wywiady / O PISANIU

Tak i Nie

Tadeusz Różewicz

Witold Zalewski

Rozmowa Witolda Zalewskiego* z Tadeuszem Różewiczem, towarzysząca premierze książki Credo Tadeusza Różewicza w opracowaniu Jana Stolarczyka, która ukazała się w Biurze Literackim 29 stycznia 2020 roku.

Okladka__Credo_3.indd Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Witold Zalewski: Jest pan poetą.

Tadeusz Różewicz: Dziś nie jestem poetą… czy pan nie zna tego popularnego powiedzenia, że „poetą się bywa…”?

W opinii czytelniczej uważany pan jest za poetę i my oczywiście chcemy z panem rozmawiać przede wszystkim o poezji…

(uparcie) Jestem nie tylko poetą.

Również reporterem, dramaturgiem, scenarzystą…

Jestem także ojcem, mężem, zięciem, kuzynem, bratem, „kolegą po piórze”, członkiem związku, byłym partyzantem, byłym formalistą, pesymistą, nihilistą, realistą, kibicem…

Kibicem? To ciekawe… Czy pan interesuje się sportem?

Od ósmego roku życia interesowałem się sportem… pojedynki Petkiewicza i Kusocińskiego, ich rywalizacja, walki z Finami… pamiętam zaciętą walkę Kusocińskiego z Nurmim, słuchałem przez radio… wtedy Nurmi na ostatnich dosłownie metrach zrobił skok! Pasjonowały mnie walki bokserskie Majchrzyckiego z Pisarskim, Chmielewski, Piłat, Rotholc… Z tenisistów: niezapomniany Tłoczyński, Jadzia Jędrzejowska, bracia Stolarow… pamiętam jeszcze wierszyk, jaki niegdyś ułożyli entuzjaści boksera Wocki:

ich bin Wocka
i zaś ale
przeciwnika
tęgo walę

Pan nas zdumiewa! Myśleliśmy, że pan od kołyski interesował się metaforą.

Dla mnie Kusociński był i pozostał wzorem sportowca oraz obywatela. Fantastyczny człowiek. Niezwykle ambitny i skromny. Myślę, że jego życiorysu winno się uczyć w naszych szkołach na równi z życiorysami wybitnych mężów stanu, poetów, kompozytorów… Teraz również jest wielu sportowców, których cenię i poważam… wśród nich Szmidt, Krzyszkowiak, panna Kirszenstein i jej śmigłonogie koleżanki… Gorzej jest ze skromnością różnych naszych działaczy sportowych czy trenerów. Przed ostatnim meczem piłkarskim z Włochami pan Koncewicz powiedział wysłannikowi „Il Giorno”: „Jedziemy do Rzymu, by wygrać, remis nas nie urządza”. Wypowiedź ta obiegła co większe dzienniki włoskie. Szkoda, że nie pokazano nam pana Koncewicza po meczu… Trzeba znać miarę!

Pan wyraźnie wkracza na tereny Bohdana Tomaszewskiego…

To na zasadzie wzajemności. Pan Tomaszewski jest taki zresztą miły, że mnie nie przepędzi ze swojego ogródka… On sam bywa poetą…

My również jesteśmy entuzjastami sportu… Wróćmy jednak do literatury, do poezji. Nad czym pan teraz pracuje, nigdy się pan na ten temat nie wypowiada… Co pan ma na „warsztacie”?

Nad czym pracuję? Co piszę? Czy nie wydaje się panu, że równie ciekawa jest odpowiedź na pytanie „co pan teraz czyta?”. Myślę, że czasem ważniejsze jest to, co człowiek czyta, niż to, co pisze…

Być może… więc co pan teraz pisze…

(uparcie) Chce pan powiedzieć „co pan teraz czyta?”.

