utwory / zapowiedzi książek

Przestworzone rzeczy (1)

Filip Łobodziński

John Lennon

Fragment zapowiadający książkę Johna Lennona Przestworzone rzeczy, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, którą ukaże się w Biurze Literackim 9 listopada 2020 roku.

Biuro Literackie

Sam żem siadł

Pod drzewem razu sam żem siadł,
oklapły w smęt i tłuszcz,
śpiew damy jakiejś na mnie spadł,
skąd – nie wiedziałem już.

Spoglądam w niebo oraz wzwyż,
chcąc wiedzieć, głos ten skąd.
Zgadula-zgaduj, śpiew ten słysz,
lecz widzieć – czy to błąd?

„Wyjdźże a przemów, wstrzymaj śpiew –
drę się jak bzdurny głąb –
wiem, że się skrywasz tu wśród drzew” –
lecz próżno szczerzę ząb.

Jej słodki trel ululał mnie,
usnąłem wtulon w gąszcz,
przeckniony, patrzę w krąg i gdzie,
lecz damy nie ma wciąż.

Wtem oto trach! Jak w oko pieprz,
coś nagle wzrok mój dźga:
tyci malutki tyci wieprz
tak śpiewa tra-la-la.

„Myślałem, żeś ty piękną damą” –
chichoczę cicho, lecz
znienacka dama wstała sama
i odfrunęła precz.


„Tajemniczy zapach róż”[1]

 W tamtym okresie Yoko i ja popełniliśmy jeden zasadniczy błąd – daliśmy się omamić maczystowskim „fundamentalnym rewolucjonistom” i ich chorym pomysłom, że trzeba zabijać ludzi, by ich uwolnić od kapitalizmu i/lub komunizmu (zależy, jak się akurat zapatrujecie). Trzeba było pozostać przy naszych własnych metodach pracy na rzecz pokoju: „bed-ins”, plakatach itp. Tymczasem stanęliśmy oko w oko z rządem amerykańskim, mając u boku prawnika, który początkowo nie wierzył, że cała sprawa ma podtekst polityczny (sądził, że nie jesteśmy „aż tak ważni”) ani że FBI nas nęka podsłuchami i różnymi takimi akcjami.

A potem już uwierzył – kiedy jemu też założono podsłuch.

Udało nam się ich powstrzymać, gdy oświadczyliśmy w programie „The Dick Cavett Show”, że nas śledzą i zakładają nam pluskwy. (W tym samym programie zdenerwowałem też liberałów, mówiąc, że nie wierzę w te „pierdoły o przeludnieniu”. Ale dużo bardziej zdenerwowała się wcześniej angielska publiczność w podobnym programie, wręcz wybuczała nas i wygwizdała w bardzo nieprzyjazny sposób za to, że jesteśmy pacyfistami, a wsparł ich ów słynny pieszczoszek środowiska muzyki „poważnej”, czyli sam Yehudi „Dżasem Czeba Zabijać” Menuhin we własnej osobie. Gość, który – jak niesie wieść – nagrywa każdą nutę osobno!).

Na pierwszą rozprawę jechaliśmy autem mocno przejęci. Starannie zastosowaliśmy się do wskazówek, jakich udzieliło nam medium – odczytaliśmy odpowiednie fragmenty z Biblii Króla Jakuba, włożyliśmy odpowiednie wersety w buty i nasączyliśmy magicznymi olejkami rytualnie złożone chusteczki.

Po pielgrzymkach do Indii, do niejakiego Babaji (?), z „Magic” Alexem Mardasem, który okazał się szemranym cudotwórcą, wyczarowującym „znikąd” tanie zegarki z własną podobizną na cyferblacie przed salą wypełnioną głównie Amerykankami w średnim wieku (na zewnątrz w tym samym czasie tysiące hinduskich kalek sprzedawały taką samą tandetę, żeby mieć co do gęby włożyć) – wylądowaliśmy w końcu w San Mateo pod San Francisco w domu alkoholika, mistrza kung-fu i akupunktury, i zamieszkaliśmy tam z jego rodziną. To dzięki niemu przetrwaliśmy terapię odstawienia metadonu, które dla Yoko omal nie skończyło się śmiercią. On też zdołał mnie przekonać, że mój angielski lekarz nie miał racji (koleś wmawiał mi, że nigdy nie będziemy mieć dzieci, bo rozpieprzyłem własną spermę wskutek nierozważnego zażywania narkotyków itepe, co wpędziło mnie w straszliwą depresję, tym bardziej że władze imigracyjne właśnie anulowały mi wizę akurat w trakcie terapii pierwotnej u Arta Janova, przez co natychmiast wdaliśmy się w herę). W ramach odstawiania nałogu wsiedliśmy na statek z Los Angeles do Japonii (doktor Hong mówił nam, że w podobny rejs wybrał się za młodu, żeby rzucić opium) i dotarliśmy do Jokohamy – czyści i szczęśliwi. Wtedy pierwszy raz spotkałem się z rodzicami Yoko.

