wywiady / O KSIĄŻCE

Martwe języki w hali odjazdów milczą o tym, o czym żywe mówią szeptem lub krzyczą

Jakub Pszoniak

Jakub Sęczyk

Rozmowa Jakuba Sęczyka z Jakubem Pszoniakiem, towarzysząca premierze książki lorem ipsum Jakuba Pszoniaka, wydanej w Biurze Literackim 31 października 2022 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Jakub Sęczyk: Pierwszym wierszem z lorem ipsum, który usłyszałem, była na pewno „peszmerga”. Czytałeś ten tekst kilka razy we Wrocławiu. Spodziewam się, że nie tylko we mnie utkwiły powtarzane tam kilkunastokrotnie słowa „patrzą śmierci w oczy”. Potem, pod koniec ubiegłego roku, komentowałem „wtenczas”, „zajutrz”, „lament” i „wszystkie oczy to piorunian rtęci lub azydek ołowiu” (tego ostatniego nie znajdziemy w książce) w „KONTENCie”. Zaglądam teraz do swojej wypowiedzi i wiem, że niewiele z ówczesnej pewności mi zostało. A Ty jak czujesz się po napisaniu drugiej książki?

Jakub Pszoniak: Natknąłem się kiedyś na erratę do pewnej książki. Brzmiała: „jest: źle, powinno być: dobrze”. [L]orem ipsum ma być taką wersyfikowaną erratą do rzeczywistości – jest źle, powinno być dobrze.

Książkę kończyłem dwa razy – za pierwszym razem czułem, że czuję. Potem przyszedł 24 lutego. Dopisałem wówczas wiersze, które nigdy nie powinny musieć być napisane. Odtąd rośnie we mnie zrodzony jeszcze przed wydaniem debiutu lęk, że stajemy się poetami przedwojennymi. Dziwny rodzaj strachu, który nierozerwalnie jest spleciony ze złością i potrzebą działania.

Równolegle do pisania wierszy, którymi zamknąłem skończoną, jak mi się wcześniej wydawało, książkę, przekładałem wiersze Kateryny Michalicyny – ukraińskiej poetki. Jej utwory są zapisem strachu, którym jest podszyta odwaga. Tłumaczenie na polski tych pisanych cudzym alfabetem świadectw rozbicia, macierzyństwa i dorastania w pierwszych tygodniach wojny dodatkowo to uczucie podsyciło. Praca nad przekładami nie pozostała też z pewnością bez wpływu na to, jak napisane wówczas wiersze brzmią.

Wojna w Ukrainie zdaje się dopisywać też kolejny tragiczny dystych do wiersza „peszmerga”, o którym wspomniałeś. Kurdowie znów stają się przedmiotem handlu, tym razem podczas negocjacji dotyczących wstąpienia Finlandii i Szwecji do NATO. Ale to tylko część opowieści, którą w lorem ipsum można znaleźć.

Errata jest jednak korektą gotowego już tekstu, wskazaniem jego poprawnego i pełnego brzmienia. Zaciekawiłeś mnie porównaniem jej do lorem ipsum. Wyobraziłem sobie taki wiersz jak plastyczną masę, która bardziej niż opowiada o świecie, wlewa się w jego formy, ukazując ich rzeczywisty kształt. Poza tym, że pełni funkcje praktyczne, staje się też laboratorium, w którym testować można różne potencjalności zanim jeszcze się wydarzyły czy pomimo to, że się wydarzyły. W wierszu „było sobie życie”, nawiązującym do „Fotografii z 11 września” Wisławy Szymborskiej, nie podajesz daty jej śmierci, piszesz; „tylko to mogę dla niej zrobić/ nie dodawać”.

Bo ostatecznie tragedia zawsze dotyka konkretnego człowieka. To autorytatywne rozstrzygnięcie sporu fizyków, zamknięte przez Margaret Thatcher w formule: „nie ma fal, są tylko pojedyncze fotony”, okazało się, oczywiście, bzdurą. Ale przyjęcie odwrotnej logiki jest równie dalekie od prawdy. My to my, ale my to też wielu ja. [L]orem ipsumjest książką o napięciu między tym, co prywatne i społeczne, co małe i wszechogarniające, co powszednie i zanurzone w wielkiej historii.