Proszę…

(spogląda na kupę papierów, książek i gazet, które leżą na stole i biurku) W tej chwili czytam Życie społeczne zwierząt Adolfa Remanego, O życiu i śmierci w przyrodzie, piętnasty tom Kronik Bolesława Prusa, Granicę współczesności Porębskiego, Podróż do krainy nieprawdopodobieństwa Wyki, Młodzież epoki przemian, Dziennik duszy Jana XXIII, Czarne i białe Jana Józefa Szczepańskiego, Millera Bez kropki nad „i”

Czy wszystko równocześnie?… To olbrzymia rozpiętość tematyczna.

Tak właśnie kształtowała się moja lektura w ostatnich tygodniach… Rozpiętość jest tylko pozorna… w tym szaleństwie jest metoda. Czytam też dużo czasopism krajowych i zagranicznych. Lektura książek i gazet zajmuje mi 3‒4 godziny dziennie, dawniej około 5‒6 godzin. Teraz 2 godziny zjada telewizja, radio.

A co pan czytał ostatnio z poezji?

Wiersze Nelly Sachs, Lasker-Schüler, ostatni tom Przybosia, Czechowicza. Czechowicza czytam, bo chciałbym zredagować wybór jego poezji dla PIW-u… ale to wszystko są lektury aktualne, bieżące, prócz nich mamy lektury stale „wieczne”. Myślę o poezji Kochanowskiego, Mickiewicza… myślę o Dostojewskim, Conradzie, Kafce, Camusie, Becketcie… czyta się zawsze Szekspira… pracy powszedniej towarzyszy Huizinga, Jaspers… Brzozowski, Irzykowski, Koniński…

Wracając do współczesności?

Przeczytałem ostatnio Kosmos Gombrowicza.

Czy zna pan artykuł Sandauera o Gombrowiczu zamieszczony w „Kulturze”?

Tak.

Czy ten artykuł zainteresował pana?

Po odwadze Artura Sandauera spodziewałem się czegoś ostrzejszego!

A czego, czy mógłby pan nam powiedzieć?

Mógłbym, ale nie powiem… chętnie przeczytałbym artykuł o Gombrowiczu napisany przez Witkacego, Irzykowskiego…

?

Cóż! Nie tracę jednak nadziei, że o Gombrowiczu napisze jeszcze raz Sandauer albo Jan Kott, albo Kijowski. Kijowski! Ten Kijowski to taki dziwny kij, który ma chyba trzy końce… On się nadaje do wygarbowania skóry Gombrowiczowi… Gombrowicz wypina się wprost idealnie… i w tych swoich wywiadach dla prasy francuskiej i niemieckiej, i w tej niewydarzonej Pornografii, no i oczywiście w świetnie pisanych Dziennikach

A pan? Czy pan nie ma ochoty na to „garbowanie skóry”?

Nie.

Dlaczego?

Bo chciałbym być świadkiem, a nie uczestnikiem tej walki, chciałbym siedzieć wygodnie w loży albo stać na galerii i oglądać walkę między Kijowskim i Gombrowiczem, Kottem i Gombrowiczem… chciałbym rzucać na ich głowy zgniłe jaja, pomidory, butelki, i kwiaty…

Wróćmy do poezji.

Jakiej znów „poezji”… proszę…

Więc dobrze, zostawmy to na razie… jest pan nie tylko poetą… Czy chciałby pan powiedzieć coś na temat ostatnich wydarzeń w świecie naszego teatru i filmu?

Pewnie chce pan zapytać o Tango i Popioły, co?

