książki / PROZA

Jill

Jacek Dehnel

Joanna Przasnyska-Błachnio

Philip Larkin

Fragmenty książki Jill Philipa Larkina w tłumaczeniu Joanny Przasnyskiej-Błachnio, wydanej w Biurze Literackim 8 września 2026 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Ta opo­wieść roz­gry­wa się głów­nie pod­czas try­me­stru jesien­ne­go 1940 roku na Uni­wer­sy­te­cie Oxfordz­kim. Czas i miej­sce są prze­waż­nie praw­dzi­we, ale posta­cie – fik­cyj­ne. Jako że histo­ria, choć dłu­ga, pozo­sta­je w isto­cie skrom­nym opo­wia­da­niem, zre­zy­gno­wa­no z wyod­ręb­nia­nia roz­dzia­łów, gdzie­nie­gdzie wpro­wa­dza­jąc jedy­nie świa­tło.

* * *

John Kemp sie­dział w kącie puste­go prze­dzia­łu pocią­gu poko­nu­ją­ce­go ostat­ni odci­nek tra­sy do Oxfor­du. Docho­dzi­ła czwar­ta, w czwart­ko­we popo­łu­dnie w poło­wie paź­dzier­ni­ka, i powie­trze zaczę­ło już gęst­nieć – jak zwy­kle jesie­nią, nim zapad­nie zmrok. Nie­bo stę­ża­ło od nie­prze­nik­nio­nych chmur. Gdy pozo­sta­wi­li za sobą gazo­me­try, wago­ny towa­ro­we i osma­lo­ne wia­duk­ty Ban­bu­ry, wyj­rzał na pola i zwró­cił uwa­gę na prze­su­wa­ją­ce się bły­ska­wicz­nie kępy drzew. Każ­dy więd­ną­cy liść miał swój wła­sny odcień, od naj­bled­szej ochry nie­mal po fio­let. Dzię­ki temu każ­de drze­wo wyróż­nia­ło się spo­śród innych, jak na wio­snę. Żywo­pło­ty wciąż były zie­lo­ne, ale list­ki wple­cio­nych w nie powo­jów nabra­ły nie­zdro­wej żół­tej bar­wy i z dale­ka wyglą­da­ły jak póź­ne kwia­ty. Nie­wiel­kie odno­gi rzek wiły się wśród poro­słych wierz­ba­mi łąk, tak że ich powierzch­nia zasy­pa­na była liść­mi. Brze­gi były spię­te pusty­mi kład­ka­mi.

Wszyst­ko wyglą­da­ło na zim­ne i opusz­czo­ne. Na szy­bach wago­nów wciąż wid­nia­ły nie­bie­ska­we zawi­ja­sy – śla­dy ircho­wych myjek – więc zajął się oglą­da­niem prze­dzia­łu. Z pąso­wych sie­dzeń wago­nu trze­ciej kla­sy uno­si­ły się zapa­chy kurzu, loko­mo­ty­wy i tyto­niu, ale powie­trze było cie­płe. Z prze­ciw­le­głej ścia­ny spo­glą­da­ły na nie­go foto­gra­fie Portmadoc1 i zam­ku w Dartmouth2. Był drob­nym osiem­na­sto­let­nim chłop­cem o bla­dej twa­rzy i mięk­kich jasnych wło­sach, dzie­cin­nie zacze­sa­nych z lewej stro­ny na pra­wą. Oparł się o sie­dze­nie, wypro­sto­wał nogi, a dło­nie wci­snął głę­bo­ko w kie­sze­nie tanie­go nie­bie­skie­go płasz­cza. Kla­py wywi­nę­ły się na zewnątrz, a od guzi­ków cią­gnę­ły się zagnie­ce­nia. Jego szczu­pła twarz robi­ła wra­że­nie ścią­gnię­tej, wokół ust cza­iło się napię­cie, a na czo­le utrzy­my­wa­ła nie­wiel­ka zmarszcz­ka. Całej jego powierz­chow­no­ści bra­ko­wa­ło bla­sku i buj­no­ści. Tyl­ko jedwa­bi­ste wło­sy, mięk­kie jak puch ostu, mogły stwa­rzać wra­że­nie, że jest ład­ny.

Cały dzień spę­dził w podró­ży i był głod­ny, gdyż wła­ści­wie nie jadł lun­chu. Kie­dy tego ran­ka wyru­szał z domu w Lan­ca­shi­re, miał w kie­sze­niach dwie paczusz­ki z kanap­ka­mi, któ­re mat­ka przy­go­to­wa­ła poprzed­nie­go wie­czo­ra. Kanap­ki z jaj­kiem były zawi­nię­te w bia­ły papier, a kanap­ki z szyn­ką w brą­zo­wy – każ­da prze­wią­za­na sznur­kiem, porząd­nie, ale nie za moc­no. Jed­nak za kwa­drans pierw­sza sie­dział w wypeł­nio­nym prze­dzia­le, bez per­spek­ty­wy prze­siad­ki przez naj­bliż­sze pięć­dzie­siąt minut – a ponie­waż bał się jeść przy obcych, z nie­po­ko­jem spo­glą­dał na współ­pa­sa­że­rów, chcąc się prze­ko­nać, czy oni tak­że wyj­mą jedze­nie. Nic na to nie wska­zy­wa­ło. Jeden z męż­czyzn prze­pchnął się do wyj­ścia i poszedł zjeść lunch w wago­nie restau­ra­cyj­nym, ale pozo­sta­li – dwie star­sze panie, pięk­na dziew­czy­na oraz duchow­ny, któ­ry czy­tał książ­kę i robił w niej zapi­ski – spo­koj­nie sie­dzie­li na miej­scach. John nie podró­żo­wał dotąd zbyt czę­sto i z tego, co wie­dział, jedze­nie w prze­dzia­le to prze­jaw złych manier. Pró­bo­wał czy­tać. Ale o pierw­szej, zde­spe­ro­wa­ny, prze­mknął do łazien­ki, zary­glo­wał drzwi i zdą­żył połknąć kil­ka kana­pek, zanim wście­kłe łomo­ta­nie do drzwi spra­wi­ło, że wypchnął resz­tę przez wywietrz­nik, hała­śli­wie i bez potrze­by spu­ścił wodę w klo­ze­cie, po czym wró­cił na swo­je miej­sce. Zupeł­nie jak­by jego powrót był umó­wio­nym sygna­łem, niż­sza i grub­sza ze star­szych pań rzu­ci­ła z zado­wo­le­niem: „No!” i wyję­ła skó­rza­ną tor­bę na zaku­py, z któ­rej wydo­by­ła: ser­wet­ki, paczusz­ki z kanap­ka­mi, małe ciast­ka z owo­ca­mi i ter­mos, po czym obie zaczę­ły jeść – zro­bił się z tego mały pik­nik. Tym­cza­sem pięk­na dziew­czy­na wycią­gnę­ła zwy­kłe buł­ki z serem zawi­nię­te w sre­ber­ko, nawet sta­ry duchow­ny wkru­szał sobie do ust her­bat­ni­ki, z chust­ką do nosa wetknię­tą za kolo­rat­kę. John led­wie śmiał oddy­chać. Czuł, że star­sze panie wymie­nia­ją spoj­rze­nia; sie­dział zgnę­bio­ny i prze­wra­cał stro­ny Snu nocy let­niej, cze­ka­jąc na to, co, jak wie­dział, musi nastą­pić: chwi­lę, gdy któ­reś ze współ­pa­sa­że­rów lito­ści­wie zapro­po­nu­je, żeby się poczę­sto­wał. I rze­czy­wi­ście – po pię­ciu minu­tach poczuł trą­ce­nie łok­ciem i zoba­czył, że niż­sza i grub­sza z pań wychy­la się ku nie­mu z owi­nię­tą w ser­wet­kę paczusz­ką. Kobie­ta mia­ła zaró­żo­wio­ną twarz i obna­ża­ła w uśmie­chu sztucz­ne zęby.

– Może miał­byś ocho­tę na kanap­kę, chłop­cze?

Stu­kot pocią­gu czę­ścio­wo zagłu­szał jej sło­wa, ale gest był wymow­ny.