Rzeczywistość, czyli to, co jest i to, co było, jest rodzajem zapisanego tekstu, bo przecież dopiero możliwe do opowiedzenia doświadczenie staje się dla nas świadome i namacalne. [L]orem ipsum jest w znakomitej mierze wskazaniem tego, co powinno być inne. Zaś ten element erraty, który wskazuje na co błąd winien być zmieniony, pisze się – ufam w to głęboko – podczas każdej lektury na nowo. Na tym polega, jak mi się wydaje, poezja. W tekście, który napisałeś do „KONTENTu”, świetnie rozszyfrowujesz to, czym te wiersze są. Zrobiłeś to lepiej niż ja. Mówię to zupełnie poważnie – w twoim tekście jest fragment, w którym czytasz jeden z wierszy inaczej, niż ja, kiedy go pisałem. I to, że ten wiersz czytany przez ciebie był trochę o czymś innym, niż wiersz, który pisałem, daje mi wiarę w siłę literatury. Pewnie też dlatego, że Twoje odczytanie było nie tylko bardzo interesujące, ale też zgodne z tym, co myślę o świecie. Errata do rzeczywistości, którą napisaliśmy w ten sposób wspólnie, jest lepsza, bo szersza, niż ta, którą napisałbym sam. Jest lepsza, bo wspólna.

Wiersz „było sobie życie” napisałem jakieś osiem lat temu. Podczas pobytu w Nowym Jorku kupiłem sobie taką popową, kieszonkową książeczkę z wierszami o tym mieście. O’Hara, Ashbery, Ginsberg. No i Szymborska. Książka była wydana przed śmiercią poetki. Przy jej nazwisku tkwiła wzięta w nawias data urodzenia, myślnik i miejsce na datę śmierci. Ta edytorska decyzja wydała mi się tym, o czym jest wiersz „Fotografia z 11 września”. Ten utrzymujący bohatera w wiecznym locie zapis rozciągam również na przypisy, które są integralną częścią książki.

Kiedy zastanawiam się nad tym, co mówisz o poetach przedwojnia, myślę o wspólnym życiu, które zanika, i rosnącym wpływie na pojedyncze życia bezpośredniej przemocy, której nie możemy stawić skutecznego oporu. [L]orem ipsum wydaje mi się bardziej prywatna niż Twój debiut w tym sensie, że pokazuje to życie w całej swojej kruchości i wspaniałości jednocześnie. Pomimo to, a może właśnie dzięki temu, nie tracisz kontaktu z osobistymi tragediami wojennymi i uchodźczymi. A przy tym, jak w wierszu „zajutrz”, upominasz się (nie desperacko przecież?) o teraz, nawet jeśli teraz to „to co pomiędzy/ strzęp na wpół martwego choć udomowionego światła”.

Tak! Zależało mi na tym, żeby w tej książce polityczne pisało się przez prywatne, a prywatne czytało się przez społeczne. Przemoc jest niestety jednym z motorów świata. To immanentna siła, choć dyktowana przecież wolą. Natura zła – a przemoc jest jej przejawem – to problem, z którym filozofia mierzy się od swego początku. Nie sposób go ostatecznie zrozumieć, a co dopiero sobie z nim poradzić.

Chciałem, żeby lorem ipsum nie było Chyba na pewno 2. Jednocześnie chciałem zmienić i zachować własny język. Drugą książkę zacząłem zresztą pisać kończąc jeszcze poprzednią.

Fraza, którą przytoczyłeś, przyśniła mi się. Zbudziłem się z nią i przez tydzień szukałem, skąd się wzięła. Obdzwoniłem wszystkie poetki, które podejrzewałem o jej autorstwo, przejrzałem książki, z których mogłaby być. I nie znalazłem, więc jest chyba moja. A w grzebaniu w przeszłości i wróżeniu przyszłości zawsze chodzi o teraz. Historia pozwala zrozumieć i zakorzenić teraźniejszość. Psychoanaliza, która ma pomóc człowiekowi dziś, polega na uświadamianiu i oswajaniu wczoraj. Przyszłość z kolei to wyobrażona teraźniejszość, na którą się przygotowujemy. Jednocześnie myślenie tylko o tym, co teraz, jest najczęściej wyrazem głupoty – czasem intencjonalnej. U nas się mówi przy takiej okazji: „Żyje się tylko raz”, w Indiach: „Nie wiadomo, czy nie odrodzisz się jako ślimak”. Zasadniczo chodzi o to samo.

