wywiady / O KSIĄŻCE

Scena jest cierpliwa, wiersz ma mniej litości

Antonina Tosiek

Nina Manel

Rozmowa Niny Manel z Antoniną Tosiek, towarzysząca premierze jej książki storytelling, która ukazała się w Biurze Literackim 8 lutego 2021 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Na początek – gratulacje! W chwili, gdy reszta świata będzie czytać naszą rozmowę, storytelling nabierze już namacalnego kształtu. To pytanie jest, być może, banalne, ale odpowiedzi na nie padają bardzo różne, więc pozwolę sobie je zadać: co się zmienia w głowie poetki wraz z debiutem (na pytanie o zmiany w życiu chyba jeszcze za wcześnie)?

Dziękuję Ci bardzo! Czyli zapewne jestem już w momencie, w którym boję się otworzyć swój egzemplarz w obawie przed znalezieniem fraz, które bym najchętniej zmieniła albo wykręciła.

A zmiany? Na pewno czuję pewną ulgę; dużo stresu, ale też ulgę. Wiersze pisuję od niedawna; ze storytellingiem jestem jednak niemal od samego początku, od pierwszych prób poetyckich. Nigdy nie miałam problemu ze zlokalizowaniem ,,swojej’’ niszy czy tematu dla pisania. Czułam po prostu potrzebę opowiedzenia konkretnego świata, którego ślady i powidoki w sobie znajdowałam. O takich projektach często mówi się „przenoszone” i chociaż, uf, dużo mi lżej z myślą, że się udało, książka się zamknęła, a Joanna Łańcucka namalowała dla niej dziewczynę z drzewem na głowie, to bardzo się cieszę, że nie ukazała się rok wcześniej, a miałam wtedy takie propozycje. Nie byłyśmy gotowe. Ani książka, ani ja.

Skłania mnie to ku refleksji: chyba nigdy nie słyszałam od debiutanta/debiutantki, że książka wyszła zbyt późno. Czyli jednak opłaca się poczekać. Choć – jak sama zauważyłaś – nie czekałaś długo: Twoje wiersze publiczność usłyszała pierwszy raz w Siennej, w 2018 r., kiedy wygrałaś konkurs na Wiersz Doraźny i jednocześnie zostałaś laureatką XI edycji Połowu. Co dały Ci warsztaty, almanach, pierwsze czytanie w CETiK-u rok później? A może dla osoby z doświadczeniem scenicznym (miałaś już przecież wcześniej aktorską przygodę z teatrem!) to była pestka, do której podeszłaś bez zbędnych emocji?

Czekać, czekać, wysiadywać!

,,Połów’’ to był mój drugi, nazwijmy go, konkurs poetycki. Pierwszy raz wiersze posłałam kilka miesięcy wcześniej, do Łodzi, na konkurs im. Zbigniewa Dominiaka. I strasznie to było śmieszne, bo zgłosiłam wiersze, które pisałam „na zamówienie” zajęć z pisania poezji na pierwszym roku studiów; dostałam wtedy wraz z Łukaszem Kaźmierczakiem/Łucją Kuttig wyróżnienie. Ale już wtedy się zorientowałam, że o-oł, z czytaniem własnych rzeczy chyba mam problem.

Pierwsza Stacja w 2018 roku to był niesamowity rollercoaster, tyle wrażeń, poznanych ludzi i niespodzianek. Potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Nie spodziewałam się, że Dawid Mateusz doda mnie do grona złowionych, bo chociaż warsztaty były świetne i bardzo dużo mi poukładały w głowie, to pamiętam, jak przed końcem lutego dopisywałam wiersze, żeby ukulać wymaganą w zgłoszeniu liczbę. A po wrześniowym ,,Połowie’’ wydarzyła się ta zmiana, o którą pytałaś na początku – coś kliknęło, dopiero wtedy zaczęło się to całe pisanie. Dlatego w storytellingu nie ma ani jednego wiersza w formie z almanachu. Tylko niektóre weszły do książki, a te, które się ostały, są już chyba innymi opowieściami.

Czytanie w CETiK-u było jedną z dziwniejszych przygód scenicznych, jakie mi się kiedykolwiek przydarzyły. Bo, kurczę, znam scenę od dziecka, trochę się już w życiu nagrałam, zdążyłam nawet skończyć poświęconą temu szkółkę. A w Stroniu po raz pierwszy miałam paraliżującą tremę. Trzęsły się pode mną nogi, drżały mi dłonie, czytałam najszybciej, jak się dało. To było bardzo specyficzne doświadczenie. Byłam przyzwyczajona do chowania się za postacią, wykreowanym życiorysem. I najważniejsze – do mówienia cudzym tekstem, czyimiś, nie swoimi, sposobami widzenia. A tu nagle stoję ja, Tosia Tosiek, przede mną ludzie od wierszy, nie ma się za czym schować. Poczułam się odsłonięta, podglądana w bardzo intymnym momencie. Grałam już wcześniej do własnych scenariuszy, byłam wtedy po premierze monodramu Post w reżyserii Bogdana Żyłkowskiego, ale okazało się, że wszędzie tam jest łatwiej; w graniu, postaciowaniu. A wobec wiersza jest się sobą, po prostu.

