recenzje / ESEJE

Podomka Balzaka (o Po domu Dariusza Sośnickiego)

Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Po domu Dariusza Sośnickiego, wydanej w Biurze Literackim 1 listopada 2021 roku.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

Fundamenty (baza)

Budynek to obiekt budowlany,
który jest trwale związany z gruntem,
wydzielony z przestrzeni za pomocą przegród
budowlanych oraz posiada fundamenty i dach.

Definicja ze słownika pojęć budowlanych

W poprzedniej książce poetyckiej – a było to lat temu siedem, co w poezji najnowszej oznacza zwykle narodziny jednej albo dwóch generacji krytyków, śmierć kilku czasopism literackich i ukazanie się kilku tysięcy tomów z wierszami, na ogół bardzo przeciętnymi – Dariusz Sośnicki zapraszał czytelniczkę do swojego „widmowego domu”, pozornie otwartego, choć w rzeczywistości mającego nośność alegorii z Kafkowskiej legendy o bramie do Prawa. Owszem, drzwi stały otworem, ale tylko dlatego, że nie było ich wcale, a wszystko działo się na progu wiersza, pomiędzy jakimś duchologicznym przebóstwieniem idei własności i typowym dla autora Marlewa urzeczowieniem świata. Albo innymi słowy: między tekstualną fantazją z późnego Derridy a materialistycznym konkretem kogoś, kto twardo stąpa po ziemi i czasem mógłby się nawet dogadać z Marksem.

Nowy tom Sośnickiego nosi tytuł Po domu, co należy oczywiście rozpatrywać w kontekście całej twórczości poety jako kolejny akt jego oikologicznych rozważań. Począwszy od debiutu, zawsze zapraszał nas bowiem autor do „jakiegoś domu” i „czyjegoś mieszkania”, od wynajmowanych, wilgotnych pokojów obcego domu, w którym poręcze odwracały się do niego plecami, przez mieszczańskie progi Państwa P., aż po ruch deglomeracji w kierunku przedmieść, gdzie – wzorem tłumaczonego wówczas przez siebie Audena – na uboczu zakreślał swój pagus, habitat, zapraszał gości, fraternizował się i ironicznie spluwał na wrogów. Napisałem o tym kilka tekstów, a i tak skłamałbym, gdybym stwierdził, że czuję się w tych nowych wierszach jak w domu – bezpiecznie i wygodnie, i to mimo wszystkich zaproszeń, zachęt oraz pokojów otwartych na oścież, w które udało się poecie ostatecznie wpuścić (zaprosić?) wiatr.

Czy dom z nowej książki istnieje równie widmowo, jak ten poprzedni? W jakie relacje wchodzi teraz z przestrzenią, z innymi ludźmi i ideą własności? Wydaje się, że u Sośnickiego zaszła jakaś zmiana, bo jego nowy dom – choć znowu próbuje być azylem intelektualisty, a tom ponownie zaczyna się wieloznacznym, ironicznym captatio – jest domem pośród innych domów, domem nie granicznym jak dawniej, lecz graniczącym. I już ten fakt sprawia, że zupełnie inaczej wybrzmiewa w Po domu kwestia własności i przemocy. Gość w wierszu, czytelnik lub podróżnik, który zagląda w poetycką domenę autora, nie jest już ani gościem proszonym, ani niemile widzianym. Jest równoprawnym mieszkańcem z piętra nad lub pod, sąsiadem zza ściany, kimś, kto na równych prawach przystępuje do tekstu, dzieląc z autorem może nie tę samą, ale na pewno wspólną przestrzeń.

Doskonały jest pierwszy utwór „Jeśli budowniczy” właśnie jako tekst otwierający książkę i zarysowujący jej koncept. Rozgrywa się on bowiem równocześnie w trzech rejestrach: prawa budowlanego, jakby instrukcji BHP („jeśli budowniczy…”), biblijnym (paraleliczne konstrukcje składniowe, zaczynanie od spójników, metafizyczny wymiar kary) oraz filozoficznym, z przestrzeni myśli słabej lub levinasowskiej etyki (proszę, stąpaj ostrożnie, bo może nie ustać…). Zaczyna się więc od konkretu, od ustanowienia sankcji – hipotezy porażki budowniczego – oraz kary, ale kara ta przychodzi już z innego porządku, z prawa talionu („budowniczy poniesie karę śmierci” – dosłownie oczywiście z kodeksu Hammurabiego). Następnie zaczyna dotyczyć już nie sprawcy, lecz mieszkańca lub obywatela, który tę hipotetyczną katastrofę budowlaną musi przełożyć na własną, jakże niepewną egzystencję.