„[P]rzeszłość nie będzie nasza/ przyszłość nie była nasza” – piszesz w tym samym wierszu. To odzyskiwanie teraz, czy raczej redukcja wszystkiego, czym mogłoby jeszcze być i czym już nie jest, wydaje mi się konkretną propozycją polityczną, odpowiedzią na pytanie o społeczną odpowiedzialność sztuki czy, konkretniej, poezji. Jeżeli pociągnąć jeszcze temat przedwojenności lorem ipsum, trzeba powiedzieć, że na pewno nie można wpisać tych wierszy w nurt katastroficzny. Kiedy piszesz o złożach naturalnych, skupiasz się raczej na wskazaniu winnych konfliktów zbrojnych. Mam też wrażenie, że wykorzystujesz motyw wymiany energetycznej do opisu świata i procesów społecznych. Przypomina mi się tutaj film poetycki autorstwa Dany Kaveliny, który na tegorocznym Survivalu zdobył jedną z nagród publiczności. Artystka nakłada w nim na siebie historyczne obrazy pracy donbaskich górników przy wydobyciu węgla i nagrania dokumentujące rosyjskie ataki rakietowe na te tereny. 

W przyszłości walczy się o przeszłość, bo to ona funduje i uzasadnia. W przeszłości walczy się z kolei o przyszłość, bo to ona motywuje do działania. Plan pięcioletni, plan siedmioletni. „Jeszcze nie wy, ale już wasze wnuki i prawnuki…”. Ale jeszcze nie jest jeszcze, a już przestało być już. Jest „teraz” – uskok tych płyt tektonicznych, z którego czasem się wydobywa lawa. Pluje piekło. Film, o którym mówisz, też próbuje to uchwycić. Nie znałem go wcześniej, dziękuję, że mi go pokazałeś.

Jeśli w opisie, o którym mówisz, widzisz szerszy obraz, to znaczy, że właśnie ten obraz tam jest. Gdybyś go tam nie widział, znaczyłoby, że go tam nie ma. Śmierć autora. Skremowany w mieście bez krematoriów. Podobno powołano specjalną komisję mającą wyjaśnić przyczynę tego zagadkowego zgonu. Przegrzanie organizmu? Uduszenie powietrzem, w którym węgiel zastąpił tlen? Może wyziębienie z braku węgla? A może autor żyje, tylko się ukrywa z przeszczepioną twarzą Nicolasa Cage’a, albo Johna Travolty. Albo, co gorsza, obu na raz. Biedaświatowid o dwóch twarzach. Chociaż w Bytomiu akurat krematorium jest – mam na nie widok z okna. Swoją drogą budynkiem sąsiadującym z bytomskim krematorium jest burdel, który kiedyś nazywał się „Candy Shop”. I ten burdel z tym domem pogrzebowym oferującym kremację są tak blisko siebie, że nawet mają wspólny parking. Eros i Tanatos. Ten parking to jest właśnie to odwieczne „teraz”.

Aż chce się powtórzyć pierwsze wersy wiersza „wtenczas”: „to jest o czasie/ w tym miejscu była kiedyś rzeźnia/ to jest o miejscu/ potem postawili bloki”. Autora na razie zostawmy, niech bawi na tajnych bankietach, a skupmy się na bohaterach, bo z tych można by złożyć niemal Zapis socjologiczny Zofii Rydet. Jest cały przekrój bytomskiego światka: więzień w przegubie pociągu, przemarznięci policjanci w suce, ćpun z dworca. Są też Wojciech Brzoska, Maciej Taranek, Yahya Hassan, Herman Field i inni. W obszernych przypisach, które zamieszczasz na końcu książki, każdemu z tych bohaterów poświęcasz trochę uwagi. Są wydarzenia, ludzie (konsekwentnie jak w przypadku Szymborskiej nie dopisujesz dat ich śmieci), miejsca – anegdota sąsiaduje tu z humorem, który przesłania z kolei groza. Reportaż? komedia ludzka?

