Polska w bardzo długim i czułym obiektywie. Przewodnik dla świata, który się nie skończył
debaty / ankiety i podsumowania Rafał GawinGłos Rafała Gawina w debacie „Zoom Poland”.
WięcejRozmowa Rafała Gawina z Łękiem Zygmuntównem, towarzysząca premierze książki Łęka Zygmuntównego K.Ł.M., wydanej w Biurze Literackim 8 września 2026 roku.
Biuro Literackie
kup książkę na poezjem.pl
Przy K.Ł.M. Twoja poprzednia książka wydaje się ultrahermetycznym zbiorem zadań z chemii i metafizyki dla zaawansowanych w praktykach jogiczno-transcendentnych. Na ile liczy się dla Ciebie, za przeproszeniem, przekaz?
W Ξένο- rzeczywiście Emila, czyli alter ego powstałe z połączenia Émilie du Châtelet i Emilii Konwerskiej, zadaje mnóstwo chemistyczno-metafizykalnych pytań, jak choćby: „w jakich układach płciowych przyroda mniej faworyzuje toksyczną męskość” i „ile wynosi jej entropia podówczas?”; „jak wygląda twój układ płci i miłośni?”; „ile wynosi czas połowicznej przemiany z rodzicza i dziabka?”; „czy tożsamość musi pochodzić z góry, czy może też z boków?”; jaką energię wyrażają twoje więzi międzyludzkie, przyrodnicze i gazowe, a także czy czujesz od nich wzdęcia?”; „jak konstruować przestrzeń miłości?”; „jakim przeobrażeniom podlegają twoje tory oraz czy towarzyszą im leptony, fotony albo statystyka bozonowa i jakie rozkłady prawdopodobieństwa, pokrewieństwa i pomieszania je opisują, a jaki przekrój czynny?”; „po ilu iteracjach wracasz do siebie z wyżęcia i jaką wartość własną nosisz?”; „z jakim izotopem chcesz półtrwać, a z jakim typem rozpadu przeminiesz i ile wynosi ryzyko?”.
Wydaje mi się, że Ξένο- nosi najwięcej wyekstrahowanego przekazu ze wszystkich tekstów, które napisałom w życiu, nie wiem jednak, czy występują tam jakiekolwiek transcendentalne inspiracje, na pewno żadne jogowe. Pytanie, czy przekaz w poezji musi być czytelny, uchwytny natychmiast. Łukasz Krajewski wspominał o przepisaniu De rerum natura, o kłirowym genesis. Weronika Stępkowska rozpoznała jonizację słów i atmosfery. Małgorzata Büthner-Zawadzka, podczas panelu Transpłciowość i literatura, który odbywał się w Poznaniu 14 czerwca tego roku, zapytywała o sprzężenie natury i nauki w rytmach niebinarności, w ramach uelastyczniania języka – i tutaj rzeczywiście można widzieć metaforyczne porozumienie z rozciąganiem w jodze, któremu powinna towarzyszyć jogasutra „sthira sukham asana”. Język rozpatrywany jako część ciała, usytuowana przeważnie w mózgu, może podlegać takiemu stretchingowi, który ćwiczony regularnie, pokornie i cierpliwie staje się stabilny i wygodny jak w jodze.
Podczas spotkań autorskich wokół Ξένο- wspominałom też o żałobnych halucynacjach naukowych, doświadczeniu zmienności, obcości i obcych rozmaitościach, neologizmach, wymiarze duchowym, lirycznych mechanizmach obronnych, więziach międzyludzkich i międzycząsteczkowych, oganesonie, eksperymentach, kolapsie funkcji falowej, regule faz, dualizmie korpuskularno-falowym. Niektóre osoby, przykładowo córka Asi Mueller, odnajdywały w tym cząstkę siebie – i to chyba najcenniejsze w recepcji poetyckiej.
Uwielbiam również performatywne czytania wierszy z Ξένο-, uwzględniające przykładowo wspólne oddychanie pudełkowe. Prezentacje te, jak choćby podczas jednego ze spotkań z cyklu „Sposoby widzenia” w ms2 w Łodzi, przemawiały do widowni być może bardziej niż same słowa. W styczniu Anna Karasińska, reżyserka, opowiadała o psychologii procesu i może tu leży klucz do przekazu, a także podstawowy most między Ξένο- i K.Ł.M. Pierwsze, jako prefiks, omniamoryczny i omnifleksyjny, zaprasza i ugaszcza. Drugie, jako skrótowiec, stawia kropy i szyfry, choć wydawałoby się, że jest zupełnie na odwrót. Obydwie książki zaś mówią o miłości.
Z kolei przekaz związany z oddychaniem i językiem z pewnością w mistrzowski sposób oddaje Zofia Bałdyga, choćby w Klimacie kontynentalnym czy Nauce oddychania.
