książki / PROZA

Zapominanie Eleny

Andrzej Sosnowski

Edmund White

Fragmenty książki Edmunda White'a Zapominanie Eleny, która ukazała się nakładem Biura Literackiego w serii "Proza" 16 maja 2013 roku.

Okladka__Zapominanie_Eleny__rgb Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Rozdział drugi

Kiedy wychodzę z łazienki, spostrzegam na ganku Herberta, który czyta książkę. Siedzi tylko w szortach i tenisówkach, ale ciało ma tak gibkie i włosy tak gładko przyczesane, że sprawia wrażenie kompletnie ubranego, jakby jego skóra była czymś na kształt sportowego kostiumu.
– Dzień dobry – mówi Herbert.
– Od dawna na nogach? -pytam.
– Od paru godzin – odpowiada, z widoczną satysfakcją. – Nawet byłem już w sklepie, żeby kupić coś na śniadanie. Nic nadzwyczajnego, ot, jajka, kiełbaski, mleko, kawa i trochę pieczywa na tosty. Czy ostatniej nocy wszyscy z twojego pokoju wrócili?
– Owszem.
– Nie ma więc tylko Boba. Nie widziałem go również w hotelu. Ty widziałeś?
– Nie. – Nie umiem powiedzieć, czy Herbert chce wrócić do książki, czy miałby ochotę pogadać. Postanawiam usiąść obok niego w płóciennym krzesełku i patrzeć w surowe deski pomostu w taki sposób, jakby jeszcze morzył mnie sen. Jeśli Herbert jest w nastroju do rozmów, to moja dłuższa obecność zachęci go do mówienia, a jeżeli zechce poczytać, moje odrętwienie będzie dlań wystarczającym pretekstem, aby zostawić mnie samego sobie.
Niestety, wyraźnie czuję, że jest równie niepewny jak ja. Zauważam kątem oka, jak obserwuje mnie ukradkiem, wiercąc się w swoim krzesełku, jak jego dłoń zaciska się na poręczy, aby za chwilę jednak chwycić książkę – i oto Herbert pogwizduje już pierwszy takt tej piosenki, którą nucił wczoraj przy zmywaniu naczyń. Po czym przerywa, aby nagle znów podjąć melodię, ale nie parę taktów dalej, co świadczyłoby, że naprawdę pogrążył się w zadumie, lecz dokładnie w tym samym miejscu, w którym zapadła cisza: wyraźny znak, że gwiżdże pod moim adresem, równie śmieszny i wystudiowany jak syndrom ziewania u Boba. Tak przynajmniej pomyślałby ktoś, kto szukałby najmniejszej skazy.
A ja nie umiem znaleźć żadnej skazy w Herbercie tego poranka. Słońce zaczyna grzać moje ramiona i dwa wróble szczebioczą na wypalonym konarze wysokiego drzewa. Ptaki siadają na tej zwęglonej, horyzontalnej i grubej niemal jak pień gałęzi, ćwierkają przez chwilę, a potem trzepoczą przez moment w powietrzu, zanim jeszcze raz wylądują. Krążą wokół konaru w bezustannych, nerwowych przelotach, jakby nie potrafiły znaleźć punktu oparcia na czymś tak im obcym i martwym. A drzewo jest pamiątką z dawnego pożaru; być może jeden z tych wielkich domów stał tu onegdaj w pobliżu.
Nie, nie umiem znaleźć skazy w Herbercie. Herbert przewraca stronę, przygląda się jakiemuś zdaniu, czyta je jeszcze raz i marszczy brwi, wyraźnie zakłopotany, ale ta konsternacja powoli przechodzi w uśmiech zrozumienia i kilka potakujących ruchów głową – taki skończony wykład na temat procesu myślenia, pokaz z ilustracjami, coś, co po prostu nigdy się nie zdarza, kiedy ktoś rzeczywiście pogrąży się w myślach.
I na pewno przyjąłby z ochotą każdą moją inicjatywę, ale ja nie wiem, co powiedzieć, a poza tym, wolę przyglądać się gęstemu listowiu, które niemal zupełnie pochłonęło nasz domek. Mój żołądek wprawdzie już zdążył się skurczyć, ale dobrze wypoczęte ręce i szyja nie otrzymały jeszcze sygnałów alarmowych; może się uda przedłużyć ich spokój. A zwłaszcza jeden krzew, albo drzewko, przyciąga moją uwagę, ponieważ ma liście w trzech odmiennych kształtach: jeden wygląda jak liść wiązu, drugi ma trzy duże płatki, trzeci przypomina mitenkę. Roślina wygina się łukiem aż po pobliski ostrokrzew i tworzy ciemny tunel woskowej zieleni, z kratownicą światła i cienia na dole.
Jak wszystkie domy, które tu widziałem, nasz też stoi na palach wbitych w podmokły grunt. Pomosty i chodniki z surowych i wyświeconych desek również biegną górą. Dłuższe źdźbła trawy wylazły przez szpary pomiędzy deskami i wskutek ustawicznego deptania leżą teraz martwo na drewnie, brązowe i poskręcane jak postrzępione rzemyki. A ponieważ najbliższa okolica jest bardziej pagórkowata niż rejon portowy, mogę jeszcze stąd dostrzec tamtą czarną willę, która z czterema purpurowymi proporcami, jakby z nieśmiałą ostentacją przysiadła w górze nad nami.
Nagle Herbert z hukiem kładzie książkę na dzielący nas stół i mówi: – Mam wrażenie, że mamy dzisiaj niewielką pracę do wykonania, nie sądzisz? – Kilka pierwszych słów wypowiada trochę zbyt głośno, więc natychmiast spuszcza z tonu i tylko patrzy na mnie stanowczo a może i z gniewem, jak gdyby sprawy wymknęły się spod kontroli i teraz musi, już poniewczasie, wziąć je w garść. A może otrzymał jakieś rozkazy z góry i jest tak bardzo przejęty koniecznością przekazania ich mojej osobie, że zakłopotanie pokrywa burkliwością tonu? Swoją drogą, o jakiego rodzaju pracę może chodzić? Jeszcze nie widziałem, żeby na wyspie ktokolwiek pracował, z wyjątkiem posłańców w hotelu i strażaków. Ale posłańcy mogli zwyczajnie być przyjaciółmi, a Jason zaproponował przecież, że wyręczy strażaków.
– Ależ oczywiście – mówię wesoło. – To znakomity pomysł.
– Zatem pójdziemy już teraz? Mogę ci pokazać, co trzeba by zrobić
. – Więc prowadź – mówię i zastanawiam się, czy ta żwawa beztroska nie obraża Herberta, czy nie powinienem zasalutować albo stanąć na baczność. Salutując mógłbym jednak popełnić straszliwy błąd. Przecież Herbert tak często zaznaczał, że bez względu na relację, jaka w istocie mogłaby nas łączyć, musimy odnosić się do siebie lekko i liberalnie. A zmiana tej tonacji to już nie moja sprawa.
Herbert powstaje, ja też, chociaż – z odrobiną błazenady udając lenistwo lub opieszałość – zwlekam jeszcze przez chwilę przed gwałtownym wyjściem z krzesełka, którego poręcze łapię nagle dłońmi i odpycham w dół. Ot, znikomy żart, na koncie samego ciała, bez poręczenia przez coś tak kontrowersyjnego, jak na przykład uśmiech. A jednak moje działania w ogóle nie powinny być nacechowane, przynajmniej dopóty, dopóki nie odkryję, za jakiego pokroju osobę uchodzę w powszechnym mniemaniu.
– Nie szedłbym tak jak stoisz – mówi Herbert, pokazując palcem moje kąpielówki. – Wokół tamtego domu jest mnóstwo zarośli, możesz podrapać nogi. Radziłbym długie spodnie. Nie mówię ci, co masz robić, ale –
– Nic nie szkodzi, jak się trochę podrapię.
I biegnę do łazienki, żeby się uczesać. W lustrze oglądam przyjazną twarz z głębokimi zmarszczkami wokół oczu i koło ust, uśmiecham się i widzę, że te zmarszczki mam od częstych uśmiechów: tak jest, taka przyjazna, ujmująca osoba, żadnych bruzd na czole, które nie zwykło się marszczyć. Wiek? Pod trzydziestkę, jeśli twarz zaniedbana, trochę po trzydziestce, jeśli nie. Ani przystojna, ani brzydka (a może te duże nozdrza, brwi wygięte w dół i mały podbródek uważa się tutaj za koszmar?). I głowa zaczyna mi drgać, taki lekki wstrząs co parę sekund, jak zdawkowe skinienie, i szyja sztywnieje tak bardzo, że boję się, iż głowa straci całą mobilność. Dopiero kilka potakujących skłonów mnie uspokaja, że mam jeszcze nad nią kontrolę.
W chwili, kiedy Herbert słyszy za sobą moje kroki, nie oglądając się rusza przed siebie i prowadzi mnie ścieżką w dół pod ciężkim łukiem, który z jednej strony tworzy ostrokrzew, a z drugiej ten wszechstronny krzak o trzech różnych liściach.