Nie dopisuję, bo oni są cały czas żywi, nawet jak dawno pomarli. Małopolscy chłopi opowiadali, że Mickiewicz nocami wyłaził z wawelskiej krypty. Żywy był niezwykle – szczególnie jak na kogoś, kto miał dwa pogrzeby. Moi bohaterowie też są żywi. Czas zawsze odnosi się do przestrzeni, a przestrzeń zawsze występuje w czasie. Te wymiary są nierozerwalne. W miejscu, w którym dorastałem, faktycznie wcześniej była rzeźnia. Zapis socjologiczny w nieruchomych, powtarzalnych kadrach zapisywał żywy obraz Polski. Podoba mi się to skojarzenie, chociaż moi bohaterowie sami sobie wybierają tło, na którym stoją. Chociaż czy oni właściwie stoją? Ciekawe, że mieszkańców tych wierszy przypisałeś do Bytomia. Suka, w której marzną policjanci, przecież pozbawiona jest numerów bocznych, więzień jadący pociągiem nie wiadomo, gdzie mieszka, skąd jest, gdzie siedział.

Jedynie dworzec – jak wynika z pewnych tropów – ulokowany był w Katowicach. Ale opisany narciarz, który walił tam po kablach, faktycznie mógł przyjechać z Bytomia. Daleko by nie miał. Przed remontem katowicki dworzec był mieszkaniem dla buzoklejów, heroinistów i gołębi. Tytułowe kielichy były elementem konstrukcji i symbolem jego rozbiórki. Być może przypisy obsesyjnie, często bez większego związku odnoszące do mojego miasta, jakoś kierują skojarzenia. To trochę żart. Kiedyś w jednym z tutejszych barów mlecznych można było kupić „placek po bytomsku”. Placek po bytomsku był dokładnie tym samym, co placek po węgiersku, ale dumnie swoją nazwą wpisany został w lokalność. Tu jest troszkę tak samo – ci bohaterowie równie dobrze mogą być z Wrocławia, Krakowa albo Moszny. Ta obsesyjność w przypisach jest więc puszczeniem oka. Starałem się wpuścić do książki możliwie dużo humoru, chociaż jest to humor dosyć ciemny. Tragedia, komedia, powaga, groteska. Pamiętasz, jak Tomasz Lis po masakrze w Manchesterze wyrażał swój żal emotikonami ze śmiejącą się do łez buzią? Ukonstytuował wówczas przez przypadek ideał wiersza, po który sięgam czasem w tej książce. Tylko wielkie umysły tak potrafią. Komedia to zresztą podobno tragedia plus czas, a w końcu „to jest o czasie”.

Wiersz o Maćku Taranku jest na jakimś poziomie wierszem o polskiej poezji. Dzieli nas raptem kilka lat, ale tych kilka lat potrafi determinować nasze doświadczenia w skrajnie różny sposób. W tym jest źródło, moim zdaniem, wielu animozji środowiskowych. Może odbicie się w tym wierszu pozwoli komuś nieco bardziej zrozumieć, co determinuje sposób myślenia kogoś, z kim się bierze za bary. Maćka Taranka bardzo lubię i cenię. Przed włączeniem wiersza do książki, wysłałem mu go. Z kolei wiersz dedykowany Wojciechowi Brzosce napisałem zaraz po wyjściu ze spotkania, na które mnie zaprosił do katowickiego więzienia. Podczas tego spotkania naprawdę padło stojące w wierszu pytanie.

Wiesz, rzeczywiście myślę o lorem ipsum, jakby miało swoje centrum, którym bardziej niż Bytom (czy Górny Śląsk), jest chyba po prostu lokalność, a raczej odmienne lokalności. Ciekawe jest, jak w tych wierszach opowiedziana została przestrzeń. „[L]inie blokowisk ulic tramwajowych trakcji/ zbiegały się w punkcie/ po dojściu do którego wszystko/ zaczynało zbiegać się w innym miejscu” – piszesz w wierszu „połącz kropki”. Wydaje się, że nie jest to ani mapa, ani sieć, a taki model, który jest zawsze otwarty na nowe połączenia, niedokończony. Rozproszone wspólnoty?

Tak – lokalność to jest ta kategoria, która mnie szczególnie interesuje, a im więcej świata poznałem, tym mam większą sympatię i wyrozumiałość wobec irytujących mnie często wcześniej przejawów własnej lokalności. Co nie znaczy oczywiście, że wobec mnóstwa innych jej elementów nie jestem krytycznie, a nawet wrogo nastawiony. Równie daleki jestem od fetyszyzowania tradycji, co od jej marginalizowania. W przytoczonym wierszu myślałem o budowaniu posttransformacyjnej perspektywy w upadającym mieście. Miasto to przestrzeń zanurzona w czasie, w kontekstach, w sposobie życia, w sferze symboli. Nie może być oderwana od tych warstw, bo to one ją tworzą. Momenty rozpadu wspólnot dezintegrują też więc przestrzeń. Zdezintegrowana przestrzeń z kolei pociąga za sobą dalszy rozpad wspólnoty. Próba złapania perspektywy jest zatem próbą ponownego zintegrowania wspólnoty i przestrzeni, w której ma ona żyć.

