recenzje / ESEJE

Dziwny żywot kronikarza

Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Kroniki ukrytej prawdy Pere Caldersa, w tłumaczeniu Anny Sawickiej, wydanej w Biurze Literackim 15 lipca 2019 roku.

Okladka__Kroniki ukrytej prawdy 2.indd Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Zbiór trzydziestu jeden opowiadań Kroniki ukrytej prawdy, który z różnych fragmentarycznych przekładów oraz zapowiedzi mogliśmy znać też pod nieco innym, dawniejszym tytułem jako Kroniki tajemnej prawdy, był bez wątpienia książką przełomową dla literatury katalońskiej, ale też dla samego Caldersa. Pierwotnie ukazał się w 1955 roku, a krótkie, groteskowe formy, fałszywie anonsowane jako kroniki, stały się pomostem między surrealistyczną tradycją humoru i awangardowego eksperymentu, a duchem OuLiPo. Wybór Kronik… do linii prozatorskiej BL jest zatem jak najbardziej zrozumiały, nawet konsekwentny, uzupełnia bowiem wcześniejsze przekłady Raymonda Queneau i dobrze wpasowuje się w serię, w której swego czasu ukazały się też książki Giovanniego Catelliego i Tommasa Landolfiego.

Oczywiście najpopularniejszym z katalońskich pisarzy, jeśli mierzyć ich skalą światowego sukcesu i miłością czytelników, jest dziś Jaume Cabré, którego kojarzymy raczej z długimi, epickimi wręcz powieściami. Obu pisarzy łączy u nas osoba tłumaczki – Anny Sawickiej ‒ wielokrotnie nagradzanej za swoje przekłady i niestrudzenie popularyzującej ten marginalny przecież wyimek literatury iberyjskiej. Ale warto pamiętać, że droga Cabréna parnas również wiodła przez opowiadania, krótkie formy i eksperymenty z narracją, autor debiutował bowiem w latach siedemdziesiątych tomami Faules de mal desar (1974) i Toquen a morts (1977). Obu Katalończykom wspólna jest również – charakterystyczna chyba w ogóle dla literatury iberyjskiej – skłonność ku temu, co fantastyczne, łączenie trybu przypowieści z nowelą oraz elementami grozy i groteski (dłonie mogą nagle odpaść od ciała i żyć dalej, a ktoś może zostać przepołowiony siekierą i nie wzbudzi to powszechnego sprzeciwu).

Calders urodził się w 1912 roku i dał się poznać w latach trzydziestych jako rysownik, satyryk oraz autor krótkich fabuł i artykułów w gazetach. Debiutował zbiorem opowiadań w 1936 roku, po czym przez wiele lat frankistowskiej Hiszpanii przebywał w Meksyku na emigracji. Na Kroniki… złożyły się zresztą historie publikowane od roku 1938, a więc właśnie z tego okresu. Występował z początku jako aktywista i pisarz społecznie zaangażowany, lokalny patriota walczący po stronie Republiki i obserwujący pochód faszyzmu po półwyspie iberyjskim (Katalonia upatrywała w wojnie domowej szans na niepodległość, a po porażce została zakonserwowana w epoce feudalno-katolickiej). Ale to nie realistyczne dzienniki wojenne ani opisy życia na wygnaniu zjednały mu czytelników, lecz właśnie krótkie, fantastyczne formy, osadzone często w przekrzywionej konwencjiliteratury mieszczańskiej, dyskretnie odsyłające do utraconej ojczyzny. Gdyby szukać w literaturze polskiej postaci o paralelnym losie, o podobnej wrażliwości, wskazać by można zapewne na Stefana Themersona (ze względu na zamiłowanie obu do karykatury, łączenie pracy prozaika z rysunkiem i uprawianie satyrycznego political fiction). Gdyby zaś dobrać równych Caldersowi kunsztem prozaików z szerokiego świata, specjalistów zwłaszcza od krótkich form, do głowy przyszliby w pierwszej kolejności Raymond Carver, Donald Barthelme i pewnie Etgar Keret.

