recenzje / ESEJE

Co to za radio? Ramówka Sośnickiego

Marek Olszewski

Esej Marka Olszewskiego towarzyszący premierze książki Spóźniony owoc radiofonizacji Dariusza Sośnickiego, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 3 listopada 2014 roku.

Okladka__Spozniony_owoc_radiofonizacji__rgb Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Najnowszą książkę Dariusza Sośnickiego – nieodbiegającą znacząco od tego, co znamy z dotychczasowej twórczości poety – inicjują wersy Zaproszenia, które są poetycką autoprezentacją, w pierwszym odruchu budzącą skojarzenia z freestyle’ową poetyką piosenki hiphopowej. Są też gestem otwarcia się na odbiorcę i – wykonanym w tym samym momencie – trzaśnięciem drzwiami przed nosem każdego, kto chciałby zobaczyć w tekście odbicie własnego narcystycznego wizerunku. Tak to się zaczyna:

Oto jest moja dziedzina, bracie, przyjacielu,
mój widmowy dom, zapraszam cię do niego
o dowolnej porze. Oto drzwi nie do sforsowania
i okna, przez które dojrzę cię z daleka
i przejrzę, by odnaleźć nieczyste intencje,
źle maskowane atuty. Oto są schody,
może niezbyt kręte, lecz dość, uwierz, żeby cię skołować,
gdy zajdzie taka potrzeba. I wyprowadzić
w puste semantycznie pole, słowa nie znajdziesz,
by się o nie oprzeć i odeprzeć mój atak,
jakże skuteczny, choć konwencjonalny.

(Zaproszenie)

 1.

Jak wynika już choćby z przytoczonego fragmentu, wiersze pomieszczone w tomie Spóźniony owoc radiofonizacji układają się w fortyfikacje, wewnątrz których oszańcowało się buńczuczne, ale mimo wszystko całkiem dobrze poukładane i porządne „ja” poety. Można w tej figurze dostrzec cechy statecznego, odpowiedzialnego i przedsiębiorczego mieszczanina (wiersze takie jak Ani złotówki rodzą pokusę wsparcia się o stereotypem podpowiadającym, o jakie miasto w Polsce może chodzić), który przedkłada rozsądek ponad artystyczne brewerie. Czasem zdaje się trochę żałować, że obowiązkowość czy pewna zachowawczość charakteru nie pozwoliły mu zaznać ekstremów, niechby i szalonej, zakazanej miłości z cygańską córką karuzelnika. Ale cóż, ten, który uwolni się od wszystkiego, równie dobrze może zostać z niczym (Code blues). W jego wizerunku dominuje więc równowaga. Bo przecież liryczny ekscentryk, rewolucjonista czy inny poète maudit nie postawi w wierszu takiego choćby kołtuńskiego dylematu:

pracować w niedzielę
czy posiedzieć dziś dłużej,
stworzyć słonia morskiego,
latającą wiewiórkę?

(Słoń morski, latająca wiewiórka)

Poeta ma poza wierszami też inne sprawy na głowie i to paradoksalnie może mu dodać wiarygodności, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę estymę, z jaką odnosi się w swoich tekstach do wszystkiego, co przyziemne, dosłowne, naoczne. By zilustrować tę specyficzną dlań cechę, ograniczę się do krótkiego zrelacjonowania przebiegu jego potyczki z mistrzem lirycznej wzniosłości – Czesławem Miłoszem. W wierszu Księgi wieczyste parafrazującym w początkowym dystychu słynne Obłoki noblisty, Sośnicki nie pozostawia wątpliwości, co bardziej od pozbawionych wyraźnego adresu, metafizycznych niepokojów skupia na sobie jego uwagę: „Domy, nasze straszne domy, / one będą tu stać jeszcze nawet dwieście lat”. Znać w tym kondycję człowieka zadomowionego, rodzinnego, składającego deklarację przywiązania do tu i teraz rzeczywistości. W innym z kolei miejscu, jakby znów w nawiązaniu do przywołanego już utworu Miłosza, padają słowa pochwalne wobec pustego, wyczyszczonego z obłoków nieba – jest ono bliższe estetycznej wrażliwości autora uczulonego na kicz:

Wietrze, po całodziennej pracy
efekt jest znakomity: niebo wylizane do czysta.
Żaden obłok nie okaże mi obojętności,
żaden nie przybierze kształtu z taniej alegorii.

(Do jutra)

 2.