Po wyjściu z metadonu pod opieką dobrego lekarza, jego świetnie gotującej żony i bardzo pomocnej córki on sam powiedział: „Chcecie mieć dziecko? Odstawcie narkotyki, odżywiajcie się zdrowo, nie minie rok, a przyjdzie na świat. Przyrzekam wam”. Chwała niech mu będzie – miał rację. Zmarł, zanim zdołał osobiście zobaczyć Seana, ale zdążyłem wysłać mu polaroidowe zdjęcie, zrobione jeszcze w szpitalu nowojorskim. Wciąż mamy kontakt z rodziną Hongów.

***

Gadałem z Helen (no, ściślej – do Helen) i jak zwykle musiałem bronić „mistyków”. Dla odmiany nie wpadłem w szał. Niemniej zacząłem mówić coś takiego, że w jakimś sensie jeśli nie wszyscy, to wielu wielkich mężczyzn i kobiet było „mistykami”: Einstein, który pod koniec życia wspomniał, że gdyby miał wszystko zacząć jeszcze raz, więcej czasu poświęciłby sprawom duchowym; tak samo Pitagoras i Newton byli mistykami. Ale moja główna myśl była taka: gdy chcesz dostąpić „całościowego obcowania z duchem”, czyli twórczego natchnienia (wszystko jedno, czy masz łatkę artysty, naukowca, mistyka, medium czy kogo tam), „problemem” nadrzędnym jest opróżnienie umysłu.

***

Nie da się niczego namalować na brudnym papierze – potrzeba czystej kartki.

***

„Obłęd” van Gogha, „zachlanie się” Dylana Thomasa i tak dalej – to były próby wyrwania się z kaftanów bezpieczeństwa nałożonych przez ich własne umysły. Włączam w to „zażywanie narkotyków” przeze mnie i moje pokolenie. Lepszym określeniem byłoby „zażywanie siebie”.

Niemniej – widziałem biografię Gauguina w telewizji i byłem porażony jego nędzną śmiercią (choroba weneryczna, którą „leczył” rtęcią), kiedy wciąż odczuwał ból w stopie zwichniętej w wyniku pijackiej burdy, w jaką wdał się po powrocie z „udanego” wernisażu w Paryżu. Wyjechał na Tahiti, by uciec przed własnym kaftanem bezpieczeństwa: pracą w banku, żoną i dziećmi, jedno z nich zresztą kochał szczególnie – córkę, której zadedykował swój dziennik prowadzony na południowym Pacyfiku. Kiedy dotarł na Tahiti, otrzymał listowną wiadomość z Francji, że jego córka nie żyje! Straszna cena za „przejście do historii”. Ostatecznie ukończył swoje wielkie „arcydzieło” i zmarł, a teza brzmi, że OK, był świetnym malarzem, ale świat nieźle dawał sobie radę bez choćby skrawka jego „geniuszu”. Zdaje się, że owo „arcydzieło” spłonęło po jego śmierci. Teza druga natomiast mówi, że gdyby miał możność wejść w tak zwany „mistycyzm”… post… medytacje… i inne formy (stąd formacja), mógłby dostać się do „tej samej przestrzeni”. Zapewniam, to ciężka praca, ale jednak łatwiejsza niż zabijanie samego siebie i ludzi ze swojego otoczenia.

