujące. Wtedy wraz z tym kawałkiem kosmicznej materii powrócimy do podstawowej, fundamentalnej macierzyńskości istnienia.
Ta wyspa chwyciła mnie za serce: doliny rzeźbione lodowcem,
głazy narzutowe, moreny, ozy, torfowiska, jaskinie krasowe,
łąki i rzeki; i zesłana nam tutaj z wysokości –
planeta Ziemia – nasza pełna powagi matka widziana z wysokości.
Wtedy ewolucja odsłoni przed nami doświadczenie atropo-geo-logiczności istnienia, wciąż nowych narodzin i nowych apokalips: doświadczenie „pierwotnego ludu” odtworzone w blasku Kairosa:
Wieczność wprawia w ruch mitochondria,
wolno bije puls ewolucji gdzieś głęboko
w prehistorycznym mózgu gada,
siedziba instynktu; moja wyobraźnia odrodzonego
pierwotnego ludu spogląda krytycznie z takiej odległości
i śni nowe apokalipsy, szuka słów proroczych,
choć obawia się, że potomność pewnie ich nie usłyszy.
Nie tylko głęboki sen zanurza nas w wieczności; snem poety jest wiersz i prowadzące przez niego ścieżki języka. Poeta sonduje sny, a zatem nie może nie sondować słów i liter, tworzy ich mapy, szuka w nich tego, co nieoczekiwane, obrazów, które kiedyś śniły się owym słowom, a teraz z pozornie dobrze znanych, niemal nudnych słów, czynią nowe, dające do myślenia pojęcia.
I tak kiedyś, na lekcji, blisko Wszystkich Świętych, siedziałam w ostatnim rzędzie
i doszło do mnie, że „galaktyka” mieści w sobie greckie słowo
„gala” – czyli „mleko”! Mogłam poczuć na własnym języku
niczym sakrament smak Mlecznej Drogi, naszej kosmicznej matki.
I lekkim tanecznym krokiem wprowadziłam do wiersza
to niezwykłe światło – mleko ludzkiej dobroci i krewieństwa,
życiodajne mleko. Co mnie znów sprowadza
do Alma Mater, matki żywicielki, matki opiekunki, bliskiej
krewnej Ceres oraz Marii Panny, Królowej Niebios dla uczonego
mediewisty, do tego złotego łańcucha pamięci, którego każde
lśniące ogniwo wiąże mnie z tym miejscem,
daje mi poczuć się jak w domu, osesek u cycka
ludzkiej i nie-ludzkiej wiedzy,
to moje życiodajne metrum, litościwe, nieprzebrane złoże.
Urodzony w 1946 roku w Katowicach. Ukończył Liceum im. Adama Mickiewicza w tymże mieście, absolwent filologii polskiej i angielskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Związany z Uniwersytetem Śląskim nieprzerwanie od 1971 roku, rektor Uniwersytetu w latach 1996-2002. Wraz z kontrabasistą Bogdanem Mizerskim autor i wykonawca esejów na głos i kontrabas. Zajmuje się historią literatury angielskiej i amerykańskiej, literaturą porównawczą, zagadnieniami życia publicznego. Ważniejsze publikacje: Calling of Jonah. Problems of Literary Voice (wspólnie z Donaldem Weslingiem), Maszyna do pisania. O teorii literatury Jacquesa Derridy (wspólnie z Tadeuszem Rachwałem), U-bywać. Człowiek, świat, przyjaźń w twórczości Williama Blake’a (2001), Antygona w świecie korporacji (2002), Ujmować. Henry David Thoreau i wsponota świata (2009), NIC-owanie świata. Zdania z Szekspira (2012), U-chodzić (2015).
Spotkanie z udziałem Filipa Łobodzińskiego, Tadeusza Sławka i Oli Budki w ramach festiwalu TransPort Literacki 27. Muzyka Hubert Zemler.
