wywiady / O KSIĄŻCE

Nie pierwszy raz różne kataklizmy próbują nas spłukać ze skóry Ziemi

Anna Adamowicz

Karolina Kapusta

Rozmowa Karoliny Kapusty z Anną Adamowicz, towrzysząca wydaniu książki Anny Adamowicz Nebula, która ukazała się w Biurze Literackim 31 grudnia 2020 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Karolina Kapusta: Miałam przyjemność prowadzić z Tobą, wspólnie z Olą Kanar, spotkanie wokół Animaliów. Cieszę się, że tym razem również możemy porozmawiać. Na początku chciałabym się dowiedzieć, jak w kontekście swojej poprzedniej twórczości patrzysz na Nebulę, która właśnie ukazała się w Biurze Literackim?

 Anna Adamowicz: Ja również bardzo się cieszę!

Ponieważ jest to książka, do której w tej chwili mi najbliżej (czasowo, emocjonalnie, intelektualnie etc.), jest na ten moment moją ulubioną. Uważam też, że jest najdojrzalsza z dotychczas napisanych, ale moim zdaniem to oczywisty stan rzeczy. W sensie – gdyby było inaczej, byłoby mi bardzo źle, bo to by oznaczało, że zwijam się umysłowo i literacko. Marzy mi się, żeby możliwie jak najdłużej unikać takiego zwijania.

 Tytuły Twoich poprzednich książek również były jednowyrazowe i odnosiły się do konkretnego elementu świata materialnego. Wątpia – wnętrzności, Animalia – zwierzęta, a teraz Nebula, czyli mgławica. Co znaczy takie konstruowanie przestrzeni poetyckiej dla Ciebie i co wnosi do Twojej poezji?

Wychodzę z założenia, że pojedynczy wiersz może mieć rozbudowany tytuł, ale już tytuł książki powinien być jak precyzyjnie rzucona lotka do darta – celnie, w sam środek, prosto w oko. Lubię krótko, konkretnie i jednowyrazowo. Dlatego organizuję sobie przestrzeń w taki właśnie sposób. Wątpia były książką o ciele, Animalia ‒ książką o zwierzętach, Nebula jest książką o kosmosie i o końcu świata. Przy czym tytuły pierwszych dwóch książek miałam ustalone dosyć szybko, a tutaj męczyłam się z jakimiś „Trybikami” i „Zębatkami”, które nie robiły roboty i nie były adekwatne do całości. Aż przyszła Nina Manel, przeczytała tę książkę i powiedziała, że „Nebula” to będzie dobry tytuł. Zgodziłam się, bo istotnie jest wspaniały (choć były też inne pomysły; jeśli dobrze pamiętam, Dawid Mateusz proponował „Sonatę Księżycową”, to również było ładne).

Właśnie, stąd w książce podziękowania dla Niny. Czy tylko za tytuł?

 Podziękowania w książce są konkretnie za tytuł, bo obie lubimy konkrety, ale w rzeczywistości pomoc Niny jest dużo szersza – znamy się i przyjaźnimy od kilku lat, spędzamy wiele godzin na rozmowach o poezji i nie-poezji oraz przesyłaniu sobie memów, oplotkowywaniu wszystkiego i wszystkich; mamy podobne podejście do życia i do literatury, często pokazuję Ninie robocze wersje tekstów. O ile nad kartką siedzę sama, o tyle jestem przekonana, że pisanie wierszy to nie tylko pisanie-pisanie, ale również wiele elementów poza nim, przede wszystkim interakcje z ludźmi.

Drugą część podziękowań przewrotnie kierujesz w stronę pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. Czy po tym, gdy sama zachorowałaś na COVID-19 ‒ rozmawiamy w czasie Twojej przymusowej izolacji ‒ rozważasz ich zmianę? I nie uważasz, że może wydać się to prowokacyjne oraz trochę nie na miejscu w kontekście liczby zachorowań, zgonów, nasilonej przemocy domowej, problemów z edukacją zdalną, depresji i innych skutków pandemii?