Rzeczywiście mówienie głosami i tworzenie postaci idzie Ci łatwo – widać to właśnie w storytellingu. Myślisz, że konstruowanie podmiotu ma w sobie coś z konstruowania roli? Masz doświadczenie w jednym i w drugim.

To jest fascynująca sprawa. Zarówno postać, jak i podmiot szalenie łatwo skaleczyć tanim psychologizmem. Lubię pożyć z bohaterką, zastanawiać się nad jej słabościami, sposobami radzenia z określonymi doświadczeniami. Dla mnie pierwsze czytania dramatu i cały proces badania życiorysu postaci były zawsze najważniejszymi elementami stawiania spektaklu. Prowadzę grupę teatralną dla młodzieży, w tym roku moje dzieciaki co tydzień dopisują nową cechę swoim postaciom, które wymyślają od a do z; włączając w to ulubione kolory, fobie i bajki z dzieciństwa. Dużo mnie to uczy, mam szansę podpatrywać, w jaki sposób wyobrażają sobie wiarygodnego bohatera. Ale scena jest cierpliwa, chłonna; wiersz ma mniej litości.

Przy pisaniu storytellingu ciągle towarzyszyła mi obawa, że w pewnym momencie stracę czujność, nie wyłapię, że zaczęłam kreować opowieść z pogranicza przywłaszczenia kulturowego. Czy udało mi się go uniknąć, osądzą czytelniczki i czytelnicy.

A pisanie o świecie, w którym tak wiele i wielu trwało/trwa czy doświadczało/doświadcza stygmatyzacji ze względu na swoje pochodzenie czy klasową przynależność, to jest bardzo delikatna i niebezpieczna sprawa. Łatwo się zgubić, nawet w dobrej wierze. Potem wychodzą takie (często szeroko komentowane) książki z gatunku ,,top 10 skojarzeń dotyczących nierówności i opresji’’, w których na poszczególnych stronach dostajemy przegląd przemocowych uprzedzeń i – co mnie wnerwia najbardziej – katalog możliwych form zaangażowania rodem z ,,Elle’’ czy innych ,,WO’’. Absolutnie nie chcę tutaj pozować na tę, która rozgryzła szyfr, znalazła rozwiązanie, bo to zupełna nieprawda, ja po prostu wiedziałam, że muszę uważnie samą siebie obserwować, być ostrożną w przedstawieniach.

Dlatego większość bohaterów storytellingu ma swój pierwowzór i szkielet doświadczenia w rzeczywistości. Starałam się nie sięgać do opowieści, dla których nie znajdowałam realnego uzasadnienia, chociaż momentami strasznie mnie korciło. Nie pochodzę ze wsi, jestem mieszczką z „wiejskim” stażem, ale każda tożsamościowa uzurpacja wydaje mi się czymś okropnie nieautentycznym. Nawet jeśli ktoś praktykuje takie pisanie z talentem i wprawą, dla mnie (post)tożsamościowa literatura bez tożsamości zawsze będzie podejrzana.

No widzisz, tym samym odpowiedziałaś na moje kolejne pytanie; przy czytaniu storytellingu myślałam o tym, z jaką czułością i zrozumieniem traktujesz stworzone przez siebie podmioty/podmiotki, a jednocześnie obawiałam się, że przyjdzie ktoś z półeczką i szufladką, weźmie z Ciebie miarę, popuka w tę szufladkę znacząco i powie: to nie miejsce dla Tosi Tosiek, dziewczyny z dużego, liberalnego miasta, co ona tam wie?

Dlatego ulżyło mi, że odpowiadasz na tę potencjalną kategoryzację już w książce, w ostatnim wierszu „biesiada ostatnia” („moje doświadczenie ziemi/jest czysto estetyczne/mój upór jest śmieszny […]”). W mojej opinii to bardzo ważny tekst; świadczy o pewnej świadomości, pokorze odnośnie zasłyszanych i opowiadanych dalej historii i ich bohaterów/bohaterek. Dojrzałość, która rzadko się zdarza u debiutantów i debiutantek.

Ale skoro już jesteśmy przy historiach ze storytellingu… Kiedy czytałam Twój zestaw w połowowej antologii z 2018 r. i towarzyszące mu impresje i komentarze, moim pierwszym impulsem była oczywiście chęć sprawdzenia, gdzie jest mityczna Kcynia. Jako żywo przypominała mi bowiem miejsce, w którym sama się wychowywałam – a które słusznie nosi nazwę “końca świata”. Po chwili przyłapałam się jednak na tym, że Kcynia musi leżeć gdzieś w okolicach Poznania – a więc, umówmy się, nie jakoś daleko od cywilizacji… Potwierdziłaś mi to zresztą kiedyś w prywatnej rozmowie. Do tego – hej, hej – Kcynia ma prawa miejskie!

