recenzje / KOMENTARZE

Like a Rolling Stone. Spowiedź tłumacza

Filip Łobodziński

Komentarz Filipa Łobodzińskiego o trudnościach z tłumaczeniem Boba Dylana, towarzyszący premierze książki Duszny kraj, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

Okladka_Duszny_kraj__pierwsza.jpg Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Piszę to może, żeby się sam przed sobą wytłumaczyć. Ale może też po to, żeby przyłapać się na czymś i zweryfikować wybory translatorskie. Weryfikacja w praniu, czyli w śpiewie i graniu wykazała, że ten przekład „leży w ustach” i wpasował się w akordy. Ale Like a Rolling Stone, jak zresztą żaden istotny utwór, nie służy wyłącznie temu, żeby był komfortowo śpiewany, ale żeby miał po co być śpiewany.

Siadłem więc najpierw do przełomowej piosenki My Back Pages, którą Dylan odżegnał się od prostego, czarno-białego widzenia świata epoki protestu. Jakoś to poetyckie zagmatwanie skąsałem, choć piosenka wymaga objaśnień. Jednak kiedyś będę ją chciał nagrać, jeśli do nagrań dojdzie.

I czekał też ten najważniejszy utwór, który wygrał ranking „Rolling Stone’a” na najistotniejsze utwory rockowe wszech czasów, bo zmienił wszystko w kulturze popularnej: pokazał, że przebój może być głośno grany; że może być długi; że może nie mówić prostymi słowami o zwykłych uczuciach; że może być zjadliwy, szyderczy, a na pewno pełen pasji. I że przede wszystkim może być O CZYMŚ.

Ale o czym? Tu największa zagwozdka: znawcy do dziś się spierają, kto jest adresatem. Wielu zwolenników ma teoria, że jest nią aktorka Edie Sedgwick, jedna z postaci satelickich wokół Andy’ego Warhola, wyniesiona przez niego na piedestał, a potem porzucona. Dylan miał wziąć ją w obronę i przy okazji zjechać Warhola. Inni twierdzą, że to w ogóle o wszystkich „pięknych i młodych”, którzy zachłysnęli się byciem hej-do-przodu i w sytej awangardzie, aż tu nagle real zapukał do drzwi i sen się skończył. Jeszcze inni podejrzewają, że Dylan pisał utwór do samego siebie. Pewnie wszystko jest po trochu prawdą, bo on bardzo często pisze tak, żeby nie można było przyszpilić piosenki do jednej interpretacji.

Mnie najbardziej odpowiadała wersja druga, bo też ona jedna dawała szansę na przekład na polski i śpiewanie w Polsce, gdzie nie ma Warhola ani Dylana. I tak starałem się interpretować sam kolejne wersy. Nawet nie byłem pewien, czy używać rodzaju żeńskiego, czy może męskiego (co w czasownikach w czasie przeszłym jest po polsku nie do zignorowania). W końcu zrobiłem wersję, którą da się dowolnie zmieniać. Ale pozostałem przy formie żeńskiej.

No to można siadać do roboty.

Był grudzień 2013.

Przy takich kawałkach, które są mocne przede wszystkim łatwo zapamiętywanym szlagwortem, refrenem – trzeba zacząć od tego. W oryginale studyjnym z płyty Highway 61 Revisited każdy refren nieco się różni od pozostałych. Czasem są to pojedyncze słowa, ale na przykład pierwszy jest o jeden wers krótszy niż trzy następne. Istotne jest dalej, że pierwszy, powtarzany wers refrenu „how does it feel” rymuje się z ostatnim wersem każdej zwrotki – musi więc być w miarę uniwersalny, by każdą zwrotkę dawało się łatwo do niego doczepić.

To były pierwsze zdania, jakie napisałem też po polsku, na próbę: „i jak to jest, no, jak to jest”. I szybko dopisałem bliskie brzmieniowo słowo „kęs” w końcówce pierwszej zwrotki, gdzie w oryginale mowa o „posiłku” („meal”).

