wywiady / O KSIĄŻCE

Idiom i tajemnica

Krzysztof Hoffmann

Marcin Jurzysta

Rozmowa Krzysztofa Hoffmana z Marcinem Jurzystą o książce Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 29 września 2011 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Marcin Jurzysta: Nowy tom Dyckiego – co za gratka nie tylko dla najbardziej zagorzałych miłośników poezji. Zacznijmy może od motywu, który pojawia się już w samym tytule. W wielu kulturach prawdziwe imię człowieka, oddając jego istotę, esencję, jest tożsame z jego duchem, jest niejako symbolem osobistym, kluczem do osoby. Nadawać imię to w pewnym sensie stwarzać lub przywracać do życia. W “XLIV. Modlitwie za zmarłych” Tkaczyszyn-Dycki pisze: “od tego mamy poezję/ ażeby nie rozpadły się w proch dawne/ imiona których już nikt oprócz mnie/ nie wprowadzi do porannej i wieczornej/ modlitwy […]”.

Krzysztof Hoffmann: Wcinam się, by wrzucić taką frazę z wcześniejszej książki: “musisz mnie nazwać stosownie i zapamiętać/ moje imię po dzień w którym zacznie się/ ściemniać”.

Otóż to. Zatem poezja po raz kolejny okazuje się “miejscem na ziemi”, tym razem przede wszystkim miejscem pamięci, wskrzeszania zmarłych. Jak sądzisz, dlaczego Dycki jednocześnie parokrotnie dowodzi “nieprzydatności poezji”, tak jak w wierszu “II.” z cyklu “Gniazdo” (“od lat bowiem widzę/ nadaremność poezji”), czy też w wierszu “IV.” z tego samego cyklu (“niechaj wasze imiona zachowam // w wierszu i tym samym potwierdzę/ nadaremność poezji (…)”). W czym tkwi ta “nadaremność”?

Hmm… Powiedziałbym tak: jeżeli tkwi w tym paradoks, to nic dziwnego, bo liryka Dyckiego jest w końcu poezją paradoksów. Już sam tytuł o tym w pewnym stopniu mówi: Imię i znamię. Właśnie tak – nie samo imię, ale i znamię. Jeśli się zastanowić, to już tutaj mamy bardzo ciekawą figurę. Bo z jednej strony imię jest dzięki kulturze – jak mówisz – czymś bardzo własnym, ale jest też czymś, czym mogą rozporządzać inni (czyli trochę przestaje być moje, trochę mnie uśmierca), powtarzać je, przepisywać, parodiować, zdrabniać… i też Dycki od wielu lat to robi (“Jasiejo, Jasiusio/ i Jasieczko”). Z drugiej strony, dopiero znamię (na przykład jako zmiana na skórze) jest naprawdę własne, ale też nie sposób go wypowiedzieć, bo wcześniej trzeba by je nazwać. Znamię sytuuje się zatem po stronie milczenia, a tego też, pomimo rozgadania tej poezji, w niej nie brakuje. Imię ma zatem w sobie coś ze śmierci, o której można mówić, znamię, coś z życia, które – nie wiem jak to lepiej powiedzieć – trzeba wypatrzeć. Być może w tym tkwi “dar” poezji Dyckiego zawarty w słowie “nadaremność”. Na uświadamianiu nieoczywistości, z którymi nadaremnie staramy się coś zrobić. Wiesz co z tym zrobić?