Do kogo piszesz te wiersze? Osoby bohaterskie pojawiają się u Ciebie dość często i gęsto – z imion, pseudo, peryfraz – jako adresatki i punkty odniesienia do snutej – nie boję się tego słowa w przypadku K.Ł.M. – narracji.
Pierwsze wiersze z K.Ł.M. powstawały w 2018 roku i sporą inspiracją była dla mnie książka Dominiki Dymińskiej Danke, czyli nigdy więcej. Autorka na końcu dziękuje źródłom siły, zwierzętom, rodzicom, niektórym ludziom, byłym chłopakom, obcym językom. To chyba dobre adresatki.
W jakim kluczu chcesz być czytane? Możemy rzucać się na teorie literaturoznawcze, realizować podmiocia filozoficzne, psychologiczne, genderowe i queerowe, ale przecież, w ostatecznym rozrachunku, pozostajecie na mapie ty i czytelniczka. Jakie terytorium zaznaczasz?
Każde odczytanie jest dla mnie zaszczytem. To terytorium procesu i wspólnego sprzężenia, błądzenia i zasapania. W ostatecznym rozrachunku wybrzmiewają najczęściej pojedyncze frazy, jak wiersz z podstawówki, który mi się śnił ostatnio: „Aż tu nagle Heniek hultaj swój wehikuł łapie i z zapałem pędzi, że aż sapie”.
Zatem jak czytać wiersze takie jak „kłamstwo siusiaka”?
Wiersz „kłamstwo siusiaka” można odczytywać w odniesieniu do pytań zadawanych choćby przez Judith Butler w Uwikłanych w płeć. Feminizm i polityka tożsamości. Skoro kathaoey pobudza erotycznie deklaratywnie heteroseksualnych cispłciowych mężczyzn, to gdzie przebiega granica heteroseksualności i cispłciowości? Co stanowi przedstawienie ról i atrybutów płciowych, a co rzeczywiste sprzężenie emocjonalne? W jakich ramach tworzona jest iluzja i czego ona dotyczy? A może pójść dalej, w feminizm antykontraktowy Carole Pateman i zastanowić się, co obejmuje kontrakt płci? Albo westchnąć wespół z Rebeccą Solnit nad mężczyznami, którzy tłumaczą nam świat? Czy Sara Ahmed zaprosiłaby kathoey do grona psujzabaw i w jakim zakresie? Na ile w miłostce możemy żądać uznania własnej podmiotowości, na ile ktoś się liczy z naszą podatnością na zranienie i jak przebiega droga od romantycznej fantazji do rozczarowania – czy na te pytania pomoże nam odpowiedzieć Eva Illouz? A może powinnyśmy iść za Moną Chollet i wymyślić miłość na nowo, dokonać wielkiego wywłaszczenia, stać się podmiociami erotycznymi, poluzować imadło spojrzeń? Zastanowić się z bell hooks, czy mężczyźni są gotowi na zmianę?
Jaki rodzaj abrewiacji tudzież inicjalizacji zastosowałoś w tytule książki? Nie licząc dość oczywistego skojarzenia, biorąc pod uwagę poszczególne tytuły wierszy, że K.Ł.M. ma jakiś – upraszczając i nie spojlerując – istotny dla zbioru związek z kategorią kłamstwa.
Tak, w jednym z wierszy pojawiają się permutacje i skojarzenia z kłm-kmł-łkm-łmk-młk-mkł. Oprócz odniesienia do kłamu jest to połączenie różnych inicjałów.
Czy nie jest tak, że w świecie zepsutej, skompromitowanej albo co najmniej zrekonstruowanej prawdy to kategoria kłamstwa jest kluczowa dla zrozumienia rzeczywistości, nie tylko tej pozabinarnej?
Pomimo tak postawionego pytania nie wydaje mi się, żeby kategoria kłamstwa była kluczowa w poznawczym sensie. Bardziej chyba odpowiadałaby mi gotowość do skonfrontowania się z faktami i z ładunkiem emocjonalnym, który pociąga za sobą połączenie nowych informacji z istniejącą strukturą prawdy, której dana kwestia dotyczy.
Jak tutaj, i w kontekście tej książki, zdefiniujesz „istniejącą strukturę prawdy”?
Nawiązując do pierwszego pytania – w jodze satya oznacza coś, co istnieje poza złudzeniami, prawdomówność w myślach, mowie i uczynkach. W kontekście K.Ł.M. istniejącą strukturą prawdy wydaje mi się szczerość wobec własnych uczuć, emocji, uświadomienie sobie tych stanów czy mechanizmów wewnętrznych i ich zaakceptowanie.
Na czym może polegać akceptacja kłamstwa, wyrażona w formie życzenia przez podmiocie wiersza „górna statystyka M.Ł.”?