Do rzeczy: po lekturze Twoich wierszy myślę, że perspektywa widzenia świata – jak na tak bliskie sobie geograficznie miejscowości jak Kcynia i Poznań – jest uderzająco różna w zależności od tego, czy patrzymy z miasta, czy z prowincji. Kcyni z Twoich wierszy bliżej do naszego Roztocza kilkaset kilometrów dalej niż do Poznania, jaki ja znam. Myślisz, że ta różnica (nie bójmy się tego powiedzieć – klasowa) aż tak determinuje nasz ogląd rzeczywistości? Co dało Ci stykanie się od dzieciństwa z obiema perspektywami?

Wiesz, ja nadal mam świadomość, że takie komentarze i szufladki się pojawią, trochę się ich cykam, wiadomo; ale z drugiej strony – ich brak byłyby w jakiś sposób niepokojący. Jeśli ktoś (dla pewnej użyteczności zawęźmy tę grupę do piszących i piszących o pisaniu) czytając storytelling, zastanowi się, skąd ten głos jest kierowany, z jakiej pozycji i miejsca w polu, to znaczy, że narzędzia regulujące działają.

Kilka lat temu znalazłam w sobie duże pokłady niezgody na upraszczanie obrazów wiejskości/chłopskości, na wypieranie znaczenia chłopskiej tożsamości i upraszczanie mechanizmów wykluczenia, więc zaczęłam szukać sposobów na wypowiedzenie tej frustracji. Będąc jedną nogą tam, drugą tu. Ze wszystkimi swoimi kapitałami, z widokiem na osiedle domków jednorodzinnych, z pochodzeniem z inteligenckiej rodziny od pokoleń od strony taty i chłopsko-rolniczej od strony mamy, która wyjechała, skończyła studia i załapała się na umityczniony awans. Czyli z pozycji bardzo trudnej do obronienia. I przyszły do mnie najpierw wiersze, bo uruchomiłam obszary pamiętania i jakby-pamiętania ze źródłem w opowieściach mojej mamy, a potem potrzeba pisania o chłopskości z innej perspektywy.

Wpadłam wtedy we wszystkie postzależnościowe, postkolonialne metodologie i bardzo mnie drażniło, że na gruncie rodzimego literaturoznawstwa przykłada się je do pisania klasowo wątpliwego, czyli takiego, jak moje. Zupełnie przez przypadek trafiłam kiedyś w antykwariacie na Pamiętniki chłopów pod redakcją Ludwika Krzywickiego z 1935 roku, czyli pierwszą literacką wypowiedź klasy chłopskiej. Wtedy sobie pomyślałam – okej, to jest rzecz konieczna do ocalenia i odłowienia z socjologii dla literaturoznawstwa. Piszę teraz magisterkę o ostatnich chłopskich pamiętnikach z połowy lat 90. i, kurczę, czytam te opowieści, które wydano w nakładzie około 300 egzemplarzy (ale na Allegro dostaniecie bez problemu, sam Instytut Gospodarstwa Społecznego je wysprzedaje), zastanawiając się, jakim cudem refleksja dotycząca polskiej wsi i ofiar przemian systemowych jest w naszej debacie publicznej na tak żenującym poziomie, skoro ktoś dwie dekady temu te pamiętniki opublikował?

Kilka razy zastanawiałam się, czy powinnam kontynuować pisanie storytellingu, czy mam prawo opowiadać, czy nie powinnam pozostać nad swoimi artykulikami o cudzym pisaniu. Myślcie sobie, co chcecie, że egzalt, że przesada, ale to prawda. Potem trafiałam jednak na komentarze z samego środka środowiska, że ojojoj, czaskoski przegrał wybory, czy da się odłączyć od polski c i tej ciemnoty żrącej złej jakości margarynę z olejem palmowym, czyli klasyczna narracja widzki np. Arizony Ewy Borzęckiej. Chciałabym wierzyć, że wjechanie na białym koniu w dyskurs jest dla literatury możliwe, że zmiana może być więcej niż wspierana przez literackie przedstawienia. Ale napisałam i publikuję storytelling po prostu z potrzeby upomnienia się o wypartą część opowieści. I strasznie mnie śmieszy, że się nagle trafiłam z tymi dążeniami w bycie „na czasie”, bo co się dzieje, w księgarniach są zapisy na Ludową historię Polski Leszczyńskiego. Nareszcie! To wspaniała i ważna książka o białokonnym potencjale. Po Gołębiowskiego, Ledera czy Sowę kolejek nie było. Czyli może idzie nowe.

A co do Kcyni – ja znam dwie. Jedną z kościołami, kamieniczkami przy rynku i rabatkami, i drugą: tę przy wylotówce na Bydgoszcz, która składa się z samych gospodarstw: cała ulica poniemieckich domów z psami na łańcuchach i polami po horyzont za stodołą. Moja rodzina ma gospodarstwo pierwsze od strony miasta. Ja znam tę Kcynię gospodarską, rolniczą. Jestem najmłodsza z mojego kuzynostwa i jako jedyna nie pamiętam pracy w polu, mnie po prostu ładowano na przyczepę w chustce na głowie i pozwalano się bawić. Pieluchy na łąkach, ludzi przychodzących po mleko i cielaki są za to prawilnie, na własnej skórze, przeżyte.