Sporo u Sośnickiego refleksji klasowej, świadomości społecznej, ściśle związanej z jego usytuowaniem jako poety i redaktora, kiedyś mieszkańca małych miasteczek (jest nawet wiersz stricte biograficzny), dziś reprezentanta klasy menedżerskiej. Ale w tym akurat, przytaczanym już, tekście nie czuć jeszcze gorzkiej myśli Nałkowskiej, że co dla jednych podłogą, dla innych jest sufitem. Owszem, jest, ale w zdaniu „a zatem stąpaj ostrożnie” zawiera się raczej pewne etyczne przesłanie: przestroga, prośba, dystynkcja prawna albo nawet tymczasowa strefa możliwego. W przestrzeni wspólnej – i jest to jak najbardziej polityczna teza, która staje się niewidocznym fundamentem Po domu – wszystkim jednako grozi budowlana katastrofa. Jeśli „nader niestabilna konstrukcja” rzeczywiście nie zdoła ustać, to posypie się coś więcej niż poetycki gmach Sośnickiego – upadnie cały architektoniczny i geopolityczny porządek świata. Trudno nazwać to po prostu katastrofizmem czy czarnowidztwem – nie mówi wszak podmiot, że dom/wiersz/kraj nie ustoi i że wszystko musi skończyć się źle, lecz jedynie zarysowuje taką możliwość, oswaja nas z ryzykiem, z pewnym prawdopodobieństwem implozji. To oczywiście wskazówka dla czytelniczki, swego rodzaju mieszczańsko-literacki savoir-vivre: podchodź do tych wierszy ostrożnie, stąpaj po nich dyskretnie, wejdź, ugość się, ale nie zawłaszcz, bo retoryczność to nie tylko delikatny mechanizm, ale też broń obosieczna. A Sośnicki jest retoryczny: przemawia, gra z asercją, zachęca i zniechęca, namawia, ostrzega, manipuluje i dialoguje, choć – co zwykle wybiera jego podmiot – woli stwarzać pozory obiektywnej obserwacji świata i być niewidocznym panem „zza winkla”, który albo nie ma na nic wpływu, albo świadomie wstrzymuje się od ingerencji.

Wątek oikologiczny to kluczowa sprawa, bo Po domu to równocześnie oprowadzanie „po domu” jak po muzeum, w którym nie ma już życia, choć jeszcze trwają zakonserwowane w przestrzeniach rzeczy-ślady, ale też po własnej biografii, po domenie, dziedzinie, po habitusie, kolejnych mieszkaniach, aktach zakorzeniania się i bycia wykorzenianym (w przestrzeni urbanistycznej, językowej i społecznej). W powietrzu zawisa więc niechybnie jak jaskółka przed burzą pytanie o czas, o to, co nastąpi „po domu”, i gdzie miałoby się to wydarzyć, w jakiej i czyjej przestrzeni. Ostatni wiersz „Po liściach” to właśnie takie pożegnanie, choć nie tylko: wiatr jeszcze szumi w pokojach, a pokoje stają się światem, otwierają się, więc wiatr zamieszkuje wszystko, tak jakby brał we władanie cały świat, dekonstruując wszelkie procesy grodzeń. Wraca Sośnicki do starej myśli, że „wiersz wychodzi z domu…”, i przetwarza ją po swojemu. Wiersz jest u niego śladem po domu, który opuścił „Bezszelestny” (mitologicznie zapewne Zefir, bo tekst jest o wietrze, choć może być i Morfeusz). Quasi-teologiczna figura pojawia się na sam koniec, i może mieć tyleż odniesienie do Boga, ile do czytelnika-gościa. Wszak gość w dom, Bóg w dom. Opuszczenie to jest co prawda znowu hipotetyczne, ale mimo wszystko pozostaje w mocy ostrzeżenie z początku książki. Jeśli katastrofa konstrukcji jest możliwa, to trzeba założyć, że kiedyś nastąpi. Zostaną gruzy, resztki, przestrzeń, w której hula tylko wiatr. A pamiętać musimy – by wrócić jeszcze do pierwszego wiersza z tomu – że tytuł całości to też fragment jego końcówki: „pomyśl o budowniczym,/ który buduje dom po domu”. Jest w tym jakaś ironiczna, złowroga seryjność, która doskonale zgrywa się z kolejnym tekstem – „W wielopokoleniowej rodzinie” – tworząc wrażenie łańcucha dziedziczenia cnót i wad w sztafecie pokoleń.