Może to dotyczyć iluzoryczności kryjącej się za zakochaniem, niedostrzeganiem sygnałów ostrzegawczych, uruchomieniem ścieżek neuronalnych odpowiadających za odurzenie czy zadurzenie, tymczasowym wyłączeniem lęków i ich nagłym powrotem w przypadku odcięcia od źródła stymulacji. Odpowiada to różnym potrzebom: tym krótkotrwałym, łatwiejszym do zaspokojenia, i tym długofalowym, wymagającym większego zaangażowania i kompromisów, również w odniesieniu do kłamstw życia codziennego tak, by nie ranić drugiej osoby.
Poezja jako taka, czy kreacyjna, czy rekreacyjna, czy nawet konfesyjna, ulega rzeczywistości i nie będzie jej odzwierciedlać, choćby arystotelejsko: bardziej beznamiętnie sprawozdawczo-konferencyjnie, czy z pewną dozą lokalnego i kosmicznego kolorytu – w konfetti. Kłamstwo musi wygrać i nie ma innego wyjścia. Tak?
Nie przemawia do mnie przystawalność kategorii wygranej czy przegranej z poezją jako językiem, inwencją, rekreacją czy konfesyjnością. Poezja wedle mnie może jak najbardziej wiernie odzwierciedlać i nazywać zmienną rzeczywistość uczuciową.
Czy masz obmyśloną teorię katastrof z puenty wiersza „kłamstwo bliskie”?
W tym kontekście można sięgnąć po klasykę: Rok 1984 albo Opowieść podręcznej jako dystopijne kształtowanie teorii katastrofy. Z kolei Piąty święty żywioł Starhawk daje nadzieję na odrodzenie po katastrofie. W tomiku przewija się także mikroporażka, którą wywołało zachodnie podejście do kathoey, czyli wedle kolonialnego języka – ladyboyów. Rdzenna kategoria trzeciej płci lub ogólnie inaczej pojmowana płciowość ugina się pod naporem medykalizacji, fetyszyzacji, konsumpcjonizmu, seksualnej turystyki, pornografizacji i transfobii.
Co więc może być bardziej niebezpieczne dla świata: wymyślanie trzeciej drogi, trzeciej kategorii, czy podkreślanie binarności zjawisk i procesów, które przecież, w swej płynnej naturze, pozostają nieuchwytne w ruchu?
Nie do końca rozumiem kontekst niebezpieczeństwa w tym względzie i topologiczny wymiar, które kryje się za słowem „świat”. Wymyślanie trzeciej drogi czy kategorii w odniesieniu do płci nie stanowi żadnego novum – ani w sensie kulturowym, ani ściśle biologicznym. W kręgu europejskim możemy wspomnieć o androgynii, badanej przez między innymi Sandrę Bem, Dorothee Bierhoff-Alfermann czy Ullę Bock. Naukowczynie te wychodziły z założenia, że nie istnieje genetyczne uwarunkowanie, które wymuszałoby wykształcenie w człowieku tylko męskich bądź żeńskich cech. Wskazywały one na współwystępowanie wielu czynników, które w zależności od dalszego rozwoju biologiczno-społecznego miałyby decydować, jakie rysy osobowościowe będą dominujące, przy czym androgynię postrzegano podówczas jako optymalną mieszankę. Andrea Dworkin, Monique Wittig czy Julia Kristeva postulowały ciągłość i wielopostaciowość płciową albo wręcz uznawały wszelkie metafizyczne przekonania o istnieniu ustalonych tożsamości płciowych za destrukcyjne. Virginia Woolf widziała androgynię jako kontinuum, w obrębie którego można sobie wybrać miejsce – niezależnie od wpływów tradycji czy dziejowości. Stanowisko to spotkało się również z krytyką ze strony feministek radykalno-kulturowych, między innymi Mary Daly i Adrienne Rich, które ceniły wychwytywanie i nazywanie odrębności między płciami jako narzędzia politycznego.
Paradoks androgynii (czy ogólnie – trzeciej kategorii w narracji ukształtowanej dychotomicznie) polega na tym, że rozważania o androgynii skierowują uwagę wciąż i na nowo na punkt wyjścia lub odniesienia, które idea androgynii usiłuje rozwikłać – czyli na wytyczanie granicy między kobiecością a męskością, na ich utrwalanie i normatywizowanie.
Trochę to przypomina pojęcie konstytutywnego zewnętrza Judith Butler, co odnosi się do zewnętrzności w obrębie języka. Język, mianowicie, miałby zostawać zmuszony odpowiadać owemu zewnętrzu za pomocą powtarzalnych wysiłków uchwycenia uporczywej utraty czy nieobecności tego, co nie daje się uchwycić. Z kolei pragnienie, by położyć kres pragnieniu „uchwycania”, jest wprawdzie skazane na porażkę, jednak otwiera także przestrzeń odmiennego/odmieńczego oznaczania – formę sprawczości – w iteracyjnych kategoriach.