– Hm… nie, dzię­ku­ję… to bar­dzo miło z pani stro­ny… nie, dzię­ku­ję… ja…

Nie mógł prze­cież tłu­ma­czyć, że swój lunch wyrzu­cił przez okno ubi­ka­cji; tym­cza­sem pani nadal trzy­ma­ła przed nim zawi­niąt­ko, potrzą­sa­jąc nim zde­cy­do­wa­nie.

– Śmia­ło, chłop­cze… w bród… będziesz głod­ny…

Pod beżo­wym płasz­czem podróż­nym mia­ła kre­mo­wą bluz­kę z koł­nie­rzy­kiem spię­tym sta­lo­wą brosz­ką.

Ponie­waż John nadal za pomo­cą gestów i słów dawał do zro­zu­mie­nia, że to bar­dzo miło z jej stro­ny, ale napraw­dę dzię­ku­je, scho­wa­ła kanap­ki i otwo­rzy­ła toreb­kę.

– Nie jest ci sła­bo, praw­da? – Pulch­ną dło­nią gme­ra­ła pośród listów i klu­czy; trą­ci­ła też chu­s­tecz­kę pach­ną­cą lawen­dą i bute­lecz­kę table­tek. – Jeśli boli cię gło­wa, mam sole trzeź­wią­ce… połóż się…

Ale on już wziął kanap­kę, wszyst­ko bowiem było­by lep­sze, niż zostać spry­ska­nym wodą koloń­ską albo zmu­szo­nym do sie­dze­nia przy otwar­tym oknie. Pięk­na dziew­czy­na wpa­try­wa­ła się w nie­go z roz­ba­wie­niem, obli­zu­jąc koń­ce pal­ców; nawet duchow­ny, któ­ry obie­rał sza­rą rene­tę srebr­nym scy­zo­ry­kiem, prze­rwał, by rzu­cić mu weso­łe spoj­rze­nie. W koń­cu John był zmu­szo­ny przy­jąć nie tyl­ko trzy kanap­ki od pań, ale rów­nież kawa­łek cia­sta od dziew­czy­ny i ćwiart­kę jabł­ka od duchow­ne­go. Sie­dział zupeł­nie upo­ko­rzo­ny i żuł – z ocza­mi wbi­ty­mi w brud­ną pod­ło­gę.

Zatem teraz, czte­ry godzi­ny póź­niej, był głod­ny, ale tak bli­ski koń­ca podró­ży, że nie­po­kój odbie­rał mu ocho­tę na jedze­nie. A pociąg zda­wał się przy­spie­szać, prąc naprzód z ryt­micz­nym stu­ko­tem – jak gdy­by wie­dział, że zbli­ża się do celu jego podró­ży. John wyj­rzał przez okno i dostrzegł męż­czy­znę wycho­dzą­ce­go w pole ze strzel­bą, dwa konie przy furt­ce – a teraz przy linii kole­jo­wej poja­wi­ły się kanał i rzę­dy domów. Wstał i patrzył na zbli­ża­ją­ce się mia­sto poprzez dział­ki, przy­do­mo­we ogród­ki i ster­ty węgla pokry­te opa­dły­mi liść­mi. Czer­wo­ne cegla­ne mury lśni­ły przy­tłu­mio­nym cie­płem, któ­re kie­dy indziej mógł­by podzi­wiać. Teraz był zbyt zde­ner­wo­wa­ny. Pociąg łomo­tał, mija­jąc żela­zne mosty, pola kapu­sty i fabry­kę z wyma­lo­wa­nym, wiel­kim, bia­łym napi­sem, któ­re­go nawet nie prze­czy­tał; dym bru­dził nie­bo; pociąg gwał­tow­nie prze­chy­lał się na kolej­nych zwrot­ni­cach. Nastaw­nia. Pręd­kość zda­wa­ła się zwięk­szać, gdy mknę­li w kie­run­ku dwor­ca sze­ro­kim łukiem, mię­dzy mnó­stwem wago­nów, wśród któ­rych John dostrzegł i taki ze swo­ich stron. Potem zada­szo­ny peron z oka­pa­mi, głu­che krzy­ki, zwal­nia­ją­ce twa­rze, kie­dy on z mozo­łem ścią­gał z pół­ki cięż­ką waliz­kę, dygot hamo­wa­nia i kłę­by pary.

– Oxford! Oxford! – krzy­czał baga­żo­wy, idąc wzdłuż całe­go pero­nu, gdyż wszyst­kie tabli­ce z nazwa­mi miej­sco­wo­ści zosta­ły zdję­te na czas woj­ny. John wysiadł.

* * *

Gdy słu­żą­cy zbu­dził ich o wpół do ósmej następ­ne­go ran­ka, John nie spał już od bli­sko dwóch godzin i leżał w łóż­ku, słu­cha­jąc popi­ski­wa­nia kółek pod mebla­mi oraz powra­ca­ją­ce­go i odda­la­ją­ce­go się odgło­su fro­ter­ki do dywa­nów, w mia­rę jak słu­żą­cy sprzą­tał w salo­nie, a wcze­śniej zupeł­nie nicze­go, prócz dale­kie­go pia­nia kogu­ta, gdy świa­tło stop­nio­wo nasy­ca­ło brze­gi okien­nic. Ana­li­zo­wał w myślach wszyst­ko, co wyda­rzy­ło się poprzed­nie­go dnia, bo, w porów­na­niu z inny­mi wspo­mnie­nia­mi, było to zdu­mie­wa­ją­co żywe – dotych­cza­so­we życie zda­wa­ło mu się nic nie­zna­czą­cą, prze­lot­ną myślą. Widok wła­snych ubrań na krze­śle przy­gnę­bił go, a cięż­ki oddech i odgło­sy chra­pa­nia docho­dzą­ce z łóż­ka Chri­sto­phe­ra wzbu­dzi­ły lęk. Nie miał wię­cej ocho­ty na to nowe życie. Już oba­wiał się tego, co mia­ło nastą­pić: bał się ofi­cjal­ne­go budze­nia, bał się śnia­da­nia – bał się wszyst­kie­go, co go jesz­cze cze­ka­ło, w porów­na­niu z bła­host­ką, jaką były dotych­cza­so­we doświad­cze­nia. O ileż przy­jem­niej było­by wró­cić – nawet jeśli prze­szłość zda­wa­ła się teraz nie­wy­raź­na i mrocz­na. Przy­cho­dzi­ło mu na myśl jed­no jedy­ne wspo­mnie­nie, sprzed wie­lu mie­się­cy. Tam­te­go popo­łu­dnia mat­ka wyszła do leka­rza i zosta­wi­ła mu jaj­ko, któ­re miał sobie ugo­to­wać na pod­wie­czo­rek; poło­żył jaj­ko na kuchen­nym sto­le i zaczął szu­kać ron­dla, ale zanim zdą­żył temu zapo­biec, jaj­ko sto­czy­ło się ze sto­łu i roz­bi­ło na cegla­nej pod­ło­dze.

Ale gdy słu­żą­cy zdjął zaciem­nie­nie, a John wstał, umył się w zim­nej wodzie i ubrał, jego lęk zelżał nie­co, więc spoj­rzał nie­pew­nie na łóż­ko, w któ­rym spał Chri­sto­pher War­ner. War­ner jesz­cze się nie obu­dził: wciąż leżał w głę­bo­kim śnie, z otwar­ty­mi usta­mi, potar­ga­ny­mi czar­ny­mi wło­sa­mi, z gru­bą szcze­ci­ną na szczę­ce. Sto­jąc przy nim, John wyraź­nie czuł stę­chły zapach piwa, a Chri­sto­pher był do sie­bie tak nie­po­dob­ny, że John nie mógł oprzeć się wra­że­niu, że zawar­ta zeszłe­go wie­czo­ra zna­jo­mość to tyl­ko złu­dze­nie, a to jest zupeł­nie obcy czło­wiek. Czy powi­nien go obu­dzić? Zawa­hał się, czuł się nie­zręcz­nie; w myślach już sły­szał, jak Chri­sto­pher War­ner pyta ostrym gło­sem: „Dla­cze­go, u dia­bła, nie obu­dzi­łeś mnie na śnia­da­nie?”.

– War­ner – powie­dział nie­śmia­ło.

Żad­nej odpo­wie­dzi.

– Hm… War­ner – powtó­rzył i nie­pew­nie dotknął jego ramie­nia. – Obudź się.