Oczywiście, o Popioły i Tango

Ogólnonarodowe referendum na temat tych wydarzeń świadczy o miałkości naszego życia umysłowego. Tanga nie widziałem na scenie i nie wiem, co z tej sztuki zrobił pan Axer, znam tekst drukowany w „Dialogu”. Tekst nie jest dla mnie interesujący. Jeśli chodzi o drugie „arcydzieło” – Popioły… to przedstawia ono dla mnie wartość artystyczną taką, jak na przykład Kurtyna Siemiradzkiego w Teatrze Słowackiego. Jest tam kilka miejsc, przez które przebija pazur dawnego Wajdy, tego z Kanału i Popiołu i diamentu. Mam wrażenie, że Żeromski wyszedł z operacji jakby wykastrowany, to chyba wina chirurga-scenarzysty… Cała mętna historiozofia, jaką produkują na ten temat nasi recenzenci filmowi, nie warta jest funta kłaków… Mówi się też, że dzięki temu filmowi wzrosło w Polsce zainteresowanie Napoleonem, księciem Poniatowskim, Somosierrą, Murzynami itp. Ale u nas zawsze więcej interesowano się Napoleonem niż Marksem, księciem Poniatowskim niż Witosem albo Marchlewskim… Więc o co ten krzyk? Cieszę się, że sam Wajda zdaje sobie lepiej sprawę z tego, co zrobił, „czego narobił” niż entuzjastyczni krytycy…

Mówi pan z pasją o filmie… Czy chciałby pan się wypowiedzieć szerzej na ten temat? Na temat ostatnich filmów, które są przez naszą krytykę filmową wymieniane jako tzw. filmy wiodące.

Naszą krytykę filmową? Chyba waszą? Bo ja…

Chodzi mi o Walkower i Salto, filmy, które nas obecnie reprezentują na licznych festiwalach międzynarodowych…

Mówi pan „które nas reprezentują”… mnie, proszę pana, Walkower nie reprezentuje. Film ten reprezentuje tylko Twórcę, tych, którzy widzą w tym filmie „dzieło”, oraz tych, którzy ten film wysyłają na festiwale… Mój stosunek do filmu jest negatywny, a jeszcze bardziej negatywny do chwalców tego filmu…

 …jednak film ten otrzymuje wyróżnienia i nagrody…

Nie tylko… ale to nie jest ważne… nie chodzi tu o Walkower i jego twórcę. On może, oczywiście, zrobić kiedyś film z prawdziwego zdarzenia. Walkower jest fikcyjnym studium psychologicznym… to atrapa filmu… fikcyjna fikcja…

Czy jest pan negatywnie ustosunkowany do filmów autorskich i do młodych twórców?

Nie! Życzę im z całego serca dobrych filmów, będę pierwszy gratulował, ale mam swoje zdanie… chyba mi wolno? O moich scenariuszach mawiają, że to „chały”, o moich sztukach, że to „skecze”, o moich wierszach też różni różnie mówią… więc i ja chcę mieć wolność wypowiedzenia swojego zdania na temat naszych (choć nie moich) dzieł… jeszcze raz zaznaczam, że nie chodzi tu specjalnie o to czy tamto nazwisko, chodzi o zjawisko. Chłopiec podniecony niezdrowym dopingiem zaczyna skakać powyżej pępka… i tworzy zwykłe brednie. A krytycy i recenzenci zamiast przywołać go do przytomności mącą w głowach i odbiorcy, i młodego twórcy. Oni wystawiają stopnie za film! Dla mnie jegomość, który stawia wyższą ocenę za Walkower niż za Czapajewa, nie tylko udaje głupiego, ale chyba jest po prostu lekkomyślny.

Brak kryteriów oceny dzieła sztuki usprawiedliwia chyba…

(z gniewem) Co też pan opowiada o braku kryteriów… ta teoryjka wygodna jest dla różnych cynicznych rozrabiaczy, dla pozbawionych talentu twórców, dla komisji kwalifikacyjnych (wybucha śmiechem), dla pozbawionych inteligencji albo sumienia krytyków, dla…

 No tak, ale widzi pan na przykładzie Tanga… tacy biegunowo różni krytycy jak Jaszcz i Jan Kott uważają Tango za dzieło, nawet za wielkie dzieło, a pan…

Powtarzam jeszcze raz, że nie widziałem przedstawienia i mówię tylko o tekście drukowanym. Dla mnie jako dla poety, dramaturga, ten tekst nie jest interesujący. Wolę „małe” sztuki tego autora… To, że Jaszcz zgadza się z Janem Kottem, nie jest znów takim wielkim paradoksem, jak się panu zdaje.