Gertrud Lehnert natomiast zastępuje androgynię pojęciem permanentnego ruchu, maskarady: zarówno kobiecej, jak i męskiej, a jednocześnie ani kobiecej, ani męskiej – bardziej krzyżującej się, w obydwojgu uczestniczącej, będącej nie stale, a na poszukiwaniach czegoś innego, tym samym niemogącej osiągnąć stabilnej pozycji, co może wprost odpowiadać na intuicje postawione w Twoim pytaniu.
Inspirując się zaś nieindoeuropejskimi tropami, możemy wskazać na calalai, calabai i bissu, występujące w społeczeństwie Bugisek_ów na Celebesie. Trudno powiedzieć, na ile kategorie transpłciowych albo homoseksualnych kobiet lub mężczyzn przystają do calalai i calabai. Na pewno bissu stanowi „metapłeć”, jak to określiła antropolożka Sharyn Graham Davies. Zostanie bissu nie zależy od płci przypisanej przy urodzeniu, nie polega na przebierankach, przyjmowaniu określonych ról. Jeśli już, to bissu łączyłuby makkunrai, oroané, calalai i calabai, wprowadzając piątą kategorię płci. Do tej tranzycji jednak należy mieć odpowiednie sny, a potem znaleźć odpowiedniu duchowu przewodniczu. Czyżby postpłciowy rodzaj w polszczyźnie i dukaizmy idealnie opisywały te osoby? Dla kogo bogate imaginacyjnie sny miałyby być groźne i dlaczego?
Wracając do dyskursu bliższego europejskiemu kontynentowi, ocieramy się o ksenopłciowe polityki, budujące porządek poznawczy poza cisheteronormatywnym porządkiem, który akceptuje odmienność podówczas, gdy zbytnio się ona nie narzuca, uznaje panujące matryce normatywne i jeśli do zrozumienia owej odmienności nie trzeba zawieszać wiarygodności czy użyteczności obowiązujących systemów myślenia, klasyfikowania i wartościowania. Źródeł tych podejść możemy doszukiwać się w rozwoju lesbijskich tożsamości „femme” i „butch” czy później – „queer” i „genderqueer”. Samo słowo „niebinarność” implikuje pewną afirmację przez zaprzeczenie w obrębie kulturowych praktyk, ekspresji i reprezentacji.
Ksenopłciowość może akcentować wielość, płynność i nadpłynność tożsamości albo zawieszenie jakichkolwiek odniesień do płci; albo nawiązanie do rzeczy, istot, mechanizmów fizycznych, pierwiastków chemicznych, planet, roślin, ciał niebieskich, abstrakcyjnych koncepcji, doznań estetycznych i synestetycznych. Ta językowa plastyczność zdaje się dobrze rezonować z neuroróżnorodnością i stanowi mikrosprzeciw względem epistemicznej przemocy w stosunku do marginalizowanych mniejszości. Przemoc ta unieważniałaby wartość jakichkolwiek aktów ksenopłciowej/queerowej samoidentyfikacji.
Podczas pisania tekstów i tworzenia kolaży do Ξένο- z pewnością towarzyszyła mi „plaisir”, kiedy otrzymywałom zwrotną informację, jak lokuję się na genderowym układzie okresowym pierwiastków; a także „jouissance”, kiedy czerpałom radość z odnajdywania wyrazów i nadciekłych, poliizotopowych koncepcji. Ksenopłcie mogą posłużyć za „moratorium” dla osób, które przymierzają ksenoidentyfikacje jako warstwy możliwych samookreśleń.
Sądzę jednak, że Twoje pytanie dotyka innego sedna – na ile można uznawać i akceptować tożsamości płciowe w ramach niecisnormatywnej identyfikacji; jak wygląda przestrzeń negocjacji; jak dalece daje się rozbudowywać słowniki do komunikowania owych tożsamości-na-miarę, sugerowania tropów ekspresji, cech osobowości, prądów estetycznych; czy też czy nie narażamy się tym samym na ryzyko dyskredytacji i ośmieszenia wyników naszych poszukiwań, również w kontekście teleologii tranzycji i doniosłości „passingu”. Ksenopłciowość jako „trzecia droga”, poza ramami męskości i kobiecości, może oczywiście nieść przyjemność przekroczenia, ale często zdarza się również, że okazuje się rzeczywistością wykluczenia.
Bardzo trafnie, boleśnie i empatycznie rejestrujesz te procesy. Chciałobyś, by Twoje wiersze mogły mieć charakter interwencyjny, a więc sprawczy?
Ale że obok wieszczów i wieszczek ma zasiąść wieszcze, wieszczu – lub mnogie wieszcza? Obecność mojej poezji na panelach takich jak Transpłciowość w literaturze w Poznaniu albo Queere und trans* Zeitlichkeiten – Kollektivitäten in Poesie w Berlinie i spotkania z ludźmi tamże uważam za ogromny zaszczyt, wyróżnienie i widzę jako sprawczość słowa. Nie wiem, na ile opisuję procesy wspomniane w pytaniu w generyczny sposób, ale przykładowo cieszy mnie, że któreś wiersze z Hiobby poruszyły pewne struny w środku u mojej koleżanki z pracy i że mogłyśmy szczerze porozmawiać o jej odczuciach.
