wywiady / O PISANIU

Na oślep, żeby ominąć

Bartosz Horyza

Patrick Leftwich

Rozmowa Patricka Leftwicha z Bartoszem Horyzą, laureatem 16. edycji Połowu poetyckiego.

Biuro Literackie
[instrukcja obsługi: wersja dla leniwców; wersja dla żółwi]

Patrick Leftwich: Cześć, Bartek. Stacja odbyła się w czerwcu, teraz mamy wrzesień, więc w sumie zacznę od pytania o to, jak minęło ci lato? Przeprowadziłeś się ostatnio do Krakowa, nie?

Bartosz Horyza: Cześć! Zgadza się, przeprowadziłem się do mieszkania, którego właścicielem, jak podejrzewamy, jest co najmniej kryminalista-wilkołak, ale za to mamy świetny widok na kopiec Kościuszki, a z drugiej strony na hejnał mariacki. To (i mój pierwszy w życiu dostęp do zsypu śmieci) nas tam trzyma, mimo rozchwianego poczucia bezpieczeństwa.

Lato raczej na przelocie, nie siedziałem nigdzie dłużej niż tydzień, choć bardziej z przypadku niż z wyboru. Dużo dobrych spotkań, parę wtop, trochę kasy zostawionej w różnych miastach Polski. Z tego wszystkiego schudłem 2–3 kilo.

Oprócz właścicieli z likantropią są jeszcze landlordzi krwiopijcy, więc kto wie, co stoi za twoją utratą wagi. Ale zostawmy krakowską scenę okultystyczną. Jesteś po akademii muzycznej i macie z Marcinem Mokrym wspólny projekt, w którym grasz na akordeonie do recytowanych przez niego tekstów. Jak ustawiasz sobie relację między poezją a muzyką? Przed Stacją wspomniałeś na warsztatach, że zacząłeś też rapować – to dosyć oczywiste skojarzenie, ale czy w rapie szukasz drogi łączenia obu wymiarów?

Dla uściślenia – akademii nie ukończyłem. Ona mnie wypchnęła mocno do przodu, po prostu nie w kierunku gabinetu rektora podpisującego dyplomy licencjackie.

Takich otwartych deklaracji o rapie to chyba bym się jeszcze bał, zresztą z dwojga złego najbardziej mi siedzi termin „nawijanie”, bo jednocześnie odwołuje się do kultury rapu („eeee weź coś nawiń” – ktoś się czasem drze) i do gadulstwa/wszechstronnie rozumianego storytellingu („nawijać jak najęty” – swoją drogą zawsze się zastanawiałem, czy to chodzi o to, że ktoś gada, jakby był podstawiony).

Kiedyś tak o tym myślałem – że to „nawijanie” będzie kumulacją moich doświadczeń, syntezą przynoszącą największą sytość. I trochę tak jest. Jednak później się zorientowałem, że to jeden ze sposobów kolaboracji muzyki z tekstem, ten najbardziej intuicyjny. Może to zabrzmi odrobinę infantylnie, ale czasem puszczam sobie Amok Amor czy też Johna Coltrane’a i myślę, że chciałbym pisać tak, jak oni grają – z podobną intensywnością i drobiazgowością. Ciekawe jest traktowanie wierszy jak muzyki, pisania jako improwizacji muzycznej, niekiedy testowanie tego w sposób ordynarny, na oślep, żeby ominąć stereotypowe ujęcia takiego porównania. Rzadziej mi się to zdarza, ale traktować można to również w drugą stronę – improwizować, jakby się kompletowało wiersz, stosując np. popularną w poezji redukcję, szeroką pracę wyobraźni, dopracowany sens/obraz/rys podmiotu.

Nie wiem, czy to infantylne, czy twórcze… Najciekawsze są takie przeskakujące inspiracje-wirusy pomiędzy różnymi mediami – jak zagrać jakąś składnię, jak przenieść dwuwymiarową plamę na tekst itp.? Co jeszcze infekuje twoje pisanie? W jakiej tradycji poetyckiej, albo szerzej niż poetyckiej, się widzisz, z czego składasz frazy?