Następne wersy – nieważne, czy jest ich trzy, czy cztery – są zestrojone drugim rymem, który też obowiązuje we frazie kończącej, będącej tytułem. „Like a rolling stone”. Co znaczy fraza „rolling stone”? Często się powtarzała w standardach bluesowych, będąc echem porzekadła „a rolling stone gathers no moss”, czyli „toczący się kamień nie zbiera (na sobie) mchu [nie porasta mchem]”. A więc kto jest w nieustannym ruchu, ten nie zdrewnieje, nie zarośnie, nie zbutwieje. Stąd potoczne rozumienie „rolling stone” jako „włóczykij”, „wagabunda”, „niespokojny duch”.

Cały czas wiedziałem, że dopóki nie złamię kodu refrenu, nie ruszę ze zwrotkami.

O co chodzi w refrenie? Narrator zapytuje, ale pewnie zna po trosze odpowiedź: „jak to jest, kiedy jesteś z dala od domu, w samotności, kompletnie nieznana, jak toczący się kamień?” – czyli było fajnie, ale się skończyło i teraz jak?

Szukałem możliwości wykorzystania tego „niespokojnego ducha”, ale śpiewanie „jak niespokojny duch” było o jedną sylabę za długie i nie do końca adekwatne, bo tu nie o takiego fermenciarza chodzi, w dodatku w domyśle wolnego duchem, a o kogoś, kto się błąka poza strefą dla wybranych, o wyrzutka, swego rodzaju banitę/banitkę.

Aha – co do rymów. Uznałem, że będę stosował asonans zamiast rymów dokładnych, co często robiłem w przeszłości przy Dylanie. U niego rymy są często dokładne, ale angielski ma tu większą łatwość, zwłaszcza w słowach jednosylabowych, których tam jest mnóstwo, a u nas mało, a jeszcze mniej takich, którymi można kończyć wers. Wystarczało mi więc zachowanie zgodności samogłoski.

I oto przyszedł pomysł, żeby frazę „to be without a home” zrobić jako „gdy dom daleko masz”, bo poręcznych jednosylabowych słów z „A” jest w polszczyźnie względnie dużo. Czyli już było „I jak to jest / no, jak to jest / gdy dom daleko masz…”. A więc „stone” po polsku musi być słowem z „A”. Albo zaczynamy od początku.

Grzebiąc w słowniku synonimów, trafiłem na słowo „łach”. Ono ma konotację potoczną jako kogoś, kto jest właściwie bez domu, brudny, zaniedbany. OK, to spróbujmy. „Jak X-X-X łach”, gdzie X to sylaba. „Bezdomny” pasowało najbardziej. Ale już było wyżej, że „dom daleko masz”, nie można powtarzać rdzenia „dom”. Ten „łach” musi się błąkać po obcym świecie. No to – niech „błądzi”. Pozostało „like a complete unknown”. Przypomniałem sobie, że o ludziach pogardzanych mówi się, że są niewidzialni, przezroczyści. A po czym rozpoznaje się człowieka? Po twarzy. „Twarz” rymuje się z „masz” bardzo dokładnie, tym lepiej. I już mam refren:

I jak to jest
no, jak to jest
gdy dom daleko masz
i przezroczystą twarz
jak błądzący łach?

Tracę na powtórzeniu słowa „like” w dwóch ostatnich wersach. Ale nie wiem, czy zdołałbym. Za to wyzyskuję ciekawą dwuwymiarowość czasownika „mieć”, bo inaczej się „ma” przezroczystą twarz, a inaczej się „ma” daleko do domu. Zostawiam to. Pora atakować zwrotki, czyli wejść w gąszcz metafor, wizji i spiętrzonych przydawek.

„Once upon a time”, czyli „Dawno, dawno temu”. To musiało zostać, bo to początek baśni. Albo legendy. Bohater/ka piosenki ma za sobą niemal mityczną przeszłość, teraz nierealną, bo spadł/a na społeczne dno. Większość treści piosenki przeciwstawia obszernie (i metaforycznie) opisaną przeszłość obecnej chwili, gdy nie jest już wesoło. I mam wrażenie, że z tego przeciwstawienia wynika też jakaś dobra wiadomość: może dzięki temu upadkowi bohaterka ma szansę na zbawienie? Może właśnie teraz, gdy musi się kaleczyć o otaczający świat, zacznie żyć naprawdę, stanie się kimś wartościowym, odnajdzie sens? Spodobało mi się to myślenie. Zatem „dawno, dawno temu” był blichtr i sztuczność, teraz jest bieda i konkret.