[Obudziłem się pierwszy z całego domu…]

Obudziłem się pierwszy z całego domu, lecz nie wiem, jakie są tego implikacje. Oczywiście nie mogę mieć całkowitej pewności, że wszyscy poza mną dalej śpią, ale dwaj mężczyźni w moim pokoju oddychają głośno, a ich dłonie są rozpostarte, zwinięte w pieści lub zamknięte w sposób równie naturalny, co nieprawdopodobny – krótko mówiąc, wątpię, aby ktokolwiek mógł być na tyle sprytny, żeby tak przekonująco improwizować gestykulację snu. Ponadto pod oczami mają półkoliste, opuchłe obwódki, a ich wargi są lekko rozchylone.

Co do użytkowników innych pokoi, to nie sposób ustalić, czy jeszcze śpią, czy nie, a nawet czy w ogóle są w domu. A jednak nikt się nie krząta; tego mogę być całkiem pewny, gdyż ściany są cienkie i nie sięgają sufitu, a dom jest tak mały, że żadna jego część nie leży dalej niż trzydzieści stóp od mojego łóżka.

Zastanawiam się, jakie wywarłbym wrażenie, gdybym poszedł teraz do łazienki? Być może nikt nawet by nie zauważył, być może nikogo by to nie obeszło; jest możliwe, że ludzie mają tutaj całkiem „naturalny” stosunek do czynności fizjologicznych, że uważają je już to za humorystyczne, już to zbyt trywialne, żeby o nich mówić. A z drugiej strony, zawsze zachodzi możliwość, że całą sprawę ustala skrupulatnie ułożony protokół, a domownicy przestrzegają porządku wzrostu, popularności bądź starszeństwa.

Po prostu muszę skorzystać z łazienki, bez względu na ewentualne konsekwencje. Nawet jeśli popełniam błąd, to bardzo wątpię, żeby ktoś zganił mnie wprost. Wygląda na to, że panuje klimat tolerancji, nawet jeśli każda niestosowność jest przedmiotem wszechstronnych analiz i niekończących się żartów – lekkich, nonszalanckich i uporczywych. Wczoraj wieczorem po kolacji Bob wstał od stołu i kręcił się po pokoju – sądzę, że nie bardzo wiedział, co ma dalej robić. Zdobywszy się wreszcie na śmiałość powiedział, zwracając się do nikogo w szczególności: „Myślę, że przespaceruje się do hotelu i chwilkę potańczę”. Jego deklaracja przeszła bez echa. Jeszcze raz obszedł pokój i ziewnął w sposób najwyraźniej wymuszony – to w ogóle nie było prawdziwe ziewnięcie, raczej kiepska imitacja. Potem wyszedł.

Kiedy tylko umilkł odgłos jego kroków, mężczyźni przy stole wybuchnęli śmiechem. „Tańce? Co za absurd! Kto chodzi do hotelu, zanim wybije północ? Ale Bob zawsze gubi miarę. Na przykład, tyle razy mu mówiłem, że ludzie wychodzą z hotelu około drugiej nad ranem i idą do domu. Ale on bierze wszystko tak dosłownie, że teraz wychodzi punkt druga, bez względu na okoliczności, bez względu na towarzyskie niuanse. Naturalnie już kilka razy został na lodzie, a wówczas złości się i mówi: ‚Przecież powiedziałeś, że o drugiej’. Próbuję mu tłumaczyć, że trzeba uważnie badać nastrój towarzystwa, obserwować ważnych ludzi i wiedzieć, kiedy oni okazują zniecierpliwienie i gotują się do wyjścia.”