Kształt na łóż­ku poru­szył się wol­no. Chri­sto­pher chrząk­nął. Zamknął usta, otwo­rzył oczy i usi­ło­wał pod­nieść rękę, by je prze­trzeć.

– Co? Aaaa.… a. Któ­ra godzi­na?

– Nie… nie wiem. Chy­ba zaraz będzie śnia­da­nie.

Chri­sto­pher wpa­try­wał się w zega­rek, któ­ry wciąż miał na ręku, i po chwi­li zasta­no­wie­nia zaczął go nakrę­cać, jak gdy­by ukła­da­jąc w myślach odpo­wiedź.

– Dzię­ki. Nie wsta­nę na śnia­da­nie.

– Aha. Hm. Prze­pra­szam…

– Nie szko­dzi! – rzekł Chri­sto­pher uspo­ka­ja­ją­co i odwró­cił się twa­rzą do ścia­ny. John tym­cza­sem wyco­fał się dys­kret­nie, czer­wie­niąc się na myśl o wła­snej głu­po­cie.

Śnia­da­nie zjadł w gro­nie nie­śmia­łych sty­pen­dy­stów pierw­sze­go roku; do niko­go się nie odzy­wał. Nie wie­dzieć cze­mu, nie mógł ode­rwać wzro­ku od Patric­ka Dowlin­ga, któ­ry tak­że był sty­pen­dy­stą, ale sie­dział przy innym sto­le, ubra­ny w ele­ganc­ki, skro­jo­ny na lon­dyń­ską modłę gar­ni­tur, i gdy ich spoj­rze­nia przy­pad­kiem się spo­tka­ły, nie odwza­jem­nił pół­u­śmie­chu Joh­na.

Po śnia­da­niu John zaniósł swo­ją ksią­żecz­kę z kart­ka­mi na żyw­ność do Kwe­stu­ry, prze­glą­dał tabli­cę ogło­szeń tak dłu­go, aż zna­lazł wia­do­mość, któ­ra go doty­czy­ła, po czym wró­cił do swo­je­go poko­ju. Chri­sto­pher zdą­żył się już obu­dzić, cho­ciaż dalej leżał w łóż­ku.

– To ty, Kemp? – zawo­łał. – Któ­ra jest teraz godzi­na?

– Hm. Koło dzie­wią­tej.

– Zega­rek mi sta­nął. Podał­byś mi szklan­kę wody?

– Tak, oczy­wi­ście…

John napeł­nił szklan­kę do płu­ka­nia zębów i podał współ­lo­ka­to­ro­wi.

– Dzię­ki. – Chri­sto­pher pił, marsz­cząc czo­ło. – O, już lepiej. Pusz­cza­łem w nocy pawia?

– Hm. Co pro…?

– Pusz­cza­łem pawia? Wymio­to­wa­łem?

– Tak… hm… owszem.

– Tak myśla­łem. – Chri­sto­pher oddał Joh­no­wi pustą szklan­kę i przez chwi­lę leżał w mil­cze­niu. – Koło wpół do dzie­sią­tej poszli­śmy do pubu i zamó­wi­łem parę piw. Star­czy­ło, że spró­bo­wa­łem łyka, i mówię: „Eddy, to piwo to sikacz”. On przy­znał mi rację. I ja mówię: „Po takim sika­czu zawsze pusz­czam pawia”. Cie­ka­we, jak jemu poszło. – Z rezy­gna­cją zaci­snął usta, a potem ziew­nął. – Mówi­łeś, że któ­ra godzi­na?

– Koło dzie­wią­tej.

– O Boże!

Łóż­ko zaskrzy­pia­ło, gdy Chri­sto­pher usiadł na brze­gu; jego sto­py nie­za­leż­nie od sie­bie poszu­ki­wa­ły kap­ci, a jed­ną ręką dra­pał się po ciem­nej czu­pry­nie. Łagod­ność Chri­sto­phe­ra doda­ła Joh­no­wi otu­chy i wró­cił do dru­gie­go poko­ju, gdzie w komin­ku lśnił moc­ny ogień, a na wytar­ty dywan pada­ło kil­ka smug sło­necz­ne­go świa­tła.

– Musi­my… hm… musi­my dziś przed połu­dniem spo­tkać się z tuto­rem.

– Co?

– Ja… jest ogło­sze­nie… Musi­my spo­tkać się z tuto­rem.

– Dia­bli nada­li! Kie­dy?

Joh­no­wi zda­wa­ło się, że Chri­sto­pher zapy­tał „gdzie?”, i odparł:

– W jego miesz­ka­niu, o jede­na­stej.

– Jestem umó­wio­ny o jede­na­stej.

Kie­dy Chri­sto­pher wyszedł z sypial­ni, miał na sobie szkar­łat­ny szla­frok i palił papie­ro­sa. Pod­szedł do ognia i przed nim kuc­nął.

– Szlag, w ogó­le mi to nie na rękę. Wiesz, gdzie on miesz­ka?

– Nie wiem… Gdzieś w college’u.

– No, ja myślę! Nie mam zamia­ru bie­gać za nim po mie­ście.

– Jeste­śmy jedy­ny­mi stu­den­ta­mi pierw­sze­go roku angli­sty­ki –powie­dział John, prze­cze­sał wło­sy nie­obec­nym gestem i spoj­rzał na pale­ni­sko. Chri­sto­pher nie zwra­cał na to uwa­gi; oparł się wresz­cie wygod­nie na sofie i dopa­lił papie­ro­sa. Po chwi­li zapa­lił kolej­ne­go i wyszedł z poko­ju, zabraw­szy ze sobą ręcz­nik i przy­bo­ry do gole­nia. Gdy zatrza­ski­wał za sobą drzwi, zaczął ryczeć teatral­ną pio­sen­kę: Patrz­cie go, jak w Par­la­men­cie usta­wy uchwa­la, ban­dy­tów ści­ga tam…13, któ­ra ponio­sła się echem po kruż­gan­kach, dopó­ki nie zagłu­szy­ły jej inne dźwię­ki.

* * *

Naresz­cie się wyspał; obu­dził się rano i przez jakieś pięć sekund leżał, zasta­na­wia­jąc się, o czym ma pamię­tać, aż sobie przy­po­mniał. Zupeł­nie jak­by świat leżał w ciszy, jak orkie­stra pod roz­po­star­ty­mi ramio­na­mi dyry­gen­ta. Moment przy­po­mnie­nia wpra­wił w drże­nie każ­dy nerw jego cia­ła, podob­nie jak gest dyry­gen­ta wpra­wia w ruch set­kę smycz­ków. Przez jed­ną nie­zwy­kłą, ulot­ną sekun­dę Joh­no­wi zda­wa­ło się, że wie, jak czu­je się pan­na mło­da ran­kiem w dniu ślu­bu.

Przy wsta­wa­niu bar­dzo uważ­nie obser­wo­wał twarz Chri­sto­phe­ra. Jeże­li Eddy i Patrick roz­gło­si­li spro­śną wieść, wolał­by spę­dzić ten dzień dwa­dzie­ścia kilo­me­trów stąd. Ale Chri­sto­pher nie powie­dział nic, co moż­na by odczy­tać jako alu­zję do obie­ca­nej wizy­ty Jill. Z pew­no­ścią spę­dził poprzed­ni wie­czór w towa­rzy­stwie Eddy’ego, ale gdy tak sie­dział, nie­co przy­gnę­bio­ny, w szla­fro­ku, z ręcz­ni­kiem na ramio­nach jak u fry­zje­ra, powie­dział tyl­ko, że spo­tka­li bar­dzo cie­ka­we­go czło­wie­ka, któ­ry zaj­mu­je się napra­wą orga­nów. John wło­żył więc naj­lep­sze ubra­nie – to zna­czy gar­ni­tur, czy­stą koszu­lę i musz­kę. Wło­sy pokrył cien­ką war­stwą poma­dy, żeby móc łatwiej zazna­czyć prze­dzia­łek. Natych­miast stwier­dził, że jest nie­za­do­wo­lo­ny z efek­tu, roze­brał się więc i poszedł pod prysz­nic umyć gło­wę.