Tak samo z chrześcijanami (tak zwanymi). Są niesamowicie zajęci potępianiem samych siebie i innych, prawieniem ludziom kazań albo, co gorsza, zabijaniem w imieniu Chrystusa. A żaden z nich nie rozumie, ba, nie stara się zrozumieć, postępowaniaChrystusa. Mam wrażenie, że jedynymi prawdziwymi chrześcijanami byli (są?) gnostycy, wierzący w samopoznanie, czyli w to, że sami stają się Chrystusami, odnajdują Chrystusa w sobie. Christos to przecież po grecku „światło”[2]. Światło jest Prawdą. I wszyscy próbujemy osiągnąć dokładnie to – rozpalić światło. Dzięki któremu lepiej was dostrzegamy. Chrystus, Budda, Mahomet, Mojżesz, Milarepa i wiele innych wielkich postaci poświęciło dużo czasu na poszczenie, modlitwę oraz medytację i pozostawiło nam „mapy” terytorium „Boga”, by wszyscy mogli je ujrzeć i eksplorować na własne sposoby.

Dla mnie lekcja jest oczywista. Ja już „przegrałem” jedną rodzinę, by stworzyć – co? Sierżanta Pieprza? Obdarzono mnie drugą szansą. Bycie Bitlesem nieomal kosztowało mnie życie, a z pewnością kosztowało mnie wiele zdrowia – alkohol i narkotyki nastały dużo wcześniej, nim staliśmy się zawodowymi muzykami – i wszystko po to, żeby dotrzeć „tam”.

Drugi raz w życiu takiego błędu nie popełnię. Teraz natchnienie ma spływać dzięki metodom znanym wszystkim od czasów starożytnych.

Jeżeli już nigdy nie „wytworzę” niczego więcej dla pożytku publicznego, to widać tak ma być.

Amen.

1978


„Omalże zdarzyło się to w Rzymie”

 Czy raptem wczoraj wsiedli na samolot do Rzymu? Nie sposób było tego stwierdzić, niemniej Laurze po głowie gdzieś plątała się wykałaczka.

Spotkali się już na obiedzie w Tangerze. Pasowali do siebie, wyjąwszy lekkie nudności. Tymczasem jednak ich małżeństwo kierowało się do Hongkongu. On był księgowym zawieszonym w czynnościach, ona kapralem w piechocie morskiej. Łączył ich jedynie „zdrowy szacunek dla flag”. To miało im służyć zarówno w dobrych, jak i w gorszych czasach. „Problem polega na tym – dumał Hans – że nie jest nie do przezwyciężenia”. Laura przytaknęła gwałtownie. „Nie aż tak, Hans – odparła otwarcie. – Wszystko to przez twoje przeklęte rozliczanie wszystkiego”. Głęboko to Hansa zraniło, ale ugryzł się w język i przepłukał gardło.

Samolot wylądował bez widomych środków wsparcia. Przemknęli przez komorę celną, żadne z nich słowem się nie odezwało, gdy limuzyna gładko pokonała drogę wśród stłoczonych żółtych cebul. Westybul hotelowy był nagrzany, zakurzony i sporo oddalony od centrum Rzymu. Recepcjonista Anglik powitał ich uśmieszkiem. „Witamy w Rigamortis – prychnął, ukazując komplet zębów z ubezpieczalni. – Pokój państwa będzie gotowy za niecałą godzinkę”. „O Boże – syknęła Laura – a ze mnie się leje”. „Skrzyżuj nogi, moja droga” – zaproponował Hans ochoczo.

Laura nic nie odrzekła, ale dalej troszczyła się o niego z niedowierzaniem. Wreszcie pokój był gotowy. Kiedy już rozpakowali się nawzajem, Hans zamówił martini z lodem, Laura tymczasem ustawicznie brała prysznic. Miało to stać się ich nawykiem na kolejne dziesięć dni, w czym przeszkadzał im jedynie ciągły napływ kelnerów. Pieszczotliwie głaskali oznaczenia na ręcznikach hotelowych i czule zaglądali nawzajem do swoich szaf.

„To jest życie” – rzekł Hans, przerywając na chwilę, by otrzeć spermę z czoła Laury. „Tak czy owak, takie właśnie przeżywamy” – dumał, odruchowo machając ręką w stronę kobiałki Laury.