Kcyni bliżej do Bydgoszczy niż Poznania, to jednak ponad 100 kilometrów. Ale na drugim końcu miejscowości postawili Biedronkę i nawet Pepco! Zamknęli jednak dworzec PKP, więc do Poznania można się dostać autobusem dwa razy dziennie. Tak się potoczyło moje dzieciństwo, że ważną jego część spędziłam tam i w Królikowie, czyli w małej wiosce pod Kcynią. Ale to oczywiście nie jest książka ani o Kcyni, ani o Królikowie i chodzeniu na szabry w stronę Smarzykowa. Jest o wszystkich miejscach podobnych do tego gospodarstwa, które znam, do ludzi, których stamtąd pamiętam i ich historii.

Dla mnie najważniejsze są te sytuacje, w których ktoś mówi: ej, ja też tak pamiętam swój dom, wioskę, z której pochodzę, te wiersze są mi bliskie. Wtedy myślę, że gdyby naprawdę udało mi się napisać opowieść o obrazach, które także komuś innemu zbudowały głowę, byłabym naprawdę szczęśliwą piszącą.
Rany, strasznie długa odpowiedź, ale zastrzeliłaś mnie bardzo skomplikowanym pytaniem.

U nas też jest Pepco. Główne miejsce zakupów, bo za jednym zamachem nabędzie się cały potrzebny asortyment: od ciuchów dla dzieci, przez klipsy do prania, po talerze i szklanki. Na pewnym liberalno-opozycyjnym portalu przeczytałam ostatnio w komentarzach gromy; jak to ci ludzie ze wsi idą do Pepco i kupują ten szajs, bo kosztuje cztery złote, a przecież nie dość, że to bezguście, to i Ziemię zaśmieca. Przewinęły się rzucone lekko nazwy niszowych, polskich marek, które szyją tylko z lnu i bawełny, stówka za podkoszulek. Jakoś tak. Czułam się trochę jak wtedy, kiedy czytałam urywki z pamiętnika Kamila Sipowicza o tym, że Roztocze jest miłe i ładne… Z pewnością, zwłaszcza jeśli nie masz drogi dojazdowej i czekasz na karetkę godzinę czterdzieści. Ale to przecież nie dotyczy tych z samochodami.

Tak, jest ten defekt postrzegania, o którym piszesz, i zgadzam się całkowicie – ale czy myślisz, że rzeczywiście Kcynia jest odwzorowaniem każdej takiej klasycznej prowincji? Kiedyś słyszałam teorię – już nie pamiętam gdzie – że najbardziej konserwatywne i prawicowe są miejscowości na pograniczach. To dlatego, że przez wieki mieszkańcy i mieszkanki żyli/żyły w stanie zagrożenia – trzymanie się tej polskości, tradycji, ustalonych schematów funkcjonowania z jasnymi regułami pomogło im przetrwać jako wspólnocie. Książkowa Kcynia nie jest z pogranicza; myślisz, że ta kwestia, mimo wszystko, dotyczy też i jej samej, choćby w niewielkim stopniu?

A na stronach tych niszowych marek na bank znajdzie się jakaś kolekcja nazwana „folk” czy „rustical”, czyli idealne skapitalizowanie wiejskości, umiłowana waluta folkloru. Nie wypada mi jednak uważać, że pisząc, robię coś radykalnie odmiennego, bo chociaż staram się ową wiejskość problematyzować i rozbierać z pogardliwego kostiumu, to zrobiłam z opowieści o niej produkt; storytelling to także kolejny element utowarowienia narracji o peryferiach.

Moja książka chciałaby być o doświadczaniu bycia spoza centrum, o systemowej i symbolicznej opresji, która spotkała wieś i małe miasteczka w latach 90. Czy Kcynia też oberwała? Oczywiście, że tak. Czy jest mniej prowincjonalna od tysięcy tycich wsi w Polsce? W porównaniu z nimi jest metropolią. W Kcyni są szkoły, apteka, kilka dekad temu było nawet maleńkie kino. Nie chcę wypowiadać się za jej mieszkańców, ponieważ do nich nie należę, więc komentarz odnośnie do konserwatywności sobie odpuszczę. Ale czy polska prowincja, uogólniając, jest konserwatywna i wyraża prawicowe czy też ultraprawicowe sympatie? Odpowiedź znamy obie. Bardziej jednak zajmuje mnie dyskusja o przyczynach i mechanizmach wykluczenia niż diagnozowanie skutków w stylu hasełek o ciemnogrodzie i katolandzie.

storytelling nie jest o żadnym konkretnym miejscu. W książce pojawiają się dwa odnośniki topograficzne, to fakt: Szubin, miasto, w którym jest najbliższy szpital, i nazwa województwa; ale miejscowość pojawiła się tam tylko ze względu na to, że lubię jej brzmienie, nie ma lokować opowieści w konkretnym miejscu.

Jeśli komuś te wiersze korespondują z jego pamięcią Roztocza, to będą o Roztoczu; jeśli ktoś tak pamięta Warmię, niech opowiadają Warmię. Nie chcę oczywiście spłaszczać kulturowej czy tożsamościowej specyfiki tych miejsc, ale próbowałam napisać książkę o jakiejś bazie wspólnych doświadczeń, które składają się na pewne zbiorowe imaginarium.