Once upon a time you dressed so fine
you threw the bums a dime in your prime
didn’t you?
People’d call, say, Beware doll,
you’re bound to fall, you thought they were all
kiddin’ you

Rygorystyczny układ rymów w pierwszych dwóch dwuwierszach (można nawet zaryzykować, że w czterowierszach, bo mamy tu rymy wewnętrzne): AAAAC BBBBC. „Time – fine – dime – prime; call – doll – fall – all; didn’t you – kiddin’ you”. I treść:

Dawno, dawno temu ubierałaś się tak elegancko,
w kwiecie wieku rzucałaś dziesięciocentówkę obibokom/włóczęgom,
prawda?
Ludzie wołali: Strzeż się, laleczko,
jesteś na drodze do upadku – myślałaś, że oni wszyscy
nabierają cię

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to rym „fart – żart” dla „didn’t you – kiddin’ you”. I potem jakoś poszło, choć dobre rymy do „temu”, które dałyby się zastosować przy tej treści, były skąpe. W każdym razie ja nie znalazłem ich wielu. Dlatego nawet pojawia się „wybiegu” (jako metafora szykownych strojów). Stąd też, nieobecny w oryginale, pomysł z Edenem, ale był on dla mnie symbolem lepszego świata.

Dawno, dawno temu byłaś jak z wybiegu
datek ubogiemu, a ty wprost z Edenu
miałaś fart
ostrzegano cię: „To się skończy źle
znajdziesz się na dnie” – ty myślałaś, że
to taki żart

Już miałem świadomość, że nie da się chyba przełożyć piosenki w sposób dający się zaśpiewać, a zarazem niewolniczo blisko oryginału. Chodzi o przełożenie obrazu, sensu, ale pewnie nawet niektóre obrazki będę musiał zastąpić innymi, bo nie będą czytelne.

Druga część zwrotki też ma rygor rymowy: „about – out – loud – proud”. I jakoś trzeba dojść do tego „kęsa” na koniec.

You used to laugh about
everybody that was hangin’ out
now you don’t talk so loud
now you don’t seem so proud
about having to be scrounging for your next meal.

Naśmiewałaś się
z wszystkich, którzy sterczą na ulicy
teraz już tak głośno nie gadasz
teraz już nie wydajesz się tak dumna
że trzeba wyżebrać kolejny posiłek

Czyli życie sprowadziło ją do tego samego poziomu, co poziom tych, którym przedtem rzucała moniaki.

Tu jakoś szybko doszedłem do sensu, musiałem tylko trochę przemeblować słowa, żeby się ułożyły w jaki taki rytm. „Otóż to” jest dodatkiem, ale ciężko było mi znaleźć coś sensownego, a nie zawierało już skonsumowanych wyżej słów „los” i „głos”. Nie jestem bardzo dumny, ale też nie razi mnie. Może uda mi się znaleźć coś lepszego. Póki co zostaje.

z ludzi, których zdeptał los
zawsze dotąd rechotałaś w głos
dziś ucichłaś, otóż to
dziś masz mniej zadarty nos
skoro nagle trzeba żebrać o kolejny każdy kęs

I jedziemy z refrenem. Po którym jest druga zwrotka, jak często się zdarza.

Tu nie ma już tak konsekwentnego układu rymów, w co mi graj jak najbardziej. W pierwszej podczęści są dwa zamiast czterech „lonely – only” (dość eksploatowane w angielszczyźnie), w drugiej są tylko dalekie aliteracje „taught – street – get”. Do tego łączący je spiętrzony rym łączący obie podczęści „juiced in it – used to it”.

You’ve gone to the finest school all right, Miss Lonely
But you know you only used to get
juiced in it
And nobody has ever taught you how to live on the street
And now you find out you’re gonna have to get
used to it

Co tu mamy? Znów konfrontacja wypasu w dawnych czasach i trudnej egzystencji obecnie:

Chodziłaś do najlepszej szkoły, tak, Panno Samotna,
ale wiesz, że tylko przywykłaś tam
do wycisku
i nikt cię nigdy nie nauczył, jak żyć na ulicy
a teraz okazuje się, że trzeba będzie
przywyknąć do tego

Owa „Miss Lonely” definitywnie wskazuje na żeńską bohaterkę. Ratując się przed takim zdeterminowaniem, szukałem czegoś, co będzie się nadawać i dla mężczyzny. Samotność była dla mnie kategorią kogoś wyobcowanego, ale też spoza światła, spoza hałasu, spoza życia. Stąd pomysł na obupłciową Samotną Zjawę, która jeszcze podsunęła mi prawie-rym w postaci słowa „prawie”.