Czy może chodzić o katharsis, swoiste ukololenie (biorę z „kłamstwa snu”)? Poezja jeszcze jest do tego zdolna, potrafi coś (sama) wygenerować?
Opisałobym to szerzej, jako pewną intymną przestrzeń, a w jej obrębie jak najbardziej może pojawić się oczyszczenie, ukojenie, utulenie, ukololenie albo doznanie matematyczne. Uwielbiam, gdy poezja pobudza mnie do rozpoznania tego typu struktur – jak choćby czytanie wierszy Stanisława Kaliny Jaglarza, natknięcie się na frazę „zamyka się ciało wody nad ciałem zwierząt” i rozmyślanie nad matematyczną głębią w tym zawartą.
W obliczu generatywnego scrollowania poezja czy dłuższy tekst „wygenerowuje” i wydobywa uwagę i stany cenne już z poziomu neurochemicznego. Katie King opowiadała o aparacie produkcji literackiej, który podczas produkcji wiersza czerpie z odpowiedników żywego języka, one zaś wytwarzają wartość literacką na punktach styku sztuki, biznesu i technologii. Może to zatem pytanie nie o zdolności liryki, lecz o potrzebę poszukiwania.
Na ile prowokujesz snuciem potencjalnych teorii naukowych, wywodu bardziej charakterystycznego dla eksperymentu, a nie literatury, a na ile rzeczywiście podążasz ścieżką własnych, niekoniecznie poetyckich odkryć?
W K.Ł.M. nie ma raczej żadnych odkryć, chyba że te w sferze emocjonalnej i językowej, które nieodzownie towarzyszą mojemu pisaniu. Potencjalne teorie naukowe na temat nadpłynności płciowej były snute rozwleklej w Ξένο-.
I odnosisz się do nich w „paralaksie” czy to tylko niezobowiązujące nawiązanie?
W „paralaksie” koncept nadciekłości nawiązuje do heraklityzmu. Płynność implikuje pewną lepkość, co oznacza tarcie wewnętrzne. Nadpłynność z kolei to stan makroskopowy, który zachowuje własności kwantowe i wykazuje zerową lepkość. Nadciekła substancja może wspinać się po ściankach zlewki, a wyjaśnienia fizyczne mówią o gładkim współistnieniu dwóch rodzajów fal – lub faz, gdzie te fale dominują. Chodzi o fale konwekcyjne, związane ze zmiennością termiczną, oraz o fale ciśnieniowe, odnoszące się do gęstości. Owo nieomal bezkolizyjne nadpłynięcie odnoszę metaforycznie, ksenopłciowo do układu społecznego, gdzie indywidualna tożsamość harmonijnie współgra z kolektywnym młyńcem kulturowym – bezkonfliktowo, czyli utopijnie. Podobnie można by budować paralele względem przewodnictwa i nadprzewodnictwa, gdzie zanika rezystancja i prąd płynie bez oporu. Zresztą niektóre fizyczne wyjaśnienia nadciekłości bazują na fenomenologicznym opisie nadprzewodnictwa.
Chociaż Heraklit z Efezu uznawał ogień za zasadę świata, a nie izotop helu o jednym neutronie (hel‑3), to jako prawdę widział też zmienność, trwanie nazywał złudzeniem, a zamiast bytu proponował stawanie się. Wariabilizm, czyli skrótowo powszechne przeobrażanie, w połączeniu z nadciekłością wprowadza idealistyczny model, w którym ciągłe przejścia między przeciwieństwami, zacieranie się granic, zachodzą nielepko, bez tarcia. Stały natomiast pozostaje porządek, wedle którego dokonywa się przemiana.
Sam wiersz „paralaksa” nie opisuje tego konceptu, który dzikował mocno i przewijał się w Ξένο-. Wręcz przeciwnie, mówi prędzej o błędzie wynikłym z niewłaściwego kąta patrzenia, o niepokrywaniu się obrazu jawionego z tworzonym.
Jest tu coś z dolnego Pułki? Co upłynniasz?
Pytanie, na ile Pułkę mogę odczytywać też queerowo albo nadpłynnie, ksenopłciowo – czy to dozwolone? Rzeczywiście, wstęp do Mixtape’u mówi, że „Trzeba kłamać i wrócić do źródełka”. Dalej występują frazy, na które daje się rzucić niecisnormatywne światło: „Gdzie koniec tęczy wszystkich/ zdrowo męczy – pijcie moi bracia, dręczy/ mnie brak ciała, a wyjście ze skóry nie/ wchodzi w rachubę (…)”. To ciekawe zestawienie, zwłaszcza że etymologia słowa „płeć” wskazuje na prasłowiańskie znaczenie odnoszące się do skóry ludzkiej, barwy skóry i cery. Raewyn Connell wspominała, że genderu doświadcza się przez fizyczne cechy takie jak postawa, napięcie mięśni, sposób poruszania się, dosłowne odczuwanie skóry.
