wywiady / O KSIĄŻCE

Bo język bywa komunikatem

Jakub Pszoniak

Tomasz Bąk

Rozmowa Tomasza Bąka z Jakubem Pszoniakiem, towarzysząca wydaniu książki Chyba na pewno, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

Okladka__Chyba_na_pewno Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Tomasz Bąk: Na początku sierpnia chodziliśmy razem po Bytomiu – to był mój pierwszy raz w tym miejscu, mimo że było jasno i raczej pusto, czułem pod skórą jakiś specyficzny rodzaj niepokoju, nieco przypominający ten, który towarzyszy mi w moim rodzinnym mieście, typowe „strzygą w tych miejscach/ strzeż się tych miejsc”. Ten niepokój jest doskonale widoczny, wręcz namacalny, już w pierwszym spojrzeniu na twoje wiersze. Wielu było takich skazanych na Bytom, skazanych na post-industrial? To przypadłość nabyta, czy jednak wrodzona, wpisana w kod genetyczny? W jakim stopniu „Bytom określa świadomość”?

Jakub Pszoniak: W czasie zimnej wojny Związek Radziecki z północno-wschodniego Kazachstanu zrobił wielki atomowy poligon. W wyniku jednej z eksplozji powstało jezioro Szagan – 100 metrów głębokości, 6 km2 powierzchni. I ryby! Na tyle dużo, że na brzegu przesiadują wędkarze. Ja jestem chyba taką rybą, częścią tej endemicznej ławicy, która coraz bardziej się przerzedza, ale jeszcze żyje. Na szczęście płetwy wyewoluowały mi w nogi i ręce, więc czasem wypełzam na ląd. A potem wracam do tego mojegoatomowego jeziora, bo chyba je w jakiś sposób lubię. Dobrze się czuję na Śląsku, lubię miejsca, które mi w jakiś sposób Śląsk przypominają. Czuję się bezpiecznie w poprzemysłowych miastach. To, że kontekst społeczny, w którym żyjesz i się wychowujesz, na ciebie wpływa, może nawet determinuje twoje zachowania, to banał. Miasto jest jednym z takich kontekstów. Oczywiście Bytom to Śląsk, ale Śląsk to niekoniecznie Bytom.

Miasto, którego degradacji jestem mimowolnym świadkiem i uczestnikiem, jest w jakiś paradoksalny sposób inspirujące. Na przykład do rozważań teologicznych – wiesz, że Bytom jest pośrednim dowodem na skuteczność boskich interwencji? W 1396 roku miasto zostało obłożone klątwą za utopienie księdza-dobrodzieja w jeziorze. O pieniądze i obelżywe kazanie, zdaje się, poszło. Jan Długosz o tym pisał. Jakieś 10 lat temu zbierane były podpisy pod listem do Benedykta XVI, że głupio wyszło i obiecujemy, że już nie będziemy topić proboszczy, prosimy więc pokornie o zdjęcie klątwy, która zanadto nas ukarała. Byłeś w zeszłym roku w Bytomiu i sam widziałeś – klątwa dalej działa.

Pył walących się kamienic osiada mi w płucach. Próbuję go wykrztuszać, ale on cały czas we mnie jest.

Pozostając przy temacie jednostek chorobowych: cały ruch zawarty w Twojej książce – a pewne przemiesz(cz)anie i przemieszczanie się to jedne z pierwszych tagów, którymi oznaczyłbym Chyba na pewno– wydaje się ruchem nieco narkoleptycznym, tak charakterystycznym dla systemu 24/7 coraz późniejszego kapitalizmu. Taka sytuacja, jakby osobę mówiącą strasznie wyczerpywała ta cała geografia, jakby z całej tej geografii mimo woli zasypiała, a potem budziła się w dziwnych, nieprzyjaznych miejscach. Wspomniany ruch, jak piszesz w wierszu „Przegub”, „w poprzek/ po brzeg”, jest dla mnie ruchem bardziej „pomimo” – czy wręcz „na przekór” niż ruchem „dzięki”. Bohater bardziej przemieszcza się, czy bardziej jest przemieszczany? Ile w tym woli i sprawczości, a ile egzogennego przymusu?