Więcej
Esej Tadeusza Sławka otwierający festiwal TransPort Literacki 27. Muzyka Bogdan Mizerski i Hubert Zemler.
Więcej
Impresja Tadeusza Sławka, otwierająca festiwal TransPort Literacki 27.
Więcej
Piąty odcinek cyklu Książki z Biura. Nagranie zrealizowano w ramach projektu Kartoteka 25.
Więcej
Spotkanie wokół książek Wyspa na Księżycu Williama Blake’a, świnia jest najlepszym pływakiem Mirjoluba Todorovicia, Kielich upojenia Otona Župančiča oraz Skóra byka Salvadora Espriu z udziałem Tadeusza Sławka, Jakub Kornhauser, Miłosza Biedrzyckiego, Filipa Łobodzińskiego, Joanny Orskiej i Jakuba Skurtysa w ramach festiwalu Stacja Literatura 25.
Więcej
Recenzja Tadeusza Sławka, towarzysząca wydaniu książki Johna Lennona Przestworzone rzeczy, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, którą ukazała się w Biurze Literackim 30 listopada 2020 roku.
Więcej
Głos Tadeusza Sławka w debacie „Ludzie ze Stacji”.
Więcej
Spotkanie wokół książek Santarém Elizabeth Bishop, Samotność przestrzeni Emily Dickinson i Nie gódź się Patti Smith z udziałem Tadeusza Sławka, Filipa Łobodzińskiego, Joanny Mueller oraz Juliusza Pielichowskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.
Więcej
Rozmowa Krzysztofa Siwczyka z Tadeuszem Sławkiem, towarzysząca wydaniu książki Williama Blake’a Wyspa na Księżycu, w tłumaczeniu Tadeusza Sławka, która ukazała się w Biurze Literackim 2 marca 2020 roku.
Więcej
Autorski komentarz Tadeusza Sławka, towarzyszący wydaniu książki Williama Blake’a Wyspa na Księżycu, w tłumaczeniu Tadeusza Sławka, która ukazała się w Biurze Literackim 2 marca 2020 roku.
Więcej
Fragment zapowiadający książkę Williama Blake’a Wyspa na Księżycu, w tłumaczeniu Tadeusza Sławka, która ukaże się w Biurze Literackim 2 marca 2020 roku.
Więcej
Fragment zapowiadający książkę Williama Blake’a Wyspa na Księżycu, w tłumaczeniu Tadeusza Sławka, która ukaże się w Biurze Literackim 2 marca 2020 roku.
Więcej
Fragment zapowiadający almanach Wiersze i opowiadania doraźne 2019, który ukaże się w Biurze Literackim 4 września 2019 roku.
Więcej
Rozmowa Juliusza Pielichowskiego z Tadeuszem Sławkiem, towarzysząca wydaniu książki Samotność przestrzeni Emily Dickinson, w tłumaczeniu i wyborze Tadeusza Sławka, która ukazała się w Biurze Literackim 24 czerwca 2019 roku.
Więcej
Głos Tadeusza Sławka w debacie „Poetycka książka trzydziestolecia”.
Więcej
Fragment zapowiadający książkę Samotność przestrzeni Emily Dickinson, w tłumaczeniu Tadeusza Sławka, która ukaże się w Biurze Literackim 24 czerwca 2019 roku.
Więcej
Spotkanie autorskie wokół książek Tarantula Boba Dylana oraz Pieśń torby na pawia Nicka Cave’a z udziałem tłumaczy Filipa Łobodzińskiego i Tadeusza Sławka w ramach festiwalu Stacja Literatura 23. Prowadzenie Jerzy Jarniewicz.
Więcej
Fragment zapowiadający książkę Pieśń torby na pawia Nicka Cave’a w przekładzie Tadeusza Sławka, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 9 kwietnia 2018 roku.
Więcej
Fragment zapowiadający książkę Pieśń torby na pawia Nicka Cave’a w przekładzie Tadeusza Sławka, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 9 kwietnia 2018 roku.
Więcej