Druga ważna sprawa to rozproszony po całym tomie cykl wierszy ze służebną metaliteracką frazą „mowa jest matką, nie służącą myśli”. Cykl ten przypomina nieco Tkaczyszyna-Dyckiego i jest paralelny z jego tezami o nadaremności napomknień i powtórzeń. Wyłania się z niego jednak inna filozofia języka poetyckiego: mowy jako żywiołu zbuntowanego, dzikiego, młodzieńczego, a nawet jako wyrodnej, niedojrzałej matki, która sama zwalnia się ze swoich rodzicielskich obowiązków. To oczywiście odtworzenie romantycznego toposu giętkości mowy i jej trudnej relacji z myślą, ale odwróconego, tak jakby mowa poprzedzała myślenie, a dialog – monolog liryczny. Ostatecznie dochodzi między nimi do konfliktu i opuszczenia nie z winy braków w rzemiośle czy zaniedbania (przecież to poeta jest budowniczym, który spartaczy robotę), ale jakby z naturalnego prawa rodzicielskiego, że dzieci opuszczają gniazda. Zakładam, że stąd tyle ornitologicznych obserwacji i miniatur w Po domu – nie chodzi bowiem po prostu o ptaki, ale o ich sposób budowania domu, „wicia gniazdka”, celebrowania związku, narodzin potomstwa, a wreszcie o ten moment, w którym zostaje po nich opuszczone gniazdo, kolejna „nader niestabilna konstrukcja”. Można powiedzieć, że losy ptaków i los poety-mieszczanina z przeciętnej, małomiasteczkowej rodziny są tu paralelne i wobec siebie analogiczne. Cechuje je przede wszystkim podobna relacja do alegorycznej figury wiatru, od którego wszystko jest zależne, a który rozpędza nas na cztery strony świata.

Przegrody

Kazano ci narysować dom sztychem i dowieść,
że w kwadrat ten można wpisać szczęśliwą rodzinę.
Z zużytych wolisz zapałek układać złą powieść
i czekać dawnych przyjaciół. Wrócą za godzinę.

A. Ważyk, „Wykres”

Charakterystyczny dla retorycznego wymiaru Po domu jest tryb warunkowy – „jeśli” i „jeśli nie”, „chyba że” i „gdyby”: „jeśli budowniczy”, „jeśli jego łono”, „jeśli jest mężczyzną”, „jeśli nie perły”, „jeśli nie koralowych ust”, „jeśli nawet coś kręci się”, „a jeśli już”, „nawet jeśli nie do końca”, „czy budowniczowie zdążą?”, „istnieje pewne prawdopodobieństwo, że gdyby”, „i gdyby wygrać los na loterii” itd. Jak na tak skromną książkę jest tego dużo i powinno nam to dać do myślenia. Sośnicki nie tyle wątpi – w kondycję świata, w referencję, która miałaby zostać zawarta między rzeczami i słowami niczym umowa najmu – ile nieustannie hipotetyzuje, tak jakby zawsze robił kilka kroków do przodu, na wszelki wypadek. Są to jednak kroki na niby, nieco neurotyczne. Bo ten ostatni musiałby go wyprowadzić poza dom, poza domenę wiersza, a wówczas reguły retorycznej gry, które każdy z tych tekstów ustanawia na własną rękę, po prostu przestałyby obowiązywać. Zostajemy więc w pewnego rodzaju impasie, między fantazjotwórczym zrywem niedokonanej rewolucji i kontemplacją status quo, jakby poetycko pogodzeni z umiarkowanym pesymizmem:

Istnieje także pewne prawdopodobieństwo,
że te i podobne powściągliwości, gdyby się jednak na nie zdecydować
i gdyby wygrać los na loterii w postaci właściwej reakcji,
swojej i świata, nie byłyby naszym stylem późnym i łabędzim śpiewem,
ale jaskółką fundamentalnej zmiany i jutrzenką swobody,

prawdziwą Aurorą;

owszem, istnieje takie prawdopodobieństwo,
ale jest ono stosunkowo niewielkie,
może nie bardzo małe, ale też niezbyt duże, powiedzmy, że jest ono
umiarkowane, czyli dokładnie takie, jakie powinno być.

Poeta tworzy podmiot neurotyczny, świadomy własnego opuszczenia, izolacji, odcięcia, które nie tyle nawet jest, ile będzie – musi nastąpić, „jeśli” spełnione zostaną warunki. Nazwałbym ten modus egzystencjalny, który manifestuje się w większości wierszy, trybem wzmożonej ostrożności. Wynika ona jednak nie z braku zaufania do innych ludzi (sąsiadów, rodziców, współmieszkańców, współczytelników), lecz z braku zaufania do samego języka, który nie jest w stanie długo podtrzymać komunikacyjnych zobowiązań i sam z siebie być nośnikiem społecznego sukcesu (najlepszym przykładem niech będzie „mijający się” dialog z jakże ciekawego retorycznie tekstu „W domu nastaje prawdziwe święto”). Sośnicki jest w tym tomie jak czuwający w nocy lokator, który w każdym skrzypieniu podłogi szuka zwiastunów podchodzącego pod próg lasu Birnam (por. „Przy człowieku”). Azyl zmienia się w więzienie, a mur w zasłonę przed światem, chociaż trudno stwierdzić, czy to źle. Bo przecież poeta ostatecznie nie rozstrzyga w wierszach konfliktów egzystencjalnych. On „osadza” ich resztki, zbiera chrust i lepi gniazda. Pełni równocześnie funkcję czułego ornitologa i straży sąsiedzkiej, kogoś, kto czuwa nad homeostazą życia społecznego.