– Nigdy mu się to nie uda – rzekł Herbert, który, choć małomówny, z pewnością jest głową domu, a całkiem niewykluczone, że w ogóle jakąś ważną figurą. Opanował sztukę pobłażliwej nonszalancji w większym stopniu niż, inni domownicy; kiedy zeszłego wieczora spytałem go, czy mam sprzątnąć ze stołu, położył mi na ramieniu dłoń gestem zupełnie wyzbytym przyjaźni i serdeczności, mówiąc: „Ależ mój drogi, rób, jak chcesz. Kto zwraca uwagę na takie rzeczy? Każdy idzie za swoim impulsem, a gospodarstwo samo świetnie się kręci”.

– Nigdy mu się to nie uda – mówił Herbert – gdyż jest zupełnie pozbawiony instynktów społecznych. A zresztą komu są one potrzebne? – zapytał, rzucając spojrzenie w moją stronę. – Za to ma inne, ważniejsze właściwości. Nawet jego nieudolność wydaje mi się czarująca. Dzisiaj wyodrębniłem jego kolejny manieryzm, mógłbym go określić mianem „syndromu ziewania”.

Wszyscy nakłaniali Herberta, aby opisał ów syndrom. Kiedy pochylili się głębiej nad stołem (Herbert roztropnie zniżył głos), najciszej, jak umiałem, podałem świeżą kawę.

– „Syndrom ziewania” możemy zaobserwować, kiedy Bob jest zakłopotany, niepewny, czy ma iść tu, czy tam, albo też kiedy zdaje sobie sprawę z jakiegoś napięcia w grupie, którego mógł być przyczyną. W takich chwilach Bob pohukuje – nie, to słowo jest może nie dość uprzejme. Odwraca oczy, opuszcza szczękę i z ciężkim przydechem wydaje z siebie jeden wysoki ton, po czym obniża go o „kwintę”, jeśli nie macie nic przeciwko technicznej terminologii w mojej wypowiedzi. Rozpoznałem rzeczony syndrom dzisiaj rano i miałem już przyjemność widzieć – a może raczej słyszeć – jego działanie dokładnie sześć razy.

Billy, chłopiec do posług Herberta, a może jego sekretarz, lokaj lub młodszy brat – nie wiem dokładnie, jakie miejsce zajmuje w hierarchii, i bardzo uważam, aby traktować go z szacunkiem na wypadek, gdyby się okazało, że jest figurą o pewnym, może nawet nadzwyczajnym, znaczeniu – Billy zaniósł się śmiechem i powiedział: – Załatwiłeś chłopaka na fest.

Ktoś zapytał o to ciekawe wyrażenie i Billy wyjaśnił z nieukrywaną radością, że „na fest” jest w hotelu najnowszym zwrotem odpowiadającym znaczeniu słów „zupełnie”, „całkowicie”, „kompletnie”. – Na przykład można powiedzieć, „posprzątam w tym domu na fest”, albo, ubierając się, „dziś wieczór dam fason na fest”.

Zanotowałem w pamięci wyrażenia „na fest” i „dać fason” z mocnym postanowieniem wypróbowania ich w jakiejś pogawędce z innym nowicjuszem (o ile jestem nim ja); gdy już oba zwroty gładko wpiszą się w mój repertuar, będę ich używał w rozmowach z pozostałymi ludźmi, cały czas pamiętając, aby kłaść na nie nieznaczny, ironiczny nacisk, bo mogłem podejrzewać, iż hotelowy slang uchodzi za zabawny tylko o tyle, o ile stosuje się go z pełną świadomością jego nieczystego charakteru.

W sumie nader krótko głowiłem się nad nowymi słowami, gdyż moją uwagę przykuł bardziej naglący problem: czy kwestia Billy’ego („posprzątam w tym domu na fest”) nie była czasem subtelnym, przeznaczonym dla mnie sygnałem od Herberta, bądź od całej grupy, przypominającym o obowiązkach, które bezwiednie zaniedbałem? Nie śmiałem, zapytać wprost, bo przecież znów usłyszałbym tylko: „Ależ mój drogi, rób, jak chcesz”.

– Dlaczego tolerujemy Boba? – zagadnął ktoś Herberta ze śmiechem. – Jest taki komiczny: tańczy o jedenastej i ziewa. A zwróciliście uwagę, jak sprytnie sobie wyobraził, że obejdzie wszystkie zawiłości mody? Ubiegłej nocy oznajmił, że będzie nosił zieloną koszulę i niebieskie dżinsy przez całe lato – to ma być jego „znak firmowy”, jak wyjaśnił mi z wyraźną satysfakcją. Oznacza to nie tylko wypaczone i prymitywne pojęcie ubioru, coś jak opakowanie produktu gwoli łatwej identyfikacji, ale dowodzi również lekceważenia pewnego wyglądu, który moglibyśmy osiągnąć jako grupa. Nie sugeruję, żebyśmy wykoncypowali jakieś mundurki czy coś w tym stylu, ale są przecież momenty, w których należałoby dostosować się do kolegów i złożyć im przynajmniej mały, galanteryjny ukłon. Na przykład, gdyby Bob nosił się całkiem na niebiesko, ja mógłbym dobrać niebieską chustkę w charakterze aluzji do jego kostiumu.

– Co ważniejsze – powiedział Herbert – to to, że upór, z jakim Bob obstaje przy zielonym i niebieskim, świadczy o zupełnej nieświadomości zmian pogody i pór roku. Bóg wie, że nie wymagam zgodności naszych strojów, ale ekscentryczność, jeśli ma być godna uwagi, musi być rzadkim i wykalkulowanym wyjątkiem. Rzecz jasna, Bob ma wszelkie prawo nosić, co tylko zechce. Nie możemy być małostkowi. – Herbert spojrzał na wszystkich i powoli wysunął podbródek jak pianista rozpoczynający nową frazę. – Co do twojego pytania: „dlaczego tolerujemy Boba?”, to byłem skłonny myśleć, że nie ma nic łatwiejszego. Jest czarującym młodym człowiekiem. Obecnie wszyscy jesteśmy równi.