W liceum chodziłem do klasy z raperem, który się teraz zowie „kaczka” (polecam jego numer „Sory winetu”, może nie za sam tekst, ale jest dobry bit i świetne flow), a który mi pokazał własny sposób podwijania nogawek, korzystam do dzisiaj.Pełno biorę z parkoura, freestyle’u, dyrygentów orkiestr, Gombrowicza, ale na pewnym poziomie traktuję to po prostu jako sposób przeżywania, doświadczania, myślenia. (Ostatnio próbowałem to komuś wytłumaczyć, rzeźbiąc w glinie [dosłownie] i poszło średnio, ale to może przez podobno nieistniejący multitasking). To jest jakby świadome zostawianie miejsca swoim neuronom lustrzanym. W sensie: robienie tego ich ciałami i umysłami, ale bez wiedzy technicznej, czyli zostaje sama imitacja doświadczenia, które się bierze jak odbitkę – jasne, trochę prześwietloną, ale jest na czym oko zahaczyć, w co rękę włożyć albo w papier ozdobny, i komuś wysłać na święto urodzin, a i zostaje na tobie jakiś osad z tego wszystkiego (skóra?).

Jeżeli chodzi o same tradycje, to może dadaistyczne (?) albo przynajmniej to, co wyobrażam sobie, że jest dadaistyczne, a nigdy nie miałem czasu o tym przeczytać (oprócz artykułu na Wikipedii i rozdziału w książce o surrealizmie). A wyobrażenie dotyczy zaprzeczania sztuki, cięcia, skręcania z przedmiotów nieatrakcyjnych, decydowania o niej. Nie wiem, czy to odpowiada na twoje pytanie, bo żadnego wiersza dadaistycznego nie przeczytałem. Z poetyckich tradycji to ta lingwistyczna mi chyba najbardziej leży, ale o co w niej dokładnie chodzi? Gęsto. Na ten moment to może robienie miejsca, pokora, pisanie składnią (czyli pisanie o myśleniu? tzn. organizowaniu języka?) – dużo pytań i trochę wierszy.

Podoba mi się to „nie całkiem” utożsamianie się z jakąś konwencją czy modelem – np. dadaistycznym – szybkie łapanie przelatujących fragmentów, prowizoryczne wykorzystanie jako materiału i ruszenie dalej, zanim fragmenty zaczną się utwardzać. (To chyba głębiej dadaistyczne niż jakiekolwiek neokontynuacje). Zastanawiam się, czy myślisz w ten sposób też poza poezją? W sensie: czy to metoda na życie, procedura działania osobowości? Zbiegło mi się z tym, że w to lato każdy tydzień gdzieś indziej, i w twoim otwierającym wierszu też co chwilę coś się dzieje, technicznie „na przelocie”.

Rzadko myślę poezją. W mojej głowie ten termin za często się nie pojawia, a już na pewno niewiele oznacza. Czasem jedynie rozgranicza informacje na prostsze do przetrawienia zbiory: poezji i nie-poezji, ale obawiam się, że to głównie dlatego, że osoby piszące wiersze tak właśnie o nich myślały, przez co faktycznie myślenie o nich w ten sposób jest do pewnego stopnia zasadne i łatwo grupuje te zbiory. To, co staram się powiedzieć, to że poezja sama nas urabia, chociaż wydawałoby się, że to my wymyśliliśmy ten termin, żeby urobić grunt językowy i go sobie podporządkować. I może nawet kiedyś tak było, tyle że wzięliśmy to chyba odrobinę zbyt na poważnie. Choć nie mówię, że w słowie „poezja” nie ma żadnej siły – jest trochę.

