wywiady / O PISANIU

Przepoczwarzanie, czyli wszystkie kagańce w kąt

Antonina Małgorzata Tosiek

Marcin Podlaski

Antonina M. Tosiek rozmawia z Marcinem Podlaskim, laureatem 13. edycji „Połowu”.

Okladka__Poetyckie_debiuty_2018 Biuro Literackie

Antonina M. Tosiek: Zacznijmy od pytania, które docelowo ma sprowokować Cię do opowiedzenia paru słów wstępu o sobie. Jakim niezaspokojonym sadystą trzeba być, żeby stwierdzić, że doskonałym planem na karierę zawodową jest nauczanie największego koszmaru i horroru wszystkich studentów polonistyki – języka staro-cerkiewno-słowiańskiego? No, tłumacz się!

 Marcin Podlaski: Z SCSu wyskillowałem się właśnie dlatego, że to był koszmar. Kilka dni przed początkiem roku akademickiego 2013/2014 doniesiono mi, że taki przedmiot istnieje i że to siekiera. Ponieważ do tamtej pory byłem strasznym olewacjuszem nauki, a w liceum praktycznie się nie uczyłem (dodam, że na studia wykopali mnie rodzice, bo wcale nie chciałem iść), postanowiłem coś zrobić, żeby mnie z tych studiów po miesiącu nie wywalili. Wypożyczyłem więc skrypt do SCSu – i zbaraniałem. Nie rozumiałem absolutnie nic. Godzinami ślizgałem się wzrokiem po tych samych stronach. Ale jednocześnie narodziła się pewna fascynacja. Uparcie próbowałem pojąć tę enigmę i w końcu zacząłem coś łapać. Dość szybko stałem się ziomkiem od SCSu, najpierw jako najlepszy student z tego przedmiotu na roku (jeszcze w pierwszym semestrze pomagałem koleżankom i kolegom), potem jako korepetytor. Moja działalność naukowa, od licencjatu po magistra, również opierała się w jakimś stopniu na SCSie jako najstarszym literackim języku Słowian – zajmowałem się bowiem najpierw imiesłowami słowiańskimi, a później semantycznymi funkcjami datiwu w językach północnosłowiańskich. Skończyło się na tym, że teraz, na I roku doktoratu, mam przyjemność prowadzić zajęcia z SCSu i jaram się tym jak kościoły w Norwegii. Ale dość o SCSie, bo widzę, że przysypiasz. Proszę następne pytanie.

Do wierszy zatem! Zestaw, który przesłałeś bezpośrednio przed naszą rozmową, to już trzecia wersja Trzystu cytryn do trzeciej potęgi tygrysa, jaką dane mi było przeczytać. Wiersze, które poznałam w Siennej, składały się na zupełnie inny zbiór. Mam wrażenie, jakby Twoje teksty były nieustannie w drodze, w procesie przepoczwarzania. Dążysz do jakiejś formy doskonałej czy po prostu często ulegasz nowym inspiracjom?

Zdecydowanie to pierwsze. Mam manię na punkcie perfekcyjności tego, co robię, i nie chodzi tu tylko o poezję, choć w poezji uwidacznia się to najbardziej. Nie potrafię za przeproszeniem wysrać wiersza i spuścić go w publicznej toalecie sztuki; muszę cyzelować, poprawiać, wyrzucać, zastępować. Nie mam oporów przed wywaleniem z zestawu naprawdę dobrych, nawet nagradzanych utworów, jeśli kłócą mi się z koncepcją tomu. Masz zatem absolutną rację, moje teksty ciągle dojrzewają, są ‒ jak to ładnie ujęłaś ‒ w procesie przepoczwarzania.

Motto, które patronuje zbiorowi – ,,Wypowiedź schizofrenika’’, to strzał bardzo precyzyjnie określający specyfikę wierszy i pozycję, którą proponujesz czytelnikowi, by wobec nich przyjął. Pewnie wyjdę na totalną ignorantkę w dziedzinie ‘obsesje i zaburzenia’, ale nie odnalazłam jego źródła – przyszedłbyś z pomocą?