Prawdą jest, że koronawirus wiosną był mi bardzo na rękę. Dzięki lockdownowi miałam na przełomie marca i kwietnia dość czasu, żeby siedzieć, pisać, kończyć książkę. Takie momenty są rzadkie, więc bardzo je sobie cenię. Cenię sobie również to, że pandemia zdjęła ze mnie (i wszystkich introwertyków) społeczną presję wychodzenia z domu. Istotnie, ten sam koronawirus uziemił mnie na dwa ostatnie tygodnie października, w tym na bity tydzień unieruchomił w łóżku. Ale liczyłam się z tym, że prędzej czy później mogę zachorować, wszak pracuję w ochronie zdrowia. Inne negatywne skutki pandemii oczywiście również odczuwam (prócz zgonów, przemocy domowej i trudów edukacji zdalnej).

Uważam, że te podziękowania po pierwsze są zabawne, po drugie zaznaczają, w jakim momencie dziejów powstawała książka, po trzecie w jakiś sposób oswajają ten chaos, w którym się wszyscy w mniejszym lub większym stopniu znaleźliśmy.

A teraz? Czy przymusowa izolacja stworzyła okazję do szczegółowej redakcji Nebuli?

Stworzyła okazję głównie do mitrężenia czasu przy serialach, żadna bardziej produktywna czynność nie wchodziła w grę, wymęczony gorączką mózg odmawiał posłuszeństwa.

Na Netfliksie obejrzałam Ratched i Gambit królowej (oba bardzo estetyczne i przyjemne), na YouTubie letsplay z The Last Of Us 2 (bardzo dobra gra, chociaż zakończenie mnie rozczarowało; żałuję, że mój komputer by jej nie udźwignął). Prócz tego dużo filmików z uroczymi zwierzątkami, żeby wypracować jakąś równowagę w stosunku do rzeczywistości za oknem. Małe kotki, foczki i wyderki są niezbędne, kiedy kraj drży w posadach.

Ale też czytam równolegle książki o dwóch aferach: sprawie Cambridge Analytica oraz dymie wokół szczepionki MMR, żeby nie było nazbyt różowo.

Wróćmy do poezji. Skąd ta fascynacja radzieckim programem kosmicznym i samym, modnym ostatnimi czasy retrofuturyzmem?

Popkultura aktualnie jest na etapie masturbowania się do lat 80. (a tuż za rogiem czeka masturbowanie się do lat 90., na razie znam tylko jeden netfliksowy serial osadzony w tej dekadzie, ale przewiduję, że niedługo będzie tego więcej). A skoro już te lata 80. muszą mi wyskakiwać z lodówki, to jakoś jest mi kulturowo bliżej do ZSRR niż USA.

Ale okej, z jakiegoś powodu myślami byłam w okolicach sovietwave’u, który czerpie mnóstwo z estetyki Związku Radzieckiego lat 80., więc źle skalibrowałam wehikuł czasu. Cofnijmy się jeszcze o dwadzieścia lat. O, już.

Radziecki program kosmiczny jest dla mnie dużo ciekawszy niż amerykański z kilku powodów. Po pierwsze, ZSRR długo było na prowadzeniu w kosmicznym wyścigu, USA wyprzedziło go praktycznie tylko w ostatnim etapie – locie na Księżyc. Po drugie, historia amerykańskiego programu kosmicznego jest świetlista i hollywoodzka (no, minus motyw projektanta rakiety Saturn V), a radzieckiego mroczna i tajemnicza, obrosła legendami o kosmonautach, których loty były nieudane, więc zostały prewencyjnie wymazane z historii. Po trzecie, szanuję i doceniam kolektywizm, ale tam, gdzie nie ma możliwości przyznania nagrody Nobla za wysłanie w kosmos pierwszego sztucznego satelity ‒ ponieważ władze ZSRR nie chcą ujawnić nazwiska człowieka, który tego dokonał, i w zamian oświadczają, że Sputnika posłał na orbitę sowiecki lud ‒ tam ja podejrzliwie i nieufnie nadstawiam ucha. Tym nieufniej nadstawiam, gdy z tego deklarowanego kolektywizmu wyłania się kult bohatera, jak to miało miejsce w przypadku Gagarina.

Dobra, wsiadajmy z powrotem do wehikułu: myślę, że większość wierszy z Nebuli dzieje się gdzieś w okolicach lat 2018‒2020 i że jest to fantazja na temat rzeczywistości, która nie wiadomo, czy jest prawdziwa, czy wymyślona. W sensie: tak, przeskakuję sobie w lata 60. i 80., ale to przeskakiwanie jest tak czy siak mocno osadzone w teraźniejszości – chybotliwej, kruszącej się, niepewnej, trochę rzeczywistej, trochę skonfabulowanej.

