recenzje / ESEJE

Módl się do zwierząt

Joanna Orska

Recenzja Joanny Orskiej, towarzysząca wydaniu książki Konrada Góry Wojna (pieśni lisów), która ukazała się w Biurze Literackim 19 października 2020 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Poezję Konrada Góry – którą w Wojnie (pieśni lisów) poznajemy w wypracowanym przez autora skrócie – czyta się, jakby powstawała zawsze w poczuciu nieuchronnie nadciągającej albo spełnionej już katastrofy. Nie przypominaliśmy w kontekście jego twórczości o katastrofistach dwudziestolecia międzywojennego, a może znalazłoby się kilka dających się uzasadnić wątków pokrewieństwa. Zawsze dobrze odnaleźć jakieś przesłanki konsolidujące ruchomą, a zarazem przewidywalną przestrzeń krytycznej dyskusji, żeby móc wyruszyć w głąb dyskursu poetyckiego. Warto jednak pamiętać, że nawet jeśli przypomnimy o awangardowo-katastroficznych tradycjach – ponurej wizyjności, skłonności do metaforyzowania konkretu, zaangażowaniu w społeczną rzeczywistość zmierzającą powoli ku wojnie – niekoniecznie sprawimy, że świat, w którym Góra wypowiada się dzisiaj, stanie się mniej skłonny do wywrotki. Zrymowanie niegdysiejszych katastroficznych pejzaży z krajobrazami antropocenu być może spowoduje, że zaśniemy, uspokojeni historycznoliteracką konkluzją. A jednak coś mi mówi, kiedy czytam Wojnę (pieśni lisów), że ta historia nie może szczęśliwie się zakończyć. Z każdej strony, w którą się interpretacyjnie obrócimy, oślepi nas światło jednoznaczności naszych działań: czy to w postaci skutku zaangażowanego tekstu literackiego w urynkowionej rzeczywistości produkowania ciągle nowych książek, czy też tekstu krytycznoliterackiego, podżyrowującego sens istnienia takich poetyckich gestów i możliwość naszej w nich emancypacji.

Bardzo to wszystko katastroficznie zabrzmiało, pozwolę więc sobie zmienić i temat, i zdanie. Uważam, że książka Wojna (pieśni lisów) to potrzebny wybór. Być może nasza rzeczywistość – z natury rzeczy skupiona na recyklingu – przynosi w postaci nowych gatunków artystycznych jakąś odpowiedź na potrzeby, sygnalizowane przez intelektualne dyskusje. Byłyby te gatunki ponad-wierszowe, ponad-poematowe i zakładałyby umiejętność operowania dużymi połaciami własnej twórczości i układania jej w nowe konstelacje. Wojna… jako wybór nie utrzymuje porządku chronologicznego wierszy z poprzednio wydanych książek i chociażby dlatego teksty zupełnie inaczej oświetlają się nawzajem. Co jednak najważniejsze, zostaje zaopatrzona przez autora zaraz na początku w „indeks gatunków”: ułożone alfabetycznie są w nim nazwy zwierząt, które pojawiały się przecież w książkach autora już od samego debiutu (biedronka, gęś, karp, koala…). Zwierzęta stanowiły zawsze istotny element twórczości Konrada Góry, co często dostrzegali jego czytelnicy i czytelniczki – choć nigdy może na taką skalę, jak na przykład Jakub Sęczyk w pracy Wspólnota nagiego życia i postawa bioetyczna w „Requiem dla Saddama Husajna i innych wierszach dla ubogich duchem” Konrada Góry (opublikowanej w czasopiśmie „Idea” 2018, nr 2). Sęczyk bardzo ciekawie wykorzystał kontekst animal studies jako pierwszorzędne odniesienie dla swojej lektury. Tak czy owak, również wcześniej w licznych wypowiedziach krytycznych dawano wyraz świadomości wagi zwierzęcych tematów, choć zazwyczaj podporządkowywano je przecież innym sprawom: biopolitycznym uwarunkowaniom życia i wynikającej z nich społecznej niesprawiedliwości, zaangażowaniu języka czy podmiotu tej poezji oraz tego zaangażowania filozoficznie i lirycznie rozumianym możliwościom. Powiedzieć by się chciało – nic dziwnego. W nieprzedrukowanym w Wojnie… wierszu „Tekst na zamówienie”, pamiętnym ze względu na dopisek „w wypadku tłumaczenia tego tekstu na dowolny język, proszę o przekład terminów Polska i brak Polski na ekwiwalent miejscowy; np. w wypadku tłumaczenia na szwedzki jako Szwecja, brak Szwecji. Tybetańczykom, Kurdom, Baskom itd., bezpaństwowcom, anarchistom, itd., pozostawiam wolny wybór” (Requiem…, s. 41), pojawiają się np. jeże, a ściślej rzecz biorąc „jeż i dwoje małych” (są zresztą także jelenie, pająki [w klaserze] i bażant). Trudno jednak właściwie skupić na nich uwagę wobec innych, otaczających zwierzęta kwestii – poczynając już od tego, jak każdy Polak zareaguje na słowo „Polska” w tekście poetyckim. Zarówno, kiedy przeczytamy: „Jeż i dwoje małych, to w pełni Polska”, jak i wtedy, gdy przełamią tekst słowa: „Jeż i dwoje małych to w pełni brak Polski”, niechybnie, nawet pomimo unieważniającego właściwie konteksty narodowe przypisu autora, słowo to przesłoni wszystkie inne sensy. W ten sam sposób – znowu powiedzieć by się chciało – zawsze coś przysłania nam zwierzęta. Zwykle, chcąc nie chcąc, czytamy bowiem wobec jakichś założonych porządków i hierarchii: najpierw w wierszu widzimy siebie, potem to, czego nauczyliśmy się w szkole, potem to, co wynika z rozmaitych kontekstów naszego czytelniczego zaangażowania, a więc także siebie… A zwierzęta, co świetnie pokazuje Wojna (pieśni lisów), pozostają we wszystkich tych ujęciach zazwyczaj nieme i słabo widoczne; są bowiem po prostu naszymi cichymi towarzyszami. Nawet jeśli w końcu wprost uprzytomniona zostaje ich obecność, najczęściej okazują się jakimś okolicznościowym sztafażem („Bażant, ta kura z turbosprężarką, to Polska”), prezentującym się naszym oczom w sposób urzeczowiony, więc trochę jak truchła na polowaniu.