W wierszu “VII.” Dycki pisze: “[…] niechaj wasze // imiona (…)/ przejdą do poezji/ (…) // (…) (łącznie/ z moim niejednym imieniem znamieniem”. Mieć imię, być nazwanym, to istnieć, a istnieć to w tej poezji przede wszystkim mieć ciało – “świętą fizjologię”, “kroplę brudu, bez której nie byłoby się sobą”. Znamię jest nierozerwalnie związane z imieniem, jak rewers i awers tej samej monety. “Nadaremność” poezji może polegać właśnie na tym, że nie da się zachować, ocalić imienia, bez zachowania i ocalenia znamienia. Tym znamieniem jest chociażby choroba matki i kwestia jej pochodzenia. W wierszu “III.” z cyklu Gniazdo Dycki pisze przecież: “[…] od lat bowiem dostrzegam/ nadaremność poezji kiedy usiłuję sobie/ przypomnieć coś więcej aniżeli imię dziadka/ i coś więcej aniżeli imię mojej matki // banderówki które po raz pierwszy usłyszałem/ w Krowicy Hołodowskiej od krzyczących/ za nami kobiet: nigdy się nie pogodzę (po tym/ co się stało) z nieprzydatnością poezji”. “Wskrzeszając zmarłych” w poszczególnych wierszach, czyni się to z dobrodziejstwem i przekleństwem ich istnienia, ponieważ nie sposób wskrzesić imienia bez znamienia. Tych znamion w nowej książce i całej poezji Tkaczyszyna-Dyckiego jest zresztą bardzo wiele, z pewnością je dostrzegasz.

Oczywiście. Składają się one na idiom Dyckiego. Idiom niepowtarzalny, samotny w polszczyźnie (choć nie samorodny), bardzo wyrazisty, nie do pomylenia. W słowie “idiom” tkwi w greckie idios – prywatne, osobiste. Jest to zatem do pewnego stopnia idiom modelowy. Chyba odrobinę inaczej postrzegamy funkcję imienia w tej poezji, ale wydaje mi się że zgodzimy się co do tego, iż właśnie one stanowią część owego idiomu.

Zgodzimy.

A co jeszcze? Nie wiem, czy nazwanie tego, co dla mnie stanowi idiom Dyckiego, pewną “mowę Dyciową”, nie przesłoniłoby innym przyjemności lektury. Zapewne w tym, co mówię, jest jakaś egotyczna wiara w moc komentarza, ale odkrycie tego, co zasadniczo w tej poezji prywatne, należy do czytelnika. I dotychczasowa recepcja poety pokazuje, że odpowiedzi mogą być naprawdę przeróżne. Tu również tkwi moc tej liryki, w umiejętności uderzania w rozmaite rejestry czytelniczej wrażliwości. Czasem mam wrażenie, że czytając Tkaczyszynowe wiersze zgadzamy się co do oczywistości (że refreniczność, że śmierć, że matka), a potem się pięknie różnimy.

Nie mogę jednak nie zapytać Cię o Twoje zdanie na temat zamieszczonego przez Dyckiego “Przypisu”. Do tej pory autor Imienia i znamienia skutecznie unikał autokomentarzy, nie tłumaczył, nie dopowiadał. Przyznam, że ja mam uczucia mieszane. Boję się autokomentarzy, nie ufam im, sądzę, że często szkodzą zarówno autorowi jak i odbiorcy, którego w pewien sposób “okradają”.

Pełna zgoda, że jest to frapujący element tomu, na który od razu zwróciłem uwagę. Nie jestem natomiast pewien, czy uszczupla on możliwości lektury. Wskazuje na pewną genealogię tych tekstów, ale daje też zupełnie nową wskazówkę, której wcześniej jedynie się domyślaliśmy. Przypis jest “m.in. do cyklu siedmiu wierszy pod tytułem ŤGniazdoť”, zatem może być tak, że i inne wiersze bez tytułów wchodzą w skład pewnych – jednak zatytułowanych – cykli. To raczej wywrotowa komplikacja niż ułatwienie! Wiersz “XI.” ma urzekający tytuł “Pochwała poezji polskiej w warunkach zagrożenia”, czy razem z wierszami “XII.”, “XIII.”, “XIV.”, które tytułów nie mają, tworzą one cykl czy nie? Nie żebym nie miał własnej próby odpowiedzi, ale Dycki raczej nie ma w zwyczaju czegokolwiek ułatwiać. Tobie coś ułatwił?

Z pewnością ten “Przypis” nie uszczupla możliwości lektury. Nie czuję również, by mi ją ułatwiał, chociaż faktycznie skłania do pytań o obecność cykli w Imieniu i znamieniu. Mówiąc o tym, że autokomentarze potrafią “okradać” czytelnika i autora, chodziło mi raczej o pewną dozę tajemnicy, która moim zdaniem jest jednym z dodatkowych magnesów przysparzających Dyckiemu czytelników. Chodzi mi o takich czytelników, którzy oprócz samych wierszy (a często obok tych wierszy) szukają pewnej postawy (poety-outsidera), szukają mitu.