Właśnie, o ile przez poprzednie książki przewinęło się wielu równorzędnych bohaterów, w tej na pierwszy plan wysuwa się Gagarin. Podobnie jak ZSRR, zrobiłaś z niego gwiazdę?

Na początku po prostu chciałam napisać wiersz, który byłby fragmentem dziennika jakiegoś kosmonauty. Wahałam się między Gagarinem, Giermanem Titowem a Władimirem Iljuszynem (nawiązując do poprzedniego pytania – amerykańskich astronautów oczywiście na wstępie odrzuciłam jako nieciekawych). Ostatecznie stanęło na pierwszym nazwisku. Później w wyniku rozmów z Karoliną Kapustą doszłam do wniosku, że ciekawszą opcją niż dziennik byłaby notatka głosowa, a jeszcze później okazało się, że mam pod ręką fantastycznie obszerną biografię Gagarina autorstwa Lwa Daniłkina, której przeczytanie dostarczyło mi materiału na cały cykl.

Jurij Gagarin to niesamowita postać, w sensie imponująco ulepiona trochę przez niego samego, a trochę przez machinę propagandową, która nadała mu nadprzyrodzone cechy. Poleciał w kosmos jako nieznany nikomu człowiek, a dwie godziny później wrócił na Ziemię już jako bohater narodowy. Momentalnie stał się osobą publiczną i wielką sławą. Udzielał mnóstwa wywiadów, uczestniczył w licznych konferencjach prasowych, odwiedził wiele krajów, pił herbatkę z królową angielską, otrzymał kilkanaście odznaczeń, został politykiem, a miasto w pobliżu jego rodzinnej wioski zmieniło nazwę z Gżatsk na Gagarin. Świat na jakiś czas oszalał. Sam Gagarin z tym szaleństwem radził sobie bardzo różnie. A później zginął głupio w katastrofie samolotu, który pilotował. Jest w tej historii coś głęboko fascynującego i tragicznego.

Przy okazji wplotłam w opowieść o Gagarinie kilka osobistych elementów. Z punktu widzenia czytelnika nie ma to znaczenia, ale na przykład Jurij mówi o jajkach faszerowanych, ponieważ było mi bardzo źle z tym, że z powodu pandemii nie mogłam pojechać do rodziców na Wielkanoc i zjeść jajek faszerowanych robionych przez mamę. Prócz tego mój Gagarin gra w Minecrafta, subskrybuje Netfliksa, nie przepada za Małym Księciem, nuci pod nosem różne piosenki i tak dalej.

Jaką funkcję wobec tego pełni reszta bohaterów i bohaterek, ludzkich i nie-ludzkich?

Tak jak w poprzednich książkach, upchnęłam w wierszach wiele postaci: ludzi (Elon Musk, Francesca Woodman, Paul Celan), zwierząt (reliktowiec mały, słoń, niesporczaki), ale też podmiotów nieożywionych (łaziki i sondy marsjańskie). Szczególnie dobrze pisało mi się teksty z perspektywy tych ostatnich. Lubię też wiersz o Woodman, na którą trafiłam przypadkiem, szukając po internetach czegoś innego. Z miejsca się w niej zakochałam – zarówno w znakomitych zdjęciach, jak i tragicznej biografii. Dlatego miałam potrzebę wiersza-hołdu.

Ale właściwie to mam już trochę poczucie, że ta formuła mi się coraz bardziej wyczerpuje. W sensie – ileż można żonglować tymi bohaterami, wypowiadać się w imieniu milczących, udawać, że wie się, co oni mieliby do powiedzenia, ewentualnie mówić wprost do nich z mniejszym czy większym zrozumieniem ich sytuacji. Wydaje mi się, że robię się coraz mniej przekonująca. Prawdopodobnie teraz, po wydaniu Nebuli, trochę odpuszczę lirykę maski albo spróbuję się do niej zabrać w inny sposób.

