Na ślepo
Patrzę na topolę przez szept Wisły,
stuk dzięcioła, szmer mrowiska,
przez piorun.
Na cokolwiek patrzę przestrzeń jest głosem.
Mówi oczom, że to, co widzą,
daje się zobaczyć tylko w chórze.
Ale dzisiaj, w ogniu lipca,
usłyszałem jak samotnie śpiewa
śnieg.
Mendelejew zastał pierwiastki
na regałach Wszechświata. Zastał,
bo już stały w sobie obok siebie, nawet Bóg
miał ich lekturę za sobą.
Tylko na okładkach podziwiamy tytuły:
stany skupienia, gęste albo rzadkie roje atomów,
ciężary, barwy, urzeczowienia, wcielenia.
A przecież na początku każdy pierwiastek
był literą po swojemu ssącą chaos,
z którego powstawał. I z tego alfabetu
czytała się Treść wszystkiego. A teraz
bełkot podziwiania tego przez to, tamtego przez tamto.
Martwe natury.
Widok
Zdanie zapatrzonego
ciągnie się przez kilkadziesiąt lat,
ale dłuży się krótko jak przestrzeń i czas.
Gdybym mógł myśleć oczami pierwszych ludzi
byłbym przestrzenią i czasem,
nie byłbym tym ja, które teraz widzi i myśli,
ale nieskończenie
poruszałby się czas w przestrzeni i przestrzeń w w czasie.
Forum Romanum
stanęłoby jutro na polanie wyrąbanej w Amazonii
i zawsze będzie myślała przestrzeń i nigdy nie zapomni czas
o tym, kto kiedyś był i będzie
wzrokiem zapatrzonym w oknie szkolnej klasy
liceum przy ulicy Kopernika, a widok bez okna,
bo pierwsi ludzie okien nie znali.
Ten wzrok ocalił się dla mojej starości
i patrzę z okna mieszkania na ulicy Wiejskiej.
Po remoncie ślepej ściany w budynku naprzeciwko
została na długie lata
płachta plastikowej folii przybita żelaznym hakiem.
Faluje w powiewach.
Tak długo strzępi ją czas,
że wystarczy sekunda wiaterku,
a drżą pasemka jej teraźniejszości –
każde w innym spojrzeniu
na ślepą ścianę. Zawsze wrażliwie, prawie zawsze,
bo mówią, że plastik niszczeje po tysiącleciach.
Ulica Kopernika i ulica Wiejska
zwą się kosmicznie i swojsko
a są niedaleko od siebie. Jak tysiąclecia.
Dyrdają trzy jamniki
na pośpiesznych nóżkach,
cementowy chodnik
biegnie im na wspak.
Ciągną na trzech smyczach
powolną starowinkę,
jej życie jest jak cement
długiego chodnika.
Chodnik się zatrzymuje.
Starość stoi w miejscu.
Trzy rude jestestwa
rozszarpują postój.
Uznano, że w Rządzie Światowym
musi uczestniczyć każdy człowiek,
tylko po to, żeby co chwila
oddawać władzę komu innemu.
Ale nie rozstrzygnięto
czy ma rządzić sobą, czy wszystkimi?
Historiozofowie
Pragmatyczny wariat i obliczalny prorok
przemyśliwują wizję Ojczyzny.
Przemyśliwują na wylot – to samobójstwo
myśli, która czyni widmem siebie i Ojczyznę,
i dziecinada wizji,
która jest sobą tylko gdy bezmyślna.
Nie widzą i nie myślą, że tu teraz jest
ojczyzna.
Nierodzinną miałem rodzinę –
tylko dwoje Żydów. Żyłem w ich obecności
i czułem, że tam, gdzie ich nie ma,
są bardziej obecni. Ale byłem dzieckiem,
nie wiedziałem gdzie to jest.
Później zrozumiałem, że nigdzie,
że wymuszono na nich to nigdzie,
a matka i ojczym już coraz bardziej
nie umieli być moją rodziną.
Nieszczęśliwie, ale tylko dla mnie. Bo oni
swojego nigdzie już nie czuli
jako nieszczęścia. Za długo trwało.
Po prostu nigdzie wszędzie.