Co do pograniczności – to bardzo złożone i ciekawe zagadnienie, na które wpływ ma wiele nieoczywistych czynników historycznych, np.: specyfika miejscowego hegemona, czyli czy pan był ludzki, czy nieludzki, ulokowanie względem traktów handlowych, a na przełomie XIX i XX wieku też takie bajery, jak kolportaż prasy. To też są źródła lokalnych tożsamości; szukanie tropów, które pomagają zrozumieć specyfikę danej społeczności, szalenie mnie ciekawi. Dlatego tak ważne jest dla mnie rozczytywanie szlacheckich, ziemiańskich i chłopskich pamiętników, tam to się dopiero dzieje analiza klasowa zawstydzająca większość współczesnych diagnoz!

Ale wiesz, moja babcia jest z Kresów, z okolic Tarnopola, więc świadkowała wielu okropieństwom, które znamy z książek i od Smarzowskiego, była wysiedlona na zachód, a kiedy wiele lat później znalazła się w Kcyni, to ludzie i tak mówili, że brzmi ,,jak ruska’’. Ona jest moją własną, prawdziwą bohaterką z pogranicza. Teraz, w wieku dziewięćdziesięciu kilku lat, wracają do niej słowa stamtąd. Jednak zapytana o to, czy się jeszcze codziennie modli, odpowiada: „no bez przesady”, więc ja tam nie wiem, jak to z tą konserwatywnością jest (śmiech).

To może być efekt wielu czynników; ale racja, te doświadczenia są bardzo różne. O mitycznej niechęci Polaków do Niemców dowiedziałam się chyba wraz z powszechnością Internetu – we wschodnich rejonach Polski Niemcy to nie był tak emocjonalny temat jak Rosja czy Polacy rozliczający za kolaborację; chyba w ogóle nie był… Po prostu nie było interakcji. Ale mechanizmy kształtowania się mentalności są podobne.

Zgadzam się też z potrzebą dyskusji o przyczynach tych mechanizmów – i tych wykluczających też, bo obawiam się, że skłonność do prostego diagnozowania dotyczy też naszego poetyckiego podwórka – zwłaszcza w wykonaniu pokoleń naszych rodziców i dziadków. Fascynuje mnie to, bo w większości to wykształceni, dojrzali ludzie, ale procesualny charakter kształtowania się poglądów w zależności od czynników zewnętrznych (a co mówić wewnętrznych!) zdaje się ich albo nie obchodzić, albo zwyczajnie go nie rozumieją. Jak myślisz, skąd to się bierze? Twoim zdaniem to raczej kwestie rozwarstwienia naszego społeczeństwa, czy raczej podłoże psychologiczne – ludzie chcą czuć się lepsi albo mają instynktowny pociąg do wyrażania opinii, zamiast do stawiania hipotez i weryfikacji wniosków?

Nie jestem ani socjolożką, ani psycholożką, więc swoje sądzenia opieram głównie na cudzych diagnozach, które w zestawieniu z praktyką, czyli np. klasowymi manifestami chłopów i robotników z lat 30. czy rolników z lat 90. jawią mi się jako wiarygodne i zasadne.

A że zostaliśmy jako społeczeństwo wychowani w umiłowaniu zupełnie fałszywego etnosu narodowo-szlachecko-wyzwoleńczego, wiemy doskonale. Mnie wcale nie dziwi brak pogłębionej refleksji klasowej wśród starszych pokoleń, które uwielbiam śledzić w np. komentarzach na portalach informacyjnych. Czy gdzieś w toku ich edukacji pojawiła się informacja o Wielkim Strajku Chłopskim albo historii wewnętrznej kolonializacji wsi, a właściwie – biowładzy, która wykraczałaby poza refleksję omawiania Chłopów czy jednej lekcji historii o rabacji galicyjskiej? Ja miałam w życiu edukacyjnego fuksa i trafiałam na wspaniałych nauczycieli historii, którzy tłumaczyli nam, że Witos, że Centrolew, co oczywiście także uwydatnia mój miejski przywilej, bo mogłam chodzić do określonego typu szkół.

Jesteśmy społeczeństwem o chłopskim rodowodzie, a przez dwanaście wieków naszej historii odmawialiśmy praw do samostanowienia znaczącej większości swoich rodaczek i rodaków. Właściwie – ,,rodaków’’ i ,,rodaczek’’, bo przecież wielu chłopów i wiele chłopek nawet po odzyskaniu niepodległości miało problem z jasnym określeniem swojej przynależności narodowej. To było tylko sto lat temu, a my się dziwimy, że nam demokracja kuleje; albo że „etos inteligencki” budzi w większości społeczeństwa agresję.