„Z obycia rodzi się treść” – ciągnął Hans z chlebem żytnim, po czym ze śpiewem na ustach „Ach, krycie jest piękne” ucałował serdecznie jej łożyska. Rzeczywiście ich życie przypominało czarodziejską kulę i tylko ich własny zarząd transportu publicznego mógłby temu zaprzeczyć. Jak na razie psychodrama, która miała wkrótce rozwikłać ich przerost, jeszcze nie objawiła swego brzydkiego kaczątka. Los mieli przyjmować dożylnie w kompletnie nieciekawy sposób. „Odosobnienie przez wyszczególnienie”, jak miał to później określić pewien bliski przyjaciel (tajny agent, który ujawnił się wobec grupy dziennikarzy). Szybko ochrzcili go ksywą „Superbłysk”, a ta miała do niego przylgnąć na zasadzie nowości na całą resztę jego krótkiej kariery. Inni bliscy przyjaciele podobno nie mówili niczego konkretnego.

Pół roku później w pałacu nieszyjącego już księcia Antwerpii Laura odkryła, że Hans przez większość swego dorosłego życia cierpiał na niekompetencję. Miało im to spikniczyć prowiant, fundowany częściowo ze spadku, a częściowo z obligacji wojennych. Hansa stać było jedynie na słowa: „Weź sobie kochanka, jak oświadczyła Liz Taylor Paulowi Newmanowi w Kotce na hotelowej sali balowej”.

Laura nie miała zamiaru dać się zaskoczyć. „Wolę zrobić komuś żonę lota niż upadlać własne mormony – przekonywała. – Dlaczego kura przechodzi mutację, ciekawa jestem?”[3] (Była to cwana aluzja do skromnych początków Hansa jako piłki baseballowej w drużynie Junkersów). Defekt wymowy Hansa niebawem stał się poważnym obciążeniem dla ich z wolna zanikającego szczucia. „Nie wiem, czy dochodzę, czy odchodzę” – poskarżyła się Laura, a jej ciało zadrżało konwulsyjnie, jak gdyby przez jej ciało przebiegł silny prąd literacki. „Rozpruj się – zaskomlał Hans, po czym dodał, kierując się ku drzwiom: – Z ogórkami, tak jak lubisz”.

Rozchodniaczek zaczynał jakby kolportować się po bagażu podręcznym Laury, gdy z płaczem pobiegła do sypialni. Rzuciła się z wysoka i złamała kark. Dostojeństwa jej pogrzebowi dodała nieobecność krewnych. Hans zniósł jaja na jej grób, na którym widniał prosty napis DZIĘKI BOGU, taki prywatny dowcip, który miał go prześladować pod postacią Szefa Kuchni Pierwszej Wojny Światowej, który szeptał słowa „Some Enchanted Evening”[4]. „Wiem, że to Laura – zwierzył się grupie lekarzy na wizytacji. – To była nasza piosenka”. Popatrzyli na niego spojrzeniami zarezerwowanymi dla pacjentów dochodzących. „Nie mam serca mu tego powiedzieć” – zauważył naczelny dr, sowicie obdarzony dr Knopf, który w rodzinie Hansa odgrywał rolę lekarza domowego, jeszcze zanim Hans się ogrodził. „Pamiętam go, jak był taki wysoki – tu dłonie wskazały oznaki przypuszczenia. – Kto by pomyślał, że do tego dojdzie – smutne potrząśnięcie głową. – Mój Boże! Posłużyłem jego ukochanej matce”.

Hans już nie odzyskał dawnej chwały, ale za to świetnie się bawił, spuszczając się na zupełnie obcych ludzi. Serce mu nie wytrzymało w autobusie w centrum Los Angeles, kiedy sięgał po coś dziwnego, by to wręczyć następnie szoferowi. Zastosowano metodę usta-usta, ale bezskutecznie. Złożono go obok jego żony w zużytym papierniku i plotka głosiła, że przy pełni księżyca widywano tam dwie postacie, które „robią masaż dalmatyńczykom”. Ich majątek rozdzielono w równych częściach głuchym, niemym i ślepym, „by nie dopuścić do kłótni”. Całe dziedzictwo ich doprowadzono do ostatecznych wniosków na ścianie biblioteki publicznej. Nie pozostawili żadnych dzieci, o których warto by mówić, za to ich życie stało się natchnieniem dla nieopisanych milionów ludzi, którzy nigdy o nich przedtem nie słyszeli. Prezydent Eisenhower wyraził uczucia oszalałego świata tymi słynnymi słowami:

„Odeszli i tyle”.