Oczywiście. Przyznam, że nie chcę zdradzać jego pochodzenia pod cytatem dlatego, że źródło jest boleśnie banalne, jeśli zna się dzieje fascynacji poetów schizofrenią, o czym pisał Karol Maliszewski w świetnej książce Po debiucie: dziennik krytyka. Tym źródłem jest oczywiście Schizofrenia Antoniego Kępińskiego. Co mnie jednak łączy z Kępińskim, to – obok tytułu trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa, również pochodzącego z wypowiedzi schizofrenika zawartej w tej książce – wyłącznie ten cytat, który przeczytałem kilka lat temu, a który zrobił na mnie tak potężne wrażenie, że przyrzekłem sobie umieścić go w moim tomie. W dociekaniach na temat języka i mowy osób chorych na schizofrenię opieram się na wielu źródłach, ale zupełnie nie na Schizofrenii Kępińskiego, ponieważ nie znalazłem w niej inspiracji stricte poetyckich, a jedynie bodziec do zgłębiania tej choroby.

Kontynuując maniakalno-obsesyjny wątek Trzystu cytryn…, kreowani bohaterowie ulegają najrozmaitszym paranojom i obsesjom. Poszerzasz dla nich perspektywę wiersza, mnożysz tropy i ścieżynki, w których łatwo się zagubić. Co wers podajesz czytelnikowi inne wytyczne. Czy to właśnie taka Twoja obsesja w pisaniu? Użyłeś kiedyś tego słowa, charakteryzując swoje wiersze, więc nie wymigasz się od odpowiedzi.

Tutaj wkraczamy na grząski grunt, a odpowiedź będzie niestety długa. Nie chciałbym się ośmieszyć kultywowaniem mitu poezji natchnionej, jednak trudno mi w odpowiedzi na Twoje pytanie nie wspomnieć o tym, jak wygląda mój proces twórczy. Poznawszy dogłębnie, nie w teorii, ale przede wszystkim w praktyce, myśl i mowę schizofreniczną, zauważyłem u siebie po pewnym czasie, że jeśli włączę w moim mózgu przycisk on, potrafię myśleć i mówić w podobny sposób. Siadając do pisania tekstu przeznaczonego do cytryn, odpalam ten włącznik i staję się zupełnie inaczej percypującym świat człowiekiem. Staję się świadomym schizofrenikiem, odbieram rzeczywistość tak, jak osoba chora i wypowiadam się schizofatycznie jako podmiot dotknięty psychozą. Tworzenie wierszy do cytryn różni się diametralnie od całego mojego wcześniejszego pisania. To jest czyste szaleństwo, nieprzemyślane i niewycyzelowane, dopóki nie ochłonę i nie spojrzę na tekst schłodzonym okiem. Co do mnożenia tropów, ścieżek i ogólnego rozpiździelu, odpowiem danymi – według analiz składniowych wypowiedzi schizofatyczne charakteryzują się zaburzoną łączliwością składniowo-zdaniową wyrazów wewnątrz zdania; zdarza się, że konotacja linearna jest podyktowana wyłącznie podobieństwem brzmienia. Niektórzy sądzą, że za brak spójności, zmiany modulacyjne czy zmiany tematu w wypowiedziach schizofreników paranoidalnych odpowiada pojawienie się dodatkowych „interlokutorów” w postaci omamów słuchowych. Wypowiedź z jednej strony kierowana jest „na zewnątrz”, z drugiej – „do wewnątrz”. Mam nadzieję, że to wyjaśnia w przynajmniej pewnym stopniu dezintegracyjną naturę moich wierszy.

No dobra, to, że jesteś językoznawczo-diachronicznym zwyrodnialcem już ustaliliśmy. Nie unikniemy więc pytania o język-tworzywo. W „echolaliach” pozwalasz sobie na najbardziej bezpardonowe gniecenie języka; rozczłonkowujesz, zszywasz, obśmiewasz. To Twoja strategia na odnalezienie swojej językowej specyfiki? Szukasz w wierszach tych „dwunastu języczników”?

Trafna uwaga z tym obśmiewaniem, choć nie do końca. Z jednej strony rzeczywiście irytuje mnie naiwne etymologizowanie, i to wcale nie ludowe, ale naukowe, gdzie niekiedy usilne analizy dotykają levelu absurdu i wtedy chce mi się śmiać w głos. Z drugiej strony, ponieważ język stanowi narzędzie interpretacji świata, a raczej: język kreuje naszą interpretację świata, zaburzony podmiot echolalii nie jest w stanie odróżnić prawdy od fikcji, opiera się na najprostszych skojarzeniach, które prowadzą go do niezwykłych wniosków. Co ważne, stan euforii towarzyszący tym niesamowitym odkryciom, wywołuje poczucie wielkiej misji, a w konsekwencji – bycie obiektem rozgrywek potężnych graczy „na górze”.