W samym XX wieku dokonały się, w moim mniemaniu, co najmniej cztery „wielkie zmiany” (termin pożyczam od Hanny Gosk) w heterogenicznej ramie społeczeństwa: unifikacja granic po I wojnie, czyli umocnienie hegemonii względem klas podległych w latach 20. i 30., nowa rzeczywistość klasowa związana ze skutkami II wojny, wielkie migracje klasy ludowej w PRL-u i na koniec, uświęcona w dyskursach o wolnej Polsce po każdej ze stron, bo i u milusińskich balcerowiczowców, i u krzykaczy anty-magdalenkowiczów – transformacja ustrojowa. Ale opowieść o postępie zwykła się u nas łączyć z narracją zwycięzców, a wygrywają najsilniejsi. Leder pisze o „prześnionej rewolucji”, ja bym po prostu dodała tu liczbę mnogą – prześniliśmy ich kilka. Nie winię więc tych, którzy padli ofiarami procesu wypierania i zapominania. Oskarżenie powinno zostać przeniesione na grupy, które świadomie strzegą przekłamanej narracji, bo ukochały sobie własne ciepłe dupki na złotych-a-skromnych stołkach, oraz te, które są ze swojej ignorancji dumne.

Umówmy się, literatura, a dokładniej – krytyczne rozczytywanie literatury – w dekonstruowaniu fałszywej podmiotowości wcale nie pomagało. Dzięki Henrykowi Berezie mamy poręczny termin ,,nurtu wiejskiego’’, który zwykło się utożsamiać z resentymentalnymi obrazami albo wsi-arkadii-dekoracji, albo wsi-pierwotności-okrucieństwa. Dlatego tak upupiliśmy i sfetyszyzowaliśmy swoich „wiejskich” autorów, Myśliwskiego, Redlińskiego, Nowaka. A taki Pałac Myśliwskiego to jest powieść turborewolucyjna! Przecież tam się dzieje transpozycja pana/poddanego, realizująca wizję klasowego przewrotu. Intuicyjnie czuł to trochę Roch Sulima, ale porządne, świadome odczytania przychodzą dopiero teraz. Świetną robotę w tej kwestii robi np. dr Karolina Wawer z UJ.

Napisałam storytelling w nadziei, że może stać się dla kogoś pewnym zalążkiem zaciekawienia tematem i miejscem. Starałam się zbudować opowieść w taki sposób, żeby nie stawała się propozycją czytelniczą tylko dla młodych-świadomych, ale także grona przyzwyczajonego do określonego rodzaju stylizacji i, upraszczając, estetyki poetyckiej. Może książka trafi do jednych, może do drugich, a może do nikogo, czas pokaże.

Właśnie – wróćmy jeszcze na chwilę do pamiętników i Twojej pracy magisterskiej. Z rozmów i wypowiedzi wywnioskowałam, że literatura interesuje Cię nie tylko od strony praktycznej. Na razie kończysz studia – a co później? Masz jakieś plany związane z tym tematem?

Mnie literatura od strony praktycznej, co pewnie źle zabrzmi w wywiadzie promującym mój debiut, interesuje właściwie o wiele mniej… Cytując klasyczkę: nauka i inne takie-takie mnie najbardziej kręci (śmiech). Nigdy nie pomyślałam o sobie jako o poetce, bardziej jako o osobie piszącej, opowiadaczce. Póki dla wszystkich tych rzeczy znajduję jakieś uzasadnienie poza łechtaniem własnego ego, to jest spoko, jeśli się kiedyś złapię na czymś innym, pisaniu powiem: narka. Co prawda z innych powodów, ale powiedziałam tak już tworzeniu wierszy o wsi.

Teraz próbuję skończyć magisterkę o opisanej w Pamiętnikach Nowego Pokolenia Chłopów Polskich sytuacji wsi w okresie transformacji, czyli właściwie o historii przemocy liberalnego monomitu, i jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś będzie upragnione później, bo to cholernie trudna przeprawa. Ale chciałabym się obronić, wylogować z usosa, przeczytać coś z „półki wstydu”, a potem spróbować z kolejnym etapem studiowania. Mnie się marzy taki scenariusz: jestem posiwiałą, starszą panią z dziesięcioma psami i ogródkiem warzywnym, która wydaje opatrzony komentarzem wybór chłopskich pamiętników z XX wieku, taką opowieść o stu latach przemian tożsamości peryferii, o!

No dobrze, wybory pamiętników, prace magisterskie – rzeczy poważne. A skoro bardziej myślisz o sobie jako osobie piszącej, a nie poetce, to co z beletrystyką? Albo, idąc po linii zainteresowań, dramatem? A może piosenki? Myślałaś o zajęciu się literaturą piękną innego rodzaju?

Poszłam na filologię polską, bo chciałam zostać dramaturżką. Teatr, wiadomo, księciunio wszystkich sztuk. Dla mnie doświadczanie sceny, wymiana energii z widownią, aktorami, bycie w tekście, są nie do porównania z czymkolwiek innym. Coś tam nawet dramatycznego już naskrobałam. A teraz odpowiadam na Twoje pytania tak w kratkę, bo piszę scenariusze monodramów dla moich dzieciaków, to jest dopiero frajda! Tosia chciała mieć etiudę z kaloszem, a Jacek zagrać postać-hybrydę Andrzeja Poniedzielskiego i…Hermesa. To są dopiero wyzwania literackie! Mięso, energia i neopodmiot. Bardzo chciałabym zająć się na poważnie pisaniem dla teatru; mam nawet kilka rozgrzebanych szkiców.