Siła opowiadań Katalończyka opiera się na umiejętności zadziwiania czytelników, wprowadzania ich w stan dyskomfortu, który wiąże się z zaburzeniem spójnej, w miarę przejrzystej struktury rzeczywistości przez nagły, niedający się w pełni dookreślić czynnik. Weźmy początek Kronik…, ich pierwsze dwa zdania:

Pod koniec całkiem przyjemnego czerwca zjawił się Espol z zabandażowaną prawą ręką, a pod gazowym opatrunkiem dało się odgadnąć obecność zaciśniętej pięści. Ta obecność, pełna niuansów wcześniej nieznanych, budziła przeczucia, ale nikt nie miał bladego pojęcia, jak silny będzie to cios.

Dziwaczność tych zdań bierze się z tego, że zamiast po prostu opisywać nieoczekiwaną dla obserwatorów sytuację – pojawienia się bohatera z zabandażowaną ręką, natychmiast dodają do niej niepokojące insynuacje, owe „niuanse wcześniej nieznane”. Cały czas w domyśle pozostaje sugestia, że być może nie wszystko jeszcze wiemy, ale raczej nie chodzi wyłącznie o uraz ręki, lecz o powtórzoną dwukrotnie „obecność”. Prosty model kryminalny napędzałby fantazję czytelnika wokół pytania o to, „co jest w zaciśniętej pięści?”, skoro „budzi ona przeczucia” i skoro mowa o nachodzącym ciosie. A jednak bardzo szybko dowiadujemy się w opowiadaniu, że w owej pięści zaciśnięto samo życie i bohater za wszelką cenę chce je tam utrzymać („Tu jest życie, wiesz? O tu, popatrz – wyciąga pięść na wysokość oczu. – Teraz właśnie czuję je, jak żywego świerszcza”). Dalsza gra z frazeologizmami „wziąć życie we własne ręce”, „wziąć się w garść” i „życie przesypujące się przez palce” jest więc w Pustyni konsekwentnym, konceptualnym udziwnieniem, dzięki któremu można sprawdzić różne modele relacji społecznych: w domu, w pracy, z bliskimi i obcymi, i stworzyć z nich coś w rodzaju przypowieści.

Czasem pisze się o Caldersie, że tworzył w duchu realizmu magicznego. Mam w tej kwestii nieco inne zdanie, zwłaszcza jeśli ów realizm rozumieć jako wytwór literatury latynoamerykańskiej, a najlepszych realizacji upatrywać u Carpentiera, Llosy czy Márqueza (jako skłonność ku cudowności, folklorowi i naiwnemu, afirmacyjnemu spojrzeniu na rzeczywistość, w której nieustannie dostrzega się elementy metafizyczne). Tymczasem w opowiadaniach Katalończyka brzmią echa dziwności typowej raczej dla Pamiętnika znalezionego w Saragossie: nieludzkiej, fantastycznej, przychodzącej ze strony zjawisk lub wydarzeń nadprzyrodzonych, ale też uwikłanej w swobodną gawędę, opowiadaną tonem pełnym dezynwoltury i bliższej niejakiemu Piórko, sceptycznemu realiście, wytworowi oświecenia i XIX-wiecznej filozofii nauki. Nie ulega jednak wątpliwości, że Calders swój styl wypracowywał w czasie hiszpańskiej dyskusji o realizmie magicznym, i to jeszcze sprzed epoki wspomnianych pisarzy, a więc raczej w kontekście głośnej książki Franza Roha o malarstwie postekspresjonistycznym, przetłumaczonej na półwyspie już w 1927 roku (Nach-Expressionismus, magicher Realismus. Probleme der neuster europaische Malerei) oraz działalności włoskiego pisarza i krytyka Massima Bontempelliego [1].  Kroniki… wychodzą zresztą w tym samym roku, w którym wybucha ponowna dyskusja wokół terminu, zapoczątkowana głośnym szkicem Angela Floresa. Ów pierwszy „realizm magiczny”, na który przypadała młodość katalońskiego twórcy, sprowadzał się w gruncie rzeczy do kilku wytycznych, w dużej mierze pokrewnych praktyce surrealistów: poszukiwaniu nowych powiązań między przedmiotami, pozbawianiu przedstawień dramatyzmu, sentymentalizmu i emocjonalności, wykorzystywaniu codzienności jako płaszczyzny, na której następują odkształcenia, operowaniu groteską i nieprzyjemnymi treściami z równą swobodą i naturalnością, jak elementami fantastycznymi i zupełnie zwyczajnymi, ukazywaniu rzeczywistości jako statycznej, zastygłej w czasie (na bazie tego wyliczenia bardziej niż Otto Dix i Fraz Radziwill do nurtu pasowałby prekursor tzw. malarstwa metafizycznego – Giorgio de Chirico). Wszystkie te cechy znajdziemy właśnie w krótkich formach Caldersa, o których możemy powiedzieć, że konceptem i dowcipem operują z gracją iście malarską, zanim jeszcze realizm magiczny skojarzymy z oniryczną, na poły baśniową snujką.