Znów była sobo­ta: zabie­ga­na, ale i peł­na przy­jem­no­ści. Mia­sto było weso­łe jak śród­lą­do­we kąpie­li­sko. Słoń­ce gła­ska­ło zabyt­ko­we budyn­ki, a dachy tych, do któ­rych świa­tło sło­necz­ne jesz­cze nie dotar­ło, pokry­wa­ła szadź. Gdy oko­ło dzie­sią­tej John wycho­dził z college’u, by kupić coś na pod­wie­czo­rek, wyda­wa­ło się nie­moż­li­we, by w takim dniu komu­kol­wiek bra­ko­wa­ło pię­ciu fun­tów czy pię­ciu minut; nie­moż­li­we, by wejść do naj­bliż­szej kawiar­ni i nie spo­tkać tam mnó­stwa naj­lep­szych przy­ja­ciół. Roz­glą­dał się po zatło­czo­nych skle­pach. Tu kupił parę owo­co­wych tart, tam bułecz­kę z dże­mem i bisz­kopt nadzie­wa­ny dże­mem, jesz­cze gdzie indziej cia­sto z owo­ca­mi. Niósł je z wiel­ką ostroż­no­ścią i bacz­nie obser­wo­wał, czy na nowych, czy­stych tor­bach nie poja­wi­ła się pla­ma: znak, że dżem wydo­sta­je się na zewnątrz. Naj­szyb­ciej, jak mógł, zaniósł kupio­ne słod­ko­ści z powro­tem do poko­ju i roz­ło­żył je na taler­zach. Wła­śnie przy­nie­sio­no codzien­ne pół litra mle­ka – John posta­wił butel­kę w głę­bi kre­den­su, razem ze słod­ko­ścia­mi.

Zauwa­żył teraz, że po umy­ciu wło­sy sta­ły się sta­now­czo zbyt puszy­ste. Wziął grze­bień, poma­dę i spę­dził jakiś czas przed lustrem w sypial­ni; wcie­rał poma­dę kro­pla po kro­pli w ząb­ki grze­bie­nia, usi­łu­jąc ją rów­no­mier­nie roz­pro­wa­dzić. Wło­sy wyglą­da­ły dzię­ki temu nie­co lepiej, ale wciąż nie był zado­wo­lo­ny, nie mógł jed­nak zro­bić nic wię­cej. Wyszedł po raz dru­gi, w poszu­ki­wa­niu rzod­kie­wek i sała­ty, któ­re zauwa­żył, cho­dząc po skle­pach, i przy­szło mu na myśl, że będą przy­jem­nie kon­tra­sto­wać z kupio­ny­mi wła­śnie słod­ko­ścia­mi.

Naj­lep­szym po temu miej­scem był targ, bru­ko­wa­ny, nakry­ty szkla­nym dachem labi­rynt pełen pro­wi­zo­rycz­nych stra­ga­nów, któ­ry mie­ścił się w samym ser­cu mia­sta. John odwie­dzał go już kil­ka­krot­nie i odkrył, że wejść tam z uli­cy to jak­by wkro­czyć do nie­spo­dzie­wa­nie inne­go świa­ta – świa­ta, któ­ry mu się podo­bał. Pach­nia­ło tam chry­zan­te­ma­mi i jarzy­na­mi; na kamien­nych pły­tach wokół skle­pów rzeź­nic­kich wszę­dzie roz­sy­pa­ne były tro­ci­ny, świa­tło nagich żaró­wek pada­ło na skrzyn­ki z owo­ca­mi, a woda z kałuż powo­li spły­wa­ła do odpły­wów i wysy­cha­ła, jak­by targ mniej wię­cej co godzi­nę spłu­ki­wa­no wodą z ogro­do­we­go węża. O tej porze kobie­ty tkwi­ły w kolej­kach po mię­so, ubra­ne zwy­czaj­nie, z koszy­ka­mi w dło­niach. Sta­ły na roz­sta­wio­nych nogach, roz­ma­wia­jąc cier­pli­wie mię­dzy sobą, wymie­nia­jąc zwy­cza­jo­we, powszech­nie uzna­ne opi­nie o spra­wach życia codzien­ne­go. Prze­my­ka­jąc obok nich, John sły­szał, jak mówią rze­czy, któ­re zapew­ne mówi­li ich rodzi­ce, rze­czy, któ­re kobie­ty podob­ne do nich mówią w każ­dym kra­ju, i patrząc na ich nala­ne albo znisz­czo­ne twa­rze, na wło­sy wetknię­te pod sta­re kape­lu­sze i ści­ska­ne w dło­niach pod­nisz­czo­ne port­mo­net­ki, miał wra­że­nie, że są naj­star­szy­mi isto­ta­mi w tym mie­ście.

Dzię­ki doświad­cze­niu, któ­re­go nabrał w domu, John umiał wybie­rać sała­ty o zdro­wych, świe­żych środ­kach oraz nie­spar­cia­łe rzod­kiew­ki; odszedł od stra­ga­nu z lek­kim, wil­got­nym, gaze­to­wym zawi­niąt­kiem. Na chwi­lę jego wzrok przy­cią­gnę­ły duże wazo­ny i kusi­ło go, by kupić kil­ka kwia­tów dla przy­ozdo­bie­nia poko­ju, ale zamiast tego skrę­cił do skle­pu z tyto­niem, gdzie wybrał pacz­kę droż­szych papie­ro­sów, któ­rych cena na moment wzbu­dzi­ła w nim popłoch. Wycho­dząc, zauwa­żył swo­je odbi­cie w skle­po­wej szy­bie: wło­sy potar­ga­ły mu się cie­ka­wie, w pół dro­gi mię­dzy bez­ła­dem a pre­cy­zją, co go ucie­szy­ło.

Kie­dy już scho­wał zaku­py w kre­den­sie i umył ręce, nade­szła pora lun­chu. Ner­wy nie pozwa­la­ły mu jeść; wyszedł więc z sali jadal­nej i nie­mal natych­miast zaczął odczu­wać głód.

Przed wybi­ciem dru­giej zda­wa­ło się, że czas prze­stał pły­nąć, a John spa­ce­ro­wał po ogro­dach i z powa­gą roz­wa­żał wła­sne zde­ner­wo­wa­nie. Wyda­wa­ło się bez zna­cze­nia.

Chri­sto­pher nie­spiesz­nie kom­ple­to­wał strój do fut­bo­lu, bo tego popo­łu­dnia Col­le­ge XV miał zapla­no­wa­ny mecz, co zna­czy­ło, że nie będzie stał Joh­no­wi na dro­dze – był to tak szczę­śli­wy zbieg oko­licz­no­ści, że John zaczął podej­rze­wać same­go sie­bie, że wie­dział o nim wcze­śniej, tyl­ko nie zda­wał sobie z tego spra­wy. Paląc papie­ro­sa, Chri­sto­pher wci­snął do nie­wiel­kiej tor­by blu­zę, koszul­ki pił­kar­skie, szor­ty i ręcz­nik, po czym oznaj­mił, że ma zamiar poży­czyć rower Semple’a na całe popo­łu­dnie. Odkąd Sem­ple poje­chał do domu, jego rower leżał bez­czyn­nie w jed­nej z szop, dopó­ki Chri­sto­pher nań nie natra­fił; zdą­żył już doku­pić do nie­go kłód­kę.

– Z kim gra­cie? – spy­tał John obo­jęt­nie.

– Z eki­pą RAF‑u.

Zer­k­nął na Joh­na, nie mówiąc ani sło­wa na temat jego wyglą­du, i cho­ciaż John przy­jął to z ulgą, ogar­nę­ło go przy­gnę­bie­nie na myśl, jak nie­wie­le jest w sta­nie się zmie­nić, choć­by tyl­ko zewnętrz­nie. Gdy został sam, uważ­nie przyj­rzał się sobie w lustrze; po sta­ran­nym namy­śle wyjął z kie­szon­ki na pier­si wiecz­ne pió­ro i wło­żył na jego miej­sce czy­stą chu­s­tecz­kę. Potem poszedł do sypial­ni, zna­lazł nale­żą­ce do Chri­sto­phe­ra nożycz­ki do paznok­ci i przy­ciął brwi pośrod­ku, w miej­scu, w któ­rym się zbie­ga­ły. Paznok­cie sta­ran­nie wyczy­ścił szczot­ką jesz­cze rano.