A do prozy, pomimo wielkich chęci, chyba się nie nadaję. Tam trzeba dyscypliny. Dlatego wyłączyłam powiadomienia wszystkich tych poetyckich grup warsztatowych, wpędzało mnie to w kompleksy. Że niby ktoś tak często i regularnie pisze? Jak to robi, niech mi natychmiast zdradzi, co na to bierze!

Też bym chciała wiedzieć. Na kolejne próby teatralne czekamy, poetyckie też, a na razie cieszmy się storytellingiem.

A teraz bonus track, pytania od fanów. Ania z Wrocławia pyta: co się stało z M(ałgorzatą) w podpisie??!

Pozdrawiamy Ania, pozdrawiamy Wrocławia! Nadal jestem dwojga imion, Antonina Małgorzata, dla niektórych tylko Małgorzata, dla większości Tosia. Ale już przy Połowie Artur Burszta pytał, czy jestem pewna, że to ,,M’’ jest mi potrzebne. A ja, wiadomo, hurr durr, że potrzebne, bo Tosia Tosiek brzmi jak wymyślona osoba z internetu. Teraz już lepiej chwytam, że takie literki są strasznie pretensjonalne. Książkę podpisaliśmy prościej – mną, Tosią Tosiek, co jest całkiem zabawną zbitką i ja tę zabawność postanowiłam afirmować.

Hej, ale zmyślone osoby z Internetu też mogą pisać dobre książki!

Wiadomo! Dlatego darzę Internet wielką miłością. Ostatnio się nawet z niego dowiedziałam, z miejsca w sieci, które bardzo cenię, że Lola Kittinger to zapalona trumpistka i cukierniczka; babeczki z bobasem 10/10. I jeszcze, że można być niezmyśloną, ale się nazywać jak Lenin od tyłu. Przynieś mi, losie, kiedyś taką analizę, że np. Tosiek-Kiejstut-ukryta opcja litewska.

A Antonina to antonim Niny? Tak czy inaczej, potrafią się dogadać. Dzięki za rozmowę!

Wszystkie Niny nasze są. Ja również bardzo dziękuję. Pandemiczne utulenia, cześć!

O AUTORACH

Antonina Tosiek

ur. w 1996 r. Laureatka kilku konkursów poetyckich, m.in. OKP im. Zbigniewa Herberta oraz OKP im. Haliny Poświatowskiej, a także projektów „Połów” 2018 i „Wiersz doraźny” 2018, organizowanych przez Biuro Literackie. Wiersze oraz teksty krytyczne o literaturze i teatrze publikowała m.in. w „biBLiotece”, „Piśmie”, „Przekroju”, „Czasie Kultury”, „Małym Formacie” i „Kontencie”. Laureatka projektu „Pierwsza książka wierszem”, w ramach którego nakładem Biura Literackiego ukaże się jej debiutancki tom. Mieszka w Poznaniu.

Nina Manel

Poetka. Mieszka w Krakowie.

powiązania

Hakować własne oprogramowanie, wgrywać wirusa schematom

wywiady / O KSIĄŻCE Agata Puwalska Nina Manel

Rozmowa Niny Manel z Agatą Puwalską, towarzysząca premierze książki haka!, wydanej w Biurze Literackim 22 marca 2021 roku.

WIĘCEJ

Książki z Biura: Odcinek 6 storytelling

nagrania / Między wierszami Antonina Tosiek

Szósty odcinek cyklu Książki z Biura. Nagranie zrealizowano w ramach projektu Kartoteka 25.

WIĘCEJ

swoi*; chóralna

recenzje / KOMENTARZE Antonina Tosiek

Autorski komentarz Antoniny Tosiek w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”, towarzyszący premierze książki storytelling, która ukazała się w Biurze Literackim 8 lutego 2021 roku.

WIĘCEJ

Wierny jak wiersz

wywiady / O KSIĄŻCE Antonina Tosiek Przemysław Suchanecki

Rozmowa Antoniny Tosiek z Przemysławem Suchaneckim, towarzysząca wydaniu książki Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego Ciało wiersza, która ukazała się w Biurze Literackim 11 stycznia 2021 roku.

WIĘCEJ

storytelling

utwory / zapowiedzi książek Antonina Tosiek

Fragment zapowiadający książkę Antoniny Tosiek storytelling, która ukaże się w Biurze Literackim 8 lutego 2021 roku.

WIĘCEJ

Śliczni chłopcy, garbate wampiry

wywiady / O KSIĄŻCE Marta Podgórnik Nina Manel

Rozmowa Niny Manel z Martą Podgórnik, towarzysząca wydaniu książki Marty Podgórnik Przepowieść w ścinkach, która ukazała się w Biurze Literackim 27 sierpnia 2020 roku.