Rozumiem, że Twoje pytanie bardziej tyczy się języka i tutaj rzeczywiście „Język czasami nie daje sobie/ rady. Pozwala natomiast się głaskać. Mruczy obok kaflowego/ piec, który stawiany przez pół roku, jest największą dumą/ wujka (…)”.
Czy „tajanie” z „kłamstwa antydopingującego” ma coś z Michała Dziedzica?
Z Michała Dziedzica na pewno pochodzi pewna zbieżność obiektów w snach, choć mój rowerek Apollo miał już odkręcone boczne kółeczka i był zielony – nawiązuję tu do „miałem sen o t‑rexie”. Tego typu odczyt literatury Michał Witkowski nazwał prostackim podczas wykładu mistrzowskiego na Uniwersytecie Łódzkim. Następuje podówczas pakt biograficzny z osobą czytającą i niewiele ponad to. Tło obyczajowo-społeczne wskazywałoby na odkrywanie czy odtajanie nieheteronormatywnej tożsamości w kontekście socjalizacji w Polsce – to drugi poziom wtajemniczenia wedle Michaśki i rzeczywiście „lądolód” Michała przedziera się przez psychoterapeutyczne zaspy i podejmuje temat wychodzenia z domu jako dobrego wstępu do znajomości, chyba że „świat tężeje pod butami”, a gwiazda „spada bez żadnego życzenia”. Trzeciego, polonistycznego odczytu w klasyfikacji Witkowszczanki nie podejmę się, jednak z pewnością samotność jeszcze do niedawna największej góry lodowej A23a, o której dryfie donosiło BBC, co zresztą omawiałyśmy z nauczycielką na angielskim, dziwnie współgrała z metaforami, które wybrzmiewały w środku, zwłaszcza w „kłamstwie przeszło trzydziestu”. Góra lodowa taje.
W tym wierszu pada, a raczej powstaje: „możesz mnie poruszyć nie dotknąć”. Jakie to są stany dla podmiocia i dlaczego nie zjednoczone?
Posłużę się metaforą góry lodowej – jej poruszenie wypuszcza minerały, substancje odżywcze dla planktonu, stymuluje tworzenie i rozbudowywanie łańcuchów pokarmowych. Jej dotknięcie natomiast mrozi i sprawia, że ostatecznie szybciej się stopi, zniknie. Fale ciągle obmywają ją, rzeźbią łuki i szparki w jej ciele. Ostatecznie góra lodowa wypływa na zbyt gorące wody, rozpada się, pęka i rozpływa się w roztwór, w niebyt. Czy o takie zjednoczenie jej chodziło?
Płynnie „tak”. Ale do meritum. Czy to jest tak naprawdę książka o roz-łęce, roz-łęku? Przeciwieństwem miłości jest kłamstwo. Prawda nie istnieje, nawet w warunkach laboratoryjnych.
W poprzednim pytaniu wspominałeś o podkreślaniu „binarności zjawisk i procesów, które przecież, w swej płynnej naturze, pozostają nieuchwytne w ruchu”. Tymczasem stuprocentowa szczerość niekoniecznie sprzyja budowaniu miłości, kiedy to niecenzurowanie niczego przekracza czyjeś granice. Czy to właśnie nie rodzaj kłamstwa? Znowu można się odwołać tu do jam jogowych – satya oznacza coś, co istnieje poza złudzeniami, ale wiąże się bezpośrednio z ahimsą, czyli niekrzywdzeniem. Prawda, która by zabijała lub niszczyła bez potrzeby, nie odpowiadałaby satyi.
Z kolei nieistnienie prawdy to dość mocne oznajmienie. Weźmy warunki laboratoryjne, czyli system formalny logiki matematycznej. Wartość logiczna określana jako prawda stanowi podstawową cechę zdania, która opisuje stosunek wypowiedzi do faktów. Prawda oznacza podówczas zgodność ze zbiorem faktów. Oczywiście nie zawsze udaje się określić wartość logiczną w ramach danego rozumowania. Jednak nieistnienie prawdy implikowałoby różne scenariusze: brak wartości logicznych czy – ogólnie – wartościowania, niewypowiadanie zdań, niewystępowanie zbioru faktów. Nie wydaje mi się, żeby któryś z tych scenariuszy zachodził.
Z drugiej strony nie żyjemy w warunkach laboratoryjnych i też rozumiem ten pesymizm w odniesieniu do K.Ł.M. i kwestii uczuć – że w obliczu rozmaitych ładunków emocjonalnych po wielu stronach trudno mówić o jednej prawdzie albo o jakiejkolwiek. Zwłaszcza podczas roz-łęki, a jej sporo w tomiku.