Najlepsze szkoły za sobą masz, Samotna Zjawo
ale przecież wiesz, że cię prawie
wyżymali tam
nie uczono cię, jak przetrwać na ulicy
a teraz pytasz: „Jak ja tu niby
sobie radę dam?”

Chociaż w oryginale nie ma rymu wewnętrznego w drugim dwuwierszu, ja wykorzystałem asonans „ulicy – niby”. A co.

Druga część drugiej zwrotki wprowadza nową postać „mystery tramp”, „wędrowca tajemnicy”. Mógł to być lump, ale z jakąś historią, z jakąś tajemnicą właśnie, może uliczny mędrzec. Kiedyś nie wchodził w grę jako partner do rozmowy, ale teraz trzeba stanąć z nim twarzą w twarz, może coś negocjować. W każdym razie kontakt z nim oznacza, że nie ma ucieczki, pora skonfrontować się z realnym światem.

You said you’d never compromise
With the mystery tramp, but now you realize
He’s not selling any alibis
As you stare into the vacuum of his eyes
And ask him do you want to make a deal?

Mówiłaś, że nigdy nie pójdziesz na kompromis
z tajemnym włóczęgą, ale teraz orientujesz się
że on nie sprzeda ci żadnych alibi
gdy patrzysz w próżnię w jego oczach
i mówisz: „Chcesz ubić interes?”

I znów trzeba pomyśleć o rymie do „jest” na koniec zwrotki. Odpuściłem wątek negocjacji w sprawach interesu, dałem bardziej ogólne rozumienie pogodzenia się z dawnym obcym. „Pojednawczy gest” nawet bardzo dokładnie się rymuje.

Nie chciałaś z tym guru żadnych umów, skąd
zgrywałaś twardziela, teraz miękniesz, bo
na alibi z jego strony liczyć nie ma co
gdy napotykasz jego pusty wzrok
i robisz w jego stronę pojednawczy gest

Tu stajemy oko w oko z refrenem, który już jest dłuższy o jeden wers, a i wers trzeci jest nieco inny. To na szczęście nie jest bolesnym konfliktem. W dalszych wersjach zmieniałem też „w krąg” na „wokół”.

How does it feel
How does it feel
To be on your own
With no direction home
Like a complete unknown
Like a rolling stone?

Więc jak to jest
no, jak to jest
gdy w krąg pusto tak
gdy dom daleko masz
i przezroczystą twarz
jak błądzący łach?

Nie mam pomysłu na takie przetłumaczenie wersu „with no direction home”, żeby dawało się spożytkować w formie tytułu – np. dokumentu, który nakręcił o Dylanie Martin Scorsese No Direction Home. Ale też nie jestem kongenialnym tłumaczem, tylko jakoś tam fedruję.

I zwrotka trzecia, która była najtrudniejsza w sensie sensu. Co to za żonglerzy i dlaczego się krzywili? I kim jest „dyplomata” na „chromowanym rumaku”, z „kotem syjamskim na ramieniu”, który ukradł bohaterce wszystko? Zwolennicy teorii o Edie Sedgwick wskazują, że tym dyplomatą jest sam Warhol. Ale to nie przybliża tekstu Polakom. U nas Warhol nigdy nie był problemem środowiskowym czytelnym dla szerokiej publiki.

Najpierw pierwsza część zwrotki. Znów są regularne rymy wewnętrzne AAAAC BBBxC: „around – frowns – clowns – down; understood – good – should(n’t); tricks for you – kicks for you” – ten ostatni dość nieuczciwy, bo polegający na powtórzeniu tej samej frazy, rymujący pierwsze sylaby trzysylabowej konstrukcji, a resztę pozostawiający bez zmian. Ale cóż, wolno Dylanowi.