Jak dobrze wiesz, zwracam uwagę przy lekturze na spójność książki i jej zamysł kompozycyjny. Animalia mają po prostu dwie części: kręgowce i bezkręgowce. Teraz zrezygnowałaś z takiego łatwego podziału i zastąpiłaś go synchroniczną opowieścią, kilkoma przeplatającymi się historiami. Skąd taki pomysł i czy te cykle były pisane ciągiem, jako jeden utwór, a następnie pocięte i wymieszane? Czy raczej powstawały już jako autonomiczne części większej całości, z określoną i przypisaną wcześniej funkcją kompozycyjną?

Zacznę od końca: pisałam i na bieżąco dzieliłam; niekiedy między tworzeniem kolejnych cząstek mijało dosyć dużo czasu, np. skończenie „kipu” zajęło mi jakieś półtora roku.

W Animaliach potrzebowałam podziału na dwie części, żeby jakkolwiek sobie poradzić z układaniem kolejności tekstów (podobnie zresztą w Wątpiach, gdzie części było pięć). Pracując nad Nebulą, postanowiłam rozwiązać kłopot z układem w inny sposób.

Praktycznie od zawsze jestem, jako czytelniczka, rozdarta między tym, że nie lubię tekstów dłuższych niż jedna strona, jednocześnie zaś ekscytują mnie bardziej złożone formy i serie wierszy. Jako autorka radzę sobie różnie: podczas pracy nad Wątpiami nie umiałam pisać cykli, a przy Animaliach już się trochę podciągnęłam, czego efektem są „układy”. W Nebulipozwoliłam sobie na dwa rozbite na części poematy (bo tak traktuję „kipu” i Gagarina), na widoczne cykle (jak „sci-fi”) i na bardziej ukryte (jak cykl o końcu świata). Pocięcie i wymieszanie wszystkiego intuicyjnie wydało mi się dużo lepszym pomysłem, niż serwowanie kolejnych serii jedna po drugiej, myślę, że tak jest ciekawiej i dynamiczniej.

Ciekawiej i dynamiczniej, racja, ale też taka kompozycja wydaje się dobrze obrazować tytułową mgławicowość. Teksty nakładają się na siebie, a granice między wierszami w cyklach się zacierają. Wiersze zaczynają się tam, gdzie poprzednie się kończą.

Mam poczucie, że mgławicowość dobrze oddaje organizację wierszy w książce. To zamazywanie granic bardzo mnie kręci. W moim świecie im książka spójniejsza i płynniejsza, tym lepiej, dlatego myślę bardzo konceptualnie. Również jako czytelniczka bardziej cenię koherentne pod względem tematyki książki. Marzy mi się, żeby napisać kiedyś długi, równo płynący poemat.

W porównaniu do poprzednich tomów najwięcej w tym humoru, luzu, powietrza. Co się zmieniło, czy nabrałaś większej śmiałości warsztatowej?

Jest taki moment w nauce jazdy na rowerze, kiedy przestajesz kurczowo zaciskać dłonie na kierownicy, absurdalnie angażując mięśnie, a zamiast tego tylko leciutko ją trzymasz. A stąd już niedaleko do jej puszczenia. Nie uważam, żeby Nebula była jazdą bez trzymanki (na to, mam nadzieję, przyjdzie czas w kolejnych książkach), ale właśnie takim leciutkim opieraniem rąk na kierownicy. Im dłużej piszę, tym bardziej wiem, co robię, o co mi chodzi, jakimi drogami to osiągnąć i na co mogę sobie pozwolić (do doskonałości pod tymi względami jeszcze daleko, ale staram się, jak mogę), więc przestaję się spinać, odpuszczam, zaczynam żartować, wplatać nawiązania do memów etc. (chociaż odrobinę się cykam, czy te memy nie zawężają mi grona odbiorców).

Jako autorka wydajesz się mieć świadomość tego, że poezja może być aktualna przez długi czas, ale może też szybko się zdezaktualizować. Piszesz zarówno wiersze-soki jednodniowe, wiersze liofilizowane i wiersze-konserwy na czas postapo. W przypadku przedawnienia pewnych memów najwyżej zostaną Twoje ulubione Google, prawda?