Sięgnięcie po lekturę Spóźnionego owocu radiofonizacji oznacza pójście na wojnę – by trzymać się walecznej retoryki znamionującej inicjujący książkę wiersz – przede wszystkim z własnymi przyzwyczajeniami. Pierwsze z nich, kasowane już na starcie, wierzy na przykład w „prozę życia” i „wyjątkowość pieśni”. Biada. Autor pamiętnego Marlewa – choć z temperamentu liryk raczej łagodnego serca – nokautuje automatyzm wyuczonych reakcji na wiersz, towarzyszących im pustych konwenansów i bezrefleksyjnych, celebrowanych zachowań, które odgrywając łzawą wrażliwość, tak naprawdę tylko ją stępiają. Poezja nie musi udawać sekretnych wtajemniczeń, zresztą nie wszystko, co „wieczne, ponadczasowe, trwałe”, musi ją koniecznie i „z urzędu” obchodzić:

Odkryjcie nowe jaskinie
oraz ich stalaktyty,
odwieczni speleolodzy:

kropla buduje skałę
minerał za minerałem;
dlaczego ja, na Boga,
miałbym się tym ekscytować?

(Chmury, dymy i smogi)

Ten łomot spuszczony pięknemu duchowi liryki (ale w słusznej sprawie – życie, cóż począć, częściej objawia się tam, gdzie biją, nie tam, gdzie rymują), a przy okazji też i prztyczek w nos napuszonego pozerstwa, chyba nigdy nie przestaną mnie w tej kunsztownie wersowanej i rytmicznej… prozie (?) zachwycać. Bo przecież nie ma nic gorszego niż nudne poklepywanie się po plecach autora i czytelnika, zgodnie utwierdzających się w ustalonych światopoglądach.

Poetyckość Sośnickiego – choć niepozorna i daleka od nachalności – domaga się mimo wszystko dostrzeżenia i nazwania. Najbardziej widoczna jest w powielanym i konsekwentnie przeprowadzanym procederze nawlekania frazeologii na jedną, centralnie sterującą metaforę, która wyznacza temperaturę całości tekstu. Mogą to być np. baterie (Czarna Madonna z Centry), ryby (My z matką), ziemia (Dzień Ziemi), ale też bardziej ogólnie: niezliczone ilości rekwizytów czy strzępki matryc fabularnych pożyczone z Biblii (Święta rodzina, Maryland). Język poety prowokuje do przeglądu archiwum gotowych formuł służących opisaniu „tego, co się dzieje” i wtórnie niejako znamionujących ludzką obyczajowość. Jakkolwiek mam wrażenie, że rozróżnienia rodzajowe schodzą u tego autora na dalszy plan i nie proszą się o osobny komentarz.

 3.

Przywołane na początku we fragmencie Zaproszenie to charakterystyczny dla Dariusza Sośnickiego wiersz, służący samookreśleniu własnej postawy i dyscypliny twórczej, a w kontekście całości tomu – nastrojeniu procesu odbioru na odpowiednie fale. Co ważne, nie ogranicza się on tylko do wskazanego powyżej wątku prężenia muskułów i odstraszania woźnych z gotowymi kluczami. Zbyt zależy poecie na rozmowie, by już na starcie odprawiać czytelnika z kwitkiem. Zaproszenie zawiera podpowiedź.

W kilku ostatnich linijkach tego utworu poeta – jakby pozazdrościł Tadeuszowi Dąbrowskiemu dezynwoltury tytułu jego ostatniej książki – „zaprasza pomiędzy”, a więc w zmitologizowaną przestrzeń niedopowiedzenia, w wewnętrzną sferę doświadczenia tekstu poetyckiego: między noc a jej kres, słowa a ich brak, konwencje a ich przemilczenia. Intuicja podpowiada, że gdzieś tam skrywa się istota, życie „chwilowo niedostępne, w cieniu słów i słów” (TLK Starosta, odcinek Warszawa – Zielona Góra). Przekaz w tym wypadku wydaje się jasny: równie ważne i produktywne, co momenty łatwo objawiającego się sensu, są miejsca utraty zasięgu, szumy i zakłócenia w odbiorze.