Wiele w tym zestawie brutalności, wykrzywień i okrucieństwa, przynajmniej w warstwie wierzchniej wierszy. Oblepiasz je grubą warstwą brudu. Żeby do nich wejść, trzeba ją ponacinać. A co pod krwawym cięciem? Co chciałbyś, żeby zostało tam znalezione, przeczytane?

Wolę, żeby czytelnik sam dochodził do sedna, jednak nie zaszkodzi, jeśli co nieco ujawnię: mój tom to historia dubeltowa – historia zarazem choroby i języka. Można tę książkę czytać dwojako. Po pierwsze swój głos oddałem osobie chorej na schizofrenię. Tom planuję jako podróż przez chorobę, dlatego jej natężenie będzie się zmieniać, co k sożaleniju nie jest dostatecznie widoczne w zestawie, który wybrałem do antologii. Z drugiej strony, mój tom będzie podróżą przez język. Chcę pokazać, że dziś, w dobie degradacji znaczeń słów i aktów mowy, każdy z nas może stać się schizofrenikiem, niemogącym sobie poradzić z językową próżnią, z niezdolnością do interpretowania świata za pomocą języka, który utracił przypisywaną mu niegdyś moc wyjaśniającą.

Rozcinam – wchodzę. Także w formalne zawiłości i wielostopniowe struktury, które tworzysz. Bardzo wiele uwagi poświęcasz rozwiązaniom edytorskim swoich tekstów. Co przychodzi do czego? Treść do formy czy odwrotnie?

Bardzo dbam o dźwięk. Muzyce słowa dyktuję formę. Pisząc wiersze, słyszę je i muszę tak rozwiązać rzecz graficznie, by palce czytelnika same wiedziały, jak grać na klawiszach. Natomiast jeśli chodzi o poziome kreski w funkcji pauz, przejąłem je z zapisów wywiadów psychiatrycznych ze schizofrenikami.

Czytając Trzysta cytryn… nasuwają mi się skojarzenia związane z tradycją literacką polskich futurystów, w szczególności tych krakowskich, ale również śmiały romans z Bretonowskim surrealizmem. Także ze względu na silną w Twoich wierszach poetykę… skandalu? Obrazoburstwa? To duże słowa, ale myślę, że to właśnie wokół nich krążysz. Trafiłam?

Bunt, brud, wulgarność, prowokacyjność leżą w mojej naturze. Odkąd zacząłem na poważnie istnieć w środowisku naukowym, muszę z tym uważać (z różnym skutkiem), ale w poezji szukam ujścia dla tych moich obsesji. Miałem w życiu rożne etapy twórczości, był czas, kiedy pisałem ładne, trzynastozgłoskowe sonety. Ale zawsze ocierałem się o tematy niewspółmierne do takich miar. Z czasem okazało się, że najlepiej nie nakładać na siebie kagańca jakichkolwiek konwenansów formalnych i pozwolić, żeby treść sama wymusiła formę. Jedynym dyktatem dla mnie jest, jak już powiedziałem wcześniej, muzyka.

W „terrorze” piszesz: „moje obrazy nie składają się z pikseli/ zamiast nich gruzy miasta i trupy”. Nie chcę Cię wciągać w tani autoprofetyzm, ale myślisz, że ten turpistyczny pejzaż, to jakiś etap Twojego patrzenia i przepisywania zobaczonego, czy może już wypracowany, własny język? Trochę Cię oczywiście podpuszczam, bo chciałabym się dowiedzieć, co masz w pisarskich planach.

Z „terrorem” jest tak, że wprowadziwszy się w stan, o którym już mówiłem przy innym pytaniu, rzeczywiście poczułem się jak prorok, zbawca, odkupiciel etc. Ale rzecz jasna nie wierzę, że poeta może być wenclem, przepraszam: wieszczem narodu, romantycznym profetą i przewodnikiem ludu. Zresztą zamiast podjąć miecz, który niby to zesłała mi opatrzność, poprzestałem na napisaniu wiersza, co jest najlepszym przykładem bezradności młodego poety wobec nadciągającej (?) apokalipsy.

Podoba mi się niepokój i konsternacja, które zapewne zasiejesz dookoła siebie po tej rozmowie. Cały Ty! Dzięki, Marcinie.

Ja również dziękuję. Konwersacja z tak dobrą Rozmówczynią to dla mnie przyjemność!

O AUTORACH

UTWORY_Antonina Małgorzata_TOSIEK
Antonina Małgorzata Tosiek

Ur. w 1996 r. w Poznaniu. Absolwentka pewnego studium aktorskiego, od lat gra na poznańskich scenach. Pisuje również dramaty. Laureatka Małopolskiej Nagrody Poetyckiej ,,Źródło” 2018 oraz ,,Wiersza doraźnego 2018”. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.