Jedno nie ulega wątpliwości: Calders przeciwstawia się obiektywizującej władzy realizmu w podobny sposób, w jaki robili to wcześniej E.T. Hoffman, E.A. Poe i F. Kafka. Trzy tytułowe słowa, które mają nas wprowadzić w trzy części Kronik… to kolejno: zaskoczenie (imprevista), niepojęte (inexplicable) oraz nieoczekiwane (desconcerant), a ich konceptualnymi antytezami są typowe „wzmacniacze” obecności – pewność, prawdziwość oraz autentyczność spotkania twarzą w twarzą [2]. Samo słowo ‘nadprzyrodzone’ ma zresztą u Caldersa osobne opowiadanie Rok nadprzyrodzonej mocy, które zaczyna się typową dla autora ironią, od razu zdradzającą profil psychologiczny dość nieporadnego, na ogół biernego „bohatera z przypadku”: „W Dals, moim rodzinnym miasteczku, pewien bogobojny człowiek odkrył u mnie na podniebieniu znamię nadprzyrodzonego pochodzenia. Miałem wtedy pięć lat. Później rodzice wielokrotnie mi powtarzali, że wcale ich nie ucieszyło to proroctwo”. Takimi nadprzyrodzonymi elementami mogą być też nasze sumienie, manifestujące się w postaci anioła, zupełnie zresztą bezradnego i niemającego na nic wpływu, może to być dom pojawiający się nagle na środku pustyni, obronna „szczotka, która w rzeczywistości jest psem”, tajemnicza szafa albo zaczarowany ogród, w którym wszyscy odnajdują swoje zguby, bez względu na to, czy była to śrubka, czy utracona tożsamość. Nie tyle wdzierają się one do naszej rzeczywistości, ile współistnieją w niej, i tylko niektórzy ludzie, na ogół główni bohaterowie i zarazem narratorzy pierwszoosobowych historyjek, doświadczają ich kuriozalnego wpływu na własny los.

Niewątpliwą zaletą opowiadań Caldersa jest to, że ruch parabolizacji, który się w nich nieustannie odbywa, zostaje natychmiast fabularnie ujawniony i tym samym sparodiowany. Czy będzie się to działo na poziomie samego konceptu (wspomniane już „chwycenie życia w garść” lub gra z motywem „trupa w szafie”), czy też elementów „dociążonych znaczeniami” (fałszywy dom na pustyni, bohater o magicznej zdolności przydawania kolorów lalkom, przegrywający w starciu z międzynarodowym kapitałem), w pewnym momencie nastąpić musi groteskowe odsłonięcie. Siłą tych tekstów jest bowiem nie parabola, lecz parodia, śpiew obok pieśni, o krok od głównej linii melodycznej. Tam, gdzie można by podejrzewać autora o próbę dość taniej metafizyki i widzieć puenty na temat cudowności świata: o brzegach morza i piasku, usypującym się spod stóp oraz o gwiazdach, wyznaczających nam drogę, do granic kiczu doprowadzone przez Coelho i Murakamiego, tam Calders celowo unika tajemniczości. Gra w otwarte karty i mówi mniej więcej tak: oczywiście, to jest opowieść o labiryncie i przecinających się w nim ścieżkach losu – wszak pada to wprost z ust jednej z postaci (mędrzec, starzec, opowiadacz, nomada, albo sam główny bohater), ale czy przez to przestała być sprytną historią o pewnym mężczyźnie, który kiedyś zabłądził na pustyni?