O zwierzętach pisać jest wyjątkowo trudno, a Góra – tworząc swój indeks gatunków – zwraca uwagę na istotną cechę swojej poezji. Otóż o zwierzętach nigdy się w niej wprost nie wypowiada: pisanie o nich, poza trudnymi do określenia zwierzęco-ludzkimi relacjami, mogłoby stanowić być może wyraz twórczej pychy. A jedno można o autorze Wojny… powiedzieć na pewno. Podmiot, który wykreowany zostaje na przestrzeni jego utworów, jest ‒ podobnie jak zwierzęcy bohaterowie ‒ wycofany i niezawłaszczający. Pojawia się zazwyczaj śladowo (i w postaci śladów); powiedzieć więc by należało, że pozostaje trudny do namierzenia, zidentyfikowania – upolowania. Jednym z ważnych tematów teoretycznej dyskusji, jaka toczy się w studiach nad zwierzęcością, jest rozmowa dotycząca antropocentryczności wszelkich ujęć świata w języku oraz (nie)możliwości uwzględnienia w nim głosu istot określanych jako nieludzkie. Temu właśnie sposobowi myślenia oddaje sprawiedliwość w swoich wierszach mówiący, który przecież swej ludzkości wyzbyć się nie może, ale który przynajmniej decyduje się nie udawać, że panuje nad światem.