Myślałem bardziej o uczynieniu z tych kilku miast bohaterów pierwszej części książki, ale masz rację. Podmiot wierszy, o których mówisz, jest tym codziennie przesuwanym fragmentem mnie. Tam i z powrotem, dwa razy dziennie. Niby siedzącym w bezruchu, a jednak, jak słusznie zauważyłeś, przemieszczanym. Tramwaj, autobus, ta sama trasa, za oknem to samo, tylko kolory bardziej jakby wytarte z każdym dniem. Miasta się u nas przelewają, nie mają wyraźnych granic. Trudno powiedzieć, czy jeszcze jesteś w Katowicach, czy już w Chorzowie. Paranoiczne wrażenie. Podmiot liryczny w tym tramwaju śpi, mieszka, pisze palcem po zaparowanej szybie, trochę nic nie robi, a trochę nic robi. Na szczęście podmiotem lirycznym jestem tylko w okresie zimowym. W reszcie roku komunikację miejską zamieniam na rower, a i to, że pół dnia spędzam w Katowicach, jest w jakiś sposób zdrowe, bo to coraz lepsze miasto.

Cała reszta mnie bardzo lubi się przemieszczać, staram się możliwie dużo plątać po świecie. Lubię się bilokować. Bo gdzie bym nie był, to i tak trochę jestem w Polsce.

Krążąc jeszcze wokół poźnokapitalistycznego systemu 24/7, w wierszu „LUX EX SILESIA” stwierdzasz, że „czas warszawieje”. Jesteśmy wchłaniani przez stołeczną metropolię? Czy – a jeśli tak, to w jakim stopniu – ta unifikacja staje się nową różnorodnością? I czy można wskazać z pewną precyzją moment, w którym „niewidzialna ręka rynku” staje się „niewidzialną pięścią rynku”?

 „Warszawienie” czasu – pęd, wyścig, ciągła gotowość do walki, nieprzerwane napięcie – to przejaw ciągle jeszcze żywej wiary w neoliberalne mity. Stiglitz udowodnił, że to jest wiara, która tylko ma pozory przekonań opartych na wiedzy. Sposób, w jaki następowało w Polsce przejście z pogrążonej w ciągłym kryzysie gospodarki centralnie planowanej do kapitalizmu sprawił, że palce niewidzialnej ręki były od początku zaciśnięte w nerwoskurczu. Religia, w której bogiem jest samoregulująca się gospodarka, a konkurowanie − modlitwa. Bo przecież „nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo, a tylko pojedynczy mężczyźni, kobiety”. Ten, kto się nie załapał, był profanem, a czasem i stawał się całopalną ofiarą.

W „MANIFEŚCIE” parafrazujesz puentę słynnego wiersza trzech Marcinów i stwierdzasz, że „za oknem od chuja idei”. Jest to wyraźny sygnał dokonującej się od przeszło dekady zmiany paradygmatu w polskiej poezji. Niestety, mam wrażenie, że mimo tych wszystkich wierszy, manifestów, książek poetyckich i tekstów krytycznych, choć zmieniło się wszystko, tak naprawdę nie zmienia się nic. Odnosząc się do baumanowskiej koncepcji supermarketu idei, ale obracając się wciąż wokół metafory „niewidzialnych pięści rynku”, zastanawiam się, na ile ta kategoria może być pomocna przy opisie współczesności. Uznałem, że zapytam Cię o to, bo coraz częściej odnoszę wrażenie, że wszystkie idee, po które możemy sięgnąć, mają taką klauzulę, jak filmy na VHS w latach 90. – nie można ich rozpowszechniać, że o wprowadzaniu w życie nie wspomnę. Jak to jest z tymi ideami, od której strony wypadałoby się do nich dobrać tak, żeby możliwe było ich realne użycie?

Nic nowego! Najpierw drogi Julian dowiedział się, że język „obowiązku i konieczności skruchy” się wyczerpał, potem drodzy Marcinowie się dowiedzieli, że my „teraz bierzemy udział w budującym doświadczeniu pokoleniowym”. Swoją drogą to zabawny paradoks, że jeden z najlepiej oddających ducha zrywania z tym, co społeczne, poetyckich kawałków jest dziełem zbiorowym, nie? Tymczasem chicagowski paradygmat chyba zaczyna się powoli kruszyć. W „Manifeście” odrysowany jest prawdziwy obrazek spod bloku moich rodziców, który wydaje mi się świetną ilustracją tego sposobu myślenia o ekonomii, a więc i o społeczeństwie. Śmietnik wstawiony jest w zamknięte na kłódkę pomieszczenie, na murze którego kredą jakieś dziecko napisało „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”. Mamy pierwsze symptomy zmiany myślenia o ekonomii. Ale co potem? Nie mam pojęcia. Heterodox wydaje książki, pojawiają się jakieś artykuły, być może nawet na uczelniach zaczyna się myśleć o tym, że jakieś alternatywy jednak są. Ale o Nowoczesnej Teorii Pieniądza zaczęło być głośniej dopiero, kiedy Popek postanowił zostać zbawcą narodu. Ta kuriozalna sytuacja pokazuje, że w kwestii idei, tak jak i w kwestii pamięci historycznej oraz tradycji, lewica oddaje pole bez walki. Przyjmując, że podział na lewicę i prawicę jeszcze cokolwiek oznacza. A sam „Manifest” to, wbrew tytułowi, nie deklaracja ideologiczna, ale raczej żart obrazujący bałagan panujący dziś w sferze doktryn.