Kategoria wkurwu odniesie się do „kłamstwa psa (woof)”. Twoje podmiocie tam warczy i niewiele raperek potrafi użyć tyłu wulgaryzmów funkcjonalnie i nośnie na przestrzeni jednego tekstu.
Raperki rozgrywają to dużo lepiej i używają znacznie więcej rejestrów, jak choćby BigKlit w „Liar”, Lady Bitch Ray (doktorka językoznawstwa) w „Ich hasse dich”, Brooke Candy w „Firey Dick” i „Das Me”, Junglepussy w „Cream Team”, Khia w „Been The Shit”, Shystie w „Scumbag”, Megan Thee Stallion w „Hiss”, Kara w „Zawirowaniach” czy Bella Ćwir w wielu swoich utworach. Z „kłamstwem psa (woof)” może jakoś współrezonuje Tommy Genesis „Execute”, od której pochodzi motto w Ξένο-. Na pewno w warstwie liryczno-emocjonalnej mocno inspirowała mnie Justyna Kulikowska. Z kolei pies, który występuje w wierszu, mieszka w Koluszkach na Osiedlu Warszawskim, warczy i ujada za ogrodzeniem, gdy się przechodzi obok chodnikiem, a jego oczy z powodu choroby nabrzmiały i napłynęły krwią, stając się całe karminowe. Obecnie opuchlizna już nieco zelżała, ale czerwone zabarwienie pozostało, co budzi jednocześnie strach i współczucie, podsycane czarnym umaszczeniem sierści i wokalną agresją zza siatki.
Jak odnieść ten wiersz do, stojącego na afektywnych i efektownych antypodach, utworu-dialogu „i po dymie”? Rozpiętość emocjonalna wierszy w tej książce to żagiel przygotowany zarówno na trąby powietrzne, jak i nieznaczne, acz znaczące, dmuchnięcia i pierdnięcia.
Można by powiedzieć, że w „i po dymie” daje się ugłaskać tego psa.
Czym jest „prawo cytaty”? Opatentujesz taką zasadę organizacyjną poezji? Model wiersza?
Od tego rodzaju patentowania jest Piotr Bosacki. Podczas warsztatów Osesi Kolektyw, tworzonego przez Olę Wiewior i Mikołaja Borysa Brzozowskiego, czytałyśmy wspólnie rozmaite, przypadkowe frazy ze wszystkich moich dotychczasowych tomików. Coś, co z początku wydawało się nie współbrzmieć, zaczęło współgrać, wzajemnie sobie odpowiadać, dopowiadać, zaprzeczać i zmieniać temat. Niezwykle podobało mi się to ćwiczenie i „prawo cytaty” doskonale nadaje się do tego typu performatywnego odczytu w większej grupie. Zresztą polecam Poezję do wczuwania. Zbiór wierszy i ćwiczeń – pozycja ta zachęca do przeniesienia poezji na żywo, na wybrzmiewający język.
Na ile, gdy piszesz, modulujesz głos? Na ile to Twój język, na ile go stwarzasz, a na ile determinują znaczenia i, w ogóle, brak języka pozabinarnego w polskim archaicznym systemie zero-jedynkowym?
Nie stwarzam języka jako organu, tylko go wyćwiczam. System zero-jedynkowy, który wspominasz, nie stanowi według mnie systemu, a styl. Struktura lingwistyczna bez kłopotu wygina się do skorpiona lub vrścikasany, rozpościera się do szpagatu w hanumanasanie, splata kłykcie w joganidrasanie, śpiąc.
Czy poezja to bardziej praca nad językiem czy nad doświadczeniem? W przypadku tej książki odpowiedź wydaje się płynna.
Dla mnie to praca nad procesem, który obejmuje każde doświadczenie, wiedzę i wydarza się w ramach języka, głosu.
Mając bardzo charakterystyczny idiolekt, praktycznie przy każdej książce poetyckiej wymyślasz nowy. Twoja poezja, niezależnie od przekazywanych treści i emocji, ciągle staje w obliczu novum i upłynnia się w jego coraz szerszym i mniej wyraźnym cieniu. Pod tym względem, dla mnie, jesteś poeciem językowym, które przerobiło bardzo skrupulatnie neolingwizm warszawski, ze szczególnym uwzględnieniem cyberlingwizmu Marii Cyranowicz i archelingwizmu Joanny Mueller. Co masz na swoje usprawiedliwienie?