You never turned around to see the frowns
on the jugglers and the clowns when they all come down
and did tricks for you
You never understood that it ain’t no good
You shouldn’t let other people
get your kicks for you

W ogóle nie obejrzałaś się, żeby dostrzec grymasy
u żonglerów i klaunów, którzy zeszli się
pokazać ci swoje sztuczki
w ogóle nie zrozumiałaś, że to nieładnie
nie powinnaś pozwolić innym ludziom
mieć frajdy zamiast ciebie

Łatwo nie jest. I nie udaję, że w pełni ogarnąłem sprawę. Przybliżam się tu do sensu, który sam sobie projektuję. Wyobraziłem sobie, że bohaterka nawet nie zwracała uwagi na to, że tłum podrzędniejszych artystów i pochlebców na wyścigi chce się przed nią popisać – no to się krzywili z rozczarowaniem, a inni w jej otoczeniu zamiast niej mieli przyjemność przeznaczoną właśnie dla niej. Otoczona rozrywką, nawet nie umiała z niej skorzystać. Utrzymałem za to oryginalny układ rymów/asonansów: „trik – ci – ty – ich; że – się – cie-bie – je(dnak); byli więc – bawili się” – poszedłem w większą swobodę w tej ostatniej parze. Cóż, wolno mi…?

Za trikiem trik pokazywali ci
magicy, ale ty w nosie miałaś ich
wściekli byli więc
nie pojęłaś, że tak nie robi się
zamiast ciebie jednak inni
wciąż bawili się

A teraz bój z dyplomatą. Kimkolwiek był, pozostaje dla mnie postacią enigmatyczną – sługą, który ma jednak władzę nad bohaterką. „Chromowany koń” to pewnie motocykl. Czy to ma znaczenie dla całości? Tylko w sensie ubarwienia, według mnie. Ale znów trzeba pamiętać o rymie do „jest”…

You used to ride on the chrome horse with your diplomat
Who carried on his shoulder a Siamese cat
Ain’t it hard when you discover that
He really wasn’t where it’s at
After he took from you everything he could steal.

Często jeździłaś na chromowanym rumaku ze swoim dyplomatą
który woził na ramieniu kota syjamskiego
prawda, ciężko jest odkryć, że
wcale nie był tym, za kogo się podawał / nie trafiał w sedno rzeczy
po tym, jak zabrał ci wszystko, co nadawało się do kradzieży

na konia ze stali twój poseł nieraz z tobą wsiadł
z syjamem na ramieniu – podobał ci się tak
aż tu nagle odkrywasz nieprzyjemny fakt
że ukradł ci wszystko, co tylko chciał
i w sumie oblał najważniejszy test

Wydaje mi się, że jakoś obroniłem redutę, chociaż na pewno ze stratami własnymi. No i mam dokładny rym do „jest”! „Poseł” jest starą konotacją „dyplomaty”, może być wysłannikiem, a jednocześnie kimś z władzą. Dlaczego „poseł”? A dlaczego „dyplomata”? Nie wiem. „Oblał najważniejszy test” – to też jest nieco wokół „wasn’t where it’s at”, ale w kontekście całości dopuszczalna jest według mnie interpretacja, że ten ktoś po prostu zawiódł. I na całej linii.

No i – jak to się mówi w radiu albo telewizji – „powoli” dochodzimy do ostatniej zwrotki. Tu znów jest zestawienie tego, co dawniej, z tym, co teraz. Na scenę wchodzi już cały tłum, jest jakaś księżniczka na wieży, pewnie kolejna uwięziona w środowiskowej famie gwiazda, może ktoś nowy w towarzystwie, skoro bohaterka upadła.

Z rymami jest różnie. Pierwszy wers ma dwa, drugi też dwa, potem jest łącznik, kolejne dwa wersy mają jeden wspólny rym. Łączniki są długie, a ich rym niezbyt dokładny, ale bliski: „that they got it made – you’d better pawn it, babe”.

Princess on the steeple and all the pretty people
They’re drinkin’, thinkin’ that they got it made
Exchanging all kinds of precious gifts and things
But you’d better lift your diamond ring, you’d better pawn it babe

Księżniczka na wieży i wszyscy ci śliczni ludzie
piją, myślą, że im się udało
wymieniają się rozmaitymi cennymi podarkami
ale ty lepiej zdejmij pierścionek z brylantem
lepiej zastaw go, mała

Ci śliczni ludzie, czyli elitka, kojarzą mi się zawsze z polskimi „młodymi-prężnymi”. A że „prężni” odnajduje rym w „księżni(czce)”, to już szedłem tą drogą. Przyśpieszyłem sekwencję rymów w drugiej podczęści (w czwartym wersie), „darami – brylantami” jest w jednym wersie, jedzie trochę Częstochową, nawet bardzo, ale jeden na całą trudną i długą piosenkę to może być okoliczność łagodząca. Świadomie skorzystałem z homofoniczności „wieży – wierzą”, bo Dylanowi takie rzeczy też się zdarzają. Podobnie z asonansem „lepiej – prędzej”. To trochę żółty rym. I dla mnie styka.