Tak, trochę już przyzwyczaiłam ludzi zainteresowanych czytaniem moich wierszy, że trzeba siedzieć z otwartą wyszukiwarką. Mam wielką nadzieję, że tak jak googlowanie medycznych pojęć czy nazwisk bohaterów nie było problemem, tak problemem nie będzie googlowanie memów. Memy żyją krótko jak jętki, ale też w internetach nic nie ginie, więc do każdego źródła da się dokopać. Chociaż też nie jestem do końca pewna, czy przeczytanie na Know Your Meme o pojedynczym memie daje odpowiednio szeroki kontekst, memy to jednak bardzo specyficzna gałąź twórczości.

A co daje wierszom wplatanie angielskich i rosyjskich słów, całych zdań? Szczególnie rosyjskich, kiedy, umówmy się, dużo mniej osób zna ten język niż angielski.

W poprzednich książkach też wtrącałam rosyjski, ale pojedyncze słowa, dużo mniej niż teraz. Powody są dwa, oba banalne: po pierwsze, niektórych rzeczy nie da się powiedzieć inaczej, po drugie immersyjność, którą tutaj sobie rozumiem jako chęć, żeby czytelnik głębiej zanurzył się w klimat.

Fragmenty cyrylicą to w lwiej części cytaty z piosenek, zarówno starszych pieśni rosyjskich, jak i współczesnych kawałków. Słucham stosunkowo dużo muzyki z Rosji i innych krajów postradzieckich, więc umieszczanie jej w wierszach było dla mnie naturalne. A czytelnik nawet bez znajomości języka może – przy odrobinie samozaparcia i pomocy klawiatury online – pogooglować te linijki.

 A czy gdy opadnie już pył po Nebuli, powstanie nowa książka?

Aktualnie chcę przede wszystkim solidnie odpocząć od pisania. A kolejne projekty już są na tapecie. Czwartą książkę zaczęłam pisać trochę równolegle z Nebulą. Właśnie zerknęłam w dzienniki pisania – ponieważ prowadzę dzienniki pisania książek – i widzę, że prace przy Nebuli rozpoczęłam w połowie 2018 r., a pomysł na książkę o roboczym tytule „Szkło” przyszedł mi do głowy jakoś pod koniec 2018. Trochę już opowiadałam tu i tam o koncepcie, więc krótko: będzie to napisana pod pseudonimem książeczka o skoliozie, konfesyjna i osobista, jeszcze nie wiem dokładnie, w jakiej konwencji, bo idea od czasu do czasu troszeczkę mi się zmienia. Niezmienny natomiast pozostaje mój entuzjazm wobec tego pomysłu.

A potem nie wiem, potem chciałabym może popracować nad tym nieistniejącym lesbijskim językiem poetyckim, o którym od jakiegoś czasu myślimy z Zuzanną Strehl. Dużo rozmawiałyśmy o tym podczas Stacji Literatura, przy okazji wciągając w te dyskusje wszystkich, którzy chcieli i nie chcieli nas słuchać. Zrobiłyśmy też krótki wykład na krakowską Noc Poezji.

Dzięki Twojej uprzejmości na bieżąco śledziłam powstające po kolei propozycje okładki. Myślę, że wybrana wersja idealnie pasuje klimatem do Nebuli. Jak przebiegała praca z grafikiem i czy jesteś zadowolona z końcowego efektu?

Autorem okładki jest Wojciech Kobus, poznański poeta i slamer. Uważam, że jest doskonała, bardzo ją lubię. Najbardziej podoba mi się ta retro kolorystyka, trochę jak z sepiowej fotografii. No i dymiący Księżyc, jestem psychofanką dymiącego Księżyca. A z Wojtkiem pracowało się wspaniale. Szybko złapał klimat wierszy, zrobił kilka różnych projektów, każdy w kilku wersjach kolorystycznych (w efekcie mój folder „projektowanie okładki”, gdzie zapisywałam sobie kolejne propozycje, to około pięćdziesięciu jotpegów), słuchał moich uwag, wyrabiał się w terminach, ostateczny projekt był gotowy przed dedline’em. Czego chcieć więcej?

To co z tym końcem świata? Utopia czy antyutopia? Czy na gruzach tego świata powstanie nowy?

Oczywiście, że nie powstanie. Koniec świata zmiecie wszystkich z planszy i elo, nara.

Znaczy chciałabym, żeby ludzkość się już nie podniosła, ale prawdopodobnie wbrew moim nadziejom się podniesie, nie pierwszy raz różne kataklizmy próbują nas spłukać ze skóry Ziemi. Trzymamy się, niezależnie od surowości warunków, niemalże tak dobrze jak niesporczaki.