Trzeci warty poruszenia element to charakterystyczny dla Sośnickiego tryb obserwacji: spis rzeczy nieużytecznych i nieobecność ludzi znikających pomiędzy nimi, statyczne kadry, skonstruowane jak lista zakupów i skradająca się cisza „pomiędzy kępami szczawiu”:

Pomiędzy kępami szczawiu
lodówka z urwanymi drzwiami,
błotnik zaporożca, grabie
ze złamanym trzonkiem.
Cicho, jakby się wszyscy objedli
makiełkami z wczoraj.

Kto patrzy? Jakie boskie-wścibskie oko przygląda się tej scenie? Zapewne jest to Bezszelestny i Cichy, bo Sośnicki ma w nowym tomie tendencję do uciekania w baśniowość, lokowania habitatu mowy „za siedmioma górami, za siedmioma rzekami” („Jeszcze lepsi”) czy fantazjowania o niemożliwym, jak w „Sekretnym życiu kolorów”:

(…) bo to był dom
ciągnący się po horyzont, zawsze czemuś przydymiony,
i możliwości zakwaterowania były w nim praktycznie nieograniczone,
a ja patrzyłem na to zza winkla.

Jest też w tomie rejestr rodem z Ważyka czy innych socrealistycznych satyr, utrzymanych w pozornie (socr)realistycznej poetyce: „Czy budowniczowie zdążą na czas/ zdemontować dach?”. Przebudowa, wyprowadzka, kolejna wprowadzka, cykl życia, odwracanie procesów tworzenia – pracuje w takich tekstach urzędniczy styl, niechętny, suchy, oparty na podziale i grodzeniu, oddzielający od siebie ludzi i rzeczy (najbardziej charakterystyczny jest tu wiersz „Jeszcze lepsi”).

Po domu to opowieść o różnych prędkościach i aż prosi się o zestawienie z innym niedawno wydanym tomem oikologicznym, który z budowania i burzenia uczynił główną metaforę metaliteracką – Kalendarzem majów Konrada Góry. Czym różni się „dom” – domena i habitat – jednego i drugiego poety? Przede wszystkim dom Góry, podobnie jak cała jego poezja, składa się z podstawowych elementów konstrukcyjnych. Stoi za nim realna praca poetycka i fizyczna: stawianie belek, usuwanie drzwi, tynkowanie ścian, uszczelnianie dachu oraz – z ducha awangardowe – psucie całej konstrukcji uderzenie po uderzeniu. Dom Sośnickiego jest z cegieł i przepisów, z relacji prawnych i stosunków społecznych, nakazów i kar, po równo z ciężkiej pracy, dziedziczenia oraz kodeksu Hammurabiego. Doskonale widać to było już w Państwie P., a potem w Spóźnionym owocu radiofonizacji – autora nie interesuje samo tworzywo, lecz relacje/prawa/zależności, które wprawiają je w ruch lub stabilizują w konkretnych układach. Jako „poeta rzeczy”, wybitny reifikator świata, nie pozwala rzeczom po prostu pracować: stropom napinać się, belkom pękać, ścianom kruszeć lub się wznosić. Nawet w alienacyjnym procesie obmurowywania się w duchu „The Wall” z wiersza „Jak monstrualna krzyżówka” kładzione cegły mają ciężar konstruktywistycznych fantazji Peipera i spoczywają w dłoniach tak samo realnie, jak młoty przebijające się na drugą stronę rzeczywistości u Leśmiana. Są hipotetyczne, niezdolne do afordancji, a więc pozbawione swoich przedmiotowych właściwości. Góra, pisząc równocześnie o budowie/burzeniu domu i budowie/burzeniu wiersza, z tej afordancji korzysta, co starałem się kiedyś określić jako heideggerowską podręczność – Zuhandenheit. Sośnicki jest zleceniodawcą i odbiorcą, a w kontakt/kontrakt ze światem wchodzi „za pośrednictwem” kogoś lub czegoś. Nie oceniam obu tych postaw, tylko odnotowuję ich jakże fascynującą biegunowość, bo wydaje mi się ona znacząca dla pokazania miejsca, jakie próbuje zająć poezja autora Po domu, i tego, z czym zmaga się jego idiom.

Dachy (nadbudowa)

W przygotowanym przez siebie wyborze wierszy Sośnickiego Wysokie ogniska (2014) Paweł Kaczmarski sugerował, że istnieje jakieś odległe powinowactwo – brzmieniowe, w szyku zdania, ale też w pewnej koncepcji przechodzenia od tego, co konkretne, do tego, co ogólne i niejasne – między „Wielkim Czwartkiem” Sośnickiego i słynnymi „Wysokimi oknami” Philipa Larkina. Wrocławski krytyk co prawda nie rozwinął tej myśl i zaledwie zarysował kontekst retorycznej „dziwności” tej poezji, ale chyba warto go po latach podjąć. Przypomnijmy końcówkę wiersza angielskiego poety (w przekładzie Jacka Dehnela, bo w jego przekładzie jest po prostu lepsza niż ta Barańczaka):

On i podobni jemu długim, śliskim
Torem w dół zjadą jak swobodne, ciężka

Cholera, ptaki. I od razu zamiast
Słów, myśl się zjawia o wysokich oknach:
Gdzieś za szybami zalanymi słońcem
Głęboki błękit powietrza objawia
Nic, które nigdzie jest – i jest bez końca.