Ostatnie słowa Herberta, wypowiedziane niemal bezgłośnie, wynurzyły się z nurtu jego argumentacji równie niespodziewanie jak ludzka ręka z morskich fal wśród nocy. Pokój wypełniło chrobotanie odsuwanych krzeseł: mężczyźni wstawali. Herbert przeszedł przez pokój i, wspiąwszy się na trzy schodki prowadzące na górny poziom domu, skręcił w prawo, żeby zapalić przyćmioną lampkę, stojącą za bambusową storą. Usiadł na krawędzi pryczy i otworzył książkę.

Mężczyzna, który zapytał „dlaczego tolerujemy Boba?”, popadł w niełaskę; natychmiast opuścił dom, ale, jak spostrzegłem, zostawił niedomknięte drzwi. Zastanawiałem się, czy ta nowa niestosowność została zauważona przez innych.

Ktoś nastawił płytę z „Dysonansowym” kwartetem smyczkowym Mozarta i ta interpretacja stanu rzeczy w domu nie uszła mojej uwagi. Sprzątnąłem ze stołu i zabrałem się do naczyń. Jeden ze starszych mężczyzn zaoferował pomoc przy wycieraniu, ale zapewniłem go, że uwielbiam robotę przy naczyniach, dzięki niej odpoczywam. Mam nadzieję, że mi uwierzył. Jakże bym się cieszył z jakiegoś własnego zadania, z określonego przydziału – cóż, skoro należy wątpić, abym go otrzymał. Kiedy wkładałem naczynia w pianę, myłem je ściereczką, spłukiwałem i wreszcie, przed położeniem na suszarce, sprawdzałem, czy aby na pewno są czyste, ręce trzęsły mi się tak bardzo, że bałem się, iż coś upuszczę. Czy wówczas zapytaliby, dlaczego jestem taki nerwowy? Co bym odpowiedział? Na szczęście wykonałem zadanie bez pechowych wypadków. Wieszając ręcznik obok kuchenki zanuciłem piosenkę – tę samą, którą nucił Herbert zmywając po drugim śniadaniu. Nie znałem tytułu; mam wszakże nadzieję, że była równie na miejscu o jedenastej wieczór, co w pół do trzeciej po południu!

– Skąd ta radość? – zapytał jeden z mężczyzn, dotykając mojego ramienia.
– Tak przyjemnie jest tu być – odparłem – z dala od wszystkiego. Nie wiem. Po prostu w tej chwili jest w domu taka miła atmosfera, nie sądzisz?

Trochę się bałem, że mógł mnie zrozumieć opacznie i pomyśleć, że kiedy indziej nie uważam atmosfery za tak przyjemną, ale on tylko skinął głową, uśmiechnął się i skierował wzrok w stronę mężczyzn siedzących na długiej, wąskiej sofie. Wszyscy czytali najwyraźniej tę samą książkę. Przynajmniej okładki były identyczne: szkarłatne płótno, złote litery na grzbiecie. U góry każdego egzemplarza zwisało coś, co wyglądało na zakładkę – pojedynczy sznur rzeźbionych drewnianych paciorków przyczepiony do kutasika z czerwonego jedwabiu.

Przerwa na lekturę trwała pół godziny. Zupełnie nie wiedziałem, czym mógłbym się zająć. Czy oczekiwano ode mnie, że też będę czytał, a jeśli tak, to co? Nigdzie nie widziałem wolnego egzemplarza szkarłatnej książki, a gdybym nawet go spostrzegł, to i tak w żadnym wypadku nie założyłbym automatycznie, iż został przeznaczony do użytku dla mnie. Mijały minuty; siedziałem na wysokim stołku w kuchni i, sącząc kawę, kontemplowałem białe esy-floresy namalowane na różowym blacie z plastiku mając nadzieję, że moje milczenie i spuszczone oczy wprawią w ruch, niczym dziecinnego bąka, oszołamiającą i potężną sprzeczność pomiędzy znudzonym, nowoczesnym młodym człowiekiem obojętnie sączącym kawę i żarliwym akolitą pokornie czekającym u wrót świątyni. Myślę, że fortel okazał się skuteczny.

Przez przepierzenie zauważyłem, że Herbert odkłada książkę i powstaje z pryczy. Stanął u szczytu schodów i powiedział:

– Czy nie powinniśmy gotować się do wyjścia?
– Naprawdę? Tak wcześnie? – zapytałem, ryzykując wszystko. – Która godzina?
– Jedenasta trzydzieści – odparł Herbert – a przecież musimy się jeszcze wszyscy umyć i ogolić.
– Jedenasta trzydzieści! – wykrzyknąłem. – Nie ma co, czas rzeczywiście tutaj leci.
Herbert uśmiechnął się. – Prawda? Wezmę prysznic pierwszy, jeśli nie macie nic przeciwko temu.

Westchnąłem z ulgą, kiedy zamknął za sobą drzwi łazienki, wszak mogłem być pewien, że zdobyłem uśmiech. Powodzenie u Herberta złagodziło na chwilę napięcie, jakie odczuwałem w barkach. Spostrzegłem, że dzięki uniżonej postawie i bacznej obserwacji, postępowaniu z taktem i sporadyczną werwą, można było iść w górę na wyspie – tyle, że bałem się, iż w każdej chwili mogę opaść z sił. Byłem tak bardzo zmęczony.

Herbert zostawił książkę na kuchennym blacie. Otworzyłem ją i przeczytałem: „Kiedy książę zstępuje z łodzi, wszyscy padają na kolana. Od tej chwili aż do zmroku w mocy jest Stary Kodeks. Obowiązują wszystkie tradycyjne formy”. Na marginesie dopisek: „Nudne, lecz cwane”.


Przełożyli Andrzej Sosnowski i Szymon Żuchowski

O AUTORACH

autorzy_leksykon_300x300_Sosnowski
Andrzej Sosnowski

Poeta, tłumacz. Pracownik redakcji "Literatury na Świecie". Laureat nagród: im. Kazimiery Iłłakowiczówny (1992), Fundacji Kultury (1994 i 1999), Kościelskich (1997), "Odry" za całokształt twórczości (1998), Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius (2008) oraz Nagrody Literackiej Gdynia – specjalne wyróżnienie (2011). Mieszka w Warszawie.

autorzy_leksykon_300x300_White
Edmund White

Amerykański pisarz, eseista i krytyk kultury. Urodził się w 1940 roku w Cincinnati (Ohio). Laureat wielu prestiżowych nagród, członek Amerykańskiej Akademii Sztuki i Literatury. Wywarł duży wpływ na literaturę oraz obyczajowość drugiej połowy XX wieku, zarówno wyrafinowaną stylistyką i naturalistycznym obrazowaniem swojej prozy, jak również publicystyką podejmującą problematykę gejowską. Po polsku ukazały się: "Zapominanie Eleny ", "Zuch" oraz "Hotel de Dream". Mieszka w Nowym Jorku.

powiązania

03_RECENZJE__Andrzej SOSNOWSKI__Końce poezji

Końce poezji („druga prezentacja” Elizabeth Bishop)

recenzje / ESEJE Andrzej Sosnowski

Esej Andrzeja Sosnowskiego towarzyszący premierze książki Santarém (wiersze i trzy małe prozy) Elizabeth Bishop, w przekładzie Andrzeja Sosnowskiego, która ukazała się w Biurze Literackim 5 listopada 2018 roku.