Teraz nade­szła pora, by pomy­śleć o jedze­niu. Sała­tę trze­ba umyć – posta­no­wił, obra­ca­jąc ją na wszyst­kie stro­ny na brud­nej gaze­cie, i w tym celu napeł­nił ozdo­bio­ną her­bem mied­ni­cę. Zanu­rzyw­szy sała­tę, obry­wał zewnętrz­ne liście jeden po dru­gim, strzą­sa­jąc z nich wodę i ukła­da­jąc na ręcz­ni­ku, któ­ry roz­ło­żył na łóż­ku. Ale kie­dy zaczął ją rwać na kawał­ki, sała­ta zda­wa­ła się mno­żyć, ogrom­nieć, aż zro­bi­ło się jej o wie­le za dużo dla dwoj­ga. Wystar­czy­ła­by dla całej klat­ki kró­li­ków. W koń­cu wyrzu­cił wszyst­ko oprócz soczy­ste­go, bla­do­zie­lo­ne­go środ­ka – tę część zawi­nął w ręcz­nik i zaczął potrzą­sać, by ją osu­szyć, jak to pod­pa­trzył u mat­ki.

Rzod­kiew­ki nale­ża­ło­by wyszo­ro­wać szczot­ką, ale John był zmu­szo­ny zado­wo­lić się star­ciem z nich bło­ta dłoń­mi i ode­rwa­niem ogon­ków. Wyło­żył je wszyst­kie na spode­czek, dwie zjadł i natych­miast chwy­ci­ło go coś w rodza­ju ner­wo­wej czkaw­ki, któ­ra utrzy­my­wa­ła się, gdy nie­zdar­nie pró­bo­wał pokro­ić chleb w cien­kie krom­ki i posma­ro­wać masłem. Raz po raz nóż prze­ci­nał boche­nek, pozo­sta­wia­jąc tyl­ko pół krom­ki, któ­ra opa­da­ła wiot­ko na talerz, pod­czas gdy ze środ­ka wypa­da­ły wiel­kie maśla­ne okru­chy. Nie­uda­ne krom­ki zja­dał, aż w koń­cu prze­szła mu czkaw­ka. Gdy w koń­cu zdo­łał zapeł­nić talerz, upchnął reszt­ki chle­ba i masła z powro­tem w kre­den­sie.

Uświa­do­mił sobie, że pokój jest nie­po­sprzą­ta­ny, posta­wił więc jedze­nie na bocz­nym sto­li­ku i zaczął ukła­dać poroz­rzu­ca­ne przed­mio­ty. Wyrów­nał nie­wiel­ki zastęp bute­lek nale­żą­cych do Chri­sto­phe­ra, nie usu­nął ich jed­nak, przy­szło mu bowiem na myśl, że może nimi zaim­po­no­wać – butel­ki po winie usta­wił z przo­du, tak by widać było ety­kie­ty. Wypro­sto­wał książ­ki sto­ją­ce na pół­kach. Togi powie­sił, tak­że na widocz­nym miej­scu, opróż­nił popiel­nicz­ki, popra­wił podusz­ki, poukła­dał przed­mio­ty leżą­ce na biur­ku. Wło­cha­ty obrus zasy­pa­ny był okru­cha­mi, a że nie uda­ło mu się zmieść ich dłoń­mi, ścią­gnął obrus ze sto­łu i go wytrze­pał. Za każ­dym potrzą­śnię­ciem kil­ka luź­nych stron nota­tek wpa­da­ło do pale­ni­ska.

Pomy­ślał, że mógł­by jesz­cze popra­wić to i owo, zabrał się więc do ulep­sza­nia ogól­ne­go wra­że­nia, zamiast sku­piać się na poje­dyn­czych szcze­gó­łach. Rakie­tę Chri­sto­phe­ra – potrza­ska­ną i skle­jo­ną taśmą, ale dro­gą, o krzep­kim, spor­to­wym wyglą­dzie – nie­dba­le umie­ścił na ukos na ławecz­ce w oknie. Kar­tę win, któ­rą Chri­sto­pher ukradł z jakiejś restau­ra­cji, wyeks­po­no­wał na gzym­sie komin­ka. Na sto­le poło­żył dwie naj­bar­dziej „nauko­we” spo­śród ksią­żek, któ­re ostat­nio wypo­ży­czył z biblio­te­ki college’u, obok nich umie­ścił nie­do­koń­czo­ną kart­kę z notat­ka­mi – pisa­ną jego ręką, opa­trzo­ną przy­pi­sa­mi i pod­kre­śle­nia­mi zgod­nie z meto­dą, któ­rej nauczył się od pana Cro­ucha. Umie­jęt­nie pod­sy­cił ogień – za godzi­nę w komin­ku będzie lśnił jasny, krze­pią­cy pło­mień. Potem zamknął oczy, otwo­rzył je i spró­bo­wał roz­strzy­gnąć, czy wynik jego sta­rań wywie­ra wyraź­ne, korzyst­ne wra­że­nie. Nie wywie­rał – ale może John po pro­stu znał to wnę­trze zbyt dobrze.

O autorach i autorkach

Jacek Dehnel

Urodzony 1 maja 1980 roku w Gdańsku. Poeta, prozaik, tłumacz. Zajmuje się także malarstwem i rysunkiem. Laureat m.in. Nagrody Fundacji im. Kościelskich (2005), Paszportu "Polityki" (2007), Nagrody Splendor Gedanensis (2008) oraz Nagrody Śląski Wawrzyn Literacki (2009). Nominowany do Nagrody Literackiej Nike w 2009 i w 2010 roku. W 2014 roku nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej i Nagrody Literackiej m.st. Warszawy za tom Języki obce (2013). Mieszka w Warszawie.

Joanna  Przasnyska-Błachnio

Urodzona w 1984 roku w Warszawie. Tłumaczka literatury i tekstów o sztuce. Przełożyła m.in. Piętnaście podróży z Warszawy do Londynu Jasi Reichardt oraz monografię Katarzyna Kobro. The Movement of Space-Time. Opracowała polskie wydanie Niewysłanych listów Franciszki i Stefana Themersonów. Wiersze, przekłady i teksty krytyczne publikowała m.in. w „Twórczości”, „Zeszytach Literackich”, „PN Review” i „Stand Magazine”. Mieszka w Warszawie.

Philip Larkin

Urodzony w 1922 roku. Angielski poeta, pisarz i krytyk jazzowy. Absolwent St. John's College w Oxfordzie. Przez większość życia pracował jako bibliotekarz. Członek Library Association, uhonorowany przez królową Złotym Medalem za Poezję (za tom The Whitsun Weddings). Doktor honoris causa kilku uniwersytetów, m.in. w Belfaście, Leicesterze, Ulsterze i Oxfordzie. W 1975 roku odznaczony tytułem Komandora Orderu Imperium Brytyjskiego oraz nagrodą CBE, zaś w 1976 roku Nagrodą Szekspirowską w Hamburgu. Zmarł w 1985 roku w Londynie.

Powiązania

Samotność i potencjalność

wywiady / o książce Artur Burszta Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Jill Phi­li­pa Lar­ki­na w prze­kła­dzie Joan­ny Prza­sny­skiej-Błach­nio, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 wrze­śnia 2026 roku.

Więcej

Wielkie, pobrudzone, zachwycone zwierzę, Z tamtej strony ciszy, Wyszedłem szukać

nagrania / wydarzenia Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Justy­ny Bar­giel­skiej, Jac­ka Deh­ne­la, Bogu­sła­wa Kier­ca i Alek­san­dra Nawa­rec­kie­go pod­czas festi­wa­lu Port Wro­cław 2013.

Więcej

Z pomnika w tłum i z tłumu na cokół. Wszyscy jesteśmy z Chicago

wywiady / o książce Artur Burszta Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Wier­sze chi­ca­gow­skie Car­la Augu­sta Sand­bur­ga w tłu­ma­cze­niu Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 4 listo­pa­da 2025 roku.

Więcej

Bach for my baby, Rubryki strat i zysków oraz Duchy dni

nagrania / wydarzenia Dariusz Suska Jacek Dehnel Justyna Bargielska

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z Justy­ną Bar­giel­ską, Jac­kiem Deh­ne­lem i Dariu­szem Suską pod­czas festi­wa­lu Port Wro­cław 2012.