Zauważ, że choć cały czas obracamy się wokół terminów związanych z poezją zaangażowaną, słów „poezja zaangażowana” używam w tym miejscu dopiero drugi raz. Rozmawiając o Chyba na pewnonie da się tego jednak uniknąć, z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na poruszaną przez Ciebie problematykę (jeśli nie zbieżną, to chociaż zbliżoną, moim zdaniem, do tego, co w swoim debiucie zrobił Janek Rojewski), a po drugie – ze względu na stosowane przez Ciebie zabiegi formalne. Wydaje mi się, że Twojej poetyce patronuje w jakiś sposób Szczepan Kopyt – nie chodzi mi jednak o sam charakter / sposób zaangażowania tych wierszy (o tym za moment), ale o rodzaj atmosfery, sposób wersyfikacji i zapisu, który mi jednoznacznie kojarzy się z Sale sale sale. Widzisz się w ogóle w takich butach? Czy trzecia książka Szczepana wydaje Ci się jakkolwiek bliska temu, co robisz?

Każdy wiersz jest pewnie sumą wcześniej przeczytanych liter. Ale nigdy nie myślałem o Sale sale sale jako źródle bezpośredniej inspiracji, chociaż ją cenię i do niej wracam.

Kopyt i ja jesteśmy rówieśnikami, w tym samym wieku obserwowaliśmy te same wydarzenia, oddychaliśmy podobnym powietrzem. Pewnie czytaliśmy podobne książki, oglądaliśmy te same filmy, chodziliśmy – być może – na te same koncerty. Pewnie również przez to mamy podobne spojrzenie na wiele kwestii, choć, jak sądzę, nie zawsze dochodzimy do tych samych wniosków. Mój ewentualny spór ideowy z Kopytem byłby chyba jednak sporem w rodzinie. Myślę, że z tego może wynikać pewien wspólny mianownik – również formalny – naszych wierszy. Język sam w sobie bywa komunikatem.

Przechodząc do zasygnalizowanej już kwestii sposobu zaangażowania Twoich wierszy: choć zdarzają się w tym tomie wiersze napisane z otwartą przyłbicą (mam tu na myśli np. przywodzący na myśl styl Kiry Pietrek tekst Źródło), to mam wrażenie, że Twoje zaangażowanie jest nieco „sneaky”, lekko przyczajone; raczej stroniące od prostej agitacji, zanurzone w historii (zarówno tej XX-wiecznej, jak i najnowszej), co znowu naprowadza nas na trop wspomnianego już „Ikonoklazmu”. Czy jest to kwestia związana z ponoszeniem odpowiedzialności za słowo pisane? Kwestia przynależności do innej tradycji? Jaką przewagę daje taka strategia? Jakie mogą być jej praktyczne implikacje?

Bo historia to jest kiedyś, które się nie skończyło, i teraz, które się skończyło. Pisząc o historii, piszę o teraz, chociaż wiem, że takie analogie bywają kulawe. Chociaż… Czytałem jakiś czas temu felietony Słonimskiego, urwane bodaj w sierpniu 1939 roku. I te doraźne kawałeczki o teraz z wtedy robią wrażenie, jakby były pisane o teraz z teraz. Jest jeszcze jedna przyczyna, dla której w książce historia jest tak obecna – to mój wkład w pojawiające się gdzieniegdzie próby jej odzyskania. Bo myśmy, niestety, historię porzucili. Tradycja lewicy niepodległościowej, Żegota, pierwsza Solidarność, KOR? 11 listopada mamy przemarsz nacjonalistów z falangami na rękawach − Stanisław Stroński by tego nie wymyślił. Polska Walcząca na koszulce i wyprostowana prawa ręka. W tle dekomunizacja ulicy Okrzei. Stąd np. wiersz o rozstrzelaniu Antoniego Wołowskiego, odwołujący się jakoś do tradycji elegijnej spod znaku Broniewskiego.