Może między innymi stąd w tytule nowej książki autora Marlewa radiofoniczna metafora? Pod jej fachowym, oficjalnym brzmieniem kryje się pojęcie oznaczające proces wprowadzania na jakimś terenie urządzeń służących zarówno nadawaniu, jak i odbiorowi fal radiowych. Czy wiersze programowo zwyczajne, ostentacyjnie narracyjne, często sprawiające wrażenie surowych, nie są takimi właśnie nadajnikami – z jednej strony podsłuchującymi rzeczywistość, z drugiej przekazującymi nabytą „wiedzę” dalej? Czy nie leży w ich interesie podglądanie i naśladowanie samego procesu obiegu informacji, krążenia słów, myślenia kulturą (jak w tytule sonetu: Trochę z życia, trochę z Iwaszkiewicza)? A skoro tak, dlaczego nie dostrzec w nich wypowiedzi akcentujących po prostu kolonizatorskie zapędy języka oraz – idąc dalej – podboje prawodawców dominujących dyskursów:

Zaraz zamontujemy głośniki.
Zaraz udostępnimy radioodbiorniki.
Zakres fal ustawimy i będziemy czekać.

(Instrukcje dla Kolonii M.)

Istnieje ważny powód, dla którego poezja i radio dają się obok siebie bezkolizyjnie ustawić. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku chodzi o otwarcie zapośredniczonego w słowach okna na świat. Patrząc z tej perspektywy na Spóźniony owoc radiofonizacji (polecam uwadze wiersz tytułowy), można w mnogości podejmowanych wątków usłyszeć fragmenty rozmaitych audycji, które z czarnej dziury rosnącej w ustach świata (Nowy dzień) docierają nawet do najodleglejszych zakątków rzeczywistości.

 4.

Jedną z nagminnie powtarzających się w poezji Dariusza Sośnickiego sytuacji jest okoliczność podróżowania, najczęściej pociągiem. Jeszcze za czasów Państwa P. przyniosła ona jeden z moich ulubionych, dwuznacznie romantycznych wierszy-fochów tego autora – Państwo P. i anty-Wanda z pamiętną, podszytą zabawnym resentymentem i stereotypem, „Norwidowską” pogróżką inteligenckiego mazgaja, wygłoszoną pod adresem łatwych kosmopolitek:

Duże piersi to nie wszystko.
Fatalne położenie geopolityczne kosztowało nas wiele,
ale to w tym języku pisali Gombrowicz i Lem, każdy trochę inaczej.
Kiedy już twój Węgier rzuci się z okna albo zażyje truciznę,
a Niemiec pogrąży się w piwie, futbolu i pornografii, zatęsknisz za krajem,

gdzie kruszynę chleba
podnoszą z ziemi przez uszanowanie.

Tym krajem.

(Państwo P. i anty-Wanda)

W Spóźnionym owocu radiofonizacji wracają obrazki zaobserwowane przez poetę w państwowych kolejach – prowincjonalne dziewczyny znów ruszają na poszukiwanie lepszego jutra, a pociąg ponownie mknie na zachód (TLK Starosta, odcinek Białystok – Warszawa). To bynajmniej nie Siwczykowska podróż „dokąd bądź”, ale ekspedycja z wyraźnie zakreślonym przez marzenia celem. Determinacja towarzysząca realizacji zamierzeń fascynuje mówiącego w wierszu podglądacza. W ogóle trzeba powiedzieć, że jego aparaty recepcyjne są wyczulone na każdy przejaw małomiasteczkowości, udawaną światowość, dowody plebejskich gustów czy nieporadne tuszowanie niskiego pochodzenia. Poeta przygląda się tym tożsamościowym pęknięciom z ciepłą ironią i poczuciem humoru.

Ale jego podróż odbywa się również w czasie. We wspomnienia wdzierają się kadry „z opowieści naszych ojców” oraz scenki przywołujące ducha ludowej przeszłości nadwiślańskiego kraju (My z matką, Do Kierownika Działu Technicznego – ten drugi tekst równie dobrze mógłby sygnować któryś z autorów Nowej Fali). I jeżeli zwizualizować sobie PRL jako mało efektowną rzeczywistość, zamkniętą w odgrodzonych od siebie płytami styropianu mieszkaniach, gdzie jedynym dowodem na istnienie wspólnoty są odgłosy symultanicznie grających radioodbiorników, to wyłoni się niezła ilustracja do nowych wierszy Dariusza Sośnickiego. Czytać warto je właśnie tak, jak słucha się radia: niezobowiązująco i wyławiając co lepsze kawałki dla siebie. „Nic sobie nie obiecuj. Lecz dobrze mnie zrozum: / zapraszam. Przyjdź z niczym, będę gotowy” (Zaproszenie).