UTWORY__Marcin Podlaski
Marcin Podlaski

ur. 2 stycznia 1993 r. Poeta, prozaik. Wyróżniony w IX edycji turnieju Poetycki Lombard (2015) oraz w konkursie O Laur Opina (2017), zdobywca II miejsca w Magii Ogrodów (2016). Dotąd publikował w czasopismach „Inter-” oraz „KONTENT”. Doktorant językoznawstwa strukturalnego na UMK w Toruniu. Mieszka w Aleksandrowie Kujawskim.

powiązania

Katarzyna Szaulinska

Otwieranie na przepływ

wywiady / O PISANIU Katarzyna Szaulińska Marcin Podlaski

Marcin Podlaski rozmawia z Katarzyną Szaulińską, laureatką 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
09_UTWORY__Marcin Podlaski__trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa

trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa

utwory / premiery w sieci Marcin Podlaski

Premierowy zestaw wierszy Marcina Podlaskiego Trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa. Prezentacja w ramach projektu „Poetyckie debiuty 2018”.

WIĘCEJ
09_UTWORY__Różni AUTORZY_Wiersz doraźny_Gwatemala

Wiersz doraźny: Gwatemala

utwory / premiery w sieci Aglaja Janczak Aleksander Trojanowski Antonina Małgorzata Tosiek Jakub Głuszak Jakub Pszoniak Paweł Harlender

Finałowy zestaw „Wierszy doraźnych 2018” autorstwa Jakuba Głuszaka, Pawła Harlendera, Aglai Janczak, Antoniny Małgorzaty Tosiek, Aleksandra Trojanowskiego, Jakuba Pszoniaka.

WIĘCEJ
Katarzyna Szaulinska

Otwieranie na przepływ

wywiady / O PISANIU Katarzyna Szaulińska Marcin Podlaski

Marcin Podlaski rozmawia z Katarzyną Szaulińską, laureatką 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__Tweet w horyzont zdarzeń

Tweet w horyzont zdarzeń

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Nic cięższe niż coś Katarzyny Szaulińskiej, laureatki 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
06_RECENZJE__Katarzyna Szaulińska__California dreaming

California dreaming

recenzje / KOMENTARZE Katarzyna Szaulińska

Autorski komentarz Katarzyny Szaulińskiej, laureatki 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
08_UTWORY__Katarzyna Szaulińska__Nic cięższe niż coś

Nic cięższe niż coś

utwory / premiera w sieci z Połowu Katarzyna Szaulińska

Premierowy zestaw wierszy Katarzyny Szaulińskiej Nic cięższe niż coś. Prezentacja w ramach projektu „Poetyckie debiuty 2018”.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__W poszukiwaniu innej gramatyki

W poszukiwaniu innej gramatyki

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa Marcina Podlaskiego, laureata 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
09_UTWORY__Marcin Podlaski__trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa

trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa

utwory / premiery w sieci Marcin Podlaski

Premierowy zestaw wierszy Marcina Podlaskiego Trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa. Prezentacja w ramach projektu „Poetyckie debiuty 2018”.

WIĘCEJ
02_WYWIADY__Marcin Pierzchliński__Uwierzyć w czytelnika

Uwierzyć w czytelnika

wywiady / O PISANIU Marcin Pierzchliński Maria Halber

Maria Halber rozmawia z Marcinem Pierzchlińskim, laureatem 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__Nouvelles impressions de Białogard

Nouvelles impressions de Białogard?

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Le voyage ivre Marcina Piechrzlińskiego, laureata 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
10_UTWORY__Marcin Pierzchliński__Le voyage ivre

Le voyage ivre

utwory / premiery w sieci Marcin Pierzchliński

Premierowy zestaw wierszy Marcina Pierzchlińskiego Le voyage ivre. Prezentacja w ramach projektu „Poetyckie debiuty 2018”.

WIĘCEJ
02_WYWIADY__Maria Hablber__Nie wierzę w pisanie z dala od świata

Nie wierzę w pisanie z dala od świata

wywiady / O PISANIU Aleksander Trojanowski Maria Halber

Aleksander Trojanowski rozmawia z Marią Halber, laureatką 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__Thriller, dokumentalny

Thriller, dokumentalny

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy zero waste Marii Halber, laureatki 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Dawid Mateusz__W poszukiwaniu innej gramatyki

W poszukiwaniu innej gramatyki

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa Marcina Podlaskiego, laureata 13. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