Teatr świata wkrótce miał znów otworzyć swe podwoje wraz z odrodzeniem pierwszej wojny światowej. Przeszła do historii pod nazwą drugiej wojny światowej… Upadek przesiąkniętej alkoholem zakonnicy podsycił ogień pod nowym duchem niemieckim zwanym Gotterlichtbrudderkanyaschpaarenzydimefudderleibermichundzeschtonesubberalicekoopnaranybogapaczmymarkenziegoingswiespeigaleaufftostistneinzumachzuaschenbecker.

Czyli po angielsku – Hitlerem.


Przypisy:
[1] Możliwe nawiązanie do powiedzenia coming up roses, oznaczającego możliwy dobry koniec złego początku – przy czym przymiotnik „tajemniczy” sugerowałby, że pozory mogą mylić i koniec też może być zły [przyp. F.Ł.].
[2] Wszyscy wiemy, że przyjętym przekładem słowa Christos jest „pomazaniec”. Ale nas uczono, że w pierwotnych Zwojach znad Morza Martwego zostało objawione prawdziwe znaczenie słowa Christos – „światło”, co dla nas miało znacznie więcej sensu. – Y.O.L.
[3] Parafraza popularnej w świecie anglosaskim serii dowcipów-zagadek: „Dlaczego kura przeszła przez drogę? Żeby dostać się na drugą stronę”. Seria obejmuje rozmaite warianty, podobnie jak polska seria „Przychodzi baba do lekarza”. Dowcip zostaje sparafrazowany przez Lennona ponownie kilka stron dalej [przyp. F.Ł.].
[4] „Some Enchanted Evening” – piosenka autorstwa Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina II z musicalu South Pacific z 1948 roku [przyp. F.Ł.].

O AUTORACH

Filip Łobodziński

ur. w 1959 r. Iberysta, dziennikarz, muzyk i tłumacz z języków: angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, katalońskiego, portugalskiego oraz ladino. Laureat Nagrody Instytutu Cervantesa w Warszawie w 2005 r. za najlepszy przekład literacki. Przez lata pracował jako dziennikarz (TVP, Polsat News, Trójka, Inforadio, „Non Stop”, „Rock’n’Roll”, „Machina”, „Przekrój”, „Newsweek”), a obecnie współprowadzi program telewizyjny „Xięgarnia”. Współzałożyciel Zespołu Reprezentacyjnego (od 1983, sześć płyt) oraz dylan.pl (od 2014, jedna płyta), specjalizującego się w wykonywaniu przekładów piosenek Boba Dylana. W Biurze Literackim ukazały się przetłumaczone przez niego książki Dylana: Duszny kraj(2016) oraz Tarantula(2018), Patti Smith: Tańczę boso i Nie gódź się oraz Salvadora Espriu Skóra byka. Mieszka w Warszawie.

John Lennon

ur. w 1940 roku w Liverpoolu. Brytyjski muzyk, kompozytor, piosenkarz i autor tekstów. Jeden z Beatlesów. W 1965 roku muzyk otrzymał z rąk królowej Elżbiety II Order Imperium Brytyjskiego (MBE). Zamordowany 8 grudnia 1980 roku. W 1994 roku został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame.  

powiązania

Santarém, Samotność przestrzeni oraz Nie gódź się

nagrania / Stacja Literatura Andrzej Sosnowski Elizabeth Bishop Emily Dickinson Filip Łobodziński Joanna Mueller Juliusz Pielichowski Patti Smith Tadeusz Sławek

Spotkanie wokół książek Santarém Elizabeth Bishop, Samotność przestrzeni Emily Dickinson i Nie gódź się Patti Smith z udziałem Tadeusza Sławka, Filipa Łobodzińskiego, Joanny Mueller oraz Juliusza Pielichowskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.

WIĘCEJ

Kataloński poeta numer jeden

wywiady / O KSIĄŻCE Filip Łobodziński Xavier Farré Vidal

Rozmowa Xaviera Farrégo Vidala z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca wydaniu książki Salvadora Espriu Skóra byka, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 4 maja 2020 roku.

WIĘCEJ

Historia jednego przekładu, czyli ażeby dojść do Salvadora Espriu

recenzje / KOMENTARZE Filip Łobodziński

Komentarz Filipa Łobodzińskiego towarzyszący wydaniu książki Salvadora Espriu Skóra byka, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 4 maja 2020 roku.