WIĘCEJ
05_RECENZJE__Andrzej SOSNOWSKI__REM (początek)

REM (początek)

recenzje / KOMENTARZE Andrzej Sosnowski

Autorski komentarz Andrzeja Sosnowskiego do książki Sylwetki i cienie, która ukazała się w Biurze Literackim 6 grudnia 2012 roku, a w wersji elektronicznej 24 października 2018 roku. Książka ukazuje się w ramach akcji „Poezja z nagrodami”.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Andrzej SOSNOWSKI__Pozytywki i marienbadki

Pozytywki i marienbadki

nagrania / Między wierszami Andrzej Sosnowski Anna Kałuża Jacek Gutorow Joanna Orska Kamil Zając Piotr Śliwiński Wojciech Bonowicz

O twórczości Andrzeja Sosnowskiego wypowiadają się Wojciech Bonowicz, Jacek Gutorow, Anna Kałuża, Joanna Orska, Piotr Śliwiński, Kamil Zając.

WIĘCEJ
24MM.ORG * PHOTOGRAPHY

Anoksja

dzwieki / KONCERTY Andrzej Sosnowski

Fragment koncertu Andrzeja Sosnowskiego oraz The Chain Smokers w ramach festiwalu Port Wrocław 2007.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Jerzy JARNIEWICZ__Inspiracje dla wierszy

Inspiracje dla wierszy

nagrania / Między wierszami Andrzej Sosnowski Jerzy Jarniewicz

Jerzy Jarniewicz i Andrzej Sosnowski zdradzają, z której strony nadchodzi inspiracja dla wiersza.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Biała środa 2008

Biała środa 2008

dzwieki / WYDARZENIA Andrzej Sosnowski

Podsumowanie projektów edukacyjnych 2007/2008, podczas którego uczestnicy spotkań z Andrzejem Sosnowskim zaprezentowali publiczności swoje wiersze.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Wiersz i płacz

Wiersz i płacz

dzwieki / WYDARZENIA Andrzej Sosnowski

Wykład Andrzeja Sosnowskiego towarzyszący Pogotowiu poetyckiemu w sezonie 2007/2008.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Wiersz i śmiech

Wiersz i śmiech

dzwieki / WYDARZENIA Andrzej Sosnowski

Wykład Andrzeja Sosnowskiego towarzyszący Pogotowiu poetyckiemu w sezonie 2007/2008.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Wiersz i jawa

Wiersz i jawa

dzwieki / WYDARZENIA Andrzej Sosnowski

Wykład Andrzeja Sosnowskiego towarzyszący Pogotowiu poetyckiemu w sezonie 2007/2008.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Wiersz i sen

Wiersz i sen

dzwieki / WYDARZENIA Andrzej Sosnowski

Wykład Andrzeja Sosnowskiego towarzyszący Pogotowiu poetyckiemu w sezonie 2007/2008.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Wiersz i seks

Wiersz i seks

dzwieki / WYDARZENIA Andrzej Sosnowski

Wykład Andrzeja Sosnowskiego towarzyszący Pogotowiu poetyckiemu w sezonie 2007/2008.

WIĘCEJ
19_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Mihi i tibi

Mihi i tibi

dzwieki / RECYTACJE Andrzej Sosnowski

Wiersz z tomu Po tęczy, zarejestrowany podczas spotkania „Samochód na babilońskich numerach” na festiwalu Port Wrocław 2008.

WIĘCEJ
20_NAGRANIA__Henry GREEN, Marcin SENDECKI, Andrzej SOSNOWSKI__Jeden akapit Kochając

Jeden akapit: „Kochając”

nagrania / Stacja Literatura Andrzej Sosnowski Henry Green Marcin Sendecki

Spotkanie „Jeden akapit” wokół książki Kochając Henry’ego Greena w przekładzie Andrzeja Sosnowskiego z udziałem Marcina Sendeckiego w ramach festiwalu Stacja Literatura 22.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Wiersz i taniec

Wiersz i taniec

dzwieki / WYDARZENIA Andrzej Sosnowski

Wykład Andrzeja Sosnowskiego towarzyszący Pogotowiu poetyckiemu w sezonie 2007/2008.

WIĘCEJ
17_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI __Wiersz dla czytelnika

Wiersz dla czytelnika

dzwieki / KONCERTY Andrzej Sosnowski

Fragment koncertu Andrzeja Sosnowskiego oraz The Chain Smokers z okazji wydania płyty Trackless – Port Wrocław, 15 kwietnia 2007 roku.

WIĘCEJ
18_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI __Awizo

Awizo

dzwieki / RECYTACJE Andrzej Sosnowski

Wiersz z tomu Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi, zarejestrowany podczas festiwalu Port Wrocław 2005.

WIĘCEJ
19_DZWIEKI__Andrzej SOSNOWSKI__Życiorys

Życiorys

dzwieki / RECYTACJE Andrzej Sosnowski

Wiersz z tomu Dożynki (1987-2007), zarejestrowany podczas festiwalu Port Wrocław 2006.