Wracamy tu chyba trochę do tego, od czego zaczęliśmy rozmowę, kiedy pytałem Cię, czy wiersze, które piszesz, pełnią rolę laboratoriów form społecznych. Teraz powiedziałbym jeszcze, że to raczej badania krytyczne niż wytwarzanie światów możliwych. 

Zastanawia mnie też to, co wcześniej powiedziałeś o różnicy pokoleniowych doświadczeń, które mogą być podłożem sporów w dyskusji o najnowszej poezji i konfliktów w środowisku literackim. Czy pewne sposoby opisu zdominowały debatę ostatnich lat? Jeżeli tak, o jakich konkretnie myślisz? I co zostało przesłonięte albo niedopowiedziane. 

Jestem przekonany, że tak. Wiem, że pęknięcie niekoniecznie idzie wzdłuż linii pokoleniowej i że ładuję się w daleko idące uogólnienia, ale na potrzeby odnotowania zauważalnej tendencji będę się trzymał tego świadomego nadużycia. Kajetan Koźmian, dawno zapomniany klasycysta, pisał o Mickiewiczu, że jest „brudny i karczemny”, a jego „niesforny zapał rozdmuchały brudne, litewskie pomywaczki”. Jego niechęć do Mickiewicza splatała niechęć estetyczną i ideologiczną. Dla pokolenia Brulionu wzmożenie moralne nowofalowców było nieznośnym obciążeniem, które nie pozwala dotknąć prawdziwego życia. Nic nowego. Lechoń w międzywojniu też chciał wiosnę wiosną zobaczyć. I też było to wymierzone w poprzedników, którzy nie mogli zrzucić z pleców konradowskiego mantla. Dziś obsadzamy te same stare role nowymi aktorami – tym razem brulionowcy (wiem, wiem, nieuprawnione uogólnienie) są nieznośnymi, egocentrycznymi starcami, a młodzi widzą problemy, które im ich postawa zafundowała. Młodzi poeci odnajdują inny język budowany przez inne bodźce i doświadczenia, biją się też o inne sprawy. Te, które są już załatwione, uznają za oczywiste. Walczą o równouprawnienie, emancypację kolejnych grup, ucywilizowanie rynku, wspólnotowość, w końcu o przetrwanie w obliczu spalania się planety. Pewne sposoby tego upominania się, w poprzednim pokoleniu budzą skojarzenia z tym, z czym oni się bili, są przez nich widziane jako narzucenie pewnej optyki, zadeptanie indywidualizmu, w końcu zamach na wolność. Jedni obawiają się, że drudzy chcą im zabronić nazywania idiotów idiotami, drudzy obawiają się, że pierwsi roszczą sobie prawo do tego, żeby z piedestału móc wskazywać, kogo należy uważać za idiotę. Dla starszego pokolenia młode, przewrażliwione na własnym punkcie pokolenie toczy absurdalną walkę o to, żeby do Chandlera były dopisane przypisy z Butler, a Bond jadący na miejskim rowerze, walczył o feminatywy. Dla młodego pokolenia starzy walczą o to, żeby móc dalej nie oglądać się na nic poza czubkiem własnego nosa lub odgrywać rolę niezłomnych bojowników podziemia w dawno zakończonej sztuce. Gdyby udało się nam przyjrzeć sobie wzajemnie, moglibyśmy stać się uważni na zagrożenia, które bagatelizujemy, ale też na pułapki swojego myślenia. Obie strony karykaturyzują obraz tego, o co chodzi drugiej stronie. Myślę, że warto przyjrzeć się temu, co do powiedzenia mają ci, z którymi się przekrzykujemy. Przy odrobinie empatii i dobrej woli bylibyśmy w stanie przyjrzeć się wzajemnie swoim racjom, a przez to nie tylko zrozumieć inną optykę, ale też krytycznie przyjrzeć się swojej. Wzajemnie się od siebie czegoś nauczyć. To oczywiście spore uproszczenie, ale czasem uproszczenie ułatwia szersze spojrzenie. Oczywiście obok tego są środowiska, z którymi mi również nie po drodze, ale są poetycko tak koszmarnie nudne, że nie chce mi się nawet o nich myśleć. Gdzieś tam czasem usłyszę ich wysokie piski, czasem spadnie mi na głowę jakiś odłupany fragment jakiegoś stylizowanego ornamentu. Nie zwalniając kroku, otrzepuję łeb i idę dalej.