WIĘCEJ

Połów. Poetyckie debiuty 2018

nagrania / Stacja Literatura Aleksander Trojanowski Antonina Tosiek Katarzyna Szaulińska Marcin Pierzchliński Marcin Podlaski Maria Halber

Czytanie z książki Połów. Poetyckie debiuty 2018 z udziałem Marii Halber, Marcina Pierzchlińskiego, Marcina Podlaskiego, Katarzyny Szaulińskiej, Aleksandra Trojanowskiego i Antoniny Małgorzaty Tosiek w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.

WIĘCEJ

Teraz jest czas opowieści

utwory / premiery w sieci Antonina Tosiek

Premierowy zestaw wierszy Antoniny M. Tosiek Teraz jest czas opowieści. Prezentacja w ramach projektu „Pierwsza książka”.

WIĘCEJ

Nie zawsze przemoc przychodzi z zewnątrz

wywiady / O KSIĄŻCE Marta Podgórnik Nina Manel

Rozmowa Marty Podgórnik z Niną Manel towarzysząca wydaniu książki Transparty Niny Manel, wydanej w Biurze Literackim 5 sierpnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Polarkoller

recenzje / KOMENTARZE Nina Manel

Autorski komentarz Niny Manel, towarzyszący wydaniu książki Transparty Niny Manel, wydanej w Biurze Literackim 5 sierpnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Transparty

utwory / zapowiedzi książek Nina Manel

Fragment zapowiadający książkę Transparty Niny Manel, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 5 sierpnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Opowieść o ludziach stamtąd

wywiady / O PISANIU Antonina Tosiek Marcin Pierzchliński

Marcin Pierzchliński rozmawia z Antoniną M. Tosiek, laureatką 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ

Gminne

utwory / premiery w sieci Antonina Tosiek

Premierowy zestaw wierszy Antoniny M. Tosiek Gminne. Prezentacja w ramach projektu „Poetyckie debiuty 2018”.

WIĘCEJ

Połów. Poetyckie debiuty 2017

nagrania / Stacja Literatura Jan Rojewski Katarzyna Szweda Krzysztof Schodowski Maciej Konarski Nina Manel Patryk Kosenda Paulina Pidzik Paweł Bień Przemysław Suchanecki

Spotkanie w ramach festiwalu Stacja Literatura 23, w którym udział wzięli Paweł Bień, Maciej Konarski, Patryk Kosenda, Nina Manel, Paulina Pidzik, Jan Rojewski, Krzysztof Schodowski, Przemysław Suchanecki, Katarzyna Szweda.

WIĘCEJ

Przepoczwarzanie, czyli wszystkie kagańce w kąt

wywiady / O PISANIU Antonina Tosiek Marcin Podlaski

Antonina M. Tosiek rozmawia z Marcinem Podlaskim, laureatem 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ

Wiersz doraźny: Gwatemala

utwory / premiery w sieci Aglaja Janczak Aleksander Trojanowski Antonina Tosiek Jakub Głuszak Jakub Pszoniak Paweł Harlender

Finałowy zestaw „Wierszy doraźnych 2018” autorstwa Jakuba Głuszaka, Pawła Harlendera, Aglai Janczak, Antoniny Małgorzaty Tosiek, Aleksandra Trojanowskiego, Jakuba Pszoniaka.

WIĘCEJ

Żeby wiersz był bryłą (którą i tak będzie jako wiersz)

wywiady / O PISANIU Grzegorz Smoliński Nina Manel

Nina Manel rozmawia z Grzegorzem Smolińskim, laureatem 12. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ

Słowa zostaną żyjącym

wywiady / O PISANIU Nina Manel Paweł Bień

Rozmowa Pawła Bienia z Niną Manel, laureatką 12. edycji „Połowu”

WIĘCEJ

Książki z Biura: Odcinek 6 storytelling

nagrania / Między wierszami Antonina Tosiek

Szósty odcinek cyklu Książki z Biura. Nagranie zrealizowano w ramach projektu Kartoteka 25.

WIĘCEJ

swoi*; chóralna

recenzje / KOMENTARZE Antonina Tosiek

Autorski komentarz Antoniny Tosiek w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”, towarzyszący premierze książki storytelling, która ukazała się w Biurze Literackim 8 lutego 2021 roku.

WIĘCEJ

Ojcowie narodowego kapitału. O “storytellingu” Antoniny M. Tosiek

recenzje / ESEJE Dawid Kujawa

Recenzja Dawida Kujawy, towarzysząca premierze książki storytelling Antoniny Tosiek, która ukazała się w Biurze Literackim 8 lutego 2021 roku.

WIĘCEJ

storytelling

utwory / zapowiedzi książek Antonina Tosiek

Fragment zapowiadający książkę Antoniny Tosiek storytelling, która ukaże się w Biurze Literackim 8 lutego 2021 roku.

WIĘCEJ

Ojcowie narodowego kapitału. O “storytellingu” Antoniny M. Tosiek

recenzje / ESEJE Dawid Kujawa

Recenzja Dawida Kujawy, towarzysząca premierze książki storytelling Antoniny Tosiek, która ukazała się w Biurze Literackim 8 lutego 2021 roku.

WIĘCEJ

Jeszcze starszy testament

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Gminne Antoniny M. Tosiek, laureatki 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