WIĘCEJ

O niezgodzie w literaturze

nagrania / Stacja Literatura Beata Stasińska Filip Łobodziński Jan Rojewski Konrad Góra Rami al-Aszek

Spotkanie z udziałem Ramiego Al-Aszeka, Konrada Góry, Filipa Łobodzińskiego, Jana Rojewskiego, Beaty Stasińskiej i Magdaleny Rigamonti w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.

WIĘCEJ

Podważać samego siebie

wywiady / O KSIĄŻCE Filip Łobodziński Grzegorz Kwiatkowski

Rozmowa Filipa Łobodzińskiego z Grzegorzem Kwiatkowskim, towarzysząca premierze książki Karl-Heinz M. Grzegorza Kwiatkowskiego, wydanej w Biurze Literackim 18 listopada 2019 roku.

WIĘCEJ

Obcy astronom

nagrania / Stacja Literatura Anna Skrobiszewska Filip Łobodziński Rafał Skonieczny

Spotkanie wokół książki Obcy astronom Grzegorza Ciechowskiego z udziałem Anny Skrobiszewskiej, Rafała Skoniecznego i Filipa Łobodzińskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 23.

WIĘCEJ

Pieśń torby na pawia i Tarantula

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński Jerzy Jarniewicz Nick Cave Tadeusz Sławek

Spotkanie autorskie wokół książek Tarantula Boba Dylana oraz Pieśń torby na pawia Nicka Cave’a z udziałem tłumaczy Filipa Łobodzińskiego i Tadeusza Sławka w ramach festiwalu Stacja Literatura 23. Prowadzenie Jerzy Jarniewicz.

WIĘCEJ

Poza czasem, poza stylem

wywiady / O KSIĄŻCE Aleksandra Olszewska Artur Burszta Filip Łobodziński

Rozmowa Artura Burszty i Oli Olszewskiej z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca wydaniu książki Patti Smith Nie gódź się, która ukazała się w Biurze Literackim 18 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ

Nie gódź się (2)

utwory / zapowiedzi książek Filip Łobodziński Patti Smith

Fragment zapowiadający książkę Nie gódź się Patti Smith, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 28 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ

Nie gódź się (1)

utwory / zapowiedzi książek Filip Łobodziński Patti Smith

Fragment zapowiadający książkę Nie gódź się Patti Smith, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 28 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ

Polarną nocą i po drugiej stronie lustra

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Filip Łobodziński

Rozmowa Dawida Mateusza z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca premierze książki Tarantula Boba Dylana w przekładzie Filipa Łobodzińskiego, wydanej nakładem Biura Literackiego 15 stycznia 2018 roku.

WIĘCEJ

Muzyka z poezją

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński Kamil Sipowicz Patti Smith

Spotkanie autorskie „Muzyka z poezją” wokół książek Duszny kraj Boba Dylana i Tańczę boso Patti Smith z udziałem tłumacza Filipa Łobodzińskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 22. Prowadzenie Kamil Sipowicz.

WIĘCEJ

Pan z Tamburynem

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński

Koncert piosenek Boba Dylana z książki „Duszny kraj” z udziałem Filipa Łobodzińskiego i Jacka Wąsowskiego w Aparthotelu Czarna Góra w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ

Boso, ale w akordach

recenzje / ESEJE Filip Łobodziński

Recenzja Filipa Łobodzińskiego towarzysząca premierze książki Tańczę boso Patti Smith, wydanej w Biurze Literackim 7 sierpnia 2017.

WIĘCEJ

Pływak woli mierzyć się z kanałem La Manche niż z górnym biegiem Wkry

wywiady / O KSIĄŻCE Filip Łobodziński Jerzy Jarniewicz

Rozmowa Jerzego Jarniewicza z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca premierze książki Duszny kraj Boba Dylana, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

WIĘCEJ

Like a Rolling Stone. Spowiedź tłumacza

recenzje / KOMENTARZE Filip Łobodziński

Komentarz Filipa Łobodzińskiego o trudnościach z tłumaczeniem Boba Dylana, towarzyszący premierze książki Duszny kraj, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

WIĘCEJ

Recenzja Radości

recenzje / ESEJE Filip Łobodziński

Recenzja Filipa Łobodzińskiego z książki Radości Grzegorza Kwiatkowskiego.

WIĘCEJ