Więcej

Kanapeczka, Ogień

nagrania / wydarzenia Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Osta­pa Sły­wyn­skie­go, Kār­li­sa Vēr­di­ņša, Boh­da­na Zadu­ry i Jac­ka Deh­ne­la pod­czas festi­wa­lu Port Wro­cław 2010.

Więcej

Preparaty, Ekran, Widmo

dzwieki / WYDARZENIA Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Jac­ka Deh­ne­la, Agniesz­ki Mira­hi­ny i Prze­my­sła­wa Wit­kow­skie­go pod­czas festi­wa­lu Port Wro­cław 2010.

Więcej

Poeci na nowy wiek

dzwieki / WYDARZENIA Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Justy­ny Bar­giel­skiej, Mag­da­le­ny Biel­skiej, Jac­ka Deh­ne­la, Sła­wo­mi­ra Elsne­ra, Julii Fie­dor­czuk, Kon­ra­da Góry, Łuka­sza Jaro­sza, Bar­to­sza Kon­stra­ta, Szcze­pa­na Kopy­ta, Joan­ny Lech, Agniesz­ki Mira­hi­ny, Joan­ny Muel­ler, Edwar­da Pase­wi­cza, Anny Pod­cza­szy, Toma­sza Puł­ki, Bian­ki Rolan­do, Rober­ta Rybic­kie­go, Paw­ła Sar­ny, Julii Szy­cho­wiak, Joan­ny Wajs, Prze­my­sła­wa Wit­kow­skie­go i Indi­go Tree pod­czas festi­wa­lu Port Wro­cław 2010.

Więcej

Spóźnieni śpiewacy

dzwieki / WYDARZENIA Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Jac­ka Deh­ne­la, Julii Har­twig i Jac­ka Guto­ro­wa pod­czas Por­tu Wro­cław 2009.

Więcej

Romantyczność 2022

nagrania / transPort Literacki Różni autorzy

Czy­ta­nie z książ­ki Roman­tycz­ność. Współ­cze­sne bal­la­dy i roman­se inspi­ro­wa­ne twór­czo­ścią Ada­ma Mic­kie­wi­cza w ramach festi­wa­lu Trans­Port Lite­rac­ki 27.

Więcej

Rozmowy na koniec: odcinek 11 Jacek Dehnel

nagrania / transPort Literacki Antonina Tosiek Jacek Dehnel Jakub Skurtys

Jede­na­sty odci­nek z cyklu „Roz­mo­wy na koniec” w ramach festi­wa­lu Trans­Port Lite­rac­ki 27.

Więcej

Śnieg w kwietniową niedzielę

nagrania / transPort Literacki Hubert Zemler Jacek Dehnel Philip Larkin

Czy­ta­nie z książ­ki Śnieg w kwiet­nio­wą nie­dzie­lę Phi­li­pa Lar­ki­na z udzia­łem Jac­ka Deh­ne­la w ramach festi­wa­lu Trans­Port Lite­rac­ki 27. Muzy­ka Hubert Zemler.

Więcej

Wyższa szkoła empatii

wywiady / o książce Jacek Dehnel Katarzyna Szaulińska

Roz­mo­wa Kata­rzy­ny Szau­liń­skiej z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Śnieg w kwiet­nio­wą nie­dzie­lę. 44 wier­sze Phi­li­pa Lar­ki­na w tłu­ma­cze­niu Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 sierp­nia 2022 roku.

Więcej

Przebieżka na setne urodziny Larkina

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Autor­ski komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Śnieg w kwiet­nio­wą nie­dzie­lę. 44 wier­sze Phi­li­pa Lar­ki­na w tłu­ma­cze­niu Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 sierp­nia 2022 roku.

Więcej

Śnieg w kwietniową niedzielę (2)

utwory / zapowiedzi książek Jacek Dehnel Philip Larkin

Frag­men­ty zapo­wia­da­ją­ce książ­kę Śnieg w kwiet­nio­wą nie­dzie­lę Phi­li­pa Lar­ki­na w tłu­ma­cze­niu Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 8 sierp­nia 2022 roku.

Więcej

Śnieg w kwietniową niedzielę

utwory / zapowiedzi książek Jacek Dehnel Philip Larkin

Frag­men­ty zapo­wia­da­ją­ce książ­kę Śnieg w kwiet­nio­wą nie­dzie­lę Phi­li­pa Lar­ki­na w tłu­ma­cze­niu Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 8 sierp­nia 2022 roku.

Więcej

Kochankowie na otwartm morzu

dzwieki / WYDARZENIA Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Jac­ka Deh­ne­la, Julii Fie­dor­czuk, Łuka­sza Jaro­sza, Krzysz­to­fa Siw­czy­ka i Dariu­sza Sośnic­kie­go pod­czas Por­tu Wro­cław 2007.

Więcej

Rozbiórka

dzwieki / WYDARZENIA Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Urszu­li Kozioł, Ryszar­da Kry­nic­kie­go, Boh­da­na Zadu­ry, Pio­tra Som­me­ra, Jerze­go Jar­nie­wi­cza, Zbi­gnie­wa Mache­ja, Andrze­ja Sosnow­skie­go, Tade­uszy Pió­ry, Dar­ka Fok­sa, Woj­cie­cha Bono­wi­cza, Mar­ci­na Sen­dec­kie­go, Dariu­sza Suski, Mariu­sza Grze­bal­skie­go, Dariu­sza Sośnic­kie­go, Krzysz­to­fa Siw­czy­ka, Mar­ty Pod­gór­nik i Jac­ka Deh­ne­la pod­czas Por­tu Wro­cław 2007.

Więcej

Odsiecz 2006

dzwieki / WYDARZENIA Różni autorzy

Zapis całe­go spo­tka­nia autor­skie­go z udzia­łem Mar­ka K.E. Baczew­skie­go, Kac­pra Bart­cza­ka, Jac­ka Deh­ne­la i Macie­ja Rober­ta pod­czas Por­tu Wro­cław 2006.

Więcej

Najdziwniejsze

nagrania / stacja Literatura Jacek Dehnel

Czy­ta­nie z książ­ki Naj­dziw­niej­sze z udzia­łem Jac­ka Deh­ne­la w ramach festi­wa­lu Sta­cja Lite­ra­tu­ra 25.

Więcej

Telegrafista i jego meldunki

wywiady / o książce Artur Burszta Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Naj­dziw­niej­sze, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 28 paź­dzier­ni­ka 2019 roku.

Więcej

O wierszu „Clavdivs Rex Daniæ Dixit”

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Autor­ski komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Naj­dziw­niej­sze, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 28 paź­dzier­ni­ka 2019 roku.

Więcej

Najdziwniejsze

utwory / zapowiedzi książek Jacek Dehnel

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Naj­dziw­niej­sze Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 28 paź­dzier­ni­ka 2019 roku.

Więcej

Nowotwór trzynastozgłoskowcem

wywiady / o książce Anna Adamowicz Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Anny Ada­mo­wicz z Jac­kiem Deh­ne­lem towa­rzy­szą­ca wyda­niu książ­ki Ser­ce Cho­pi­na, któ­ra uka­za­ła się nakła­dem Biu­ra Lite­rac­kie­go 11 czerw­ca 2018 roku.

Więcej

Reiner R. otrzymuje nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki

dzwieki / RECYTACJE Jacek Dehnel

Wiersz z książ­ki Rubry­ki strat i zysków, zare­je­stro­wa­ny pod­czas spo­tka­nia „Justy­na Bar­giel­ska Jacek Deh­nel i Dariusz Suska” na festi­wa­lu Port Wro­cław 2012.

Więcej

Jeden akapit: „Zimowe królestwo”

nagrania / stacja Literatura Jacek Dehnel

Spo­tka­nie „Jeden aka­pit” wokół książ­ki Zimo­we kró­le­stwo Phi­li­pa Lar­ki­na z udzia­łem tłu­ma­cza Jac­ka Deh­ne­la w ramach festi­wa­lu Sta­cja Lite­ra­tu­ra 22.

Więcej

Serce Chopina (2)

utwory / zapowiedzi książek Jacek Dehnel

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Ser­ce Cho­pi­na Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­że się nakła­dem Biu­ra Lite­rac­kie­go 11 czerw­ca 2018 roku.