Rolkarze-indywidualiści pod banderą kolektywizmu monetyzujący autonomię poetycką w rządowych czasopismach? Wydaje mi się, że to trochę tak, jakby powiedzieć o jednorożcu, że jest wysoki, chociaż nie istnieje. Podoba mi się Twój postulat – mówić skąd się mówi i jaki interes (dla siebie i grupy, z którą się utożsamiam) w tym się upatruje. Skoro już sobie zaczęliśmy projektować taką transparentną, uczciwą społeczność – co konkretnie w debacie literackiej z tych poetów stających okoniem przegapiliśmy i jak mogłoby to nam (wszystkim) pomóc?

„Jest ogromna ilość rzeczy, których nie ma. Na nich oparliśmy świat”. A żebym ja to wiedział… Jeśli miałbym coś doradzić, to – przy zachowaniu wierności sobie samemu – bardziej krytycznego oglądu własnych przekonań. A w tym czytanie kogoś, kto ma inną perspektywę, bywa bardzo pomocne. Charakterystyczne dla pokolenia, które doświadczyło poprzedniego ustroju, wyczulenie na zagrożenie wolności może swoimi przejawami irytować, ale ono się z nie bierze z niczego. Mam wrażenie, że to często jest bagatelizowane. Staram się nie ignorować symptomów, na które oni zwracają uwagę. Być uważnym, zachowując jednocześnie zdrowy rozsądek i próbując mierzyć proporcje. Warto pamiętać, że wzmożenie moralne niezależnie od wyznawanych wartości potrafi przyjąć nieznośnie gargantuiczny wymiar. Staram się pamiętać, że każda ideologia potrafi łatwo stać się własną karykaturą. Krytyczne myślenie można oczywiście też przedawkować i może ono stać się rodzajem religii, do której podchodzić zaczyna się zgoła bezkrytycznie.

Wspólnotowość jest niezwykle cenna, warto ją odbudowywać po niemal trzech dekadach odwrotu od tego, co społeczne. Ale trzeba pamiętać, że budowanie tego, co wspólne potrafi wymuszać stadne zachowania i konformizm. Uważam, że w sytuacji, w której ścierają się ze sobą równie istotne wartości, które pozostają ze sobą w sprzeczności – na przykład wolność i bezpieczeństwo – należy dbać o tę, która jest w odwrocie. Szarpać za linkę w zależności od wiatru… Nie znoszę marynistycznych metafor.

Wolisz świetlne? Na koniec mam propozycję. Może resztę załatwimy serią krótkich pytań i odpowiedzi? Na przykład: Czy miasto jest jak sen Hermana Fielda, amerykańskiego architekta uwięzionego przez Józefa Światło?

Zdecydowanie wolę – wychodzi tu jakieś moje pokąsanie plotynowskie.

Zależy które miasto. Warszawa – którą swoją drogą bardzo lubię – zdecydowanie nie jest. To jest urbanistyczna aberracja. Mam taką teorię, że Warszawa jest tak ciekawym i fajnym miastem, bo jest tak beznadziejna. Nie była sama w sobie atrakcyjna, w związku z czym musiała wymyślić się na nowo i zrobić fajna. Są miasta, które nie miały tego problemu, są piękne, więc stają się nudne, bo nie muszą się zmieniać. „Miasta odmieniają się często przez zupełne przypadki”, nie tylko zresztą Warszawa. Po kongresie urbanistycznym w Katowicach Mikael Colville-Andersen, duński urbanista, uznał, że to miasto to koszmarna stalinowsko-amerykańska, dystopijna hybryda. Bardzo lubię Katowice i mimo że ma trochę racji, to podejrzewam, że to jest tajny agent na usługach Sosnowca.

Dystopijna hybryda nekropolii i supermarketu? A Ty co wybierasz, „z Carrefoura/ sztuczne chryzantemy” („Wczesny październik”) czy „z Reala w promocyjnej cenie/ znicz z pozytywką grającą wstań powiedz nie jesteś sam ” („Późny październik”)?