Dobrą ilustracją tego ruchu ujawniania i przedrzeźniania jest opowiadanie zamykające część pierwszą Żelazny klucz, bawiące się kryminalną konwencją trupa w szafie i jej tajemniczej zagadki. Cała opowieść zaczyna się jednak wiele lat później, od lektury dziennika, w którym tajemnica zostaje po raz pierwszy wspomniana: „4 lutego 1902. Dziś otworzyłam szafę. Och, to straszne! Dzielę teraz sekret, którego wolałabym nigdy nie poznać. Na próżno szukam słów, żeby to wyrazić…”. Od tej pory narrator toczy z nami dziwną, perwersyjną wręcz grę w odsłanianie i zasłanianie, raz to zdradza zawartość szafy, innym razem to właśnie na niej nabudowuje cały suspens, a im bardziej czytelnik wie, jak daleko idące konsekwencje miała obecność mebla w życiu bohaterów, tym mniej komfortowo czuje się z wiedzą o jej wnętrzu.

Żelazny klucz to takie metaopowiadanie, na którym Jacques Derrida mógłby zapewne opisać działanie narracji, a tym samym całej literatury (jak stało się to ze Skradzionym listem E.A. Poe). Tajemnica bowiem okazuje się tu najbardziej aporetycznym elementem – jest i jej nie ma, zostaje ujawniona tylko po to, by móc znowu powrócić w sferę sekretu. Przede wszystkim jednak stanowi niezbędny warunek opowieści, jej fundament i wytwór równocześnie, i – parafrazując Woltera – nawet jeśli żadnej tajemnicy nie ma, powinniśmy ją wymyślić (dlatego Kroniki tajemnej prawdy byłby równie dobrym tytułem dla całości, jak ten obecny).

Literatura ma zdaniem Caldersa igrać z czytelnikiem, intrygować go i prowokować ku tej wielkiej niesprawiedliwości wiecznego niezaspokojenia, jakiego doświadcza słuchacz historii. Jak uskarża się bohater Żelaznego klucza:

To niesprawiedliwe. Jeśli nie potraficie zaspokoić ciekawości ludzi, którzy was odwiedzają, nie powinniście jej prowokować tą ekspozycją w witrynie. Żyłem sobie spokojnie, a teraz będzie mnie dręczyć nieznajomość dramatu, który mnie nie dotyczy i od którego dzieli nas czterdzieści pięć lat.

Owszem, to niesprawiedliwe, ale też w pełni literackie, bo zarazem poważne i frywolne. Jest oczywiście w Kronikach… również ten aspekt politycznej dystopii, o którym wspomniałem na początku. Wszystko odbywa się tu w mikroskali i z odpowiednim parodystycznym przesunięciem, ale powiązania z rzeczywistością bywają bardzo wyraźne. Trudno np. nie przeczytać opowiadanka Bunt na dachu, dotyczącego kuriozalnego konfliktu, jaki wybucha między lokatorami ostatniego piętra i resztą mieszkańców oraz właścicielem kamienicy, jako miniaturowej satyry na hiszpańską wojnę domową. Jej skutkiem będą ofiary w ludziach i zwierzętach, ale wszystko zostanie w gruncie rzeczy po staremu, bo nikt (poza retorycznie ośmieszoną Międzynarodówką) nawet nie zauważy drobnego konfliktu w jakiejś burżuazyjnej kamienicy na obrzeżach. Calders zdaje się zresztą cały czas grać nie tylko na nastrojach ideologicznych, jawnie potępiając nacjonalistyczną Hiszpanię i nieporadną ideologię komunistyczną, której wyznawcy z całego świata stali się pierwszą, spisaną na straty strażą w mającej dopiero nadejść wojnie. Pogrywa też z samym językiem – z jednej strony marksowskiego materializmu, przechodzącego wówczas w estetykę socrealistyczną, z drugiej kapitalistycznego globalizmu i alienacji, z trzeciej wreszcie z faszystowską obietnicą tożsamości i silnej obecności, które zawisły nad Katalonią w okresie frankistowskiej dyktatury.