Cieszę się, że nie znajdujesz w książce agitacji – wymaga ona niezachwianej wiary nie tylko w siłę poetyckiego gestu, ale i w jakiś ostateczny cel. Ja chyba nie wierzę ani w jedno, ani w drugie. Nie wierzę, że „za górą klęsk błyszczą zorze, słoneczny kraj czeka nowy”. Nie wierzę, że wiersz zadudni jak „nasz krok milionowy!” Raczej „chcę żebyście wiedzieli”, chociaż „gdy wiecie oni i tak umierają”. Może więc raczej jest to „poezja krytyczna” bardziej niż „poezja zaangażowana”, chociaż nie obrażam się na tę kategorię.

„Źródło” rzeczywiście jest wierszem trochę osobnym, bo dotykającym konkretu nieprzetworzonego, przynajmniej pozornie, przez metaforę. Mówi jednocześnie o języku, którym opisuje się problem masowej migracji. A ten zanurzony jest, nomem omen, w metaforyce związanej z wodą. To okrutny i uderzający paradoks, bo jedną z przyczyn tego kryzysu jest pogłębiający się problem z dostępem do wody. Poetyka Kiry Pietrek zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, więc podoba mi się to skojarzenie. Kira, swoją drogą, też jest w moim wieku – może, jak w przypadku Szczepana, to ma jakieś znaczenie? Może w gumach Turbo albo w płynie Lugola podawany była jakaś substancja, która teraz się wytrąca w naszych wierszach?

Tytuł tomu jawi się jako wyraz „pewności wątpliwej”. Jest mi to jakoś bliskie, bo przez wiele lat byłem święcie przekonany, że wątpliwości nas zbawią. Teraz mam co do tego pewne wątpliwości, bo jednak brak pewności bywa paraliżujący, a jak wiemy, „inaction is a weapon of mass destruction”. Jak to widzisz, czy możliwe jest skuteczne działanie w warunkach ograniczonej pewności? Czy w ogóle da się z nim wyjść poza obszar kartki?

Też widzę ten problem. Kłopot w tym, że dziś wiele osób pewność odnajduje w różnych, najczęściej zupełnie prymitywnych ideologiach, a wątpliwości rezerwują dla faktów.

Niby wielkie narracje ostatecznie się skompromitowały. Dwa wielkie totalitaryzmy, koniec historii, potem koniec końca historii. Ale przewidywania Webera o odczarowywaniu świata się zupełnie nie sprawdziły i pewnie nigdy się nie sprawdzą. Więc dalej trwa wielkie poszukiwanie instrukcji obsługi świata.

Wydaje mi się, że w kwestiach światopoglądowych trzeba zachowywać ciągłą czujność, bo ortodoksja potrafi nie tylko zupełnie stępić zmysły, ale i przysłonić pryncypia. Warto podważać swoje przekonania, dla dobra ich samych. Nie ma oczywiście co wierzyć w zajeżdżanie kobyły historii. Ale to nie znaczy, że trzeba zamknąć się w pudełku po papierosach i udawać, że świata nie ma. Jest, więc trzeba się z nim wziąć za bary. I działać, pamiętając po co się działa. Działać, chociaż na zbawienie nie mamy co liczyć. Niezależnie od poziomu naszych wątpliwości.

Na koniec chciałbym zadać ci jedno „wyczerpujące pytanie”. Stwierdzasz, że „przyszłość ocala to, co jej potrzebne”. Co będzie potrzebne przyszłości, a co chciałbyś, żeby było? W co planujesz brnąć dalej?

Powtarzam za Norwidem, choć on pisał to jako wyraz nadziei, a dla mnie to raczej wyraz pesymistycznej determinacji. O przyszłości, niestety albo na szczęście, wiemy cokolwiek dopiero, kiedy przestaje być przyszłością.

Chciałbym, żeby ten idący na skraj przepaści żuk, który zasłania sobie pole widzenia kulą z gnoju, w porę się opamiętał. Chciałbym też, żebyśmy się nie stali poetami przedwojennymi.

O AUTORACH

Jakub_Pszoniak_foto
Jakub Pszoniak

Urodził się w 1983 w Bytomiu. Poeta. Ukończył filozofię i socjologię. Zawodowo zajmuje się grafiką. Publikował w czasopismach naukowych i literackich m.in. „Arteriach”, „artPAPIERZE”, „biBLiotece”, „Interze-”, "Kontencie", „Odrze”, „Stonerze Polskim”, „Wizjach” oraz kilku almanachach, w tym w Połów. Poetyckie debiuty 2016. Współorganizator sceny literackiej festiwalu SlotArt.