WIĘCEJ
Sosnowski__Fotorelacja__Festiwal__2010-04-24__00

poems

dzwieki / RECYTACJE Andrzej Sosnowski

Wiersz Andrzeja Sosnowskiego z tomu poems, zarejestrowany podczas spotkania „Jestem, język, poems” na festiwalu Port Wrocław 2010.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Brzmienie_i_rytm

Dyskusja „Brzmienie i rytm”

nagrania / Między wierszami Andrzej Sosnowski Anna Podczaszy

Anna Podczaszy i Andrzej Sosnowski mówią o brzmieniu, rytmie i melodii wiersza.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Dyskusja_Poeci_a_ikonosfera

Dyskusja „Poeci a ikonosfera współczesności”

nagrania / Z Fortu do Portu Adam Wiedemann Andrzej Sosnowski Bohdan Zadura Krzysztof Siwczyk Marcin Świetlicki

Krzysztof Siwczyk, Marcin Świetlicki, Andrzej Sosnowski, Adam Wiedemann i Bohdan Zadura spierają się o ikonosferę współczesności. Port Legnica 2002.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Dyskusja_Poezja_a_jezyk_niski

Dyskusja „Poezja a język niski”

nagrania / Między wierszami Andrzej Sosnowski Darek Foks Marcin Świetlicki Wojciech Wilczyk

Co poezji po wulgaryzmach? Odpowiadają Wojciech Wilczyk, Marcin Świetlicki, Darek Foks i Andrzej Sosnowski.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Jedna_linijka_Sosnowski

Jedna linijka: z wiersza Jarosława Iwaszkiewicza

nagrania / Drażniące przyjemności Andrzej Sosnowski

Drugi odcinek cyklu, w którym Andrzej Sosnowski omawia wers z wiersza „Mapa pogody” Jarosława Iwaszkiewicza.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Jedna-linijka-z-wiersza-Tadeusza-Peipera

Jedna linijka: z wiersza Adama Mickiewicza

nagrania / Drażniące przyjemności Andrzej Sosnowski

Szósty odcinek cyklu, w którym Andrzej Sosnowski omawia wers z wiersza Adama Mickiewicza ”[Śniła się zima. Ja biegłem w szeregu]”.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Dom-bez-kantow

Dom bez kantów

nagrania / Z Fortu do Portu Andrzej Sosnowski Tadeusz Pióro

Zapis spotkania autorskiego „Dom bez kantów” z Andrzejem Sosnowskim, Tadeuszem Piórą i Fantomasem w ramach 20. festiwalu literackiego Port Wrocław 2015.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zycie-na-Korei

Rok 1987

recenzje / KOMENTARZE Andrzej Sosnowski

Autorski komentarz Andrzeja Sosnowskiego w ramach cyklu „Historia jednego wiersza”, towarzyszący premierze e-booka pt. Życie na Korei, wydanego w Biurze Literackim 18 kwietnia 2016 roku.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Jedna-linijka-z-wiersza-Tadeusza-Peipera

Jedna linijka: z wiersza Tadeusza Peipera

nagrania / Drażniące przyjemności Andrzej Sosnowski

Trzeci odcinek cyklu, w którym Andrzej Sosnowski omawia wers z wiersza „Powojenne wezwanie” Tadeusza Peipera.

WIĘCEJ
NAGRANIA_Po_teczy

Po tęczy

nagrania / Z Fortu do Portu Andrzej Sosnowski

Wiersze z książki Po tęczy. Fragment spotkania autorskiego w ramach 13. festiwalu literackiego Port Wrocław 2008.

WIĘCEJ
DZWIEKI_Edmund_White_Hotel-de-dream

Hotel de dream (fragment) [czyta Michał Czaderna]

dzwieki / RECYTACJE Edmund White

Fragment książki Hotel de dream, zarejestrowany podczas spotkania „Edmund White” na festiwalu Port Wrocław 2012.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Dom-ran

Komentarz do wiersza "Hegel"

recenzje / KOMENTARZE Andrzej Sosnowski

Autorski komentarz Andrzeja Sosnowskiego do wiersza „Hegel” z książki Dom ran, która ukazała się 9 lutego 2015 roku nakładem Biura Literackiego.

WIĘCEJ
DZWIEKI_Andrzej_Sosnowski_poems

"Pamiętne słowa. Czemu nie?"

wywiady / O KSIĄŻCE Andrzej Sosnowski Dawid Bujno

O książce Dom ran Dawid Bujno rozmawia z Andrzejem Sosnowskim.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zuch_3

O czytaniu – pochwała snów

recenzje / IMPRESJE Edmund White

Esej Edmunda White’a towarzyszący premierze książki Zuch.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zapominanie-Eleny-4

Osobiste jest polityczne (gejowska proza i krytyka)

recenzje / IMPRESJE Edmund White

Przemówienie wygłoszone przez Edmunda White’a w Ośrodku Studiów Lesbijskich i Gejowskich na Uniwersytecie Miejskim w Nowym Jorku 12 listopada 1993.

WIĘCEJ
WYWIADY_Edmund-White

O Hotelu de Dream

wywiady / O KSIĄŻCE Edmund White Jacek Dehnel

Rozmowa Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego z Edmundem White’em o książce Hotel de Dream, wydanej nakładem Biura Literackiego.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zuch_2

Z getta na listę bestsellerów

recenzje / ESEJE Edmund White

Esej Edmunda White’a towarzyszący premierze książki Zuch.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Dokumenty-majace-sluzyc-za-kanwe

O Dokumentach mających służyć za kanwę

recenzje / NOTKI I OPINIE Adam Zdrodowski Andrzej Sosnowski John Ashbery Justyna Sobolewska Kuba Mikurda

Komentarze Johna Ashbery’ego, Andrzeja Sosnowskiego, Justyny Sobolewskiej, Kuby Mikurdy oraz Adama Zdrodowskiego.

WIĘCEJ
WYWIADY_Bohdan_Zadura

Prawdę mówiąc

wywiady / O KSIĄŻCE Andrzej Sosnowski Bohdan Zadura

Rozmowa Andrzeja Sosnowskiego z Bohdanem Zadurą, towarzysząca premierze książki Klasyk na luzie. Rozmowy z Bohdanem Zadurą, wydanej w Biurze Literackim 15 września 2011 roku.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Pozytywki

Latem 1987, Chodź, Tachymetria, Glossa

recenzje / KOMENTARZE Andrzej Sosnowski

Autorski komentarz Andrzeja Sosnowskiego do wierszy z książki Pozytywki i marienbadki (1987-2007).