Najciekawsze jest chyba jednak w Kronikach… to zmaganie się z realistycznymi konwencjami, z tematyką codzienności i pleniącego się wokół życia, które udaje się Caldersowi opanować, ujarzmić i sprowadzić do kilku szkicowych zdań, doskonale oddających psychotyczne niedowierzanie w rzeczywistość, w jakie popada od czasu do czasu wzorowy nawet przedstawiciel mieszczańskiej klasy średniej. Możemy śledzić splot politycznej satyry, wątków utopijnych i klasowych, opowieści parabolicznych i humorystycznych historii o codziennym borykaniu się z losem (fatum to zresztą główny temat całego zbioru), ale bez uwzględnienia kluczowej na literatury iberyjskiej XX wieku kategorii fantastyczności cały ten proces będzie wysoce jałowy. Dziwność Caldersa przychodziła bowiem z jednej strony jeszcze z lat dwudziestych i wczesnych trzydziestych, jako próba przełamania mieszczańsko-kapitalistycznego reżimu przedstawienia, którego efektem była konwencja realistyczna, z drugiej zaś z późnych trzydziestych i czterdziestych, gdzie stawała się równocześnie odtrutkąi satyrą na wojenne realia, a potem formą tęsknoty lub ucieczki w to, co fantastyczne. W obu tych wariantach niosła pewne polityczne znaczenia, trochę bawiąc dowcipem i konceptem, a trochę niepokojąc, ale też na ogół idąc pod prąd ówczesnym oczekiwaniom krytyki. Dziś te realia są już zupełnie inne, na miarę epoki kapitalizmu postfordowskiego, ale moda na kategorię niesamowitości (angielskie uncanny, w hiszpańskojęzycznym kręgu byłoby to zapewne extraño) powraca ze zdwojoną siłą – wraz z odzyskiwaniem tradycji grozy Poe i Lovecrafta, tworzeniem „w duchu surrealistów” (Kącka, Kornhauser, Taborska), „bizarnością” nowych opowiadań Olgi Tokarczuk czy ostatnią napisaną za życia książką Marka Fishera The Weird and the Eerie (2017). Lewicowe estetyki przełamały prymat naiwnej wiary w realizm i znowu oddały się refleksji nad wyobraźnią. W tym sensie Calders pojawia się u nas w dobrym momencie, potencjalnie produktywnym i otwartym na takie rozumienie dowcipu i dziwności, które postawi jego książkę raczej obok Gonçala Tavaresa niż np. krajana Cabrégo.I  będzie to znacznie ciekawsze towarzystwo.


Przypisy:
[1] Warto by pewnie wspomnieć o inspiracjach u Grupy zSabadell, awangardowej, kosmopolitycznej grupy katalońskich artystów i myślicieli z lat dwudziestych oraz o ich koncepcji ironicznej, humorystycznej hiperboli, ale darujmy sobie ten kontekst.
[2] Pozwala tu sobie tłumaczka na pewną dowolność względem oryginału, bo o ile Ver, però inexplicable to rzeczywiście Prawdziwe, ale niewytłumaczalne, La imprevista certesa to coś w stylu niepewnej lub nieprzewidywalnej pewności, to już ostatnia część L’escenari desconcertant z trudem daje się przełożyć jako Twarzą w twarz z nieoczekiwanym, bo chodzi raczej o scenę lub scenerię, w której wydarza się coś zagadkowego, co zaskakuje i wprawia w konfuzję. Nie jestem jednak specjalistą od katalońskiego, więc to tylko marginalna wątpliwość, czy nie dałoby się tego zrobić inaczej. Samym Kronikom ukrytej (a nie tajemnej) prawdy też bliżej do angielskiego przekładu Chronicles of the Hidden Truth niż do Cròniques de la veritat oculta, gdzie ostatnie słowo to rzeczywiście powszechny przymiotnik ‘ukryty’, ale zachowujący jednak łacińską etymologię ‘occultare’, którego następstwami było nie tylko ’ukrycie’, ale też ‘kult’ i ‘okultyzm’. Coś tracąc, równocześnie coś jednak zyskujemy, bo wraz z owym ‘ukryciem’ pojawia się istotne dla czytelnika pytanie: gdzie została ukryta, a więc zdeponowana tytułowa Prawda?, a biorąc pod uwagę ironię opowiadań Caldersa i podatność polskiego fana „realizmów magicznych” na sugestię głębi, jest to idealny prztyczek w nos.