O AUTORACH

Anna Adamowicz

ur. w 1993 r. w Lubinie. Diagnosta laboratoryjny, poetka, autorka tomów Wątpia  i Animalia. Nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia. Dwukrotna finalistka „Połowu” (2012, 2016), nominowana do nagrody głównej w XIX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina. Mieszka we Wrocławiu.

Karolina Kapusta

ur. w 1993 r. w Gliwicach. Publikowała na łamach „biBLioteki” „Wydawnictwa j”, „Helikoptera”, „8. Arkuszu” i „Babińca Literackiego”. Laureatka konkursów poetyckich, m.in. VI Turnieju Jednego Wiersza im. Tomka Pułki i projektu „Połów 2020” realizowanego przez Biuro Literackie dla autorów przed debiutem książkowym. Mieszka we Wrocławiu.

powiązania

Białas na Marsie

recenzje / KOMENTARZE Anna Adamowicz

Autorski komentarz Anny Adamowicz, towarzyszący wydaniu książki Anny Adamowicz Nebula, która ukazała się w Biurze Literackim 31 grudnia 2020 roku.

WIĘCEJ

Waruj

nagrania / Stacja Literatura Anna Adamowicz Dawid Mateusz Joanna Łańcucka Joanna Mueller

Spotkanie wokół książki “Waruj Joanny Mueller i Joanny Łańcuckiej z udziałem Joanny Mueller, Joanny Łańcuckiej, Anny Adamowicz oraz Dawida Mateusza w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ

Płynne, płynne; palne

wywiady / O KSIĄŻCE Anna Adamowicz Konrad Góra

Rozmowa Anny Adamowicz z Konradem Górą, towarzysząca wydaniu książki Kalendarz majów Konrada Góry, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 14 maja 2019 roku.

WIĘCEJ

Conscious Rap

wywiady / O KSIĄŻCE Anna Adamowicz Dawid Mateusz

Rozmowa Dawida Mateusza z Anną Adamowicz, towarzysząca wydaniu książki Animalia, która ukazała się w Biurze Literackim 28 stycznia 2019 roku.

WIĘCEJ

Mistycyzm miodu

recenzje / KOMENTARZE Anna Adamowicz

Autorski komentarz Anny Adamowicz do książki Animalia, która ukazała się w Biurze Literackim 28 stycznia 2019 roku.

WIĘCEJ

Nowotwór trzynastozgłoskowcem

wywiady / O KSIĄŻCE Anna Adamowicz Jacek Dehnel

Rozmowa Anny Adamowicz z Jackiem Dehnelem towarzysząca wydaniu książki Serce Chopina, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 11 czerwca 2018 roku.

WIĘCEJ

Wiersz jest synonimem czasu

wywiady / O KSIĄŻCE Anna Adamowicz Jerzy Jarniewicz

Rozmowa Anny Adamowicz z Jerzym Jarniewiczem, towarzysząca premierze książki Puste noce, wydanej nakładem Biura Literackiego 4 grudnia 2017 roku.

WIĘCEJ

Niesporczaki słuchają sovietwave’u. Nebula Anny Adamowicz

recenzje / ESEJE Dawid Kujawa

Recenzja Dawida Kujawy, towarzyszący wydaniu książki Anny Adamowicz Nebula, która ukazała się w Biurze Literackim 31 grudnia 2020 roku.

WIĘCEJ

Białas na Marsie

recenzje / KOMENTARZE Anna Adamowicz

Autorski komentarz Anny Adamowicz, towarzyszący wydaniu książki Anny Adamowicz Nebula, która ukazała się w Biurze Literackim 31 grudnia 2020 roku.

WIĘCEJ

Niesporczaki słuchają sovietwave’u. Nebula Anny Adamowicz

recenzje / ESEJE Dawid Kujawa

Recenzja Dawida Kujawy, towarzyszący wydaniu książki Anny Adamowicz Nebula, która ukazała się w Biurze Literackim 31 grudnia 2020 roku.

WIĘCEJ

Koniec antropocenu

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Animalia Anny Adamowicz, która ukazała się w Biurze Literackim 28 stycznia 2019 roku.

WIĘCEJ