Po części „poezja”, jeżeli już o niej rozmawiamy, zawsze wydawała mi się po prostu śladem językowym z rzeczy, sytuacji „niepoetyckich”. Pisanie organizowaniem (gramatyki, obrazów, wierszy po sobie, tekstu na stronie etc.) jest dla mnie ekspresją myślenia, takim liryzmem mózgu – razem z emocjami, które się w nim dzieją, przeczuciami, konstrukcjami, uproszczeniami i mankamentami. Marvin Minsky kiedyś całkiem zręcznie zauważył, że pełno mamy słów na nazywanie emocji (gniew, strach, frustracja), niewiele jednak na nazywanie różnych procesów myślowych pojawiających się w naszej głowie. W tym sensie rzadko myślę poezją. Raczej staram się po prostu spisywać swoje myślenie, chociaż bardziej w formie notatek niż dziennika. (Kiedyś się mówiło o wierszach-partyturach, np. u Białoszewskiego, to mogłoby być coś podobnego). Następnym krokiem jest zakomunikowanie tego.

„Liryzm mózgu” to wspaniała fraza dla procesów kognitywnych pod poziomem świadomego myślenia. To coś, co znowu wraca do tego dadaizmu, i surrealizmu, którego nurt też przechodzi przez twoje wiersze. Rozsiane jest po nich sporo tropów ze snami, albo jako ingerencją innego wymiaru w rzeczywistość, albo po prostu ziomki sobie śpią, tylko że te sny nie służą do badania psychiki burżuja i pokazywania absurdów kapitalizmu, a chyba pełnią u ciebie inną funkcję. To celowe, czy to twoja nieświadomość wiecznie śni? 

Trzeba to powiedzieć głośno: ZIOMKI TEŻ CZASEM SOBIE ŚPIĄ. To normalne, czasem im się coś śni, czasem nie, wiadomo, jak jest.

W sumie niełatwo mi na to odpowiedzieć. Bo jeżeli mówi’ę’ jako „ja” sumujące niejako obie te strony (świadomość i nieświadomość), to formalnie reprezentuję niepodzielność, i trzeba by tu zastosować absurd/ciąg sprzeczności, żeby jakoś przełknąć to rozdzielenie. Oto jeden z nich:

Może to świadomość śni, a nieświadomość się wybudza? Na przykład: świadomość kładzie się spać, bo nie ma już siły (poznawczej?), musi odpocząć (poznawczo?); wtedy się wybudza nieświadomość i jest, ale zauważa się to, co powoduje świadomość, której po pewnym czasie nie starcza sił (poznawczych?), musi się położyć, a wtedy wybudza się nieświadomość i jest, ale zauważa się to i powoduje się świadomość. To trochę jak stawianie po kolei kroków. Chodzenie za sobą, dokąd? Wychodzenie na płasko i pozostanie tam, i tarcie, i cięcia aż do wyjaskrawienia się kształtu i stracenia dalszych sił (poznawczych?), trzeba się położyć. Inaczej, trzeba się odkładać – tak się chodzi najszybciej, tak się najszybciej spędza dni, czyli cykle czasu, bo nie wiem, czy czas sam w sobie – nie znam się na tym. Ale dużo dni w ciągu dnia – to jeszcze chyba da się zrobić. (Nie wiem do końca, czy szybkość jest koniecznie najlepszym benefitem, ale wydaje mi się, że jest też wtedy szansa na stratę rachuby w liczeniu jednostek prędkości).

Nie wiem, stary, czuję, że jeżeli miałbym się na coś w tym pytaniu zdecydować (oprócz nieodpowiadania na nie), to bym wykopywał sobie jakiś dołek i tynkował jakąś ścianę, a jeżeli ściany faktycznie są, to niech będą nagie, jak nagie potrafią być ostrza (czy miecze w niektórych opowiadaniach fantasy i powieściach Sienkiewiczach).

Ale dzięki za to pytanie, nigdy wcześniej nie korzystałem ze słowa „surrealizm” w kontekście swoich wierszy, a ono przywołuje nieco inne skojarzenia niż np. słowo „sen”, to jest dla mnie nowe.