Ale z tym powinowactwem między Jaszczem i Kottem to pan chyba żartuje?

(w zamyśleniu gładzi kocinę, która mruczy zadowolona) No pewnie, że żartuję… ale pan mi przez chwilę wierzył? (autor Niepokoju uśmiecha się swoim bezbronnym, dziecinnym uśmiechem)

(korzystając z lirycznego nastroju) A teraz porozmawiajmy o poezji…

Wątpię… mówiłem panu, że nie czuję się dziś poetą.

Czy nie interesuje się pan miesięcznikiem „Poezja”, który się ma ukazać w najbliższym czasie?

Nie.

A czym się pan teraz interesuje? Co pana angażuje uczuciowo, intelektualnie?

Przede wszystkim wydarzenia polityczne. Od nich zależy nie tylko wydawanie miesięcznika „Poezja”, któremu życzę rozkwitu, ale i nasze życie… Indonezja, Wietnam, Rodezja Południowa, stosunki chińsko-radzieckie, francusko-radzieckie, interesuje mnie to, co mówi Wilson, Nasser, Kosygin, Breżniew, Paweł VI, Erhard, Castro, McNamara, Malinowski, Johnson, Mao, Czou En Lai… to mnie interesuje więcej, niż to, co mówią… (Różewicz wymienia szybko i niewyraźnie kilka nazwisk) o poezji, malarstwie i metaforze… o Boże!

Skoro już jesteśmy przy metaforze…

Interesuję się również naszą gastronomią, turystyką, piosenką…

O!

Dlaczego „O!”? Zawsze interesowałem się piosenką, choć nigdy nie napisałem tekstu piosenki… wie pan, w dyskrecji zwierzę się panu, mam „absolutny brak słuchu”. Pień. Ale lubię słuchać. Jestem – dzięki telewizorowi – uczestnikiem naszych festiwali.

Czyżby?

Dziwię się, że młodzi, zdrowi, weseli z natury rzeczy ludzie wyśpiewują istne „gorzkie żale” na tych smutnych obrzędach festiwalowych… Szczególnie nasi piosenkarze „liryczą” okropnie i dosłownie… brak w tym wszystkim „ikry”, soli, pieprzu… za dużo pseudofilozofii, pseudopoezji, pseudo- czegoś tam jeszcze. Osobiście bardzo lubię Barbarę Rylską i Karin Stanek… każdą za co innego. To są talenty „z bożej łaski”. Gdybym umiał pisać piosenki, to napisałbym piosenkę specjalnie dla Barbary Rylskiej… chociaż Krafftówna też bardzo ładnie śpiewa o „kochasiu”, to miła piosenka… Jeśli chodzi o zagraniczne piosenki – to przepadam za Marleną „Sag mir, wo die Blumen sind”, „Die Antwort weiss ganz allein der Wind”, świetna też jest Lale Andersen; nie mówię już o genialnej Edith Piaf, bo to wyższe regiony. „Milord”… To jest poezja. Wielka poezja. Wielka sztuka. Oczywiście myślę o śpiewie. Nie o czytanym tekście…

Skoro już mówimy o poezji…

(patrzy podejrzliwie) Pan, zdaje się, posądza mnie o kokieterię?

?

Pewnie pan myśli, że ja tak udaję. Nie chcę niby mówić o „poezji”, a wewnętrznie aż drżę, żeby sobie użyć. Żeby pojeździć na tym „pegazie”…

Cieszymy się, że pan jednak zgodził się mówić o tym, co jest chyba panu najbliższe…

Jest pan bardzo uprzejmy… proszę się nie krępować… (Różewicz zrzuca kocicę Psotkę z kolan i przybiera postawę „agresywną”).