„Myśl o wysokich oknach” jest tu jakby przesunięciem środka ciężkości całej sytuacji lirycznej – zdecentralizowaniem układu i pozbawieniem patrzącego (i skomplikowanej relacji kolejnych, spoglądających na siebie „z góry” w swoistej sztafecie pokoleń) władzy nad wierszem. Tak objawiał się Larkinowski nihilizm, estetyzowany za pomocą strategii apofatycznej – nie ma wszak ostatecznego, „najwyższego” okna. Czytam Po domu dokładnie wbrew tej tendencji, jakby antylarkinowsko, wręcz jako otwartą polemikę, zwłaszcza w „Cudzie na święta”:

miska z wodą,
płyn do mycia naczyń,
ocet i puszysta

piana, którą matka
ściera z okien gazetami;
trze i trze,

a potem ojciec
każe mi
podziwiać przez te okna

świat.

„Wysokie okna” zyskują tu swój konkret – i to nie tylko biograficzny, więcej bowiem mają z robotniczego rdzenia Douglasa Dunna niż z cynicznego Larkina. Otwierające spojrzenie przez okno i ojcowski nakaz podziwiania świata, taka wymuszona epifania, to jakby scena źródłowa poezji Sośnickiego, jego głos w sprawie pochodzenia klasowego, relacji między pracą fizyczną a estetyką wzniosłości oraz dziedziczeniem skazy i szukaniem ujścia. Jeśli mieszczański, statyczny wiersz poety wydawać nam się może z wielu stron zablokowany, zbudowany raczej na przegrodach i ściankach działowych niż pasażach i otwarciach, to właśnie dlatego, że już w tej źródłowej scenie zawarta jest cała „przemoc” rzeczywistości, jej mimowolny nacisk: trudu, siermiężnej pracy, bezwyjściowości, a to wszystko po to, żeby uzyskać – jakże złudne – wrażenie przejrzystości. To wciąż opowieść „zza szyby”, bo kluczową parą pojęć, które pracują w Po domu, są grodzenie (mieszkania, osiedla, pokoje) i rozszczelnienie (wiatr, ptaki). Zdaje się, że ideologiczna nadbudowa nowej książki poety raz po raz, dość odważnie, poczyna sobie też z kwestią graniczności i ważnymi dziś pytaniami o nasze prawo do ziemi – do emigracji, nomadyczności, przenosin i bezpieczeństwa.

Wciąż jednak funkcjonują w tej książce pewne liryczne nieoczywistości, które zaczynają mieć charakter ontologiczny – imiesłowy, które stają się postaciami, zaproszenia, które mają charakter wywoławczy, urwane zdania i ornitologiczne wymyki. To poetyzmy, ale skonstruowane w taki sposób, żeby tworzyć wrażenie jakiejś baśniowej tajemniczości czy metafizyczności, która zakrada się w nasze domostwo i rozgości się w nim, czy tego chcemy, czy nie. Podobnie funkcjonuje „Bezszelestny” „Pan Pierwszy” i „nieodżałowany”, ale też „gość/ z innych stron” i „mniszek”, zawieszony gdzieś miedzy formą kwiatka i pustelnika, a może tylko słowa z atlasu. Obok nich są figury prymarne, fundacyjne, stabilizujące albo wręcz blokujące: budowniczy/budowniczowie, gospodarz domu, „Pan domu, pantokrator, wielka domowa panda, pan zabierze”, „obrotni wrogowie” i „leniwi antenaci”. Wszyscy zostają estetycznie „wzniesieni”, jakbyśmy nie mówili o konkretnych ludziach, tylko o funkcjach, pomocnikach wiersza, prowadzących go na manowce. Dom-świat, po którym oprowadza czytelniczkę Sośnicki, kontemplując fundamentalne pojęcia rodziny, zamieszkiwania, pracy i (trudnego) sąsiedztwa, ma w sobie jakiś pozytywistyczny ekwiwalent, który ściąga poetę „ku ziemi”, choć wcale nie ku materii samej w sobie. To raczej ziemista szorstkość konkretu, detalu, powściągliwość ironii, która na ludzką komedię patrzy jakimś postbalzakowskim okiem:

Co nam, mieszkańcom, otwiera, no co,
podręcznik świata na stronie z definicją komizmu,

co dla nas odgrywa tę komedię,
wcale przecież nieśmieszną?

Zbyt obfity posiłek

zjadany w pojedynkę?