Zdecydowanie grający znicz! Jeśli ktoś mnie na łożu śmierci spyta, czy czegoś żałuję, to bez wahania odpowiem, że tego, że ta promocja się skończyła. I tego, że się na nią nie załapałem. Poza wszystkim znicz to światło.

„[O] czym milczą martwe języki” w „Hali odjazdów” i czy można w nich zamieszkać, albo chociaż je zeskłotować?

Martwe języki w hali odjazdów milczą o tym, o czym żywe mawiają szeptem lub krzyczą. Od kogo i za ile. I że jeszcze tylko ten jeden raz. Skłotować bym ich nie chciał, bo zimno w nich i ciemno. Ale ostatnio rodzina lisów zeskłotowała mi ogródek działkowy i uprawia w nim wolną miłość. Proponowałbym bardziej iść w ich ślady, tylko bez mordowania kur sąsiada.

Chyba nie mam nic do dodania. Dzięki za rozmowę i trzymaj się, do zobaczenia gdzieś na trasie. 

Dzięki i do zobaczenia!

O AUTORACH

Jakub Pszoniak

Urodzony w 1983 r. w Bytomiu. Poeta i grafik, autor nagrodzonego Wrocławską Nagrodą Poetycką Silesius 2020 tomu Chyba na pewno (Biuro Literackie, 2019), wyboru wierszy Mirona Białoszewskiego Z dnia robię noc (Biuro Literackie, 2022) oraz przekładów wierszy Kateriny Michalicyny (Głosy, Fundacja Pogranicze, 2022). Publikował w czasopismach i zbiorach literackich i naukowych. Stypendysta gminy Bytom. Był tłumaczony na polski.

Jakub Sęczyk

Ur. 1993. Teksty poetyckie i krytyczne publikował m.in. w „Odrze”, „Kontencie”, „Stonerze Polskim”, „Nowym Napisie”, „Wizjach”, „Drobiazgach”, „Czasie Literatury”, „biBLiotece” i „Tlenie Literackim”. Debiutował w antologii Połów. Poetyckie debiuty 2019 (Biuro Literackie, 2020). Laureat Nagrody Specjalnej w XXVI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Jacka Bierezina i IV Ogólnopolskiego Konkursu na Książkę Literacką „Nowy Dokument Tekstowy”. Wolny elektron w inicjatywnie wydawniczej papierwdole. W październiku ukaże się jego debiutancka książka poetycka Święta pracy.

powiązania

Historia jednego wiersza: „wtenczas”

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka, towarzyszący premierze książki lorem ipsum, która ukaże się w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

lorem ipsum (2)

utwory / zapowiedzi książek Jakub Pszoniak

Fragmenty zapowiadające książkę lorem ipsum Jakuba Pszoniaka, która ukaże się w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

lorem ipsum (1)

utwory / zapowiedzi książek Jakub Pszoniak

Fragmenty zapowiadające książkę lorem ipsum Jakuba Pszoniaka, która ukaże się w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

„Któregoś marca (2022)”

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka, towarzyszący premierze książki Z dnia robię noc Mirona Białoszewskiego, wydanej w Biurze Literackim 4 kwietnia 2022.

WIĘCEJ

Koryto dzikiej rzeki

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Pszoniak Przemysław Suchanecki

Rozmowa Przemysława Suchaneckiego z Kubą Pszoniakiem, towarzysząca premierze książki Mirona Białoszewskiego Z dnia robię noc, wydanej w Biurze Literackim 4 kwietnia 2022.

WIĘCEJ

Warunki wstępu

utwory / premiery w sieci Jakub Sęczyk

Premierowy zestaw wierszy Jakuba Sęczyka. Prezentacja w ramach projektu „Pierwsza książka wierszem”.

WIĘCEJ

Połów. Poetyckie debiuty 2019

nagrania / Stacja Literatura Agata Puwalska Jakub Sęczyk Klaudia Pieszczoch Marlena Niemiec Michał Mytnik Natalia Kubicius Paweł Harlender Paweł Kusiak

Czytanie z książki Połów. Poetyckie debiuty 2019 z udziałem Pawła Harlendera, Natali Kubicius, Pawła Kusiaka, Michała Mytnika, Marleny Niemiec, Klaudii Pieszczoch, Agaty Puwalskiej i Jakuba Sęczyka w ramach festiwalu Stacja Literatura 25.