Jak pan ocenia aktualną sytuację poezji polskiej?

Ja nic nie oceniam. Nie jestem od oceniania aktualnej sytuacji poezji polskiej. Mogę powiedzieć kilka słów na temat sytuacji „demograficznej” w poezji polskiej… Przeżywamy wyraźny „wyż demograficzny” w dziedzinie poezji. Wprawdzie już starożytni z ironią pisali: „urodzaj na poetów był w tym roku wielki… gorzej ze słuchaczami”… ale mnie wydaje się, że bijemy rekordy w tej dziedzinie. Na każdym kroku spotykamy się z wyznaniami „ja piszę, on pisze, my piszemy, oni piszą wiersze” albo „wie pan, moja ciocia to też pisze”, „ten Wacek to on też pisze wiersze”…

Dość więc poetów i wierszy rośnie w naszym kraju, informują o tym redaktorzy działów poetyckich pism literackich. Ale wierszami są zasypywane nie tylko pisma literackie, specjalistyczne, religijne, magazyny ilustrowane itp. Nawet takie pisma jak „Wędkarz”, „Łowiec Polski”, „Szachista” mają swoich prześladowców… Moim zdaniem ta epidemia nie jest szkodliwa. Szkodliwe są inne nałogi.

Wydaje mi się, że baczniejszą uwagę warto zwrócić na produkcję poetów „zawodowców”, tzn. tych, którzy biorą za wiersze pieniądze, otrzymują stypendia i czują się zobowiązani do ogładzania tomików poezji… Jeszcze raz zaznaczam, że nie chodzi mi tu ani o „kryzys”, ani o „rozkwit” liryki. Poziom przeciętny jest lepszy od poziomu dwudziestolecia międzywojennego. W tamtych czasach nasza poezja razem ze swoimi „epokowymi” odkryciami siedziała w opłotkach, teraz, w naszym dwudziestoleciu, zjawia się nagle w stolicach Europy i Ameryki jako partner równorzędny… Nie będę więc mówił o „rozkwicie” ani o „kryzysie”… sprawa jest skomplikowana… ramy wywiadu są za ciasne… to się prosi o napisanie artykułu!

Może pan jednak spróbuje…

(z ociąganiem) Widzi pan… we mnie rodzi się podejrzenie, że ostatnio wiersze w olbrzymiej większości traktują o czymś nieokreślonym, o „niczym”. Zresztą nie jest wadą utworu, że mówi o „niczym”, ale że udaje, jakoby mówił „o czymś”… Tu jest pies pogrzebany… moim zdaniem czeka nas jeszcze niebywale bujny rozkwit wierszy o rzeczach bliżej nieokreślonych… można to nazwać „nowym średniowieczem” albo „neoklasycyzmem”, można barokiem w metafizycznym sosie… jesteśmy świadkami sztuczki fakirów, różni magicy próbują się dostać do nieba po własnym wierszyku jak po linie… giną z oczu w pseudofilozoficznym bełkocie… takich to mamy „kosmonautów” w naszej poezji…

Ale poezja baroku ma swoje świetne tradycje, wspaniałe osiągnięcia…

A czy ja mówię, że nie? Niech pan raczy jednak zwrócić uwagę, że nadwiślański Gongora podparty Eliotem i księdzem Baką nie ma nic wspólnego ze świetnymi osiągnięciami baroku… mnie się wydaje, że te próby mają więcej wspólnego z poezją czasów saskich…

Jest pan zbyt surowy…

(milczy dłuższą chwilę) A prosiłem, żeby mnie pan nie pytał o poezję… widzi pan, o tych sprawach bardzo jest trudno mówić w wywiadzie… zawsze się powie za dużo albo za mało… może jestem niesprawiedliwy… ale, widzi pan, sztuka nie jest ochronką, nie jest organizacją charytatywną… jeszcze kiedyś powrócę do tego tematu… jak się sytuacja wykrystalizuje. Tak. Zostawmy w spokoju „obraz naszej poezji współczesnej”.