Fałszywy wysiłek?

Zajadły pojedynek?

Jest u Sośnickiego gorzki realizm, charakterystyczny właśnie dla monumentalnego cyklu francuskiego prozaika – świadomość, że w dużej mierze da się opowiedzieć o nas, niby wyjątkowych, a jednak typowych mieszkańcach każdego miasta i miasteczka, poprzez nasz habitus i stosunki społeczne, począwszy od układów rodzinnych i przyzwyczajeń, a skończywszy na kontraktach ekonomicznych i fantazjach o awansie klasowym. U Balzaka stało za tym przekonanie, że z boskiej perspektywy trzecioosobowego, obiektywnego narratora nie widać właściwie nic więcej niż ten mrówczy, komiczny trud nawiązywania jakże pragmatycznie umotywowanych relacji. Sośnicki zdaje się wprowadzać jednak drobną korektę do tego spojrzenia: kruchość, rodzaj sentymentalnej czułości, może litość, jakąś dziwną formę współczucia nam wszystkim. Nie jest w tym tomie ani intymny, ani konfesyjny, nie zwierza się z własnych bolączek, nie fraternizuje się, nie gra autobiograficznymi chwytami ani tym bardziej nie próbuje nas przeprowadzić jak prorok od życiopisania do lirycznego nomadyzmu. Powiedziałbym, że powstrzymują go od tego „te i podobne powściągliwości” (z wiersza „Albo choć odciąć puentę”), drobne dyskrecje (od razu przypominają się słynne „Niedyskrecje” Sommera), jakaś swobodna elegancja albo po prostu szyk – ten zdaniowy i ten intelektualny.

O AUTORZE

Jakub Skurtys

ur. 1989, krytyk i historyk literatury; doktor literaturoznawstwa; pracuje na Wydziale Filologicznym UWr; autor książek o poezji najnowszej Wspólny mianownik (2020) oraz Wiersz… i cała reszta (2021).

powiązania

Doktor Marlow i Pan Kurtz

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Meskalina i muzyka Henriego Michaux w przekładzie Jakuba Kornhausera i Wacława Rapaka, wydanej w Biurze Literackim 15 listopada 2021 roku.

WIĘCEJ

Tętent spalonej awangardy

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Impresja Dawida Mateusza i Jakuba Skurtysa na temat poezji Bartosza Horyzy, laureata 16. edycji Połowu poetyckiego.

WIĘCEJ

Kredę gryzie się ze strachu

recenzje / IMPRESJE Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Impresja Dawida Mateusza i Jakuba Skurtysa na temat poezji Aleksandry Byrskiej, laureatki 16. edycji Połowu poetyckiego.

WIĘCEJ

Niepokalanie początku

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Połów. Poetyckie debiuty 2020, która ukazała się w Biurze Literackim 26 lipca 2021 roku.

WIĘCEJ

O tym, co mogło zajść, gdyby zajść miało, tej nocy

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Mondo cane Jerzego Jarniewicza, która ukazała się w Biurze Literackim 28 czerwca 2021 roku.

WIĘCEJ

Pieśni niewinności i doświadczenia

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Agaty Puwalskiej haka!, wydanej w Biurze Literackim 22 marca 2021 roku.

WIĘCEJ

Bezsilność i drżenie

wywiady / O KSIĄŻCE Adam Kaczanowski Jakub Skurtys

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Adamem Kaczanowskim, towarzysząca premierze książki Utrata, która zostanie wydana w Biurze Literackim 22 lutego 2021 roku.

WIĘCEJ

Wiersz niejedno zniesie

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa, towarzysząca wydaniu książki Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego Ciało wiersza, która ukazała się w Biurze Literackim 11 stycznia 2021 roku.

WIĘCEJ

Klasyka europejskiej poezji: Blake, Espriu, Todorović, Župančič

nagrania / Stacja Literatura Filip Łobodziński Jakub Kornhauser Jakub Skurtys Joanna Orska Miłosz Biedrzycki Miroljub Todorović Oton Župančič Salvador Espriu Tadeusz Sławek William Blake

Spotkanie wokół książek Wyspa na Księżycu Williama Blake’a, świnia jest najlepszym pływakiem Mirjoluba Todorovicia, Kielich upojenia Otona Župančiča oraz Skóra byka Salvadora Espriu z udziałem Tadeusza Sławka, Jakub Kornhauser, Miłosza Biedrzyckiego, Filipa Łobodzińskiego, Joanny Orskiej i Jakuba Skurtysa w ramach festiwalu Stacja Literatura 25.

WIĘCEJ

Nowe języki poezji

nagrania / Stacja Literatura Jakub Skurtys

Zapis dyskusji “Nowe języki poezji” prowadzonej przez Jakuba Skurtysa w ramach festiwalu Stacja Literatura 25.