Co więcej, można powiedzieć, że wybór 25 utworów zaproponowanych przez autora dla Biura Literackiego, w charakterze książki wydanej w serii bądź co bądź okolicznościowej, złożony został wręcz po to, by uczcić pamięć zwierząt. W jakimś stopniu zasadniczą dla Konrada Góry metodę, jeśli chodzi o najbardziej dotkliwe w jego poezji sprawy, uświadamia poemat Nie – napisany w związku, wobec, ale także jakoś dookoła tragedii w fabryce Rana Plaza, którą ma upamiętniać (w Wojnie… Niepojawia się w formie samego tytułu przywołującego nieobecną całość). Góra w rozmowie przeprowadzonej dla Biura opowiadał Dawidowi Mateuszowi o metodzie poetyckiej Roberta Bly’a w taki sposób: „Bly chodził czy jeszcze chodzi do lasu, na jakieś pustkowia, i tam zajmuje się faktycznie obserwacją; jeśli wyłapie jakieś wydarzenie – przebiegającą wiewiórkę, lot szyszki, wyraźne przejście pory dnia – to w nagrodę daje sobie prawo do napisania fragmentu wiersza, powiedzmy zwrotki”. Poeta przytacza potem własne Blyowskie przygody; poznajemy historię leśnych wycieczek, pomieszkiwania tu i tam, a w końcu także przyjaźni z pewnym szczurem w pracowni w poznańskiej piwnicy od:Zysku (którego to szczura, Kajzera, w końcu zresztą zabija pies o imieniu Jezus). I już wiemy, do czego prowadzi podobna metodologia twórcza. Sensy wydarzeń wcale nie muszą się zbierać w spójne historie, a tylko jakoś się ze sobą „rymują”. Na tej samej zasadzie – jak mówi Góra z kolei Annie Adamowicz – poszukiwanie dystychu, tym razem szczęśliwe, może sprowadzić na świat dwie dorodne kanie. Kalendarz majów zadedykowany został świniom: „Materię danego tu tekstu autor kobiercem kładzie przed świnie nasze, słowackie, polskie, czeskie, tak dzikie, jak i stłoczone po chlewniach, w haniebny rok wybicia” – cierpienie zwierząt jednak nie wykracza w tej książce ponad czy poza zwykłe cierpienia innego życia lub żyć, które poeta w swoich tekstach próbuje uczcić i upamiętnić. Cierpienie tak zwierząt, jak i ludzi – najczęściej przejawiających się w tej poezji równie nieludzko – pozostaje przywołane we fragmencie ballady czy kołysanki, baśniowej alegorii markującej swoją straszność zbiegami poetyckich skojarzeń. Zostaje utrwalone poprzez rytmizację formy, tak jakby mówiący obawiał się w gruncie rzeczy dotknąć go zbyt bezpośrednio – jakby lepiej było je raczej „otańczyć”. Rzadko zdarzają się takie walące obuchem w wrażliwość czytelnika teksty, jak „Matki Boskiej Rzeźnej” czy tekst bez tytułu (a raczej zatytułowany samym cudzysłowem): „Żyję któryś rok/ w państwie zmarłych/ ale przeraził mnie dopiero wrak psa” (s. 21).Częściej chodzi o to, żeby najdelikatniej dotknąć dystychem nieszczęśliwego wypadku szczura Kajzera – nieumyślnej ofiary psa o imieniu Jezus, ale też jednocześnie wypowiedzieć całą prawdę tego spotkania; oddać mu sprawiedliwość.

Konrad Góra to chyba jeden z niewielu znanych mi poetów, który tak całkowicie ufa językowi – i który jednocześnie wydaje się przekonany, że język niekoniecznie jest ludzki na wyłączność. Nawet precyzyjne dystychy, tornady, vilanelle stanowią wytwory przyrody, skoro pojawiają się metodą Blyowską – przychodzą z zewnątrz. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że powstają jako zapis jej regularności, tak jak to było w pismach romantyków. Jedną z tez w dyskusji nad możliwościami przekroczenia naszego „gatunkowizmu” w studiach nad zwierzętami jest twierdzenie o rzeczywistej nieludzkości języka. Ostatecznie w jakimś sensie także język stanowi wytwór biologii i chemii, nie byłby więc tak bardzo różny od krwi, mięsa, chleba czy rosnących w lesie grzybów. Góra, kiedy pisze o zwierzętach, zawsze mówi o nich na marginesie. Częściej pozostają nośnikami metafory, stanowią element idiomatycznych sformułowań codziennej mowy, przychodzą do wiersza przywiedzione ze zwierzęcej bajki albo funkcjonują jako mniej ważny element krajobrazu – tak jak trafiający się w mieście gołąb albo szczur, tak jak wypełniający sobą świat, ale jednocześnie niewidoczny pasożyt, jak pies albo kot mieszczące się w kadrze tylko dlatego, że można do nich porównać człowieka. Często też zwierzęta u Góry stają się bohaterami wiersza dopiero kiedy są martwe – tak jakby dopiero wtedy można je było dobrze zobaczyć. Jednocześnie właściwe dla tej poezji jest, że sami ludzie przedstawiani są w nader nieludzki sposób; ich reprezentacje na rozmaite sposoby mieszają się ze zwierzęcymi i podobnie wsiąkają w urzeczowione przedstawienia świata. Bywa tak dlatego, że żyją w nieludzkich warunkach, albo dlatego, że na różne sposoby przypominają zwierzęta – przez krew, mięso, głód lub perspektywę marnej śmierci.

Trudno byłoby wejść w rozmowę o całości tekstów składających się na Wojnę… – właściwie każdy wiersz wyjęty jest z innego tomu i bardzo rzadko zdarza się, by sąsiadowały ze sobą teksty z tej samej książki (choć najwięcej chyba jest jednak wierszy z Requiem…). Jeśli kompozycja tomów wydawała się wcześniej poddana zamysłowi autorskiemu, ten wybór wygląda jak nowa powierzchnia z na nowo dopasowywanych do siebie części. Może być i tak, że indeks zwierząt to jedynie pretekst do jej złożenia, a może także chęć uczynienia jednym, autorskim gestem z tych bohaterów drugoplanowych (albo trzecio-, czwartoplanowych) bohaterów pierwszego planu. Jednak najciekawsze okazuje się właśnie efekt tego eksperymentu na sobie: Wojna… zmusza nad do ciągłego roztrząsanie granic ludzkiego i nieludzkiego w każdym kolejnym tekście i od nowa.