Wiem, że to prawie cringe pytać za pomocą tak antycznych i udomowionych odniesień kulturowych, ale dla mnie tym bardziej ekstra w twoich wierszach jest to, jak rozcinasz te zasypane i zaspane banały, i zamieniasz w rozedrganą masę poetycką, trybunę myśli, które „lecą jak klucz gołębiowy”, jak „kibice Lechii Gdańsk” rozsadzają miasto, kawiarnię, spotkanie poetyckie i przyzwyczajenia metafor, jak w wierszu „Mopy sufitu”. 

Banały są stosunkowo przydatne (tyle że najczęściej niedomagają formalnie). Trochę na ten temat pisał David Foster Wallace. Więc żeby móc im się na poważnie przyjrzeć, trzeba przestać je kojarzyć i spojrzeć na to, co faktycznie się w nich znajduje. <Rozkojarzanie banału> (siedzi mi ta fraza, jeśli się o niej pomyśli jak o praktyce lekarskiej w jakimś szpitalu).

Swoją drogą banał tak brzmi, jakby był jakimś specjalnym rodzajem bułki/lembasa, a przynajmniej snackiem belgijskiej kuchni, w alternatywnej wersji języka polskiego, tak mi się trochę kojarzy.

Rozkojarzone banały – lembasy Davida Fostera Wallace’a. Niech nas karmią aż do góry nieskończenie śmiesznego przeznaczenia. Wielkie dzięki za rozmowę, trzymaj się!

Też dzięki. Do zo!

O AUTORACH

Bartosz Horyza

Urodził się w 2000 roku i mieszka w Krakowie. Na co dzień zajmuje się układaniem wystaw tymczasowych z przedmiotów natury nieożywionej i tostami. Oprócz tego raczej nigdzie nie publikuje.

Patrick Leftwich

teoretyk, tłumacz, poeta; pisze doktorat o diagramatyce post-prawdy, pracuje nad przekładem Fanged NoumenaNicka Landa, należy do jednostki badawczej HOMAR; wiersze publikował w „Stonerze Polskim” (pod pseud. 0°DLL) i „Stronie Czynnej”.

powiązania

Część wierszy o jaraniu się

utwory / premiera w sieci z Połowu Bartosz Horyza

Premierowy zestaw wierszy Bartosza Horyzy Część wierszy o jaraniu się. Prezentacja w ramach projektu „Połów. Poetyckie debiuty 2021”.

WIĘCEJ

Tętent spalonej awangardy

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Impresja Dawida Mateusza i Jakuba Skurtysa na temat poezji Bartosza Horyzy, laureata 16. edycji Połowu poetyckiego.

WIĘCEJ

Część wierszy o jaraniu się

utwory / premiera w sieci z Połowu Bartosz Horyza

Premierowy zestaw wierszy Bartosza Horyzy Część wierszy o jaraniu się. Prezentacja w ramach projektu „Połów. Poetyckie debiuty 2021”.

WIĘCEJ

Kalcyt i multa

recenzje / KOMENTARZE Aleksandra Byrska

Autorski komentarz Aleksandry Byrskiej, laureatki 16. edycji Połowu poetyckiego.

WIĘCEJ

Kredę gryzie się ze strachu

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Impresja Dawida Mateusza i Jakuba Skurtysa na temat poezji Aleksandry Byrskiej, laureatki 16. edycji Połowu poetyckiego.

WIĘCEJ

A na wszystko śnieży popiół i brokat

wywiady / O PISANIU Aleksandra Byrska Ola Lewandowska

Rozmowa Oli Lewandowskiej z Aleksandrą Byrską, laureatką 16. edycji Połowu poetyckiego.

WIĘCEJ

Tętent spalonej awangardy

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Impresja Dawida Mateusza i Jakuba Skurtysa na temat poezji Bartosza Horyzy, laureata 16. edycji Połowu poetyckiego.

WIĘCEJ