WIĘCEJ

Przyszłość jest chmurą, przyszłość jest chwytem

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa, towarzysząca wydaniu książki Radosława Jurczaka Zakłady holenderskie, która ukazała się w Biurze Literackim 18 listopada 2020 roku.

WIĘCEJ

Posłowie: O nadziei

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Szkic Jakuba Skurtysa, towarzyszący wydaniu almanachu Wiersze i opowiadania doraźne 2020, który ukazał się w Biurze Literackim 8 października 2020 roku.

WIĘCEJ

Ścieżki równoległe

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa, towarzysząca premierze almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2019, który ukazał się w Biurze Literackim 17 sierpnia 2020 roku.

WIĘCEJ

Serdeczny złotnik świata

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa, towarzysząca wydaniu książki Otona Župančiča Kielich upojenia, w wyborze, przekładzie i z posłowiem Katariny Šalamun- Biedrzyckiej, która ukazała się w Biurze Literackim 15 czerwca 2020 roku.

WIĘCEJ

Poetyckie książki trzydziestolecia

nagrania / Stacja Literatura Anna Kałuża Jakub Skurtys Joanna Mueller Joanna Orska Karol Maliszewski

Spotkanie z udziałem Anny Kałuży, Karola Maliszewskiego, Joanny Mueller, Joanny Orskiej oraz Jakuba Skurtysa w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.

WIĘCEJ

Kroniki ukrytej prawdy, Sroga zima oraz Biblia i inne historie

nagrania / Stacja Literatura Anna Kałuża Anna Sawicka Anna Wasilewska Elżbieta Sobolewska Jakub Skurtys Pere Calders Péter Nádas Raymond Queneau

Spotkanie wokół książek Kroniki ukrytej prawdy Pere’a Caldersa, Sroga zima Raymonda Queneau i Biblia i inne historie Pétera Nádasa z udziałem Anny Sawickiej, Elżbiety Sobolewskiej, Anny Wasilewskiej, Anny Kałuży i Jakuba Skurtysa w ramach festiwalu Stacja Literatura 24.

WIĘCEJ

Strącanie w ogień

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Przemysław Suchanecki

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Przemysławem Suchaneckim, towarzysząca premierze książki Wtracenie Przemysława Suchaneckiego, która ukazała się w Biurze Literackim 31 grudnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Krótki traktat o urządzeniach (zapiski z lektury)

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Naworadiowa Kacpra Bartczaka, wydanej w Biurze Literackim 26 sierpnia 2019 roku.

WIĘCEJ

Dziwny żywot kronikarza

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Kroniki ukrytej prawdy Pere Caldersa, w tłumaczeniu Anny Sawickiej, wydanej w Biurze Literackim 15 lipca 2019 roku.

WIĘCEJ

Dalszy ciąg

wywiady / O KSIĄŻCE Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Dawidem Mateuszem, towarzysząca wydaniu almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2018, który ukazał się nakładem Biura Literackiego 3 czerwca 2019 roku.

WIĘCEJ

Koniec antropocenu

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Animalia Anny Adamowicz, która ukazała się w Biurze Literackim 28 stycznia 2019 roku.

WIĘCEJ

Że sensem bycia jest troska

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Dni powszednie i święta Julii Szychowiak, wydanej w Biurze Literackim 15 października 2018 roku.

WIĘCEJ

Osiemnaście tysięcy znaków

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa, towarzysząca premierze almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2017, który ukazał się w Biurze Literackim 13 sierpnia 2018 roku.

WIĘCEJ

Kinkyway

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Sankcje Jerzego Jarniewicza, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 30 kwietnia 2018 roku.

WIĘCEJ

Chiazm, czyli przepaść

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Raport wojenny Agaty Jabłońskiej, wydanej nakładem Biura Literackiego 20 listopada 2017 roku.

WIĘCEJ

Radość filatelisty

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Historie ważne i nieważne w przekładzie Bohdana Zadury, wydanej nakładem Biura Literackiego 26 maja 2011 roku, a w wersji elektronicznej 13 listopada 2017 roku.

WIĘCEJ

I wszystkie długi zostaną spłacone

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa książki Trawers Andrzeja Sosnowskiego, wydanej w Biurze Literackim w wersji papierowej 6 marca 2017 roku, a w wersji elektronicznej 31 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ

Stronami mitu, stronami zgrzytu (4LP box set)

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa towarzysząca premierze książki Wybieganie z raju (2006-2012) Tomasza Pułki, wydanej w Biurze Literackim 10 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ

Ja, stróż latarnik

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Stacja wieży ciśnień Dawida Mateusza, wydanej w Biurze Literackim w wersji papierowej 26 lipca 2016 roku, a w wersji elektronicznej 17 lipca 2017 roku.

WIĘCEJ

Zmęczony burz szaleństwem

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Jarzmo Przemysława Owczarka, wydanej w Biurze Literackim 29 maja 2017 roku.