Więcej

Serce Chopina (1)

utwory / zapowiedzi książek Jacek Dehnel

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Ser­ce Cho­pi­na Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­że się nakła­dem Biu­ra Lite­rac­kie­go 11 czerw­ca 2018 roku.

Więcej

Szczodrość dla mniej oszukanych

wywiady / o książce Jacek Dehnel Joanna Mueller

Roz­mo­wa Joan­ny Muel­ler z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Zimo­we kró­le­stwo, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 23 stycz­nia 2017 roku.

Więcej

Niewielki kontynent*

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la do Zimo­we­go kró­le­stwa Phi­li­pa Lar­ki­na, wyda­ne­go w Biu­rze Lite­rac­kim 23 stycz­nia 2017 roku.

Więcej

Wysokie okna (przekład czyta Jacek Dehnel)

dzwieki / RECYTACJE Philip Larkin

Wiersz z tomu Zebra­ne we wła­snym prze­kła­dzie czy­ta Jacek Deh­nel. Frag­ment spo­tka­nia „Spóź­nie­ni śpie­wa­cy” na festi­wa­lu Port Wro­cław 2009.

Więcej

Spóźnieni śpiewacy

nagrania / między wierszami Różni autorzy

Tłu­ma­cze opo­wia­da­ją o książ­kach Żół­te popo­łu­dnie Wal­la­ce­’a Ste­ven­sa, Tomasz Mrocz­ny. Sza­leń­stwo dnia Mau­ri­ce­’a Blan­cho­ta oraz Doku­men­ty mają­ce słu­żyć za kan­wę Ray­mon­da Rous­se­la. Nagra­nie zre­ali­zo­wa­no pod­czas festi­wa­lu Port Wro­cław 2009

Więcej

Pisanie jest też pewną formą myślenia

wywiady / o książce Jacek Dehnel Szymon Żuchowski

Roz­mo­wa Szy­mo­na Żuchow­skie­go z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Seria w ciem­ność, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 lute­go 2016 roku.

Więcej

Wiersz o tytule, którego nie ma. Na marginesie vilanelli

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Autor­ski komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la w ramach cyklu „Histo­ria jed­ne­go wier­sza”, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Seria w ciem­ność, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 lute­go 2016 roku.

Więcej

Nowe sytuacje w Trybie męskim: Jacek Dehnel

nagrania / z fortu do portu Jacek Dehnel

Zapis spo­tka­nia „Nowe sytu­acje w Try­bie męskim” pod­czas festi­wa­lu Port Lite­rac­ki 2014.

Więcej

Hotel Rzeszów

dzwieki / RECYTACJE Jacek Dehnel

Wiersz z tomu Poeci na nowy wiek, zare­je­stro­wa­ny pod­czas spo­tka­nia „Poeci na nowy wiek” na festi­wa­lu Port Wro­cław 2010.

Więcej

Nieszpory

dzwieki / RECYTACJE Jacek Dehnel

Jacek Deh­nel czy­ta wiersz z tomu Brzy­twa oka­mgnie­nia. Frag­ment spo­tka­nia „Kochan­ko­wie na otwar­tym morzu” z festi­wa­lu Port Wro­cław 2007.

Więcej

Jutrznia

dzwieki / RECYTACJE Jacek Dehnel

Jacek Deh­nel czy­ta wiersz z tomu Brzy­twa oka­mgnie­nia. Frag­ment spo­tka­nia „Kochan­ko­wie na otwar­tym morzu” z festi­wa­lu Port Wro­cław 2007.

Więcej

Bażant

utwory / zapowiedzi książek Jacek Dehnel

Frag­ment zapo­wia­da­ją­cy książ­kę Seria w ciem­ność Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­że się w Biu­rze Lite­rac­kim 8 lute­go 2016 roku.

Więcej

Antinous się wynurza

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Autor­ski komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la do wier­sza Odko­pa­nie posą­gu Anti­no­usa w Del­fach, 1894 towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Języ­ki obce, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 3 paź­dzier­ni­ka 2013 roku.

Więcej

Konstrukcje i rewolucje

wywiady / o książce Jacek Dehnel Maciej Woźniak

Z Jac­kiem Deh­ne­lem o książ­ce Języ­ki obce roz­ma­wia Maciej Woź­niak.

Więcej

Przodownica Nimfa, przodownik Tryton

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la do wier­sza Na wydo­by­cie pan­cer­ni­ka „Gne­ise­nau” Jaro­sła­wa Iwasz­kie­wi­cza, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Wiel­kie, pobru­dzo­ne, zachwy­co­ne zwie­rzę, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 14 lute­go 2013 roku.

Więcej

Ten stary szelma, Larkin

wywiady / o książce Jacek Dehnel Jakub Winiarski

Roz­mo­wa Jaku­ba Winiar­skie­go z Jac­kiem Deh­ne­lem i Jerzym Jar­nie­wi­czem o książ­ce Zebra­ne Phi­li­pa Lar­ki­na, wyda­nej nakła­dem Biu­ra Lite­rac­kie­go.

Więcej

O Hotelu de Dream

wywiady / o książce Edmund White Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Jac­ka Deh­ne­la i Pio­tra Tar­czyń­skie­go z Edmun­dem White’em o książ­ce Hotel de Dre­am, wyda­nej nakła­dem Biu­ra Lite­rac­kie­go.

Więcej

Kindertotenlieder

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Autor­ski komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la do wier­sza „Kin­der­to­ten­lie­der”, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Rubry­ki strat i zysków, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 13 paź­dzier­ni­ka 2011 roku.

Więcej

Bardziej wykład niż wylew

wywiady / o książce Jacek Dehnel Joanna Mueller

Z Jac­kiem Deh­ne­lem o książ­ce Rubry­ki strat i zysków roz­ma­wia Joan­na Muel­ler.

Więcej

Zapis niepewności

wywiady / o książce Jacek Dehnel Roman Honet

Roz­mo­wa Roma­na Hone­ta z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze anto­lo­gii Poeci na nowy wiek, wyda­ne w Biu­rze Lite­rac­kim w 2010 roku.

Więcej

Mała, rozbita dusza

wywiady / o książce Jacek Dehnel Kuba Mikurda

Z Jac­kiem Deh­ne­lem o książ­ce Ekran kon­tro­l­ny roz­ma­wia Kuba Mikur­da.

Więcej

Ph. Glass: Glassworks – 5. Façades

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Autor­ski komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la do wier­sza Ph. Glass: Glas­sworks – 5. Faça­des, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Ekran kon­tro­l­ny, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 19 wrze­śnia 2009 roku.

Więcej

Klasycyzm płodny czy też kuriozalny?

wywiady / o książce Jacek Dehnel Przemysław Witkowski

Elż­bie­ta Mar­tysz i Prze­my­sław Wit­kow­ski spie­ra­ją się o nową książ­kę Jac­ka Deh­ne­la Ekran kon­tro­l­ny.

Więcej

Come to Me

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la do utwo­ru Come to me Kār­li­sa Vēr­di­ņša, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Nio­słem ci kana­pecz­kę, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 3 sierp­nia 2009 roku.

Więcej

Pożyczone style

wywiady / o książce Jacek Dehnel Kārlis Vērdiņš

Kār­lis Vēr­di­ņš, autor wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 3 sierp­nia 2009 roku książ­ki Nio­słem ci kana­pecz­kę, w roz­mo­wie z Jac­kiem Deh­ne­lem.

Więcej

Firbankowskie bibeloty

recenzje / NOTKI I OPINIE Jacek Dehnel

Recen­zja Jac­ka Deh­ne­la towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Ronal­da Fir­ban­ka Stu­dium tem­pe­ra­men­tu, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 23 lute­go 2009 roku.

Więcej

Pomnę, pomnę, Wybuch

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la do dwóch wier­szy Phi­li­pa Lar­ki­na, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Zebra­ne, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 21 lip­ca 2008 roku.

Więcej

Odsłuchiwanie Larkina (bez dreszczy)

wywiady / o książce Grzegorz Czekański Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Grze­go­rza Cze­kań­skie­go z Jac­kiem Deh­ne­lem, tłu­ma­czem wyda­nej przez Biu­ro Lite­rac­kie książ­ki Phi­li­pa Lar­ki­na Zebra­ne.