O AUTORZE

Jakub_Skurtys_-_foto
Jakub Skurtys

Ur. 1989, mieszka we Wrocławiu, doktorant na Wydziale Filologicznym UWr, krytyk; pisze głównie o poezji; interesuje się historią awangardy, studiami nad codziennością oraz związkami literatury i ekonomii. Członek redakcji "Przerzutni".

powiązania

01_WYWIADY__Dawid Mateusz__Dalszy ciąg

Dalszy ciąg

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Dawidem Mateuszem, towarzysząca wydaniu almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2018, który ukazał się nakładem Biura Literackiego 3 czerwca 2019 roku.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Jakub Skurtys__Koniec antropocenu

Koniec antropocenu

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Animalia Anny Adamowicz, która ukazała się w Biurze Literackim 28 stycznia 2019 roku.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Jakub SKURTYS__Że sensem bycia jest troska

Że sensem bycia jest troska

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Dni powszednie i święta Julii Szychowiak, wydanej w Biurze Literackim 15 października 2018 roku.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Jakub SKURTYS__1

Osiemnaście tysięcy znaków

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa, towarzysząca premierze almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2017, który ukazał się w Biurze Literackim 13 sierpnia 2018 roku.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Jakub_SKURTYS_Kinkyway

Kinkyway

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Sankcje Jerzego Jarniewicza, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 30 kwietnia 2018 roku.

WIĘCEJ
03_RECENZJE__Jakub SKURTUS__Chiazm, czyli przepaść

Chiazm, czyli przepaść

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Raport wojenny Agaty Jabłońskiej, wydanej nakładem Biura Literackiego 20 listopada 2017 roku.

WIĘCEJ
05.01_RECENZJE_Jakub SKURTYS__Radość filatelisty

Radość filatelisty

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Historie ważne i nieważne w przekładzie Bohdana Zadury, wydanej nakładem Biura Literackiego 26 maja 2011 roku, a w wersji elektronicznej 13 listopada 2017 roku.

WIĘCEJ
06_RECENZJE__Jakub SKURTYS__I wszystkie długi zostaną spłacone

I wszystkie długi zostaną spłacone

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Trawers Andrzeja Sosnowskiego, wydanej w Biurze Literackim w wersji papierowej 6 marca 2017 roku, a w wersji elektronicznej 31 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE__Jakub_SKURTYS__Stronami-mitu,-stronami-zgrzytu-(4LP-box-set)

Stronami mitu, stronami zgrzytu (4LP box set)

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Wybieganie z raju (2006-2012) Tomasza Pułki, wydanej w Biurze Literackim 10 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE__Jakub_SKURTYS__Ja,-stróż-latarnik

Ja, stróż latarnik

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Stacja wieży ciśnień Dawida Mateusza, wydanej w Biurze Literackim w wersji papierowej 26 lipca 2016 roku, a w wersji elektronicznej 17 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_Abc-ABC

Zmęczony burz szaleństwem

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Jarzmo Przemysława Owczarka, wydanej w Biurze Literackim 29 maja 2017 roku.

WIĘCEJ
WYWIADY_sosnowski

Gazowana cykuta

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Jemioło

Rozmowa Piotra Jemioły z Jakubem Skurtysem, towarzysząca premierze książki Trawers Andrzeja Sosnowskiego, wydanej w Biurze Literackim 6 marca 2017 roku.

WIĘCEJ
RECENZJE_lesmian

Czarna magia

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Z tamtej strony ciszy Bolesława Leśmiana w wyborze Jacka Gutorowa, wydanej 8 listopada 2012 roku w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
WYWIADY_konopnicka

Gdy „na wzruszenia jest wymiar ogólny i ścisły”

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Matywiecki

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Piotrem Matywieckim.