WIĘCEJ

Gazowana cykuta

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Jemioło

Rozmowa Piotra Jemioły z Jakubem Skurtysem, towarzysząca premierze książki Trawers Andrzeja Sosnowskiego, wydanej w Biurze Literackim 6 marca 2017 roku.

WIĘCEJ

Czarna magia

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Z tamtej strony ciszy Bolesława Leśmiana w wyborze Jacka Gutorowa, wydanej 8 listopada 2012 roku w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

Gdy „na wzruszenia jest wymiar ogólny i ścisły”

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Matywiecki

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Piotrem Matywieckim.

WIĘCEJ

Ja-składnia

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Szkic Jakuba Skurtysa o poezji Kamili Janiak. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

Duchy Miasta są mi przychylne

wywiady / Jakub Skurtys Szymon Domagała-Jakuć

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Szymonem Domagałą-Jakuciem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

Kąt zaangażowania

wywiady / O PISANIU Dawid Mateusz Jakub Skurtys

Rozmowa Jakuba Skurtysa z Dawidem Mateuszem. Prezentacja w ramach cyklu tekstów zapowiadających antologię Zebrało się śliny. Nowe głosy z Polski, która ukaże się w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

O formę, czyli wszystko

debaty / ANKIETY I PODSUMOWANIA Jakub Skurtys

Głos Jakuba Skurtysa w debacie „Formy zaangażowania”, towarzyszącej premierze antologii Zebrało się śliny, która ukaże się niebawem w Biurze Literackim.

WIĘCEJ

Daj mi tam, gdzie mnie jeszcze nie było

recenzje / IMPRESJE Jakub Skurtys

Esej Jakuba Skurtysa towarzyszący premierze książki Zmartwychwstanie ptaszka Bohdana Zadury.

WIĘCEJ

Sześć zakładów o miejsce krytyki (wokół Księgi zakładek Jacka Gutorowa)

recenzje / IMPRESJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z ksiażki Księga zakładek Jacka Gutorowa.

WIĘCEJ

"To się tylko tak mówi", czyli Nocne życie Bohdana Zadury

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Nocne życie Bohdana Zadury.

WIĘCEJ

Gdy "na wzruszenia jest wymiar ogólny i ścisły"

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Matywiecki

Z Piotrem Matywieckim o książce Złotniejący świat Marii Konopnickiej rozmawia Jakub Skurtys.

WIĘCEJ

"Wild water kingdom timex show / jaki dziwny letargiczny trans"

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki poems Andrzeja Sosnowskiego.

WIĘCEJ

Od obelisku do krawędzi skały. O dwóch przekładach z Heaneya

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Kolejowe dzieci Seamusa Heaneya.

WIĘCEJ

Proces marginalizacji, spychania i odpychania Inności

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Mateusz Kotwica

Z Jakubem Skurtysem o książce Sajgon rozmawia Mateusz Kotwica.

WIĘCEJ

Poezja nie jest już liryką

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Kacper Bartczak Paweł Kaczmarski

Z Kacprem Bartczakiem o książce Świat nie scalony. Estetyka, poetyka, pragmatyzm rozmawiają Paweł Kaczmarski i Jakub Skurtys.

WIĘCEJ

"I to jest jakieś otwarcie na przyszłość" – Kacpra Bartczaka wstęp do poetyki pragmatystycznej

recenzje / ESEJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Świat nie scalony Kacpra Bartczaka.

WIĘCEJ

Poezja od-wiecznych przestrzeni. Cztery przymiarki do szkicu o Piotrze Matywieckim

recenzje / IMPRESJE Jakub Skurtys

Recenzja Jakuba Skurtysa z książki Zdarte okładki (1965-2009) Piotra Matywieckiego, wydanej w Biurze Literackim 14 września 2009 roku.

WIĘCEJ

Nieskończenie długi poemat poza słowami

wywiady / O KSIĄŻCE Jakub Skurtys Piotr Matywiecki

Z Piotrem Matywieckim o książce Zdarte okładki rozmawia Jakub Skurtys.

WIĘCEJ

„Pogodna starość najeźdźcy” – wiersz z komentarzem

recenzje / KOMENTARZE Dariusz Sośnicki

Autorski komentarz Dariusza Sośnickiego w ramach cyklu „Wiersz w drodze”, towarzyszący premierze książki Po domu, wydanej w Biurze Literackim 1 listopada 2021 roku.

WIĘCEJ

Byliśmy wreszcie we własnym domu

wywiady / O KSIĄŻCE Artur Burszta Dariusz Sośnicki

Rozmowa Artura Burszty z Dariuszem Sośnickim towarzysząca premierze książki Po domu, wydanej w Biurze Literackim 1 listopada 2021 roku.

WIĘCEJ

Po domu (1)

utwory / zapowiedzi książek Dariusz Sośnicki

Fragmenty zapowiadające książkę Po domu Dariusza Sośnickiego, która ukaże się w Biurze Literackim 1 listopada 2021 roku.

WIĘCEJ