Ależ ten mit Dycki jak na tacy podsuwa! Chociażby w samym “Przypisie”, ale też w tych wierszach z najnowszego tomu, w którym jest tematyzowany język “chachłacki”. Nie jest sekretem, że autor prowadzi zeszyty, w których odnotowuje z zakamarków pamięci wszelkie niewątpliwej urody dziwolągi językowe, którymi charakteryzowały się okolice jego pochodzenia. Pozwól że przypomnę Ci zaklęcia, jakie zjawiają się w wierszach z 2000 roku: “kałakiczka, kryżałki, kuteń, żmenia”. Teraz po raz kolejny do skarbczyka sięga, wygrywa na tym kresowym rejestrze żałobną nutę, inkantuje mowę minioną. To wszystko wzmaga poczucie jakiejś niesamowitego wyobcowania podmiotu tych wierszy, ze wspólnoty żywych, z tożsamości. Nie, nie. Dla mnie rzeczony komentarz to element tej gry kreacyjnej, którą bohater wierszy prowadzi z czytelnikami. W niczym nie uszczupla przeczucia tajemnicy, sekretu, a wszak za podsuwane nieustannie zaledwie przeczucie, a nie obietnicę, wiersze Dyckiego tak bardzo podziwiamy.

Oj tak. Podziwiamy.

O AUTORACH

Krzysztof Hoffmann

Urodzony w 1983 roku. Krytyk, tłumacz. Adiunkt w Zakładzie Poetyki i Krytyki Literackiej w Instytucie Filologii Polskiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Redaktor serii „Ilorazy Ironii” w wydawnictwie FORMA. Współpracuje z „eleWatorem” i „Czasem Kultury”. Mieszka w Poznaniu.

Marcin Jurzysta

Urodzony w 1983 roku. Poeta, doktor literaturoznawstwa, krytyk literacki. Prowadzi zajęcia z literatury najnowszej oraz zjawisk muzyki popularnej na Wydziale Filologicznym UMK w Toruniu. Laureat m.in. Konkursu im. H. Poświatowskiej w Częstochowie oraz Międzynarodowego Konkursu "OFF Magazine" w Londynie. Wydał tomik ciuciubabka (Łódź 2011), nominowany do nagrody debiutanckiej książki roku w konkursie "Złoty Środek Poezji" w Kutnie. Mieszka w Toruniu.

powiązania

Jak linoskoczek…

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty, towarzysząca premierze książki Mów Sławomira Elsnera, wydanej w Biurze Literackim 6 września 2016 roku.

WIĘCEJ

„Uderz w stół, a nożyce się odwdzięczą…”

debaty / ANKIETY I PODSUMOWANIA Marcin Jurzysta

Odpowiedź Marcina Jurzysty na polemikę Pawła Kaczmarskiego z podsumowaniem debaty “Krytyka krytyki”.

WIĘCEJ

Artur Burszta biegnie na setkę, czyli 100 wierszy polskich stosownej długości

recenzje / IMPRESJE Marcin Jurzysta

Esej Marcina Jurzysty towarzyszący premierze książki 100 wierszy polskich stosownej długości w wyborze Artura Burszty, która ukazała się 23 marca 2015 roku nakładem Biura Literackiego.

WIĘCEJ

“Nóż ma być długi i bardzo prosty”. Powązki Tadeusza Pióry

recenzje / IMPRESJE Marcin Jurzysta

Esej Marcina Jurzysty towarzyszący premierze książki Powązki Tadeusza Pióry, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 2 lutego 2015 roku.

WIĘCEJ

tuż-tuż, czyli coraz bliżej i coraz dalej

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki tuż-tuż Julii Fiedorczuk.

WIĘCEJ

Kto się boi słowika?

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki Glossolalia Katarzyny Fetlińskiej.

WIĘCEJ

W życiu, być może nie daje się żyć bez duchów

recenzje / IMPRESJE Marcin Jurzysta

Esej Marcina Jurzysty towarzyszący premierze książki Duchy dni Dariusza Suski.