Bogaci, młodzi, prężni piją zdrowie księżniczki
na wieży, bo wierzą, że to piękne i że
tak ma być
wymieniają się darami – ty pierścionek z brylantami
zdejmij lepiej z palca i czym prędzej
do lombardu idź

Druga część zwrotki znów przedstawia nam jakiegoś Napoleona w łachmanach. Kto to? Może kolejny szaleniec, z którym teraz trzeba będzie się częściej spotykać?

You used to be so amused
At Napoleon in rags and the language that he used
Go to him now, he calls you, you can’t refuse
When you got nothing, you got nothing to lose
You’re invisible now, you got no secrets to conceal.

Tu mamy do czynienia z dwoma może najbardziej charakterystycznymi wersami z całej piosenki, które są pointą. To są dwa ostatnie wersy czwartej zwrotki.

Często tak cię bawił
Napoleon w łachmanach i język, którym się posługiwał
pędź do niego, woła cię, nie możesz odmówić
kiedy nie masz niczego, niczego też nie masz do stracenia
jesteś teraz niewidzialna, nie masz więc tajemnic do ukrycia

I pamiętam, że rym do „jest” jest konieczny. „Głośny śmiech” to nie do końca zamierzona, ale mile powitana aluzja do Fiolki…

Napoleon w łachmanach tak rozbawiał cię
językiem dziwnym budził twój głośny śmiech
słyszysz, woła cię właśnie, już do niego pędź
skoro nic już nie masz, nic nie stracisz też
jesteś niewidzialna, więc to i twych tajemnic kres

I jak to jest
tak, jak to jest
gdy wokół pusto tak
gdy dom daleko masz
i przezroczystą twarz
jak błądzący łach?

I tyle. Praca trwała w sumie dwa tygodnie. Uważam, że wyszedłem obronną ręką, że to ma spójną treść, ale pewnie można to zrobić lepiej. Może ktoś spróbuje?

O AUTORZE

Filip_Lobodzinski
Filip Łobodziński

Urodzony w 1959 roku. Iberysta, dziennikarz, muzyk i tłumacz z angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, katalońskiego, portugalskiego oraz ladino. Laureat Nagrody Instytutu Cervantesa w Warszawie w 2005 roku za najlepszy przekład literacki. Przez lata pracował jako dziennikarz (TVP, Polsat News, Trójka, Inforadio, „Non Stop”, „Rock’n’Roll”, „Machina”, „Przekrój”, „Newsweek”), a obecnie współprowadzi program telewizyjny „Xięgarnia”. Współzałożyciel Zespołu Reprezentacyjnego (od 1983, sześć płyt) oraz dylan.pl (od 2014, jedna płyta), specjalizującego się w wykonywaniu jego przekładów piosenek Boba Dylana.

powiązania

18_NAGRANIA__Nick Cave, Bob Dylan, Tadeusz Sławek, Filipa Łobodziński, Jerzy Jarniewicz__Pieśń torby na pawia i Tarantula

Pieśń torby na pawia i Tarantula

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński Jerzy Jarniewicz Nick Cave Tadeusz Sławek

Spotkanie autorskie wokół książek Tarantula Boba Dylana oraz Pieśń torby na pawia Nicka Cave’a z udziałem tłumaczy Filipa Łobodzińskiego i Tadeusza Sławka w ramach festiwalu Stacja Literatura 23. Prowadzenie Jerzy Jarniewicz.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Filip Łobodziński__Poza czasem, poza stylem

Poza czasem, poza stylem

wywiady / O KSIĄŻCE Aleksandra Olszewska Artur Burszta Filip Łobodziński

Rozmowa Artura Burszty i Oli Olszewskiej z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca wydaniu książki Patti Smith Nie gódź się, która ukazała się w Biurze Literackim 18 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ
08_UTWORY__Patti SMITH__Nie gódź się (2)