Więcej

O Cle

recenzje / NOTKI I OPINIE Różni autorzy

Komen­ta­rze Anny Pod­cza­szy, Jac­ka Deh­ne­la, Tobia­sza Mela­now­skie­go, Paw­ła Sar­ny oraz Jaku­ba Winiar­skie­go, towa­rzy­szą­ce pre­mie­rze książ­ki Bogu­sła­wa Kier­ca Cło, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 16 czerw­ca 2008 roku.

Więcej

Samurajska brzytwa

wywiady / o książce Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Anny Krzy­wa­ni z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca wyda­niu w Biu­rze Lite­rac­kim książ­ki Phi­li­pa Lar­ki­na Zabra­ne.

Więcej

Bez płaczów, dąsów i rzucania mięchem

wywiady / o pisaniu Jacek Dehnel Kuba Mikurda

Z Jac­kiem Deh­ne­lem, tłu­ma­czem poezji Phi­li­pa Lar­ki­na z wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim książ­ki Zebra­ne, roz­ma­wia Kuba Mikur­da.

Więcej

Samotność i potencjalność

wywiady / o książce Artur Burszta Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Jill Phi­li­pa Lar­ki­na w prze­kła­dzie Joan­ny Prza­sny­skiej-Błach­nio, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 wrze­śnia 2026 roku.

Więcej

Samotność i potencjalność

wywiady / o książce Artur Burszta Jacek Dehnel

Roz­mo­wa Artu­ra Bursz­ty z Jac­kiem Deh­ne­lem, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Jill Phi­li­pa Lar­ki­na w prze­kła­dzie Joan­ny Prza­sny­skiej-Błach­nio, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 wrze­śnia 2026 roku.

Więcej

Larkin jubileuszowy

recenzje / ESEJE Katarzyna Szymańska

Recen­zja Kata­rzy­ny Szy­mań­skiej, towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Śnieg w kwiet­nio­wą nie­dzie­lę. 44 wier­sze Phi­li­pa Lar­ki­na w tłu­ma­cze­niu Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 sierp­nia 2022 roku.

Więcej

Przebieżka na setne urodziny Larkina

recenzje / KOMENTARZE Jacek Dehnel

Autor­ski komen­tarz Jac­ka Deh­ne­la, towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Śnieg w kwiet­nio­wą nie­dzie­lę. 44 wier­sze Phi­li­pa Lar­ki­na w tłu­ma­cze­niu Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 8 sierp­nia 2022 roku.

Więcej

Niespodziewane

recenzje / ESEJE Eliza Kącka

Recen­zja Eli­zy Kąc­kiej towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Jac­ka Deh­ne­la Naj­dziw­niej­sze, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 28 paź­dzier­ni­ka 2019 roku.

Więcej

FOTO-wiersz

recenzje / ESEJE Judyta Gulczyńska

Recen­zja Judy­ty Gul­czyń­skiej towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Jac­ka Deh­ne­la Seria w ciem­ność, któ­ra uka­za­ła się w Biu­rze Lite­rac­kim 8 lute­go 2016 roku.

Więcej

Gdzieś między minionym a teraz. Języki obce Jacka Dehnela

recenzje / ESEJE Dominika Ciechanowicz

Recen­zja Domi­ni­ki Cie­cha­no­wicz z książ­ki Języ­ki obce Jac­ka Deh­ne­la.

Więcej

Literacka przygoda z formą. O zyskach i stratach poety Jacka Dehnela

recenzje / ESEJE Grzegorz Tomicki

Recen­zja Grze­go­rza Tomic­kie­go z książ­ki Rubry­ki strat i zysków Jac­ka Deh­ne­la.

Więcej

Tłumacz się

recenzje / ESEJE Sylwia Sekret

Recen­zja Syl­wii Sekret z książ­ki Języ­ki obce Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­za­ła się na stro­nie Lubimyczytać.pl.

Więcej

Poziomy zaawansowania

recenzje / ESEJE Aleksandra Reimann

Recen­zja Alek­san­dry Reimann z książ­ki Języ­ki obce Jac­ka Deh­ne­la, któ­ra uka­za­ła się w stycz­niu 2014 roku w „Nowych Książ­kach”.

Więcej

„Był dzień do opisania i nie było pointy”, czyli poeta zrozumiały w świecie tonów dekadenckich.

recenzje / ESEJE Przemysław Koniuszy

Recen­zja Prze­my­sła­wa Koniu­sze­go z książ­ki Języ­ki obce Jac­ka Deh­ne­la.

Więcej

Między mówić a milczeć

recenzje / IMPRESJE Janusz Drzewucki

Esej Janu­sza Drze­wuc­kie­go towa­rzy­szą­cy pre­mie­rze książ­ki Języ­ki obce Jac­ka Deh­ne­la.

Więcej

Tłusty buchalter w okularach

recenzje / ESEJE Konrad Hetel

Recen­zja Kon­ra­da Hete­la z książ­ki Zebra­ne Phi­li­pa Arthu­ra Lar­ki­na w prze­kła­dzie Jac­ka Deh­ne­la.

Więcej

Rytm i forma, inne tory współczesnej poezji polskiej

recenzje / ESEJE Marcin Sierszyński

Recen­zja Mar­ci­na Sier­szyń­skie­go towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Rubry­ki strat i zysków Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 13 paź­dzier­ni­ka 2011 roku.

Więcej

Przyczynek do nauki o liryce dworskiej

recenzje / ESEJE Paweł Kozioł

Recen­zja Paw­ła Kozio­ła towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Rubry­ki strat i zysków Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 13 paź­dzier­ni­ka 2011 roku.

Więcej

Na brzegu lustra

recenzje / ESEJE Artur Nowaczewski

Recen­zja Artu­ra Nowa­czew­skie­go z książ­ki Żywo­ty rów­no­le­głe Jac­ka Deh­ne­la.

Więcej

Transfer wieczności w mainstream

recenzje / ESEJE Jakub Winiarski

Recen­zja Jaku­ba Winiar­skie­go towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Jac­ka Deh­ne­la Ekran kon­tro­l­ny, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 19 paź­dzier­ni­ka 2009 roku.

Więcej

Dyskretne kuksańce

recenzje / ESEJE Marcin Sierszyński

Recen­zja Mar­ci­na Sier­szyń­skie­go towa­rzy­szą­ca pre­mie­rze książ­ki Ekran kon­tro­l­ny Jac­ka Deh­ne­la, wyda­nej w Biu­rze Lite­rac­kim 19 paź­dzier­ni­ka 2009 roku.

Więcej

Świat zrobił się za mały

recenzje / ESEJE Marcin Orliński

Recen­zja Mar­ci­na Orliń­skie­go towa­rzy­szą­ce pre­mie­rze książ­ki Jac­ka Deh­ne­la Ekran kon­tro­l­ny, wyda­je w Biu­rze Lite­rac­kim 19 paź­dzier­ni­ka 2009 roku.

Więcej
O Zebranych

O Zebranych

recenzje / NOTKI I OPINIE Różni autorzy

Komen­ta­rze Jerze­go Jar­nie­wi­cza, Toma­sza Maje­ra­na, Macie­ja Rober­ta, Justy­ny Sobo­lew­skiej, Jaku­ba Winiar­skie­go, Agniesz­ki Wol­ny-Ham­ka­ło, Hen­ry­ka Zbier­skie­go.

Więcej

Liryczna brzytwa Ockhama

recenzje / IMPRESJE Karol Maliszewski

Recen­zja Karo­la Mali­szew­skie­go z książ­ki Brzy­twa Ockha­ma Jac­ka Deh­ne­la

Więcej

O Brzytwie okamgnienia

recenzje / NOTKI I OPINIE Różni autorzy

Komen­ta­rze Kuby Mikur­dy, Karo­la Mali­szew­skie­go, Julii Fie­dor­czuk, Jaku­ba Winar­skie­go i Dar­ka Pado.

Więcej

O poezji Jacka Dehnela (laudacja)

recenzje / IMPRESJE Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Nie ma potrze­by po raz kolej­ny powta­rzać, że pisze poezję kla­sy­cy­zu­ją­cą lub neo­kla­sy­cy­zu­ją­cą. Nie w tym zawie­ra się, jak sądzę, atrak­cyj­ność i nośność jego pro­po­zy­cji…

Więcej