W K.Ł.M. te idiolekty mieszają się ze względu na okres tworzenia, zresztą każdy mój tomik eklektycznie podchodzi do formy. Maria Cyranowicz rozpoczęła niebinarną rewolucję już w neutralizacjach, a „rodzaj nieziemskoosobowy” z i magii nacji stanowi wręcz ksenopłciowy manifest. Raperskie dzikowanie Joanny Mueller w ramach archelingwizmu to niesamowita przestrzeń inwencji i rozdźwięcznienia, sampli i punchlinów. Do tego fascynuje nas hydrolingwizm lub akwalingizm, upłynniający dziedzictwo akwatycznej małpicy, choćby podczas feminarium o Ellaine Morgan i Alexis Pauline Gumbs. Właśnie ta feminaryjna, nomadyczna przystań „Wspólnego pokoju” wydaje mi się kluczem, spoiwem, źródłem o bogatej topologii oraz ożywczym nurtem. Inspiruje mnie ona także w pracach nad powieścią Trójkąt w ramach stypendium artystycznego Urzędu Miasta Łodzi. Na ile płynie w tym ksenolingwizm? Ty mi powiedz.
Niech to już rozstrzygną czytelniczki. Dziękuję za rozmowę!
Autorze tomików Kokosty (2018), Agresty (2019), Orzechnia (2021), Hiobby (2023) i Ξένο- (2025). Publikowało w czasopismach (np. „Zadra”, „Silne”, „Czas Literatury”, „Notatnik Literacki”), zinach (m.in. „Poczytałosie”, „Queerowe ekologie”) i w antologiach (m.in. X-Philes archiwum queerowej poezji, Dezorientacje. Antologia polskiej literatury queer). Teksty poetyckie Łęka były tłumaczone na język angielski, bułgarski, niemiecki i słowacki. Wiersze i kolaże zamieszczono także w międzynarodowej antologii zeit · brechen – Versatzstücke queerer /trans* Dichtung (2025). W 2026 roku otrzymało stypendium artystyczne Urzędu Miasta Łodzi.
Ur. 1984. Redaktor, korektor, konferansjer, animator, recenzent, poeta i przyszły prozaik. Wydał pięć książek poetyckich, ostatnio Wiersze dla koleżanek (Justynów 2022). Tłumaczony na języki. Prowadzi „Wiersz wolny” i „Liberté!”. Mieszka w Łodzi, gdzie pracuje (jako instruktor) w Domu Literatury i działa (jako skarbnik i wydawca) w oddziale Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Głos Rafała Gawina w debacie „Zoom Poland”.
Więcej
Zapis całego spotkania autorskiego z udziałem Marcina Biesa, Martyny Buliżańskiej, Krzysztofa Dąbrowskiego, Rafała Gawina, Martyny Kulbackiej, Mariusza Partyki, Bartosza Sadulskiego, Krzysztofa Szeremety, Filipa Wyszyńskiego i Dominika Żyburtowicza podczas festiwalu Port Wrocław 2010.
Więcej
Rozmowa Rafała Gawina z Grzegorzem Wróblewskim, towarzysząca premierze książki Ra Grzegorza Wróblewskiego, wydanej w Biurze Literackim 23 października 2023 roku.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Nowe języki poezji”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Poetycka książka trzydziestolecia”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Na scenie czy w polu”.
Więcej
Premierowy zestaw wierszy Rafała Gawina.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Biurowe książki roku 2016”.
Więcej
Recenzja Rafała Gawina, towarzysząca premierze antologii Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, wydanej w Biurze Literackim 20 września 2016 roku.
Więcej
Premierowy zestaw wierszy Rafała Gawina.
Więcej
Karol Maliszewski o poezji Rafała Gawina.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Biurowe książki 2015 roku”.
Więcej
Wiersz z tomu Połów. Poetyckie debiuty 2010, zarejestrowany podczas spotkania „Połów 2010” na festiwalu Port Wrocław 2010.
Więcej
Recenzja Rafała Gawina z książki 100 wierszy polskich stosownej długości w wyborze Artura Burszty.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Biurowe książki roku 2013”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „10 lat Portu i Biura we Wrocławiu”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Kogo tłumaczyć”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Co dał mi Połów?”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Biurowe książki 2010 roku”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „44. Poezja polska od nowa”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Dobry wieczór”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Jak rozmawiać o poezji”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Poezja na nowy wiek”.
Więcej
Recenzja Rafała Gawina z książki znikam jestem Krystyny Miłobędzkiej.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Być poetą dzisiaj”.
Więcej
Głos Rafała Gawina w debacie „Poeci na nowy wiek”.
Więcej
Autorski komentarz Rafała Gawina do wiersza z książki Przymiarki.
Więcej
Komentarze Agnieszki Mirahiny i Rafała Gawina.
Więcej
Autorski komentarz Rafała Gawina do wierszy z almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2010.
Więcej
Nota Karola Maliszewskiego o wierszach Rafała Gawina.
Więcej
Recenzja Mateusza Kotwicy z książki Przymiarki Rafała Gawina.
Więcej
Recenzja Pawła Kaczmarskiego z książki Przymiarki Rafała Gawina.
Więcej