Nie gódź się (2)

utwory / zapowiedzi książek Filip Łobodziński Patti Smith

Fragment zapowiadający książkę Nie gódź się Patti Smith, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 28 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ
07_UTWORY__Patti SMITH__Ogień z nieznanego źródła (1)

Nie gódź się (1)

utwory / zapowiedzi książek Filip Łobodziński Patti Smith

Fragment zapowiadający książkę Nie gódź się Patti Smith, w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukaże się nakładem Biura Literackiego 28 lutego 2019 roku.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Bob DYLAN__Polarną nocą i po drugiej stronie lustra

Polarną nocą i po drugiej stronie lustra

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Filip Łobodziński

Rozmowa Dawida Mateusza z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca premierze książki Tarantula Boba Dylana w przekładzie Filipa Łobodzińskiego, wydanej nakładem Biura Literackiego 15 stycznia 2018 roku.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Bob DYLAN, Patti SMTH, Filip ŁOBODZIŃSKI, Kamil SIPOWICZ__Muzyka z poezją

Muzyka z poezją

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński Kamil Sipowicz Patti Smith

Spotkanie autorskie „Muzyka z poezją” wokół książek Duszny kraj Boba Dylana i Tańczę boso Patti Smith z udziałem tłumacza Filipa Łobodzińskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 22. Prowadzenie Kamil Sipowicz.

WIĘCEJ
21_NAGRANIA__Bob DYLAN, Filip ŁOBODZIŃSKI__Pan z Tamburynem

Pan z Tamburynem

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński

Koncert piosenek Boba Dylana z książki „Duszny kraj” z udziałem Filipa Łobodzińskiego i Jacka Wąsowskiego w Aparthotelu Czarna Góra w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Filip ŁOBODZIŃSKI__Boso, ale w akordach

Boso, ale w akordach

recenzje / ESEJE Filip Łobodziński

Recenzja Filipa Łobodzińskiego towarzysząca premierze książki Tańczę boso Patti Smith, wydanej w Biurze Literackim 7 sierpnia 2017.

WIĘCEJ
WYWIADY_dylan

Pływak woli mierzyć się z kanałem La Manche niż z górnym biegiem Wkry

wywiady / O KSIĄŻCE Filip Łobodziński Jerzy Jarniewicz

Rozmowa Jerzego Jarniewicza z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca premierze książki Duszny kraj Boba Dylana, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

WIĘCEJ
WYWIADY_Grzegorz_Kwiatkowski_Radosci

Recenzja Radości

recenzje / ESEJE Filip Łobodziński

Recenzja Filipa Łobodzińskiego z książki Radości Grzegorza Kwiatkowskiego.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Bob DYLAN, Patti SMTH, Filip ŁOBODZIŃSKI, Kamil SIPOWICZ__Muzyka z poezją

Muzyka z poezją

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński Kamil Sipowicz Patti Smith

Spotkanie autorskie „Muzyka z poezją” wokół książek Duszny kraj Boba Dylana i Tańczę boso Patti Smith z udziałem tłumacza Filipa Łobodzińskiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 22. Prowadzenie Kamil Sipowicz.

WIĘCEJ
21_NAGRANIA__Bob DYLAN, Filip ŁOBODZIŃSKI__Pan z Tamburynem

Pan z Tamburynem

nagrania / Stacja Literatura Bob Dylan Filip Łobodziński

Koncert piosenek Boba Dylana z książki „Duszny kraj” z udziałem Filipa Łobodzińskiego i Jacka Wąsowskiego w Aparthotelu Czarna Góra w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ
WYWIADY_dylan

Pływak woli mierzyć się z kanałem La Manche niż z górnym biegiem Wkry

wywiady / O KSIĄŻCE Filip Łobodziński Jerzy Jarniewicz

Rozmowa Jerzego Jarniewicza z Filipem Łobodzińskim, towarzysząca premierze książki Duszny kraj Boba Dylana, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_dylan

Dylan z polskim paszportem

recenzje / ESEJE Piotr Bratkowski

Recenzja Piotra Bratkowskiego, towarzysząca premierze książki Duszny kraj Boba Dylana w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, wydanej w Biurze Literackim 20 lutego 2017 roku.

WIĘCEJ