WIĘCEJ

Pies z poezją w pysku, czyli o wierszu XVI. z Imienia i znamienia Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego

recenzje / IMPRESJE Marcin Jurzysta

Esej Marcina Jurzysty towarzyszący premierze książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Głowa pełna zakładek. Wokół Księgi zakładek Jacka Gutorowa

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki Księga zakładek Jacka Gutorowa.

WIĘCEJ

Palimpsest na marginesach, czyli Mariana Stali Niepojęte: Jest. Urywki nie napisanej książki o poezji i krytyce

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki Niepojęte: Jest Mariana Stali.

WIĘCEJ

Samotność i wspólnota. Na marginesie Nigdy samotniej… Gottfrieda Benna

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki Nigdy samotniej i inne wiersze Gottfrieda Benna.

WIĘCEJ

Dlaczego wciąż Wojaczek?

recenzje / IMPRESJE Marcin Jurzysta

Esej Marcina Jurzysty towarzyszący premierze czwartego wydania książki Wierszy zebranych (1964-1971) Rafała Wojaczka.

WIĘCEJ

A jednak poeci… O jednym wierszu Dyckiego

recenzje / KOMENTARZE Krzysztof Hoffmann

Komentarz Krzysztofa Hoffmanna do wiersza „Piosenka o zielu” Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego z książki Oddam wiersze w dobre ręce (1988-2010).

WIĘCEJ

Alt + a i inne polskie znaki Wojciecha Bonowicza

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki Polskie znaki Wojciecha Bonowicza.

WIĘCEJ

Widzenie księdza Romana? Antologia Poeci na nowy wiek

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z antologii Poeci na nowy wiek przygotowanej przez Romana Honeta.

WIĘCEJ

Gentelmeński układ

recenzje / ESEJE Krzysztof Hoffmann

Recenzja Krzysztofa Hoffmanna z książkiTrop w trop. Rozmowy z Andrzejem Sosnowskim Grzegorza Jankowicza.

WIĘCEJ

To miejsce to jest neutralny teren…

recenzje / IMPRESJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki Doba hotelowa Bartłomieja Majzla.

WIĘCEJ

Całkiem smaczna kanapeczka

recenzje / ESEJE Marcin Jurzysta

Recenzja Marcina Jurzysty z książki Niosłem ci kanapeczkę Kārlisa Vērdiņša.

WIĘCEJ

Piękne imię własne

recenzje / ESEJE Dominika Kijek

<

Recenzja Dominiki Kijek z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, która ukazała się 23 grudnia 2014 roku na stronie ArtPapieru.

WIĘCEJ

Piękne imię własne

recenzje / ESEJE Dominika Kijek

Recenzja Dominiki Kijek z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Pochwała poezji polskiej w warunkach zagrożenia

recenzje / ESEJE Marcin Sierszyński

Recenzja Marcina Sierszyńskiego z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Poeta współczesny, uwikłany

recenzje / ESEJE Arkadiusz Morawiec

Recenzja Arkadiusza Morawca z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Nowe imiona

recenzje / ESEJE Anna Kałuża

Recenzja Anna Kałuży z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Myśli o powrocie do domu

recenzje / ESEJE Grzegorz Tomicki

Recenzja Grzegorza Tomickiego z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Eu(geniusz)

recenzje / IMPRESJE Maja Staśko

Recenzja Mai Staśko z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Wnuk rezuna, syn banderówki

recenzje / ESEJE Grzegorz Tomicki

Recenzja Grzegorza Tomickiego z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Pokątny pastuszek

recenzje / ESEJE Justyna Sobolewska

Recenzja Justyny Sobolewskiej z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Pies z poezją w pysku, czyli o wierszu XVI. z Imienia i znamienia Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego

recenzje / IMPRESJE Marcin Jurzysta

Esej Marcina Jurzysty towarzyszący premierze książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Eheu jak gwałtem obrotne obłoki!

recenzje / ESEJE Paweł Bernacki

Recenzja Pawła Bernackiego z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ

Świat podminowany

recenzje / ESEJE Piotr Śliwiński

Recenzja Piotra Śliwińskiego z książki Imię i znamię Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.

WIĘCEJ