Naszej oczywiście „młodej poezji”.

(zrezygnowany kiwa głową potakująco) Oczywiście… wszystko tu trzeba precyzować, określać dokładniej, operować przykładami.

Może więc zaczniemy z innej beczki…

(śmieje się) Świetna metafora!

Jakie problemy poetyckie nurtują pana obecnie, z czym się pan „boryka”, jeśli można się tak wyrazić?

Znów temat-ocean… ale ja to ograniczę. Od kilku lat nurtuje mnie taki problem: dlaczego w naszej poezji nie ma wierszy politycznych, wierszy religijnych oraz erotyków… jeśli poezja wyrzekła się polityki, religii i erotyzmu, to czym się odżywia…

Wydaje się nam, że wiersze tego typu, o których pan mówi, zdarzają się…

Ja myślę o wierszach ważnych, znaczących. O nowych wierszach. Nie tzw. nowych, czyli ostatnio napisanych, ale rzeczywiście o nowych propozycjach. Mnie się wydaje, że u nas nie istnieje poezja religijna. To nie znaczy, że zaginęli ludzie wierzący i religijni, ale zginął pewien typ wiary, który umożliwiał twórcom pisanie wierszy religijnych, hymnów itp. Moim zdaniem ostatnim poetą religijnym w Polsce, prawdziwym poetą, był Jerzy Liebert. Powierzchowność odbiła się najbardziej przykładowo w wierszach „religijnych” poetów Skamandra. Mimo niewątpliwych wśród nich talentów „Bozia” skamandrytów była uczniowska i anemiczna. Nawet wiersze Lechonia trzeba traktować jako stylizacje, a nie jako wyraz wiary. Być może jeden Wittlin jest z nich autentyczny. Poezja religijna ginie na naszych oczach… jest to chyba zjawisko nieuchronne… oczywiście ktoś może powiedzieć: każda dobra poezja jest religijna… Tak, ale to już jest sofistyka. To jest wykręt… zaginęła też poezja polityczna. Mijają lata i nie zjawia się utalentowany następca Broniewskiego. Czyżby w młodym pokoleniu ginął gatunek homo politicus? Nie wiem. Pozostaje jeszcze na placu sprawa poezji erotycznej… tzw. erotyków.

Tych chyba nie brak!

Myli się pan. Nie widzę w naszej poezji „erotyków” współczesnych. Erotyki, które czytuję, nie wyrażają erotyzmu naszych czasów. Może jeden Grochowiak… ale i on jest trochę staroświecki… W warunkach współczesnych, kiedy nam się podaje ciało kobiece w całości i to świetnie przyrządzone przez film, telewizję, pokazy mody, konkursy piękności, reklamy, kiedy w teatrze i filmie pokazuje się bez osłonek gwałt, samogwałt i kopulację, w tych warunkach niełatwo jest napisać erotyk. Nie wiersz „miłosny”, ale erotyk. Erotyk może nie mieć nic wspólnego z poezją „miłosną”. Od kilku lat zastanawiam się, czy można stworzyć naprawdę współczesny erotyk. Myślę, że warto o tym napisać książkę albo esej…

Czy pan myśli o napisaniu takiej książki?

Na razie napisałem na ten temat wiersz „Szkic do erotyku współczesnego”. Inne próby penetracji poetyckiej to wiersze z tomu Zielona róża: „Erotyk nad Gobi”, „Erotyk z końca XIX wieku”, „Szpagat”, „Kasa pancerna”… Seks jest jedną z najpotężniejszych religii współczesności. Nie waham się stwierdzić, że ma największą ilość wyznawców i to wyznawców praktykujących… Seks ma na swoje usługi cały świat.