O AUTORZE

Joanna Orska

Urodzona w 1973 roku. Krytyk i historyk literatury. Recenzje i artykuły publikuje w "Odrze", "Nowych Książkach", "Studium". Autorka książek: Przełom awangardowy w dwudziestowiecznym modernizmie w Polsce, Liryczne narracje. Nowe tendencje w poezji polskiej 1989-2006, Republika poetów. Poetyckość i polityczność w krytycznej praktyce, Performatywy. Składnia/retoryka, gatunki i programy poetyckiego konstruktywizmu oraz wspólnie z Andrzejem Sosnowskim antologii Awangarda jest rewolucyjna albo nie ma jej wcale. Jest pracownikiem naukowym w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Mieszka we Wrocławiu.

powiązania

Mordercze ballady

nagrania / Stacja Literatura Joanna Orska Karol Maliszewski Marta Podgórnik

Spotkanie wokół książki Mordercze ballady Marty Podgórnik z udziałem Marty Podgórnik, Joanny Orskiej i Karola Maliszewskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.

WIĘCEJ

Poetyckie książki trzydziestolecia

nagrania / Stacja Literatura Anna Kałuża Jakub Skurtys Joanna Mueller Joanna Orska Karol Maliszewski

Spotkanie z udziałem Anny Kałuży, Karola Maliszewskiego, Joanny Mueller, Joanny Orskiej oraz Jakuba Skurtysa w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.

WIĘCEJ

Co sygnalizuje wąż?

recenzje / ESEJE Joanna Orska

Recenzja Joanny Orskiej, towarzysząca wydaniu książki Miroljuba Todorovicia świnia jest najlepszym pływakiem, w tłumaczeniu Kingi Siewior i Jakuba Kornhausera, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 23 marca 2020 roku.

WIĘCEJ

Makijaż zaczyna się od demakijażu

wywiady / O KSIĄŻCE Jerzy Jarniewicz Joanna Orska

Rozmowa Joanny Orskiej z Jerzym Jarniewiczem, opublikowana w cyklu prezentacji najciekawszych archiwalnych tekstów z dwudziestopięciolecia festiwalu Stacja Literatura.

WIĘCEJ

Poezja może mniej niż serial na Netflixie

recenzje / ESEJE Joanna Orska

Recenzja Joanny Orskiej książki Kalendarz majów Konrada Góry, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 14 maja 2019 roku.

WIĘCEJ

Pozytywki i marienbadki

nagrania / Między wierszami Andrzej Sosnowski Anna Kałuża Jacek Gutorow Joanna Orska Kamil Zając Piotr Śliwiński Wojciech Bonowicz

O twórczości Andrzeja Sosnowskiego wypowiadają się Wojciech Bonowicz, Jacek Gutorow, Anna Kałuża, Joanna Orska, Piotr Śliwiński, Kamil Zając.

WIĘCEJ

O poezji (i krytyce) zaangażowanej

recenzje / ESEJE Joanna Orska

Recenzja Joanny Orskiej, towarzysząca premierze antologii Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, wydanej w Biurze Literackim 20 września 2016 roku, a w wersji elektronicznej 18 grudnia 2017 roku.

WIĘCEJ

Podróż sentymentalna

recenzje / ESEJE Joanna Orska

Recenzja Joanny Orskiej z książki W Marcina Sendeckiego, wydanej w Biurze Literackim w wersji papierowej 27 grudnia 2016 roku, a w wersji elektronicznej 3 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ

Maszyny Sosnowskiego

recenzje / ESEJE Joanna Orska

Recenzja Joanny Orskiej towarzysząca premierze książki Dom ran Andrzeja Sosnowskiego, która ukazała się w Biurze Literackim 9 lutego 2015 roku.

WIĘCEJ

O składnię wiersza polskiego

debaty / ANKIETY I PODSUMOWANIA Joanna Orska

Głos Joanny Orskiej w debacie „Formy zaangażowania”, towarzyszącej premierze antologii Zebrało się śliny, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

Czasu jest mało

wywiady / O KSIĄŻCE Aleksander Trojanowski Jakub Sęczyk Konrad Góra

Rozmowa Aleksandra Trojanowskiego i Jakuba Sęczyka z Konradem Górą, towarzysząca wydaniu książki Konrada Góry Wojna (pieśni lisów), która ukazała się w Biurze Literackim 29 października 2020 roku.

WIĘCEJ

Schyłkiem przedwiośnia dziewięćdziesiątego czwartego

recenzje / KOMENTARZE Konrad Góra

Autorski komentarz Konrada Góry, towarzyszący wydaniu książki Wojna (pieśni lisów), która ukazała się w Biurze Literackim 19 października 2020 roku.

WIĘCEJ