O AUTORZE

autorzy_leksykon_300x300_Olszewski
Marek Olszewski

Urodzony ostatniego dnia sierpnia 1986 roku. Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej UJ. Teksty krytycznoliterackie publikuje na papierze (m.in. „Nowe Książki”, „Opcje”, „Nowa Dekada Krakowska”, „Wyspa”, „FA-Art”, „Arterie”, „Elewator”) i w sieci (m.in. dwutygodnik, artpapier). Współautor książki Literatura i kino. Polska po 1989 roku. Mieszka w Krakowie.

powiązania

RECENZJE_Swiat-dotkliwie-fizyczny

Świat dotkliwie fizyczny

recenzje / IMPRESJE Marek Olszewski

Recenzja Marka Olszewskiego towarzysząca premierze e-booka Łukasza Jarosza Soma, wydanego w Biurze Literackim 22 marca 2016 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_Julia_Szychowiak_Intro

Cicha symfonia Ja

recenzje / ESEJE Marek Olszewski

Recenzja Marka Olszewskiego z książki Intro Julii Szychowiak

WIĘCEJ
KSIAZKI_Podgornik_Zawsze

Gorycz „zawsze”

recenzje / ESEJE Marek Olszewski

Recenzja Marka Olszewskiego z książki Zawsze Marty Podgórnik, która ukazała się w czasopiśmie „Nowe Książki”.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Tablet-taty_1

Szlifowane chropawym pumeksem

recenzje / ESEJE Marek Olszewski

Recenzja Marka Olszewskiego z książek Susza i Tablet taty, która ukazała się w czasopiśmie „Nowe Książki”.

WIĘCEJ
RECENZJE_Kardonia-i-faber_1

Przebudzenie do śmierci

recenzje / IMPRESJE Marek Olszewski

Esej Marka Olszewskiego towarzyszący premierze książki Kardonia i Faber Łukasza Jarosza, która ukazała się 5 października 2015 roku nakładem Biura Literackiego.

WIĘCEJ
RECENZJE_Eugeniusz_Tkaczyszyn_Dycki_Kochanka-Norwida

„W polszczyźnie niczym w kościółku”

recenzje / ESEJE Marek Olszewski

p>Recenzja Marka Olszewskiego z książki Kochanka Norwida Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, która ukazała się w sierpniu 2014 roku w „Nowych Książkach”.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zawada_Swietne-sowy

Koguto – człowiek pieje w noc

recenzje / ESEJE Marek Olszewski

Recenzja Marka Olszewskiego z książki Świetne sowy Filipa Zawady, która ukazała się w lipcu 2013 roku w Nowej Dekadzie Krakowskiej.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zgorzkniale_zale

Zgorzkniałe żale albo piosenki o tym, że nie warto być miłym*

recenzje / ESEJE Marek Olszewski

Recenzja Marka Olszewskiego z książki Rezydencja surykatek Marty Podgórnik.

WIĘCEJ
WYWIADY_sosnicki

Niech tak zostanie

wywiady / O KSIĄŻCE Dariusz Sośnicki Marcin Jaworski

Z Dariuszem Sośnickim o książce Spóźniony owoc radiofonizacji rozmawia Marcin Jaworski.

WIĘCEJ
RECENZJE_sosnicki_komentarz

TLK Starosta. Odcinek Warszawa – Zielona Góra

recenzje / KOMENTARZE Dariusz Sośnicki

Komentarz Dariusza Sośnickiego do wiersza „TLK Starosta. Odcinek Warszawa-Zielona Góra” z tomuSpóźniony owoc radiofonizacji, który ukazał się nakładem Biura Literackiego 3 listopada 2014 roku.

WIĘCEJ
DZWIEKI_Instrukcje_dla_kolonii

Instrukcje dla Kolonii M.

dzwieki / RECYTACJE Dariusz Sośnicki

Wiersz z tomu Spóźniony owoc radiofonizacji, zarejestrowany podczas spotkania „Ambasadorzy Poezji” na festiwalu Port Wrocław 2015.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Spozniony-owoc-radiofonizacji

Z rozpędu (nowe wiersze Dariusza Sośnickiego)

recenzje / IMPRESJE Jacek Gutorow

Esej Jacka Gutorowa towarzyszący premierze książki Spóźniony owoc radiofonizacji Dariusza Sośnickiego, wydanej w Biurze Literackim 3 listopada 2014 roku.

WIĘCEJ