Nawet maszyny do pisania, rury stalowe, lodówki są reklamowane przy pomocy nóg, pośladków i piersi… w większym stopniu dotyczy to jeszcze turystyki, podróży… W sposób zastępczy, ale bardzo intensywny, bo wizualny, udostępniono wszystkie „sekrety kobiecego ciała”. Ciało aktorki jest podawane przez reżyserów (i producentów) nie tylko w stanie, powiedzmy, przyrodzonym, ale we wszelkich możliwych okolicznościach. Gwiazda ekranu jest nie tylko oglądana, podglądana, wielbiona, ale również bita po twarzy, duszona, kopana, mordowana, wreszcie gwałcona. Udział widza w tych operacjach jest nieograniczony. W tych warunkach poezja „erotyczna” dawnego typu straciła na sile, zachorowała na anemię. Proszę jednak zwrócić uwagę, że mimo tego cudownego rozmnożenia najwspanialszych ciał przez film i TV panuje we współczesnym świecie głód seksualny. Być może powszechne i zbyt wielkie rozbudzenie apetytu stało się przyczyną tego głodu. Widocznie nikt nie nasyci się obrazem… Chociaż to jest sprawa wyobraźni.

W swoich wypowiedziach o poezji mówi pan często o używaniu kostiumów poetyckich, masek. Czy pan uważa, że te kostiumy i maski w jakiś sposób zakrywają lub fałszują „prawdziwą poezję”?

To zależy od punktu widzenia na to, czym jest literatura, poezja w świecie współczesnym. To zależy od indywidualnych przekonań poetów. Być może, że dla jednych poezja jest grą, zabawą, balem maskowym… każdy ma prawo się bawić. Można pisać wiersze przez zakładanie masek i kostiumów, można też pisać przez zdejmowanie kostiumów, a nawet przez zdzieranie skóry… Ja tylko zwracałem uwagę, że kostiumy szybciej się starzeją, podlegają modzie… Również technika. Przerosty technicyzmu poetyckiego wykończyły prawie naszą „awangardę” w tamtym dwudziestoleciu…

Więc jednak rozmawiamy o poezji!

Czas kończyć naszą rozmowę. Zdaje mi się, że jesteśmy już trochę zmęczeni? Czy pan nie sądzi?


* Dialog z Witoldem Zalewskim w rzeczywistości jest rozmową Tadeusza Różewicza z sobą samym. Tę formę wypowiedzi znamy choćby z książki Margines, ale… Obaj panowie umówili się na wywiad, ale przeszkodą była konieczność wyjazdu do Warszawy lub Wrocławia. Tadeusz Różewicz zaproponował więc napisanie autowywiadu, który podpisze swoim nazwiskiem przyjaciel, o ile treść go zadowoli. (przyp. – J.S.)

Po raz pierwszy Tak i Nie opublikowane zostało w „Kulturze” w numerze 46/1965. Po raz drugi w wydanej przez Biuro Literackie w 2011 roku książce Wbrew sobie. Rozmowy z Tadeuszem Różewiczem.

O AUTORACH

autorzy_leksykon_300x300_Rozewicz
Tadeusz Różewicz

Urodzony 9 października 1921 roku w Radomsku. Poeta, prozaik, dramaturg. Laureat wielu nagród literackich zagranicznych i polskich, m.in. Nagrody Polskiego PEN-Clubu (1997), Nagrody Ministra Kultury i Sztuki (1997), Śląskiego Wawrzynu Literackiego (1999), Nagrody Wielkiej Fundacji Kultury (2000), Nagrody Literackiej Nike (2000), "Złotego Berła" (2006), Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius za całokształt twórczości (2008). Odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski (1996). Zmarł 24 kwietnia 2014 we Wrocławiu.