WIĘCEJ
DZWIEKI_Andrzej_Sosnowski_poems

Na szczęście obaj jesteśmy ludźmi dyskretnymi, Brunner

wywiady / O PISANIU Andrzej Sosnowski Kuba Mikurda

Rozmowa Kuby Mikurdy z Andrzejem Sosnowskim.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Pozytywki

Wiersz (Trackless), Dalekowidz, Tańczące maleństwa

recenzje / KOMENTARZE Andrzej Sosnowski

Autorski komentarz Andrzeja Sosnowskiego do wierszy „Wiersz (Trackless)”, „Dalekowidz”, „Tańczące maleństwa” z książki Pozytywki i marienbadki (1987-2007).

WIĘCEJ
RECENZJE_White_Zapominanie-Eleny

„Ja nie wiem nic i muszę czekać, aż będę mógł się dowiedzieć”, czyli amnezja i anamneza na poetyckiej wyspie.

recenzje / ESEJE Przemysław Koniuszy

Recenzja Przemysława Koniuszego z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a, która ukazała się 8 września 2013 roku na stronie Biblioteka Młodego Człowieka.

WIĘCEJ
RECENZJE_White_Zapominanie-Eleny

Laboratorium White’a

recenzje / ESEJE Łukasz Łachecki

Recenzja Łukasza Łacheckiego z książki Zapominanie Eleny Edmund White’a, która ukazała się 22 października 2013 roku w portalu Xiegarnia.pl.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Zapominanie-Eleny

Wymazywanie

recenzje / ESEJE Marek Paryż

Recenzja Marka Paryża z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a, która ukazała się we wrześniu 2013 roku w miesięczniku „Nowe Książki”.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zapominanie-Eleny_2

"Parada przed lustrem"

recenzje / ESEJE Sabina Misiarz-Filipek

Recenzja Sabiny Misiarz-Filipek z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a, która ukazała w 15 czerwca 2013 roku się w portalu Popmoderna.pl.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Edmund-White

Modalność wyspy

recenzje / ESEJE Łukasz Najder

Recenzja Łukasza Najdera z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zapominanie-Eleny-4

Osobiste jest polityczne (gejowska proza i krytyka)

recenzje / IMPRESJE Edmund White

Przemówienie wygłoszone przez Edmunda White’a w Ośrodku Studiów Lesbijskich i Gejowskich na Uniwersytecie Miejskim w Nowym Jorku 12 listopada 1993.

WIĘCEJ
04_RECENZJE__Alina ŚWIEŚCIAK__Pisane światłem

Pisane światłem

recenzje / IMPRESJE Alina Świeściak

Esej Aliny Świeściak towarzyszący premierze książki Sylwetki i cienie Andrzeja Sosnowskiego, która ukazała się w Biurze Literackim 6 grudnia 2012 roku, a w wersji elektronicznej 24 października 2018 roku.

WIĘCEJ
04_RECENZJE__Jacek_GUTOROW__Trudna kontynuacja

Trudna kontynuacja

recenzje / ESEJE Jacek Gutorow

Recenzja Jacka Gutorowa towarzysząca premierze książki Po tęczy Andrzeja Sosnowskiego, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 17 września 2007 roku, a w wersji elektronicznej 12 lutego 2018 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_Sosnowski

Powiedzieć to inaczej niż tak i niż nie…

recenzje / ESEJE Julia Fiedorczuk

Szkic Julii Fiedorczuk poświęcony twórczości Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Dom-ran

Wymiar ludzkiej egzystencji

recenzje / ESEJE Małgorzata Angielska

Recenzja Małgorzaty Angielskiej z książki Andrzeja Sosnowskiego Dom ran, która ukazała się w kieleckim magazynie kulturalnym „Projektor”.

WIĘCEJ
RECENZJE_White_Zapominanie-Eleny

„Ja nie wiem nic i muszę czekać, aż będę mógł się dowiedzieć”, czyli amnezja i anamneza na poetyckiej wyspie.

recenzje / ESEJE Przemysław Koniuszy

Recenzja Przemysława Koniuszego z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a, która ukazała się 8 września 2013 roku na stronie Biblioteka Młodego Człowieka.

WIĘCEJ
RECENZJE_Andrzej_Sosnowski_Trop_w_trop

Teraźniejszość jest sprawą otwartą

recenzje / ESEJE Grzegorz Tomicki

Recenzja Grzegorza Tomickiego z książki Trop w trop. Rozmowy z Andrzejem Sosnowskim Grzegorza Jankowicza, która ukazała się w listopadzie 2012 roku na blogu „Szkice ciurkiem. Dekoder literacki Grzegorza Tomickiego”.

WIĘCEJ
RECENZJE_White_Zapominanie-Eleny

Laboratorium White’a

recenzje / ESEJE Łukasz Łachecki

Recenzja Łukasza Łacheckiego z książki Zapominanie Eleny Edmund White’a, która ukazała się 22 października 2013 roku w portalu Xiegarnia.pl.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Stare-spiewki

Sam język

recenzje / IMPRESJE Grzegorz Jankowicz

Esej Grzegorza Jankowicza towarzyszący premierze książki Stare śpiewki Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
DZWIEKI_Andrzej_Sosnowski_poems

Swa i jego wolność (wokół Sosnowskim)

recenzje / IMPRESJE Maja Staśko

Esej Mai Staśko o twórczości Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Zapominanie-Eleny

Wymazywanie

recenzje / ESEJE Marek Paryż

Recenzja Marka Paryża z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a, która ukazała się we wrześniu 2013 roku w miesięczniku „Nowe Książki”.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Hotel-de-dream

Ten paskudny Nowy Jork

recenzje / ESEJE Anka Czytankowa

Recenzja z książki Hotel de Dream Edmunda White’a, która ukazała się w sierpniu 2013 roku na blogu Czytanki Anki.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Zuch

Edmund White Zuch

recenzje / ESEJE Sylwia Kluczewska

Recenzja Sylwii Kluczewskiej z książki Zuch Edmunda White’a, która ukazała się w styczniu 2013 roku na blogu Abominatio nascitur autumno.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zapominanie-Eleny_2

"Parada przed lustrem"

recenzje / ESEJE Sabina Misiarz-Filipek

Recenzja Sabiny Misiarz-Filipek z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a, która ukazała w 15 czerwca 2013 roku się w portalu Popmoderna.pl.

