Planeta rzeczy zagubionych

13/09/2012 liryka

Dramaty, które się w tych wierszach rozgrywają, są lokalne, całkowicie subiektywne, prywatne, piętrzą się jak rupiecie w starej szufladzie. Planeta rzeczy zagubionych jest opowieścią o pozbywaniu się takich rupieci, robieniu porządków, by choć przez chwilę poczuć, że się żyje.

Wydawca
Biuro Literackie
Miejsce
Wrocław
Wydanie
1
Data wydania
2006-10-23
Gatunek
Liryka
Seria
Więcej poezji
Ilość stron
40
Format
145 x 205 mm
Oprawa
miękka
Papier
Amber Volume 1.5 90g
Projekt okładki
Artur Burszta
Projekt opracowania graficznego
Artur Burszta
ISBN
83-60602-07-7
spis treści

Lądy i oceany
Skośni kochankowie
Sybilla
Szuflada
Niezamierzona inwentaryzacja wspomnień
Dlaczego nie zostałam muzykiem
Trzeba być ulotnym jak lilia
Zaduszki
Echo
Widmo zimy
Kochankowie na niebieskim tle
A delikatna rozpacz lgnie do małych rzeczy
Bardo
W domu powinno być także miejsce dla zmarłych
Death full of flowers
Pani Midas
Plaża
Survival
Zakłócenia
Rybacy
Kochankowie na otwartym morzu
Wieczorem
Pierwsza
Chrząszcz
31 wierszy miłosnych
Spis strat (i zysków)

opinie o książce

Koniec wędrówki wciąż jeszcze odległy, początku również nie widać, z ostrych konturów wyłania się zgiełk. Jakieś pudełko, „szafa pełna ubrań”, „bezwzględny bucik”. To boli. Coś się skończyło. Coś osiadło na planecie. Niczym odbicie, nacięcie, zaginiony ślad na ciepłej ziemi. Julia tropi, podpatruje stracone. Julia wychodzi i długo nie wraca. Julia wie, że „księżyc przejeżdża po twarzy i zostawia ślady gąsienic” i że „niedźwiedzie chodzą pod oknem w kurtkach”. Ale świat już nigdy nie zostanie przewinięty do przodu, niczym film na taśmie VHS. Już nigdy nie będzie tak samo. Nie na darmo poetka na wstępie książki przywołuje to niepokojące zdanie z Laury Riding: „dalej istniał świat ale nie był taki jak kiedyś”. Z prawdziwą przyjemnością obserwuję drogę poetycką Julii Fiedorczuk. Narastanie i dorastanie. Poszerzanie i pogłębianie. Póki co, zatrzymaliśmy się między planetami. Wewnątrz mocnej i wyrazistej książki, która stanowi w moim przekonaniu osiągnięcie niezwykłe. Poruszające i przeszywające na wylot Spotkanie. W tej niewielkiej książeczce, rzeczywistość została poddana rytuałom magicznym. Zaklęciom i westchnieniom. Ta poezja jest jednak mocna i bezwzględna. Nie podlegająca żadnym negocjacjom. Planeta rzucona została między oceany. Wokoło tylko woda. A „między planetami jest morze, morze, morze”. Jak dla mnie, wystarczy. 

Bartłomiej Majzel

Okazuje się bowiem, że Julia Fiedorczuk postanowiła sproblematyzować to, nad czym poezja przeważnie nie pochyla się, nad czym dla własnego dobra zwykła przechodzić do tzw. porządku, a co przecież dla poezji stanowi zagadnienie fundamentalne – status podmiotu lirycznego. Chodzi o jego istnienie, na poły sztuczne, papierowe, na poły zaś zanurzone w „prawdziwym życiu”. Trochę tu, a trochę tam. Co to znaczy – zdaje się pytać autorka – być bohaterką wiersza? Jak to jest opowiadać autentyczne przeżycia, być transmiterem ludzkich uczuć i stanów ducha, należących do świata wobec literatury nadrzędnego, a jednocześnie żyć wyłącznie w świecie wiersza, na kartce papieru lub w czyimś głosie? 

Grzegorz Hetman

Waham się – ale tylko trochę – czy nie uznać tej książki za przede wszystkim zbiór wierszy miłosnych, lub o miłości w przeważającej mierze mówiących. Pewnie bardziej to drugie, gdyż, jako się rzekło, są tu dwa (przynajmniej dwa) języki (słowniki), z których jeden jest, albo przynajmniej próbuje być ostentacyjnie schłodzony, cool, a drugi, przeciwnie, stwarza napięcie i podwyższa emocjonalne temperatury w wierszach; i są tu, co też już zostało powiedziane, dwie strony medalu. A więc mamy tu z jednej strony opisy miłości, opisy radości miłosnego posiadania, a z drugiej liczne opisy tracenia, obrazy odchodzenia, wykańczania się nietrwałych uczuć.

Jakub Winiarski

Trochę tak jak u Szymborskiej, w poezji Julii Fiedorczuk nie ma wielkiej różnicy między człowiekiem i innymi stworzeniami, a gdy się przydarza, poetka świadomie ją zaciera. To, co żyje, odczuwa takie samo ciepło i chłód, ten sam ból oraz – jak chrząszcz, bohater jednego z wierszy zamieszczonych w zbiorze – pragnienie „soczystego owocu, świata”. W pisku rozwielitek pod mikroskopem, wrzaskach bakterii w czajniku z wrzącą wodą jest strach taki sam jak nasz, bowiem i one biorą udział w „wiotkim tańcu życia”.

Aneta Piech-Klikowicz

Kompozycja tomu również jest interesująca. Nie ma podziału na części, jak w poprzednich książkach, jest za to symetrycznie rozłożony cykl o kochankach i wersy powracające jak refren (też o kochankach). Co ciekawe, w tomie znajduje się 26 tekstów, z tym, że dwa („Zaduszki” i „Widmo zimy”) są rozbite na sekwencje. W sumie 31 wierszy. 31 wierszy miłosnych? No tak, Eros i Thanatos zawsze razem. 

Monika Glosowitz

 Julia Fiedorczuk jak zwykle zachowuje elegancką, niemal dystyngowaną linię języka. Pod tym względem Planeta rzeczy zagubionych nie różni się od poprzednich tomików. Poetka zmieniała jednak tonację: mroczniejsza, pesymistycznie podbija ciemne sensy. Choć takie wiersze, jak „Chrząszcz” – o wrzeniu życia w pobudzonym ciele – potrafią nagle odwrócić perspektywę i przypomnieć, że świetliste figury też wpadają do wierszy. Tym razem zwodzi nas spotkaniem z otyłymi gwiazdami i brązowymi meduzami. A planety szaleją, szaleją… 

Anna Kałuża

inne książki autora

teksty i materiały o książce w bibliotece