WYWIADY__Witold Zalewski
Witold Zalewski

ur. 4 stycznia 1921 r. w Siedlcach. Pisarz, publicysta, scenarzysta, reportażysta, uczestnik powstania warszawskiego. Pracował w redakcjach tygodnika „Pokolenie”, „Przeglądu Kulturalnego” oraz „Kultury”. Był także kierownikiem literackim Zespołu Filmowego „Tor”. Zmarł 4 lutego 2009 r. w Warszawie.

powiązania

06_RECENZJE__Tadeusz Różewicz__Historia wiersza Zwierciadło

Historia wiersza „Zwierciadło”

recenzje / KOMENTARZE Tadeusz Różewicz

Historia wiersza „Zwierciadło” Tadeusza Różewicza – od rękopisów do wersji ostatecznej.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Tadeusz Różewicz__List do ludożerców

List do ludożerców

nagrania / Złodzieje wierszy Tadeusz Różewicz

Zdobywca II nagrody w IV. edycji konkursu „Nakręć wiersz” – edycji poświęconej Tadeuszowi Różewiczowi. Film na podstawie wiersza pod tym samym tytułem.

WIĘCEJ
19_NAGRANIA__Tadeusz Różewicz__Totentanz - wiersz barokowy

Totentanz – wiersz barokowy

nagrania / Złodzieje wierszy Tadeusz Różewicz

Zdobywca II nagrody w IV. edycji konkursu „Nakręć wiersz” – edycji poświęconej Taduszowi Różewiczowi. Klip na podstawie wiersza pod tym samym tytułem.

WIĘCEJ
19_NAGRANIA__Tadeusz Różewicz__Miasteczko

Miasteczko

nagrania / Złodzieje wierszy Tadeusz Różewicz

Zdobywca I nagrody w IV. edycji konkursu „Nakręć wiersz” – edycji poświęconej Tadeuszowi Różewiczowi. Klip na podstawie wiersza „Bystrzyca Kłodzka”.

WIĘCEJ
21_NAGRANIA__Tadeusz-RÓŻEWICZ__nauka-chodzenia

Nauka chodzenia

nagrania / Z Fortu do Portu Tadeusz Różewicz

Ceremonia przyznania Tadeuszowi Różewiczowi Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius 2008 za całokształt twórczości.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Kup_kota_w_worku

Kup kota w worku

nagrania / Między wierszami Tadeusz Różewicz

Premiera książki Kup kota w worku i fragment wieczoru autorskiego w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich 10. września 2008 roku. Animacja do wiersza „zabiegana i nominowany” Tomasz Broda i Sambor Dudziński.

WIĘCEJ
NAGRANIA__Normalny

Normalny poeta

nagrania / Złodzieje wierszy Tadeusz Różewicz

Wiersz Tadeusza Różewicza z książki Kup kota w worku (worku in progress). Klip zrealizowany w ramach konkursu „Etiuda z wierszem” dla studentów wrocławskiej ASP.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Tadeusz Różewicz___Nowy_ Różewicz, czyli z wiarą w przesłanie

„Nowy” Różewicz: „Trzeba żyć bez Ojca”

recenzje / ESEJE Karol Maliszewski

Recenzja Karola Maliszewskiego, towarzysząca premierze książki Credo Tadeusza Różewicza w opracowaniu Jana Stolarczyka, która ukazała się w Biurze Literackim 29 stycznia 2020 roku.

WIĘCEJ
06_RECENZJE__Tadeusz Różewicz__Historia wiersza Zwierciadło

Historia wiersza „Zwierciadło”

recenzje / KOMENTARZE Tadeusz Różewicz

Historia wiersza „Zwierciadło” Tadeusza Różewicza – od rękopisów do wersji ostatecznej.

WIĘCEJ
RECENZJE_Tadeusz-Rozewicz_Agnieszka-Grabowska_Ostatnia-wolnosc

Ostatnia wolność Tadeusza Różewicza

recenzje / IMPRESJE Agnieszka Grabowska

Recenzja Agnieszki Grabowskiej z książki Ostatnia wolność Tadeusza Różewicza.

WIĘCEJ