Człowiek znikąd
Zawsze trzeba komponować I co z tego
zostanie po kilku wódkach Te Zespoły Szkół
Hotelarskich małe gastronomie i inne
komunikaty Ludzie schowani za twarzami
zapominają o nich i twarze zostają same
Argument brzóz przy autostradzie był anachroniczny
Ich umykający bezruch nie przekonywał
Interesowały go samochody Ruch świateł
spajał zapomniane rozmowy w klarowne twierdzenia
których dowody rodzą się za późno
Rzeczywiście rytm oczyszcza z grzechu
Jest tylko ciężar ciała który rozpuszczasz
w błękicie gdy wychodzisz w górę
z obu nart Śnieg się wyjaśnia
ale cały zjazd jest doskonale bezcelowy
Przenicacy
Opisz mi zaraz koleżanko jak
jem automatyki widoki mi się
wyrzucają miewam wyrzuty
twarzy niepodobny jestem
kiełki zażywam jagody foliały
kładę na twarz Koleżanko podobna
twoje folia przyszły w godzinie
porty twoje koleżanko podobno
memoranda piszesz obcujesz
w rezonansie ponoć nas
wprawiasz na dystans zbyt
ożywiony jestem niepewny
czy się wyrażam nazywam się
dziwię wchodzę w rezonans
miewam lęki nad ranem
bez polskich znaków
miewam leki nad ranem
kiełki przez nica i cacy
Pieśń tworzyw sztucznych
Powiedzcie wierszowi, że to jest bramka, przez którą nie przejdzie;
plastik skóry stawia opór, daje się mocno we znaki
(zasłyszane)
Tyś jest obszar pracy maksymalnej
obszar opłat kompresji albumin i zgliszcz
Tyś jest obszar pracy mineralnej
w tobie łupki pokonują barierę wchodzą w wartość papieru
Tyś jest miejsce zarządzania spalaniem to miejsce ten czas
wzywasz do sieci światłowodem stajesz u bram
Sposobisz arktyczne spedycje
wzywasz rosę różę na kopalny punkt
Dajesz się mocno we znaki gdy propagujesz piękno
srebrną rosę światłowodem przewodzisz w wartość papieru
Wszczynasz śpiew w żużlach i żywice tężeją w podanym metrum
grafen pokonuje barierę wiersza własnego wchodzi do globalnej gry
Ślesz się pod ziemię pod lód w ogniste oblicze
w sztab dyrektorów radę nadzorczą komitet koronę rdzeń
W twojej osmozie migrują paliwa aktywują słońca
wschodzą protokoły miazgi
W twojej syntezie kondensuje się sygnał
zadany peleng zarządza ludzkim miałem
Spokojni i odprężeni w podanym metrum
podążamy na miejsce zbiórki to miejsce ten czas
* * *
Powiedzcie wierszowi że pleciemy ekrany ze światła i strun
wypatrujemy wkładu prosimy poręki porady
Przeniknięci wierszem stanowimy tworzywo sprasowane na wieki
W obszar królestwa odwleczeni tam też czytamy memo przesłanie
Wierzymy żeśmy mu jedyną ofertą w niego przenosimy poznanie
byśmy przesłali materiał na kurs arkusz i miał
Posłanie kopalne
organizm wie co do niego należy
ma doznawać
do niczego sobie nie rościć
ronić ewentualne krople
organizm jest wdzięczny
przenika go radio
ma udział w błocie filcu
wiatr rzeźbi go tabelą notowań
karmi kawą i smołą
dotyka co dzień
gumy bakelitu klawiatur
czuje kabel
organizm zajmuje się spisem informacji
grupa krwi stan genomu
(mutatis mutandis syczą okienka)
organizm ma wchodzić w dym nocy
ekstatycznie weń wnikać
doznawać absolutu zera
brać oddech z błota arsenu
pobrać ścieżkę węgla
studzić miana
ma drżeć na czyste zero
wiernie mknąć płonąć
wyć w czeluść:
„byłem tu i będę po samą krzywą
wniknąłem w granulat mas
ustalałem struny kłębuszki
nimi płonąłem”
Fosfor
w terrarium jesteś
czarna skrzyneczka rzecz
sama w sobie aluwium
wzbogacany wsad
oddech gładszy niż fosfat
amoniakalny spiek
majak syntetyk podany
pod język na myśl
życie sklejone na sen
czyjś spożywczy czysty
przesteruj sen
zrób brudny stop rud
czytaj bliskie ci ciało
pulsar errarium
rzecz mnoga w sobie
niesuwerenna
Wioska sinicowa
Widać wrotycz, szyldy, wrak bagrownicy.