WIĘCEJ
RECENZJE_janiak_jaskladnia

Ja-składnia

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Szkic Jakuba Skurtysa o poezji Kamili Janiak. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
WYWIADY_domagala_jakuc

Duchy Miasta są mi przychylne

wywiady / Jakub Skurtys Szymon Domagała-Jakuć

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Szymonem Domagałą-Jakuciem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
WYWIADY_Dawid_Mateusz

Kąt zaangażowania

wywiady / O PISANIU Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Dawidem Mateuszem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
DEBATY_O-forme-czyli-wszystko

O formę, czyli wszystko

debaty / ANKIETY I PODSUMOWANIA Jakub Skurtys

Głos Jakuba Skurtysa w debacie „Formy zaangażowania”, towarzyszącej premierze antologii Zebrało się śliny, która ukaże się niebawem w Biurze Literackim.

WIĘCEJ
RECENZJA_Bohdan_Zadura_Zmartwychwstanie-ptaszka

Daj mi tam, gdzie mnie jeszcze nie było

recenzje / IMPRESJE Jakub Skurtys

Esej Jakuba Skurtysa towarzyszący premierze książki Zmartwychwstanie ptaszka Bohdana Zadury.

WIĘCEJ
WYWIADY_Bohdan_Zadura_Nocne-zycie

"To się tylko tak mówi", czyli Nocne życie Bohdana Zadury

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Nocne życie Bohdana Zadury.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Zlotniejacy-swiat

Gdy "na wzruszenia jest wymiar ogólny i ścisły"

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Matywiecki

Z Piotrem Matywieckim o książce Złotniejący świat Marii Konopnickiej rozmawia Jakub Skurtys.

WIĘCEJ
KSIAZKI_poems

"Wild water kingdom timex show / jaki dziwny letargiczny trans"

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki poems Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Sajgon

Proces marginalizacji, spychania i odpychania Inności

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Mateusz Kotwica

Z Jakubem Skurtysem o książce Sajgon rozmawia Mateusz Kotwica.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Swiat-nie-scalony

Poezja nie jest już liryką

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Kacper Bartczak Paweł Kaczmarski

Z Kacprem Bartczakiem o książce Świat nie scalony. Estetyka, poetyka, pragmatyzm rozmawiają Paweł Kaczmarski i Jakub Skurtys.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Swiat-nie-scalony_1

"I to jest jakieś otwarcie na przyszłość" – Kacpra Bartczaka wstęp do poetyki pragmatystycznej

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Świat nie scalony Kacpra Bartczaka.

WIĘCEJ
RECENZJE_Poezja_odwiecznych

Poezja od-wiecznych przestrzeni. Cztery przymiarki do szkicu o Piotrze Matywieckim

recenzje / IMPRESJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Zdarte okładki (1965-2009) Piotra Matywieckiego, wydanej w Biurze Literackim 14 września 2009 roku.

WIĘCEJ
KSIAZKI_Zdarte-okladki

Nieskończenie długi poemat poza słowami

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Matywiecki

Z Piotrem Matywieckim o książce Zdarte okładki rozmawia Jakub Skurtys.

WIĘCEJ
01_WYWIADY__Pere Calders__Tłumaczenie opowiadań to sport wyczynowy

Tłumaczenie opowiadań to sport wyczynowy

wywiady / O KSIĄŻCE Anna Sawicka Juliusz Pielichowski

Rozmowa Juliusza Pielichowskiego z Anną Sawicką, towarzysząca wydaniu książki Kroniki ukrytej prawdy Pere Caldersa, w tłumaczeniu Anny Sawickiej, wydanej w Biurze Literackim 15 lipca 2019 roku.

WIĘCEJ
04_RECENZJE__Pere Calders___Historia naturalna_ wiadro z wodą, czyli sposób na tygrysy Pere Caldersa

Historia naturalna: wiadro z wodą, czyli sposób na tygrysy Pere Caldersa

recenzje / KOMENTARZE Anna Sawicka

Komentarz Anny Sawickiej, towarzyszący wydaniu książki Kroniki ukrytej prawdy Pere Caldersa, w tłumaczeniu Anny Sawickiej, wydanej w Biurze Literackim 15 lipca 2019 roku.

WIĘCEJ