WIĘCEJ
DEBATY_Sylwetki-i-cienie

Poetyka ekstremalna

recenzje / IMPRESJE Jerzy Madejski

Esej Jerzego Madejskiego towarzyszący premierze książki Sylwetki i cienie Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Hotel-de-dream

Edmund White, Hotel de Dream

recenzje / ESEJE Paweł Klimczak

Recenzja Pawła Klimczaka z książki Hotel de Dream Edmunda White’a, która ukazała się 07 listopada 2012 roku w Akademickim Radiu LUZ.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Edmund-White

Modalność wyspy

recenzje / ESEJE Łukasz Najder

Recenzja Łukasza Najdera z książki Zapominanie Eleny Edmunda White’a.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Zuch

O Zuchu

recenzje / ESEJE Damian Gajda

Recenzja Damiana Gajdy z książki Zuch Edmunda White’a, która ukazała się 14 marca 2012 roku w kultura.onet.pl.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Hotel-de-dream

Edmund White – Hotel de Dream

recenzje / ESEJE Aleksandra Krogulska

Recenzja Aleksandry Krogulskiej z książki Hotel de Dream Edmunda White’a, która ukazała się 12 września 2102 roku w portalu historycznym Histmag.org.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Hotel-de-dream

Po drugiej stronie rzeki

recenzje / ESEJE Alicja Piechucka

Recenzja Alicji Piechuckiej z książki Hotel de Dream Edmunda White’a, która ukazała się w sierpniu 2012 roku na łamach Nowych Książek.

WIĘCEJ
DEBATY_Sylwetki-i-cienie

Piosenka po końcu świata, czyli Sosnowski dzieckiem podszyty

recenzje / ESEJE Inez Okulska

Recenzja Inez Okulskiej z książki Sylwetki i cienie Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Pozytywki

Rozkosz z nieznajomą panią

recenzje / ESEJE Paweł Mackiewicz

Recenzja Pawła Mackiewicza z książki Pozytywki i marienbadki (1987-2007) Andrzeja Sosnowskiego, która ukazała się w książce Pisane osobno. O poezji polskiej lat pierwszych (WBPiCAK, Poznań 2010).

WIĘCEJ
KSIAZKI_Dozynki

Czym nie jest poezja?

recenzje / ESEJE Marcin Jaworski

Recenzja Marcina Jaworskiego z książki Dożynki (1987-2003) Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Dozynki

Wszystkie ciała Sosnowskiego

recenzje / ESEJE Marta Koronkiewicz

Recenzja Marty Koronkiewicz z książki Dożynki (1987-2003) Andrzeja Sosnowskiego, która ukazała się  w książce Wiersze na głos. Szkice o twórczości Andrzeja Sosnowskiego (WBPiCAK, Poznań 2011).

WIĘCEJ
KSIAZKI_poems

Doktor Caligari re-cytuje świat

recenzje / ESEJE Inez Okulska

Recenzja Inez Okulskiej z książki Poems Andrzeja Sosnowskiego, która ukazała się w marcu 2010 roku na łamach „Czasu Kultury”.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zuch_3

O czytaniu – pochwała snów

recenzje / IMPRESJE Edmund White

Esej Edmunda White’a towarzyszący premierze książki Zuch.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Zuch

Wymyślić siebie

recenzje / ESEJE Marcin Sendecki

Recenzja Marcina Sendeckiego z książki Zuch Edmund White’a, która ukazała się na łamach czasopisma „Exlusiv”.

WIĘCEJ
KSIAZKI_poems

A poem should not mean but live. Oznaki życia w późnej poezji Andrzeja Sosnowskiego

recenzje / ESEJE Agata Bielik-Robson

Esej Agaty Bielik-Robson towarzyszący premierze książk poems Andrzeja Sosnowskiego,

WIĘCEJ
RECENZJE_Zapominanie-Eleny-4

Osobiste jest polityczne (gejowska proza i krytyka)

recenzje / IMPRESJE Edmund White

Przemówienie wygłoszone przez Edmunda White’a w Ośrodku Studiów Lesbijskich i Gejowskich na Uniwersytecie Miejskim w Nowym Jorku 12 listopada 1993.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Hotel-de-dream

Przegięty jak rokokowy imbryczek

recenzje / ESEJE Juliusz Kurkiewicz

Recenzja Juliusza Kurkiewicza z książki Hotel de Dream Edmunda White’a.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zuch_2

Edukacja sensualna (i intelektualna)

recenzje / ESEJE Łukasz Najder

Recenzja Łukasza Najdera z książki Zuch Edmunda White’a, która ukazała się 25 marca 2012 roku na stronie ultramaryna.pl.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Hotel-de-dream

"Święto" apokryfów

recenzje / ESEJE Marcin Sierszyński

Recenzja Marcina Sierszyńskiego z książki Hotel de Dream Edmunda White’a.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Edmund-White

Laurka dla Edmunda White’a

recenzje / ESEJE Jacek Gutorow

Recenzja Jacka Gutorowa z książki Zuch Edmunda White’a.

WIĘCEJ
RECENZJE_Zuch_3

Książka do polecenia

recenzje / ESEJE Juliusz Kurkiewicz

Recenzja Juliusza Kurkiewicza z książki Zuch Edmunda White’a, która ukazała się na łamach „Gazety Wyborczej”.

WIĘCEJ
KSIAZKI_poems

"Wild water kingdom timex show / jaki dziwny letargiczny trans"

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki poems Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Po-teczy

Konkretna nadrealina

recenzje / ESEJE Marcin Orliński

Recenzja Jacka Gutorowa z książki Po tęczy Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
DZWIEKI_Andrzej_Sosnowski_poems

Siostra stereofoniczna

wywiady / O KSIĄŻCE Karol Pęcherz Kuba Mikurda

Rozmowa Kuby Mikurdy z Karolem Pęcherzem o płycie Trackless Andrzeja Sosnowskiego & Chain Smokers.

WIĘCEJ
WYWIADY_Zycie-na-Korei_1

Nowa poezja. Mały przewodnik po tendencjach i stylach

recenzje / IMPRESJE Karol Maliszewski

Esej Karola Maliszewskiego poświęcony twórczości Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Pozytywki

Dziewczynka z zapałkami (wypisy okolicznościowe)

recenzje / NOTKI I OPINIE Kuba Mikurda

Esej Kuby Mikurdy towarzyszący premierze książki Pozytywki i marienbadki (1987-2007) Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Nouvelles

Ach, Sosnowski…

recenzje / IMPRESJE Kuba Mikurda

Recenzja Kuby Mikurdy z książki Nouvelles Impressions d’Amerique Andrzeja Sosnowskiego

WIĘCEJ