WIĘCEJ

Czasu jest mało

wywiady / O KSIĄŻCE Aleksander Trojanowski Jakub Sęczyk Konrad Góra

Rozmowa Aleksandra Trojanowskiego i Jakuba Sęczyka z Konradem Górą, towarzysząca wydaniu książki Konrada Góry Wojna (pieśni lisów), która ukazała się w Biurze Literackim 29 października 2020 roku.

WIĘCEJ

Po pracy praca, czasem nawet poprzez sen

wywiady / O PISANIU Jakub Sęczyk Natalia Kubicius

Rozmowa Natalii Kubicius z Jakubem Sęczykiem, laureatem 14. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ

Czy warto być radykalnym, wąchając kwiaty?

wywiady / O PISANIU Jakub Sęczyk Paweł Harlender

Jakub Sęczyk rozmawia z Pawłem Harlenderem, laureatem 14. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ

Bo język bywa komunikatem

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Pszoniak Tomasz Bąk

Rozmowa Tomasza Bąka z Jakubem Pszoniakiem, towarzysząca wydaniu książki Chyba na pewno, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

WIĘCEJ

ajnfart

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka do książki Chyba na pewno, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Chyba na pewno (2)

utwory / zapowiedzi książek Jakub Pszoniak

Fragment zapowiadający książkę Chyba na pewno Jakuba Pszoniaka, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Chyba na pewno (1)

utwory / zapowiedzi książek Jakub Pszoniak

Fragment zapowiadający książkę Chyba na pewno Jakuba Pszoniaka, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 1 kwietnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Wiersz doraźny: Gwatemala

utwory / premiery w sieci Aglaja Janczak Aleksander Trojanowski Antonina Tosiek Jakub Głuszak Jakub Pszoniak Paweł Harlender

Finałowy zestaw „Wierszy doraźnych 2018” autorstwa Jakuba Głuszaka, Pawła Harlendera, Aglai Janczak, Antoniny Małgorzaty Tosiek, Aleksandra Trojanowskiego, Jakuba Pszoniaka.

WIĘCEJ

szkody górnicze

utwory / premiery w sieci Jakub Pszoniak

Premierowy zestaw wierszy Jakuba Pszoniaka. Prezentacja w ramach projektu „Pierwsza książka”.

WIĘCEJ

Mija mi ja

wywiady / O PISANIU Jakub Pszoniak Krzysztof Sztafa

Rozmowa Krzysztofa Sztafy z Jakubem Pszoniakiem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających almanach Połów. Poetyckie debiuty 2016, który ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

Lux ex Silesia

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających almanach Połów. Poetyckie debiuty 2016, który ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

Historia jednego wiersza: „wtenczas”

recenzje / KOMENTARZE Jakub Pszoniak

Autorski komentarz Jakuba Pszoniaka, towarzyszący premierze książki lorem ipsum, która ukaże się w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

Oko przyłożone do dziurki, którą najpierw trzeba wydrapać (tylko notatki)

recenzje / ESEJE Karol Maliszewski

Recenzja Karola Maliszewskiego, towarzysząca premierze książki lorem ipsum Jakuba Pszoniaka, wydanej w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

lorem ipsum (2)

utwory / zapowiedzi książek Jakub Pszoniak

Fragmenty zapowiadające książkę lorem ipsum Jakuba Pszoniaka, która ukaże się w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

lorem ipsum (1)

utwory / zapowiedzi książek Jakub Pszoniak

Fragmenty zapowiadające książkę lorem ipsum Jakuba Pszoniaka, która ukaże się w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

Oko przyłożone do dziurki, którą najpierw trzeba wydrapać (tylko notatki)

recenzje / ESEJE Karol Maliszewski

Recenzja Karola Maliszewskiego, towarzysząca premierze książki lorem ipsum Jakuba Pszoniaka, wydanej w Biurze Literackim 24 października 2022 roku.

WIĘCEJ

Czterobrygadówka

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz

Impresja Dawida Mateusza na temat zestawu wierszy Katalog ofert Jakuba Sęczyka, laureata 14. edycji „Połowu”.

WIĘCEJ

Przekład wewnętrzny – uwaga wstępna do wierszy Kuby Pszoniaka

recenzje / ESEJE Kacper Bartczak

Komentarz Kacpra Bartczaka do zestawu wierszy Kuby Pszoniaka „Chyba na pewno”. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających almanach Połów. Poetyckie debiuty 2016, który ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