(z przewodnika turystycznego)
Czy wiesz ile kreatywności
kryje się pod maską
tego samochodu?
Czy wiesz że ten samochód rozumie cię
na poziomie neuronowym?
Wiedzą coś o tym inżynierowie parkingów
pod kościołami
A mówiłem praca
niech wre Co się stało?
Czyżbym stracił pracę? I zaraz
anorektyczna dziewczynka
z wypukłym czołem wiechetką
niebieskich włosów przemknie radośnie
na elektrycznej hulajnodze
obok kebaba pod galeryjką
na której wiszę na skraju wsi
Czy to nie jest praca? Jej praca
praca asfaltu chwastów
banków danych w genomie
słodkiego odoru piekarni
znad sinych łąk? Ale zaraz
moja też?
O bieganiu w parku wobec śmierci ojca
1.
pancerny kafar
łomoce
od serca miasta
do zewnątrz
2.
w pustym parku pancerny
młot zdarzeń
kwestia wyrwania sobie
od serca
3.
wszystko zewnątrz
przystanek kosz zdrapka
z rozkładem jazdy
wyrwa zdarzenia
4.
jestem wyrwą zdarzenia
wypluwam się
rozrusznik bez serca
pisze się zewnątrz
5.
powiedziałeś coś
lub chciałeś powiedzieć
kable z serca
rozruszaj to teraz od zewnątrz
6.
charczę czas
strzępię przestrzeń
wykrawam wyrwę
na przestrzał
7.
rozkład instalacji zdarzenia
pisze LIVE IS BRUTAL
drapie bez serca
żywcem zachwyca
A więc otłchań
A więc otchłań. Proszę bardzo. Instalacja pól, którą był, rozpadła się, przemieniła, pyłem poszła w otchłań. Czy zasiliła? Jaki magnes działa w nicości, z niej śle? Bo nawet nicość trzeba sobie wyobrażać. Nicość wyobrażona, uwolniona z nieistnienia. O to by mi chodziło, o brudną nicość, jak silnik, magnes, otchłań oddająca. Czy wszystkie dni, rozmowy, gesty nie były już widmem, fałdą skądś nadesłanego światła? Bo chyba zwrotność jakaś jest? Bo chyba sycimy? Każdy układ ma pojemność. Każda instalacja przestrzeni, słów, ruchu w elektrycznym powietrzu – każdy gest coś zmienił, odcisnął się w tym, co zmieniam codziennie. Czy otchłań żywsza jest nim teraz, jak żywsze nim były moje instalacje? Czy nicość majaczy pojemność własną, żeby oddać? I już noc, proszę bardzo, kolejna, śmieszny obrót planet, rozrost światła. Już czytnik, którym jestem, żarzy się, szemrze, mechanik nad ranem, kostka tekstu, gęstość, zawiązki pulsują, okruchy, chociaż słabe – fundusze odmówić, zmienić żarówkę w warsztaciku, wydrukować oświadczenie. Już to widzę, jak się rozpadamy, żywcem, słowa parują w gazowe obłoki, które świecą mi światłem powziętym z wielu, kiedy wykonuję proste czynności. Idę do sklepu rano, pustą ulicą, kupuję chleb. Ulica jest i nie ma jej, chleb jest i go nie ma, i tak na zmianę, pulsacyjnie. Odnawiaj to. Jak to zaczyna w ciele grać, ciało szemrze, paruje. Kiedy szedłem i rozmawiałem z nim. Kiedy przyjeżdżał i mówiliśmy do siebie. Co to jest materia, jeśli nie czas, chemia, elektryka, informacja zwrotna? Co to jest materia, jeśli nie historia sycenia i rozpadu, oddawania ciepła? Nie jesteś grudką, tylko urządzeniem z magnesem ustawionym na mówienie, na wymianę ciepła. W twoim mówieniu zrosty i łącza, napawy, przewodniki, na tym rzecz polega. Wtedy się wytwarza. Rzecz. Nie musisz chcieć wszystkiego, tylko tego, w co się wznawiasz, w nicości, której nie ma, w otchłani wymiennej, zwrotnej, jak ulica nad ranem, w głosie rzeczy. Tyle mi pokazał, nie mając o tym zielonego pojęcia.