27.01.2012 WROCLAW , TOMASZ BAK NOMINOWANY W KATEGORII LITERATUTA .FOT . MIECZYSLAW MICHALAK / AGENCJA GAZETA  SLOWA KLUCZOWE:WARTO LITERATURA
Tomasz Bąk

Urodzony w 1991 roku. Poeta, autor książki poetyckiej Kanada (2011). Laureat Nagrody Poetyckiej SILESIUS 2012 w kategorii debiut. Ostatnio wydał tom [beep] generation. Mieszka w Łodzi.

powiązania

04_RECENZJE__Jakub Pszoniak__Ajnfart

ajnfart

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka do książki Chyba na pewno, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

WIĘCEJ
09_UTWORY__Różni AUTORZY_Wiersz doraźny_Gwatemala

Wiersz doraźny: Gwatemala

utwory / premiery w sieci Aglaja Janczak Aleksander Trojanowski Antonina Małgorzata Tosiek Jakub Głuszak Jakub Pszoniak Paweł Harlender

Finałowy zestaw „Wierszy doraźnych 2018” autorstwa Jakuba Głuszaka, Pawła Harlendera, Aglai Janczak, Antoniny Małgorzaty Tosiek, Aleksandra Trojanowskiego, Jakuba Pszoniaka.

WIĘCEJ
10_UTWORY__Jakub PSZONIAK__szkody górnicze

szkody górnicze

utwory / premiery w sieci Jakub Pszoniak

Premierowy zestaw wierszy Jakuba Pszoniaka. Prezentacja w ramach projektu „Pierwsza książka”.

WIĘCEJ
01_WYWIADY_Michał DOMAGALSKI__1

Poza sezonem i strefą komfortu

wywiady / O KSIĄŻCE Michał Domagalski Tomasz Bąk

Rozmowa Tomasza Bąka z Michałem Domagalskim towarzysząca wydaniu książki Poza sezonem, która ukazała się w Biurze Literackim 23 lipca 2018 roku.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__John ASHBERY__Tribute to John Ashbery

Tribute to John Ashbery

nagrania / Stacja Literatura Asja Bakić Bagio Guerra Bogusław Kierc Dawid Mateusz Joanna Mueller John Ashbery Kacper Bartczak Llŷr Gwyn Lewis Lynn Suh Marcin Sendecki Radosław Jurczak Roman Honet Ryan van Winkle Szymon Słomczyński Tomasz Bąk

Spotkanie autorskie „Tribute to John Ashbery” w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ
nagrania_polityczna

Polityczna, niepartyjna?

nagrania / Stacja Literatura Kamila Janiak Maciej Taranek Marta Koronkiewicz Tomasz Bąk

Spotkanie autorskie „Polityczna, niepartyjna?” z udziałem Kamili Janiak, Macieja Taranka, Tomasza Bąka i Marty Koronkiewicz w ramach festiwalu literackiego Stacja Literatura 21.

WIĘCEJ
WYWIADY_pszoniak

Mija mi ja

wywiady / O PISANIU Jakub Pszoniak Krzysztof Sztafa

Rozmowa Krzysztofa Sztafy z Jakubem Pszoniakiem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających almanach Połów. Poetyckie debiuty 2016, który ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
RECENZJE_komentarz_pszoniak

Lux ex Silesia

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających almanach Połów. Poetyckie debiuty 2016, który ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
WYWIADY_Tomasz_Bak

Wojna hybrydowa z neoliberalizmem

wywiady / O PISANIU Paweł Kaczmarski Tomasz Bąk

Rozmowa Pawła Kaczmarskiego z Tomaszem Bąkiem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
UTWORY_zebralo_sie_sliny

Mefedron dla mas

utwory / zapowiedzi książek Tomasz Bąk

Fragment zapowiadający antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Karol Maliszewski__Język w ogniu

Język w ogniu (i trochę obok)

recenzje / ESEJE Karol Maliszewski

Recenzja Karola Maliszewskiego książki Chyba na pewno Jakuba Pszoniaka, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

WIĘCEJ
04_RECENZJE__Jakub Pszoniak__Ajnfart

ajnfart

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka do książki Chyba na pewno, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_pszoniak

Przekład wewnętrzny – uwaga wstępna do wierszy Kuby Pszoniaka

recenzje / ESEJE Kacper Bartczak

Komentarz Kacpra Bartczaka do zestawu wierszy Kuby Pszoniaka „Chyba na pewno”. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających almanach Połów. Poetyckie debiuty 2016, który ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
RECENZJE_t_bak_kult_cargo

Kult cargo i brzydkie wyrazy

recenzje / ESEJE Marta Koronkiewicz

Szkic Marty Koronkiewicz o poezji Tomasza Bąka. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
RECENZJE_bkomentarz_tomaszak

Gniew i sample

recenzje / ESEJE Dawid Kujawa

Szkic Dawida Kujawy o krytycznej recepcji poezji Tomasza Bąka. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